Reklama

Forum wizja Rozwoju

Ostatni moment na odbudowę

2018-01-03 12:38

Emilia Walczak
Edycja zielonogórsko-gorzowska 1/2018, str. VI

Towarzystwo Ziemi Głogowskiej
Budynek teatru w latach 1930-31. To były czasy jego świetności

Serce teatralne miasta przestało bić na kilkadziesiąt lat. Kiedy mieszkańcy Głogowa tracili już nadzieję na przywrócenie budynkowi teatru jego świetności, nastąpiła reanimacja. Odbudowa 200-letniej instytucji kultury ma szansę zakończyć się w przyszłym roku

Ledwie aktorka skończyła wątek, do głosu doszedł jej narzeczony, zaczął opisywać gruntowny remont, jakiemu poddano teatr w latach 1925-28. Przebudowano scenę (...), korzystając z nowinek technicznych – sceny obrotowej oraz okrągłego horyzontu koniecznego do projekcji świetlnych. (...) Wybudowano nowy balkon, a strop zaokrąglono i obłożono płytami sztukatorskimi w kolorze srebrnoszarym. Z kolei ściany widowni obito niebieskim pluszem. Idealnie kontrastuje z czerwienią foteli i posadzki. Po remoncie są aż czterysta pięćdziesiąt trzy miejsca siedzące – ekscytował się, jakby on sam wykonał większość prac”. Tak budynek i kuluary głogowskiego życia teatralnego opisuje Krzysztof Koziołek, autor kryminału „Góra Synaj”, którego tłem jest przedwojenny Głogów. Pisarz spędził długie godziny nad mapami i historycznymi dokumentami, przygotowując się do odtworzenia tamtych czasów. W okresie, do którego nas przenosi w głogowskim Teatrze im. Andreasa Gryphiusa, działał 60-osobowy zespół aktorów, grano 118 przedstawień w sezonie. Aktorzy prezentowali się w Zielonej Górze czy Nowej Soli. Posiadał on nawet zespół operowy. Teatr jednak miewał lepsze i gorsze momenty.

Przeszłość

Historia teatralna Głogowa zaczyna się w średniowieczu. Na ziemiach Dolnego Śląska odbywały się tzw. gry duchowne, związane z liturgią kościelną i świętami. Obok nich funkcjonowały rubaszne „gry świeckie” przygotowywane przez rzemieślników. W Głogowie bogaty rozdział tradycji teatralnych zapisał szkolny teatr jezuicki. – Wkrótce po przybyciu w 1625 r. jezuici uczynili z teatru jedną z najważniejszych metod nauczania i wychowania młodzieży. Z czasem otworzyli własną scenę, a przedstawienia były stopniowo rozbudowywane – mówi Antoni Bok, lokalny historyk. Głogowianie mogli oglądać przedstawienia nie tylko w auli kolegium przy kościele jezuitów, ale także w zamku i jego ogrodach. Na spektakle przychodzili do ratusza, co należało do miejskich tradycji. Ponad 200 lat temu władze postanowiły, że w mieście musi powstać teatr z prawdziwego zdarzenia i tak się stało. – Był on odpowiedzią na potrzeby mieszkańców. W mieście żyło w tamtych czasach wielu żołnierzy z rodzinami. Trzeba było zapewnić im rozrywkę – mówi Rafael Rokaszewicz, prezydent Głogowa, historyk.

Zniszczony

Od lat 20. XX wieku teatr działał w konkurencji z radiem. W Głogowie były dwa kinoteatry. W tamtych trudnych gospodarczo czasach w Niemczech zamknięto 50 teatrów. W okolicy taki los spotkał m.in. teatr w Zielonej Górze, Bolesławcu, Wałbrzychu i Opolu. – Nasz trzymał się dzielnie – ocenia A. Bok. W sezonie 1934-35 głogowski zespół dał rekordową liczbę 210 spektakli. Był w rękach prywatnych, każdy liczył pieniądze. Po wybuchu II wojny światowej teatr działał nadal. Niemieckie władze kontrolowały repertuar, a sezon w 1944 r. był ostatnim. Rok później budynek został zniszczony, podobnie jak 90 proc. Głogowa. Przestała istnieć jego część północna. Zniszczona została więźba dachowa i strop sali widowiskowej. Z wnętrz zachowały się w stanie surowym pomieszczenia hallu, kas, bufetu i zascenia. W dość dobrym stanie była konstrukcja balkonu. – Patrząc na zburzony rynek głogowski, można by powiedzieć, że budynek teatru miał mimo wszystko szczęście. Nie zniknął, pozostał na swoim miejscu. Niestety, jego dusza przepadła bezpowrotnie. Afisze, zapiski, kroniki, dokumentacja, rekwizyty, stroje i kostiumy wojna zabrała ze sobą – ubolewa historyk w wydanej broszurze „200 lat Teatru Miejskiego w Głogowie”.

Reklama

Teraźniejszość

Pierwsze próby odbudowy teatru podjęto jeszcze w latach 50. ub. wieku. Budynek po remoncie miał mieścić kino na 300 miejsc. Nic z tego nie wyszło. W latach 70. z teatru chciano zrobić Centrum Kultury „Dom Młodego Górnika”. Nie udało się. Dziesięć lat później odbudowę zadeklarowała Huta Miedzi Głogów, chciała korzystać z teatru jako własnego obiektu kulturalnego. I ten projekt został tylko na papierze. W latach 90. pojawił się pomysł na odbudowę teatru i połączenie w nim funkcji kulturalnych z gastronomią i handlem. Dobudowanie części usługowej miało kosztować 21 mln zł. Po podaniu tej kwoty temat znów ucichł na długie lata. Dlaczego 20 lat później miałoby się udać, odpowiada prezydent miasta Rafael Rokaszewicz.

– Jest kilka powodów. Teatr długo czekał na swoją kolej. Odbudowa należała się ze względu na jego wartości historyczne. Mamy ruiny najstarszego teatru miejskiego w Polsce. Były starsze teatry, ale dziś już ich nie ma. W ich miejsce wybudowano coś innego. Mówimy o obiekcie, który ma ponad 200 lat i jako zabytek jest bardzo ważny – podkreśla prezydent. Nikogo w Głogowie nie trzeba przekonywać, że warto dbać o obiekty tej klasy. Dodatkowo dzięki odbudowie teatru zostanie zamknięty temat rekonstrukcji obiektów na głogowskim rynku.

Mozolna praca

Odbudowa trwa. Do listopada 2018 zaplanowano zakończenie prac. Prezydent mówi, że nie przywiązuje się do tej daty. Po wejściu ekipy na plac budowy pojawiły się pierwsze problemy. Odbudowa zabytku to mozolna praca, każdy krok na budowie musi być skonsultowany z konserwatorem zabytków. Ze ściany wschodniej została zdjęta sztukateria, po to żeby przykleić ją na odbudowane ściany. – To wymaga czasu i odpowiedniego podejścia. Czym jest rok w porównaniu do 77 lat, kiedy obiekt stał w ruinie? – pyta R. Rokaszewicz. Elementem, bez którego nie byłoby odbudowy, jest finansowanie. Najpierw była potrzebna dokumentacja projektowa, do której władze miasta podchodziły kilka razy. Koszt samego projektu to kilkaset tysięcy zł. Jej przygotowanie trwało rok, w międzyczasie projekt odbudowy teatru był konsultowany na forum krajowym. Branża zaczęła coraz bardziej go poznawać i ułatwiło to drogę do pozyskiwania pieniędzy. – Wszyscy wiedzieli, że jest coś takiego jak teatr miejski w Głogowie i samorząd chce go odbudować. To wywołało sensację, bo kto robi takie rzeczy w dzisiejszych czasach? – opowiada włodarz. Urzędnicy głowili się, skąd wziąć miliony na odbudowę. Starano się o środki unijne u marszałka, drugi wniosek wysłano do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dobra wiadomość do Głogowa dotarła jesienią 2017 r. Ministerstwo uznało, że z 200 zgłoszonych projektów teatr w Głogowie zasługuje na dotację w wysokości ponad 14 mln zł.

Spełnienie marzeń

Finisz i happy end tej historii jest już na horyzoncie. Kiedy z placu budowy wyjadą maszyny i robotnicy, będzie on służył jako obiekt kulturalny. – Mam nadzieję, że zobaczymy w nim nie tylko spektakle, ale także wysłuchamy koncertów. Jeżeli będzie taka potrzeba, będą się tam odbywały konferencje. Zaplanowano, że zasiądzie w nim 250 widzów – relacjonuje prezydent. Takiej sali w mieście brakuje. Będzie większa niż Sala Rajców, która mieści 80-100 osób, ale mniejsza niż widownia Miejskiego Ośrodka Kultury przewidziana na 450 krzeseł. – W Głogowie istnieją ruchy teatralne, które będą miały swoje miejsce, będą miały gdzie się pokazać. Formalnie instytucja teatru będzie połączona z Miejskim Ośrodkiem Kultury – dodaje. Podkreśla, że przyszłości nie da się przewidzieć. – Zobaczymy, w jakim kierunku to podąży. Liczymy na teatry zewnętrzne, grupy działające przy ośrodku kultury. Będą mogły wystawiać swoje sztuki. Każdy samorządowiec chce coś po sobie zostawić. Jestem daleki od stawiania pomników, ale odbudowa teatru to będzie spełnienie moich zamysłów i marzeń – ocenia R. Rokaszewicz.

Wystrój stylizowany

Jak budynek będzie wyglądał za kilka lat? Po odbudowie oprócz sali widowiskowej będzie dobudowana kamienica południowa, która istniała przed wojną. Tam będą pomieszczenia techniczne, biurowe, socjalne. Do środka będzie wchodziło się dołem, gdzie zaplanowano szatnię, foyer, toalety i schody prowadzące do sali głównej. Nie będzie sceny obrotowej. Zaplanowano za to zapadnię. W budynku będzie winda i zewnętrzne schody od strony ratusza. Powstaną ze względu na przepisy pożarowe. Wystrój w środku będzie stylizowany, a sprzęty techniczne na najwyższym poziomie. Tyle o samym budynku, a kto będzie tworzył jego prawdziwe wnętrze?

Nie zawłaszczają

Na to pytanie próbują odpowiedzieć Elżbieta Bock-Łuczyńska, związana z głogowskim ruchem teatralnym od 16 lat, obecnie prowadząca grupę Intermedium, i znany animator życia teatralnego Bartek Adamczak. Pani Elżbiecie wciąż trudno uwierzyć, że teatr zostanie odbudowany. – Lepiej nie mieć wyobrażeń. Trudno sobie wyobrazić, jak wpłynie to na środowisko – zastanawia się. Parę lat temu jej teatr młodzieżowy zagrał w ruinach teatru. Pokazali przedstawienie z pogranicza pantomimy pt. „Zbrodnia”. Po występie odbyło się oprowadzanie po ruinach. Niedługo ze swoimi aktorami będzie mogła stanąć na prawdziwej scenie. – Na moje wyczucie, grupy teatralne, które będą tam działały, nie mogą być zamknięte. Tam powinny powstawać przedsięwzięcia, do których dobiera się konkretnych ludzi, doświadczonych aktorów i amatorów. To byłoby dobre – zdradza swoje pomysły.

Bartek Adamczak właśnie przygotowuje się do monodramu opartego na tekstach Nikołaja Gogola. Premiera w styczniu. Na odbudowę teatru patrzy w kontekście życia kulturalnego miasta. – To się na pewno uda, to nie będzie tylko teatr. Mam nadzieję, że to będzie centrum spotkań młodzieży, działania, łączenia wielu pomysłów – gdyba. Jego zdaniem, we współczesnym świecie jest dużo rozrywki, ale teatr ma szansę być miejscem, gdzie będzie można od niej odetchnąć. – Mam nadzieję, że stworzy się moda na bywanie w tym miejscu. Teatr wnosi w moje życie odpoczynek, radość. To tam przeżywam katharsis. Wiem, że jest to oczyszczenie nie tylko dla mnie, ale także dla tych, którzy na moje sztuki przychodzą. Wspólne przeżywanie będzie najlepszym, co nas spotka w odbudowanym teatrze – mówi bez cienia wątpliwości.

Tagi:
teatr

Koncert - Niepodległość na wesoło. Maj na Foksal 2018

2018-05-27 10:38

Teatr Muzyczny Od Czapy

„Uśmiech Niepodległej” – koncert Teatru Muzycznego Od Czapy nawiązuje do rocznicy 100 -lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości, ale nie opiewa bohaterskich czynów i pierwszoplanowych postaci z historii naszej Ojczyzny. Z humorem przedstawia los zwykłego żołnierza. Spektakl będziemy mogli zobaczyć, w ramach cyklu imprez „Maj na Foksal”, 29 maja o godz. 18 w Domu Dziennikarza przy Foksal 3/5.

Teatr Muzyczny Od Czapy

To będzie opowieść o przysłowiowym Kowalskim, w której narratorem będzie, poprzez swoje piosenki, wyjątkowy Kowalski - Adam Kowalski - poeta, kompozytor, ale i żołnierz pełnej miary. Urodzony w Rzeszowie wnuk powstańca styczniowego, od 1914 roku na bitewnym szlaku Legionów, awansowany w okresie międzywojennym do stopnia kapitana i odznaczony Medalem Niepodległości, pozostał w polskim wojsku przez całe życie. Obdarzył nas ponad 200 piosenkami żołnierskimi, sam pozostając w ich cieniu. Śpiewamy „Morze nasze morze”, „Już zachodzi czerwone słoneczko” „Leguny w niebie”, wzruszamy się nucąc „Modlitwę obozową”, ale nie kojarzymy tych utworów z ich autorem. Podczas koncertu na Foksal Teatr Muzyczny Od Czapy przypomni zarówno tego żołnierza - poetę, jak również „poetę żołnierzy” – Kornela Makuszyńskiego, który swoimi tekstami rozweselał żołnierską brać w burzliwym okresie walk 1919-20. Będą one komentarzem do piosenek, a przedstawi je inny wyjątkowy, współczesny Kowalski – wspaniały aktor Dariusz Kowalski. W jego wykonaniu usłyszymy również utwór, który w czasach PRL -u przemycił pamięć o zwykłych - niezwykłych żołnierzach, czyli Sagę Rodu Kowalskich.

Wystąpi Teatr Muzyczny Od Czapy i Dariusz Kowalski z towarzyszeniem muzyków: Dariusza Budkiewicza ( kierownictwo muzyczne, bass), Juliana Czaporowskiego (fortepian, akordeon), Anny Całusińskiej (altówka), Katarzyny Duchnowskiej (skrzypce).

Scenariusz: Anna Żochowska. Reżyseria: Ilona Kucińska-Boberek

Zapraszamy!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Częstochowa-Kiedrzyn: uroczystości ku czci św. Brata Alberta

2018-06-17 20:12

Ks. Mariusz Frukacz

„Coraz więcej ludzi w naszych czasach ulega amnezji duchowej” – mówił w homilii ks. dr Krzysztof Dziub, wikariusz sądowy Sądu Metropolitalnego w Częstochowie, który 17 czerwca przewodniczył Mszy św. z racji uroczystości ku czci św. Brata Alberta w parafii pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie.

Ks. Mariusz Frukacz

Na Mszy św. zgromadzili się m. in. kapłani, siostry Adoratorki Krwi Chrystusa. Uroczystości ubogaciła Orkiestra Jasnogórska pod dyrekcją kapelmistrza Marka Piątka.

„Życie św. Brata Alberta pokazuje, że nierozerwalna jest więź między miłosierdziem a chrześcijaństwem” - mówił na początku Mszy św. ks. kan. Sławomir Wojtysek.

W homilii ks. Dziub wskazując na patrona kościoła i parafii podkreślił, że „dziś staje przed nami św. brat Albert, by zapytać o nasze życie” – Coraz więcej nam współczesnych ulega amnezji duchowej. Popatrzmy na nasze kościoły. Coraz mniej w nich ludzi. Jak trwoga to do Boga, wielu przychodzi tylko po kwitek, by być ojcem lub matka chrzestną – mówił ks. Dziub.

- Co więcej ludzie będący w kościołach na Mszy Św., zachowują się jak w kinie, nie chcą się modlić, nie przystępują do Komunii Św. A Bóg czeka i patrzy cierpliwie, co my z tą naszą wolnością, którą nas obdarował robimy – kontynuował kapłan.

- Dziś staje przed nami św. brat Albert, by zapytać: Czy pomyślałeś, że On kiedyś upomni się o to wszystko, upomni jak się o swoje, o to co Mu się należy? – przypomniał kaznodzieja.

Duchowny z bólem zauważył, ze „niestety my nie karmimy się Słowem Bożym, Chlebem dającym życie wieczne, lecz kłamstwami, które zabijają, niszczą człowieka” - A później się dziwimy, że ludzie się kłócą, włóczą po sądach, że rodziny się rozpadają, dzieci uciekają z domów. To wszystko zaczyna się niestety od odejścia od Boga, w szukaniu radości i szczęścia pod niewłaściwym adresem – wskazał duchowny.

Ks. Dziub podkreślił, że „dziś ludzie szukają radości i szczęścia. I jak się okazuje wciąż są śmiertelnie smutni.” - Wielu utożsamia szczęście z doznawaniem przyjemności cielesnych i umysłowych. Tymczasem przyjemność to szczęście ciała, radość to szczęście ducha – podkreślił ks. Dziub i dodał: „Grzeszne przyjemności, jak alkohol, narkotyki czy rozpusta pozostawiają posmak śmierci i smutku. Im więcej człowiek zalicza przyjemności tym bardziej jest smutny. Im więcej ich je tym bardziej jest głodny. Jak mówił Seneka „niektórzy są przez przyjemności nieszczęśliwi”.

- Jeśli chcesz być szczęśliwy, radosny to musisz jak św. Brat Albert mieć spokojne sumienie, bo przecież sam wiesz najlepiej, że niemożliwa jest radość jeśli męczą cię wyrzuty sumienia. I choćbyś nie wiem jak chciał się wyszumieć, zapić, nie zagłuszysz swojego sumienia – wołał do wiernych ks. Dziub.

Na zakończenie kaznodzieja podkreślił, że „najwyższy czas przebudzić się z tej duchowej amnezji” – Trzeba uświadomić sobie, że tak naprawdę nic nie mamy na ziemi, że nasze ciała należą do ziemi, a dusza do Boga. Z każdym dniem, każdy z nas jest bliżej tego, by oddać to co posiadamy. Ziemi ciało, a Bogu duszę – zakończył ks. Dziub.

Uroczystości zakończyły się procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowaniem relikwii św. Brata Alberta.

Parafię erygował 13 lipca 1997 r. abp Stanisław Nowak wydzielając jej teren z parafii św. Andrzeja Boboli. Budowę świątyni pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego prowadził i ją wyposażał ks. Zdzisław Hatlapa. Została ona uroczyście poświęcona przez abp. Stanisława Nowaka 17 czerwca 2001 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chiny: zmarł 94-letni biskup diecezji Quingdao

2018-06-18 12:53

pb (KAI/AsiaNews) / Qingdao

W wieku 94 lat zmarł 15 czerwca bp Giuseppe Li Mingshu, ordynariusz diecezji Qingdao, uznawany przez Stolicę Apostolską. Chciał sprowadzić do Chin Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości, założone przez św. Matkę Teresę z Kalkuty, lecz list w tej sprawie, wysłany w 2005 r. przez ówczesną przełożoną generalną, s. Nirmalę Joshi, nie doczekał się nigdy odpowiedzi chińskich władz.

foulline

Wierni wspominają go jako biskupa lękliwego, posłusznego Patriotycznemu Stowarzyszeniu Katolików Chińskich, za którego pośrednictwem partia komunistyczna próbuje podporządkować sobie Kościół i uniezależnić go od Stolicy Apostolskiej.

Opublikowany po śmierci bp. Li nekrolog pomija okres 1953-1978, co może świadczyć o tym, że w tym czasie przebywał on w obozach pracy przymusowej, tak jak wielu innych chińskich kapłanów.

Giuseppe Li Mingshu urodził się w grudniu 1924 r. w wiosce Lijia w prowincji Szantung na wschodnim wybrzeżu Chin. Po ukończeniu niższego i wyższego seminarium duchownego, w kwietniu 1949 r. przyjął święcenia kapłańskie. Do 1953 r. pracował duszpastersko w Shaoguan (w prowincji Guangdong na południu kraju), ucząc także w szkole podstawowej i średniej. Z kolei po 1978 r. uczył metodyki pedagogicznej w szkole dla nauczycieli oraz angielskiego w szkole wyższej w Boxing. Od 1986 do 1994 był wiceprefektem ds. studiów w seminarium duchownym w prowincji Szantung.W 1994 r. został administratorem diecezji Qingdao, a 13 sierpnia 2000 r. otrzymał sakrę biskupią z mandatu Stolicy Apostolskiej jako ordynariusz tej diecezji. Jednocześnie w latach 2000-2005 był wicerektorem krajowego seminarium duchownego w Pekinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem