Reklama

Virtuti Militari w czasach pokoju

2017-12-13 11:06

Leszek Cichobłaziński
Niedziela Ogólnopolska 51/2017, str. 42-43

Oleg Doroshin/fotolia.com

Na temat konieczności posiadania armii, choć przecież wydawane na nią pieniądze można przeznaczyć na lepsze cele: oświatę, ochronę zdrowia, kulturę itp., napisano i powiedziano już wiele. Można przytoczyć znane maksymy, np. wywodzącą się ze starożytnego Rzymu: „Si vis pacem, para bellum” (Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny), albo nowszą – „Każde społeczeństwo utrzymuje armię. Jedno własną, inne cudzą”. Rachunek wskazuje, że utrzymywanie własnej armii jest tańsze

Obie maksymy wskazują, że lepiej mieć armię – i to w miarę dobrą – niż jej nie mieć. Są to argumenty racjonalne, żeby nie powiedzieć: pragmatyczne. Ale czy tylko do tego można się ograniczyć?

Cnoty heroiczne

Gdyby tak było, to – jak mawiają niektórzy postmoderniści – cnoty heroiczne: odwaga, gotowość do poświęceń na rzecz wspólnoty, wierność – powinny odejść do lamusa, ponieważ we współczesnej Europie nie ma zagrożeń militarnych. Dzisiaj należy akcentować przede wszystkim cnoty służące rozwojowi ekonomicznemu: pracowitość, oszczędność itp., tak jakby te 2 rodzaje cnót wzajemnie się wykluczały. A przecież się nie wykluczają.

Czy jednak czyn zbrojny nie jest już nikomu potrzebny? Oby nie był, ale do tego właśnie potrzebne jest wojsko – jego istnienie samo w sobie jest czynem zbrojnym społeczeństwa, któremu służy, a które je utrzymuje wielkim wysiłkiem. W okresie międzywojennym Polska wydawała na armię ok. 1/3 swojego budżetu. Dzisiaj – relatywnie więcej niż bogatsze państwa Europy Zachodniej. Czy są to pieniądze wyrzucone w błoto, skoro mimo wojny na Ukrainie nikt nie wierzy, aby wielki brat zadarł z NATO, do którego Polska należy?

Reklama

Tak czy inaczej, takie stawianie kwestii sprawia, że na utrzymanie armii patrzy się z perspektywy ekonomicznej, czyli kosztów. Czy opłaca się mieć armię? Takie podejście połączone z uzawodowieniem armii sprawia, że bycie żołnierzem staje się zawodem jak każdy inny. Obywatel płaci podatki i więcej go wojsko nie interesuje. Pewnie by zapomniał o jego istnieniu, gdyby nie defilada raz w roku. Podobnie do sprawy podchodzą wojskowi. Po pracy, poza jednostką, zdejmują mundur i w zasadzie przechodzą do cywila – do następnego dnia. Dziś trudno jest spotkać na ulicy wojskowego w mundurze.

Wojsko i społeczeństwo

Więź wojska ze społeczeństwem powinna być jednak dużo silniejsza. Można wskazać nawet na potrzebę ducha wojskowego w społeczeństwie. Żeby wyjaśnić tę kwestię, należy odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: Czym jest państwo, którego wojsko jest bardzo istotnym elementem? Państwo jest emanacją woli zbiorowej społeczeństwa, ale państwo powinno także mieć przywódców, którzy swą wolą wytyczają kierunki rozwoju, potrafią kierować zbiorowym wysiłkiem dla dobra wspólnego.

Jeden z wybitnych światowych historyków (zresztą dość Polsce życzliwy), pisząc o odzyskaniu niepodległości w 1918 r., stwierdził, że walka Legionów Piłsudskiego nie miała dla niepodległości większego znaczenia, ponieważ inne narody Europy Środkowej żadnych legionów nie miały, powstań nie robiły, a niepodległość i tak uzyskały, np. Czechosłowacja. Po prostu takie były wtedy tendencje.

Pewnie Polska też by powstała jako odprysk po upadłych imperiach, ale jakiej wielkości? Może właśnie Czechosłowacji albo Estonii? Właściwie większość ziem, zwłaszcza położonych nieco dalej od Warszawy i Krakowa, trzeba było wywalczyć, i to nieraz krwawo. Prawdziwy sprawdzian przyszedł w czasie wojny z bolszewicką Rosją, której przywódcy nazywali nowe państwo nad Wisłą „bękartem traktatu wersalskiego”, a sąsiedzi znad Sprewy – „państwem sezonowym”. To właśnie zwycięstwo w tej wojnie dało Polsce prawo istnienia, było swego rodzaju aktem założycielskim. „Polska nie powstała w Wersalu, bo gdyby to traktat dał jej życie, to jakiś inny traktat mógłby to życie jej odebrać. (...) teoria odbudowy państwa, głosząca, że to na konferencji paryskiej przywrócono Polskę do życia, jest błędna; dopiero w roku 1920 ukazała się Polska, umocniona i utwierdzona w swoich granicach i prawach, narodziła się dopiero wtedy – w ogniowej próbie” (Krzysztof Tyszka-Drozdowski, „Atletyka woli. Historiozofia polskiej rewolucji konserwatywnej”. W: „Arcana”, nr 133-134, s. 179).

O jedności wojska i społeczeństwa w wojnie z bolszewikami mogą świadczyć nie tylko masowy napływ ochotników w krytycznych chwilach lata 1920 r., ale także powszechny udział wszystkich grup społecznych (z wyjątkiem komunistów), wszystkich stanów i mniejszości narodowych w budowaniu umocnień polowych, o czym pisali z uznaniem zagraniczni korespondenci. Mobilizacja społeczeństwa była wtedy powszechna. Mieszkańcy Częstochowy pamiętają opowieści starszych członków rodzin o tym, jak w święto Wniebowzięcia Matki Bożej tłumy przed jasnogórskim Szczytem leżały krzyżem i modliły się o zwycięstwo na przedpolach Warszawy.

Wojsko w czasach pokoju

Czy w czasach pokoju taka jedność społeczeństwa z wojskiem też jest potrzebna? Wydaje się, że tak, a lata II RP są tego dobrym przykładem. Często słyszy się opinie, że Polacy potrafią się mobilizować tylko do walki, a do zorganizowanego pokojowego wysiłku nie są zdolni. Polska historia temu przeczy. Tacy wielcy polscy menedżerowie i działacze gospodarczy, jak minister Eugeniusz Kwiatkowski czy prezydent przedwojennej Warszawy Stefan Starzyński, zanim podjęli się swoich cywilnych funkcji, byli oficerami Wojska Polskiego i walczyli o niepodległość kraju m.in. w Legionach Piłsudskiego. Ich wojskowe doświadczenie stało się nieocenione podczas budowy ekonomicznej niezależności Polski.

Co prawda polski wysiłek zbrojny nie wystarczył w czasie II wojny światowej na uratowanie suwerenności, ale pamięć o nim pomogła przetrwać czasy komunizmu. Legenda Monte Cassino i Powstania Warszawskiego była żywa także podczas zrywu Solidarności, kiedy Polskie Radio emitowało od 30 lipca do 4 października 1981 r. audycję „Dni walczącej stolicy”. Wszyscy popierający Solidarność w tamtym czasie instynktownie wyczuwali, że nawet pokojowa walka wymaga odwołania się do wartości heroicznych, których uosobieniem byli warszawscy powstańcy. Niewiele ponad 2 miesiące od zakończenia audycji zapadła noc stanu wojennego. Trudno by ją było przeżyć bez przypomnienia wysiłku powstańców 1944 r.

Cnoty militarne i cnoty czasu pokoju nie są sobie przeciwstawne, są komplementarne. Młodzi ludzie z „Zośki” i „Parasola” byli bohaterami nie z wyboru, lecz z konieczności. Prawie wszyscy w czasie okupacji chodzili na tajne uczelnie, co też było bohaterstwem, bo groził za to obóz koncentracyjny. Ci, którzy przeżyli, od razu podjęli pracę i naukę, ale w większości trafili do więzień albo do dołów śmierci. Przykładem jest Jan Rodowicz ps. Anoda, żołnierz „Zośki”, ciężko ranny w powstaniu, które cudem przeżył ewakuowany przez Wisłę w ostatniej chwili. Po wojnie student architektury, chciał odbudowywać stolicę. Aresztowany i zamordowany przez komunistów. Muzeum Powstania Warszawskiego w 2011 r. ustanowiło nagrodę jego imienia, którą wyróżniani są „powstańcy czasu pokoju”. Przyznawana jest w 2 kategoriach: za postawę życiową stanowiącą wzór do naśladowania dla młodych pokoleń oraz za wyjątkowy czyn.

Po 42 latach od zakończenia II wojny światowej papież Jan Paweł II mówił podczas homilii wygłoszonej na Westerplatte w 1987 r.: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje «Westerplatte». Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można «zdezerterować»”.

Tagi:
wojsko

Abp Stanisław Gall, twórca duszpasterstwa wojskowego w II RP

2018-08-29 16:23

Paweł Przeciszewski / Warszawa (KAI)

Abp Stanisław Gall był twórcą Ordynariatu Polowego oraz jednym z najwybitniejszych biskupów II Rzeczypospolitej. Popadł w ostry konflikt z marszałkiem Piłsudskim, gdyż krytykował niemoralne prowadzenie się części korpusu oficerskiego. Usunięty z urzędu Biskupa Polowego pracował jako biskup pomocniczy warszawski, mając wielkie zasługi dla zachowania pracy Kościoła w okresie okupacji, jak i ratowania ludności żydowskiej. Artykuł publikujemy w ramach cyklu, ukazującego wkład Kościoła w budowanie polskiej niepodległości.

wikipedia.org

Stanisław Gall przyszedł na świat 23 kwietnia 1865 r. jako Stanisław Tomasz Gała (wg niektórych biografów Gał), w rodzinie robotniczej. Jako miejsce urodzenia podaje się Klemensów nad Wieprzem, gdzie mieścił się zarząd jednego z ważniejszych majątków klucza Ordynacji Zamojskiej. O rodzicach i rodzeństwie, a również dzieciństwie przyszłego arcybiskupa wiadomo niewiele. Okazał się uczniem nieprzeciętnie zdolnym. Już jako 15 letni chłopiec ukończył gimnazjum z wyróżnieniem i zdał celująco maturę (1880 r.).

Studia i droga kapłańska

Dalszą naukę podjął w warszawskim seminarium duchownym. Jako wybijającego się kleryka dostrzegł go arcybiskup-metropolita warszawski Teofil Chościak-Popiel, który w 1883 r. wysłał go do Rzymu, na Uniwersytet Gregoriański. Studiował tam filozofię, teologię i prawo kanoniczne, a w 1887 obronił doktorat z filozofii. W tym samym roku, po powrocie do Warszawy, przyjął święcenia kapłańskie. Jako wikariuszowi, powierzono mu posługę w parafii św. Katarzyny na Służewie, a potem w archikatedralnej parafii św. Jana. Wówczas młodzi księża, posiadający plebejskie nazwiska, zmieniali je na brzmiące szlachetniej. Diakon Stanisław Gała, postarał się wtedy, aby w dyplomie i spisie duchowieństwa archidiecezji warszawskiej figurować jako ks. dr Stanisław Gall.

W 1889 r. abp Chościak-Popiel mianował go profesorem Warszawskiego Seminarium Duchownego, powierzając wykłady z filozofii i liturgiki. Po roku otrzymał nominację na wiceregensa (wicerektora) Seminarium, a w roku 1910, po 21 latach pracy na jego regensa. Po śmierci abp. Popiela w 1913 r. stał się jednym z najbliższych współpracowników nowego metropolity, Aleksandra Kakowskiego. 29 lipca 1918 r., papież Benedykt XV, mianując ks. Galla, tytularnym biskupem Halicarnasu, powierzył mu obowiązki biskupa pomocniczego archidiecezji warszawskiej i jej wikariusza generalnego. Sakrę biskupią otrzymał z rąk abp Aleksandra Kakowskiego 17 listopada 1918.

Biskup Polowy WP

W listopadzie 1918 r. władze wojskowe odrodzonej Polski rozpoczęły negocjacje z Watykanem w sprawie powołania biskupstwa polowego. Inicjatywa spotkała się też z przychylnym przyjęciem ze strony Episkopatu. Papieża w tych rozmowach reprezentował ks. prałat Achilles Ratti, wówczas wizytator apostolski w Polsce i na Litwie, a od czerwca następnego roku arcybiskup i nuncjusz w Polsce. Z polskiej strony rozmowy toczyli Naczelnik Państwa Józef Piłsudski i premier Ignacy Paderewski. 5 lutego 1919 r. Benedykt XV powołał biskupstwo polowe, jednocześnie mianując jego ordynariuszem, ks. bp Stanisława Galla, który był kandydatem zaproponowanym przez episkopat. W Wojsku Polskim urzędowi Biskupa Polowego odpowiadał stopień generała porucznika, w latach 20. przemianowanego na generała dywizji.

Józef Piłsudski z dużymi oporami wręczył bp. Gallowi nominację. Miał on bowiem swojego kandydata - bp Władysława Bandurskiego, sufragana lwowskiego, barwną postać, kapelana I Brygady Legionów. Na kandydaturę bp. Bandurskiego kategorycznie nie chcieli się zgodzić wszyscy inni biskupi. Wskutek tego, w późniejszych latach Piłsudski odnosił się do bp. Galla jako do człowieka narzuconego mu wbrew jego woli.

Wojna, toczona najpierw o granice Polski odrodzonej, a potem o samo istnienie państwa, trwała nieprzerwanie od listopada 1918 r. do marca 1921. Tworzenie struktur mających objąć całość armii w warunkach wojny, wymagało od Biskupa Polowego ogromnego wysiłku. Chodziło o zmobilizowanie dostatecznej ilości księży-kapelanów, których domagały się formacje walczące na różnych frontach. Kapelanów trzeba było wyposażyć w kaplice polowe; zaopatrzyć w sprzęt liturgiczny, itp. Należało zorganizować kościoły oraz kaplice garnizonowe i szpitalne, a także skoordynować duszpasterstwo z aparatem wojskowym. W pierwszej odezwie do żołnierzy bp Gall pisał: „Stajecie się żywym murem przed wrogiem, który ze Wschodu i z Zachodu niesie zniszczenie i zagładę wiary świętej i cywilizacji. Wasze ręce mają go wstrzymywać, o wasze pierwsi ma się on rozbić”.

Ze względu na konieczność stworzenia należytej obsługi duszpasterskiej w oddziałach walczących na froncie, jeszcze w 1919 r., przy Naczelnym Dowództwie utworzono Sekcję Duchowną, której szef z tytułem Generalnego Dziekana był pośrednikiem między kapelanami frontu i obszaru wojennego, a Kurią Polową. Jemu podporządkowani byli dziekani frontu, do których należało normowanie nabożeństw w jednostkach wojskowych bezpośrednio podległych dowództwu frontu i prowadzenie spraw personalnych kapelanów tychże jednostek wojskowych. W 1920 roku bp Gall powołał referat do spraw oświatowych, zajmujący się sprawami odczytów, literatury, kontrolą pracy oświatowej w oddziałach i przygotowaniem programów nauczania religii w szkołach wojskowych. Doceniając rolę słowa drukowanego w działalności duszpasterstwa wojskowego, bp Gall założył w 1919 r. pismo noszące nazwę "Rozkaz Wewnętrzny do Duchowieństwa Wojskowego" a w 1931 r. "Kwartalnik Poświęcony Sprawom Katolickiego Duszpasterstwa Wojskowego w Polsce".

Na konferencji Episkopatu w sierpniu 1919 r. w Gnieźnie pod przewodnictwem prymasa Edmunda Dalbora, bp Gall przedstawił trudności, na jakie napotykał w swej działalności ze strony władz wojskowych i kapelanów należących uprzednio do rozmaitych armii oraz z powodu braku duchowieństwa. W odpowiedzi, Konferencja Episkopatu podjęła uchwałę, że ordynariusze mają obowiązek udzielać zezwoleń na wstąpienie do wojska podlegającym im kapłanom, aby doprowadzić do stanu, kiedy służbę w armii podejmie 5% ogólnej liczby duchowieństwa. Dla ułatwienia biskupom tego zadania Biskup Polowy miał również starać się o kandydatów na kapelanów z zakonów. Do służby zawodowej w Biskupstwie Polowym, bp Gall najchętniej przyjmował księży, którzy mieli przynajmniej trzy lata kapłaństwa oraz nie ukończyli 33. roku życia, jako najbardziej odpornych na trudy życia wojskowego.

Po podpisaniu zakończeniu działań wojennych, bp Gall podjął prace nad przystosowaniem zadań duszpasterstwa wojskowego do okresu pokoju. W ślad za demobilizacją armii musiała pójść demobilizacja duszpasterstwa wojskowego. Wiernych Biskupstwa Polowego zdefiniowano jako wojskowych wyznania katolickiego wszystkich jego obrządków wraz z rodzinami i kontraktowymi cywilnymi pracownikami armii.

Problemem dla Biskupa Polowego był od samego początku fakt nie posiadania przez kierowane przez niego biskupstwo jurysdykcji zwyczajnej, jaką mieli wszyscy inni ordynariusze. Nie mógł nadawać kapelanom uprawnień proboszczowskich, w tym prawa co udzielania chrztów i błogosławienia małżeństw. Aby temu zaradzić Konferencja Episkopatu Polski w sierpniu 1919 r. upoważniła bp Galla do podjęcia starań u Stolicy Apostolskiej w celu uzyskania odpowiednich praw i przywilejów jurysdykcyjnych. Podczas specjalnej audiencji, udzielonej przez Piusa XI bp Gallowi w grudniu 1922 r., papież nadał Biskupowi Polowemu w Polsce wszystkie przywileje, przewidziane dla Ordynariatów Polowych w nowym dekrecie opracowanym przez Kurię Rzymską.

Prawa te i przywileje zostały potwierdzone przez Konkordat ratyfikowany przez Sejm RP 27 marca, a przez Senat 23 kwietnia 1925. Dopiero postanowienia Konkordatu umożliwiły opracowanie statutu Biskupstwa Polowego.

W oparciu o postanowienia statutu podległe Kurii Polowej duszpasterstwo wojskowe było podzielone na dekanaty. Na ich czele, w charakterze Szefów Duszpasterstwa Okręgów Korpusu stali dziekani wyznaczeni przez biskupa polowego. Bp Gall utworzył 75 parafii wojskowych, a na czele każdej z nich stanął kapelan z prawami proboszcza. Granice poszczególnych parafii wojskowych pokrywały się z rozlokowaniem pododdziałów w terenie. Za zasadę przyjęto dostępność kapelana-proboszcza do swoich parafian.

Statut przewidywał również stworzenie w ramach Biskupstwa Polowego, odrębnego duszpasterstwa dla grekokatolików. Jeszcze przed ratyfikacją Konkordatu, w roku 1924 utworzono stanowisko Radcy Biskupa Polowego w sprawach liturgicznych dla obrządku greckokatolickiego, którym był dziekan greckokatolicki przy Kurii Biskupiej WP. W przyjętym po ratyfikacji Konkordatu statucie postanowiono, że wojskowi obrządku greckokatolickiego wraz z rodzinami, podlegają opiece duchownej właściwego kapelana greckokatolickiego. Utworzono pięć greckokatolickich parafii wojskowych: w Warszawie, Krakowie, Lwowie, Łodzi i Poznaniu, a później w Jarosławiu, Przemyślu i Stanisławowie.

W 1926 r. bp Gall utworzył Sąd Biskupa Polowego.

W okresie II Rzeczypospolitej przez szeregi kapelanów wojskowych przewinęło się ponad 500 kapłanów. W chwili wybuchu II wojny światowej było w wojsku polskim 101 kapelanów zawodowych i 30 pomocniczych oraz około 200 kapelanów rezerwy.

Konflikt bp. Galla z marszałkiem Piłsudskim

Od momentu przewrotu majowego, przed bp. Gallem piętrzyły się trudności i przeszkody ze strony wyższych władz wojskowych, nie wyłączając samego Piłsudskiego. Powodem takiego stanowiska była bezkompromisowa postawa bp. Galla, który ostro krytykował część kadry oficerskiej, wytykając jej demoralizację. Chodziło m. in. o zawieranie przez oficerów kolejnych małżeństw cywilnych, i z tego powodu konwersji z katolicyzmu na protestantyzm. Naraziło to biskupa polowego na konflikt z najwyższymi władzami wojskowymi. W 1931 r.

A bezpośrednim pretekstem rozpoczęcia przez marszałka działań w tym zakresie, stał się pogrzeb ówczesnego ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Sławomira Czerwińskiego, 4 sierpnia 1931. Czerwiński był wyznania kalwińskiego, ale przed śmiercią przeszedł na katolicyzm. Nabożeństwo pogrzebowe celebrował bp Gall, jako biskup polowy i sufragan warszawski. Po nabożeństwie uformował się kondukt pogrzebowy. Obecni byli prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki oraz Piłsudski. Bp Gall nie dołączył jednak do konduktu, w którym poszli tylko zwykli księża. Władze państwowe uznały to za impertynencję wobec głowy państwa. Piłsudski, jako minister Spraw Wojskowych i przełożony biskupa polowego, zażądał, aby biskup przeprosił prezydenta. Gall odmówił, na co Piłsudski odpowiedział żądaniem ustąpienia ze stanowiska.

W sprawę włączył się nuncjusz papieski w Polsce Francesco Marmaggi, namawiając Galla mimo wszystko do oporu. Tymczasem minister Józef Beck na polecenie Piłsudskiego interweniował w Watykanie. A w Polsce szef gabinetu Piłsudskiego płk Adam Korwin-Sokołowski zażądał w imieniu marszałka, by Gall zrezygnował z urzędu i nie stwarzał swoim oporem trudności. W odpowiedzi bp Gall poprosił o urlop, nie akceptując decyzji Piłsudskiego. Gdy płk Sokołowski zameldował o tym Piłsudskiemu, ten powiedział: „No to zastosujemy z konieczności skuteczną szykanę” i wydał polecenie wstrzymania uposażenia dla całej Kurii Polowej. Zarówno szef gabinetu, jak i skarbnik ministerstwa mieli zabronione podawanie jakichkolwiek wyjaśnień. W tym czasie przyszła z Rzymu zgoda na odwołanie bp. Galla. Watykan jednak, wraz ze zgodą na rezygnację, postawił warunek udzielenia biskupowi pełnej emerytury wojskowej. Ostatecznie – bp Gall ustąpił z funkcji na początku 1933 r.

Jego następcą został mianowany 14 lutego 1933 r. ks. dr. Józef Gawlina, Ślązak, kapłan diecezji wrocławskiej, który na własne życzenie przeszedł do Polski i został przyjęty do diecezji katowickiej. W niedługim czasie, 29 marca objął urząd Biskupa Polowego.

Marszałek Piłsudski 7 lutego 1933 przeprowadził z ks. Gawliną rozmowę, w której przedstawił, jako minister Spraw Wojskowych swoje wymagania. Przełożonym biskupa był osobiście Piłsudski, sprawy techniczne i organizacyjne miał załatwiać szef Gabinetu Ministra. Przedstawił również ks. Gawlinie swoją własną wizję zadań duszpasterstwa wojskowego, wystawiając przy tym bp Gallowi następującą opinię: „Muszę księdzu jako następcy parę słów i moją opinię powiedzieć o poprzedniku księdza. Nazywam go świnią – i to plugawą”. Dodał do tego, że pozostał po nim: „duży bezwład i nieporządek niemający sobie równego w innej części wojska”.

Arcybiskup-sufragan warszawski

Watykan, pomimo że ustąpił Piłsudskiemu w sprawie odwołania bp. Galla, wynagrodził mu te upokorzenia, nadając mu natychmiast arcybiskupstwo tytularne Karphatos. Od 1933 r. abp Gall włączył się w wir działalności Archidiecezji Warszawskiej jako jej biskup pomocniczy, prowadząc wizytacje apostolskie i pełniąc szereg innych odpowiedzialnych zadań.

W 1937 r., w dwa lata po śmierci marszałka Piłsudskiego, prezydent Ignacy Mościcki, chcąc załagodzić konflikt z Kościołem, odznaczył abp. Galla Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia Polski „za wieloletnią pracę dla państwa i wybitne zasługi społeczne”.

Po śmierci kard. Aleksandra Kakowskiego, jako wikariusz kapitulny abp Gall został zarządcą diecezji, a w 1940 r. jej administratorem apostolskim. Stolica Apostolska na okres II wojny światowej wstrzymała mianowanie ordynariuszy na ziemiach polskich.

Abp Gall zachowywał bezkompromisową postawę wobec władz okupacyjnych, informując Watykan o sytuacji w kraju i o zbrodniach popełnianych przez Niemców. Zachowało się szereg świadectw mówiących, że ważnym elementem jego posługi była m. in. działalność na rzecz ocalenia osób pochodzenia żydowskiego. Abp Gall pozwalał, aby kapłani przez wypisywanie fałszywych metryk ratowali ludność żydowską. Zmarł 11 września 1942 r. i został pochowany w grobie rodzinnym na Powązkach.

W ramach obchodów 100. rocznicy powołania Ordynariatu Polowego WP, doczesne szczątki arcybiskupa Stanisława Galla zostały 14 marca 2018 r. przeniesione do Katedry Polowej Wojska Polskiego, przy ul. Długiej w Warszawie. Jego trumna została złożona w krypcie świątyni obok bp. Władysława Bandurskiego, kapelana Legionów, a przed 100 laty jego konkurenta na stanowisko biskupa polowego i bp. Tadeusza Płoskiego, pełniącego ten urząd w latach 2004–2010, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poczesna: Koncert z okazji 40-lecia powołania Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową

2018-10-17 16:04

Grażyna Łoś-Kryst

16 października 2018 roku w kościele św. Jana Chrzciciela w Poczesnej miał miejsce koncert w hołdzie Świętemu Papieżowi Janowi Pawłowi II w 40. rocznicę powołania na Stolicę Piotrową. Wydarzenie to odbyło się w ramach I Święta Muzyki im. Krzysztofa Pośpiecha, a organizatorem było Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater wraz z Parafią i Akcją Katolicką w Poczesnej. Honorowy patronat nad całością objął wójt gminy Poczesna Krzysztof Ujma.

Grażyna Łoś-Kryst

Przed licznie zgromadzonymi wiernymi i miłośnikami muzyki sakralnej wystąpili światowej sławy artyści: Katarzyna Suska - mezzosopran, Dariusz Siedlik - baryton, Maciej Zagórski - fortepian. Koncert prowadził Grzegorz Majka. Artyści zostali przyjęci bardzo ciepło i nagrodzeni owacjami na stojąco.

Doniosłym wydarzeniem przed koncertem było odznaczenie kompozytora Juliusza Łuciuka oraz autora tekstów Tadeusza Szymy honorowymi złotymi odznakami "Zasłużony dla Województwa Śląskiego", złotą odznaką został uhonorowany również Tadeusz Dudek, srebrną - Mirosław Musik. O uhonorowanie tych zasłużonych dla świata kultury osobistości wnioskowali prezes Stowarzyszenia Wspólnota Gaude Mater Roman Kryst oraz wiceprezes Stowarzyszenia - Jan Szyma. W imieniu Sejmiku woj. śląskiego odznaczenia wręczył przewodniczący Sejmiku Stanisław Gmitruk.

Ponadto Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater tytułem "Mecenas Kultury" uhonorowało wójta Gminy Poczesna Krzysztofa Ujmę.

Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater składa serdeczne podziękowania księdzu proboszczowi - prałatowi Jarosławowi Sroce za gościnę, okazaną serdeczność. Dzięki otwartości księdza proboszcza mogliśmy doznać tak wielu wzruszeń, przypomnieć sobie historyczny i jakże ważny dzień wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Rechrystianizacja Europy

2018-10-18 20:21

Andrzej Tarwid

Polska wnosząc do Unii Europejskiej cenny bagaż wartości i tradycji oraz określoną wizję rozwoju gospodarczego i społecznego, chce być orędownikiem dobrych zmian. I realnie uczestniczyć w procesach decyzyjnych w Europie – napisał premier Mateusz Morawiecki w przesłaniu skierowanym do uczestników II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Zobacz zdjęcia: Europa Christi w Senacie cz. I

Dzisiejsza, piąta już, kongresowa sesja odbyła się w gmachu Senatu RP. W spotkaniu zatytułowanym „Rechrystianizacja Europy” wzięli udział duchowni, politycy oraz intelektualiści i naukowcy m.in. z USA, Niemiec i Włoch.


Szef rządu napisał, że powrót do chrześcijańskiego fundamentu Europy to obecnie jedna „z najistotniejszych kwestii tworzących naszą rzeczywistość - przyszłości i funkcjonowania Europejskiej Wspólnoty”. - Nie sposób zrozumieć Europy bez uznania jej chrześcijańskich korzeni. To one zdecydowały o tożsamości Starego Kontynentu. Wprost wyrażał to Papież Polak – przypomniał Prezes Rady Ministrów i podkreślił, że Polakom szczególnie bliskie jest chrześcijańskie definiowanie życia w sferze działań jednostki. Ale także w różnych sferach życia publicznego: edukacji, kulturze, bezpieczeństwie i gospodarce.

Zobacz zdjęcia: Europa Christi w Senacie cz. II

Mateusz Morawiecki zapewnił także, że obecne działania podejmowane przez nasz kraj wpisują się w poszukiwanie konstruktywnego programu dla Europejskiej Wspólnoty. - Programu wzywającego do uszanowania narodowych tożsamości państw członkowskich. A nasza narodowa suwerenność wyrosła przede wszystkim z chrześcijańskich korzeni – podkreślił szef rządu.

Podczas kongresowych obrad wystąpił także przedstawiciel premiera Węgier. Pierwotnie Viktor Orban oraz Mateusz Morawiecki mieli mieli wziąć udział w dzisiejszej sesji Kongresu. Plany te pokrzyżował odbywający się równolegle z wydarzeniem w Senacie szczytu Unii Europejskiej w Brukseli poświęcony m.in. sprawie Brexit-u.

Przedstawiciel Węgier przypomniał, że rząd w Budapeszcie już 2 lata temu utworzył samodzielny sekretariat stanu ds. pomocy prześladowanym chrześcijanom. Obecnie rząd w Budapeszcie prowadzi programy humanitarne na terenie 6 krajów na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej.

- Spoglądamy na ten problem jak na misję narodową Węgier, ponieważ pomoc prześladowanym chrześcijanom jest naszym obowiązkiem moralnym. To poważny problem bo w 85. krajach cierpi 250 mln ludzi, jedynie z powodu swojej wiary – powiedział przedstawiciele Węgier i dodał, że prześladowania mogą dosięgnąć także chrześcijan mieszkających na Starym Kontynencie. W jego ocenie stanie się tak, jeżeli nie zachowamy naszej tożsamości. - Największe zagrożenie płynie z tych środowisk, które negują chrześcijańskie korzenie Europy – stwierdził.

Jaka ideologia stoi za dechrystianizacją Europy oraz co jest istotą chrystianizacji mówił na sesji kard. Gerhard Muller. - My wierzymy w Jezusa Chrystusa i wierzymy w to, co powiedział św. Tomasz nawiązując do Platona i Arystotelesa. Wierzymy w jedność Trójcy Świętej. Od Boga wychodzi dobro, od Boga wychodzi piękno i miłość. I to jest źródło i cel rechrystianizacji Europy – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary. (Więcej o wystąpieniu kard. Mullera czytaj na: http://niedziela.pl/artykul/38568/Kard-Muller-o-dechrystianizacji-i)

Kolejnym prelegentem na dzisiejszej sesji był Carl Anderson z USA. Najwyższy rycerz Zakonu Rycerzy Columba przypomniał m.in. słowa brytyjskiego historyka Christopera Dowsona, który już 70 lat temu przewidywał, że stoimy w obliczy najostrzejszego konfliktu duchowego. Dawson takie wnioski wyciągnął po analizach prac Marksa, Nietzschego, Freuda i tego jak ich idee zmieniły świat siedem dekad temu. A jak sytuacja wygląda obecnie?

- Wewnętrzna dynamika współczesnego ateizmu ma na celu nie tylko ograniczenie roli chrześcijaństwa, ale marginalizację chrześcijaństwa aż do zaniku – stwierdził Anderson. - Pytania do Polski brzmią: czy w Europie pozostanie miejsce na duchową suwerenności Polski i tradycję religijną Polski? Sam Anderson na te pytania odpowiedział tak: - Polska może dać Europie nową nadzieję, jeżeli pozostanie zdeterminowana bronić własnej suwerenności duchowej – powiedział.

Po Rycerzu Columba wystąpił dr Georg Weigel. Najsłynniejszy biograf Papieża Polaka odwołując się do encyklik i publicznych wystąpień Ojca Świętego zaproponował leksykon polityczny Jana Pawła II na przykładzie takich pojęć jak: wolność, prawda, solidarność, patriotyzm.

- Przez ponad 30 lat, od kiedy studiuję i piszę o Janie Pawle II zawsze uderzało mnie to, że osoba, która nie żyła w demokracji miała taki głęboki wgląd w kulturę i demokrację. Ale teraz, kiedy obchodzimy 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża powinniśmy popatrzeć na to nie jak na ciekawostkę, tylko jako na dar Opatrzności. Musimy być wdzięczni za te lekcje, jakie nam dał św. Jan Paweł II. Co najważniejsze powinniśmy uczyć się od niego. I to znacznie lepiej niż przez ostatnich 30 lat – powiedział na koniec wystąpienia autor „Świadka nadziei”.

Obrady w gmachu Senatu RP prowadził prof. Michał Seweryński. Wicemarszałek Izby Wyższej w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że w sferze życia politycznego zagrożeniem dla chrześcijaństwa jest swoista interpretacja zasady rozdziału Kościoła od państwa. W największym skrócie zasada ta wykorzystywana jest przez środowiska ateistyczno - liberalne do głoszenia całkowitej neutralności aksjologicznej państwa. W konsekwencji dochodzi do wypychania religii ze sfery publicznej i spychania jej jedynie do sfery prywatnej.

- Niektóre rządy wprost dążą do wyeliminowania chrześcijaństwa w ogóle. Podobnie działa Unia Europejska – powiedział prof. Seweryński i przypomniał, że taka polityka wzbudziła sprzeciw Kościoła, ale równeż niektórych środowisk ateistycznych. To one zaprotestowały po tym, gdy w preambule projektowanej Konstytucji UE nie zostały przywołane chrześcijańskie korzenie Europy.

- Życie współczesne dostarcza wielu przykładów, kiedy to chrześcijaństwo wypierane jest pod pozorem neutralności przestrzeni publicznej. Wszystko to robi się w imię tego, aby nie urazić niechrześcijan żyjących w Europie – powiedział wicemarszałek Senatu i od razu podkreślił, że w przypadkach odwrotnych, a więc wtedy, gdy deptana jest godność wierzących w Jezusa Chrystusa, to nikt nie broni chrześcijan. Wówczas „współcześni moraliści” wolą mówić np. o wolności artystycznej. Podobnie postępują większość świeckich mediów, które w sposób tendencyjny i nierzetelny opisują problem zabijania nienarodzonych dzieci czy celibatu księży.

Co w takiej sytuacji my, świeccy chrześcijanie, powinniśmy robić?

- Musimy podjąć wyzwanie, jakie współczesny świat nam rzuca – powiedział prof. Seweryński i wyjaśnił. - Wprawdzie tożsamość chrześcijańska jest nam zaszczepiona przez Chrzest św., ale wymaga także ciągłego podtrzymywania przez praktyki religijne, współpracę z Łaską a także przez własne świadectwo życia chrześcijańskiego. To świadectwo zawsze miało i ma szczególna wagę, bo poprzez nie świeccy chrześcijanie spełniają swoją misję ewangelizacyjną.

Na wszystkich dotychczasowych sesjach II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi” świadectwo o św. Janie Pawle II daje Arturo Marii. Podobnie było dzisiaj.

Ponadto podczas sesji w Senacie wykłady poświęcone obronie życia wygłosili prof. Massimo Gandolfini, przewodniczący włoskiego Komitetu „Brońmy nasze dzieci” oraz promotor włoskiego „Family Day”. A także prof. Marina Casini, prawnik i bioetyk, opowiedziała o przeszłości i perspektywach obrony życia w Unii Europejskiej.

Ostatnie słowo do zgromadzonych w gmachu przy ul. Wiejskiej wygłosił ks. infułat Ireneusz Skubiś. Moderator „Ruchu Europa Christi” podziękował wszystkim zgromadzonym w Senacie oraz zaapelował: - Chrześcijanie Europy policzmy się! I działajmy solidarnie!

W piątek (19 października) odbędzie się VI sesja II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi”. Wydarzenie w Szkole Wyższej Ekonomii i Zarządzania w Łodzi będzie poświęcone Europie Męczenników. W sobotę (20 października) Kongres ponownie zawita do Warszawy, gdzie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego na Bielanach zorganizowana zostanie sesja pt. „Silna rodzina, siłą Europy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem