Reklama

Joanna od ks. Dolindo

2017-12-20 11:39

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 52/2017, str. 28-32

Hanna Chmielewska/zdjęcie udostępnione przez wydawnictwo Esprit
Joanna Bątkiewicz-Brożek

Z Joanną Bątkiewicz-Brożek – dziennikarką, tłumaczką i autorką książki „Jezu, Ty się tym zajmij! O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda” – rozmawia Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Pierwsza biografia autora modlitwy „Jezu, Ty się tym zajmij!” jest już bestsellerem, ale całkiem niedawno nikt w Polsce nie słyszał o ks. Dolindo. Jak go znalazłaś?

JOANNA BĄTKIEWICZ-BROŻEK: – W 2014 r. przekładałam książkę Antonia Socciego „Caterina. List do córki” i tam znalazłam fragment aktu zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij!”. Przeczytałam tę modlitwę i kilkakrotnie wstawałam od biurka. Świadomość, że to są słowa podyktowane przez Jezusa... Jednak w książce była podana tylko lakoniczna informacja, że słowa te spisał o. Dolindo Ruotolo, mistyk z Neapolu – i nic więcej.
Kiedy znalazłam informację, że to kapłan, do którego odsyłał Ojciec Pio, od razu się zapaliłam: ależ to musiał być gigant!

– Znalazłaś więcej informacji?

– Od razu nie, ale upłynęło mniej więcej półtora miesiąca, gdy w drodze na kolegium redakcyjne intensywnie myślałam o tym, jaki materiał mogę zaproponować. Miałam dziurę w głowie, żadnych pomysłów, ale modlitwa, a właściwie ten jej skrawek, mocno już we mnie pracowała. I wtedy, po raz pierwszy świadomie, postanowiłam sprawdzić, kto to był i napisać o nim artykuł. Sięgnęłam po włoski tekst autobiografii ks. Dolindo i czytałam całą noc. Łzy mi się lały, to było przeżycie intensywne, głębokie. Przygotowując artykuł do „Gościa Niedzielnego”, jednego byłam pewna: Chcę Czytelnikom pokazać tę modlitwę, dlatego nadałam tytuł: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Potem się okazało, że artykuł ukazał się w rocznicę śmierci ks. Dolindo, a więc 19 listopada.

– Pierwszy prezent ks. Dolindo?

– Nie było tak łatwo. W redakcji czekała na mnie „niespodzianka”. Zobaczyłam na ścianie wydruki stron bieżącego numeru i okazało się, że modlitwa zawierzenia zniknęła, a w jej miejscu pojawiła się reklama. Niestety, tak się dzieje wszędzie.
Modlitwę dodaliśmy później w wersji internetowej, ale w wydaniu papierowym tytuł nie miał już za bardzo sensu. Wtedy uderzyłam się mocno w serce i mówię: „Jezu, Ty się tym zajmij teraz”. Miałam tak ogromne pragnienie, aby ta modlitwa dotarła do ludzi...
I On się zajął – dwa dni później, po ukazaniu się numeru, rozdzwonił się telefon. Dzwonił codziennie przez prawie trzy miesiące. Kolejni czytelnicy pytali o ks. Dolindo – byli dosłownie spragnieni jego życia, pytali też o książki. Zainteresowanie było tak duże, że musiałam poprosić panią sekretarkę, aby nie łączyła kolejnych rozmów, bo nie byłam w stanie pracować. I tego samego dnia był jeszcze jeden telefon – z wydawnictwa Esprit, z pytaniem: „Czy napisze pani książkę o ks. Dolindo?”.

– Czyli „zajął się” z rozmachem?

– O, tak. Ale nie zgodziłam się od razu. Wiedziałam, że czeka mnie mnóstwo pracy, a miałam inne zobowiązania. Wreszcie sprawy tak się ułożyły, że poczułam: tak, to jest ten moment.
Najpierw napisałam do Sióstr Franciszkanek Niepokalanej w Neapolu – były zdziwione, że szukam kontaktu i jestem zainteresowana osobą księdza. Szybko okazało się, że żyje bratanica ks. Dolindo – pani Grazia Ruotolo. Dostałam numer telefonu...

– I...?

– ...i nie zadzwoniłam od razu. Z różnych powodów odkładałam i rozmowę, i wyjazd. Ciągle coś stało na przeszkodzie. Wreszcie zadzwoniłam i w słuchawce usłyszałam reakcję, której nikt, absolutnie nikt nie mógłby się spodziewać. Pani Grazia powiedziała: „Nareszcie! Chyba na ciebie czekam!”.

– Umówiłyście się na spotkanie przy grobie ks. Dolindo?

– Tak, jak to powiedziała pani Grazia – „da padre Dolindo”, czyli u o. Dolindo. Spotkałyśmy się przy grobie jej wuja w kościele pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa w Neapolu.

– Trudno tam trafić...

– Tak, opowiedziałam w książce o tej dzielnicy pełnej schodów i wąskich uliczek. Pamiętam do dziś ten kadr: kiedy weszłam, pani Grazia siedziała na krześle z różańcem w ręku, niemal przytulona do płyty nagrobnej wuja. Czekała na mnie elegancka, pięknie umalowana, wyperfumowana, z torebką dopasowaną do koloru butów – urzekająca. I przywitała mnie z taką serdecznością, jak się wita kogoś bardzo bliskiego. Usiadłam obok niej i przez sześć godzin słuchałam o jej wujku.
To było niesamowite! Brakło mi miejsca w dyktafonie, ale to nie miało znaczenia, bo opowieść była niewiarygodna. Już wtedy przepadłam na dobre. Oczywiście, co rusz ktoś podchodził do grobu, przyklękał i pukał głośno w płytę.

– Nie dziwiłaś się?

– Bardzo! To wyglądało na szaleństwo, ale Grazia wyjaśniła, że nie ma w tym nic szalonego, że ludzie tak robią, by wypełnić zapis testamentu księdza: „Kiedy tu przyjdziesz, zapukaj, nawet zza grobu odpowiem: ufaj Bogu!”.
Grazia Ruotolo, ale potem także jedna z sióstr franciszkanek Niepokalanej powiedziały mi, że ks. Dolindo chce, bym go wyciągnęła na światło dzienne. „On cię wybrał” – usłyszałam. „Ależ marne narzędzie!” – pomyślałam, nie do końca rozumiejąc wtedy, o co chodzi. Zresztą, co ciekawe, dokładnie to samo usłyszał w tym czasie ks. Robert Skrzypczak, który bardzo mnie dziś wspiera; sam także kocha ks. Dolindo i propaguje jego kult. Dopiero kolejny z pobytów w Neapolu, gdy siostry nabrały do mnie zaufania, uświadomił mi, że nikt od 1970 r., a więc od śmierci ks. Dolindo, nie dotykał materiałów zgromadzonych w archiwach i pamiątek po nim. Istniała wtedy tylko cieniutka książeczka napisana przez postulatora procesu beatyfikacyjnego ks. Dolindo, a poza nią jedynie materiał źródłowy, pisma, autobiografia, która w sumie ma ponad 4 tys. stron, no i wciąż niespisane rękopisy ks. Dolindo. Nikt, nawet we Włoszech, nie napisał jeszcze książki o kapłanie, który zmarł w opinii świętości, do którego ciągnęły rzesze ludzi, a wielu z nich przysyłał do Neapolu sam Ojciec Pio. Zresztą sama wędrówka śladami księdza była niezwykła.

– Możesz uchylić rąbka tajemnicy?

– Drzwi w klasztorze Sióstr Franciszkanek Niepokalanej otworzyła mi zakonnica – anioł. Nie mogę podać jej imienia, bo o to prosiła, ale dziś widzę, że naprawdę postawili ją na mojej drodze Pan Bóg i ks. Dolindo. Bez niej nic by się nie udało. Ona była aniołem stróżem na etapie zbierania materiałów do książki. Pewnego dnia szłam z nią ulicą w Neapolu, a ona nagle się zatrzymała i powiedziała: „Pamiętaj, że będzie ci trudno, będzie ci bardzo trudno. Przyjdą chwile, gdy będziesz miała ochotę to wszystko rzucić – wtedy zamykaj oczy i mów: Jezu, Ty się tym zajmij. I idź dalej, ks. Dolindo cię poprowadzi”.

– Ks. Robert Skrzypczak opowiada o podobnym przesłaniu: „Kto zajmuje się ks. Dolindo, musi trochę pocierpieć”.

– Tak, bo „dolindo” w dialekcie neapolitańskim znaczy cierpienie. Ksiądz doktor pisze o tym we wstępie do mojej książki. I nie jest to na wyrost. Trudności, które towarzyszyły powstaniu tej publikacji – i te fizyczne, materialne, i te duchowe szczególnie, były ogromne. Nie mogłam usiąść do pracy. Wszystko jakby sprzymierzało się przeciwko mnie – w życiu domowym i zawodowym. Miałam wrażenie, że toczy się walka na pograniczu świata duchowego. Mój wydawca w czasie jednego z moich pobytów w Neapolu miał przez cały czas 40 stopni gorączki. Mogłaby powstać osobna książka o tym, co się działo przy powstawaniu biografii ks. Dolindo.
Modliło się za mnie wielu ludzi. Zamawialiśmy co rusz Msze św., dwa zgromadzenia zakonne modliły się non stop, gigantycznym wparciem było wydawnictwo – oni mnie omadlali codziennie! A ja codziennie rozmawiałam z ks. Dolindo: jeśli chcesz tej książki, pomóż, Ty pisz. I wtedy szło jak burza. Przyszedł też moment, kiedy chciałam to rzucić. I powtarzałam: „Jezu, Ty się tym zajmij!”. Byłam bardzo zmęczona, termin był przekroczony, a ja nie mogłam dokończyć pracy. Ale dziś, kiedy otrzymuję setki listów o cudach, które dzieją się w życiu czytelników tej książki, dziękuję Bogu za wylane łzy i trudności. Pan Bóg posłużył się mną jak narzędziem – i to jedyna moja rola w tym dziele. Było potrzebne pokazanie życia ks. Dolindo, wszystkich trudności, zwłaszcza w kapłaństwie, których doświadczył.

– Coraz częściej mówi się o kryzysie kapłaństwa, o braku wierności, który rodzi się z zanikającej świadomości tego, kim jest, w oczach Chrystusa, Jego kapłan. Gdy się przeczyta o tym, jak ks. Dolindo z pokorą walczył o swoje kapłaństwo, chce się wciskać tę książkę do rąk wszystkim znajomym księżom.

– Dzwonił do mnie duszpasterz akademicki z lat studenckich i powiedział: „Słuchaj, już piąty egzemplarz dostałem!”. Jest w Polsce ruch osób, które kupują tę książkę i podarowują ją kapłanom, a potem oni sobie nawzajem – bardzo mnie to cieszy. Ks. Dolindo mógłby być patronem kapłanów. Świadectwo jego życia wytrąca nam z rąk wszystkie argumenty. To szczególnie ważne, kiedy coraz częściej słychać o odejściach od kapłaństwa, o zniechęceniu... Ks. Dolindo pokazuje, że z Bogiem wszystko da się przetrzymać. Pokora heroiczna – on nawet przed wrogami klękał i to on ich prosił o wybaczenie – zwłaszcza wtedy, gdy na prawie 20 lat zawieszono go w czynnościach kapłańskich, a on chodził w sutannie, codziennie do Komunii św., za ludźmi... nie wygłaszał manifestów, milczał. Mówił, że „Kościół to Jezus” – kochał go bezgranicznie i nigdy nie pozwolił powiedzieć o Kościele złego słowa, krytykować. Kto by to dzisiaj wytrzymał? Ks. Dolindo kochał kapłanów. Mówił, że gdybyśmy wiedzieli, kim są dla nas kapłani, nie odstępowalibyśmy ich na krok. A w czasie Eucharystii powinniśmy w chwili konsekracji wstrzymywać oddech z wrażenia, tak wielkie rzeczy dzieją się wtedy w niebie. Chrystus oddaje życie na każdym ołtarzu świata. Przez ręce kapłanów... To jest wielka tajemnica.

– Jeszcze nie jest ogłoszony świętym, ale wydaje się, że w jakiś szczególny sposób dba o kapłanów...

– Tak, on już im pomaga z nieba. Byłam niedawno na północy Polski, by opowiadać o ks. Dolindo. Po wejściu do kościoła zobaczyłam gigantyczny krucyfiks – piękny, potężny i bardzo wymowny. Ksiądz, który mnie zaprosił do swojej parafii, wyznał, że ustawiono go niedawno, a stało się to dzięki ks. Dolindo. I zaczęła się opowieść... Kapłan, który był na krawędzi, w depresji, przeczytał książkę o ks. Dolindo i w ciągu jednej nocy całkowicie się zmienił. I żeby była jasność: to nie mój tekst dokonał tej rewolucji, a Bóg przez ks. Dolindo, który dorwał się do serca tego kapłana i uratował jego kapłaństwo. Ludzie, z którymi rozmawiałam później w tej parafii, opowiadali, że wydarzył się cud. Ich ksiądz jest szczęśliwy, uśmiechnięty i wciąż im opowiada o ks. Dolindo!

– I dlatego ten wielki krzyż...

– Tak, to wielki znak dziękczynienia za odnowienie, za przemianę, za nowe życie. Takich historii jest bardzo dużo. Kiedy opowiedziałam je biskupowi Neapolu, w jego oczach dostrzegłam błysk. Od razu poprosił o dołączenie tych świadectw do materiałów procesu beatyfikacyjnego ks. Dolindo.

– Wracając jeszcze do przyjaciół ks. Dolindo w Neapolu – czy rozmawiałaś ze świadkami jego życia?

– Rozmawiałam, właśnie te rozmowy sprawiły, że zaczęło do mnie docierać, kto stanął na mojej drodze. Jego przyjaciele, duchowe córki – płakali, gdy mi o nim opowiadali.
Przejmujące było spotkanie z prof. Umbertem Cervo. To prawie 90-letni staruszek ze schorowaną nogą, porusza się o lasce. Pokazał mi różaniec, krzyż ks. Dolindo i modlitwę, którą ksiądz napisał specjalnie dla nich. Poprosił mnie, bym ją odczytała. Czytałam, a on stał wyprostowany, podparty na lasce i płakał gorącymi łzami wzruszenia. A ja płakałam z nim... Dla tych ludzi ks. Dolindo wciąż żyje, jest kimś stale obecnym. Oni go nie tylko wspominają – oni żyją jego obecnością, poradami, modlitwami. Wiedzą, widzą, jak im na co dzień pomaga.

– Gdyby zrobić konkurs na użycie aktów strzelistych, to od jakiegoś czasu „Jezu, Ty się tym zajmij!” pobija „Jezu, ufam Tobie”. To, oczywiście, żart, ale każdy, kto zetknął się z aktem zawierzenia ks. Dolindo, od razu widzi powiązanie tych dwóch próśb i niezwykłą kontynuację: pójście w głąb, w bezpośrednie, jakby mniej oficjalne, zwracanie się do Jezusa...

– Moja 10-letnia córka znalazła most: „Jezu, ufam Tobie”, więc „Ty się tym zajmij”.

– Wspaniale! Ale czy tak stawiana prośba nie popycha nas w bierność? Jezu, Ty się tym zajmij, a więc czekam na obiad?

– Absolutnie nie. Po pierwsze – Jezus działa na różne sposoby, stawia na naszej drodze i ludzi, i rozwiązania – trzeba się wsłuchiwać. Poza tym chodzi też o sytuacje graniczne, w których ludzka siła nic nie może poradzić. I wtedy mówimy: Ufam Ci, a więc Ty mnie prowadź. Gdy już po ludzku nic nie da się zrobić, On chce, byśmy uderzyli się pięścią w serce i powiedzieli: Zajmij się tym. Zajmij, bo nie daję rady, przecież to widzisz... Nie chodzi o nieśmiałe, pobożne westchnienie. Chodzi o odważną, może zdesperowaną, prośbę do wszechmocnego Przyjaciela. To musi wyjść z serca. Jezus o to prosi w tym akcie.

– Ale wielu pisze: „Modliłem się i nic”.

– Halo, Pan Bóg to nie jest automat, że wrzucasz monetę i wychodzi coca-cola.
Nic z tych rzeczy. Wielu z nas ma gotową receptę, dyktujemy Panu Bogu, jak mają się zakończyć nasze sprawy. Nie o to tu chodzi. Bóg widzi nasze życie z lotu ptaka. Ufaj Mu, nawet jeśli coś się nadal wali. Zresztą w akcie zawierzenia Jezus mówi o tym, że jeśli sprawy będą się komplikowały, wtedy tym głośniej i częściej powtarzaj: „Jezu, Ty się tym zajmij!”, nie rezygnuj, trzymaj kurs. Jeśli ktoś mówi, że nie działa, to znaczy, że nie pomodlił się według – jak ja to nazywam – „instrukcji” Jezusa.

– Ks. Dolindo jest sługą Bożym. Kiedy możemy się spodziewać jego beatyfikacji?

– Proces został zakończony na poziomie diecezji Neapolu, akta trafiły przed kilku laty do Watykanu. Pierwszy postulator procesu zmarł, drugi – franciszkanin Niepokalanej – jest zawieszony. Na Kongregację Braci Franciszkanów Niepokalanej we Włoszech Stolica Apostolska nałożyła zarząd komisaryczny z powodu ujawnionych tam wielu nieprawidłowości. Akta procesu ks. Dolindo są w rękach tego zgromadzenia i do tej pory wydawało się, że proces utknął w martwym punkcie. Ale na szczęście jest Polska!

– My, Polacy, mamy jakiś wpływ na przebieg procesu ks. Dolindo?

– Mówię to ze wzruszeniem – to najnowsza wieść: proces beatyfikacyjny, głównie dzięki Polakom, przyspieszy! Napływ pielgrzymów, właśnie z Polski, jest tak duży, że nie można już czekać. Jestem teraz często w Neapolu i sama to widzę. Polacy pokochali ks. Dolindo! Podjeżdżają tam całe autokary pielgrzymów! Stąd więc sprawą zainteresowały się władze kościelne w 47. rocznicę śmierci ks. Dolindo, a więc w tym roku, arcybiskup Neapolu ogłosił, że kard. Crescenzio Sepe zwraca się z oficjalną prośbą do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o przyspieszenie sprawy. Jestem przeszczęśliwa! Zresztą ks. Dolindo sam mówił, że przyjdzie czas, gdy zostanie całkowicie zrehabilitowany, ale będzie to wtedy, gdy ludzie będą mieć Pismo Święte w domu i gdy zatriumfuje Niepokalane Serce Maryi.

– Znając ks. Dolindo, dzięki Twojej książce, możemy mieć pewność, że wciąż powtarza: „Jezu, Ty się tym zajmij!”.

– Tak, i oddaje się Bogu do pełnej dyspozycji. Ale i czeka na nasze modlitwy – on jest niezwykle skutecznym orędownikiem w Niebie – zgadzając się, jak zawsze ufnie, na chwilowe niepowodzenia.

Tagi:
o. Dolindo

Wierny Bogu i Kościołowi

2018-07-31 09:42

Halina Bartosiak

Jeśli mówicie mi naprawdę: bądź wola Twoja, co znaczy to samo, co Ty się tym zajmij, działam z całą wszechmocą i rozwiązuję najtrudniejsze sytuacje. Fragment jest częścią modlitwy, którą Jezus podyktował ojcu Dolindo Routolo w roku 1940. O tym jak jest ona skuteczna, może się przekonać każdy z nas.

www;.dolindo.org
O. Dolindo

Trudne dzieciństwo

O. Dolindo, włoski zakonnik i mistyk, tercjarz franciszkański był oskarżony o herezje i prześladowany z powodu nowatorskich poglądów. Jego droga życiowa była naznaczona krzyżem. Już samo imię Dolindo oznacza cierpienie. Nadał mu je ojciec Rafael Ruotolo, człowiek surowy i despotyczny, traktujący syna najgorzej ze swoich 10 dzieci. Dolindo wiele przecierpiał w życiu. W dzieciństwie przeszedł dwie operacje oraz poznał smak biedy. Ojciec, profesor matematyki, nieźle zarabiał, ale inwestował pieniądze w kupno nieruchomości. W rodzinie Routolów żyło się więc bardzo skromnie. Matka zajmowała się wychowywaniem dzieci; była osobą głęboko wierzącą, codziennie uczestniczyła we Mszy św. W ich domu panowała surowa dyscyplina. Ojciec wobec dzieci był okrutny. Bił Dolindo za drobne przewinienia, nawet kiedy rany po przebytych operacjach jeszcze się nie zagoiły. W autobiografii przyszły zakonnik napisał: ,,Moje dzieciństwo było surowe. Nie byłem dzieckiem, a troglodytą”. Już w wieku kilku lat pragnie zostać księdzem. Edukację szkolną rozpoczyna w wieku 11 lat. Nauka w gimnazjum jest dla niego pasmem udręk między innymi z powodu ubrania. W poplamionej starej marynarce i spodnich o kilka numerów za dużych staje się obiektem drwin ze strony kolegów. Mimo wielu starań, Dolindo osiąga słabe postępy w nauce i trzykrotnie powtarza I klasę. Marzy jednak o tym, by ukończyć szkołę i zostać kapłanem.

W wieku 14 lat wraz ze starszym bratem Elią przenosi się do Szkoły Apostolskiej Księży Misjonarzy. Tu okazuje się, że ma poważne problemy w nauce. Podczas odmawiania Różańca prosi Matkę Bożą, by mu pomogła zrealizować marzenie o kapłaństwie. Podmuch wiatru spowodował, że obrazek Matki Bożej oparty o książkę, przylepia się do jego czoła. Ten drobny incydent zaważy na dalszym jego życiu. Odtąd aktywnie uczestniczy w lekcjach i ku zdziwieniu nauczycieli pisze rozprawy z filozofii, poematy i dramat o Bożym Narodzeniu. To ,,cudowne” oświecenie umysłu wywołuje zazdrość kolegów, którzy mu dokuczają i skarżą. Dolindo - zgodnie z tym, co mu powiedział ojciec - nigdy się nie tłumaczy, nie osądza i nie usprawiedliwia.

1 czerwca 1901 r. Dolindo składa śluby we Wspólnocie Misjonarzy - ślub ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i wytrwałości w zgromadzeniu z obowiązkiem ewangelizowania ubogich na misjach. Na misje jednak nigdy nie pojedzie, bo nie otrzyma zgody przełożonego. Następnie rozpoczyna studia. Dużo czasu spędza w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem, prosząc o pomoc z góry. Po ukończeniu studiów, 24 czerwca 1905 r. otrzymuje święcenia kapłańskie. Jest bardzo szczęśliwy i prosi wszystkich o modlitwę.

Droga kapłańska i pierwsze kłopoty

O. Dolindo zostaje wykładowcą śpiewu gregoriańskiego oraz opiekunem kleryków w Szkole Apostolskiej. On, który miał ogromne problemy w szkole, teraz uczy geografii, historii, greki i arytmetyki. Jest lubiany, błyskotliwy i energiczny, ma nawet szansę zostać biskupem. Komponuje utwory muzyczne. Jednak wszystko odwraca się w jednej chwili. Koledzy z zazdrością patrzą na jego sukcesy i oskarżają go, że bardziej poświęca się muzyce niż kapłaństwu. O. Dolindo otrzymuje zakaz pisania nut i nakaz opuszczenia Neapolu. Wraz z ks. Andrea Volpe wyjeżdża do Taranto, gdzie zostaje opiekunem kleryków w seminarium duchownym. I tu przeżywa nowe kłopoty. Jest poniżany przez swojego przełożonego ks. Andrea, które m.in. zakazuje mu wygłaszania słynnych kazań o raju i przydziela mu obowiązek mycia podłóg, toalet i korytarzy. Dolindo znosi te upokorzenia i modli się za ks. Andrea. Pojawiają się też problemy z klerykami; jeden z nich rzuca się na niego z pięściami. Zdenerwowany o. Ruotolo wygłasza odważne przemówienie, z powodu którego rektor przenosi go do Molfetty. Tam dokonuje reformy seminarium. Ponadto odwiedza więźniów, głosi piękne kazania, które przyciągają rzesze wiernych. W czasie wakacji przyjeżdża do rodzinnego Neapolu i przez o. Andrea Volpe zostaje uwikłany w sprawę Serafiny, pielęgniarki z Sycylii, która twierdzi, że rozmawia z Panem Jezusem. Sprawą ,,widzącej” zajmą się media. Artykuł o wcieleniu Ducha Świętego w małego chłopca wzbudzi sensację i narazi o. Dolindo na kłopoty. Serafinę bada Święte Oficjum, które po przesłuchaniu kobiety stwierdza, że jej widzenia nie mają charakteru nadprzyrodzonego, a jej spowiednik - o. Dolindo - zostaje oskarżony, że wspiera ,,widzącą” w głoszeniu herezji. Za karę zostaje zawieszony w obowiązku odprawiania Mszy św., co przyjmuje z wielkim bólem. Ponadto otrzymuje nakaz stawienia się przed Święte Oficjum w Rzymie. Po długich i uciążliwych przesłuchaniach zakaz odprawiana Mszy św. i sprawowania sakramentów zostaje utrzymany w mocy. Co więcej, Święte Oficjum nakazuje wydalić go ze Wspólnoty Misjonarzy. W związku z tym o. Ruotolo przenosi się do domu rodzinnego w Neapolu, gdzie jest źle traktowany przez rodzeństwo i matkę, która sądząc, że jest opętany, sprowadza do domu egzorcystę. Kapłan egzorcysta jest zbudowany pokorą i duchowością zakonnika.

Duchowy przełom

W 1910 r. o. Dolindo składa akt dobrowolnego i całkowitego poddania się Jezusowi w celu zadośćuczynienia za świętokradztwa kapłanów w czasie celebrowania Eucharystii. W tym samym roku Święte Oficjum znosi dwuletni zakaz odprawiania Mszy św., co zakonnik przyjmuje z wielką radością. Jego duchowość pogłębia się dzięki lokucjom wewnętrznym. Rozmawia z Panem Jezusem, a w święto Zwiastowania NMP w 1911 r. przychodzi do niego Matka Boża. Oczywiście, nikomu o tym nie mówi, jedynie spowiednikowi o. Fabozzi powierza tajemnice swojego serca. Kiedy sam spowiada, w konfesjonale lśni jego biała szata. W tym czasie notuje się ogromną falę nawróceń, co po latach oceniono jako efekt ,,demonicznego działania złego ducha”.

W 1912 r. o. Dolindo powraca do rodzinnego miasta Neapolu, gdzie przeżywa nowe kłopoty. Papież Pius X powiadomiony przez jego rodzonego brata ks. Elię zakazuje mu odprawiania Mszy św. bez wynagrodzenia. O. Dolindo angażuje się w pracę apostolską, odwiedza chorych w szpitalach, spowiada i pociesza; ewangelizuje też na ulicach, chodzi wieczorami po ciemnych zaułkach i rozdaje karteczki z zapisanymi naukami - tzw. ,,imaginette”. Modli się o to, by trafiły do właściwych osób. Napisał ich ponad 220 tysięcy. Jego uczniowie proszą, by spisywał swoje homilie. W ten sposób powstaje ,,Doktryna wiary” oraz zbiór komentarzy do Ewangelii ,,Życie Pana Jezusa Chrystusa”. Każda z nich liczy 500 do 900 stron. Z uzyskanych funduszy pokrywa koszty druku, resztę pieniędzy rozdaje biednym. Ślubował ubóstwo i tej idei był wierny do końca życia. Wokół niego gromadzi się grupa młodych kobiet, które z uwagą słuchają nauk swego nauczyciela i podejmują pracę apostolską na ulicach. Jego dzieckiem duchowym jest Salvatore, który idąc za głosem powołania zostanie kapłanem.

Zdrada, bezradność i ciemność

Tymczasem nad jego osobą zbierają sie ciemne chmury. Spowiednik o. Domenico Fabozzi łamie tajemnicę spowiedzi i zaczyna publicznie mówić o lokucjach wewnętrznych swojego penitenta i donosi o tym Świętemu Oficjum. Dolindo silnie przeżywa tę zdradę; zawiódł się na kapłanie, któremu bezgranicznie ufał. Ojciec Domenico wręcza papieżowi Benedyktowi XV notatki, które przekazała jedna z jego córek duchowych. Ojciec Dolindo zostaje ponownie wezwany na przesłuchania przez Święte Oficjum. Jest zaszokowany postawionymi mu zarzutami, m.in. że wyświęcał i konsekrował córki duchowe na kapłanki. W czasie, gdy trwa proces, zakazano mu nie tylko sprawowania Eucharystii, ale nawet przyjmowania Pana Jezusa w Komunii św., co było dla niego największym ciosem. ,,Stał przed tabernakulum i płakał” - mówiła po latach jego kuzynka Grazia. Przebywając kilka tygodni w więzieniu dla kapłanów apostołuje, podtrzymując ich na duchu.

O. Ruotolo przeżywa chwile ciemności i zwątpienia. Jest silnie kuszony przez złego ducha. Co gorsza, czasami nie może się modlić. W liście do matki pisze, że toczy walkę wewnętrzną. Demon dokucza mu, mówiąc: ,,Jesteś sam, opuszczony. Nikt się Tobą nie zajmuje, ani wśród ludzi, ani w niebie. Czemu jeszcze ufasz?”. Powiernikiem jego serca jest spowiednik o. Agostino. Tylko jemu mówi o toczonej walce, o lokucjach wewnętrznych i spotkaniach z Matką Bożą, którą nazywa ,,Mamusią”. Duchowny rozumie jego sytuację, dopatruje się w tym dzieła Bożego i zleca mu spisanie autobiografii. Bolesnym przeżyciem jest dla ojca Ruotolo wiadomość, że to dwie córki duchowe go zdradziły. Nie czuje jednak do nich urazy. Kiedy przybywa w Neapolu, odwiedza je, klęka przed nimi, przeprasza i prosi o przebaczenie. Zaszokowane dziewczęta nawracają się i chcąc zrehabilitować się, podejmują ewangelizację na ulicy.

Ogromnym przeżyciem i umocnieniem było spotkanie z o. Pio. Słynny włoski kapucyn i stygmatyk posądzony o ,,udawanie świętości” i wywoływanie sensacji wokół siebie też staje przed Świętym Oficjum. O. Pio od razu odkrywa duchowość i pokorę ks. Ruotolo. Kiedy później neapolitańczycy przyjeżdżali do San Giovani Rotondo, odsyłał ich mówiąc: „W trudnych sprawach idźcie do ojca Dolindo” i wręczał im akt zawierzenia.

Radość, łzy i szczęście

W 1921 r. o. Ruotolo zostaje oczyszczony ze wszystkich zarzutów, ale nadal ma zakaz sprawowania funkcji kapłańskich. Ostatecznie został zrehabilitowany dopiero w 1937 r. Z wielką radością biegnie do kościoła, aby odprawić Mszę św. ,,Czułem obecność Matki Bożej. Płacz mnie dusił” - napisał w autobiografii. Jego pobożność i skupienie podczas sprawowania kolejnych Mszy św. robiła ogromne wrażenie na wiernych. ,,Czuliśmy obecność Jezusa i zapach lilii” - mówili świadkowie. Poważnie traktował misję kapłanów: „Niech Eucharystia będzie szczytem waszych pragnień, waszych religijnych praktyk. Nie ma dla was piękniejszego apostolatu niż Msza św. odprawiona dobrze i święcie”. Natomiast Różaniec uważał za potężną broń przeciwko szatanowi.

O. Dolindo przewidział upadek komunizmu, zapoczątkowanego przez Polskę oraz wybór ,,nowego Jana”, utożsamianego z Janem Pawłem II. „Polska uwolni świat od najstraszliwszej tyranii komunistycznej. Pojawi się nowy Jan, który w heroicznym marszu rozerwie kajdany”.

Jezu, Ty się tym zajmij

Tę słynną modlitwę podyktował o. Dolindo Jezus, w czasie gdy pisał list do jednej z córek duchowych, Eleny Montelli. Jej przesłanie zawiera się w zupełnym zawierzeniu Bogu, przyjęciu Jego woli i rezygnacji z własnych rozwiązań problemów. W oryginale aktu zawierzenia nie ma żadnych skreśleń, poprawek.

Ogromnym szokiem dla autora było wpisanie jego książek na Indeks Książek Zakazanych. ,,Nie potrafię powstrzymać się od płaczu. Moje książki są zakazane, są potępione” - ubolewał. Przeszkodą w pisaniu były ciągłe upadki na ziemię, potężne hałasy demona, szczególnie wtedy, gdy pisał o Matce Bożej. O. Dolindo nie doczekał się odwołania swoich książek z indeksu. Umierał z bólem w sercu z tego powodu. Przez ostatnie 10 lat swojego życia był w połowie sparaliżowany. Do końca jednak służył wiernym. Zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany w Neapolu. Na jego grobie są zapisane słowa z jego duchowego testamentu: ,,Kiedy przyjdziesz do mojego grobu, zapukaj. Nawet zza grobu odpowiem ci: ufaj Bogu”. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny. Wiele osób przy grobie o. Dolindo wyprasza potrzebne łaski.

Głęboka wiara, pokora i poświęcenie o. Dolindo budzą nasz podziw i szacunek. Zalecając wprowadzenie wieczornej Eucharystii, udzielanie Komunii św. w Wielki Piątek oraz sprawowanie w ciągu dnia więcej niż jednej Mszy św. przez kapłanów, okazał się pionierem w sprawach teologicznych. Wyprzedził o kilkadziesiąt lat postanowienia Soboru Watykańskiego II. Cena, jaką zapłacił za głoszenie radykalnych poglądów, była jednak bardzo wysoka.

Źródło: Joana Bątkiewicz-Brożek, Jezu, Ty się tym zajmij. O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda, Kraków 2017

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. ks. Jerzy uczy nas wiary i odwagi bronienia prawdy

2018-10-20 08:30

Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka/Niedziela
Uroczystości przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki

W sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu odbyły się główne uroczystości upamiętniające 34. rocznicę męczeńskiej śmierci Kapelana „Solidarności”. Koncelebrowanej Mszy św. przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.

Uroczystości rozpoczęło bicie dzwonu „Jerzy”, znajdującego się nieopodal grobu kapłana męczennika. Procesji celebransów do ołtarza towarzyszyła też pieśń beatyfikacyjna „Nie daj się zwyciężyć złu”.

W sprawowanej wieczorem Mszy św. wzięli udział krewni i przyjaciele ks. Popiełuszki, obecne były poczty sztandarowe „Solidarności” z całego kraju, a także przedstawiciele rządu, parlamentu, władz lokalnych i służb mundurowych.

Zobacz zdjęcia: 34. rocznica męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

Metropolita warszawski zachęcał do modlitwy w intencji rychłej kanonizacji bł. ks. Jerzego. W homilii podkreślał, że ks. Popiełuszko potrafił gromadzić na Mszach w intencji ojczyzny ludzi różnych poglądów. Jego życzeniem było, by ta jedność eucharystyczna przenosiła się na codzienne działania.

– Męczennicy uczą nas przede wszystkim głębokiej wiary, że ojczyzna nasza jest w niebie. W tej perspektywie podwójnego zameldowania: ziemskiego przez narodzenie i przez chrzest do ojczyzny niebieskiej, ks. Jerzy Popiełuszko uczy nas głębokiej wiary, że Bóg w życiu człowieka jest na miejscu pierwszym. Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystkie nasze decyzje i postanowienia są na właściwym. Męczennicy uczą nas wreszcie odwagi, by człowiek nie zamilknął, gdy trzeba mówić prawdę i gdy trzeba prawdy bronić – powiedział kard. Nycz.

Kaznodzieja wskazał, że podczas Mszy za ojczyznę sprawą najważniejszą była dla ks. Jerzego właśnie Eucharystia. Metropolita warszawski podkreślił, że wciąż należy pamiętać, iż Mszy św. należy się godność i szacunek, tak, by nigdy nie była wykorzystywana do jakichkolwiek pozaeuchrystycznych celów.

- Pełniąc misję jednania Kościół musi być dla wszystkich. Nie może być ani Kościołem państwowym ani Kościołem związanym z jedną stroną sceny politycznej czy społecznej – mówił metropolita warszawski, podkreślając, że Kościół jest dla zbawienia wszystkich i taki musi być, jeśli chce spełnić swoją misję.

Hierarcha przypomniał, że już pierwsi chrześcijanie gromadzili się w katakumbach przy grobach męczenników, gdzie sprawowali Eucharystie. Zaznaczył, że męczennicy uczą nas głębokiej wiary, tego, że nasza ojczyzna jest w niebie, a także tego, że Bóg zawsze powinien być na pierwszym miejscu.

Metropolita warszawski wyraził radość z ustanowienia przez parlament dnia 19 października dniem pamięci duchownych niezłomnych.

Po Mszy św. odmówiono litanię do bł. ks. Jerzego. Była także możliwość ucałowania jego relikwii. Przed kościołem delegacje złożyły wieńce na grobie męczennika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Święcenia diakonatu u pallotynów

2018-10-20 17:36

Kl. Michał Jaworowski SAC

Trzech wiecznych profesów Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego: Jarosław Drahan SAC, Dominik Gaładyk SAC i Szymon Pakuła SAC otrzymało święcenia w stopniu diakonatu.

Liturgia święceń miała miejsce 20 października 2018 r. o godz. 11.30 w kościele seminaryjno-parafialnym p.w. Najświętszej Maryi Królowej Apostołów w Ołtarzewie. Szafarzem sakramentu był J.E. ks. bp Rafał Markowski, sufragan archidiecezji warszawskiej.

Liturgia święceń rozpoczęła się o godzinie 1130. Jako pierwszy zabrał głos Ks. Mirosław Mejzner SAC, rektor Wyższego Seminarium Duchownego Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. Zaczął od nawiązania do liczby trzech mających być wyświęconymi diakonów, wskazując na liczbę Osób Boskich w Trójcy. Stwierdził, że to jeden z najważniejszych dni w ich dotychczasowym życiu. Następnie uroczyście powitał biskupa Markowskiego, dziękując mu za przybycie w tym tak ważnym dla naszego seminarium momencie świętowania jego stulecia. Potem powitał obecnych na liturgii Prowincjałów: ks. Adriana Galbasa SAC, Wyższego Przełożonego Prowincji Zwiastowania Pańskiego, oraz ks. Waldemara Pawlika SAC, wiceprowincjała Prowincji Chrystusa Króla, którzy przybyli na dzisiejszą uroczystość ze spotkania wyższych przełożonych Stowarzyszenia, które odbyło się w Kigali, w Rwandzie, skąd przynoszą nam nowy zapał misyjny. Dalej, Ksiądz Rektor przeszedł do witania i wyrażania wdzięczności rodzicom, krewnym i znajomym naszych trzech wyświęcanych (specjalnie zwrócił się w języku ukraińskim do rodziny Jarosława). Podziękował szczególnie rodzicom za dar życia i wychowania oraz przykładu służby danego ich synom. Później zwrócił się do samych przyszłych diakonów, życząc im, aby służyli Bogu, prowadząc doń ludzi na „trójpasmowej” drodze wiary, nadziei i miłości, a także, aby duch służby wzrastał w nich przez całe życie, tak, aby byli na wzór Chrystusa. Na sam koniec oficjalnie poprosił Biskupa o przewodniczenie liturgii oraz o udzielenie naszym trzem współbraciom sakramentu święceń w stopniu diakonatu.

Przed homilią ks. Krzysztof Wernicki SAC, prefekt alumnów, przedstawił Biskupowi kandydatów do święceń w stopniu diakonatu.

Homilię głosił sam Ksiądz Biskup. Rozpoczął nawiązując do fragmentu z Ewangelii, w którym Jezus posyła swych uczniów, aby szli głosić Królestwo Boże, bez zbędnych obciążeń, niosąc dar pokoju i uzdrowienia; a mówił do nich te słowa w kontekście odbywanej przez Siebie podróży do Jerozolimy, w której miał oddać za nas życie.

Następnie Biskup ukazał nam Wieczernik jako miejsce szczególnie intymnej rozmowy Jezusa z uczniami, gdzie też dał im Nowe Przykazanie, zapowiedział zdradę Judasza i zaparcie się Piotra, ale również ustanowił sakramenty Eucharystii, która jest największym możliwym zjednoczeniem z Bogiem, oraz Kapłaństwa; tam też nazwał uczniów swoimi przyjaciółmi. Również w tym miejscu wykonał gest umycia nóg uczniom, co było Jego odpowiedzią na ich spory o to, który z nich jest największy; w ten sposób Jezus zestawił swój Boski Majestat z pokorną, poniżającą, niewolniczą służbą.

Zwracając się do samych mających zaraz przyjąć święcenia, zwrócił uwagę na to, że w tym sakramencie otrzymują największą władzę: władzę nad ludzkimi duszami. Dlatego nie mogą się jej sprzeniewierzyć, lecz mają prowadzić innych ludzi do zbawienia. Godność, jaką otrzymują, nie może prowokować ich do wywyższania się nad braci i siostry, lecz mają wzorem Chrystusa czynić tę władzę służbą, oddając swe życie aż do końca, dzień po dniu. Jedynym motywem ma być Chrystus, Jego miłość i łaska. Jest to więc wielka odpowiedzialność za prowadzenie ludzi do życia wiecznego. Na koniec zapewnił ich o modlitwie do Dobrego Boga, aby ta służba pozwoliła im uświęcić swoje własne dusze i okazała się błogosławieństwem dla ich braci i sióstr.

Po homilii miał miejsce obrzęd święceń. Kandydaci przyrzekli życie w celibacie i posłuszeństwo swoim przełożonym. Podczas śpiewu Litanii do wszystkich świętych, kandydaci leżeli krzyżem na znak najgłębszego uniżenia przed Bogiem. Następnie biskup wypowiedział modlitwę i przedstawieni do święceń podchodzili do Biskupa, aby ten nałożył na nich ręce. Obrzędami wyjaśniającymi było przyjęcie Księgi Ewangeliarza oraz stroju – dalmatyki, a także przyjęcie znaku pokoju od Celebransa. 

Na zakończenie liturgii zabrał jeszcze głos Ksiądz Prowincjał Adrian Galbas SAC. Złożył on w imieniu obu polskich prowincji podziękowania: Najpierw Bogu, za to, że w Jezusie Chrystusie stał się pierwszym „diakonem”, przyjmując postać sługi; zajmuje ostatnie mioejsce, podczas gdy wszyscy inni próbują zabiegają o pierwsze; oddał się nam całkowicie aż do ofiary z samego Siebie, czyniąc swe życie najlepszą katechezą o służbie, a teraz złożył to samo pragnienie służby na Jego wzór w serca tych trzech diakonów. Następnie podziękował bpowi Rafałowi za obecność, wygłoszone słowo i udzielenie sakramentu święceń. Nawiązując do jego zawołania biskupiego Jezu, ufam Tobie wskazał, że jest to modlitwa sługi, kogoś, kto jest mniejszy, i życzył, aby ta modlitwa dalej wyznaczała rytm życia i posługi Księdza Biskupa. Potem złożył podziękowania tym wszystkim, którzy pomogli naszym diakonom dojrzeć do kapłaństwa, przede wszystkim rodzicom: za ich dojrzałą miłość, za to, że pozwolili swoim synom na obranie tej drogi, za dany im przykład poświęcenia, ofiary, służby. Poprosił też o modlitwę za naszych diakonów i o nowe powołania.

Do samych zaś diakonów zwrócił się, mówiąc, że, choć diakonat to tylko etap przed prezbiteratem, to jednak mają oni być w duchu diakonami aż do śmierci, by, jak mówił papież Benedykt XVI, ów diakonat pozostał nieodwołalnie w ich kapłaństwie. Życzył im też pokory, aby umieli schylić się przed potrzebującymi, aby im obmyć nogi, zamiast zmuszać ich, aby umywali ich nogi. Ponieważ dziś kler jest krytykowany m.in. za nieokiełznaną żądzę władzy, lekarstwem na to jest jedynie pokorna służba. Z kolei nawiązując do gestu opasania stułą życzył im, aby dali się Bogu poprowadzić tam, gdzie niekoniecznie chcieliby iść sami; wyraził też życzenie, aby samo ich życie było Dobrą Nowiną, którą będą nieśli innym. Zwrócił uwagę, że w tej misji wspomaga ich modlitwą całe niebo, a zwłaszcza Maryja; powiedział też, że do ich modlitwy dołącza własną i Stowarzyszenia, obiecując jej szczerość i stałość.

Posługę muzyczną zapewniły następujące zespoły: Chór seminaryjno-parafialny Cantus firmus oraz Schola Gregoriana – pod dyrekcją ks. dr. Dariusza Smolarka SAC, wykładowcy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz pallotyńskiego seminarium.

Cała uroczystość była transmitowana za pośrednictwem radia Pallotti.FM.

Akolici przedstawieni do święceń w stopniu diakonatu przygotowywali się do tego wydarzenia poprzez formację pallotyńską. Przebiegała ona poprzez postulat, nowicjat i trwa w seminarium w Ołtarzewie. Bezpośrednim przygotowaniem były rekolekcje, które poprowadził ks. Bogusław Bogdan SAC, ojciec duchowny ołtarzewskiego seminarium.

Diakoni, po obronie prac dyplomowych, udadzą się na praktyki duszpasterskie do pallotyńskich parafii. Na początku maja zostaną przedstawieni biskupowi jako kandydaci do święceń prezbiteratu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem