Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Pamięci Mariana Krzysztofa Lewczaka (1960-2017)

Cichy bohater z Kuźniczyska

2018-01-03 12:37

Ks. Bogdan Giemza SDS
Edycja wrocławska 1/2018, str. IV

Archiwum ks. Bogdana Giemzy
Krzysztof Lewczak na tle pracowni w Kuźniczysku

W dziewiątym rozdziale Dziejów Apostolskich mamy opis wydarzenia, które na tle innych zdarzeń, bardzo istotnych dla rozwoju Kościoła, może wydawać się mało znaczące. W mieście Jafa żyła kobieta imieniem Tabita. Św. Łukasz charakteryzując ją napisał, że „czyniła wiele dobrego” i „dawała hojne jałmużny”. Musiała być sławna, skoro zapamiętali ją nie tylko chrześcijanie wywodzący się z Żydów, ale także ci, którzy wywodzili się z pogan

Zapamiętali ją pod greckim imieniem Dorkas, czyli Gazela. Śmierć Tabity musiała być wstrząsem także dla bliskich i przyjaciół, a pamięć o jej pięknym życiu skłoniła ich, by wezwali Apostoła Piotra, który przebywał wówczas w Liddzie leżącej blisko Jafy. Nie wiemy czy po to, by przewodził uroczystemu pogrzebowi, czy też liczyli po cichu na cud. Kiedy Piotr przybył, „otoczyły go wszystkie wdowy i pokazywały mu ze łzami w oczach chitony i płaszcze, które Dorkas zrobiła im za swego życia” (Dz 9, 39). Zauważmy, że dzieła miłosierdzia Tabity są argumentem wobec Piotra. W ten sposób wypowiedziały swój żal po stracie kogoś, kto był dla nich dobry, czuły i kochający. Być może, nie mogąc się pogodzić ze śmiercią Tabity, kobiety miały pretensje do Boga i stawiały sobie pytania o Bożą sprawiedliwość. Piotr wskrzesza Tabitę. To spowodowało, że nowe osoby uwierzyły w to, że Zmartwychwstały Jezus jest dawcą życia. Nie tylko Biblia, ale i nasza rzeczywistość jest pełna osób, których śmierć nie tylko prowokuje do płaczu, ale jednoczy wokół dobra, które pozostawiły po sobie.

CV Krzysztofa

Przywołuję biblijne wydarzenie, bo podobne odczucia miałem uczestnicząc 19 grudnia 2017 r. w Kuźniczysku (parafia Czeszów w archidiecezji wrocławskiej) w pogrzebie Mariana Krzysztofa Lewczaka. Chociaż na tabliczce na krzyżu nagrobnym umieszczono „Marian Lewczak”, to znany był bardziej jako Krzysztof, czy zdrobniale Krzysiek.

Z powinności kronikarskiej podaję, że Krzysztof urodził się 14 sierpnia 1960 r. w Brzegu, wychował zaś w Lewinie Brzeskim. W 1978 r. ukończył Szkołę Rzemiosł Artystycznych w Jeleniej Górze, a w następnym zamieszkał w Trzebnicy. Kilka lat temu sam zaprojektował i wykonał pracownię na obrzeżach wsi Kuźniczysko, kilkanaście kilometrów od Trzebnicy, gdzie zamieszkał i pracował do śmierci. Malownicze obejście pracowni obejmowało fragment lasu, łąki z małym stawem i naturalną granicę zamkniętą rowem melioracyjnym z wodą. Ostatnie kilkanaście miesięcy jego życia naznaczone było bolesnym doświadczeniem zmagania się z chorobą nowotworową. Zmarł 16 grudnia 2017 r. w Ośrodku Medycyny Paliatywnej i Hospicyjnej Będkowo k. Trzebnicy. Mimo choroby, niemalże do końca pracował. Na miesiąc przed śmiercią, gdy był bardzo osłabiony, pożyczył od znajomych wkrętarkę. Nie mogąc już pracować nad monumentalnymi rzeźbami, chciał wykonywać małe krzyże Chrystusa i w ten sposób służyć talentem oraz zarabiać na swoje utrzymanie. Jak powiedział ks. Jacek Tomaszewski, proboszcz z Czeszowa, w dniu 12 grudnia 2017 r. w czasie odwiedzin chorych podczas parafii parafialnych rekolekcji adwentowych, wyspowiadał się i przyjął Komunię św. Był już „swój”

Reklama

Chociaż Krzysztof Lewczak w Kuźniczysku mieszkał zaledwie kilka lat, to uroczystości pogrzebowe odbyły się w miejscowym kościele filialnym i został pochowany na miejscowym cmentarzu. Przez mieszkańców wioski, mimo iż był postrzegany jako ktoś nowy, artysta, rzeźbiarz, po części może „dziwak” z racji swojego sposobu ubierania się i bycia, to jednak został polubiony jako „swój”.

Jak podkreślał ks. proboszcz i sami mieszkańcy Kuźniczyska, takiego pogrzebu jeszcze tutaj nie widziano – zarówno co do ilości uczestników żałobnej uroczystości, jak również całościowej oprawy liturgii. Eucharystię celebrowało pięciu kapłanów pod przewodnictwem ks. Jacka Tomaszewskiego z Czeszowa. Kościół, mimo chóru okalającego prawie całe wnętrze, nie pomieścił rodziny, przyjaciół i mieszkańców wioski. Wśród uczestników pogrzebu można było zauważyć przedstawicieli władz samorządowych, osoby z różnych sfer i grup zawodowych, grupę harleyowców, orkiestrę dętą z Trzebnicy, zespół muzyczno-wokalny. Dodatkowy klimat tworzyła natura: popołudniowa, grudniowa pora, padający śnieg – procesja w mroku na cmentarz oraz dźwięki marsza żałobnego w wykonaniu orkiestry i wycie silników harleyów.

Wspomnienia mają kolor…

W homilii i przemówieniach podkreślano prostotę i dobroć oraz bezpośredniość w nawiązywaniu kontaktów przez Krzysztofa. Mówiono, że Zmarły przebywa teraz w pracowni niebieskiej u Boga, a ks. Kazimierz Sroka z parafii pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu zapraszał na wernisaż licznych rzeźb, które Krzysztof wykonał do tego kościoła. W innym tonie utrzymane było pożegnanie córki, która mówiła o trudnej relacji ze zmarłym ojcem. Stwierdziła, że w palecie barw są barwy jasne i ciepłe oraz ciemne i zimne. Wyznała, że zazdrości tym, którzy doświadczyli ciepłych i jasnych barw od Zmarłego, bo ona jako córka, ma w pamięci raczej barwy ciemne i zimne.

Szukał Boga, który Go chciał

Chciał możliwie jak najmocniej doświadczyć bliskości Boga. W ostatnim okresie prawie codziennie przyjeżdżał na wieczorną Mszę św. w trzebnickiej bazylice i miał swoje miejsce przy pierwszym filarze przed kaplicą, gdzie jest całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Charakterystyczne było również to, że po Mszy św. nie wsiadał od razu do swojego auta lub na harleya, by wrócić do Kuźniczyska, lecz stał przed bazyliką i rozmawiał z różnymi ludźmi. Jakby przeczuwał, że czas jego ziemskiego życia dobiega kresu.

Ważna była jego droga wiary i osobista więź z Bogiem. W pamięci noszę rozmowę w jego pracowni, gdy podarowałem mu Biblię Jerozolimską…

Rzeźby, które zrobił za swego życia

Przywołałem na początku biblijne wydarzenie, w którym mowa, że kobiety pokazywały Apostołowi Piotrowi ze łzami w oczach chitony i płaszcze, które Dorkas zrobiła im za swego życia. Podobnie można powiedzieć o dorobku Krzysztofa Lewczaka. Na pewno zasługuje on na osobne opracowanie i obszerną dokumentację. Był rzeźbiarzem o uznanym dorobku artystycznym w Polsce i za granicą. Jego prace znajdują się w wielu miejscach w Polsce, Stanach Zjednoczonych i w Niemczech. Dominują wśród nich rzeźby o charakterze sakralnym wykonywane w drewnie i w kamieniu. Chyba najwięcej można ich znaleźć we wspomnianym kościele św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu. Także wrocławska katedra może poszczycić się jego dwoma pokaźnymi rzeźbami: św. Edyty Stein i św. Zygmunta Gorazdowskiego, które zostały umieszczone na frontonie południowej wieży. Wiele prac Krzysztofa znajduje się też w kościele parafialnym Matki Bożej Pocieszenia (Our Lady of Consolation Parish) na Brooklynie w Nowym Jorku, gdzie posługują salwatorianie z Polski.

Nie można nie wspomnieć o wątku patriotycznym w twórczości Zmarłego. Do niego zalicza się m.in. popiersie gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” na osiedlu AK w Opolu, czy płaskorzeźba poświęcona katastrofie smoleńskiej znajdująca się przed wspomnianym kościołem Matki Bożej Pocieszenia w Nowym Jorku.

Hołd dla Zmarłego

Kościół poprzez liturgię pogrzebową towarzyszy chrześcijaninowi, tak, jak to czynił sakramentalnie podczas całej jego ziemskiej pielgrzymki, na końcu jego drogi, aby oddać go „w ręce dobrego Ojca”. Zachowujemy w pamięci osobiste wspomnienia i pamiątki po zmarłych. Ważne jest również to, aby ich dobre dzieła były przez nas kontynuowane. Również w przypadku Krzysztofa Lewczaka największym hołdem będzie kontynuowanie jego dzieła prostoty i dobroci oraz wiary. Innym, ważnym wyrazem pamięci będzie opracowanie dokumentacji jego prac znajdujących się w miejscach publicznych i w prywatnych zbiorach. Ważne, abyśmy pamiętali o dziełach tych, których Bóg obdarzył szczególnym talentem. Tych, z Państwa, którzy Krzysztofa znali, albo są w posiadaniu dzieł jego autorstwa ośmielam się prosić o przesłanie na mój adres osobistych wspomnień i fotografii związanych z życiem i twórczością Krzysztofa. Być może wspólnymi siłami uda nam się odtworzyć drogi, które pokonywały rzeźby – wytwory jego rąk i serca, a opowiedziane historie dopełnią bogatą kronikę życia.

Kontakt z autorem:

Ks. Bogdan Giemza SDS

ul. Jana Pawła II 3

55-100 Trzebnica

e-mail: bogdan@sds.pl

Tagi:
wspomnienia

Z miłości do bliźniego

2018-01-03 12:37

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 1/2018, str. IV

Archiwum M. T. Kierocińskiej w Sosnowcu
Dzieci z sierocińca i dziewczęta ukrywające się podczas okupacji w klasztorze, Sosnowiec 1943 r.

Piotr Lorenc: – Zwykłemu człowiekowi czcigodna sł. Boża Matka Teresa Kierocińska kojarzy się przede wszystkim z założeniem nowego zgromadzenia. To bardzo mgliste wyobrażenie i nie oddające zupełnie tego, jakim była człowiekiem. Spróbujmy przedstawić ją taką, jaka była naprawdę…

S. Bogdana Batog: – To, jakim człowiekiem była nasza Matka, najlepiej widać na przykładzie jej służby dzieciom. Janina Kierocińska od wczesnej młodości miała kontakt z dziećmi. W domu rodzinnym opiekowała się dziećmi starszego rodzeństwa. Już wtedy można było zauważyć uzdolnienia pedagogiczne Janiny, która potrafiła cierpliwością, wyrozumiałością i dobrocią zjednać sobie sympatię bratanków, którzy kochali ją całym sercem i byli jej posłuszni. Bratanica napisała o Janinie: „Starała się być zawsze jak najlepszą dla otoczenia, a myśmy wszyscy bardzo ją kochali, była taka inna, taka dobroć i słodycz płynęła od niej. Ja osobiście najwięcej ją zawsze kochałam, gdyż straciłam matkę w dzieciństwie, a Ciocia Janinka bardzo się o mnie i o moje rodzeństwo troszczyła”. Janina miała dobry przykład w osobach swojej mamy i babci. Widziała, jak dawały jałmużnę ubogim. Od nich uczyła się takiej postawy miłosierdzia wobec potrzebujących.

– Te relacje z bliskimi, rodziną nie zmieniły się u Matki Teresy nigdy i zawsze z równie dużą uwagą, czułością i poświęceniem obchodziła się ze wszystkimi napotkanymi osobami. Jak to się przełożyło na działalność wychowawczą tuż po założeniu Zgromadzenia w okresie międzywojennym?

– Po zamieszkaniu sióstr w domu przy ul. Wiejskiej Matka Teresa szybko zdała sobie sprawę z potrzeb dzieci i młodzieży w Sosnowcu. W pracy wychowawczej dostrzegała możliwość formowania dusz dziecięcych. Dlatego podejmowała liczne inicjatywy apostolskie. Widziała w dzieciach „fundament pod budowę Ojczyzny naszej”. „Nie ma kto zająć się tymi dziećmi – ubolewała – Matki poszły do pracy. Trzeba, by siostry nimi się zajęły. Nie pozwólmy, by po ulicach wałęsały się dzieci, by w rynsztokach i kałużach brudziły się, by w bagnach kąpały się. Trzeba dać dzieciom – mówiła do Sióstr – zdrowy pokarm, by zdrowe były na duszy i na ciele”. „Jakże bardzo zależy mi na dobrym wychowaniu”. Właśnie w tym celu obok pracowni dla dziewcząt Matka Teresa, uzyskawszy zgodę na koncesję, otworzyła w grudniu 1925 r. ochronkę dla dzieci, zwłaszcza zaniedbanych i ubogich, w wieku od 3 do 7 lat. Posyłała też siostry do domów ubogich matek z zachętą, by przyprowadzały do ochronki swoje dzieci.

– Doszło nawet do tego, że Kuratorium Okręgu Szkolnego Krakowskiego 8 lipca 1933 r. udzieliło Zgromadzeniu pozwolenia na otwarcie Przedszkola im. św. Teresy do Dzieciątka Jezus...

– Według statutu przedszkole miało za zadanie roztaczanie troskliwej i umiejętnej opieki nad zdrowiem oraz rozwojem fizycznym, moralnym i umysłowym dzieci w wieku przedszkolnym. Przyjmowano dzieci, które ukończyły trzeci rok życia. Gdy dzieci były chore i nie przychodziły na zajęcia do przedszkola, Matka Teresa zachęcała siostry do odwiedzania ich w domach. Matka Teresa kładła duży nacisk w wychowaniu na wyrobienie sumień dzieci. Gdy któreś z nich w czymś zawiniło, brała je na rozmowę i pouczała: „Pan Jezus jest smutny, gdy jesteś niegrzeczna, a ty masz być pociechą Pana Jezusa”. W dowód zaś swego przebaczenia tuliła żałującego winowajcę do serca. Matka nieraz zastępowała siostrę wychowawczynię, wówczas umiała także wesoło bawić się z dziećmi. Była przez dzieci bardzo kochana i jak najmilej widziana. Pozyskała sobie serca dziecięce. Mówiły do niej po prostu „mamo”, a gdy pojawiła się na podwórzu zaraz zbiegały się do niej, by tuląc się, wyrazić swą wdzięczność za troskliwą opiekę i miłość.

– Opieka, nauka, wyżywienie – to chyba nie wszystko. Jak Matka dbała o sprawy religijne?

– Wdrażała dzieci do codziennej modlitwy, ale także sama za nie modliła się, by wyrosły na wielką pociechę Bogu i dobre dzieci naszej ojczyzny. Często mówiła o Bogu, uczyła pacierza i pieśni religijnych. Razem z siostrami przygotowywała dzieci, jak również dorosłych do sakramentów świętych. Z okazji uroczystości Pierwszej Komunii św. urządzano w klasztorze odświętne śniadanie, które dzieci spożywały w obecności ks. Prefekta i Matki Teresy.

– Po otwarciu przedszkola zrodziła się myśl założenia szkoły?

– W 1931 r. po przeprowadzeniu koniecznego remontu domu, Matka zwróciła się do inspektora szkolnego w Sosnowcu o pozwolenie na otwarcie przy klasztorze Prywatnej 4-klasowej Szkoły Powszechnej Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Naukę rozpoczęto we wrześniu 1931 r. Działalność sióstr w dziedzinie wychowania i nauczania nabierała coraz większego rozmachu. Przejawiała się ona w podejmowaniu wielu inicjatyw, jak chociażby przygotowywaniu z dziećmi i młodzieżą przedstawień teatralnych o charakterze religijnym i patriotycznym dla mieszkańców dzielnicy. Siostry organizowały wycieczki do pobliskich miast i okolic, jak np. do Krakowa, Polanki, gdzie znajdował się dom sióstr, pięknie położony wśród lasów i pól. Matka Teresa bardzo chętnie uczestniczyła w tych wycieczkach, bowiem w towarzystwie dzieci i młodzieży czuła się zawsze dobrze.

– Jak wyglądało życie sióstr i Matki Kierocińskiej podczas II wojny światowej?

– Podczas okupacji, gdy naród polski doświadczał prawdziwego męczeństwa, Matka Teresa swą niezachwianą wiarą i odwagą dodawała otuchy siostrom i ludziom przychodzącym do furty zakonnej. Szukała też sposobów i środków, aby wyjść naprzeciw potrzebom ludzi głodnych, bezdomnych, zrozpaczonych. W celu wybłagania miłosierdzia Bożego dla świata Matka pościła, umartwiała się, nocami adorowała Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Od listopada 1940 r. prowadzone były tajne zajęcia dla dzieci w zakresie szkoły podstawowej. Matka Teresa, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, podczas lekcji, z różańcem w ręku obchodziła dom i modliła się, by Przenajświętsze Oblicze zasłoniło dom od „nieproszonych gości”. Świadek życia Matki Teresy, Bogumił Grajewski, we wspomnieniach napisał: „Wiele dzieci przybyłych do ochronki było niedożywionych, schorowanych i duchowo okaleczonych. Matka Teresa nie szczędziła im czasu i miłości. Często nocą przychodziła do płaczących dzieci, przemawiając do nich czule, potrafiła przytulić i rozweselić je. Robiła to tak, jak robi to czuła, dobra matka”. Siostra, która również w tym czasie pracowała w ochronce, wyznała: „Byłam zbudowana miłością, z jaką odnosiła się do dzieci”.

– Nie możemy pominąć faktu ratowania przez Matkę żydowskich dzieci. Ile ich było?

– Nie potrafimy dokładnie określić, ilu osobom pochodzenia żydowskiego siostry karmelitanki udzieliły schronienia, a więc uratowały życie. Na pewno ukryły czworo dzieci i jedną osobę dorosłą. Wiadomo jednak, że do Matki Teresy kierował „swoich znajomych” – Żydów – ks. Mieczysław Zawadzki, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Będzinie. Podobnie jak Matka Teresa, został on odznaczony po wojnie Medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Ona zdawała sobie sprawę, że przygarniając dzieci pochodzenia żydowskiego ryzykowała życie nie tylko swoje, ale i całego Zgromadzenia. A jednak w swym zawierzeniu Bogu była pewna. Jak sama mówiła: „Pan Bóg czuwa nad nami, nie sądzę, żeby miało nam coś grozić”. Jedna z uratowanych osób pochodzenia żydowskiego napisała w Księdze Pamiątkowej: „Żyję dzięki Matce Teresie i jej duchowym córkom. Podczas okupacji, narażając życie swoje i sióstr, ukrywała mnie przed okupantem. Jakież słowa mogą oddać moją wdzięczność? Jak można podziękować za życie? Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek w Sosnowcu uważam za swój rodzinny dom, a Matkę Teresę za przybraną Matkę”.

– Pomagała także dzieciom...

– Dzieci, które trafiały w czasie wojny do naszego sierocińca były bardzo zaniedbane, zawszone i cierpiały z powodu różnych schorzeń. Jedna z sióstr zajmujących się nimi opisała we wspomnieniach przykład miłości, jaki dała jej pewnego razu Przełożona: „W naszym zakładzie wśród dzieci, które wówczas przebywały, zachorowało jedno. Rany po całej głowie i ciele rozlewały się, a ja nie mogłam sobie z tym poradzić. Nasza Matka dowiedziawszy się o tym, sama z macierzyńską miłością – chociaż już dochodziła 11.00 godzina – opatrywała rany i miała pieczę nad nią, aż wyzdrowiała”. Niejednokrotnie do późnych godzin nocnych, przezwyciężając zmęczenie, czuwała nad dziećmi. Myła je, karmiła, czesała, przewijała niemowlęta. Wszystko czyniła jak prawdziwa i najlepsza matka. Ile miłości wkładała w to co czyniła, może coś o tym powiedzieć tylko ten, kto tego doświadczył lub widział jej codzienny trud. Trzeba jednak zaznaczyć, że Matka Teresa nie ograniczała się do służby dzieciom. Rozdawała potrzebującym odzież, żywność, lekarstwa, wysyłała paczki dla więźniów KL Auschwitz i obozów pracy, udzielała schronienia dziewczętom, którym groziła wywózka na roboty do Niemiec oraz żołnierzom Armii Krajowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Trzeba, aby w Europie otworzyły się drzwi dla Chrystusa

2018-04-25 06:57

Ks. Mariusz Frukacz

„Trzeba, aby w Europie otworzyły się drzwi dla Chrystusa. Trzeba, aby Chrystus miał „paszport”, swoje miejsce w Europie i w Polsce” - mówił w homilii 24 kwietnia ks. inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, w katedrze św. Wacława w Ołomuńcu na Morawach. Mszy św. dla 500 pielgrzymów z diecezji rzeszowskiej, którzy w ostatnich dniach pielgrzymowali m.in. do grobu św. Jana Pawła II w Rzymie przewodniczył biskup senior Josef Hrdlička, biskup pomocniczy archidiecezji ołomunieckiej w latach 1990-2017.

Bożena Bobowska

Mszę św. koncelebrowali kapłani, duchowi opiekunowie pielgrzymki, na czele z ks. Józefem Kulą redaktorem odpowiedzialnym edycji rzeszowskiej „Niedzieli” i kierownikiem pielgrzymki oraz ks. Jarosław Krzewicki, kapłani z redakcji „Niedzieli”: ks. Mariusz Frukacz i ks. Jacek Molka. Na Mszy św. byli również obecni pracownicy „Niedzieli” z Częstochowy.

Zobacz zdjęcia: Czytelnicy "Niedzieli Rzeszowskiej" w Ołomuńcu

„Bardzo są nam potrzebne silne więzy z Kościołem polskim. Odprawiamy tę Eucharystię w intencji wszystkich tych, którzy tworzą i propagują tygodnik „Niedziela”, który jest znany i u nas. Oby Kościół polski inspirował nas i całą Europę jak być wiernym dziedzictwu Jana Pawła II w czasach, kiedy Europa traci ducha i zapomina o swych chrześcijańskich korzeniach” – mówił na początku Mszy św. bp Hrdlička i przekazał pozdrowienia i błogosławieństwo od abp. Jana Graubnera, arcybiskupa archidiecezji ołomunieckiej.

W homilii ks. ks. inf. Ireneusz Skubiś przypomniał m. in. ideę założonego prze niego w Ruchu Europa Christi. - Trzeba znowu dać miejsce Chrystusowi w Europie. Dlatego Ruch Europa Christi chce, aby w Europie otworzyły się drzwi dla Chrystusa. Jana Paweł II, który rozpoczynał swój pontyfikat 40 lat temu powiedział: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!” – mówił ks. Skubiś i dodał: „Europa zaczyna się gubić. Europa jest chora. To jest kryzys tożsamości Europy”.

- Tożsamość Europy wypływa z filozofii greckiej, prawa rzymskiego i z Ewangelii. To Ewangelia przyniosła najważniejsze prawo, które mieści się w dwóch słowach „będziesz miłował”.- kontynuował ks. Skubiś.

- Najważniejszym przesłaniem Ewangelii jest miłość. Europa dzisiaj postawiła na pieniądze, wynalazki i eksperymenty, na rozwijający się przemysł, a jednocześnie Europa jest chora duchowo. Duch Europy jest chory – przypomniał duchowny.

Honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” zaznaczył, że „w Europie dzisiejszej nie ma właściwie wielkich mężów, liderów”. - Są politycy i przywódcy partyjni, ale ogarnia nas smutek, bo w Europie brakuje wielkiego wewnętrznego rozwoju.

Można być dobrym specjalistą, ale potrzebny jest człowiek duchowy – mówił ks. Skubiś.

- Największą chorobą Europy jest dzisiaj samotność. W tej Europie pies, kot i inne zwierzęta są często lepiej traktowane niż człowiek. Tego mamy przykład w Polsce, gdzie rząd, sejm tak bardzo się rozczulają nad zwierzętami futerkowymi, a jakie są problemy z tym, żeby wprowadzić zakaz zabijania nienarodzonych dzieci. I to przez ludzi, którzy przecież chodzą do Kościoła i mówią, że są katolikami. Ale jaki to katolik, który wyłącza z Dekalogu wielkie przykazanie „nie zabijaj!” ? – podkreślił moderator Ruchu Europa Christi i zaapelował: „Musimy otworzyć oczy i uszy na to jaki jest przekrój moralny przywódców europejskich”.

Ks. Skubiś przypomniał, że „tożsamość Europy wypływa z wielkiej kultury chrześcijańskiej”. - A dzisiaj wprowadza się kulturę genderyzmu, która jest absolutnie przeciwna objawieniu chrześcijańskiemu i chrześcijańskiej wizji człowieka, małżeństwa i rodziny – mówił ks. Skubiś.

- Europa i Polska musi wrócić do świętości. To świętość jest największym darem i zadaniem człowieka – kontynuował honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” dodając, że „Polska jest wdzięczna Czechom za sakrament chrztu świętego”.

Mówiąc o roli jaką może odegrać dzisiaj Ruch Europa Christi ks. Skubiś podkreślił, że ruch ten „chce umocnić teologię zmartwychwstania”. - W Europie są miliony wierzących chrześcijan a garstka masonów, oszustów i ateistów rządzi nami. Oni wprowadzają swoje prawa, wprowadzają kłamstwo, nieprawość i demoralizację. A chrześcijanie śpią. Może i Kościół śpi. Musimy ożywić Europę. W Ewangelii jest duch, moc i dynamizm. Czy wiecie co to znaczy, że Chrystus zmartwychwstał i jest z nami? – wołał ks. Skubiś i przypomniał, że ważną sprawa dla Europy jest rodzina.

- To rodzina służy życiu. Stosunek do życia ludzkiego jest papierkiem lakmusowym w Europie czy ktoś jest chrześcijaninem czy nie jest nim.- przypomniał ks. Skubiś.

Honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” odniósł się również do kwestii wolnych niedziel od handlu - Niedziela, dzień święty należy do Boga. Mówi się o odpoczynku i czasie dla rodziny, ale zgubiliśmy w tym wszystkim Chrystusa. Znika nam motywacja Chrystusowa. Musimy powrócić do źródeł, do Ewangelii.- zauważył ks. Skubiś.

- Pytamy quo vadis Domine, dokąd idziesz Panie Jezu? I chcielibyśmy usłyszeć: Wracam do Europy.- zakończył ks. Skubiś.

Przed końcowym błogosławieństwem bp Hrdlička powiedział:” Potrzebujemy was Polacy. Potrzebujemy Kościoła silnego w Polsce”.

Pielgrzymi otrzymali egzemplarze „Niedzieli” oraz pamiątki z redakcji.

Ołomuniec w Czechach stanowi historyczną stolicę Moraw. Ołomuniec był w granicach arcybiskupstwa Moraw i Panonii (Węgier). W latach 869-885 arcybiskupem Moraw i Panonii był św. Metody, apostoł Słowian.

Budowę katedry św. Wacława w Ołomuńcu rozpoczął książę Świętopełk w latach 1104-1107. Kontynuował ją jego syn Wacław Henryk, który przed swoją śmiercią w 1130 r. przekazał budowę biskupowi ołomunieckiemu Jindřichowi Zdíkovi. Jeszcze nie dokończona budowla została konsekrowana 30 czerwca 1131 r., dokończono ją dopiero w roku 1141. W tym samym roku stała się też katedrą, to znaczy kościołem biskupim.

W katedrze ołomunieckiej znajduje się ciało św. Jana Sarkandra (1576 – 1620), kapłana, męczennika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Salezjańskie święto sportu, młodości, radości i wiary

2018-04-25 20:45

W dniach 28.04-03.05.2018 r. w Krakowie odbędą się XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej. Honorowym patronatemobjął Igrzyska Mateusz Morawiecki, Premier Rządu Rzeczypospolitej Polskiej.

Wokandapix/pixabay.com

Dotychczas Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej odbyły się 28 razy w różnych krajach i miastach europejskich. Znaczący udział w organizacji Igrzysk ma Polska i Salezjańska Organizacja Sportowa Rzeczypospolitej Polskiej, która czterokrotnie była organizatorem imprezy: w Warszawie (1997, 2001, 2005) oraz Krakowie (2012).

Uczestniczyć w Igrzyskach będzie młodzież salezjańska zaangażowana w różnorodne dzieła młodzieżowe (szkoły, oratoria, organizacje sportowe itp.) w krajach europejskich i pozaeuropejskich. Weźmie w nich udział ponad 1500 sportowców salezjańskich (dziewcząt i chłopców) z następujących 22 krajów: Austria, Belgia, Białoruś, Brazylia, Chorwacja, Czechy, Hiszpania, Litwa, Łotwa, Mołdawia, Niemcy, Polska, Portugalia, Republika Środkowej Afryki, Rosja, Słowacja, Słowenia, Syria, Tanzania, Ukraina, Włochy, Zambia.

Celem Igrzysk jest stworzenie młodzieży salezjańskiej możliwości rywalizacji sportowej i budowanie przez sport nowego świata, opartego na ideach integralnego humanizmu i chrześcijańskiego personalizmu oraz olimpizmu, u podstaw których tkwią takie fundamentalne wartości jak pokój, przyjaźń, prawda, dobro, sprawiedliwość, wolność, godność i fair play.

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej będą konstytuowały 3 bloki programowe, a mianowicie: sportowy, kulturalny i religijny.

Sportowcy salezjańscy (dziewczęta i chłopcy) rywalizować będą w dwóch kategoriach wiekowych (kat. „A” – 2000 i młodsi, kat. „B” – 2002 i młodsi) w następujących dyscyplinach sportowych: koszykówka, piłka nożna 11. osobowa, piłka nożna 6. osobowa, piłka siatkowa i tenis stołowy.

Uczestnicy Igrzysk wezmą również udział w przedsięwzięciach o charakterze kulturalnym i religijnym, w tym między innymi otwarciu i zamknięciu Igrzysk, zwiedzaniu Krakowa, wycieczce do kopalni soli w Wieliczce, zwiedzaniu obozu masowej zagłady w Oświęcimiu, okolicznościowej niedzielnej Mszy św., salezjańskich słówkach na dobranoc, wieczorze modlitewnym w Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach, pogodnych wieczorach itp.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem