Reklama

Wzór dobrego opiekuna

2017-12-27 11:10

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 53/2017, str. IV

TER
Patron świątyni

Jest wzorem prawdziwego chrześcijanina, z którego przykład winni brać wszyscy, a szczególnie ojcowie. Cichy, pokorny i opiekuńczy, wiedział, że największym skarbem jest rodzina, którą trzeba za wszelką cenę chronić. Św. Józef jest patronem kościoła w Zagnańsku

Parafia św. Józefa w Zagnańsku powstała „z oczywistej potrzeby duszpasterskiej”. W Zagnańsku był już kościół św. Rozalii, położony na wschodnim krańcu miejscowości, ale żeby do niego dotrzeć mieszkańcy z najdalej położonych zakątków parafii musieli iść 5 kilometrów. Pilną potrzebą była budowa kaplicy i salek katechetycznych, w których dzieci uczone byłyby katechezy. Kaplica powstała z inicjatywy ks. Józefa Piwowarczyka przy zaangażowaniu i pomocy wielu mieszkańców widzących konieczność posiadania w pobliżu miejsca modlitwy. W poświęconej przez bp. Stanisława Szymeckiego 19 września 1992 r. kaplicy sprawowano Msze św. w niedziele i święta. Kilka lat później, w czerwcu 1996 r. bp Kazimierz Ryczan erygował parafię. Pierwszym jej proboszczem był dzisiejszy biskup siedlecki Kazimierz Gurda. To on z dużym wsparciem parafian przez dwa lata przygotowywał kaplicę i salki katechetyczne. Po dwóch latach ks. Gurda został mianowany rektorem WSD w Kielcach. Powiększająca się z roku na rok parafia potrzebowała kościoła, stąd zadecydowano o rozbudowie kaplicy. Teren wykupiono od osób prywatnych. Dzisiaj nie ma starej kaplicy – jest kościół. Projekt wykonał architekt inż. Witold Kowalski z Kielc. Plany kaplicy i przyszłego kościoła były tak dobrze przemyślane, że mury kościoła wznoszone były obok kaplicy, a po zakończeniu prac budowlanych, kaplica, która znalazła się wewnątrz nowego kościoła, została rozebrana. Śladem po niej jest jedna ściana, która została włączona w mury nowej budowli. Obecnie trwają prace mające na celu wyposażenie świątyni. W ubiegłym roku położona została nowa posadzka, w przyszłym roku kościół wzbogaci się o nowe ławki. – Tego wszystkiego udało nam się dokonać dzięki ofiarności i życzliwości parafian – mówi ks. proboszcz Ryszard Niemiec – tak naprawdę to jest ich dzieło, wciąż otrzymuję od nich oznaki życzliwości i pomocy.

Cichy opiekun

Św. Józef małżonek Maryi z Nazaretu jest tradycyjnie nazywany Oblubieńcem, opiekunem Świętej Rodziny. Jest uznawany za patrona chrześcijańskich małżeństw, rodzin oraz ludzi pracy oraz dobrej śmierci. Ewangeliści przekazali nam bardzo mało wiadomości o opiekunie Maryi. Wiadomym jest, że urodził się w czasach okupacji rzymskiej, w Betlejem, pochodził z rodu króla Dawida z pokolenia Judy. Z Pisma Świętego wiemy, że Józef był człowiekiem sprawiedliwym (Mt 1, 19-20) i przestrzegającym prawa Mojżeszowego. Tuż po zaślubinach z Maryją Józef, dowiadując się, że Maryja jest brzemienna za sprawą Ducha Świętego, postanawia ją oddalić, by nie narazić jej na zniesławienie (Mt 1,19). Według prawa żydowskiego Starego Testamentu, karą za cudzołóstwo było ukamienowanie, a mąż miał prawo do rozwodu. Bóg wysyła anioła, aby wyjaśnił Józefowi, że wszystko to jest Jego wolą, oraz aby nazwał Dziecko, które się narodzi – Jezus i że On będzie Zbawicielem przepowiadanym przez proroków. Po narodzeniu Jezusa anioł obwieszcza Józefowi, że Herod czyha na Dziecię, i że muszą szybko uciekać z Betlejem. Ufający Bogu Józef zabrał Maryję z Dzieciątkiem i uciekł z nimi do Egiptu. Tradycja uczy nas o „cudownej” śmierci Józefa i jej okolicznościach. Miał umrzeć w objęciach Jezusa i Maryi w towarzystwie aniołów. Z tej racji został ustanowiony patronem umierających i dobrej śmierci. W 1870 r. papież Pius IX ogłosił św. Józefa patronem Kościoła powszechnego.

Reklama

Patron zagnańskiej wspólnoty

Każdy, kto wejdzie do kościoła w Zagnańsku, od razu rozpozna, pod jakim jest on wezwaniem. Wizerunek św. Józefa znajduje się po lewej stronie prezbiterium nad tabernakulum. Święty Józef trzyma w objęciach Dzieciątko Jezus. Józef pochyla się nad Nim i ma wzrok utkwiony w Jezusa, jakby chciał nam wszystkim powiedzieć, że Jezus jest najważniejszy. Dzieciątko patrzy na swojego opiekuna, wyciąga prawą rękę i próbuje złapać go za brodę.

– W parafii nie istnieje jakiś szczególny kult do naszego patrona – mówi proboszcz ks. kanonik Ryszard Niemiec, jednak każda środowa Msza św. poprzedzana jest nowenną do św. Józefa, to stało się naszą tradycją. Pamiętamy o naszym patronie i modlimy się do niego – podkreśla. W szczególny sposób cała wspólnota modli się tuż przed dniem odpustu 19 marca. – Przygotowujemy się do tego wyjątkowego czasu kilkudniową nowenną. Chociaż nie ma w parafii jakiegoś wyraźnego kultu do św. Józefa, to od lat tradycją jest, że parafianie modlą się za dzieci, za rodziny, ojców. Tradycją jest zamawianie intencji właśnie za bliskich, za całe rodziny. Zamawiane Msze św. gromadzą na modlitwie rodziny – co jest istotą bycia chrześcijaninem. O patronie, mieszkańcy parafii pamiętają również pierwszego maja w dniu św. Józefa Robotnika, kiedy to odprawiana jest uroczysta Eucharystia za mężczyzn i ich rodziny. W parafii działa pięć róż różańcowych, jest też grono Przyjaciół Seminarium, których członkowie modlą się w pierwsze czwartki miesiąca o powołania do życia konsekrowanego. Od maja do października, 13 dnia miesiąca wierni modlą się podczas nabożeństwa fatimskiego. Kultywowane jest również nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. W parafii działa założony przez obecnego biskupa Kazimierza Gurdę Parafialny Klub AA – to już dwadzieścia lat – mówi ks. Proboszcz, po chwili dodając, że w przyszłym roku, jak Bóg pozwoli to i on będzie świętował 20-lecie pracy w parafii św. Józefa Oblubieńca w Zagnańsku.

Tagi:
parafia

Ze św. Tomaszem ku wierze

2018-07-17 13:10

Aleksandra Wojdyło
Edycja toruńska 29/2018, str. I

Aleksandra Wojdyło
Mszy św. odpustowej przewodniczy bp Wiesław Śmigiel

Dla parafii pw. św. Tomasza Apostoła w Nowym Mieście Lubawskim i całego miasta początek lipca to czas szczególny – wspomnienie ich świętego patrona. Z tej okazji Sumie odpustowej 1 lipca przewodniczył i słowo Boże wygłosił bp Wiesław Śmigiel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Miłość ludzka nie jest Bogiem

2018-06-27 09:37

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 22-23

Graziako

AGNIESZKA BUGAŁA: – Ojcze, Józef wiedział, że Maryja ślubowała dziewictwo. To jest małżeństwo od początku niewyrażające sobie miłości przez współżycie.

O. AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE: – Wszystko się zgadza, tak było.

– Czy dziś ktoś by Ich zrozumiał? Seksualność jest w związku dwojga ludzi lansowana jako główna podpora konstrukcyjna małżeństwa.

– Nie wyobrażają sobie tego tylko ci, którzy nie doświadczają życia w czystości. Jeśli ktoś doświadcza, potrafi to sobie wyobrazić. Powściągliwość, decyzja o powstrzymaniu się jest czymś innym – można postanowić i wytrzymać dwa, trzy lata, w zależności od tego, jaki powód warunkuje tę decyzję. Ale można po prostu trwać w czystości. Jest taka łaska! To nie jest powstrzymywanie się, uporczywe pilnowanie się – nie! To jest wolność od tej potrzeby, to jest tak, jakby coś spadło z człowieka i on już nie czuje ciężaru tego przynaglenia i zachęty.

– Napisał Ojciec w „Domu Józefa”, że nie adorujemy czegoś w sobie, nie ubóstwiamy tego w sobie, ale poza sobą, na zewnątrz...

– Czystość jest czymś takim, że człowiek, doznając Miłości nie z tego świata, nie potrafi znaleźć najmniejszej fascynacji miłością z tego świata. Wydaje mu się to mniej niż banalne, nawet nudne. Podam przykład z życia Mojżesza: stare midrasze żydowskie opowiadają, że Mojżesz po objawieniu Boga na Horebie nie potrafił współżyć z Seforą. I że Sefora też nie mogła. I od tej pory żyli w celibacie.

– Doświadczyli magis poza sobą...

– Tak, stało się coś więcej! Nie postrzegajmy tego w ten sposób: musieli się codziennie powstrzymywać i w ten sposób troszczyli się o życie w czystości. Nic podobnego! Skoro Maryja i Józef mieli przy sobie taki reaktor jądrowy miłości, jakim jest Serce Jezusa, to mieli zakładać dodatkowe kaloryfery? Czy mogłoby być coś jeszcze bardziej interesującego? Gdy jest Jezus, to jest taka Miłość, że już żadna inna nie pociąga!

– Czy na tym zasadza się też celibat?

– W istocie powinien. Na początku może zacząć się od powściągania, ale czystość jest łaską, nie efektem postanowień i karkołomnych wyrzeczeń. To jest dar – dostajesz go, a nie ćwiczysz się w osiągnięciu jakiegoś poziomu.

– Czyli czystość można sobie wyprosić?

– W jedną chwilę.

– Nie ma dwóch takich samych powołań?

– Nie – i to widać w projekcie powołania św. Józefa, który odkrywamy już w Księdze Rodzaju w osobie Józefa Egipskiego. On jest tu szkicem, który Duch Święty sobie nakreślił. Jeśli ktoś jest mądry, to domyśli się, o co tu chodzi: będzie kiedyś taki człowiek i też będzie miał na imię Józef, czyli „Jahwe wzbogacił”. A tylko Jahwe może wzbogacić. I musiał się urodzić taki człowiek, był przewidziany. Mówi się, że Maryja była przewidziana w Raju, więc jeśli tak, to i Józef.

– My też?

– Przecież byliśmy utkani we wnętrzu Ziemi, zanim żeśmy się urodzili! Jesteśmy przewidziani. Nikt z nas nie jest tu przypadkiem.

– Ojcze, ale choć każdy z nas był przewidziany, to jednak przybywamy i zawodzimy. Józef dał radę ze swoim powołaniem, a nam dość często nie wychodzi.

– Są różnice w przeznaczeniach. Wielu jest powołanych do królestwa Bożego, niewielu jest wybranych; wśród tych wybranych są i tacy, którzy wybierają po swojemu, i tacy, którzy choćby nie chcieli, to i tak pójdą do nieba, bo Bóg bardzo się na nich uparł.

– Och, jak ja bym chciała, żeby się na mnie uparł...

– (śmiech) Są między ludźmi różnice. Ale Józef był jedną jedyną, wyjątkową osobą i sam też potrzebował czasu, aby odkryć, że nie jest na świecie przypadkiem, jaka jest jego misja, co ma robić. Wreszcie odkrył i zdecydował: wchodzę w to. I wszedł na zawsze.

– Józef i Maryja stworzyli Świętą Rodzinę. Mówi Ojciec, że to było pierwsze sanktuarium, bo Oni pierwsi adorowali Jezusa. I to jest nasz ideał, wzór. Ale popatrzmy na rodziny dzisiaj. Ludzie decydują się na małżeństwo i zakładają z góry, że jeśli im się nie uda, to się rozejdą. Co się takiego wydarzyło po drodze dziejów, że my, ludzie, nie wierzymy, że to się da doprowadzić do końca?

– Doświadczenie tysięcy małżeństw, które się rozpadają. Lęk związany z trwałością związku. Ludzie się boją, że to nie wyjdzie. Ale za tym wszystkim stoi grzech, czyli zaprzeczenie czystości. Widzę, jako spowiednik, gdy słucham ludzi, że nadużycia w sferze seksualnej, np. seks przedmałżeński, powodują, że w ludziach zwiększa się lęk co do drugiej osoby. Obawa jest coraz większa, szansa na zdradę jest jeszcze większa, bo są otwarte drzwi do ciała. Niebezpieczeństwo zaniku uczuć wyższych jest jeszcze większe. Nie dlatego współżycie przed ślubem jest grzechem, że Bóg ma złośliwy charakter i chce odmówić ludziom przyjemności, tylko dlatego, że konsekwencje tych nadużyć przedmałżeńskich są tragiczne dla człowieka. Wszystko, co jest nieszczęściem dla człowieka, Bóg nazwał grzechem. Gdyby ktoś się nad tym uczciwie zastanowił, toby stwierdził, że to się w ogóle nie opłaca, bo jeśli ja będę współżył przed małżeństwem, to po pierwsze nigdy nie będę ufał drugiej stronie – bo jaką mam gwarancję, że skoro ona nie może się powstrzymać od współżycia ze mną teraz, to za pięć lat powstrzyma się od współżycia z kimś innym? Nie mam żadnej gwarancji, bo widzę, że ta osoba nie umie panować nad swoim ciałem, nie umie powiedzieć: nie. Więc co, gdy przestanie mnie tak bardzo kochać? A średnio człowiek dorosły może się zakochać nawet dziesięć razy, jeśli jest normalny – to może się zdarzyć. Tylko że zakochać się albo nawet pokochać nie oznacza od razu grzeszyć. A dla wielu ludzi to jest tożsame... i ci są już nieszczęśliwi. Bo co? Skoro dziesięć razy się zakochałem, to tyle razy mam wziąć ślub?

– A po drugie: Dlaczego współżycie przed ślubem, uczciwie patrząc, się nie opłaca?

– Bo oznacza nadużywanie antykoncepcji. I pojawia się asocjacja, proste skojarzenie: seks to jest lęk.

– Przed dzieckiem...

– I dalsze: dziecko równa się zagrożenie, mój chłopak równa się agresja, bo spotkanie z nim owocuje dzieckiem, a ja nie chcę dziecka. Po dwudziestu latach takiej antykoncepcji można patrzeć na męża tylko jak na wroga, na żonę – podobnie. Antykoncepcja prowadzi do rozbicia, bo skojarzenia są jednoznaczne: to jest mój wróg, zagraża mi, muszę się bronić przed tym mężczyzną, żeby nie zajść w ciążę.

– Antykoncepcję wymyśliliśmy my, ludzie. Co zawiodło, że sami wykreowaliśmy potwora, który nas zjada? Czy Kościół na tej drodze też zawiódł?

– Nie, Kościół od początku mówił prawdę, encyklika „Humanae vitae” mówiła prawdę, ale może zbyt teologicznym językiem. Może zabrakło przykładów, prostych wskazań akcji-reakcji, opisu decyzji i ich konsekwencji. Być może wielu uznało, że to za mało życiowe, takie mądre ex cathedra, i nie przyjęło się, nie miało związku z życiem.

– Czy możemy jeszcze ten proces zatrzymać, odwrócić?

– Tak, oczywiście, że tak, wszystko da się zrobić. Trzeba zacząć od przekonywania poszczególnego człowieka, a nie tłumów. Przecież kiedy ktoś przychodzi do mnie do spowiedzi i mówię mu o konsekwencjach jego działań, to ta osoba łatwiej daje się przekonać, niż gdyby stała na wielkim placu. Pozostaje jeszcze tylko kwestia słabości, przyzwyczajeń, grzesznych nawyków, ale od tego mamy środki sakramentalne, które służą pomocą tym, co chcą wychodzić na prostą. I wychodzą. Znam takich ludzi, którzy podjęli decyzję o zmianie życia i radzą sobie bardzo dobrze. Najważniejsze: nie żałują. Poza tym jeśli ktoś eksploatuje się seksualnie przed ślubem, to zanikają w nim uczucia wyższe – nie ma poświęcenia, empatii, miłosierdzia, jest wykorzystywanie. A gdy w małżeństwie nie ma uczuć wyższych, a pojawi się wykorzystywanie, to małżeństwo nie ma szans przetrwać. Eksploatowanie się seksualne przed ślubem, bez przysięgi, nie kontaktuje się z pełnią miłości Boga, czyli ciągle się wyczerpuje...

– Muszę zadać to pytanie: co zmienia przysięga?

– Wszystko, bo to nie jest zwykła przysięga. To jest uczestnictwo w życiu Chrystusa i Kościoła, bo sakrament to jest partycypacja w tym, co Chrystus robił z Kościołem. Sakrament małżeństwa jest na obraz miłości Chrystusa do Kościoła. A jaka to jest miłość? Przede wszystkim wierna, nigdy nas nie opuści. Żeby czerpać z tej wierności, żeby mieć gwarancję, że moja przysięga nie jest gołosłowiem, to ja, przez sakrament, podłączam się do tej miłości.

– Ale tyle osób się podłącza, staje przed ołtarzem, a jednak odsetek rozwodów rośnie. Nie mówiąc już o wydłużającej się liście tych, którzy mają potrzebę sprawdzić ważność zawartego przez siebie małżeństwa.

– Tak, nawet są już specjalne firmy, które w tym pomagają. Odpowiem na to pytanie, zadając inne: Ilu ludzi podchodzi do zawieranych sakramentów, nawet do samej spowiedzi, w sposób zupełnie szczery? Nie jest tajemnicą, że duży odsetek spowiedzi przedślubnych to są spowiedzi świętokradzkie. Więc jak Bóg może coś gwarantować...? Gdy taka sytuacja ma miejsce, już na starcie jest falstart. To widać czasem po twarzach młodych ludzi, którzy stają w ślubnych strojach przed ołtarzem, że oni przyszli do kościoła odegrać role, jest im potrzebny lokal dla ich przedstawienia. W ogóle nie ma żadnego Boga... A ja, jako kapłan, jestem tu tylko aktorem, który też ma odegrać jakąś rolę. I wtedy nie ma podłączenia pod Bożą miłość, mimo że przyszli.

– Czyli jesteśmy ochrzczonymi ateistami?

– W pewnym sensie tak jest. Być może stało się tak z powodu przesunięcia akcentów w nauczaniu, tak długo powtarzaliśmy „kochaj bliźniego samego”, że odeszliśmy od treści najważniejszej: kochaj Boga. Przecież gdy spytamy kogoś na ulicy o to, co jest dla niego najważniejsze, to odpowie, że rodzina. A rodzina nie jest najważniejsza. Rodzina nie jest Bogiem. Czy ktoś zwrócił na to uwagę? A jeśli rodzina nie jest Bogiem, to Bóg przestaje być rodziną... bo rodzina jest najważniejsza. I w ten sposób odcinamy się od Niego. To nie jest niuans, to jest rdzeń.

– Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem...

– Tak! I wtedy można pytać: Kogo ty pragniesz? Żony, która stoi przed tobą? Czy Boga, który jest w niej, który ją stworzył, który ci ją dał? Kto jest dla ciebie ważniejszy?

– I pada odpowiedź: żona.

– Dobrze, to spotkamy się najdalej za pięć lat, żeby ratować małżeństwo. Twoja żona nie jest źródłem miłości. Ty, jako mąż, też nie jesteś źródłem miłości.

– Dlaczego nie wszyscy o tym wiemy?

– Jak to? Przecież wszyscy wiedzą, to jest proste!

– Chyba jednak nie jest, bo mamy lawinę rozwodów i długą listę zapytań o ważność zawartego małżeństwa…

– Jednym z grzechów jest też głupota, Jezus mówi o tym wyraźnie. Głupota to jest niechęć do zrozumienia. Gdy jest niemożliwość, to mamy do czynienia z niedorozwojem. Ale gdy jest niechęć, to mamy do czynienia z grzechem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Wielka Brytania: minister wzywa Kościół do zmiany nauczania

2018-07-18 06:42

azr (The Telegraph/Catholic Herald/KAI) / Londyn

Penny Mordaunt, brytyjska sekretarz stanu ds. międzynarodowego rozwoju, spotkała się z przewodniczącym Papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglią. Przekonywała go, że Kościół katolicki powinien zmienić nauczanie dotyczące stosowania środków antykoncepcyjnych.

dalaprod/Fotolia.com

Jak informuje brytyjski dziennik The Telegraph, minister Mordaunt użyła m.in. argumentu mówiącego o tym, że każdego dnia 800 kobiet umiera z powodu powikłań ciążowych i połogowych. Argumentowała, że szerszy dostęp do środków antykoncepcyjnych "złagodziłby ten problem". Podczas spotkania w Watykanie, Mordaunt przekonywała, że przywódcy religijni powinni zmienić swoje "głębokie przekonania i postawy", aby umożliwić kobietom szerszy dostęp do "prokreacyjnej opieki medycznej".

W rozmowie z The Telegraph polityk podsumowała swoje spotkanie z abp Vicenzo Paglią i abp Paulem Gallagherem, sekretarzem ds. relacji z państwami watykańskiego Sekretariatu Stanu. Mówiła o potrzebie pomocy młodym kobietom, narażonym na utratę życia i zdrowia, m.in. w związku z niedostateczną dostępnością środków antykoncepcyjnych.

"Kościół katolicki może nam w tym pomóc, a moim apelem było, aby pomógł nam w ratowaniu życia, zwłaszcza młodych matek" - mówiła.

Jej wystąpienie zbiegło się w czasie z jubileuszem 50-lecia ogłoszenie encykliki "Humanae Vitae" papieża Pawła VI, która porządkowała nauczanie Kościoła m.in. w kwestii antykoncepcji. Jak przypomina Catholic Herald, w ubiegłym miesiącu blisko 500 księży z Wielkiej Brytanii podpisało się pod dokumentem wyrażającym wdzięczność za zawarte w encyklice nauczanie i podtrzymującym całkowity sprzeciw przeciwko sztucznej antykoncepcji.

"Jako księża, pragniemy poprzeć, w 50. rocznicę Humanae Vitae tę szlachetną wizję miłości życiodajnej, jak zawsze nauczał Kościół i jak ją rozumiał. Wierzymy, że prawdziwa "ludzka ekologia", ponowne odkrycie dróg natury i szacunku dla godności ludzkiej, są kluczowe dla przyszłości naszego narodu: zarówno katolików, jak i nie-katolików. Proponujemy ponowne odkrycie Humanae Vitae, nie tylko w wierności Słowu Bożemu, ale jako klucz do uzdrowienia i trwałego rozwoju naszego społeczeństwa" - napisali w dokumencie brytyjscy księża.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem