5. rocznica śmierci

Polska krew Prymasa Glempa

Piąta rocznica śmierci kard. Józefa Glempa zbiega się z setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. To okazja, by przypomnieć, jak bardzo sprawa Ojczyzny, jej historii, niepodległości i losów leżała Księdzu Prymasowi na sercu. Widać to było zarówno w jego nauczaniu, jak i w podejmowanych przez niego działaniach

Zobacz

na granicy życia i śmierci

Dialogi u kresu drogi

– To była moja pierwsza praca i pierwszy pacjent, który umarł na moim dyżurze – wspomina Anna Kaptacz, prezes Stowarzyszenia Opieki Hospicyjnej Ziemi Częstochowskiej. – Był świadomy, że zbliża się jego kres. Zależało mu na tym, aby pożegnać się z synami, i bardzo pragnął doczekać rana.

Zobacz
Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Reklama

W hospicjum Wigilia jest codziennie

2017-12-20 12:28

Agnieszka Bugała

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce – jest Boże Narodzenie – pisała św. Matka Teresa z Kalkuty. I wtedy, gdy wyciągasz rękę do chorego, gdy widzisz jego rozpromienioną twarz – dodaje o. Bruno Lewandowski, franciszkanin, kapelan w Hospicjum Bonifratrów – jest Boże Narodzenie

Polub nas na Facebooku!

Na oddziale wciąż słychać przytłumione głosy. Ktoś słucha radia, gdzieś gra telewizor, szurają kapcie. Pani Zosia robi szalik na drutach, a pan Andrzej prosi o kupienie wafli z cytrynowym nadzieniem. Codzienne sprawy, takie jak w domu, tylko domowników jest więcej. To jest miejsce, w którym to my jesteśmy dla pacjentów, a nie oni dla nas. To jest ich dom – mówi Dominik Krzyżanowski, dyrektor Hospicjum Bonifratrów we Wrocławiu. Często to słowo tłumaczone jest jako gościniec, gdzie utrudzony wędrowiec zatrzymuje się w drodze, opatruje swoje rany i idzie dalej swoją drogą. Według nas idzie do nieba, według tych, którzy w niebo nie wierzą, idzie tam, gdzie nie musi już cierpieć. Ale przede wszystkim tworzymy dom. Wczoraj rozmawiałem z panią Wandą i ona mówi: Wie pan, już mi się myli, czy jestem w swoim domu czy w hospicjum.

Tu odkrywamy, że najważniejsza jest obecność drugiego człowieka – mówi Dorota Błażewicz, psycholog w hospicjum. To jest miejsce, z którego ludzie idą do nieba. Mam nadzieję, że ci, którzy doświadczyli w swej chorobie tak ogromnego cierpienia, są już naszymi orędownikami u Boga. Chciałem mieć znajomych w niebie, dlatego tu pracuję – dodaje o. Bruno.

Bycie tutaj nie jest porażką miłości

W budynku przy ul. Poświęckiej jest miejsce dla 29 chorych. Przyjmowani są ci, którzy nie mogą walczyć z chorobą ani w szpitalu, ani w domu. Jest taka idea, żeby w domu wspierać rodziny z chorym, ale niektórzy mają taki przebieg choroby, że nie mogą zostać w domu – mówi pani Dorota. Ojciec Bruno wie, że bardzo często rodzina chorego jest rozdarta, gdy musi podjąć decyzję o skierowaniu go do hospicjum. Bo co ludzie powiedzą? Że oddaliśmy tatę, mamę, babcię? Że pozbyliśmy się kochanej osoby? A to jest czasem jedyne wyjście. I to nie jest porażka rodziny – dodaje kapelan.

Reklama

Po to jesteśmy – specjaliści, wciąż zdobywający wiedzę i doświadczenie. Jesteśmy przygotowani do pomagania tym, którzy cierpią, a często w warunkach domowych cierpieliby dużo bardziej – uspokaja pan Dominik. Dlatego stwarzamy warunki najbardziej, jak to możliwe, zbliżone do domowych.

I nie mówmy o oddawaniu – mówi pani Dorota – bo człowiek to nie jest szafa, ani płaszcz, który zanosi się do pralni. Tu każdy jest ze skierowania lekarza. Względy medyczne zadecydowały o wyborze tego miejsca a nie brak miłości rodziny.

Różne historie pod jednym dachem

W rodzinie czasem trudno być razem, mijamy się w oczekiwaniach. W hospicjum, dużej rodzinie, też są trudne dni. Trzeba pogodzić skrajności, których czasem tutaj doświadczamy – mówi pani Dorota. W jednym pokoju ktoś jest pełen radości, za ścianą ktoś inny bardzo obolały i schowany przed całym światem, odrzucający próby nawiązania kontaktu. Opiekunowie szanują obydwie potrzeby, bo starają się budować rodzinę. Każdy ma prawo w rodzinie być tym, kim jest, taki, jaki jest – tu również. Każdy z pacjentów ma swoją własną historię życia, swoje doświadczenia. To, w jaki sposób podchodzi do choroby, też jest indywidualne. Niczego nie robimy na siłę – tłumaczy pani Dorota – szanujemy prywatność. Każdy z naszych pacjentów ma prawo nie chcieć patrzeć na słońce, nawet wtedy, gdy większość ma ochotę. Ma prawo nie chcieć widzieć mnie, Bruna, lekarza, czy pielęgniarki. Ma prawo i my to prawo szanujemy. Pacjent ma prawo powiedzieć: Nie chcę być umyty, nie chcę jeść. Człowiek, stając się pacjentem, nie traci praw obywatelskich i ludzkich.

Życie trwa, dokąd ma trwać

A jednak słowo hospicjum wciąż wywołuje strach. Mówimy: hospicjum i ludzie myślą: miejsce do umierania. Takie myślenie pokutuje, ale jest błędne – tłumaczy pani Dorota. Hospicjum to jest miejsce, w którym żyje się dotąd, dopóki jest nam dane, ale do końca. Nieuleczalna choroba ogranicza aktywność, sprawia ból, zabiera możliwość wykonywania wielu czynności, ale dopóki człowiek żyje – z chorobą, czy bez – może celebrować każdy dzień. I w hospicjum to się dzieje.

Jesteśmy w miejscu, gdzie toczy się ostateczna walka o człowieka – z przekonaniem mówi dyrektor hospicjum. To jest walka o zbawienie, to są te decydujące momenty. W hospicjum rozstrzyga się często los człowieka po śmierci. Tu walczy się o każdego człowieka, otaczając go bezinteresowną dobrocią, życzliwością, serdecznością – bywa tak, że jest to dla kogoś pierwsze takie doświadczenie w życiu. I ono, po jakimś czasie, zmienia człowieka – staje się spokojny, wyciszony, pogodzony. Zaczyna odpowiadać uśmiechem. To jest terapia miłością do bliźniego – mówi pan Dominik.

Bóg w hospicjum

Zdarza się, że w ogromnym cierpieniu pojawia się żal do Pana Boga. Zadajemy Mu to najtrudniejsze z pytań: Gdzie jesteś, skoro dzieje mi się krzywda? To uczciwe pytanie, Bóg się wcale nie gniewa. „Spadaj ksiądz, nic mi nie będziesz proponował” – bywają takie rozmowy – mówi o. Bruno. On też się nie gniewa, rozumie i wraca. Ale kwestia wiary nie jest kryterium przyjęcia do Hospicjum Bonifratrów. Jedyne kryterium to stan chorego, nie światopogląd. Chorzy są przyjmowani bez względu na deklarowane wartości, nawet wtedy, gdy ktoś otwarcie mówi, że jest niewierzący. Osób walczących z Panem Bogiem jest naprawdę niewiele, trafiają się jedna, dwie w ciągu roku – dodaje pan Dominik. To hospicjum katolickie, ale jesteśmy otwarci na ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy a katolikami nie są. Ja tu kazań nie głoszę – mówi ojciec kapelan. Bo co ja mogę mówić? O cierpieniu? Pacjenci głoszą je życiem.

Bywa tak, że ktoś na początku odpycha kapłana, a po jakimś czasie sam prosi o sakramenty. Niedawno tak przydarzyło się panu Jackowi, wcześniej pan Edward zarzekał się, że nie potrzebuje, a pewnego dnia mnie zawołał… Na ludzi trzeba czekać – mówi o. Bruno.

Bycie tu, to jest szczęście

Tuż przed Wigilią na oddziale przybywa choinek i świątecznych dekoracji. Niektóre z nich pacjenci zrobili sami na warsztatach terapii zajęciowej przy pomocy Pauliny Partyki. Atmosfera domowa, kaplica na dole już z szopką – oczekiwanie.

Od kilku lat jestem tu, w hospicjum w czasie Wigilii. To moja decyzja, że spędzam święta z chorymi – mam szczęście – mówi pani Dorota. Świętowanie w ten dzień organizujemy w taki sposób, że zapraszamy rodziny pacjentów, personel, wolontariuszy i braci bonifratrów na wspólną Pasterkę i kolację. Wszystko zaczyna się wcześniej, już o 14.00 uczestniczymy w Pasterce a potem zasiadamy do wigilijnego stołu. Wzdłuż korytarzy oddziału ustawiamy stoły a na nich smakołyki wigilijne. Ci, którzy mogą, podchodzą sami, albo z bliskimi. Tym, którym trudno już wstać z łóżka, pomagamy, aby jak najpełniej doświadczyli wspólnego świętowania. To dzień, w którym u nas panuje świąteczny gwar.

Potrawy na wigilijną kolację zapewnia firma cateringowa. Bracia bonifratrzy przywożą swoje podarunki. Darczyńców nie brakuje, od wielu lat pierogi, uszka i ciasto robią dla hospicjum panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Chrząstawy Wielkiej – mówi Dominik Krzyżanowski – Nie musimy zamawiać, prosić, panie zawsze o nas pamiętają i przywożą jako dar na wigilijny wieczór. To są miłe gesty od osób na co dzień nie związanych z opieką hospicyjną. Rodziny pacjentów w tym dniu nie przynoszą potraw przygotowanych tyko dla swoich bliskich, ale dla wszystkich, dołączając je do wspólnego stołu. Korytarze i sale wypełnia zapach pierników, jest domowo.

Święta w hospicjum

Jak przeżywać Boże Narodzenie, święta radości, w hospicjum, które na co dzień kojarzy się z miejscem, gdzie ludzie cierpią? Jak cieszyć się z narodzin Boga stojąc czasem już na progu śmierci? Jak Go znaleźć, gdy wisi nad nami perspektywa, że to być może nasza ostatnia wigilia? Śmierć jest etapem, nie końcem – mówi o. Bruno. Jeśli popatrzymy na umieranie z Bożej perspektywy, to nie mamy powodów do zamartwiania się, bo umierając wracamy do domu. Na śmierć trzeba patrzeć z perspektywy wiary. Ale nie wszyscy ją mamy. Każdy z nas do tych samych spraw podchodzi inaczej, w różny sposób przeżywamy życie, różnie chorujemy, różnie świętujemy – wyjaśnia pani Dorota.

Są różne święta

Podobnie jak w domu i w hospicjum każdego roku jest inaczej. Pani Dorota podkreśla, że pacjenci są autentyczni, dlatego ich emocje bardzo różne. Pamiętam pacjenta, który przyszedł do nas z trudną historią życia – opowiada. Nauczył się żyć w samotności i nie był w stanie usiąść z nami do wigilijnego stołu. Bycie razem sprawiało mu ból, nie potrafił. I koniecznie należało to uszanować. Stworzyć mu warunki, w których mógł przeżyć ten czas na miarę swoich potrzeb i możliwości. Próbowaliśmy mu towarzyszyć w jego potrzebie samotności.

To miejsce przywraca ład

To będą moje pierwsze święta w hospicjum – mówi o. Bruno. Pracuję tutaj od pół roku, ale to, czego już doświadczyłem, sprawia, że z niecierpliwością czekam na Boże Narodzenie. To jest miejsce niesamowite, całkowicie zmienia perspektywę patrzenia na codzienne problemy. To, co kiedyś mogło wydawać się takie ważne, niezbędne – maleje, przestaje mieć znaczenie. W hospicjum sprawy wracają na swoje miejsce a życie postrzega się we właściwej dla niego perspektywie. To dobre miejsce do świętowania Bożego Narodzenia, nic Boga nie przesłania.

Edycja wrocławska 52/2017 , str. IV

E-mail:
Adres: ul. Katedralna 3 (I piętro), 50-328 Wrocław
Tel.: (71) 344-38-25

Działy: Niedziela Wrocławska

Tagi: hospicjum wigilia

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Edycja wrocławska

E-mail:
Adres: ul. Katedralna 3 (I piętro), 50-328 Wrocław
Tel.: (71) 344-38-25

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Lotnisko, rodzina, świętość EDYTORIAL

Czas spędzony na modlitwie nigdy nie jest czasem zmarnowanym. »
Abp Józef Kupny

Reklama

Kalendarze 2018


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas