Reklama

Kalendarz katolika patrioty 2019

W hospicjum Wigilia jest codziennie

2017-12-20 12:28

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 52/2017, str. IV

Archiwum Hospicjum Bonifratrów

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce – jest Boże Narodzenie – pisała św. Matka Teresa z Kalkuty. I wtedy, gdy wyciągasz rękę do chorego, gdy widzisz jego rozpromienioną twarz – dodaje o. Bruno Lewandowski, franciszkanin, kapelan w Hospicjum Bonifratrów – jest Boże Narodzenie

Na oddziale wciąż słychać przytłumione głosy. Ktoś słucha radia, gdzieś gra telewizor, szurają kapcie. Pani Zosia robi szalik na drutach, a pan Andrzej prosi o kupienie wafli z cytrynowym nadzieniem. Codzienne sprawy, takie jak w domu, tylko domowników jest więcej. To jest miejsce, w którym to my jesteśmy dla pacjentów, a nie oni dla nas. To jest ich dom – mówi Dominik Krzyżanowski, dyrektor Hospicjum Bonifratrów we Wrocławiu. Często to słowo tłumaczone jest jako gościniec, gdzie utrudzony wędrowiec zatrzymuje się w drodze, opatruje swoje rany i idzie dalej swoją drogą. Według nas idzie do nieba, według tych, którzy w niebo nie wierzą, idzie tam, gdzie nie musi już cierpieć. Ale przede wszystkim tworzymy dom. Wczoraj rozmawiałem z panią Wandą i ona mówi: Wie pan, już mi się myli, czy jestem w swoim domu czy w hospicjum.

Tu odkrywamy, że najważniejsza jest obecność drugiego człowieka – mówi Dorota Błażewicz, psycholog w hospicjum. To jest miejsce, z którego ludzie idą do nieba. Mam nadzieję, że ci, którzy doświadczyli w swej chorobie tak ogromnego cierpienia, są już naszymi orędownikami u Boga. Chciałem mieć znajomych w niebie, dlatego tu pracuję – dodaje o. Bruno.

Bycie tutaj nie jest porażką miłości

W budynku przy ul. Poświęckiej jest miejsce dla 29 chorych. Przyjmowani są ci, którzy nie mogą walczyć z chorobą ani w szpitalu, ani w domu. Jest taka idea, żeby w domu wspierać rodziny z chorym, ale niektórzy mają taki przebieg choroby, że nie mogą zostać w domu – mówi pani Dorota. Ojciec Bruno wie, że bardzo często rodzina chorego jest rozdarta, gdy musi podjąć decyzję o skierowaniu go do hospicjum. Bo co ludzie powiedzą? Że oddaliśmy tatę, mamę, babcię? Że pozbyliśmy się kochanej osoby? A to jest czasem jedyne wyjście. I to nie jest porażka rodziny – dodaje kapelan.

Reklama

Po to jesteśmy – specjaliści, wciąż zdobywający wiedzę i doświadczenie. Jesteśmy przygotowani do pomagania tym, którzy cierpią, a często w warunkach domowych cierpieliby dużo bardziej – uspokaja pan Dominik. Dlatego stwarzamy warunki najbardziej, jak to możliwe, zbliżone do domowych.

I nie mówmy o oddawaniu – mówi pani Dorota – bo człowiek to nie jest szafa, ani płaszcz, który zanosi się do pralni. Tu każdy jest ze skierowania lekarza. Względy medyczne zadecydowały o wyborze tego miejsca a nie brak miłości rodziny.

Różne historie pod jednym dachem

W rodzinie czasem trudno być razem, mijamy się w oczekiwaniach. W hospicjum, dużej rodzinie, też są trudne dni. Trzeba pogodzić skrajności, których czasem tutaj doświadczamy – mówi pani Dorota. W jednym pokoju ktoś jest pełen radości, za ścianą ktoś inny bardzo obolały i schowany przed całym światem, odrzucający próby nawiązania kontaktu. Opiekunowie szanują obydwie potrzeby, bo starają się budować rodzinę. Każdy ma prawo w rodzinie być tym, kim jest, taki, jaki jest – tu również. Każdy z pacjentów ma swoją własną historię życia, swoje doświadczenia. To, w jaki sposób podchodzi do choroby, też jest indywidualne. Niczego nie robimy na siłę – tłumaczy pani Dorota – szanujemy prywatność. Każdy z naszych pacjentów ma prawo nie chcieć patrzeć na słońce, nawet wtedy, gdy większość ma ochotę. Ma prawo nie chcieć widzieć mnie, Bruna, lekarza, czy pielęgniarki. Ma prawo i my to prawo szanujemy. Pacjent ma prawo powiedzieć: Nie chcę być umyty, nie chcę jeść. Człowiek, stając się pacjentem, nie traci praw obywatelskich i ludzkich.

Życie trwa, dokąd ma trwać

A jednak słowo hospicjum wciąż wywołuje strach. Mówimy: hospicjum i ludzie myślą: miejsce do umierania. Takie myślenie pokutuje, ale jest błędne – tłumaczy pani Dorota. Hospicjum to jest miejsce, w którym żyje się dotąd, dopóki jest nam dane, ale do końca. Nieuleczalna choroba ogranicza aktywność, sprawia ból, zabiera możliwość wykonywania wielu czynności, ale dopóki człowiek żyje – z chorobą, czy bez – może celebrować każdy dzień. I w hospicjum to się dzieje.

Jesteśmy w miejscu, gdzie toczy się ostateczna walka o człowieka – z przekonaniem mówi dyrektor hospicjum. To jest walka o zbawienie, to są te decydujące momenty. W hospicjum rozstrzyga się często los człowieka po śmierci. Tu walczy się o każdego człowieka, otaczając go bezinteresowną dobrocią, życzliwością, serdecznością – bywa tak, że jest to dla kogoś pierwsze takie doświadczenie w życiu. I ono, po jakimś czasie, zmienia człowieka – staje się spokojny, wyciszony, pogodzony. Zaczyna odpowiadać uśmiechem. To jest terapia miłością do bliźniego – mówi pan Dominik.

Bóg w hospicjum

Zdarza się, że w ogromnym cierpieniu pojawia się żal do Pana Boga. Zadajemy Mu to najtrudniejsze z pytań: Gdzie jesteś, skoro dzieje mi się krzywda? To uczciwe pytanie, Bóg się wcale nie gniewa. „Spadaj ksiądz, nic mi nie będziesz proponował” – bywają takie rozmowy – mówi o. Bruno. On też się nie gniewa, rozumie i wraca. Ale kwestia wiary nie jest kryterium przyjęcia do Hospicjum Bonifratrów. Jedyne kryterium to stan chorego, nie światopogląd. Chorzy są przyjmowani bez względu na deklarowane wartości, nawet wtedy, gdy ktoś otwarcie mówi, że jest niewierzący. Osób walczących z Panem Bogiem jest naprawdę niewiele, trafiają się jedna, dwie w ciągu roku – dodaje pan Dominik. To hospicjum katolickie, ale jesteśmy otwarci na ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy a katolikami nie są. Ja tu kazań nie głoszę – mówi ojciec kapelan. Bo co ja mogę mówić? O cierpieniu? Pacjenci głoszą je życiem.

Bywa tak, że ktoś na początku odpycha kapłana, a po jakimś czasie sam prosi o sakramenty. Niedawno tak przydarzyło się panu Jackowi, wcześniej pan Edward zarzekał się, że nie potrzebuje, a pewnego dnia mnie zawołał… Na ludzi trzeba czekać – mówi o. Bruno.

Bycie tu, to jest szczęście

Tuż przed Wigilią na oddziale przybywa choinek i świątecznych dekoracji. Niektóre z nich pacjenci zrobili sami na warsztatach terapii zajęciowej przy pomocy Pauliny Partyki. Atmosfera domowa, kaplica na dole już z szopką – oczekiwanie.

Od kilku lat jestem tu, w hospicjum w czasie Wigilii. To moja decyzja, że spędzam święta z chorymi – mam szczęście – mówi pani Dorota. Świętowanie w ten dzień organizujemy w taki sposób, że zapraszamy rodziny pacjentów, personel, wolontariuszy i braci bonifratrów na wspólną Pasterkę i kolację. Wszystko zaczyna się wcześniej, już o 14.00 uczestniczymy w Pasterce a potem zasiadamy do wigilijnego stołu. Wzdłuż korytarzy oddziału ustawiamy stoły a na nich smakołyki wigilijne. Ci, którzy mogą, podchodzą sami, albo z bliskimi. Tym, którym trudno już wstać z łóżka, pomagamy, aby jak najpełniej doświadczyli wspólnego świętowania. To dzień, w którym u nas panuje świąteczny gwar.

Potrawy na wigilijną kolację zapewnia firma cateringowa. Bracia bonifratrzy przywożą swoje podarunki. Darczyńców nie brakuje, od wielu lat pierogi, uszka i ciasto robią dla hospicjum panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Chrząstawy Wielkiej – mówi Dominik Krzyżanowski – Nie musimy zamawiać, prosić, panie zawsze o nas pamiętają i przywożą jako dar na wigilijny wieczór. To są miłe gesty od osób na co dzień nie związanych z opieką hospicyjną. Rodziny pacjentów w tym dniu nie przynoszą potraw przygotowanych tyko dla swoich bliskich, ale dla wszystkich, dołączając je do wspólnego stołu. Korytarze i sale wypełnia zapach pierników, jest domowo.

Święta w hospicjum

Jak przeżywać Boże Narodzenie, święta radości, w hospicjum, które na co dzień kojarzy się z miejscem, gdzie ludzie cierpią? Jak cieszyć się z narodzin Boga stojąc czasem już na progu śmierci? Jak Go znaleźć, gdy wisi nad nami perspektywa, że to być może nasza ostatnia wigilia? Śmierć jest etapem, nie końcem – mówi o. Bruno. Jeśli popatrzymy na umieranie z Bożej perspektywy, to nie mamy powodów do zamartwiania się, bo umierając wracamy do domu. Na śmierć trzeba patrzeć z perspektywy wiary. Ale nie wszyscy ją mamy. Każdy z nas do tych samych spraw podchodzi inaczej, w różny sposób przeżywamy życie, różnie chorujemy, różnie świętujemy – wyjaśnia pani Dorota.

Są różne święta

Podobnie jak w domu i w hospicjum każdego roku jest inaczej. Pani Dorota podkreśla, że pacjenci są autentyczni, dlatego ich emocje bardzo różne. Pamiętam pacjenta, który przyszedł do nas z trudną historią życia – opowiada. Nauczył się żyć w samotności i nie był w stanie usiąść z nami do wigilijnego stołu. Bycie razem sprawiało mu ból, nie potrafił. I koniecznie należało to uszanować. Stworzyć mu warunki, w których mógł przeżyć ten czas na miarę swoich potrzeb i możliwości. Próbowaliśmy mu towarzyszyć w jego potrzebie samotności.

To miejsce przywraca ład

To będą moje pierwsze święta w hospicjum – mówi o. Bruno. Pracuję tutaj od pół roku, ale to, czego już doświadczyłem, sprawia, że z niecierpliwością czekam na Boże Narodzenie. To jest miejsce niesamowite, całkowicie zmienia perspektywę patrzenia na codzienne problemy. To, co kiedyś mogło wydawać się takie ważne, niezbędne – maleje, przestaje mieć znaczenie. W hospicjum sprawy wracają na swoje miejsce a życie postrzega się we właściwej dla niego perspektywie. To dobre miejsce do świętowania Bożego Narodzenia, nic Boga nie przesłania.

Tagi:
hospicjum wigilia

Radom: rozpoczyna się Ogólnopolska Konferencja Wolontariatu Hospicyjnego

2018-10-12 19:49

rm / Radom (KAI)

Trzy dni potrwa Ogólnopolska Konferencja Wolontariatu Hospicyjnego w Radomiu. Jej organizatorem jest Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu, które świętuje 15-lecie istnienia. Miejscem wydarzenia będzie Wyższa Szkoła Biznesu przy ul. Kolejowej.

maxlkt/pixabay.com

Wśród prelegentów będzie prof. Bogdan Chazan, który poruszy temat sumienia lekarzy i sumienia chorych. Z kolei o roli łez w chrześcijaństwie powie prof. Krzysztof Leśniewski. Specyfikę posługi w hospicjum dziecięcym przybliży dr Dariusz Kuć z białostockiego hospicjum dla dzieci.

Bardzo ciekawie zapowiadają się wystąpienia reprezentantów hospicjów spoza granic Polski. Będzie też niezwykle praktyczny temat o żywieniu i nawadnianiu chorych. Już tradycyjnie, atrakcją muzyczną spotkania będzie koncert Antoniny Krzysztoń. Odbędzie się w sobotę o godz. 19.45.

Spotkanie rozpocznie się w piątek o godzinie 18.00. Głównym punktem tego dnia będzie msza św. koncelebrowana w intencji uczestników konferencji, której będzie przewodniczył bp Henryk Tomasik.

Oficjalne otwarcie konferencji nastąpi w sobotę o godzinie 9.00 z udziałem ks. Marka Kujawskiego z Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu. Blok wystąpień zakończy się wystąpieniem o godzinie 17.30 s. Michaeli Rak, która prowadzi hospicjum w Wilnie. Wystąpią także lekarze hospicyjni z Białorusi, Litwy, Ukrainy, Czech, Słowacji i Węgier. Centralnym punktem w niedzielę będzie msza św. z okazji 15-lecia Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu. Będzie jej przewodniczył prowincjał pallotynów ks. dr Zenon Hanas z Warszawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Łódź: kardynalskie prymicje w rodzinnej parafii jałmużnika papieskiego

2018-10-21 17:44

xpk / Łódź (KAI)

- Jezus nie boi się pierwszych miejsc. Tylko jest pytanie: jak my do nich dochodzimy? On proponuje, byśmy dochodzili do nich będąc pokorni, będąc beztrosko obdarzeni pięknem, służąc innym – mówił jałmużnik papieski. Dokładnie 30 lat od pierwszej Mszy świętej celebrowanej przez ks. Konrada Krajewskiego w rodzinnej parafii p.w. Opatrzności Bożej w Łodzi w niedzielę 21 października br. prymicjom kardynalskim w tej samej parafii przewodniczył jako kardynał.

Piotr Drzewiecki

W homilii odwołując się do czytanej ewangelii oraz wspomnień z dzieciństwa związanych z rodzinną parafią powiedział: "trudno, jak przyjeżdża się do swojej parafii, nie myśleć o latach młodzieńczych. Ja mieszkałem na Centralnej, tu za torami. To dla mnie była ulica Centralna na świecie, bo moja".

- Kiedy przeczytałem dzisiejszą ewangelię, to pomyślałem o mojej mamie. Gdy ja jeszcze spałem, ona prasowała, szykowała kanapki, wstawała dużo wcześniej, bo jeszcze obiad podgotowywała. Potem martwiła się cały dzień, kiedy my z bratem graliśmy w piłkę. Ona myła okna, podłogi, a kiedy chodziliśmy spać, ona jeszcze pracowała, jak niewolnik. To było ostatnie miejsce w naszym domu, jakie zajmowała mama, ale to było tak naprawdę pierwsze miejsce. Ona robiła to wszystko z miłości, bo tak nas kochała, w sposób widzialny i niewidzialny. Ona nam służyła. O tym mówi Jezus w dzisiejszej ewangelii: chcesz mieć pierwsze miejsce, zacznij służyć – podkreślił kardynał.

Wspominając młodość, jałmużnik papieski mówił: "kiedy z księdzem Jarkiem – dziś proboszczem parafii św. Antoniego na Bałutach - chodziliśmy do XXVIII Liceum Ogólnokształcącego, przechodziliśmy zawsze obok tego kościoła. Te drzwi prawe były zawsze otwarte i była krata. Można było tam zawsze na chwilę uklęknąć. Przychodziłem tutaj ze wszystkimi swoimi problemami. Na przykład, kiedy się nie przygotowywałem do klasówki, marzyłem, żeby nauczycielka w korku utknęła, albo żeby jej skradli klasówki, kiedy wiedziałem, że będzie kiepsko ze mną. Takie były moje modlitwy. Na szczęście Pan Jezus wysłuchuje tylko te, które są dla naszego dobra, ale my dorastamy rozmawiając z Nim – zaznaczył prymicjant.

Jeden z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Franciszka przypomniał, że w każdej Eucharystii Jezus oddaje się każdemu w kawałku Chleba, "a my - z tym Jezusem z naszej parafialnej świątyni - możemy wyjść w tą piękną jesień i zanieść Go gdziekolwiek chcemy. Do twojego domu, gdzie nie możesz sobie poradzić z wieloma rzeczami, gdzie masz tysiące pytań. Zanieś Go. Niech wszyscy wiedzą, że jesteś po Komunii świętej" – podkreślił.

Kończąc liturgię, kardynał udzielił zebranym błogosławieństwa papieskiego – gdyż jako jałmużnik ma ten przywilej – a po zakończeniu Eucharystii na placu przed kościołem każdy mógł podejść i osobiście złożyć mu życzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada DIAK

2018-10-22 12:50

Mirosław Olejniczak

Mszą św. dziękczynną w paradyskiej świątyni celebrowanej przez ks. kan. Zbigniewa Samociaka – Asystenta Akcji Katolickiej Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej 20 października rozpoczęto spotkanie Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, zamykające działalność pracy Stowarzyszenia w kadencji 2014-2018.

Archiwum autora
Uczestnicy spotkania w Paradyżu

Członkowie Rady DIAK zebrani na zwyczajnym posiedzeniu sprawozdawczo – wyborczym w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie – Paradyżu podsumowali wydarzenia mijającej kadencji w wymiarze: parafialnym, diecezjalnym i krajowym. Za najważniejsze uznano przeprowadzenie przez najbardziej trudny okres Zespołu Szkół Katolickich w Zielonej Górze i utworzenie z niej największej placówki katolickiej w diecezji, znaczne rozszerzenie podejmowanych rekolekcji formacyjnych, prowadzonych konkursów, przeglądów i zawodów oraz wydanie Śpiewnika Pieśni Patriotycznej jako daru AK dla Niepodległej. AK szeroko włączyła się w krajową inicjatywę „Różaniec do granic”, ogólnopolską promocję życia nienarodzonego „Żyjesz bo Twoi Rodzice Cię kochali” oraz uroczystości ogłoszenia św. Jana Pawła II patronem AK w Polsce. Poprzez uruchomienie strony na Facebooku, DIAK podjęła też wyzwanie nowej formy komunikowania się i ewangelizacji. Podczas Rady przyjęto sprawozdania: finansowe oraz z działalności DIAK z kadencji 2014-2018. Na wniosek Komisji Rewizyjnej Rada udzieliła ustępującemu Zarządowi absolutorium. Prezes DIAK w latach 2007-2018 Urszula Furtak, pełniąca od roku 2016 również funkcję Prezesa Akcji Katolickiej w Polsce, odstąpiła od kandydowania na kolejną kadencję. W przeprowadzonych wyborach Rada DIAK wyłoniła trzech kandydatów na prezesa DIAK: Ryszarda Furtaka, Stanisława Walnera i Marka Witkowskiego. Ostatecznego mianowania prezesa dokona dekretem Biskup Diecezjalny. Rada DIAK wybrała także sześciu pozostałych członków Zarządu: Urszulę Furtak, Zbigniewa Gawła, Jana Greczycho, Krystynę Koszylowską, Andrzeja Stankowiaka i Danutę Tchórzewską oraz pięcioosobową Komisję Rewizyjną. Delegatem Akcji Katolickiej Diecezji Zielonogórsko - Gorzowskiej do Rady Krajowego Instytutu wybrano Marka Witkowskiego. Z pasterskim błogosławieństwem JE Biskupa Diecezjalnego Tadeusza Lityńskiego, który odwiedził zebranych, rozpoczęto kolejną kadencję apostolskiej działalności Stowarzyszenia, wyznaczoną na lata 2018-2022.

Króluj nam Chryste!

*Mirosław Olejniczak, przewodniczący zebrania Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem