Reklama

Łatwość manipulacji

2017-12-13 11:06

Z dr. Jolantą Hajdasz rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 51/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Jolanta Hajdasz

O wolności słowa, propagandzie i dominującej pozycji zagranicznych koncernów medialnych w Polsce z dr Jolantą Hajdasz rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Niedawno Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaapelowało do kolegów ze Związku Dziennikarzy Niemieckich o dziennikarską rzetelność przy opisywaniu sytuacji w Polsce. Zjazd Delegatów SDP wyraził oburzenie rezolucją Związku Dziennikarzy Niemieckich z 5 listopada 2017 r., w której mówi się o braku wolności prasy i prześladowaniu dziennikarzy w Polsce. Mamy kolejne wielkie nieporozumienie, kolejny przykład wprowadzania w błąd zagranicy przez polską totalną opozycję i „życzliwych” polskich dziennikarzy?

DR JOLANTA HAJDASZ: – Obawiam się, że nie jest to tylko zwykłe nieporozumienie, lecz celowa rozgrywka „drugiej strony”. Pytanie: kto w tej grze jest „drugą stroną”? Nie wierzę, żeby osoby mieszkające i pracujące w Polsce świadomie aż tak bardzo działały przeciwko swojemu krajowi, przeciwko swoim miejscom pracy. Jeżeli ktoś dziś kolportuje informacje, że w Polsce nie ma wolności słowa, że dziennikarze są prześladowani, to musi mieć naprawdę wrogie intencje, bo każdy, kto pracuje w naszych realiach, dobrze wie, że wolność słowa mamy na co dzień, a dziennikarze na pewno nie są prześladowani. Opinia niemieckich dziennikarzy jest dla nas wyjątkowo krzywdząca, polscy dziennikarze muszą się więc zdecydowanie przeciwstawiać tego rodzaju pomówieniom.

– Jednak nie całe środowisko dziennikarskie jest skłonne to robić, wielu naszych kolegów raczej wspiera owe zagraniczne opinie...

– Można tylko nad tym ubolewać. Pozostawmy to ich sumieniu... Wymowniejsze jest to, że najstarsza i największa organizacja dziennikarska w Polsce, którą jest SDP, na swoim Walnym Zjeździe wyraziła oburzenie treścią rezolucji Związku Dziennikarzy Niemieckich. Jest to bardzo reprezentatywny głos naszego środowiska. SDP zrzesza ponad 2,6 tys. czynnie pracujących dziennikarzy.

– Jednak zagraniczne media ignorują ten głos, a nieprzychylne Polsce oceny opierają wyłącznie na opinii swoich wypróbowanych polskich współpracowników. Czy nie znaczy to przypadkiem, że to one są w jakiś sposób zniewolone?

– Można tak to ocenić. Na pewno jednak są jednostronne, pokazują tylko wybrane przez siebie przykłady ilustrujące ich tezy. Prawda przestaje być istotna. Niestety, gdy usiłujemy to prostować – czy na forum europejskim, czy w kraju – to nasz głos, zarówno SDP, jak i Centrum Monitoringu Wolności Prasy, jest ignorowany i przyjmowany z obojętnością.

– Mamy takie polskie wołanie na puszczy?

– Powiem więcej, mamy do czynienia z jedną z najgroźniejszych współczesnych metod manipulacji opinią publiczną – z pomijaniem pewnych tematów, z negacją istnienia odmiennych opinii, a nawet faktów. Obojętność jest bardzo niebezpiecznym narzędziem. Zastanawiające jest to, że nikt z nami nie chce polemizować, nikt nie zarzuca nam kłamstwa, nawet się nie oburza. Nasz głos protestu – mówię w imieniu SDP – jest zwyczajnie ignorowany, prawdopodobnie dlatego, aby społeczeństwo w Europie znało poglądy tylko tych, którzy wbrew faktom mówią o braku wolności mediów w Polsce.

– Jak się więc bronić? Może przydałyby się działania bardziej ofensywne, a nawet „odwetowe”? – np. wypominające niemieckim mediom ich poprawne polityczne milczenie po pamiętnym sylwestrze w Kolonii, podczas którego imigranci próbowali zgwałcić kilkadziesiąt kobiet...

– Jak najbardziej tak! Ale w ramach „odwetu” proponujemy zmuszanym lub zmuszającym się do milczenia niemieckim kolegom... łamy naszych polskich gazet. Możemy ich zaprosić na nasze portale, do radia i telewizji, bo one naprawdę funkcjonują w wolny sposób! Mówię to bez ironii, bo na prywatnych profilach niektórych niemieckich dziennikarzy czytam, że ci, którzy tam wyłamują się z tego ogólnie jednoznacznego chóru mediów, po prostu tracą pracę, spotykają się z ostracyzmem towarzyskim... To nieliczni, bo większość niemieckiego świata dziennikarskiego zachowuje się tak, jakby była wydrukowana z jednej matrycy. Wszyscy mają jednakowe, liberalne poglądy.

– Może to także dlatego, że znakomita większość niemieckich dziennikarzy – wprost przeciwnie niż wielu polskich dziennikarzy – bardzo poważnie identyfikuje się z interesem swego kraju, z patriotyzmem. Można im tego tylko zazdrościć...

– To prawda, jednak myślę, że również znaczna część polskich dziennikarzy myśli dziś kategoriami dobra własnego kraju. Sądząc po treści gazet, ale przede wszystkim portali internetowych, wydaje się, że w Polsce nie jest tak źle z myśleniem o Polsce. Należałoby się bardziej martwić tylko tym, czy te głosy docierają do szerokiej opinii publicznej, czy nie są wciąż skutecznie zagłuszane.

– A tych, co najskuteczniej zagłuszają innych, zagłuszyć się przecież nie da!

– Nie o to chodzi, by kogokolwiek dosłownie zagłuszać, wręcz przeciwnie – mamy wolność słowa, więc każdy ma prawo głosić to, co uważa za słuszne. Ważne jest jednak, byśmy umieli rozpoznać, kto w mediach reprezentuje czyj interes i w czyim imieniu do nas mówi. W Polsce np. przeważająca część gazet drukowanych znajduje się w rękach zagranicznych, a konkretnie niemieckich koncernów; ponad 200 mln egzemplarzy gazet i czasopism sprzedaje rocznie na polskim rynku niemieckie wydawnictwo Bauer, ok. 110 mln – niemiecko-szwajcarskie Ringier Axel Springer, a ok. 100 mln – niemieckie wydawnictwo Passauer Presse pod polsko brzmiącą nazwą Polska Press Grupa... Jeśli do tego dodać, że nr 4 to wydawnictwo Agora z wciąż wpływową – choć już coraz mniej – „Gazetą Wyborczą”, to trudno się dziwić, że obraz Polski w Europie jest taki, a nie inny.

– Czy w Polsce podejmuje się jakiekolwiek badania prasoznawcze, które przedstawiłyby wpływ tych mediów na kształtowanie postaw społecznych?

– Niestety, nie. Nikt nie jest w stanie i chyba nie chce monitorować treści publikowanych dzisiaj przez gazety i prawie nikt nie bada tego, jaki one wywierają wpływ na polską opinię publiczną.

– Wiadomo, że dość duży, że to one ukształtowały w III RP myślenie Polaków o Polsce.

– Na szczęście od pewnego czasu mają coraz silniejszą konkurencję, bo na rynku przebiły się wcześniej marginalizowane tytuły, przemówili dziennikarze, których wcześniej pozbawiano pracy, a czytelnicy powoli zaczynają rozróżniać, kto jest kim w świecie mediów i czyje interesy reprezentuje.

– I oto mamy nowy podział na jakoby zakneblowane – według opinii zagranicy i polskiej „ulicy” – ciemne media prorządowe oraz na media opozycyjne, dzielnie walczące o wolność i demokrację...

...podział narzucony przez te media, które uważają się za wolne, nieskrępowane, niezależne, a do niedawna także mówiły o sobie, że są nowoczesne, bo cała reszta była w ich oczach ciemnogrodem.

– Od pewnego czasu te „nowoczesne” media nazywa się z przekąsem „polskojęzycznymi”, co sugeruje rodzaj ich uzależnienia. Czy można zatem mówić, że pracujący w nich dziennikarze naprawdę cieszą się pełną wolnością słowa?

– Trudno dziś mówić o niezależności dziennikarzy, ponieważ wiadomo, że w zasadniczych sprawach najistotniejsze jest zdanie właściciela danego medium. Nie oczekujmy różnych opinii od dziennikarza i jego pracodawcy, który ma jasno określony światopogląd i nie kryje swego zaangażowania politycznego. Przykładem jest list właściciela koncernu Ringier Axel Springer do polskich dziennikarzy z marca br., w którym poucza ich, co mają myśleć o bieżącej polskiej polityce, gdyby przez przypadek jeszcze tego nie wiedzieli...

– Dziennikarze zagranicznych korporacji medialnych z jakiegoś powodu dziś uważają się jednak za bardziej niezależnych i wolnych, często demonstrują swą wyższość, zwłaszcza wobec np. mediów publicznych i katolickich. Najzupełniej niesłusznie?

– Najzupełniej! Trzeba by im raczej współczuć, bo tak bardzo zamknęli się w tej swojej otoczce rzekomej niezależności, że nie dostrzegają, iż ta otoczka powoli zanika. Czytelnicy już coraz lepiej wiedzą, z kim, z jakim rodzajem dziennikarstwa mają do czynienia. Powoli mija zauroczenie wyniesione z czasów PRL-u, kiedy to na zagraniczne gazety patrzyło się jak na jakichś posłańców wolnego słowa. W okresie transformacji ustrojowej chyba wszyscy uwierzyliśmy w to, że „niewidzialna ręka rynku” rozwiąże wszystkie medialne problemy...

– A przyniosła nowe, zupełnie niespodziewane problemy. Bo oto zagraniczne gazety i czasopisma jednakowoż nie stały się – jak nas przekonywano – wzorcem dobrego dziennikarstwa...

– Otóż to! Wielokrotnie przekonałam się, że w polskiej edycji różnych zagranicznych tygodników i miesięczników trudno doszukać się rzetelnego dziennikarstwa, uczciwego opisu rzeczywistości. Często jest to po prostu wręcz tendencyjny przekaz, jakby na konkretne zamówienie polityczne lub biznesowe. Mam nadzieję, że czytelnicy tych gazet czy związanych z nimi portali internetowych zorientują się sami, że w łatwy sposób dają sobą manipulować.

– Tymczasem staliśmy się już nie tylko chętnymi konsumentami, ale przede wszystkim ofiarami tychże mediów.

– To prawda. Przez całe lata Polacy z braku innych możliwości godzili się na ten stan rzeczy. Jeśli więc dziś Zachód wytyka nam brak wolności słowa, to przypomnijmy, że na polskim rynku medialnym wciąż mamy do czynienia z dominacją zachodnich koncernów, które mogą u nas działać w absolutnie nieskrępowany sposób. Bez problemu promują np. panujący już niemal we wszystkich mediach na Zachodzie liberalno-lewacki światopogląd oraz bronią interesów własnych krajów. I można nawet powiedzieć, że w Polsce właśnie ta nadmierna wolność staje się wręcz ograniczeniem. Każdy, kto chce, może w polskiej przestrzeni medialnej doskonale funkcjonować – nie tylko doskonale zarabiać, ale też uprawiać swoją propagandę. Biedny w tym wszystkim jest właśnie tylko nasz odbiorca – czytelnik, słuchacz, telewidz, który nie wie, czego słuchać i komu wierzyć, gdzie szukać prawdy.

– Nie w mediach publicznych – przekonują polska opozycja oraz zachodnie media – bo polskie media publiczne kłamią i są dziś potężną jak nigdy dotąd tubą prorządowej propagandy...

– Warto się zastanowić, kto tu naprawdę kłamie, dlaczego kłamie i jaką propagandę uprawia... Pragnę zauważyć, że mocą ustawy zostały powołane polskie Media Narodowe, w których skład wchodzą Polskie Radio, TVP oraz Polska Agencja Prasowa, ale one tworzą nie więcej niż jedną czwartą całego rynku medialnego w naszym kraju.

– Mają zatem mniejszą moc oddziaływania niż media zagranicznych koncernów?

– Zdecydowanie tak, aczkolwiek teraz wreszcie odróżniają się od nich pod względem przekazywanych treści; już nie mówią tym samym głosem, jak to było jeszcze 2 lata temu. Problemem tych nowych polskich mediów publicznych jest dziś to, że znajdują się pod lupą wrogo nastawionej komercyjnej konkurencji, która wytyka im po stokroć każdy błąd warsztatowy, każde potknięcie, aby je zdyskredytować w oczach odbiorców, podważyć zaufanie do treści, które przekazują.

– I naprawdę nie są żadną „tubą rządową”?

– Moim zdaniem, po prostu bardziej szczegółowo niż komercyjne media informują o pracach prezydenta, parlamentu czy rządu. Wrażenie odgórnego sterowania tymi mediami ma wiele osób, ale w mojej ocenie jest ono skutkiem przede wszystkim błędów warsztatowych niedoświadczonych dziennikarzy. To zresztą temat na osobną rozmowę.

– Nieco ironizując, można powiedzieć, że to media zagranicznych koncernów mogą sobie pozwolić na zatrudnienie bardziej doświadczonych propagandystów?

– Mam czasem wrażenie, że właśnie tak robią! Narodowe media mają jednak prawo i obowiązek przedstawiać punkt widzenia państwa polskiego, co nie ma związku z żadną propagandą, lecz z najbardziej fundamentalnym interesem naszej ojczyzny – Polski. I to właśnie one zapewniają dziś większą równowagę w przestrzeni publicznej, w ogólnokrajowej debacie, czego jeszcze 2 lata temu tak bardzo nam brakowało. A zatem nawet jeśli obecnie w narodowych mediach bardziej eksponowane są racje rządzących, to jest to uzasadnione i w obecnej medialnej rzeczywistości naprawdę bardzo potrzebne.

Jolanta Hajdasz, doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki, dziennikarka i publicystka, redaktor naczelny Wielkopolskiego Kuriera Wnet, pracowała m.in. w Radiu Wolna Europa, Polskim Radiu, TVN i TVP oraz w „Przewodniku Katolickim”. Jest autorką m.in. książki „Szczekaczka, czyli Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa” oraz filmów dokumentalnych: „Zapomniane męczeństwo” i „Żołnierz Niezłomny Kościoła” o prześladowaniu przez komunistów abp. Antoniego Baraniaka. Od lipca 2017 r. dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Tagi:
społeczeństwo

Treblinki nie wymyślili Polacy

2018-11-16 09:37

Magdalena Kowalewska

Dla młodzieży izraelskiej wyjazdy do Polski to szansa na łamanie stereotypów, zmienianie mentalności i postaw młodego pokolenia - uważa urodzony w Warszawie Alex Danzig, który od 60 lat mieszka w Izraelu.

Magdalena Kowalewska

Przez 25 lat Alex szkolił izraelskich przewodników przybywających z wycieczkami do Polski. – Uczę ich, że historię trzeba pokazywać z różnych perspektyw. Młodzież izraelska powinna odwiedzać obozy koncentracyjne i dawno getto warszawskie, ale powinna również poznać miejsca związane na przykład z Powstaniem Warszawskim – mówi „Niedzieli” Alex Danzig, współtwórca raportu na temat obrazu Polski w podręcznikach przeznaczonych dla uczniów izraelskich szkół średnich.

Jego zdaniem już po pięciu minutach spotkania młodych z jednego i drugiego kraju pryskają stereotypy na temat Polski i Izraela. Wszak pokolenie wychowane na smartfonach i w wirtualnym świecie jest do siebie podobne. Ma te same problemy, te same zainteresowania. – Wypracowaliśmy merytorycznie, jak mają takie wyjazdy wglądać. Podstawą powinno być zdobycie wiedzy o Zagładzie, ale także poznawanie historii Żydów polskich. Przecież przez tysiąc lat żyli oni w Polsce. Wraz Holokaustem zamordowano cywilizację żydowską – przypomina. Zdaniem Alexa młodzi z Izraela powinni zgłębiać te tematy. – Trzeba pokazać, czym jest Polska i jakie były stosunki polsko-żydowskie. Mówić o tym, a nie milczeć. Jeśli nie będziemy tego robić, będą pojawiać się półprawdy i różne stereotypy – dodaje.

Zdaniem Alexa stereotypy na temat polskiego czy izraelskiego społeczeństwa to wynik niewiedzy i ignorancji faktów historycznych. Pomocne w ich obalaniu są właśnie wymiany młodzieży.

Program wyjazdów młodych z Izraela do Polski zaczął się 30 lat temu. Na początku przyjeżdżało kilkuset uczniów, teraz są ich tysiące. Izraelska młodzież do naszego kraju przyjeżdża na zorganizowaną wycieczkę w wieku 16-17 lat. Są to dobrowolne wyjazdy, jednak nie wszyscy na nie się decydują, ponieważ są odpłatne. Wielu rodziców toczy dyskusję w Izraelu na temat kosztów wyjazdu. Mimo to około 35 tys. młodych Izraelczyków rocznie przyjeżdża do Polski. Mogą zgłaszać się klasy maturalne lub przedmaturalne. Młodsi muszą poczekać aż osiągną odpowiedni wiek. Sztandarowe miasta, które poznają młodzi to Warszawa, Kraków i Lublin. Na terenie Polski zwiedzają niemieckie obozy Zagłady. Każdy program zatwierdzany jest przez resort edukacji. Izraelski dziennik „Haarec” w lutym informował, że ministerstwo edukacji Izraela planowało w 2018 r. dofinansować wyjazdy dla 40 tys. uczniów.

Wyjeżdża też polska młodzież do Izraela. Muzeum POLIN i Stowarzyszenie Instytut Żydowski Historyczny do młodych Polaków i Izraelczyków od 13 lat kierują zaproszenie na Polsko-Izraelską Wymianę Młodzieży.

Alex podkreśla, że w pokonywaniu stereotypów polsko-izraelskich pomocne są spotkania z żywymi świadkami historii. Takie jak odbywają się w polskich szkołach. Uczniowie spotykają się z tymi, od których mogą dowiedzieć o Holokauście i historii powstania państwa Izrael. Wśród licznych szkół uczestniczących w takich spotkaniach i studyjnych wyjazdach jest między innymi kilka liceów z Częstochowy, szkoła prowadzona przez pijarów w Krakowie czy nazaretańska szkoła w Kielcach.

Grupa polskich dziennikarzy spotyka się z Alexem w sąsiedztwie Strefy Gazy, w wiosce, w której są dwa mury. Jeden graniczny, a drugi wybudowany przez mieszkańców, mający za zadanie chronić ich przed terrorystami z Hamasu. Pytamy Alexa o to, jak mówić młodemu pokoleniu o Zagładzie i drugiej wojnie światowej. Rozmówca odpowiada, że nie chodzi o współzawodnictwo w cierpieniu. – Nie dyskutujemy podczas wyjazdów, kto bardziej cierpiał. Młodzi muszą zrozumieć, kto budował komory gazowe i dlaczego – podkreśla Alex. Zwraca uwagę na ważną rolę wyszkolenia izraelskich przewodników, którzy nie mogą przekazywać podstawowej wiedzy o historii Polski. – Przewodnik musi wiedzieć, kto wymyślił i zorganizował Treblinkę. To nie byli przecież Polacy – odpowiada krótko.

Obóz Zagłady w Treblince to miejsce śmierci ponad 90 proc. członków rodziny ojca Alexa. – Nic nie pozostało po moim ojcu, który mieszkał przy ul. Miłej 20 w Warszawie. Nie zostały również żadne fotografie po moim dziadku i innych członkach rodziny – wyznaje.

Alex zabrał synów m.in. do Miejsc Pamięci Auschwitz-Birkenau. Ostatnio jego wnuczka odwiedziła nasz kraj. Córka nie chciała przyjechać do Polski. Nie jest jeszcze gotowa na łzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ostatnie pożegnanie

Anna Nowakowska
Edycja legnicka 51/2004

Niedziela 7 listopada 2004 r. - proboszcz ks. Maciej Wesołowski ogłasza smutną wiadomość:
„Zmarł nasz były proboszcz ksiądz kanonik Kazimierz Adamczuk”. Wśród parafian dało się zauważyć poruszenie, smutek, a nawet łzy. Wolą zmarłego ks. Kazimierza Adamczuka było, aby został pochowany na cmentarzu w Chojnowie. Chojnów, to miasto w którym ostatnio ksiądz kanonik wspomagał prace duszpasterzy, to także miejsce pierwszego probostwa ks. Adamczuka.
Środa 10 listopada duża grupa naszych parafian wyrusza do Chojnowa, aby towarzyszyć śp. Księdzu Kazimierzowi w ostatniej drodze na miejsce wiecznego spoczynku. Kilka minut po godzinie 12.00 docieramy na miejsce i całą grupą udajemy się do kościoła, w którym miała być odprawiona Msza św. żałobna. Przed kościołem pierwsze łzy wzruszenia, bo oto przy wejściu wita nas uradowany tak liczną grupą z Bogatyni ks. Tomasz Zagała, siostrzeniec ks. Kazimierza Adamczuka. Wchodzimy do kościoła, tam przy ołtarzu na katafalku wystawiona trumna z ciałem kapłana. Wszyscy podchodzą w skupieniu, składają kwiaty i wieńce. Zatrzymują się, by w ciszy oddać zmarłemu szacunek, by go pożegnać. Jest jeszcze dużo czasu do rozpoczęcia Mszy św. Zajmujemy miejsca i pod przewodnictwem proboszcza ks. Macieja Wesołowskiego odmawiamy Różaniec za zmarłego. Do kościoła schodzą się wierni, księża z okolicznych parafii, siostry zakonne, także z odległego klasztoru Marienthal. Są także górnicy z Turowa i górnicza orkiestra, która tyle razy towarzyszyła Księdzu Kazimierzowi. Jest delegacja Sybiraków, uczniowie i dyrekcja Gimnazjum nr 2, delegacja bogatyńskiego szpitala, gdzie posługiwał jako kapelan. Przypominają mi się słowa śp. Księdza Kanonika zamieszczone w książce Historia Parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Bogatyni: „Przed wyjściem do szpitala idę do Pana obecnego w Najświętszym Sakramencie i bardzo gorąco modlę się, by mnie posłał ze swoją mocą i aby mi towarzyszył w spotkaniu z każdym chorym osobno. Zwłaszcza modlę się za tych, których ziemska droga dobiega końca i proszę, aby sam Pan ich przyjął i przeprowadził przez bramę wieczności.”
Tam w Chojnowie przy trumnie Księdza Kazimierza nasze myśli zwrócone są ku Panu, nasze modlitwy mają pomóc naszemu kapłanowi w drodze do wieczności. Rozpoczyna się nabożeństwo żałobne, któremu przewodniczy biskup legnicki Tadeusz Rybak. Podniosły nastrój i spokój na twarzach zebranych pozwala na bardzo szczególne przeżywanie Mszy św. Ksiądz głoszący słowo Boże krótko opowiada o życiu zmarłego kapłana, podkreślając jego zaangażowanie w szerzenie kultu Bożego Miłosierdzia. Mszę św. kończą mowy pożegnalne, które rozpoczyna burmistrz Chojnowa. Według kolejności podchodzą kolejni mówcy. Pożegnanie od braci górniczej Turowa wypowiada pan Holinka. Żegnają księdza kanonika Jego współmieszkańcy z Domu Seniora z Legnicy.
Wzruszające słowa wypowiada siostrzeniec zmarłego - ks. Tomasz, który dziękuje zmarłemu kapłanowi za pomoc i wsparcie podczas swego pobytu w seminarium. Ks. Tomasz wspomina także, jak szczególne miejsce zajmowała w życiu Księdza Kazimierza parafia w Bogatyni.
Są też słowa od naszego proboszcza księdza dziekana Macieja Wesołowskiego. Oto ich fragment: „Ks. kan. Adamczuka poznałem w czerwcu 1998 r. w Bogatyni. Rok później, ze względów zdrowotnych, poprosił Księdza Biskupa, by mógł przejść na emeryturę i jednocześnie pozostać w parafii jako rezydent. Tak też się stało. Pracowaliśmy razem ponad 2 lata. Później postanowił przejść do Legnicy, do niedawno otwartego domu dla księży emerytów. Przyjeżdżał do Bogatyni. Zapraszałem go, kiedyś nawet zastępował mnie podczas urlopu. Odwiedzałem go w Legnicy - zawsze bardzo się cieszył. Ostatni raz był w Bogatyni miesiąc temu, 9 października br., jak mówimy popularnie, udzielał ślubu Ewelinie, która śpiewała w scholi parafialnej. Potem odwiedziłem go w szpitalu w Legnicy… zapraszałem na odpust… Powiedział: „Jak Pan Bóg da zdrowie” (…) W ostatni poniedziałek, 8 listopada, odprawiałem Mszę św. w jego intencji w naszym parafialnym kościele. Przybyło bardzo dużo ludzi, księża… kościół był wypełniony po brzegi - modliliśmy się o miłosierdzie Boże. (…) Księże Kanoniku, żegnamy Cię, powtarzając słowa, które często wypowiadałeś: „Jezu, ufam Tobie”
Msza św. dobiega końca. Słychać bicie dzwonów i dźwięk górniczej orkiestry. Następuje wyprowadzenie zwłok, wychodzimy z kościoła. Drogę na cmentarz toruje samochód Policji, a za nim cały kondukt. Tak nas wielu, że aż trudno ogarnąć wszystkich wzrokiem. Idziemy spokojnie i w zadumie spoglądamy ku niebu, które dziś jest tak pogodne. Jesteśmy już na cmentarzu, ostatnie chwile przed złożeniem do grobu. Ksiądz Biskup odmawia ostatnie modlitwy, święci grób, krzyż, a na koniec odmawiamy Anioł Pański. Dźwięk trąbki to ostatnie pożegnanie…
Było nas tak wielu z Bogatyni (chyba 200 osób), bo tu w naszej parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, w naszym mieście została cząstka śp. ks. kan. Kazimierza Adamczuka. Wspominajmy naszego byłego proboszcza w modlitwach, a szczególnie wtedy, kiedy odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego, pamiętając jak ważne miejsce w życiu Księdza Kazimierza zajmował kult Bożego Miłosierdzia.
„JEZU, UFAM TOBIE”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek apeluje, by polityka służyła pokojowi

2018-12-18 11:43

tłum. st (KAI) / Watykan

O podejmowanie zdecydowanych działań na rzecz pokoju zaapelował Ojciec Święty do polityków w swoim orędziu na obchodzony 1 stycznia 2019 roku 52. Światowy Dzień Pokoju. Jego hasło brzmi: „Dobra polityka służy pokojowi”.

Oto tekst papieskiego orędzia w tłumaczeniu na język polski:

DOBRA POLITYKA SŁUŻY POKOJOWI

1. „Pokój temu domowi!”

Jezus posyłając swoich uczniów na misję mówi im: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was” (Łk 10, 5-6).

Przekazanie pokoju znajduje się w centrum misji uczniów Chrystusa. Jest to oferta skierowana do tych wszystkich mężczyzn i kobiet, którzy mają nadzieję na pokój pośród dramatów i przemocy ludzkiej historii [1]. „Domem”, o którym mówi Jezus jest każda rodzina, każda wspólnota, każdy kraj, każdy kontynent, w swojej wyjątkowości i historii. Jest to przede wszystkim każda osoba, bez żadnego wyjątku czy jakiejkolwiek dyskryminacji. Jest to także nasz „wspólny dom”: planeta, na której umieścił nas Bóg, byśmy na niej zamieszkiwali, a naszym powołaniem jest otoczenie jej troskliwą opieką.

Niech to będzie moje życzenie na początku nowego roku: „Pokój temu domowi!”.

2. Wyzwanie dobrej polityki

Pokój jest podobny do nadziei, o której mówi poeta Charles Péguy [2]; jest jak kruchy kwiat, który usiłuje zakwitnąć pośród kamieni przemocy. Wiemy o tym: dążenie do władzy za wszelką cenę prowadzi do nadużyć i niesprawiedliwości. Polityka jest istotnym nośnikiem budowania obywatelstwa i dzieł człowieka, ale kiedy ci, którzy ją pełnią, nie przeżywają jej jako służby dla ludzkiej społeczności, może stać się narzędziem ucisku, marginalizacji, a nawet zniszczenia.

„Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!” (Mk 9, 35) – mówi Jezus. Jak podkreślił papież św. Paweł VI: „Poważne traktowanie polityki na jej różnych poziomach – lokalnym, regionalnym, krajowym i światowym – oznacza potwierdzenie obowiązku człowieka, każdego człowieka, by uznał konkretną rzeczywistość i znaczenie wolności wyboru, jaka jest mu ofiarowana po to, by wspólnie z innymi dążył do realizowania dobra miasta, narodu, ludzkości” [3].

Istotnie, zadanie i odpowiedzialność polityczna stanowią stałe wyzwanie dla wszystkich, którzy otrzymują mandat, by służyć swojej ojczyźnie, aby chronić jej mieszkańców i działać na rzecz stworzenia warunków dla godnej i sprawiedliwej przyszłości. Polityka, jeśli jest realizowana z podstawowym poszanowaniem dla życia, wolności i godności ludzi, może naprawdę stać się wzniosłą formą miłości.

3. Miłość i cnoty ludzkie dla polityki służącej prawom człowieka i pokojowi

Papież Benedykt XVI przypomniał, że „każdy chrześcijanin wezwany jest do tej miłości zgodnie ze swoim powołaniem i swoimi możliwościami oddziaływania w pólis. [...] Gdy miłość jest pobudką zaangażowania na rzecz dobra wspólnego, ma ono wyższą wartość, niż gdy ma ono tylko świecki i polityczny charakter. [...] Gdy działalność człowieka na ziemi jest inspirowana i wspierana przez miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do którego dążą dzieje rodziny ludzkiej” [4]. Jest to program, w którym odnaleźć się mogą wszyscy politycy, niezależnie od swojej przynależności kulturowej czy religijnej, pragnący wspólnie pracować dla dobra rodziny ludzkiej, praktykując te cnoty ludzkie, od których uzależnione jest dobre działanie polityczne: sprawiedliwość, równość, wzajemny szacunek, szczerość, uczciwość, wierność.

W związku z tym zasługują na przypomnienie „Błogosławieństwa polityka”, zaproponowane przez wietnamskiego kardynała Françoisa Xavier Nguyen Van Thuana, zmarłego w roku 2002, który był wiernym świadkiem Ewangelii:

Błogosławiony polityk, który dobrze rozumie swoją rolę w świecie. Błogosławiony polityk, którego postępowanie jest przykładem wiarygodności. Błogosławiony polityk, który pracuje dla wspólnego dobra, a nie dla własnego interesu. Błogosławiony polityk, który jest wierny sobie. Błogosławiony polityk, który trudzi się na rzecz budowania jedności. Błogosławiony polityk, który dąży do radykalnej zmiany. Błogosławiony polityk, który potrafi słuchać. Błogosławiony polityk, który się nie lęka [5].

Każde odnowienie funkcji elekcyjnych, każdy termin wyborczy, każdy etap życia publicznego jest okazją, by powracać do źródła i punktów odniesienia, które inspirują sprawiedliwość i prawo. Jesteśmy tego pewni: dobra polityka służy pokojowi; szanuje i krzewi podstawowe prawa człowieka, które są także wzajemnymi obowiązkami, tak aby między obecnymi a przyszłymi pokoleniami nawiązała się więź zaufania i wdzięczności.

4. Wady polityki

Oprócz cnót, w polityce nie brakuje niestety także i wad, wynikających zarówno z niekompetencji osobistej, jak i z wypaczeń w środowisku politycznym i w instytucjach. Jest oczywiste dla wszystkich, że wady życia politycznego odbierają wiarygodność systemom, w obrębie których jest ona prowadzona, a także autorytetowi, decyzjom i działaniom ludzi, którzy się jej poświęcają. Te wady osłabiające ideał autentycznej demokracji są hańbą życia publicznego i zagrażają pokojowi społecznemu: korupcja – w jej wielu formach bezprawnego przywłaszczania sobie dóbr publicznych lub instrumentalizacji ludzi –, odmawianie prawa, brak poszanowania reguł wspólnotowych, bezprawne bogacenie się, uzasadnianie władzy siłą lub arbitralnym pretekstem „racji stanu”, skłonność okopywania się przy władzy, ksenofobia i rasizm, zaniechanie troski o Ziemię, nieograniczona eksploatacja zasobów naturalnych ze względu na doraźny zysk, pogarda dla tych, którzy zostali zmuszeni, by udać się na wygnanie.

5. Dobra polityka krzewi udział młodych i zaufanie do drugiego

Gdy sprawowanie władzy politycznej dąży jedynie do ochrony interesów pewnych uprzywilejowanych jednostek, zagrożona jest przyszłość, a ludzie młodzi mogą odczuwać pokusę nieufności, gdyż są skazani na pozostawanie na marginesie społeczeństwa, bez możliwości uczestniczenia w projekcie dotyczącym przyszłości. Kiedy natomiast polityka przekłada się konkretnie na wspieranie młodych talentów i powołań domagających się spełnienia, pokój szerzy się w sumieniach i na obliczach. Staje się dynamicznym zaufaniem, które pragnie powiedzieć: „ufam tobie i wierzę z tobą” w możliwość współpracy dla dobra wspólnego. Polityka zatem służy pokojowi, jeżeli wyraża się w uznaniu charyzmatów i zdolności każdej osoby. „Czy jest coś piękniejszego niż wyciągnięta dłoń? Bóg chciał, aby dawała ona i brała. Bóg nie chciał, aby zabijała (por. Rdz 4, 1 nn.) lub zadawała ból, ale aby leczyła i pomagała żyć. Obok serca i umysłu dłoń może stać się również narzędziem dialogu” [6].

Każdy może wnieść swój kamień do budowy wspólnego domu. Autentyczne życie polityczne, które opiera się na prawie i na szczerym dialogu między stronami, odnawia się z przekonania, że każda kobieta, każdy mężczyzna i każde pokolenie zawierają w sobie pewną obietnicę, która może wyzwolić nowe energie relacyjne, intelektualne, kulturowe i duchowe. Nigdy nie jest łatwo przeżywać takie zaufanie, ponieważ relacje międzyludzkie są złożone. Zwłaszcza w tych czasach żyjemy w klimacie nieufności, który jest zakorzeniony w strachu przed innym lub obcym, w lęku przed utratą własnych korzyści, a przejawia się również niestety na poziomie politycznym poprzez postawy zamknięcia lub nacjonalizmy kwestionujące braterstwo, którego tak bardzo potrzebuje nasz zglobalizowany świat. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, nasze społeczeństwa potrzebują „budowniczych pokoju”, którzy mogliby być autentycznymi posłańcami i świadkami Boga Ojca, który chce dobra i szczęścia rodziny ludzkiej.

6. Odrzućmy wojnę i strategię strachu

Sto lat po zakończeniu pierwszej wojny światowej, wspominając ludzi młodych, którzy zginęli w czasie bitew i udręczoną ludność cywilną, znamy dziś bardziej niż kiedykolwiek straszliwą naukę wojen bratobójczych, a mianowicie, że pokój nigdy nie może sprowadzać się jedynie do równowagi sił i strachu. Utrzymywanie drugiego w zagrożeniu oznacza sprowadzanie go do stanu przedmiotu i zanegowanie jego godności. Z tego powodu stwierdzamy, że eskalacja zastraszenia, jak również niekontrolowane rozprzestrzenianie broni są sprzeczne z moralnością i poszukiwaniem prawdziwej zgody. Terror wobec osób najbardziej podatnych na zagrożenia przyczynia się do wygnania całych grup ludności w poszukiwaniu ziemi pokoju. Bezzasadne są wypowiedzi polityczne, które próbują oskarżać migrantów o wszelkie zło i pozbawiać ubogich nadziei. Należy natomiast podkreślić, że pokój opiera się na szacunku dla każdej osoby, niezależnie od tego, jakie byłyby jej dzieje, na poszanowaniu prawa i dobra wspólnego, świata stworzonego, który został nam powierzony i bogactwa moralnego, przekazanego nam przez minione pokolenia.

Nasza myśl kieruje się ponadto w szczególności ku dzieciom żyjącym na terenach aktualnych konfliktów oraz ku tym wszystkim, którzy angażują się, aby chronić ich życie i prawa. Jedno dziecko na sześć w świecie jest dotknięte przemocą wojny i jej następstwami, o ile samo nie jest zaciągnięte przez uzbrojone grupy, aby stać się żołnierzem lub zakładnikiem. Świadectwo tych, którzy działają na rzecz obrony godności i szacunku dzieci, jest niezwykle cenne dla przyszłości ludzkości.

7. Wspaniały projekt pokoju

Niedawno obchodziliśmy siedemdziesiątą rocznicę Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, przyjętej w następstwie drugiej wojny światowej. Przypomnijmy w tym względzie obserwację papieża św. Jana XXIII: „Kiedy w istotach ludzkich zaczyna pojawiać się świadomość swoich praw, to w tej świadomości nie może nie rodzić się dostrzeżenie swoich obowiązków. Posiadanie praw wiąże się z obowiązkiem wprowadzania ich w życie, ponieważ są one wyrazem osobistej godności człowieka. A posiadanie praw wiąże się także z ich uznaniem i szacunkiem ze strony innych osób” [7].

Pokój jest bowiem rezultatem wspaniałego projektu politycznego, opartego na wzajemnej odpowiedzialności i współzależności istot ludzkich. Ale jest także wyzwaniem, które każdego dnia domaga się akceptacji. Pokój jest nawróceniem serca i duszy, i łatwo można rozpoznać trzy nierozerwalne wymiary tego pokoju wewnętrznego i wspólnotowego:

- pokój z samym sobą, odrzucając bezkompromisowość, gniew i zniecierpliwienie, a – zgodnie z zaleceniami św. Franciszka Salezego – stosując „trochę słodyczy wobec siebie, aby dać trochę słodyczy innym”;

- pokój z innym: członkiem rodziny, przyjacielem, obcym, ubogim, cierpiącym...; ośmielając się spotkać i wysłuchać przesłania, które ze sobą niesie.

- pokój ze światem stworzonym, odkrywając wspaniałość Bożego daru oraz część odpowiedzialności, jaka spada na każdego z nas, jako mieszkańców świata, obywateli i twórców przyszłości.

Polityka pokoju, dobrze znająca ludzkie słabości i przyznająca się do nich, może zawsze czerpać z ducha hymnu Magnificat, który Maryja, Matka Chrystusa Zbawiciela i Królowa Pokoju śpiewa w imieniu wszystkich ludzi: „Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją. Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych [...] pomny na swe miłosierdzie, jak obiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki” (Łk 1, 50-55).

FRANCISZEK Watykan, 8 grudnia 2018 roku

PRZYPISY:

1. Por. Łk 2,14: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania”. 2. Por. Le Porche du mystère de la deuxième vertu, Paris 1986. 3. List apost. Octogesima adveniens (14 maja 1971), 46. 4. Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 7. 5. Por. Przemówienie na wystawie-kongresie „Civitas” w Padwie: „30giorni”, n. 5/2002. 6. BENEDYKT XVI, Przemówienie do władz Beninu, Kotonu, 19 września 2011; w: L’Osservatore Romano, ed. pl. n. 1 (339)/2012, s. 13. 7. Enc. Pacem in terris (11 kwietnia 1963), 24.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem