Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Patriotyzm Jana Pawła II

2018-01-10 10:56

Paweł Zuchniewicz
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 26-29

Zdzisław Sowiński

Burzę, która się wtedy rozpętała, pamięta każdy, kto przyszedł na lotnisko w Masłowie pod Kielcami. 3 czerwca 1991 r. z nieba lały się hektolitry wody, gdy Jan Paweł II dotarł na miejsce celebry, w której brało udział pół miliona wiernych.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – zaczął. – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus również przez tę niepogodę, przez ten gwałtowny deszcz i wicher, widocznie był nam wszystkim potrzebny.

– Wtedy ten krzyż o lekko zadartych w górę ramionach na tle ciemnych chmur unoszących się nad lotniskiem był dla mnie wołaniem człowieka do Boga – wspomina wówczas ksiądz, a dziś biskup Marian Florczyk. – Pamiętam głos Papieża, który mówił o wolności, której trzeba dobrze używać, i o rodzinie, której nie wolno niszczyć.

Reklama

Słowa wypowiedziane wówczas przez Jana Pawła II w dużych emocjach należą do tych, które chyba najmocniej utrwaliły się w naszej pamięci:

– (...) to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć!

Odebraliśmy je jako poważne upomnienie, wyraz bólu i świętego gniewu (i słusznie), była to jednak zarazem gorliwa deklaracja patriotyzmu Papieża i jego pragnienia szczęścia rodaków.

Rozpoczynający się rok 2018 znaczy setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Jest to zarazem 40. rocznica wyboru (16 października 1978 r.) na Stolicę Piotrową najwybitniejszego naszego rodaka, który dziś cieszy się mianem świętego. Został on wyniesiony na ołtarze w tempie zaiste ekspresowym, co samo przez się świadczy o jego wielkości. Dotyczy ona wielu obszarów, także czwartego przykazania, które traktuje m.in. o miłości ojczyzny.

Góralu, czy ci nie żal?

Ten gest był tak niezwykły, że zasłużył sobie na utrwalenie go w spiżu pomnika. Znajduje się on na dziedzińcu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i przedstawia Jana Pawła II obejmującego prymasa Stefana Wyszyńskiego. Scena ta miała miejsce 23 października 1978 r., podczas audiencji dla Polaków, dzień po uroczystej inauguracji pontyfikatu. Uścisk ten wyrażał przyjaźń i oddanie dwóch wielkich Polaków, a zarazem stał się jakimś symbolem pożegnania Karola Wojtyły z Ojczyzną, jakby uosabianą przez Prymasa.

Jan Paweł II odczytał wtedy dwa listy pożegnalne – jeden do rodaków, drugi do wiernych archidiecezji krakowskiej. W tym pierwszym napisał:

„Mówię to do wszystkich bez wyjątku Rodaków, szanując światopogląd i przekonania każdego bez wyjątku. Miłość Ojczyzny łączy nas i musi łączyć ponad wszelkie różnice. Nie ma ona nic wspólnego z ciasnym nacjonalizmem czy szowinizmem. Jest prawem ludzkiego serca. Jest miarą ludzkiej szlachetności – miarą wypróbowaną wielokrotnie w ciągu naszej niełatwej historii”.

Słowa te padły w bardzo konkretnych okolicznościach historycznych. Polska nie była wolna, rządzili w niej ludzie o światopoglądzie wrogim lub obcym chrześcijaństwu, a byli spadkobiercami oczywistych prześladowców Kościoła. A jednak Papież zwracał się do „wszystkich bez wyjątku (...), szanując ich światopogląd i przekonania”. Tylko ktoś o wielkiej sile wewnętrznej może sobie na coś takiego pozwolić.

„Niełatwo jest zrezygnować z powrotu do Ojczyzny, «...do tych pól umajonych kwieciem rozmaitem, posrebrzanych pszenicą, pozłacanych żytem» – jak pisał Mickiewicz, do tych gór i dolin, i rzek, i jezior, do tych ludzi umiłowanych, do tego Królewskiego Miasta – ale skoro taka jest wola Chrystusa, trzeba ją przyjąć. Więc przyjmuję”.

Jeśli prawdą są słowa francuskiego poety: „Partir, c’est mourir un peu” (Wyjechać – to trochę umrzeć), to w przypadku Karola Wojtyły miały one wyjątkowo głębokie znaczenie. „Przyjmuję” wypowiedziane podczas konklawe oznaczało, że resztę życia przyjdzie mu spędzić w innym kraju, po ludzku zrezygnować ze wszystkiego, czym oddychał przez całe swoje dotychczasowe życie. Jeszcze jako kardynał mógł sobie pozwolić na wycieczki kajakowe z przyjaciółmi z dawnego duszpasterstwa akademickiego i wyprawy narciarskie ze współpracownikami z KUL-u. W Krakowie był otoczony setkami przyjaciół, chodził po ulicach tego miasta „swojego życia” (jak sam nazwał gród pod Wawelem), zaglądał do domów wielu zwyczajnych osób, uczestniczył w pogodnych wieczorach młodzieżowych duszpasterstw. Posługiwał się wspaniale polszczyzną wysmakowaną i pielęgnowaną w szkole Teatru Rapsodycznego. To wszystko miał teraz pozostawić.

Paradoksalnie, w zniewolonej komunizmem Polsce był on bardziej wolny niż jako głowa Kościoła katolickiego. Ujawniło się to już po wyborze, gdy musiał sobie „wywalczyć” prawo do opuszczenia Watykanu (nowo wybrany papież do inauguracji miał pozostać w jego murach), aby odwiedzić ciężko chorego przyjaciela bp. Andrzeja Deskura. Trudno było mu się wcisnąć w gorset watykańskiego protokołu, co zresztą było widoczne od pierwszego ukazania się w lodżii Bazyliki św. Piotra. Jego poprzednik – Jan Paweł I chciał przemówić do wiernych, ale powiedziano mu, że tego się nie robi, więc zrezygnował. Z Papieżem Polakiem wprowadzenie tego zalecenia w życie nie było możliwe. I właściwie każdy następny dzień był takim stałym poszerzaniem przestrzeni swobody przez Karola Wojtyłę. Komentował to z właściwym sobie poczuciem humoru w czasie audiencji dla dziennikarzy dwa dni po wyborze (18 października). Ku przerażeniu swojej nowej świty wszedł między nich i zaczął odpowiadać na pytania:

– Czy Ojciec Święty chciałby odwiedzić Ojczyznę? – zapytał ktoś.

– Jeśli mi pozwolą – odpowiedział.

– Czy Ojciec Święty nadal będzie jeździł na nartach?

– Jeśli mi pozwolą – powtórzył, wskazując głową towarzyszących mu księży.

– Czy Ojciec Święty odwiedzi Rosję?

– Jeśli mi pozwolą.

– Czy Ojciec Święty będzie miał regularne konferencje prasowe?

– Natychmiast, jak tylko zostanie mi udzielone takie pozwolenie.

Oczywiście, Jan Paweł II nie miał najmniejszej wątpliwości, że z chwilą wyboru jest tu, gdzie powinien być. Szok wywołany „wyrokiem konklawe” (sam tak określił werdykt kardynałów) szybko minął. Kiedy ks. Bronisław Piasecki, wówczas kapelan prymasa Wyszyńskiego, zapytał go, jak się czuje w nowym miejscu, odpowiedział: „Jakbym tu był od dwudziestu lat!”. Niemniej tęsknota za tym, co zostawił, była ogromna. Śp. ks. prof. Tadeusz Styczeń opowiadał, jak w czasie pierwszych lat pontyfikatu odwiedził Jana Pawła II i usłyszał: „Tadziu, już tu dłużej nie wytrzymam, ucieknijmy stąd”. Incognito pojechali samochodem za Rzym, zatrzymali się przy lesie, Papież wszedł w gęstwinę i wędrował dłuższy czas, aż doszedł do jakiegoś potoku. Zatrzymał się przy nim nieruchomo i patrzył na wodę. Zaczął padać deszcz, a Jan Paweł II nie zwrócił na to uwagi – tylko stał i patrzył. W końcu ks. Tadeusz okrył go peleryną, nie przerywając mu kontemplacji chwili wolności.

Światło w ciemności

To była chyba najtrudniejsza Wigilia w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. 24 grudnia 1981 r. wieczorem podszedł do okna swojej biblioteki i umieścił w nim zapaloną świecę – znak solidarności z cierpiącymi rodakami. 11 dni wcześniej – 13 grudnia władze komunistyczne ogłosiły w Polsce stan wojenny i rozpoczęły represje wobec związku Solidarność. 16 grudnia zginęli górnicy strajkujący w kopalni „Wujek”. Wydawało się, że przemoc jest silniejsza od dobra wywołanego pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II do Ojczyzny (1979 r.) i wybuchem wolności w Polsce.

Zadziwiające jest to, że w tych trudnych dniach Papież nie stracił nadziei na odzyskanie tego, co zostało utracone. 10 dni po ogłoszeniu stanu wojennego podczas rozmowy z abp. Bronisławem Dąbrowskim jasno określił cele, które stoją przed Kościołem i przed nim samym: popierać dialog między rządem PRL i Solidarnością, dążyć do rozwiązania konfliktu na drodze politycznej, nie dopuszczać do odizolowania Polski od Zachodu.

Niewątpliwie poważną próbą na tej drodze była druga pielgrzymka Ojca Świętego do Ojczyzny – w 1983 r. Już po wylądowaniu na lotnisku Okęcie doszło do pierwszego napięcia – Jana Pawła II poinformowano, że nie będzie możliwe planowane wcześniej spotkanie z Lechem Wałęsą, przywódcą zdelegalizowanej Solidarności. Papież wykazał się niezwykłą determinacją – zagroził, że w takim przypadku wraca do Rzymu. Władze ustąpiły. Potem Ojciec Święty z odwagą i rozwagą dawał rodakom wskazówki, jak się zachować w tej trudnej sytuacji.

Już w Warszawie zwrócił uwagę na jubileusz 300-lecia wiktorii wiedeńskiej nad turecką nawałą. – Tak jak przed trzystu laty połączyło nas wspólne zagrożenie, tak samo po trzystu latach – rocznica walki i zwycięstwa – powiedział, jakby chcąc wlać nadzieję w serca rodaków. Zarazem jednak zauważył, że walka między dwiema wrogimi siłami nie musi w dłuższej perspektywie owocować wrogością:

– Ta walka, to zwycięstwo nie wykopało przepaści między narodem polskim a tureckim. Wręcz przeciwnie – wzbudziło szacunek i uznanie. Wiemy, że gdy Polska z końcem XVIII wieku zniknęła z mapy politycznej Europy, faktu dokonanego rozbiorów nie uznał nigdy rząd turecki.

Papież doskonale zdawał sobie sprawę, że przemoc uruchomiona z chwilą ogłoszenia stanu wojennego może doprowadzić do utrwalenia postaw wrogości i chęci odwetu, a to byłoby najbardziej niszczące dla Polski. Dlatego podkreślał, że w walce o słuszną sprawę trzeba mieć wyższy niż własne zwycięstwo punkt odniesienia: tak jak król Jan III Sobieski, który po wygranej napisał do papieża Innocentego XI: „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył).

– Pragnienie zwycięstwa, szlachetnego zwycięstwa, zwycięstwa okupionego trudem i krzyżem, zwycięstwa odnoszonego nawet poprzez klęski – należy do chrześcijańskiego programu życia człowieka – powiedział Papież. – Również życia narodu.

Chyba właśnie dlatego jako przykład postawił Polakom dwóch mężczyzn, którzy zaczęli od walki zbrojnej, a z czasem odkryli, że prawdziwą wolność zdobywa się inną walką – nie mniej trudną, lecz dającą długotrwałe owoce. W ostatnim dniu pielgrzymki na Błoniach krakowskich beatyfikował Brata Alberta – Adama Chmielowskiego oraz Rafała Kalinowskiego. Obaj uczestniczyli w powstaniu styczniowym, obaj w jego wyniku ponieśli ciężkie ofiary – Adam Chmielowski stracił nogę, Rafał Kalinowski – pierwotnie skazany na karę śmierci ostatecznie 10 lat spędził na katordze. Pierwszy stał się opiekunem krakowskich nędzarzy, drugi został wybitnym karmelitą i spowiednikiem. Obaj byli bardzo bliscy osobiście Karolowi Wojtyle. Kalinowski założył klasztor Karmelitów w Wadowicach, gdzie urodził się przyszły papież, natomiast Chmielowski stał się dla Karola Wojtyły ważną inspiracją, gdy decydował on o kapłaństwie kosztem aktorstwa i twórczości literackiej.

– Venimus – vidimus – Deus vicit: Przybyliśmy – ujrzeliśmy – Bóg zwyciężył! – podkreślił Jan Paweł II. – To tu, w Krakowie, na Wawelu, spoczywa król, który wypowiedział te słowa: Jan III Sobieski. Przypomniałem je na początku mojej pielgrzymki w Warszawie. Dziś jeszcze raz do nich powracam.

A powracam dlatego, że święci i błogosławieni ukazują nam drogę do tego zwycięstwa, które w dziejach człowieka odnosi Bóg.

W tych szczególnych okolicznościach Papież wskazywał na patriotyzm oparty, owszem, na walce – lecz jest to walka, której celem jest miłość. Miłość pojęta nie jako cukierkowy sentymentalizm, lecz jako zdolność do bezinteresownego daru z samego siebie, rezygnacji z odwetu i wielkości przebaczenia. Nie jest ona zarezerwowana tylko dla niektórych.

– (...) do takiego zwycięstwa powołany jest każdy człowiek. I powołany jest każdy Polak, który wpatruje się w przykłady swoich świętych i błogosławionych. Ich wyniesienie na ołtarze pośród ziemi ojczystej jest znakiem tej mocy, która płynie od Chrystusa – Dobrego Pasterza. Tej mocy, która jest potężniejsza od każdej ludzkiej słabości – i od każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji, nie wyłączając przemocy. Proszę was, abyście te słabości, grzechy, wady, sytuacje nazywali po imieniu. Abyście z nimi wciąż się zmagali. Abyście nie pozwolili się pochłonąć fali demoralizacji, zobojętnienia, upadku ducha.

Pokolenie przeminęło

Zetknięcie się dwóch rocznic – 100. i 40. – ma głęboką wymowę i symbolikę. Wędrówka narodu wybranego z niewoli do ziemi obiecanej trwała 40 lat – podobno dlatego, że na pustyni musiało wymrzeć pokolenie, które było dotknięte skazą niewoli. Jan Paweł II bardzo przypomina Mojżesza, który przeprowadził lud przez Morze Czerwone – chyba najbardziej widoczne było to w 1991 r., gdy prowadził nas szlakiem Dekalogu. Właśnie wtedy z jego ust padły te słowa trudne i prawdziwe o matce i o tym, że nie wolno dalej niszczyć – trzeba odbudowywać. Komentując piąte przykazanie, wzywał do odnowienia siły sakramentu małżeństwa i do poszanowania owocu związku dwojga ludzi:

– Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji – powiedział – gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu.

Polska wkraczająca w rok stulecia ma wiele powodów do radości, ma też poważny ból. Tym bólem jest, że – jak to przy innej okazji powiedział Ojciec Święty – „ludzie się jakby mniej miłują”. (Pewien znany dziennikarz opowiadał mi, że gdy kwestował na cmentarzu Powązkowskim, został gwałtownie zaatakowany przez pewną osobę, która wyzwała go od „pisowców” i oświadczyła, że ponieważ on zbiera, to nie da w tym roku ani złotówki na Powązki).

Jan Paweł II mógłby nas zasadnie zapytać: Dlaczego mniej się miłujecie w mojej Ojczyźnie?

Odpowiedzi dostarcza spojrzenie na jego życie:

– o nikim nie mówił źle (nawet jeśli temu komuś słusznie się należało) – my hejtujemy;

– niósł nadzieję w najtrudniejszych sytuacjach – my narzekamy na lewo i prawo;

– miał czas dla każdego – my ciągle się spieszymy, widujemy sporadycznie nasze żony, naszych mężów i nasze dzieci;

– był świadkiem nadziei (także w cierpieniu i chorobie) – my wpadamy w złość, gdy coś idzie nie po naszej myśli;

– był wierny swojemu zobowiązaniu do końca – my sięgamy po rozwód z taką łatwością jak po aspirynę;

– uważał każde życie za wielki dar – my sięgamy po antykoncepcję, broniąc się przed dziećmi;

– swoje życie uczynił modlitwą – my nie możemy wyrzec się niedzieli jako dnia pracy.

Wielkie to szczęście, że na progu stulecia mamy też znaki nadziei – przeszło 830 tys. głosów zebranych w obronie dzieci poczętych, coraz liczniejsze akcje świeckich na rzecz małżeństwa i rodziny, modlitewne mobilizacje w rodzaju Wielkiej Pokuty lub „Różańca do Granic” czy w końcu Orszak Trzech Króli. Oby to były przyczółki wybijania się na wolność wewnętrzną, o której marzył dla swoich rodaków św. Jan Paweł II.

Paweł Zuchniewicz, dziennikarz, pisarz, wicedyrektor ds. wychowawczych szkoły „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”

Tagi:
Jan Paweł II

Kard. Tarcisio Bertone przywiózł relikwie św. Jana Pawła II

2018-06-23 13:45

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

W piątek rano (22 czerwca) kard. Bertone i wrocławski metropolita abp Józef Kupny przyjechali do szpitala Vratislavia Medica przy ul. Lekarskiej 1 we Wrocławiu.

W kaplicy szpitalnej włoski kardynał poprowadził modlitwę i zainstalował relikwie św. Jana Pawła II ex Capillis Sancti. Kapsułę z relikwiami Świętego umieszczono w niewielkim relikwiarzu w kształcie krzyża i zainstalowano w specjalnie przygotowanym miejscu obok tabernakulum.

Obrzęd wprowadzenie relikwii kard. Bertone rozpoczął modlitwą Zdrowaś Mario, następnie odczytał prośbę o błogosławieństwo św. Jana Pawła II, który patrzy na nas z nieba. W tekście wołania o wstawiennictwo Świętego podkreślono prośbę o błogosławieństwo dla chorych i pracowników szpitala, lekarzy, chirurgów i pielęgniarek. Znalazła się tam też prośba o błogosławieństwo dla rodzin, którym wciąż zagrażają czynniki destrukcyjnych nacisków.

Przed umieszczeniem relikwiarza w przygotowanym miejscu kard. udzielił błogosławieństwa relikwiami Świętego wszystkim zebranym w kaplicy.

- Jestem zadowolony i szczęśliwy, że mogłem przynieść cząstkę, znak obecności Jana Pawła II do tego szpitala – mówił kard. Bertone. Wykorzystajmy jego obecność duchową, prośmy, aby opiekował się chorymi, wszystkimi osobami, które tutaj są. Wiele lat współpracowałem z Janem Pawłem II i znałem jego delikatność, czułość wobec osób chorych. Kiedyś przyprowadziłem do niego 158 osób chorych, a on każdego z osobna chciał pobłogosławić. Miał ogromne, otwarte dla chorych serce. Miał serce pełne entuzjazmu dla młodzieży. Wciąż powtarzam, że największą nowością, dowodem wielkiej inwencji jego serca i umysłu, były i są Światowe Dni Młodzieży. Błogosławię wszystkich chorych, którzy są w tym szpitalu. Wyrażam wdzięczność dyrekcji i wszystkim pracownikom, którzy są zaangażowani w to dzieło. Ufam, że w tym szpitalu stosunek pracowników do chorych pełen jest humanitaryzmu i ciepła. Takie podejście powoduje, że chorzy, nawet w tym trudnym dla siebie momencie, czują się dobrze, bo są otoczeni miłością. Abyście mogli wypełniać te najważniejsze zadania, przyjmijcie Boże błogosławieństwo – zakończył.

Błogosławieństwa udzielili jednocześnie wrocławski metropolita – po polsku i kard. Bertone po włosku, wszyscy otrzymali też obrazki – pamiątki z dnia beatyfikacji Jana Pawła II.

Z kaplicy gospodarze szpitala i goście udali się do sal chorych i odwiedzili jedną z dwóch sal operacyjnych znajdujących się w szpitalu. W czasie zwiedzania placówki kard. Bertone zadawał dużo pytań nt. wyposażenia, typu wykonywanych zabiegów ortopedycznych i sposobów rehabilitowania pacjentów.

Spotkanie zakończyła wspólna fotografia gości i rodziny państwa Hanów – właścicieli szpitala Vratislavia Medica.

Zobacz zdjęcia: Kard. Bertone we Vratislavia Medica, szpitalu im. Św. Jana Pawła II






CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Tyniec: Kard. Stanisław Ryłko pobłogosławił nową sukienkę Matki Bożej Śnieżnej

2018-06-24 19:34

Małgorzata Czekaj

W czasie Mszy św. w uroczystość odpustową śś. Apostołów Piotra i Pawła w Opactwie Tynieckim archiprezbiter Bazyliki MB Większej w Rzymie, ks. kard. Stanisław Ryłko, pobłogosławił nową suknię Matki Bożej Śnieżnej, czczonej tam od XVII w. W homilii Hierarcha mówił m.in. o kwestiach dotyczących świadectwa wiary, jakie dają nam święci, i jak cennym jest skarbem jest wiara w obliczu dawnych i współczesnych prześladowań Kościoła oraz obecnego głębokiego kryzysu, zagubienia sensu i laicyzacji życia.

Małgorzata Czekaj

Obraz Tynieckiej Pani został uznany za zaginiony w XX w.; odnaleziony, odnowiony i ponownie poświęcony przez Metropolitę Krakowskiego w 2017 r. Od tamtej pory Maryja znów czeka na pielgrzymów udających się po łaski do tynieckiego kościoła pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła.

Pełna relacja z wydarzenia ukaże się w "Niedzieli" małopolskiej na 8 lipca 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: festyn rodzinny na zakończenie obchodów jubileuszu 1050-lecia biskupstwa

2018-06-24 21:07

msz / Poznań (KAI)

Kilka tysięcy osób uczestniczyło w festynie rodzinnym pod hasłem „Poznań dla zdrowia i rodziny – Bądźmy razem”, który zwieńczył centralne obchody jubileuszu 1050-lecia powstania pierwszego biskupstwa na ziemiach polskich. Ostatni dzień wielkiego świętowania przebiegał pod hasłem „Jesteśmy w rodzinie”.

Monika Mężyńska / pl.wikipedia.org

„Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że od rodzin zależy ład całego społeczeństwa i jego przyszłość. Rodzinność służy temu, żebyśmy mogli się swobodnie rozwijać i dojrzewać” – powiedział abp Stanisław Gądecki na początku festynu.

Rodzinne świętowanie na placu przed katedrą zainaugurowała salwa honorowa Bractwa Kurkowego. Mimo padającego deszczu wiele rodzin zgromadziło się, by obejrzeć widowisko teatralne pt. „Madagaskar – musicalowa przygoda” w wykonaniu artystów Teatru Muzycznego. Spektakl powstał na podstawie pełnometrażowego filmu animowanego z 2005 roku – wielkiego hitu wytwórni DreamWorks.

Na scenie wystąpiła też grupa muzyczna Małe TGD, a w koncercie finałowym zagrał zespół Punto Latino. Najmłodsi chętnie brali udział w grach i zabawach o charakterze edukacyjnym, korzystali z dmuchanych zamków i trampolin, uczestniczyli w warsztaty dla młodego technika w ramach pokazów Grupy Mały Inżynier. Tradycyjnie też dużym zainteresowaniem cieszyły się wozy strażackie i jednostki ratownicze prezentowane na terenach nadwarciańskich przez Komendę Straży Pożarnej i Policję oraz pokazy pierwszej pomocy. W rozmowie z KAI bp Damian Bryl zaznaczył, że trzeci dzień jubileuszowych obchodów miał na celu podkreślenie wartości rodziny. „Pragniemy wspierać rodziny i stwarzać przestrzeń do wspólnego świętowania. Chcemy, żeby Kościół, który budujemy w naszej diecezji, miał wymiar rodzinny” – powiedział KAI.

Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej podkreślił, że jubileuszowe obchody miały być nie tylko okazją do wspólnego spotkania i świętowania, ale też impulsem do refleksji nad wielowiekowym dziedzictwem i tym, jak je dalej podejmować.

„Ten czas miał pogłębić naszą identyfikację z Kościołem i twórczo nas poruszyć, żebyśmy chcieli się coraz lepiej i pełniej angażować w Kościół, który tworzymy w diecezji” – zaznaczył bp Bryl. Dyrektor Caritas Archidiecezji Poznańskiej zaznaczył, że tegoroczny festyn rodzinny wpisał się w obchody jubileuszu archidiecezji. „Festyn rodzinny Caritas organizowany z Urzędem Miasta ukazuje wartość rodziny, opartej o małżeństwo kobiety i mężczyzny, jako wspólnoty sobie bliskiej, którą Pan Bóg obdarzył szczególnym zaufaniem” – powiedział KAI ks. Marcin Janecki.

Jubileuszowe rodzinne świętowanie zakończył finał loterii charytatywnej, w której można było wygrać bardzo atrakcyjne nagrody. Dochód z loterii zostanie przeznaczony na organizację letniego wypoczynku dla dzieci i młodzieży. 

Każde dziecko na zakończenie rodzinnego świętowania otrzymało słodki upominek. W ramach „Miasteczka prozdrowotnego”, umiejscowionego wzdłuż ul. Lubrańskiego, prowadzącej w stronę Muzeum Archidiecezjalnego, można było skorzystać z bezpłatnych porad lekarzy, badań profilaktycznych oraz badania videodermatoskopem.

Podobnie jak w ubiegłych latach nie zabrakło mobilnej stacji krwiodawstwa i mammobusu. Na dziedzińcu Pałacu Arcybiskupiego można było obejrzeć zabytkowe samochody. Festyn został zorganizowany we współpracy z Wydziałem Zdrowia Spraw Społecznych Urzędu Miasta Poznania. Obchody jubileuszowe odbywały się pod hasłem „Poznań. Chrystus i my”. Ich celem było ukazanie natury i misji Kościoła, lepsze poznanie jego historii i zaangażowanie wiernych w działalność ewangelizacyjną. 

Biskupstwo poznańskie powstało w 968 r. i do roku 1000 obejmowało całe państwo polskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem