Reklama

Dywizjon 303

Z miłości do akordeonu

2017-12-20 11:40

Rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 52/2017, str. 52-54

Studio Niedziala TV

O koncertowej kuchni, występach z biskupem i niezwykłości akordeonu z Marcinem Wyrostkiem – muzykiem i wirtuozem, światowej sławy akordeonistą – rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Udało nam się umówić na rozmowę między Pańskimi koncertami w Zabrzu, Brukseli i Szczecinie a koncertem na żywo w studiu Polskiego Radia w Warszawie. Czy jest Pan przez cały czas w trasie?

MARCIN WYROSTEK: – Właściwie tak. Ale cieszę się, gdy się dużo dzieje.

– Nie podróżuje Pan sam, tylko z zespołem, ze sprzętem i akordeonem...

– Z dwoma akordeonami. Jeden się może zepsuć, dlatego mam drugi w zapasie, żeby nie trzeba było koncertu odwołać albo przerwać. Na jednym gram, drugi czeka.

– Podobno Pański akordeon ważny 15 kg.

– Ostatnio zważyłem go z futerałem i paskami, ważył 17 kg.

– A reszta sprzętu?

– Drugi akordeon, też 17 kg, walizka z systemem bezprzewodowym, mikser to kolejne 20 kg. Jeszcze walizki z zapasowymi mikrofonami i kablami itd. Bywa, że koncertowy bagaż liczy 15 sztuk. Wszystko musi być podwójnie, żeby uniknąć niespodzianek na scenie. Żartuję, że gdybym miał drugiego Marcina Wyrostka, to byłbym zupełnie spokojny. Z taką ilością sprzętu najczęściej jeździmy busem, także za granicę, bo samolotem jest to trudniejsze i bardziej ryzykowne, łatwiej może się coś uszkodzić. Zresztą zawsze mam ze sobą zestaw narzędzi, kombinerki, śrubokręty, taśmy...

– Wpuszcza nas Pan do koncertowej kuchni...

– ...wozimy też frakonosze.

– Frakonosze?

– Frakonosz to walizka na kółkach, w której są frak czy garnitur, wszystko, co potrzebne do wyjścia na estradę. W busie mamy jeszcze żelazko i deskę do prasowania!

– Czy często są problemy ze sprzętem?

– Zdarzają się. Było kiedyś tak, że zespół zaczął grać, ja nie wychodzę, chłopaki grają. Trwało to 10 minut. Myślałem, że za kulisami szybko naprawię akordeon, ale sprawa okazała się bardziej skomplikowana. Był też kiedyś koncert dla telewizji, na szczęście retransmitowany...

– Wycięło się?

– Tak, wycięło się, kiedy pobiegłem po drugi akordeon.

– Taka ilość sprzętu jest trudna do ogarnięcia...

– Nawet bardzo. Kiedyś w Katowicach zostawiłem akordeon na klatce schodowej w bloku, gdzie mieszkałem. Wracałem z koncertu, bagaż zaniosłem do mieszkania, myślałem, że zebrałem wszystko, ale akordeon został na całą noc. Następnego dnia w południe przyjechali moi rodzice. Widzę – tata z akordeonem, pomyślałem, że przywiózł swój, że może mamy coś razem zagrać. Pytam: Tato, po co dźwigasz ten akordeon, przecież ja bym go przyniósł.
A on na to, że znalazł instrument przy windzie. Kiedy indziej musiałem przepakować auto na parkingu i zostawiłem głośnik koncertowy, tzw. piecyk. Dojechałem do Krakowa, patrzę – nie ma. Pamiętałem, że bagaż przekładałem na parkingu OBI, zadzwoniłem. Okazało się, że oni znaleźli ten głośnik i bali się, że to ładunek wybuchowy! Wezwali ekipę z psem, a jak się sprawa wyjaśniła, to głośnik schowali. Tak się czasami zdarza, gdy myślami jestem na koncercie.

– Ale to dobrze świadczy o uczciwości ludzi.

– Generalnie trafiamy na dobrych ludzi.

– Płyty z Pańskiej dyskografii: „Magia del Tango”, „Marcin Wyrostek & Coloriage”, „For Alice” i najnowsza „POLACC” są bardzo zróżnicowane. Każda jest inna. Czy łatwiej wymienić gatunki, które Pan gra, czy te, których Pan nie gra?

– Co ja gram... Zaczynając od najnowszej płyty „POLACC” – jest na niej polska muzyka, m.in. kompozycje wielkich mistrzów: Henryka Góreckiego, Wojciecha Kilara, Witolda Lutosławskiego, Karola Szymanowskiego. „Magia del Tango” to tanga Astora Piazzolli, czyli muzyka latynoamerykańska.
Mam w repertuarze muzykę bałkańską i żydowską. Ale gram także klasykę, m.in. z Orkiestrą Kameralną z Berlina i słynną orkiestrą Marka Mosia z Tychów. Występowaliśmy także wielokrotnie na festiwalu muzyki awangardowej, totalnie eksperymentalnej Era Schaeffera. Całkiem inna bajka to gala kolędowa dla TVP2, której byłem kierownikiem muzycznym. Pamiętam z tego koncertu panią Irenę Santor – wspaniałą artystkę, kobietę z dużą klasą. Takie koncerty to wielka przygoda, poznaję niesamowitych artystów.

– Na YouTube można zobaczyć Pański ekscytujący duet z Bobbym McFerrinem w Zabrzu...

– Było to niesamowite doświadczenie. Gramy muzykę musicalową i rockową. Zdarzyło mi się też komponować muzykę do filmu o ks. Józefie Tischnerze. To był fantastyczny epizod życiowy.

– Chyba łatwiej jest więc wymienić gatunki, których Pan nie gra.

– Mamy repertuar dla dzieci, np. utwory z bajek Disneya. Dzieci wspaniale reagują, są dla mnie papierkiem lakmusowym. Kiedy studiowałem na Akademii Muzycznej w Katowicach, grałem dużo audycji w przedszkolach. Wiele się nauczyłem z kontaktu z dziećmi w sensie muzycznym. Ostatnio grałem w przedszkolu, do którego chodzi mój synek. Odwiedziłem też kiedyś przedszkole w Jeleniej Górze, do którego sam chodziłem. To było fantastyczne spotkanie. Dzieci są najszczerszą widownią, uwielbiam występować dla maluchów.

– Od czego Pan zaczynał budowanie swojego repertuaru?

– Można powiedzieć, że od grania w garażu. W szkole muzycznej w Jeleniej Górze miałem świetnego nauczyciela. Wiktor Oleszkiewicz pochodził z Białorusi, uczył mnie przez 7 lat. Na początku zachwyciłem się muzyką rosyjską, wirtuozowskimi czastuszkami, rzewnymi balladami. Dużo takiego repertuaru grałem w szkole. Był też, oczywiście, podręcznik – „Szkoła gry na akordeonie” Witolda Kulpowicza. Ale mój nauczyciel często odchodził od szkolnych schematów. Miał własny, ręcznie zapisany album z nutami, do którego przez wiele lat przepisywał utwory, starannie je gromadził.

– Czy akordeon wymaga wielu godzin ćwiczeń?

– Jak każdy instrument. Ja nie byłem zmuszany do ćwiczenia, ale mój nauczyciel umiał wymagać. Raz, kiedy przyszedłem na lekcję lekko nieprzygotowany, powiedział: „Przyjdź, jak się przygotujesz”. To wyrobiło we mnie poczucie odpowiedzialności. Wymagał, ale jednocześnie organizował uczniowskie big-bandy, wysyłał nas na konkursy, był niezwykle kreatywny.

– Kiedy Pan stwierdził, że akordeon to będzie zawód, a nie tylko rodzinne granie?

– Kiedyś słuchałem Tria Akordeonowego z Katowic, grali muzykę bałkańską. Mój tata, który grał na kilku instrumentach, zarejestrował ten koncert kamerą, ja przegrałem go na kasetę. Słuchałem tej muzyki dniami i nocami i ćwiczyłem. Siedziałem w garażu, grałem, spisywałem nuty z kasety, zapominałem o wszystkim. Chciałem koniecznie tak grać. To chyba był ten czas, kiedy decyzja zaczęła się krystalizować, tak samoistnie. Dużą zachętą do intensywnego ćwiczenia były konkursy w Polsce i za granicą. Na jednym z konkursów poznałem prof. Joachima Pichurę z Katowic, jeździłem potem do niego na konsultacje. Miałem nawet zacząć studia muzyczne w Katowicach wcześniej, jeszcze przed maturą, ale trochę się przestraszyłem ilości obowiązków, bo musiałbym równolegle studiować i kontynuować liceum ogólnokształcące oraz średnią szkołę muzyczną.

– Akordeon to młody instrument, początkowo postrzegany jako ludowy. Kiedy zaczęła się jego kariera koncertowa?

– Akordeon wynaleziono przypadkiem, a opatentowano w 1829 r. Najkrócej mówiąc – powstał z urządzenia do strojenia organów, a jego kariera zaczęła się w latach 30. XX wieku. Wtedy zaczęto pisać pierwsze koncerty na akordeon. Instrument się zmieniał i zmienia się nadal, stale się doskonali. Doczekał się nobilitacji, jest obecny w filharmoniach i na akademiach muzycznych. To dobrze, bo ma niezwykłe bogactwo brzmienia, można na nim grać wszystko. Patrząc na jego rozwój, zastanawiam się, jakie możliwości odkryje jeszcze przed nami.

– Czy kobiety też grają na akordeonie?

– Tak, ale to muszą być osoby silne, bo praca miechem wymaga krzepy. Ja, grając, używam całej swojej siły; nie jestem wprawdzie atletą, ale mam na pewno więcej siły niż większość pań. Żeby ujarzmić ten instrument, żeby odpowiednio kreować dźwięk, potrzeba dużo energii. Każdy ruch miechem wpływa na dźwięk, dlatego do gry na akordeonie oprócz innych umiejętności potrzebne są siła, precyzja, a przede wszystkim podzielność uwagi. Ale na pewno warto sięgać po akordeon, chociaż w muzycznej gwarze ma on różne przezwiska, z których bardziej eleganckie to „kaloryfer” i „syntezator marszczony”.

– Jako zespół odnosicie sukcesy, również występując z bp. Antonim Długoszem. Jak Pan poznał śpiewającego biskupa?

– Droga była trochę okrężna. Na Międzynarodowym Konkursie Akordeonowym w Reinach w Szwajcarii poznałem trio akordeonowe w składzie Piotrek Biazik, Piotrek Chołowicz, Daniel Lis. To był rok 1997. Oni występowali w kategorii studentów, ja – uczniów. Potem Piotr Biazik organizował w rodzinnej Częstochowie Międzynarodowy Konkurs Rozrywkowej Muzyki Akordeonowej „Konfrontacje”. Przyjechałem na festiwal i tam poznałem Jana Długosza, brata biskupa Antoniego. Pan Jan, który też jest świetnym muzykiem, był zawsze dobrym duchem festiwalu, pomagał Piotrowi, organizował, załatwiał itd. Ja wygrałem konkurs w Częstochowie i grałem koncert finałowy w filharmonii z orkiestrą symfoniczną, to chyba był 2003 r. Wtedy przez pana Jana poznałem jego brata – biskupa Antoniego.

– Czy zaproszenie do występów z biskupem było dużym zaskoczeniem?

– Biskup Antoni, jako muzyk, jest rozśpiewanym katechetą. Śpiew jest jednym ze sposobów przekazywania swojego spojrzenia na wiarę i na świat, swojego serdecznego stosunku do ludzi. Bp Długosz ma świetne teksty, przekazuje w nich Dobrą Nowinę. Nastrój muzyczny jego utworów jest zróżnicowany: przepiękne ballady, energiczne marsze, muzyka latynoamerykańska. Występowaliśmy razem kilkanaście, może dwadzieścia razy. Daliśmy m.in. wspólny koncert na Jasnej Górze w dniu wizyty papieża Franciszka, w czasie oczekiwania na jego przyjazd. Były znane pieśni biskupa, m.in. „Europo, nie możesz żyć bez Boga” i „Tango dla papieża”.

– Wasze tanga poderwały wtedy do tańca pielgrzymów zmęczonych nocnym czuwaniem...

– Jasnogórski koncert poprzedziły próba poprzedniego dnia i kilka godzin ustawiania sprzętu. Ale czasem nasze wspólne występy są bardzo spontaniczne. Biskup dowiaduje się przez telefon, że mamy występ gdzieś w pobliżu, i mówi: – To ja przyjadę i zaśpiewam z wami. Przyjeżdża, śpiewa, nie liczy czasu ani wysiłku. On bezgranicznie kocha to, co robi, dlatego zaproszenie do wspólnych występów nie było zaskoczeniem, bo my też bezgranicznie kochamy muzykę.

Marcin Wyrostek – akordeonista, zwycięzca jednej z edycji programu „Mam Talent!”. Pierwszym akordeonistą w rodzinie i nauczycielem Marcina był jego ojciec. Edukację muzyczną Marcin Wyrostek kontynuował w PSM I i II stopnia w Jeleniej Górze. Swoją pasję rozwijał pod kierunkiem prof. Joachima Pichury na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Obecnie jest wykładowcą tej uczelni.
Jest laureatem ponad 30 konkursów akordeonowych, w tym: Detroit (USA) 2005; Esztergom (Węgry) 2003, Dunajská Streda (Słowacja) 2003, Reinach (Szwajcaria) 2003. Był także stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jest założycielem kilku projektów muzycznych, m.in.: „Marcin Wyrostek Band” (dawniej Corazon) oraz „Marcin Wyrostek Band & Dance Show”. Nagrał cztery autorskie płyty, za które otrzymał m.in.: potrójną platynę oraz nominację do nagrody Fryderyki 2010 za płytę „Magia del Tango”, platynę za dedykowany żonie album „For Alice” i podwójną platynową płytę za krążek „Coloriage”.

Tagi:
muzyka

Kraków: jutro zaczyna się nowy festiwal muzyki dawnej Musica Divina

2018-08-07 20:17

dg / Kraków (KAI)

Wspaniałe wnętrza krakowskich świątyń, ponadczasowe piękno muzyki sakralnej, cenione europejskie zespoły prezentujące tradycyjny repertuar w najlepszym wykonaniu - to wszystko połączy w całość festiwal Musica Divina. Wydarzenie odbędzie się w Krakowie w dniach 8-14 sierpnia.

stevepb/pixabay.com

– Musica Divina to najważniejszy i najbardziej ambitny projekt Fundacji inCanto. Jestem bardzo szczęśliwy, że idea, której poświęciliśmy mnóstwo pracy przez cały miniony rok, znajduje swoją kontynuację w nowej odsłonie festiwalu – powiedział KAI Łukasz Serwiński, prezes Fundacji inCanto i dyrektor artystyczny festiwalu.

Voces 8 czy Trio Mediaeval, to znane europejskie marki – artyści, którzy od lat zachwycają nie tylko pasjonatów muzyki dawnej. Oprócz tych zespołów świetnie zapowiadają się debiutujący w Polsce Alternative History Quartet czy rozwijające się artystycznie Jerycho.

– To wydarzenie stwarzające realną szansę na doświadczenie sacrum w muzyce. To nie jest po prostu kolejny, “zwyczajny” krakowski festiwal muzyki klasycznej. Otwarty na wszystkich chętnych, rozgrywa się w przestrzeni uświęconej modlitwą i bogatą tradycją, która jest najbardziej odpowiednim gruntem dla muzyki skomponowanej i wykonywanej dla większej chwały Boga - zapewnia Serwiński.

Musica Divina nie jest pierwszym takim doświadczeniem organizatorów – bazuje na koncepcji Festiwalu Muzyki Niezwykłej, którego odbywał się w Krakowie w ubiegłym roku.

– Jako wierzący katolicy jesteśmy przekonani, że przestrzeń kościołów, na co dzień otwarta i służąca spotkaniu z Bogiem, nie powinna być wykorzystywana komercyjnie, a muzyka sakralna wykonywana w ich wnętrzach powinna być udostępniana wszystkim chętnym, dlatego koncerty w ramach Musica Divina są i zawsze będą całkowicie nieodpłatne - dodaje dyrektor programowy wydarzenia.

Oprócz serii koncertów, chętni będą mieli możliwość doskonalenia praktycznych umiejętności wokalnych pod okiem wybitnych artystów. Zajęcia poprowadzą Frédéric Tavernier-Vellas wraz z Jeanem-Etiennem Langiannim. W repertuarze warsztatowym znajduje się mozaika pieśni o różnej stylistyce i pochodzeniu, m.in. śpiewy z tradycji hiszpańskiej, mozarabskiej, korsykańskiej, bizantyjskiej, kartuskiej. Celem tygodniowej pracy pod okiem artystów będzie śpiew w czasie koncertu finałowego festiwalu w bazylice Mariackiej 14 sierpnia.

Na program Musica Divina złoży się pięć koncertów zaprezentowanych w taki sposób, by mogły wybrzmieć echa tradycji sakralnej różnych stron Europy: Wielkiej Brytanii, Francji, Korsyki, Norwegii oraz Polski. Koncerty odbędą się w bazylice Mariackiej, bazylice św. Franciszka z Asyżu i kościele św. Józefa w Podgórzu.

Podczas festiwalu nie zabraknie czasu na modlitwę. Każdy dzień rozpoczynać się będzie o 8:00 jutrznią i kończyć Mszą świętą o 18:00 w bazylika św. Franciszka z Asyżu ojców franciszkanów, z udziałem prowadzących artystów. Za muzykę liturgiczną w czasie celebracji będzie odpowiadał Frédéric Tavernier-Vellas wraz z uczestnikami prowadzonych przez niego warsztatów wokalnych. Eucharystię będą sprawować ojcowie Marcin Drąg OFMConv i Lucjan Bartkowiak CR. Msza święta będzie otwarta dla wszystkich festiwalowych gości i chętnych wiernych.

Szczegółowy program na stronie: musicadivina.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp Depo na Jasnej Górze do 100 tys. wiernych: dziś w Polsce chodzi o zwycięstwo moralne

2018-08-15 14:34

it / Jasna Góra (KAI)

- Prośmy o tchnienie Ducha Świętego dla nas – wołał na Jasnej Górze abp Wacław Depo. Metropolita częstochowski wygłosił kazanie podczas sumy odpustowej z udziałem ok. 100 tys. wiernych. Podkreślał, że dziś chodzi przede wszystkim o zwycięstwo moralne - prawdy i miłości. Prawdy o wartości ludzkiego życia a także o historii naszej Ojczyzny.

Krzysztof Świertok

Nawiązując do jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, kaznodzieja przypomniał, że dzień 15 sierpnia 1920 roku głęboko wpisał się nie tylko w historię naszej Ojczyzny. - To był przełomowy moment obrony cywilizacji europejskiej, w której trwamy od pokoleń - podkreślał abp Depo. Zauważył, że „nie wszyscy chcą uznać, że ten dzień i następujące po nim wydarzenia, były cudem czynu militarnego za sprawą Maryi Zwycięskiej i cudem jedności Polaków broniących po wielu latach zaborów odzyskanej Ojczyzny”.

- Prawda o pięknym człowieczeństwie Matki Zbawiciela za łaską Boga niech stanie się dla nas, dla naszego pokolenia i przyszłych pokoleń nowym tchnieniem Ducha Świętego w budowaniem utraconej jedności ludzi tworzących w kraju i poza granicami Najjaśniejszą Rzeczpospolitą - mówił kaznodzieja. - Prośmy o tchnienie Ducha Świętego - dodawał. - Dzisiaj chodzi o zwycięstwo moralne prawdy i miłości, a w takim zwycięstwie nie ma wygranych i pokonanych, chyba, że ktoś czuje się pokonamy poprzez prawdę i miłość do Ojczyzny i jej dziejów – wołał abp Depo. Zauważył, że „bardzo boleśnie powróciły ostatnio wypowiedzi, że w Polsce konstytucja ma iść przed Ewangelią”.

Przypomniał, że Senat Argentyny odrzucił niedawno ustawę wprowadzającą aborcję na życzenie a Episkopat tego kraju podziękował politykom „za tę odważną decyzję, że każde i całe życie jest ważne”. - Idźmy za tym przykładem na polu zmagań w Polsce „Zatrzymaj aborcję”, bo przyszłość Polski zależy od tego czy nasze prawo będzie miało źródło w Bogu czy powołując się na procedury prawne będzie otwarte tolerancyjnie na zło i śmierć”.

- Przeżywając wraz z całym Kościołem uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, uwielbiamy wielkie zwycięstwo miłości Chrystusa w Jego Matce, Maryi - podkreślał abp Depo. "Wniebowzięcie Maryi pokazuje nam, jak wielkie są rozmiary zwycięskiej miłości Chrystusa nad grzechem i śmiercią” - dodał.

„Maryja jest w chwale, cały zatem człowiek, po dramacie grzechu pierworodnego, owej pierwszej samowystarczalności życia poza Bogiem, cudownie został odnowiony właśnie w Maryi Niepokalanie Poczętej i dziś Wniebowziętej” - wskazał kaznodzieja.

W dalszej części homilii arcybiskup zachęcał: „nie poprzestawajmy tylko na podziwianiu Maryi w Jej zawierzeniu Bogu i Jej chwalebnym wniebowzięciu, wywyższeniu jako osoby bardzo od nas odległej. Mamy nie tylko patrzeć i podziwiać Jej los, ale doświadczać tego, czego Chrystus w swojej miłości miłosiernej pragnie także dla nas, dla naszego ostatecznego przeznaczenia, byśmy przez wiarę z Nim zjednoczeni żyli w prawdzie i nie tracili Jego łaski w naszych osobistych i wspólnotowych powołaniach. Tu bowiem chodzi o Miłość, która wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje. Tu chodzi o łaskę Boga, która nigdy się nie wyczerpie”.

Sumie odpustowej o godz. 11.00 przewodniczył na szczycie abp Salvatore Pennacchio. Nuncjusz Apostolski w Polsce przekazał pozdrowienia od papieża Franciszka wszystkim wiernym, a szczególnie tym, którzy pielgrzymowali do Domu Matki Bożej. - Cieszę się, że dziś wszystkim tu zgromadzonym mogę przekazać błogosławieństwo w imieniu papieża Franciszka i poprosić was o modlitwę w intencjach Ojca Świętego – powiedział po polsku abp Pennacchio.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święto Wojska Polskiego

2018-08-16 19:19

Jadwiga Kamińska

Mszą św. w intencji Ojczyzny pod przewodnictwem abp. Grzegorza Rysia, metropolity łódzkiego, w bazylice archikatedralnej rozpoczęły się uroczystości Święta Wojska Polskiego.

Marek Kamiński

Święto to jest obchodzone 15 sierpnia na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej w 1920 r. – zwanej też Cudem nad Wisłą – w czasie wojny polsko-bolszewickiej.

Po Mszy św. wszystkich zgromadzonych na placu przed świątynią powitał wojewoda łódzki Zbigniew Rau, organizator spotkania.

Zobacz zdjęcia: Święto Wojska Polskiego

- Każdego roku Święto Wojska Polskiego skłania do pogłębienia refleksji dotyczącej miejsca naszych sił zbrojnych w narodowej historii. W naszej teraźniejszości i przyszłości. W naszym społeczeństwie i państwie. W jubileuszowym roku 100-lecia naszej niepodległości refleksja taka jest czymś koniecznym, dla zrozumienia nie tylko Wojska Polskiego, ale także nas samych, wszystkich obywateli Rzeczpospolitej - apelował wojewoda.

Po wystąpieniu odczytano Apel Pamięci Oręża Polskiego. Kompania Honorowa Wojska Polskiego reprezentowana przez 1. Batalion Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkiej oddała salwę honorową.

Kombatanci, samorządowcy, duchowni, posłowie, wojskowi oraz harcerze złożyli wieńce i wiązanki kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza.

Uroczystość zakończyła się defiladą kompanii honorowych Wojska Polskiego, Policji, Straży Pożarnej, Straży Miejskiej oraz Orkiestry Dętej Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Łodzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem