Reklama

Sklep sakralny

Z miłości do akordeonu

2017-12-20 11:40

Rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 52/2017, str. 52-54

Studio Niedziala TV

O koncertowej kuchni, występach z biskupem i niezwykłości akordeonu z Marcinem Wyrostkiem – muzykiem i wirtuozem, światowej sławy akordeonistą – rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Udało nam się umówić na rozmowę między Pańskimi koncertami w Zabrzu, Brukseli i Szczecinie a koncertem na żywo w studiu Polskiego Radia w Warszawie. Czy jest Pan przez cały czas w trasie?

MARCIN WYROSTEK: – Właściwie tak. Ale cieszę się, gdy się dużo dzieje.

– Nie podróżuje Pan sam, tylko z zespołem, ze sprzętem i akordeonem...

– Z dwoma akordeonami. Jeden się może zepsuć, dlatego mam drugi w zapasie, żeby nie trzeba było koncertu odwołać albo przerwać. Na jednym gram, drugi czeka.

– Podobno Pański akordeon ważny 15 kg.

– Ostatnio zważyłem go z futerałem i paskami, ważył 17 kg.

– A reszta sprzętu?

– Drugi akordeon, też 17 kg, walizka z systemem bezprzewodowym, mikser to kolejne 20 kg. Jeszcze walizki z zapasowymi mikrofonami i kablami itd. Bywa, że koncertowy bagaż liczy 15 sztuk. Wszystko musi być podwójnie, żeby uniknąć niespodzianek na scenie. Żartuję, że gdybym miał drugiego Marcina Wyrostka, to byłbym zupełnie spokojny. Z taką ilością sprzętu najczęściej jeździmy busem, także za granicę, bo samolotem jest to trudniejsze i bardziej ryzykowne, łatwiej może się coś uszkodzić. Zresztą zawsze mam ze sobą zestaw narzędzi, kombinerki, śrubokręty, taśmy...

– Wpuszcza nas Pan do koncertowej kuchni...

– ...wozimy też frakonosze.

– Frakonosze?

– Frakonosz to walizka na kółkach, w której są frak czy garnitur, wszystko, co potrzebne do wyjścia na estradę. W busie mamy jeszcze żelazko i deskę do prasowania!

– Czy często są problemy ze sprzętem?

– Zdarzają się. Było kiedyś tak, że zespół zaczął grać, ja nie wychodzę, chłopaki grają. Trwało to 10 minut. Myślałem, że za kulisami szybko naprawię akordeon, ale sprawa okazała się bardziej skomplikowana. Był też kiedyś koncert dla telewizji, na szczęście retransmitowany...

– Wycięło się?

– Tak, wycięło się, kiedy pobiegłem po drugi akordeon.

– Taka ilość sprzętu jest trudna do ogarnięcia...

– Nawet bardzo. Kiedyś w Katowicach zostawiłem akordeon na klatce schodowej w bloku, gdzie mieszkałem. Wracałem z koncertu, bagaż zaniosłem do mieszkania, myślałem, że zebrałem wszystko, ale akordeon został na całą noc. Następnego dnia w południe przyjechali moi rodzice. Widzę – tata z akordeonem, pomyślałem, że przywiózł swój, że może mamy coś razem zagrać. Pytam: Tato, po co dźwigasz ten akordeon, przecież ja bym go przyniósł.
A on na to, że znalazł instrument przy windzie. Kiedy indziej musiałem przepakować auto na parkingu i zostawiłem głośnik koncertowy, tzw. piecyk. Dojechałem do Krakowa, patrzę – nie ma. Pamiętałem, że bagaż przekładałem na parkingu OBI, zadzwoniłem. Okazało się, że oni znaleźli ten głośnik i bali się, że to ładunek wybuchowy! Wezwali ekipę z psem, a jak się sprawa wyjaśniła, to głośnik schowali. Tak się czasami zdarza, gdy myślami jestem na koncercie.

– Ale to dobrze świadczy o uczciwości ludzi.

– Generalnie trafiamy na dobrych ludzi.

– Płyty z Pańskiej dyskografii: „Magia del Tango”, „Marcin Wyrostek & Coloriage”, „For Alice” i najnowsza „POLACC” są bardzo zróżnicowane. Każda jest inna. Czy łatwiej wymienić gatunki, które Pan gra, czy te, których Pan nie gra?

– Co ja gram... Zaczynając od najnowszej płyty „POLACC” – jest na niej polska muzyka, m.in. kompozycje wielkich mistrzów: Henryka Góreckiego, Wojciecha Kilara, Witolda Lutosławskiego, Karola Szymanowskiego. „Magia del Tango” to tanga Astora Piazzolli, czyli muzyka latynoamerykańska.
Mam w repertuarze muzykę bałkańską i żydowską. Ale gram także klasykę, m.in. z Orkiestrą Kameralną z Berlina i słynną orkiestrą Marka Mosia z Tychów. Występowaliśmy także wielokrotnie na festiwalu muzyki awangardowej, totalnie eksperymentalnej Era Schaeffera. Całkiem inna bajka to gala kolędowa dla TVP2, której byłem kierownikiem muzycznym. Pamiętam z tego koncertu panią Irenę Santor – wspaniałą artystkę, kobietę z dużą klasą. Takie koncerty to wielka przygoda, poznaję niesamowitych artystów.

– Na YouTube można zobaczyć Pański ekscytujący duet z Bobbym McFerrinem w Zabrzu...

– Było to niesamowite doświadczenie. Gramy muzykę musicalową i rockową. Zdarzyło mi się też komponować muzykę do filmu o ks. Józefie Tischnerze. To był fantastyczny epizod życiowy.

– Chyba łatwiej jest więc wymienić gatunki, których Pan nie gra.

– Mamy repertuar dla dzieci, np. utwory z bajek Disneya. Dzieci wspaniale reagują, są dla mnie papierkiem lakmusowym. Kiedy studiowałem na Akademii Muzycznej w Katowicach, grałem dużo audycji w przedszkolach. Wiele się nauczyłem z kontaktu z dziećmi w sensie muzycznym. Ostatnio grałem w przedszkolu, do którego chodzi mój synek. Odwiedziłem też kiedyś przedszkole w Jeleniej Górze, do którego sam chodziłem. To było fantastyczne spotkanie. Dzieci są najszczerszą widownią, uwielbiam występować dla maluchów.

– Od czego Pan zaczynał budowanie swojego repertuaru?

– Można powiedzieć, że od grania w garażu. W szkole muzycznej w Jeleniej Górze miałem świetnego nauczyciela. Wiktor Oleszkiewicz pochodził z Białorusi, uczył mnie przez 7 lat. Na początku zachwyciłem się muzyką rosyjską, wirtuozowskimi czastuszkami, rzewnymi balladami. Dużo takiego repertuaru grałem w szkole. Był też, oczywiście, podręcznik – „Szkoła gry na akordeonie” Witolda Kulpowicza. Ale mój nauczyciel często odchodził od szkolnych schematów. Miał własny, ręcznie zapisany album z nutami, do którego przez wiele lat przepisywał utwory, starannie je gromadził.

– Czy akordeon wymaga wielu godzin ćwiczeń?

– Jak każdy instrument. Ja nie byłem zmuszany do ćwiczenia, ale mój nauczyciel umiał wymagać. Raz, kiedy przyszedłem na lekcję lekko nieprzygotowany, powiedział: „Przyjdź, jak się przygotujesz”. To wyrobiło we mnie poczucie odpowiedzialności. Wymagał, ale jednocześnie organizował uczniowskie big-bandy, wysyłał nas na konkursy, był niezwykle kreatywny.

– Kiedy Pan stwierdził, że akordeon to będzie zawód, a nie tylko rodzinne granie?

– Kiedyś słuchałem Tria Akordeonowego z Katowic, grali muzykę bałkańską. Mój tata, który grał na kilku instrumentach, zarejestrował ten koncert kamerą, ja przegrałem go na kasetę. Słuchałem tej muzyki dniami i nocami i ćwiczyłem. Siedziałem w garażu, grałem, spisywałem nuty z kasety, zapominałem o wszystkim. Chciałem koniecznie tak grać. To chyba był ten czas, kiedy decyzja zaczęła się krystalizować, tak samoistnie. Dużą zachętą do intensywnego ćwiczenia były konkursy w Polsce i za granicą. Na jednym z konkursów poznałem prof. Joachima Pichurę z Katowic, jeździłem potem do niego na konsultacje. Miałem nawet zacząć studia muzyczne w Katowicach wcześniej, jeszcze przed maturą, ale trochę się przestraszyłem ilości obowiązków, bo musiałbym równolegle studiować i kontynuować liceum ogólnokształcące oraz średnią szkołę muzyczną.

– Akordeon to młody instrument, początkowo postrzegany jako ludowy. Kiedy zaczęła się jego kariera koncertowa?

– Akordeon wynaleziono przypadkiem, a opatentowano w 1829 r. Najkrócej mówiąc – powstał z urządzenia do strojenia organów, a jego kariera zaczęła się w latach 30. XX wieku. Wtedy zaczęto pisać pierwsze koncerty na akordeon. Instrument się zmieniał i zmienia się nadal, stale się doskonali. Doczekał się nobilitacji, jest obecny w filharmoniach i na akademiach muzycznych. To dobrze, bo ma niezwykłe bogactwo brzmienia, można na nim grać wszystko. Patrząc na jego rozwój, zastanawiam się, jakie możliwości odkryje jeszcze przed nami.

– Czy kobiety też grają na akordeonie?

– Tak, ale to muszą być osoby silne, bo praca miechem wymaga krzepy. Ja, grając, używam całej swojej siły; nie jestem wprawdzie atletą, ale mam na pewno więcej siły niż większość pań. Żeby ujarzmić ten instrument, żeby odpowiednio kreować dźwięk, potrzeba dużo energii. Każdy ruch miechem wpływa na dźwięk, dlatego do gry na akordeonie oprócz innych umiejętności potrzebne są siła, precyzja, a przede wszystkim podzielność uwagi. Ale na pewno warto sięgać po akordeon, chociaż w muzycznej gwarze ma on różne przezwiska, z których bardziej eleganckie to „kaloryfer” i „syntezator marszczony”.

– Jako zespół odnosicie sukcesy, również występując z bp. Antonim Długoszem. Jak Pan poznał śpiewającego biskupa?

– Droga była trochę okrężna. Na Międzynarodowym Konkursie Akordeonowym w Reinach w Szwajcarii poznałem trio akordeonowe w składzie Piotrek Biazik, Piotrek Chołowicz, Daniel Lis. To był rok 1997. Oni występowali w kategorii studentów, ja – uczniów. Potem Piotr Biazik organizował w rodzinnej Częstochowie Międzynarodowy Konkurs Rozrywkowej Muzyki Akordeonowej „Konfrontacje”. Przyjechałem na festiwal i tam poznałem Jana Długosza, brata biskupa Antoniego. Pan Jan, który też jest świetnym muzykiem, był zawsze dobrym duchem festiwalu, pomagał Piotrowi, organizował, załatwiał itd. Ja wygrałem konkurs w Częstochowie i grałem koncert finałowy w filharmonii z orkiestrą symfoniczną, to chyba był 2003 r. Wtedy przez pana Jana poznałem jego brata – biskupa Antoniego.

– Czy zaproszenie do występów z biskupem było dużym zaskoczeniem?

– Biskup Antoni, jako muzyk, jest rozśpiewanym katechetą. Śpiew jest jednym ze sposobów przekazywania swojego spojrzenia na wiarę i na świat, swojego serdecznego stosunku do ludzi. Bp Długosz ma świetne teksty, przekazuje w nich Dobrą Nowinę. Nastrój muzyczny jego utworów jest zróżnicowany: przepiękne ballady, energiczne marsze, muzyka latynoamerykańska. Występowaliśmy razem kilkanaście, może dwadzieścia razy. Daliśmy m.in. wspólny koncert na Jasnej Górze w dniu wizyty papieża Franciszka, w czasie oczekiwania na jego przyjazd. Były znane pieśni biskupa, m.in. „Europo, nie możesz żyć bez Boga” i „Tango dla papieża”.

– Wasze tanga poderwały wtedy do tańca pielgrzymów zmęczonych nocnym czuwaniem...

– Jasnogórski koncert poprzedziły próba poprzedniego dnia i kilka godzin ustawiania sprzętu. Ale czasem nasze wspólne występy są bardzo spontaniczne. Biskup dowiaduje się przez telefon, że mamy występ gdzieś w pobliżu, i mówi: – To ja przyjadę i zaśpiewam z wami. Przyjeżdża, śpiewa, nie liczy czasu ani wysiłku. On bezgranicznie kocha to, co robi, dlatego zaproszenie do wspólnych występów nie było zaskoczeniem, bo my też bezgranicznie kochamy muzykę.

Marcin Wyrostek – akordeonista, zwycięzca jednej z edycji programu „Mam Talent!”. Pierwszym akordeonistą w rodzinie i nauczycielem Marcina był jego ojciec. Edukację muzyczną Marcin Wyrostek kontynuował w PSM I i II stopnia w Jeleniej Górze. Swoją pasję rozwijał pod kierunkiem prof. Joachima Pichury na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Obecnie jest wykładowcą tej uczelni.
Jest laureatem ponad 30 konkursów akordeonowych, w tym: Detroit (USA) 2005; Esztergom (Węgry) 2003, Dunajská Streda (Słowacja) 2003, Reinach (Szwajcaria) 2003. Był także stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jest założycielem kilku projektów muzycznych, m.in.: „Marcin Wyrostek Band” (dawniej Corazon) oraz „Marcin Wyrostek Band & Dance Show”. Nagrał cztery autorskie płyty, za które otrzymał m.in.: potrójną platynę oraz nominację do nagrody Fryderyki 2010 za płytę „Magia del Tango”, platynę za dedykowany żonie album „For Alice” i podwójną platynową płytę za krążek „Coloriage”.

Tagi:
muzyka

Muzyka i śpiew wznoszą człowieka ku niebu…

2018-10-07 21:09

Aleksandra Zapotoczny

Montserrat Caballé śpiewaczka operowa z Barcelony, odeszła 6 październiku b.r. w wieku 85 lat. W historii muzyki pop zapisała się duetem z Freddiem Mercurym, wykonując utwór „Barcelona”, który stał się hymnem Igrzysk Sportowych w roku 1992.

YouTube.com

Jej życie i praca przepełnione były niezwykłą wiarą, a ona sama mimo całodniowych prób i licznych koncertów zawsze miała czas dla drugiego człowieka. Stworzyła w Barcelonie fundacje dla dzieci potrzebujących, była ambasadorem Dobrej Woli UNESCO, wspierając akcje dobroczynne. Podczas procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, jesienią 2008, dla potrzeb czasopisma „Totus Tuus”, które towarzyszyło pracom Biura Postulacji udzieliła wywiadu, w którym wyznała, że, Papież Polak jest dla nas światłem… Z okazji nadchodzącego Dnia Papieskiego przypominamy jego treść…

Kim był dla Pani Jan Paweł II?

Był dla mnie przewodnikiem… Miałam to szczęście spotkać Go dwukrotnie, sama a potem wraz z rodziną, na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Spotkania te były pełne emocji. Było to widocznym, że On został wyprany przez „Kogoś na górze”, by prowadzić Kościół i to jeszcze nie wszystko... Bóg posłużył się Nim by wytłumaczyć nam wiele rzeczy: konieczność jedności chrześcijan, jedność duchowa każdego z nas, następnie potrzeba braterstwa, wspólnoty miedzy narodami na świecie… On jest świętym, nawet jeśli wydaje się, że świętość jest czymś czego zwykły człowiek dotknąć nie potrafi. Trudno jest nam zrozumieć ducha świętości. Mogę powiedzieć, że zostaliśmy oświeceni Jego światłem.

W Pani repertuarze znajdują się utwory, które mówią o Bogu i jego Miłosierdziu…

Wobec ogromu wiary czuję się małą pchełką... Bezgranicznie wierzę w Boga i Jego Miłosierdzie. W Trójcę Przenajświętszą i Niepokalane Poczęcie, w świętych. Wierzę także w ludzi, którzy niosą światu Dobrą Nowinę. Ta wiara może stawać się coraz większa tylko wtedy, jeśli niesiesz ją w swoim sercu. Kiedy śpiewam utwory religijne, czuję się naprawdę jakbym była wznoszona w górę, nie czuję ziemi pod swoimi stopami. To doznanie towarzyszy mi od najmłodszych lat. Moi rodzice, którzy teraz jestem przekonana, że są już w niebie, byli ludźmi o ogromnej wierze, to oni ukazali mi tę właśnie drogę. Jest więc niemożliwym, abym nie odczuwała tej głębi wiary, kiedy śpiewam te cudowne pieśni, mówiące o Bogu. Niektórzy kompozytorzy zdecydowanie zostali obdarzenie inspiracją by stworzyć muzykę napełnioną wiarą. Natchnął ich „Ktoś z góry”. Mozart, Vivaldi, Scarlatti, stworzyli coś bardzo wzniosłego. To prawda, że „kto śpiewa modli się podwójnie”. Muzyka, śpiew i modlitwa wznoszą człowieka ku niebu…

Czy Pani śpiew może być nauką dla tych, którzy Boga nie znają?

Kiedy widzę tyle młodych ludzi, którzy nie wierzą w nic lub wyznają fałszywych bogów, myślę, że to wszystko dlatego, że szukają czegoś o czym myślą, że jest poza nimi. Należy natomiast spojrzeć głębiej w siebie, bo to czego tak usilnie szukają jest wewnątrz nich. I kiedy usłyszą ten wewnętrzny głos, to dowiedzą się, że znaleźli to czego tak szukali. Znaleźli Tego, którego tak szukali... Dla mnie maksimum wiary to Rezurekcja, okres radości, wielkiej radości. To narodzenie się do nowego życia. Wejście na nową drogę, którą prowadzi nas Bóg, bo przyrzekł nas zbawić. I ja w to wierzę! Wierzę ślepo... A ból poprzedzający zmartwychwstanie, to coś co się czuję przezywając głęboko to Misterium. To duże wewnętrzne cierpienie, ale radość jutra daje nadzieję...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Trwa 33. Jasnogórska Noc Czuwania w intencji polskiej emigracji i jej duszpasterzy

2018-10-19 19:51

Beata Pieczykura

Dlatego tak bardzo ważne, by czuć się Polakiem, mieć świadomość polskich korzeni, które sięgają tysiąca lat, a czerpią swą siłę z chrześcijańskiej wiary”

Beata Pieczykura/Niedziela

św. Jan Paweł II

Żyją w różnych krajach, kulturach, tradycjach. Doświadczają wspólnoty, więzów krwi i wiary, pragną zostać wierni Bogu, Kościołowi i swoim korzeniom. Spotykają się raz w roku. Przyjeżdżają m.in. z Niemiec, Belgii, Francji, Węgier, Ukrainy, Wysp Brytyjskich. Uczestniczą w 33. Jasnogórskiej Nocy Czuwania w intencji polskiej emigracji i jej duszpasterzy, która odbywa się w nocy z 19 na 20 października na Jasnej Górze pod hasłem: „Z dala od kraju pamiętaj o Ojczyźnie – służ jej całą duszą”. Te słowa kard. Augusta Hlonda, prymasa Polski (w tym roku przypada 70. rocznica jego śmierci) są aktualne również dziś, w roku stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę i 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra.

Beata Pieczykura/Niedziela

– Jesteśmy jedną wielką rodziną Polaków modlących się, szukających Boga i dziękujących za dar wolności naszej ojczyzny – mówi ks. Wiesław Wójcik TChr, dyrektor Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego przy Towarzystwie Chrystusowym dla Polonii Zagranicznej. Przedstawił on grupy pielgrzymkowe i przekazał nadesłane pozdrowienia. Czuwanie zostało zorganizowane przez Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej i Siostry Misjonarki Chrystusa Króla, które zaprezentowały program słowno-muzyczny o ojczyźnie i m.in. zaprosiły zebranych, by zatańczyli poloneza. To czas wspólnej modlitwy w intencji rodaków przebywających za granicą i rodzin doświadczonych rozłąką emigracyjną w duchu dziękczynienia za dar wolnej Polski.

– Poza Polską mieszka ponad 18 mln naszych rodaków – informuje ks. Wiesław Wójcik TChr (w ostatnich latach ok. 2 mln Polaków wyjechało do krajów Europy Zachodniej, aby podjąć pracę). Poza Polską w Kościele katolickim posługuje ponad 5 tys. polskich duchownych zakonnych albo diecezjalnych, czyli 2,2 tys. księży pracuje w duszpasterstwie polskojęzycznym, 700 w krajach b. ZSRR oraz 2,1 tys. polskich misjonarzy w Afryce i Ameryce Południowej.

Zobacz zdjęcia: Czuwanie na Jasnej Górze w intencji Polonii

– Rola chrystusowca, rola kapelana to przypominać o korzeniach polskich – mówi ks. Ryszard Karapuda TChr, który od 25 lat pracuje na Ukrainie, posługiwał w różnych parafiach prowadzonych przez Księży Chrystusowców: w Kamieńcu Podolskim, Doniecku, Mikołajowie, Wołoczysku, a obecnie w Żytomierzu – największym okręgu Polaków. Ten kapłan, który ma ogromne doświadczenie pracy na Ukrainie, podkreśla: – Kościół to jedyne miejsce, gdzie ludzie trwają przy wierze, kulturze polskiego narodu. Dlatego Kapelania Polska w Żytomierzu działająca przy parafii katedralnej św. Zofii, prowadzona przez księży z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, obejmuje duszpasterską troską Polaków zamieszkałych w Żytomierzu i wszystkich ludzi polskiego pochodzenia, którzy chcą się modlić i rozmawiać po polsku, jednoczy. Podobne spostrzeżenia mają Polacy z Dusseldorfu, którzy podkreślają znaczenie istnienia Polskiej Misji Katolickiej i możliwość uczestniczenia w Mszy św. w języku polskim w budowaniu narodowej jedności na obczyźnie.

Beata Pieczykura/Niedziela

– Bądźmy razem – apeluje dyrektor Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego i zachęca do duchowej jedności przez media, np. przez mosty telekomunikacyjne łączące Jasną Górę z Ameryką, Australią czy Brazylią. Apel Jasnogórski i Mszę św. będą transmitować Telewizja Trwam, Radio Maryja i Radio Jasna Góra. Do północy można wysłać intencje na adres: czuwanie@ chrystusowcy.pl, więcej informacji na stronie: czuwanie.chrystusowcy.pl.

W programie jeszcze

godz. 20.20 – Różaniec w intencji powołań – prowadzi nowicjat Towarzystwa Chrystusowego

21.00 – Apel Jasnogórski – ks. Ryszard Głowacki TChr, przełożony generalny Towarzystwa Chrystusowego

21.30 – Nabożeństwo dziękczynne za odzyskanie niepodległości Polski – parafia pw. św. Ottona (Pyrzyce)

22.15 – „Wy, młode orły polskiego nieba i jutra, umocnijcie się w świadomości swego powołania!" (kard. A. Hlond), modlitwa za polską młodzież żyjącą w kraju i za granicą, parafia pw. św. Michała Archaniola (Dobrzany)

24.00 – Msza św. koncelebrowana przez duszpasterzy polonijnych pod przewodnictwem bp. Stanisława Stefanka TChr

2.00 – Modlitwa za rodziny dotknięte rozłąką emigracyjną – parafia pw. św. Jadwigi (Poznań) wraz z Siostrami Misjonarkami

3.00 – Nabożeństwo Drogi Krzyżowej – w intencji rodzin doświadczonych rozłąką emigracyjną – parafia pw. MB Bolesnej (Chociwel)

4.00 – Zakończenie i błogosławieństwo pielgrzymów – ks. Wiesław Wójcik TChr

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: służba bliźnim najważniejszą drogą do Nieba

2018-10-21 10:39

st (KAI) / Watykan

Do naśladowania Jezusa na drodze służby, „najważniejszej drodze prowadzącej do Nieba” zachęcił Ojciec Święty wiernych w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”. Tradycyjnie papież nawiązał w nim do czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii (Mk 10,35-45), gdzie Pan Jezus koryguje ambicje uczniów pragnących zyskać przy Nim zaszczyty i naucza, że przełożeństwo jest służbą.

Grzegorz Gałązka

Franciszek zaznaczył, że Jakuba i Jana ożywia wielki entuzjazmem dla Jezusa i dla sprawy królestwa Bożego, ale ich oczekiwania i ich gorliwość są skalane duchem tego świata. Dlatego zapowiada im udział w swej męce i prześladowaniach. Pan Jezus zachęca ich do pójścia za Nim i ucznia się drogi miłości „przynoszącej stratę”, zapewniając, że Ojciec niebieski pomyśli o nagrodzie. Ponadto także inni apostołowie nie są wolni od skażenia mentalnością światową. Dlatego Pan mówi: „Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym”.

Na zakończenie swego rozważania papież wskazał, że droga służby jest „najskuteczniejszym antidotum na chorobę poszukiwania pierwszych miejsc, to lekarstwo dla karierowiczów, tego poszukiwania pierwszych miejsc, które zaraża wiele ludzkich sytuacji i nie oszczędza również chrześcijan, ludu Bożego, nawet hierarchii Kościoła”. Zachęcił do przyjęcia tego fragmentu Ewangelii „jako wezwanie do nawrócenia, do świadczenia z odwagą i hojnością Kościoła, który pochyla się do stóp ostatnich, aby im służyć z miłością i prostotą. Niech Najświętsza Maryja Panna, która w pełni i pokornie była posłuszna woli Bożej, pomaga nam w radosnym naśladowaniu Jezusa na drodze służby, najważniejszej drodze prowadzącej do Nieba”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem