Reklama

Europejczycy są chrześcijanami

2018-01-10 10:56

Viktor Orban
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 20-21

Dominik Różański

Dzisiejszy atak jest skierowany na fundamenty naszego życia i naszego świata. Niektórzy nie chcą, abyśmy byli tymi, którymi jesteśmy; chcą, żebyśmy się zmienili. W bożonarodzeniowych światłach wyraźnie widzimy, że gdy atakuje się kulturę chrześcijańską, są także próby wyeliminowania Europy...

Oczekujemy wielkiego święta chrześcijańskiego świata: narodzin naszego Pana Jezusa Chrystusa. W milczącym oczekiwaniu podnosimy oczy, uwalniamy się od zmartwień dnia codziennego, a horyzont duszy się otwiera. W tej wyjątkowej atmosferze możemy podsumować miniony czas i zastanowić się raz jeszcze nad charakterem naszych zadań na świecie na nadchodzący rok.

Węgrzy to naród chrześcijański...

Bez względu na to, czy się z tym zgadzamy, czy nie, my, Europejczycy, żyjemy w kulturze ustanowionej zgodnie z nauczaniem Chrystusa. Tutaj mogę zacytować dobrze znane słowa wcześniejszego węgierskiego premiera – Józsefa Antalla: „W Europie nawet ateista jest chrześcijaninem”. My, Węgrzy, słusznie uważamy się za naród chrześcijański. Nasz język ojczysty, przez który wyrażamy rzeczywistość, nie jest podobny do języka żadnego innego narodu europejskiego. Ma to również cenne owoce.

Reklama

Od Mihálya Babitsa wiemy, że węgierski duch narodził się, gdy nasz wschodni charakter spotkał się z kulturą zachodniego chrześcijaństwa. I możemy dodać, że to było źródło węgierskiego światopoglądu i mentalności. Ale to także spowodowało wiele trudności, niezrozumienia, samotności i czasami poczucia bycia obcymi dla ludzi wokół nas. Niemniej jednak przez tysiąc lat istota chrześcijaństwa i nasza żywa wiara utrzymały nas w sercu Europy. Dlatego do dziś pozostajemy wierni kulturze naszego języka ojczystego i jesteśmy dumni z wkładu naszego narodu w powstanie Europy dzięki jego osiągnięciom w ciągu tysiąclecia.

Zgodnie z Ewangelią według św. Marka drugim przykazaniem Chrystusa jest: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. W dzisiejszych czasach wiele mówi się w Europie o Chrystusowym przykazaniu miłości. Używane jest ono, aby nas upomnieć, że jesteśmy chrześcijanami, zwłaszcza kiedy oświadczamy, iż nie chcemy, aby miliony ludzi z innych kontynentów osiedliły się w Europie, i kiedy nie chcemy ich wpuścić.

Ale to przykazanie składa się z dwóch części, a nasi oskarżyciele zapomnieli o drugiej części: musimy „kochać naszego bliźniego jak siebie samego”. Kochanie siebie oznacza także akceptowanie i chronienie wszystkiego, co ucieleśnia to, jacy jesteśmy i kim jesteśmy. Kochanie siebie oznacza, że kochamy nasz kraj, nasz naród, naszą rodzinę, kulturę węgierską i cywilizację europejską. W tych kontekstach nasza wolność – węgierska wolność – rozwinęła się i może się rozwijać nieustannie.

Przez wieki nasze życie kształtowało się w świadomości, że wolność Węgier była również gwarancją wolności Europy. To dzięki poczuciu tej misji ostaliśmy się na naszej ziemi w okresie podboju Imperium Osmańskiego, właśnie to wzmogło ostrza Petőfiego i jego towarzyszy rebeliantów i ośmieliło „Lads of Pest” (dzieci – żołnierzy). Nasze fundamentalne prawo mówi: „Jesteśmy dumni, że nasz król, św. Szczepan, zbudował państwo węgierskie na solidnej ziemi i uczynił nasz kraj częścią chrześcijańskiej Europy tysiąc lat temu” oraz: „Uznajemy rolę chrześcijaństwa w zachowaniu narodowości”.

Kiedy wyznaczamy granice naszej tożsamości, wyznaczamy kulturę chrześcijańską jako źródło naszej dumy i siły. Chrześcijaństwo jest kulturą i cywilizacją. To jest przestrzeń, w której żyjemy. Istotą nie jest to, ile osób chodzi do kościoła ani ile modli się z prawdziwym oddaniem. Kultura jest rzeczywistością codziennego życia: jak mówimy i zachowujemy się wobec siebie nawzajem; jaką odległość utrzymujemy między sobą i jak zbliżamy się do siebie; jak wchodzimy w ten świat i jak go opuszczamy. Dla Europejczyków kultura chrześcijańska określa moralność codziennego życia. W sytuacjach krytycznych daje nam pewien punkt odniesienia i kompas. Wśród sprzeczności życia kultura chrześcijańska pokazuje nam drogę. Decyduje o naszym rozumieniu sprawiedliwości i niesprawiedliwości, związku między kobietami i mężczyznami, w rodzinie, o sukcesie, pracy i honorze.

Nasza kultura jest kulturą życia. Naszym punktem wyjścia – alfą i omegą naszej filozofii życia. Jest ona wartością życia, godnością, którą każda osoba otrzymała od Boga. Bez tego nie moglibyśmy ocenić „praw człowieka” i podobnych współczesnych koncepcji. Dlatego wątpimy, czy możemy to wyeksportować do życia cywilizacji zbudowanych na innych fundamentach.

Podstawowe elementy europejskiego życia są teraz atakowane. Obecnie istnieje zagrożenie dla oczywistej natury europejskiego życia: spraw, o których nie trzeba myśleć głęboko, ale na podstawie których trzeba tylko działać. Istotą kultury jest to, że jeśli nie jest to oczywiste, my, ludzie, stracimy punkty odniesienia: nikt nie będzie miał pewnego gruntu i nikt nie będzie miał nic przeciwko sprawdzaniu czyjegoś zegara czy kompasu. Bez względu na to, czy chodzimy do kościoła, czy też nie – i jeśli tak, to nieważne, do którego – nie chcemy być zmuszani do świętowania Bożego Narodzenia za spuszczoną kurtyną, aby nie urazić uczuć innych.

Nie chcemy, aby nasze rynki bożonarodzeniowe były przemianowane, i zdecydowanie nie chcemy rezygnować z konkretnych barier. Nie chcemy, aby nasze dzieci były pozbawione radości św. Mikołaja i bożonarodzeniowych aniołów. Nie chcemy zostać okradzeni z religijnych świąt. Nie chcemy, aby nasze religijne święta i ceremonie były przepełnione niepokojem i lękiem. Nie chcemy, aby nasze kobiety i córki były molestowane w tłumach sylwestrowych biesiadników.

Religia nadaje sens

My, Europejczycy, jesteśmy chrześcijanami. Wszystko to jest nasze i tak żyjemy. Do tej pory uważaliśmy za naturalne, że Jezus się narodził, umarł za nas na krzyżu, a potem powstał z martwych. Dla nas święta religijne są oczywiste i oczekujemy ich, aby nadać znaczenie naszemu codziennemu życiu. Kultura jest podobna do układu odpornościowego organizmu człowieka: tak długo, jak działa prawidłowo, nawet tego nie zauważamy. Staje się dla nas zauważalny i ważny, gdy jest osłabiony. Kiedy krzyże są usuwane z fotografii, kiedy ludzie starają się usunąć krzyż z posągu papieża Jana Pawła II, kiedy próbują zmienić sposób obchodzenia naszych świąt, każdy dobrze myślący obywatel europejski jest przepełniony złością. Dotyczy to również tych, dla których chrześcijaństwo – jak to genialnie ujął Gyula Juhász – jest „po prostu pogaństwem ze świętą wodą”. Dotyczy to nawet takich osób jak Oriana Fallaci, która obawiała się Europy jako „ateistycznego chrześcijanina”.

Dzisiaj atak jest skierowany na fundamenty naszego życia i naszego świata. System odpornościowy Europy jest celowo osłabiany. Inni nie chcą, żebyśmy byli tacy, jacy jesteśmy. Chcą, abyśmy stali się czymś, czym nie chcemy być. Chcą, abyśmy mieszali się z narodami z innego świata i aby proces ten był płynny, chcą, abyśmy się zmienili. W świetle świec bożonarodzeniowych możemy wyraźnie zobaczyć, że gdy atakują kulturę chrześcijańską, próbują także wyeliminować Europę. Chcą odebrać nam życie i wymienić je na coś, co nie jest naszym życiem. W zamian za życie, którym dotychczas żyliśmy, obiecują nowe i bardziej oświecone. To jednak utopia: nie istota prawdziwego życia, lecz idea wydestylowana z abstrakcyjnej, teoretycznej sofistyki. Utopie są snami: potencjalnie cudowne, a więc pociągające. Ale są równie niespójne, nieprzeniknione, niejasne i pozbawione sensu jak sny. Nie można w nich żyć ani się nimi kierować.

Nie możemy twierdzić, że kultura chrześcijańska jest szczytem doskonałości. To jest właśnie klucz do kultury chrześcijańskiej: jesteśmy świadomi niedoskonałości, w tym naszej własnej niedoskonałości; ale nauczyliśmy się z tym żyć, czerpać z tego inspirację i impuls. Dlatego od wieków my, Europejczycy, staramy się ulepszać świat. Dar nadany przez niedoskonałość polega na tym, że mamy możliwość poprawy. Ci, którzy obiecują nowy, piękny mieszany świat, chcą teraz skorzystać z tej okazji. Teraz chcą też zniszczyć wszystko, co należy do przyszłych pokoleń. Nasz obowiązek, aby tego bronić, jest poparty wiedzą, że jesteśmy do tego powołani, że nasi przodkowie przelali krew, aby zachować tę kulturę dla nas.

Prawo do własnego życia

Chociaż fakt ten został na dłuższy czas zapomniany, coraz częściej słyszę, że sześćdziesiąt lat temu ojcowie założyciele Unii Europejskiej wytyczyli szlak: Europa, jak powiedział Robert Schuman, będzie albo chrześcijańska, albo będzie niczym. Rok 2017 przedstawił państwom europejskim historyczne zadanie. Nowe zadanie zostało powierzone wolnym narodom Europy i rządom narodowym wybranym przez wolnych obywateli: musimy chronić kulturę chrześcijańską. Musimy to zrobić, nie aby przeciwstawiać się innym, ale by bronić siebie, naszych rodzin, naszego narodu, naszych krajów i Europy, „ojczyzny ojczyzn”.

W 2017 r. zobaczyliśmy także, że liderzy krajów europejskich podchodzą do tego zadania w różny sposób: są tacy, którzy twierdzą, że problem nie istnieje; inni uważają, że jest to postęp sam w sobie; a jeszcze inni wyruszyli na ścieżkę poddania się. Są też tacy, którzy siedzą z założonymi rękami i czekają, aż ktoś inny rozwiąże ten problem. Historia tysiąca lat na Węgrzech dowodzi, że nie jesteśmy tacy. Kroczymy inną drogą. Naszym punktem wyjścia było zawsze to, że mamy prawo do własnego życia. I broniliśmy tego prawa za każdym razem, na ile pozwalała nam na to nasza siła. Dlatego od lat pracujemy nad umocnieniem Węgier, aby móc znów stanąć na własnych nogach.

Jeśli chodzi o rok 2018 – możemy powiedzieć, że tak długo, jak rząd narodowy będzie kierował krajem, będziemy działać inteligentnie, spokojnie, ale bezkompromisowo, aby nasza ojczyzna pozostała kulturą chrześcijańską i krajem węgierskim. I dołożymy wszelkich starań, aby Europa pozostała europejska.

Pomysłowy konserwatysta stosuje zasadę wdzięczności w dyskusji o kulturze i polityce – podchodzimy do dialogu z wielkodusznością, a nie ze zwykłą uprzejmością. Prosilibyśmy wszystkich o pomoc nam w pozostaniu pokrzepiającą oazą na coraz bardziej kontrowersyjnej arenie współczesnego dyskursu. Prosilibyśmy wszystkich serdecznie o przekazanie swojego daru.

Tłum. Aneta Amrozik

Śródtytuły pochodzą od Redakcji.

Tagi:
chrześcijaństwo

Polska znakiem sprzeciwu?

2018-07-10 12:29

Lidia Dudkiewicz - Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 3


Europa odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni, wielu jej mieszkańców odrzuca Ewangelię i nauczanie Kościoła, wielu zapomina o Dekalogu. Jednocześnie wielu Europejczyków patrzy na Polskę z nadzieją, że pomoże uratować naturalny porządek i normalność. To wyjątkowe wyzwanie, bo fala tzw. nowoczesności i niby-postępu różnego pochodzenia wciąż nas zalewa. Zachodnia lewica buduje społeczeństwa coraz bardziej zeświecczone, po prostu – bezbożne. Europa burzy kościoły, a buduje meczety, w których się uczy, jak mordować chrześcijan. Właśnie poległ dotychczasowy bastion Kościoła katolickiego w Irlandii, gdzie ostatnio zwolennicy aborcji wygrali w referendum i poszli jeszcze dalej, domagając się zniesienia wszelkich kar za bluźnierstwa. W Dublinie irlandzcy politycy zabrali się nawet za „reformę” Kościoła. Chcą kapłaństwa dla kobiet, tzw. małżeństw dla homoseksualistów, aborcji w katolickich szpitalach i rezygnacji z chrztów niemowląt. Od Kościoła oddala się też Hiszpania – jej nowy premier pierwszy raz w historii tego państwa złożył przysięgę z pominięciem krzyża i Ewangelii. Bardzo wyraziście opisał ten stan Witold Gadowski w „Niedzieli” (nr 27/2018): „Europa jest dziś pełna na wpół martwych ludzi. Jeżeli bowiem uznamy człowieka za istotę fizyczno-duchową, to zauważymy, że miliony Europejczyków przestały żyć duchowo. Wierzą dziś w komercję i bezpieczeństwo, które dają jedynie pełne pieniędzy kieszenie”.

Posłuchaj: Polska znakiem sprzeciwu?

To wszystko idzie do nas. Potrzeba więc przede wszystkim siły ducha i zgody narodowej, aby tę falę nienormalności zatrzymać. Warto tutaj przypomnieć słowa Jana Pawła II, który w 1983 r. powiedział na Jasnej Górze, że „naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza; tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć!”.

Toczy się coraz ostrzejsza walka dobra ze złem. Ostatnio ulicami polskich miast przechodzą tzw. Marsze Równości, które – o dziwo! – uzyskały poparcie ambasadorów i szefów przedstawicielstw wielu instytucji międzynarodowych w Polsce. W niedzielę 8 lipca br. odbył się taki marsz w Częstochowie. Bp Andrzej Przybylski zauważył, że jeśli uczestnikom Marszu Równości chodzi o ich prawa, to nie ustala się ich przecież w Częstochowie i na Jasnej Górze. I doszedł do wniosku, że „pewnie nie o prawa tu chodzi, ale o jakąś przedziwną prowokację uderzającą w ludzi wierzących, w nasze święte miejsca i w święte symbole”. Warto odnotować, że odpowiedzią na Marsz Równości w Częstochowie była zorganizowana przez ludzi świeckich Reduta Niepokalanej, czyli modlitwa na głównym pielgrzymkowym trakcie miasta – w Alejach Najświętszej Maryi Panny.

W tym samym dniu odbywała się pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Obecny na niej premier Mateusz Morawiecki miał okazję skierować kilka słów ze Szczytu Jasnogórskiego. Ostrzegł, że „próbuje się zrobić podkop pod Polskę”, pod jej wartości, pod jej tradycję, pod jej historię, próbuje się zniszczyć polskość i polską rodzinę. – Polska sama chce decydować, jaką kulturę ma budować – powiedział. Odwołał się do swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim, gdzie przypomniał, że Europa jest zbudowana na chrześcijańskich wartościach i taka musi pozostać. Słowa Premiera RP bierzemy jako zadanie na naszą przyszłość i mamy nadzieję, że Polsce wystarczy sił, aby pozostała znakiem sprzeciwu dla Europy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Licheń: Warsztaty liturgii tradycyjnej Ars Celebrandi

2018-07-18 11:23

Robert Adamczyk

W Sanktuarium Maryjnym w Licheniu Starym trwają warsztaty liturgii tradycyjnej „Ars Celebrandi”. Bierze w nich udział 200 osób z Polski i zagranicy: księży, ministrantów i osób świeckich.

Biuro Prasowe Sanktuarium Maryjnego w Licheniu Starym

Każdy dzień warsztatów wypełniony jest celebracjami Mszy św. w starej formie rytu rzymskiego, ćwiczeniami praktycznymi oraz śpiewem gregoriańskim.

Warsztaty organizuje stowarzyszenie „Una Voce Polonia” - polski oddział Międzynarodowej Federacji „Una Voce”, organizacji uznawanej przez Stolicę Apostolską za oficjalną reprezentację katolików świeckich przywiązanych do tradycyjnej liturgii łacińskiej.

„Najważniejszym tegorocznym wydarzeniem będzie wizyta abp. Guido Pozzo, sekretarza Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, odpowiedzialnej za katolików przywiązanych do tradycyjnej liturgii na całym świecie. W dniu 18 lipca, tj. w środę, hierarcha odprawi uroczystą Mszę św. pontyfikalną w bazylice pw. Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej oraz spotka się z uczestnikami warsztatów” – powiedziała dr Dominika Krupińska, rzecznik warsztatów.

Początek celebracji przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Licheńskiej o godz. 13.40.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Tour de France 2018: kolarze spotkają się w sanktuarium maryjnym

2018-07-18 19:16

azr (KAI) / Lourdes

27 lipca odbędzie się 19. etap kolarskiego wyścigu Tour de France, świętującego w tym roku swoje 100-lecie. Tym razem kolarze wyruszą z Lourdes. Przed rozpoczęciem sportowych zmagań będą mogli wziąć udział we wspólnej modlitwie z pielgrzymami i otrzymać specjalne błogosławieństwo na drogę.

AlphaTangoBravo / Adam Baker / Foter / CC BY

Kolarze uczestniczący w Tour de France odwiedzą Lourdes w jubileuszowym roku 160-lecia objawień Matki Bożej. W miasteczku położonym u stóp Pirenejów, rozpoczną 19. etap wyścigu, uznawany za jeden z najbardziej malowniczych. Po przejechaniu 200,9 km. kolarze spotkają się na mecie w Laruns.

Zanim jednak rozpoczną sportową rywalizację, zaproszeni są do wspólnej modlitwy z pielgrzymami, nawiedzającymi sanktuarium maryjne. "Naszym wyzwaniem jest zapewnienie pielgrzymom i gościom możliwości kontynuowania ich praktyk religijnych, a zarazem skorzystania z wydarzeń towarzyszących, jakie proponuje Tour de France" - deklaruje biuro prasowe francuskiego sanktuarium. Wiadomo, że pielgrzymi i kolarze są zaproszeni do wspólnego udziału w wieczornej procesji z lampionami i nabożeństwie maryjnym w przeddzień wyścigu, a 27 lipca do udziału w Mszy św. pod przewodnictwem miejscowego biskupa Nicolas Brouwet, który na zakończenie udzieli błogosławieństwa wyruszającym w trasę.

Wyścig kolarski Tour de France już po raz 4. zagości w maryjnym sanktuarium u stóp francuskich Pirenejów. Po raz pierwszy kolarze przybyli tam 70 lat temu, a zwycięzcą etapu był wówczas Giro Bartali, który w dowód wdzięczności złożył kwiaty pod figurą Matki Bożej. Po raz ostatni metę jednego z odcinków Tour de France wyznaczono w Lourdes w 2011 r., a triumfował na niej Norweg Thor Hushovdt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem