Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Fakty są druzgocące

2018-01-03 12:37

Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 1/2018, str. IV

Marcin Żegliński
Sebastian Kaleta

– W jednym zdaniu Hanna Gronkiewicz-Waltz twierdzi, że w jej urzędzie działała mafia, a w drugim chce, aby informacje o błędach urzędników zostały usunięte z decyzji komisji – mówi Sebastian Kaleta, członek Komisji Weryfikacyjnej ds. Reprywatyzacji w Warszawie

Andrzej Tarwid: – Minęło pół roku pracy Komisji Weryfikacyjnej (KW). Jaki jest bilans Państwa dokonań?

Sebastian Kaleta: – Komisja podjęła dotychczas decyzje dotyczące łącznie 10 nieruchomości warszawskich, kolejnych kilkadziesiąt spraw jest w zaawansowanym opracowaniu. Zarejestrowaliśmy też kilkaset zgłoszeń.

– Czy można np. liczbowo zobrazować skalę pracy, którą wykonaliście?

– Obecnie akta spraw, które analizujemy mają co najmniej kilkaset tysięcy stron. 1 500 stron liczą tylko różnego rodzaju merytoryczne rozstrzygnięcia komisji. Nieruchomości, które oceniliśmy jako bezprawnie zwrócone warte są grupo ponad 500 mln zł. Liczb, które warto przytoczyć jest więcej, aczkolwiek żadna z nich nie zastąpi i nie odda uczuć setek osób, które przez lata były ofiarami reprywatyzacji. A dzisiaj, dzięki naszej pracy, mogą odzyskać poczucie godności, nadzieję na zakończenie gehenny reprywatyzacyjnej i wiarę w to, że nasze państwo jest sprawiedliwe i uczciwe.

– Co w dotychczasowych pracach KW okazało się najtrudniejsze?

– Jedna reprywatyzacja tworzy szereg skutków w różnych sferach. Po zmianie właścicieli budynku zmieniało się życie lokatorów, czyli już mamy skutek w kwestiach umów najmu, eksmisji. Dodatkowo, aby prawidłowo zbadać sprawy musimy zajrzeć 70 lat wstecz, odtworzyć realia odgruzowywanej Warszawy, ustalić prawidłowo przedwojennych właścicieli, zbadać ich życiorys, spadkobranie. Krótko mówiąc ciąg zdarzeń, które doprowadziły do reprywatyzacji. Ogrom problemów, które pojawiają się przy weryfikacji każdej ze spraw robi naprawdę wrażenie. Jednak mimo wszystko najtrudniejsze dla mnie było słuchanie na żywo historii zdesperowanych mieszkańców, którzy z dnia na dzień tracili dach nad głową. Dach, który nierzadko z mozołem ich rodziny odbudowywały po wojnie, który był dla nich schronieniem przez pokolenia. Trudno ze spokojem słuchać świadectw krzywd, jakich doznawali mieszkańcy stolicy w wolnej Polsce.

– 40 tys. poszkodowanych mieszkańców, kamienice przejmowane za 50 zł i sądowe postanowienia wydawane dla kuratorów poszukujących ponad 120- letnich właścicieli. Aż trudno uwierzyć, że taki proceder trwał latami. Jak Pan, wzbogacony o analizę dokumentów dostarczonych KW, odpowiada na pytanie: jak to w ogóle było możliwe, że organy państwa nie reagowały na tak olbrzymią patologię?

– Też było mi trudno w to uwierzyć zanim zacząłem się wgłębiać w dokumenty. W gruncie rzeczy przed ich lekturą miałem nadzieję, że relacje prasy dotyczące afery są przekoloryzowane. Niestety okazało się być inaczej. A fakty, które wypływają z dokumentów są o wiele bardziej druzgocące dla kondycji naszego państwa z czasów rządów PO-PSL niż wskazują doniesienia medialne, które siłą rzeczy stanowią skrótową formę opisu sprawy.

– To ocena, ale powtórzę pytanie: jak to możliwe, że taka afera mogła się wydarzyć?

– Z jednej strony bezwolność aparatu urzędniczego doprowadziła do tego, że zostały stworzone korzystne warunki do wyrastania patologii. W normalnym państwie organy ściągania na bieżąco kontrolują i eliminują takie patologii. W tym przypadku tak nie było. Prokuratura umarzała sprawy lub wręcz odmawiała prowadzenia śledztw. CBA i inne służby nie dotykały problemu Warszawy rządzonej przez wiceprzewodniczącą ówczesnej partii rządzącej, gdyż traktowano by takie działanie w zapleczu PO jako działania polityczne.

– Instytucje państwa próbowali wyręczyć mieszkańcy kamienic.

– Dokładnie tak. Mieszkańcy prowadzili własne śledztwa i ich wyniki składali w prokuraturze, ale nie było odzewu. A taka bierność instytucji państwa wobec patologii to wręcz zachęta dla różnej maści podejrzanych osób, by zintensyfikować nielegalne działania, które przynoszą łatwy zarobek. Tak niestety się stało i dzisiaj Komisja razem ze zreformowaną prokuraturą mają przed sobą gigantyczne wyzwanie wyjaśnienia afery, odwrócenia jej skutków, pociągnięcia do odpowiedzialności odpowiedzialnych i odbudowania szacunku dla naszego państwa.

– Kiedyś powiedział Pan, że „cała reprywatyzacja odbywa się na podstawie orzeczeń sądów”. Byli to konkretni sędziowie, czy oni ponieśli jakiekolwiek konsekwencje za swoje działania?

– Prokuratura bada obecnie wątek sądowy w całej aferze. Absurdalne orzecznictwo rodziło się przy bierności przedstawicieli Skarbu Państwa. Jak dobrze wiemy z dyskusji o sądownictwie, kwestie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów kuleją, stąd pomysł utworzenia izby dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym. Co istotne, te wyroki sądowe nie uniemożliwiały urzędnikom ich kwestionowania. Urzędnicy dzisiaj chcą wygodnie zasłaniać się sądami, a to się nie uda, bo wobec nieprawidłowych orzeczeń pozostawali bierni.

– W jednym z numerów „Niedzieli” opisaliśmy przypadek adwokata, który po opuszczeniu aresztu z zarzutami w sprawie reprywatyzacji został odwieszony przez Okręgową Radę Adwokacką (ORA). Kilka dni później prawnik ten wysłał do mieszkańców pismo nakazujące im opuszczenie mieszkań w ciągu miesiąca. Czy nie świadczy to o tym, że mimo pracy KW niewiele się zmieniło?

– To wyjątkowy przypadek, po kilku dniach od przekazania informacji przez mieszkańców prokuratura nakazała zawieszenie adwokata zamieszanego w aferę.

– A czyje jest to zaniechanie, że powyższa sytuacja ma miejsce?

– Po uchyleniu aresztu ORA mogła zawiesić adwokata, miała ku temu stosowny przepis. Nie uznała za konieczne, by taki środek stosować, wobec czego prokurator, po powzięciu informacji o tej przykrej aktywności, zawiesił adwokata na innej podstawie prawnej.

– Podczas jednego z postępowań prowadzonych przez KW okazało się, że w stołecznym ratuszu działali także pozytywni bohaterowie. Mecenas Izabella Korneluk jako jedyna rzuciła rękawicę handlarzowi roszczeń i wywalczyła korzystne orzeczenie Sądu Najwyższego. Jakie były późniejsze losy tej urzędniczki?

– Rzeczywiście, mecenas Korneluk okazała się jedyną osobą w ratuszu, która zakwestionowała absurdalną umowę sprzedaży roszczeń do kamienicy za 50 zł. Mimo iż początkowo sądy się z nią nie zgadzały, doprowadziła sprawę do Sądu Najwyższego, który uznał, że takie transakcje naruszają elementarne poczucie uczciwości. W niejasnych okolicznościach mecenas Korneluk miała zostać zwolniona z ratusza, jednak po nagłośnieniu sprawy przez media ratusz odwołał swoje plany w tym względzie.

– O czym świadczą problemy mec. Korneluk?

– Świadczą o tym, że w ratuszu zarządzanym przez Hannę Gronkiewicz-Waltz osoby, które poddawały w wątpliwość niektóre roszczenia nie były mile widziane. Przecież jeszcze kilka miesięcy temu Prezydent Warszawy broniła procesu reprywatyzacji, a dziś twierdzi, że przez 10 lat w jej urzędzie grasowała mafia.

– Po decyzjach zwrotowych nieruchomość wraca do miasta. Co ratusz zrobił z kamienicami, które zwróciliście?

– Obecnie część decyzji czeka na wykonanie, aczkolwiek miasto zaskarża nasze decyzje, co jest sytuacją dość kuriozalną, bo decyzjami Komisji nieruchomości mają wrócić do miasta.

– Ratusz twierdzi, że zaskarża wyłącznie uzasadnienie zgadzając się z sentencją decyzji. Czy w Pana ocenie jest to postępowanie merytoryczne, czy tkwi w nim jakiś prawny kruczek?

– Prawnicy miejscy doskonale wiedzą, że składając skargę sąd będzie kontrolował całość decyzji, niezależnie od zarzutów miasta. A co jeszcze bardziej kluczowe, kwestionowane fragmenty uzasadnienia dotyczą błędów urzędników. Wycięcie ich z decyzji spowoduje uznanie, że urzędnicy ratusza działali prawidłowo, a zatem słusznie oddali nieruchomość. W jednym zdaniu Hanna Gronkiewicz-Waltz twierdzi, że w jej urzędzie działała mafia, a w drugim chce aby informacje o błędach urzędników zostały usunięte z decyzji Komisji Weryfikacyjnej.

– Przed każdym posiedzeniem KW odżywa spór pomiędzy członkami komisji a Hanną Gronkiewicz-Waltz, która mówi, że komisja jest niekonstytucyjna. Jakie są szanse, aby to przerwać?

– Każda ustawa dopóki Trybunał Konstytucyjny jej nie uchyli musi być stosowana i każdy prawnik to wie. Hanna Gronkiewicz-Waltz przestanie kwestionować możliwość pracy komisji dopiero wtedy, gdy ta uzna, że wszystko w ratuszu przebiegało w sprawie reprywatyzacji bez zarzutu. Czy mamy podstawy, by taką opinię o działalności ratusza wystawić? Chyba nasze decyzje mówią wszystko w tej sprawie, a oglądając rozprawy każdy może wyrobić sobie pogląd. Sądy administracyjne zresztą się jasno w sprawie wypowiedziały. Przypomnę, że nakazały Hannie Gronkiewicz-Waltz stawiennictwo na wezwanie komisji, jak również nie pozwoliły na obstrukcję jej prac poprzez składanie niesłusznych wniosków.

– Napiętą sytuację na linii Prezydent Warszawy – Komisja Weryfikacyjna może rozwiązać nowa ustawa. Kiedy nowela o KW zostanie przeprowadzona i co ona zmieni?

– Projekt nowelizacji jest obecnie procedowany przez Sejm. Zawiera wiele regulacji, które usprawnią pracę Komisji, gdyż kilka kwestii w ustawie wymaga doprecyzowania. To wyjątkowe przedsięwzięcie, gdzie ucierają się nowe procedury i dlatego na bieżąco ustawodawca chce usunąć ewentualne wątpliwości, aby komisja mogła jeszcze bardziej przyspieszyć. A przypominam, że przez pół roku pokazaliśmy patologie i podjęliśmy szereg konkretnych rozstrzygnięć. Pokazujemy, że państwo może rzetelnie i sprawnie reagować na gigantyczne i skomplikowane afery.

– Poza Prezydent Gronkiewicz-Waltz działania KW krytykował też Rzecznik Praw Obywatelskich, a ostatnio także prezes jednej z firm, który powiedział, że blokujecie inwestycje w mieście…

– Rzeczywiście, osoby których przedsięwzięcia związane były z dziką reprywatyzacją, a których praktyki biznesowe ujawnia również komisja narzekają na łamach prasy na to, że inwestorzy baczniej przyglądają się ich działaniom. Uważam, że to dodatkowy atut za komisją. Pokazuje on bowiem, że biznes musi być prowadzony z poszanowaniem słabszych będących w środku procesu, w tym przypadku mowa o lokatorach.

– Ile jeszcze spraw będzie rozpatrywanych przed KW? I Ile to może zająć czasu?

– Ciężko określić czas i liczbę spraw, gdyż co kilka tygodni odnajdujemy nowe i skandaliczne wątki oraz nowe sprawy, którym należy się przyjrzeć. Natomiast zależy nam na uchwaleniu dużej ustawy reprywatyzacyjnej, która zablokuje dziką reprywatyzację na przyszłość i pozwoli słusznie uprawnionym do odszkodowań za znacjonalizowanie po wojnie mienie. Ale już bez zwrotów w naturze, które generują dramatyczne skutki.

– To może trzeba pójść drogą wskazaną przez stowarzyszenie „Wolne Miasto Warszawa”, które twierdzi, że wszystkie decyzje reprywatyzacyjne Hanny Gronkiewicz-Waltz można uznać za nieważne, ponieważ w żadnej z nich nie zbadano jednej z przesłanek koniecznych do zwrotu?

– Rzeczywiście pojawiła się taka teza. Jednak my analizujemy każdą sytuację osobno, natomiast bardziej istotne jest to czy dana przesłanka była faktycznie spełniona oraz czy wystąpiły inne naruszenia prawa. Niestety w dotychczas badanych sprawach naruszeń było zawsze kilka. Jak widzimy z komunikatów prokuratury niektóre dotyczyły wprost korupcji i oszustw, czyli bardzo poważnych przestępstw.

– Skoro tylko taka droga jest możliwa, to na koniec proszę powiedzieć, kiedy teraz KW wznowi posiedzenia i jakimi sprawami zajmie się na początku Nowego Roku?

– Od razu po przerwie świątecznej wracamy do pracy. Mamy kilka decyzji do wydania w sprawach, w których były w tym roku przeprowadzone rozprawy. Jednocześnie mamy listę kilkunastu spraw, które są gotowe do pełnego zbadania przez Komisję Weryfikacyjną.

Tagi:
miasto

„Zamknięte sklepy - Otwarte miasto”, czyli niedziela we Wrocławiu

2018-04-19 14:16

Agnieszka Bugała

Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego „otwiera miasto na placu Wolności” zapraszając wszystkich mieszkańców, małych i dużych do udziału w wyjątkowym wydarzeniu pod hasłem: „Zamknięte sklepy - Otwarte miasto”.


Swoje stoiska przygotują m.in. Hala Stulecia, Hydropolis, Miejskie Centrum Sportu, Muzeum Narodowe, wrocławskie ZOO, WKS Śląsk Wrocław oraz wiele innych instytucji i firm. Wśród propozycji, m.in. konsultacje dietetyczne Wrocławskiego Centrum SPA, spacer po ogrodzie Pałacu Królewskiego i wędrówka w czasie dzięki możliwości przymierzenia strojów historycznych przygotowane przez Muzeum Miejskie, giełda fonograficzna, warsztaty baletowe z Operą Wrocławską, nauka udzielania pierwszej pomocy z Grupą Ratownictwa Medycznego, gra terenowa z Centrum Historii Zajezdnia i wiele innych atrakcji.

Na scenie Palcu Wolności recitale i koncerty, mi.ni. chóru osiedlowego z Przedmieścia Świdnickiego i zespołu ks. Bartłomieja Kota, wrocławskiego duszpasterza DA „Maciejówka” z jazzującym programem „Wrocławskie Spacery”.

Kiedy: 22 kwietnia 2018 roku, godz. 13.00-18.00

Gdzie: pl. Wolności

Organizator: Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego

Więcej informacji na stronie www.wcrs.wroclaw.pl, fb.com/RozwojSpoleczny

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Ks. prof. Mazurkiewicz: Kościół przyjmuje nowe standardy ochrony danych osobowych

2018-04-20 10:38

Rozmawiał Łukasz Kasper / Warszawa (KAI)

Ta inicjatywa wyszła od Unii Europejskiej, a jej intencją było podniesienie standardów ochrony danych osobowych w związku z rozwojem nowych technologii i potrzebą zagwarantowania w tym zakresie praw obywatelom. Kościół przyjmuje te nowe standardy - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Piotr Mazurkiewicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, członek powołanego przez Episkopat Polski zespołu ekspertów, który pracuje nad dostosowaniem zasad ochrony danych w Kościele katolickim w Polsce do nowych przepisów. Ekspert zapowiada również powołanie urzędu Kościelnego Inspektora Ochrony Danych.

sdecoret/fotolia.com

Do tego czasu państwa unijne mają obowiązek dostosować swoje wewnętrzne prawo w zakresie przetwarzania danych osobowych do przepisów nowego dokumentu. Obowiązek ten spoczywa także na Kościołach i związkach wyznaniowych, przy poszanowaniu wszelkiej ich autonomii.

Kluczowy dla kościelnego przetwarzania danych osobowych jest art. 91 unijnego rozporządzenia. Mówi on, że jeśli w państwie członkowskim, w momencie wejścia w życie tegoż dokumentu, Kościoły i związki wyznaniowe stosują szczegółowe zasady przetwarzania danych osobowych, to mogą tak czynić nadal pod warunkiem, że zostaną one dostosowane do rozporządzenia.
Jeśli Kościoły nie stworzą własnego urzędu, to ich zadania przetwarzania danych osobowych przejmie GIODO jako organ państwowy. Nad utworzeniem takich wewnetrznych urzędów, oprócz Kościoła katolickiego, pracują też mniejsze Kościoły mniejszościowe i związki wyznaniowe w Polsce.
Wewnętrzną procedurę przygotowawczą Kościoła katolickiego w Polsce do nowych przepisów zawiera „Dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim”. Dokument uzyskał już wymagane recognitio Stolicy Apostolskiej i w najbliższym czasie zostanie on ogłoszony. Dzięki dekretowi nastąpi ujednolicenie zasad stosowania przepisów, które istnieją w Kościele w Polsce przynajmniej od kilkudziesięciu lat, a dotyczą ochrony danych osobowych.
W dokumencie opisano m.in. zasady i standardy przetwarzania danych przez kościelne jednostki organizacyjne, takie jak diecezje, parafie czy zgromadzenia zakonne. Wyszczególniono także obowiązki administratora danych, zarówno wobec danych zwykłych, jak i danych wrażliwych. Jeden z rozdziałów normuje ponadto status KIODO, czyli kościelnego inspektora ochrony danych osobowych - niezależnego organu nadzoru w tym zakresie.
Poniżej tekst rozmowy z ks. prof. Piotrem Mazurkiewiczem, członkiem (powołanego przez Konferencję Episkopatu Polski) Zespołu Roboczego ds. Opracowania Wewnątrzkościelnych Regulacji Ochrony Danych Osobowych:

- Łukasz Kasper (KAI): Dostosowanie kościelnych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych do unijnego rozporządzenia RODO to formalność, czy gruntowna zmiana?

- Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz: Zmianie ulegają unijne regulacje na temat ochrony danych osobowych. Dojdzie do dość głębokiej zmiany w tym zakresie w całej Unii Europejskiej. Po raz pierwszy przepisy te będą miały bezpośrednie zastosowanie, gdyż do tej pory obowiązywała unijna dyrektywa [dyrektywa 95/46/WE w sprawie ochrony osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych i swobodnego przepływu tych danych – KAI], wymagająca implementacji do prawa krajowego za pomocą ustawy.
Mimo znajomości przepisów RODO trudno przewidzieć, jak głęboko zmieni się codzienna praktyka przetwarzania danych i ile przy tej okazji – przynajmniej na początku – pojawi się zapewne zamieszanie. Odpowiedzialność za zagwarantowanie odpowiedniej ochrony danych osobowych została przerzucona bezpośrednio na tego, kto je przetwarza. Z wprowadzeniem zmian zmaga się Ministerstwo Cyfryzacji i urząd Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Można także zaobserwować niepokój np. ze strony przedsiębiorców i wszystkich innych podmiotów, którzy przetwarzają dane. Co faktycznie muszą zrobić, aby być przygotowani na moment wejścia w życie nowego prawo?
Aby Kościół mógł zachować swoją autonomię w ochronie osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych, dotychczasowy kościelny system ochrony tych danych musi być dostosowany do standardów rozporządzenia unijnego. Dla Kościoła jest bardzo ważne utrzymanie tej autonomii, tzn. np. możliwości samodzielnego decydowania o wpisach do ksiąg parafialnych lub ewentualnych w nich zmianach oraz o tym, kto może mieć wgląd do tego typu danych. Wymaga to takiego przeorganizowania działania instytucji kościelnych, aby poziom ochrony danych był analogiczny do gwarantowanego w instytucjach świeckich.

- Mówi o tym art. 91 unijnego rozporządzenia RODO: jeśli w państwie członkowskim, w momencie wejścia w życie tegoż dokumentu, Kościoły i związki wyznaniowe stosują szczegółowe zasady przetwarzania danych osobowych, to mogą tak czynić nadal pod warunkiem, że zostaną one dostosowane do rozporządzenia.

- Z punktu widzenia prawa unijnego – mówi o tym art. 17 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej – jest oczywiste, że Unia Europejska nie ma żadnych kompetencji do tego, aby wpływać na status prawny Kościołów w państwach członkowskich. Poważne zmiany w zakresie mechanizmów ochrony danych osobowych w Kościołach w istotny sposób wpływałyby na ten status. Gdyby zatem nie było możliwości skorzystania z art. 91 w wielu krajach relacje państwo-Kościół zmieniłyby się w sposób istotny pod wpływem rozporządzenia.

- Państwo przejęłoby wówczas od Kościołów i związków wyznaniowych pieczę nad ochroną danych osobowych?

- Modele relacji państwo-Kościół w poszczególnych krajach unijnych są bardzo różne, ukształtowane historycznie. W Polsce był moment, gdy władza komunistyczna rekwirowała księgi parafialne.
Jeśli zatem Unii nie wolno zmieniać statusu prawnego Kościołów, muszą one mieć daleko idącą swobodę co do rozstrzygnięć dotyczących przetwarzania danych osobowych. Art. 91 mówi, że jeśli w państwie członkowskim szczegółowe zasady ochrony danych osobowych w Kościele funkcjonowały przed 2016 rokiem [data wejścia w życie rozporządzenia RODO – KAI], to - po niezbędnym dostosowaniu ich do rozporządzenia - mogą one funkcjonować tworząc autonomiczny system. Ten przepis potencjalnie musi być możliwy do zastosowania we wszystkich krajach członkowskich, gdyż w przeciwnym razie powstałoby podejrzenie, że prawodawca świadomie chce dyskryminować niektóre państwa członkowskie.
Mamy świadomość, że o ile Kościół katolicki w Polsce jako Kościół większościowy miał przed 2016 rokiem rozbudowany system ochrony danych osobowych, choć działał on w postaci szeregu rozproszonych aktów prawnych, to w mniejszych Kościołach – które również zamierzają skorzystać z tej możliwości – ten system był dużo mniej rozbudowany. Istotne jest jednak to, by i one miały prawo skorzystania z art. 91.

- W Polskiej Radzie Ekumenicznej powstała nawet koncepcja utworzenia jednego wspólnego urzędu ochrony danych osobowych, ale ostatecznie tak się nie stanie.

- Kościoły zrzeszone w Radzie Ekumenicznej mają prawo podejmować własne decyzje. Przepis jest dość ogólny, nie zawiera zbyt wielu wskazówek, odnośnie konkretnych praktycznych rozwiązań. Nie jest także przewidziana żadna instancja, która miałby możliwość decydowania o tym, który z kościołów ma prawo skorzystać z art. 91. Po prostu trzeba mieć system ochrony danych, zapewniający określone w rozporządzeniu standardy.

- Procedury dostosowawcze Kościoła katolickiego w Polsce do rozporządzenia RODO zostały opisane w specjalnym dekrecie Konferencji Episkopatu Polski, który uzyskał już wymagane recognitio Stolicy Apostolskiej. Po 25 maja br. zakres spraw podejmowanych w ramach kościelnego przetwarzania danych zmieni się?

- Zasadniczo nie. Inicjatywa zmiany dotychczasowych przepisów wyszła bowiem nie od Kościoła, ale od Unii Europejskiej. Kościół w tym wypadku reaktywnie dokonuje zmian koniecznych do tego, aby utrzymać gwarantowaną mu konstytucyjnie i konkordatowo autonomię. Ochrona danych była w Kościele na stosunkowo wysokim poziomie, dlatego nie było konieczności jakiejś nagłej zmiany. Natomiast intencją Unii Europejskiej było podniesienie standardów ochrony danych osobowych i zagwarantowane w tym zakresie praw obywatelom. Spowodowane to było, z jednej strony, komercjalizacją samych danych, a z drugiej, wyzwaniami związanymi z rozwojem nowych technologii. Kościół przyjmuje te nowe standardy, mając świadomość, że w swojej pracy również wykorzystuje te technologie. Mamy nie tylko księgi pisane na papierze, ale też cyfrowe zbiory danych i musimy myśleć, jak je zabezpieczać.
Różnicę w podejściu kościelnym i świeckim widać np. w odmiennym stosunku do kwestii profilowania danych. Pamiętamy o ostatniej aferze Cambridge Analytica. Dane są dziś towarem, mają pewną wartość finansową i zdajemy sobie z tego dobrze sprawę. Ale są też towarem politycznym. Jesteśmy blisko momentu, w którym demokratyczne wybory będzie można po prostu kupić. Dostęp do sprofilowanych danych osobowych może się przełożyć na kapitał polityczny, czyli na możliwość zdobycia władzy. W demokratycznych państwach jest to zatem towar wrażliwy. Tam, gdzie panuje dyktatura, z pomocą nowych technologii co najwyżej można w jeszcze doskonalszy sposób wcielać system represji. W państwach demokratycznych uznajemy, że wybory są wtedy demokratyczne, gdy ludzie podejmują świadome i dobrowolne decyzje. Jeśli istniałaby możliwość „wyłączenia” ich świadomości i dobrowolności w momencie podejmowania decyzji wyborczych, trudno byłoby uznać takie wybory za demokratyczne.
Reasumując, przepisy RODO regulują ów proces dopuszczalnego profilowania danych. W dekrecie kościelnym nie ma w ogóle takiego działu, gdyż Kościół tego nie robi. Z założenia nie chce w ten sposób postępować z danymi swoich wiernych.

- Nie ma zatem obaw, że Kościół przystąpi do realizowania unijnego rozporządzenia nieprzygotowany?

- Czasu na dostosowanie się nie było dużo, bo zaledwie dwa lata. Przejście przez kościelne procedury wymagało czasu. Prace angażowały nie tylko Konferencję Episkopatu Polski, ale konieczne było także uzgodnienie i ostateczne zatwierdzenie dekretu przez Stolicę Apostolską.
Na mocy dekretu Episkopatu, zostanie powołany urząd Kościelnego Inspektora Ochrony Danych. Jest to wymagany przez RODO urząd niezależnego nadzoru nad danymi osobowymi. Osoba, która go obejmie jako pierwsza, siłą rzeczy nie będzie mieć dużego praktycznego doświadczenia w tym zakresie. Organizacja tego urzędu będzie wymagała czasu.

- Jak zdaniem Księdza Profesora, do nowych przepisów przygotowane są diecezje, parafie, zgromadzenia zakonne czy kościelne organizacje różnego typu?

- Kościół jest w nieco trudniejszej sytuacji niż państwo. Choć przepisy RODO są znane od prawie dwóch lat, to na razie nie ma jeszcze rządowej ustawy w zakresie dostosowania się do nowej regulacji. Widać zatem, że i dla instytucji państwa okres na przygotowanie się nie był nadmiernie długi. W przypadku Kościoła dwa lata przygotowań poświęcone zostały na przygotowanie dekretu. Podmioty kościelne muszą się zatem dostosować do aktu prawnego, który zostanie ogłoszony w najbliższych dniach, ale którego na razie nie znają.

- Nie stwarza to wrażenia chaosu?

- Zobaczymy, co się będzie działo w świecie świeckim. Przypuszczam, że w Kościele chaosu będzie dużo mniej. Dlaczego? Kościół ma długą praktykę ochrony prywatności, poczynając od czegoś, co może mało kojarzy się z ochroną danych osobowych, czyli od tajemnicy spowiedzi. Jest świadomość, że informacje o wierze człowieka są informacjami wrażliwymi, dlatego duchowni mają szczególnie wyczucie w tym zakresie. Większego uporządkowania będzie być może wymagało postępowanie w przypadku danych zwykłych. Trudno powiedzieć, czy wszystko pójdzie bezproblemowo i jak wielu trudnym wyzwaniom będzie musiał sprostać Kościelny Inspektor Ochrony Danych, ale nie jest też tak, żebyśmy startowali od zera.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kielce: rusza diecezjalna zbiórka elektrośmieci na misje

2018-04-21 08:19

dziar / Kielce (KAI)

Zbiórka elektrośmieci na pomoc misjom, zaplanowana we wszystkich parafiach diecezji to kolejna - po zbiórce makulatury - akcja diecezjalna wspierająca misje, do czego zachęca w specjalnym komunikacie bp Jan Piotrowski. Biskup przypomina w nim m.in. liczne projekty zrealizowane w krajach misyjnych dzięki wiernym diecezji kieleckiej.

MikroLogika / pl.wikipedia.org

„Dzięki pomocy duszpasterzy i diecezjan, udało nam się zrealizować wiele misyjnych projektów, m. in. wybudowaliśmy cztery studnie w Afryce, wyposażyliśmy kilka szkół, sierocińców, domów dla niepełnosprawnych, gdzie posługują nasi misjonarze i misjonarki. To wszystko dzięki zbiórce makulatury i elektrośmieci w naszych parafiach” – przypomina bp Piotrowski.

Zbiórkę elektrośmieci we wszystkich parafiach diecezji kieleckiej przeprowadzi Misyjne Dzieło Diecezji Kieleckiej wraz z koordynatorem diecezjalnym akcji - Władysławem Burzawą.

W komunikacie biskup kielecki tłumaczy, jak łatwo dołączyć się do tej „zaszczytnej akcji”. „Wystarczy przywieźć sprzęt w wyznaczone miejsce zbiórki i zachęcić innych. Pieniądze, które otrzymamy ze sprzedaży elektrośmieci, przeznaczymy na realizację kolejnych projektów misyjnych. Robiąc porządki w swoich domach nie tylko przyczyniamy się do ochrony środowiska, ale również pomagamy tym, którym żyje się gorzej od nas” – pisze bp Piotrowski. Podkreśla, że w ten sposób pomaga się „biednym i głodującym dzieciom w krajach misyjnych”.

W najbliższych dniach do każdej wspólnoty parafialnej dostarczone zostaną materiały promujące nową akcję Misyjnego Dzieła Diecezji Kieleckiej.

Komunikat biskupa będzie odczytany w najbliższą niedzielę 22 kwietnia we wszystkich kościołach diecezji kieleckiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem