Reklama

Medal dla misjonarki z Cieszyna

2017-11-29 10:28

PB
Edycja bielsko-żywiecka 49/2017, str. IV

Robert Karp
Spotkanie z bp. Romanem Pindlem podczas urlopu w Polsce

Medalem „Benemerenti in Opere Evangelizationis” została odznaczona Zofia Kusy, misjonarka z Cieszyna pracująca w Brazylii. Odznaczenie przyznawane za szczególne zasługi na polu ewangelizacyjnym w jej imieniu odebrał ks. Janusz Talik podczas uroczystej gali na Zamku Królewskim w Warszawie.

Medale „Benemerenti in Opere Evangelizationis” przyznano w czterech kategoriach: za zasługi w dziele misyjnym; za pomoc modlitewną i duchową misjom; za pomoc materialną i finansową misjom oraz za informację medialną. W każdej z tych kategorii nagrodę przyznano trzem osobom bądź instytucjom. Urodzona w 1947 r. w Cieszynie Zofia Kusy znalazła się w gronie uhonorowanych za wieloletnią pracę wśród ubogich dzieci w slamsach diecezji Sao Salvador da Bahia w Brazylii. Nagrody wręczono po raz pierwszy podczas gali z okazji 50-lecia Komisji Episkopatu Polski ds. Misji. W uroczystościach wzięli udział m.in.: nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio oraz odpowiedzialny za misyjne dzieło z ramienia KEP bp Jerzy Mazur.

Pod nieobecność odznaczonej Zofii Kusy medal odebrał w jej imieniu ks. Janusz Talik, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w naszej diecezji.

Reklama

Pochodząca z Cieszyna misjonarka pracuje w Brazylii od 1979 r. Początkowo zajmowała się tworzeniem struktur katechetycznych i koordynacją tej działalności Kościoła w diecezji Barreiras. Z czasem jej główną misją stało się duszpasterstwo dzieci. Ze względu na ogromne doświadczenie została zaproszona przez episkopat Angoli, aby pomóc w tworzeniu struktur tego szczególnego duszpasterstwa. Pani Zofia znajduje również czas, by być rzecznikiem spraw polonijnych w Brazylii.

Medal „Benemerenti in Opere Evangelizationis” to nie jedyne wyróżnienie, jakie przyznano Zofii Kusy. W 2004 r. misjonarkę uhonorowano papieskim odznaczeniem „Pro Ecclesia et Pontifice”, w 2011 r. Prezydent RP przyznał jej Złoty Krzyż Zasługi za aktywność polonijną.

Zofia Kusy jest rodzoną siostrą bp. Tadeusza Kusego OFM, który pełni urząd ordynariusza diecezji Kaga-Bandoro w Republice Środkowoafrykańskiej.

Tagi:
medal

Kraków: wręczono Medale Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

2018-06-29 18:37

led / Kraków (KAI)

Cztery polskie rodziny uhonorowano dziś w Krakowie tytułami i medalami „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Odznaczenia wręczyła rodzinom Polaków ratujących Żydów podczas Holokaustu ambasador Izraela w Polsce Anna Azari. Uroczystość odbyła się w Żydowskim Muzeum Galicja podczas trwającego Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie.

Bożena Sztajner
Medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata

W uroczystości uczestniczyły m. in. rodziny Polaków ratujących Żydów, ocaleni z Holokaustu i rodziny ocalałych, przedstawiciele instytucji kultury i organizacji żydowskich.

Ambasador Anna Azari mówiła, że to druga taka uroczystość po przyjęciu nowelizacji ustawy o IPN. Wczoraj osoby ratujące Żydów zostały uhonorowane w Bieczu, w województwie małopolskim. Dodała, że jest szczęśliwa, że ustawa została zmieniona.

- Wręczenie medali „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” to jedno z najważniejszych zadań ambasady Izraela. Tylko w ten sposób możemy spłacić dług wdzięczność wobec Sprawiedliwych – wyznała ambasador. Jak dodała, ludzie ci ratowali Żydów z narażeniem własnego życia i życia swoich bliskich. Jej zdaniem, podczas II wojny światowej ludzie byli zmuszeni do dokonywania "niemożliwych wyborów" i "nie wszyscy zdali ten egzamin z człowieczeństwa".

- W tej strasznej godzinie zaszczuci Żydzi czuli się samotni. Całe rodziny były zastraszane, drżały o życie własne i swoich bliskich, często nie wiedzieli, co robić i do kogo zapukać. Obawiali się Niemców i szmalcowników. W tej godzinie próby Sprawiedliwi otworzyli swoje serca i drzwi domów dla tych przerażonych rodzin. To byli niezwykli ludzie, prawdziwi bohaterowie. Można powiedzieć: zwyczajni - niezwyczajni – mówiła Anna Azari.

Ambasador Izraela w Polsce podkreśliła, że o tolerancję wobec innych trzeba walczyć wspólnie każdego dnia i jest to długotrwały proces. - Edukacja przeciw rasizmowi, ksenofobii i antysemityzmowi powinna być naszą wspólną drogą. W tej drodze wzorujemy się na Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – zaznaczyła.

Natomiast Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi mówił, że należy być dumnym, iż Polacy wbrew strachowi byli gotowi narażać się, by nieść pomoc starszym braciom w wierze. - Oni zaświadczyli o swoim człowieczeństwie i o tym, że nawet w bardzo złych czasach można pozostać człowiekiem. Są bohaterami i zasługują na najwyższy szacunek – podkreślił. Apelował też, aby relacje między Polską a Izraelem budować na prawdzie oraz na tym, co łączy oba narody, a nie na pomówieniach.

Instytut Yad Vashem uhonorował: Alicję Gołąb, jej syna Stanisława i jego żonę Marię, Eugenię i Jana Gołębiów, Mariana Sagana i jego rodziców: Stanisława i Mariannę, Janinę i Jana Trzeciaków oraz Klarę i Teofila Zroskich. Medale "Sprawiedliwych" odebrali krewni odznaczonych.

Rodzina Gołębiów podczas Holokaustu uratowała w Krakowie siedmioletnią Janet Apelfild. - Jestem zaszczycona, chciałabym podziękować za nagrodzenie rodziny Gołąb. Jestem poruszona, ponieważ bez poświęcenia tych osób nie byłoby mnie tutaj. W szkole mówię dzieciom o tolerancji, o odwadze tej rodziny, bo oni nie uratowali tylko mnie, ale przyszłe pokolenia. Moja wdzięczność będzie trwać nawet jeśli mnie już nie będzie – mówiła ocalona podczas video nagrania w trakcie uroczystości.

Z kolei Marian Sagan i jego rodzice uratowali w Proszowicach Rachel Englard. Córka ocalałej Billie Laniado wspominała podczas uroczystości, że matka często opowiadała jej o młodym Polaku, który nie wahał się zaprosić ją do swojego niewielkiego domu i ukrywać ją „kiedy wszyscy Żydzi z Proszowic byli łapani i wywożeni na pewną śmierć”. - Nigdy nie zapomniała o tym świadectwie odwagi. W tamtych straszliwych czasach ludzie byli zmuszani do zachowań, które nie były proste, wielu nie było na to stać, ale było wiele osób, które potrafiły zachować się z odwagą i poświeceniem. Te akty stanowią niezwykle ważną, ludzką lekcję dla świata i przyszłych pokoleń – podkreśliła córka ocalonej.

W trakcie uroczystości uhonorowano także Janinę i Jana Trzeciaków, którzy uratowali Jerzego Wichę. - Jestem bardzo wzruszony. Spędziłem u rodziny trzy lata. Dla siedmioletniego dziecka to połowa życia. To oprócz ocalenia również wprowadzenie w życie i wychowanie. Jestem szczęśliwy, że Yad Vashem uznało zasługi Trzeciaków i cieszę się, że mam z nimi kontakt – mówił ocalony Jerzy Wicha.

Natomiast Klara i Teofil Zroscy zostali uhonorowani za uratowanie w Chorzowie małej Lucy Katz.

Ocalona dziękowała rodzinie za odwagę i ryzyko, które podjęli, aby ją uratować. -To niezwykłe. Oni wierzyli, że człowiek ma wybór, aby postępować dobrze lub źle, oni podejmowali właściwe wybory – podkreśliła. Lucy Katz powiedziała, że często zastanawia się czy sama odważyłaby się na taki gest. - Wiem głęboko, że jestem tym, kim jestem dzięki nim i tej miłości, której doświadczyłam w ich domu, mimo że mało pamiętam, to ten ślad został. Stanowią oni dla mnie model człowieka, który jest niezwykły i który powinniśmy promować na świecie – wyznała.

Medal "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata" jest najwyższym izraelskim odznaczeniem cywilnym przyznawanym od 1963 r. Odznaczenia są przyznawane przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie tym, którzy w czasie Holokaustu bezinteresownie i z narażeniem życia ratowali Żydów.

Na medalu wybita jest sentencja z Talmudu: "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat". Do 1 stycznia 2018 r. Instytut Yad Vashem wyróżnił 26 tys. 973 bohaterów, w tym 6 tys. 863 Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Znak przymierza z Maryją

2018-07-10 14:48

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 28/2018, str. V

16 lipca w zakonach karmelitańskich obchodzona jest uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. To doskonała okazja ku temu, aby przyjąć szkaplerz. O tym, jakie warunki należy spełnić oraz jakie obowiązki spadają na nasze barki po przyjęciu szkaplerza, Annie Majowicz opowiada karmelita bosy, o. Krzysztof Wesołowski

Anna Majowicz
O. Krzysztof Wesołowski OCD

Anna Majowicz: – Gdybym chciała przyjąć szkaplerz, jakie warunki musiałabym spełnić?

O. Krzysztof Wesołowski OCD: – Istnieje tylko jeden zasadniczy warunek: niewymuszone, szczere i świadome pragnienie przyjęcia szkaplerza oraz zawierzenia siebie Maryi w tym znaku. Zawierzenie to obejmuje decyzję dzielenia z Maryją własnej codzienności i naśladowania Jej stylu życia. Oczywiście, należy być także w stanie łaski uświęcającej, ponieważ szkaplerz to znak łaski, który działa tym bardziej, im bardziej człowiek jest czysty.

– Jakie obowiązki przyjęłabym na siebie?

– Przyjmując szkaplerz, zostajemy odziani przez Maryję Jej szatą. Rozpoczyna się wówczas dla nas zupełnie nowy etap wewnętrznego życia. Najpierw dlatego, że decydujemy się „wziąć Ją do siebie” , co jest wielkim pragnieniem Jezusa i wyrazem Jego miłości do każdego z nas. A skoro Maryja jest obecna i uczestniczy razem z Jezusem w stwarzaniu wszystkich i poszczególnych łask, to tym samym przyczynia się do powstawania i wzrostu życia duchowego. Naśladowanie Maryi w znaku szkaplerza to przede wszystkim Jej dar. Wyraża nim zaproszenie do coraz doskonalszego zawierzenia się Jej matczynemu sercu. Przyjmujący szkaplerz zobowiązuje się do codziennego odmawiania modlitwy zapewniającej duchową łączność z Karmelem. Najczęściej jest to antyfona „Pod Twoją obronę”, modlitwa „Zdrowaś Maryjo” lub kilkakrotnie powtarzany akt strzelisty „Matko Boża Szkaplerzna, módl się za nami!”. Co istotne, kiedy kapłan (tu należy zaznaczyć, że nie musi być to karmelita) włącza w rodzinę karmelitańską daną osobę, to znajduje się ona w orbicie zainteresowania zakonu karmelitańskiego. Obdarzamy osoby przyjmujące szkaplerzem swoją modlitwą i wypraszamy dla niej wszelkie dobra duchowe.

– Przyjęcie szkaplerza pociąga za sobą pewne obietnice...

– Chciałbym zaznaczyć, aby szkaplerza nie należy traktować magicznie, ale z wiarą przyjmować łaski, które Bóg daje nam przez Maryję. Nie jest także automatycznym gwarantem naszego zbawienia czy też wymówką, aby nie podejmować wymogów życia chrześcijańskiego. Nabożeństwo szkaplerzne, jeśli jest poważnie traktowane i praktykowane, wymaga trudu współpracy z Tą, której się powierzamy. Szkaplerz jest znakiem chrześcijańskiej wiary, jest znakiem Maryi. To jest pierwsza podstawowa sprawa. A wszelkie inne przywileje, które później poprzez objawienia prywatne, czy przez papieża Jana XXII, czy też przywilej sobotni, to są rzeczy wtórne. Przyjmując szkaplerz, zobowiązujemy się do tego, aby w swoim życiu naśladować Maryję Pannę. Spójrzmy na te kilkanaście scen Ewangelii, które Ją opisują i uczmy się, by tak jak Ona wiernie służyć Jezusowi.

– Co dla Ojca oznacza przyjęcie szkaplerza?

– Karmelici obrali Maryję za Panią serca, Matkę, a przede wszystkim za Siostrę, do której pragnęli się upodobnić przez czyste, niepodzielnie, Bogu oddane serce. Szkaplerz jest zewnętrznym wyrazem tej więzi z Maryją. Co ciekawe, urodziłem się 16 lipca, czyli w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Na swojej drodze bardzo wcześnie spotkałem się z karmelitankami bosymi. Szkaplerz przyjąłem w wieku 9 lat. Myślę, że jako młody chłopak, aż tak nie zwracałem na to uwagi. Dopiero w 1985 r., kiedy wstąpiłem do zakonu, uświadomiłem się w tym bardziej. Przyjęcie szkaplerza i naśladowanie w życiu Najświętszej Maryi Panny jest dla mnie priorytetem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

O pająkach, wielorybie, pumie i pytonie

2018-07-16 12:42

Ks. Paweł Rozpiątkowski

Gadów się boję. Gadów nie lubię i nie szukam ich towarzystwa. Tak po prostu mam i myślę, że podobne sentymenty wobec tych stworzeń ma większość ludzi, przynajmniej z naszego kręgu kulturowego. Nie wiem dokładnie, jak to jest u osób w innych kulturach. Być może ten lęk przed pełzającymi jest mniejszy. Być może dlatego, że są z gadami oswojeni, bo częściej mają z nimi do czynienia. U nas na gady możemy się napatrzeć, ale przez szybę, w terrariach ogrodów zoologicznych.

Kapa65/pixabay.com

Z gadami musiał być na pewno bardziej oswojony mój kolega ze studiów, Afrykańczyk - imienia ani narodowości nie pamiętam, bo było to przed 20 laty. Gdy poczęstowany przez nas, Polaków, przywiezionym z kraju kabanosem, trzymając kawał szlachetnej kiełbasy w ręku, rzekł z wyraźnie brzmiącym znakiem zapytania – Snake? (wąż?) Być może w jego kraju wąż był rarytasem. Nie wiem. Rozśmieszeni i zaskoczeni, nie dociekaliśmy, skąd pojawiły się mu skojarzenia z wężem.

Nawiązuję do gadów w kontekście akcji poszukiwania pytona, którą przez kilka dni żyła spora część mieszkańców naszego kraju – temat jest podtrzymywany nadal, choć nieco osłabło zainteresowanie. Nie przesądzam, czy rzeczywiście ktoś wyrzucił z domowego terrarium pytona – takie było podejrzenie - ale jestem w stanie sobie to wyobrazić. Myślę i coraz więcej na to wskazuje, że był to średnio mądry, za to wysoce kosztowny żart. W końcu praca dziesiątek czy nawet setek ludzi, którzy uganiali się za bujdą na resorach, używany przez nich sprzęt, swoje musiały kosztować.

Poszukiwania egzotycznych, najczęściej niebezpiecznych stworzeń, które rzekomo miały się pojawić w polski ekosystemie, mają już swoją krótką historię. W miejscowości, gdzie mieszkam, kilka lat temu ktoś rozpuścił plotkę, że na jednym z osiedli z nielegalnej hodowli uciekły czy zostały wyrzucone – nie pamiętam szczegółów - jadowite pająki. Ludzie wystraszyli się nie na żarty. To była już panika. Każdy pająk w mieszkaniu stał się przez krótki na szczęście czas - zabójczą tarantulą.

Pająki to była sprawa lokalna. Nieco wcześniej, jeżeli dobrze pamiętam, cała Polska, a szczególnie mieszkający w okolicach Wisły (chodzi o rzekę nie o miasto), poszukiwali wieloryba, który miał zabłądzić i wpłynął do królowej naszych rzek. Byli tacy, którzy święcie wierzyli w tego nieprawdopodobnego newsa i może nawet do dziś powtarzają, że na pewno w Wiśle gościł wieloryb. Później była też akcja z pumą, która - pisano o tym ze szczegółami - rozszarpywała psy w okolicach Włoszczowej.

Tak się złożyło, że kilka dni temu, gościliśmy na plebani kamieniarzy z tych okolic, którzy naprawiali w kościele posadzkę. Podczas rozmowy przy stole obdarli tę historię z nimbu egzotyczności. Okazało się – to wiadomość z pierwszej ręki – że „pumą” był agresywny pies jednego z mieszkańców tej wsi, w której nasi fachowcy mieszkają. To ten swojski, choć wściekły czworonóg, rozszarpywał inne psy i trzeba go było po prostu uśpić. A więc wszyscy emocjonowaliśmy się pumą, która w rzeczywistości była psem. Prawdopodobnie to samo jest z pytonem, który nie wiem, czym w rzeczywistości jest, bo żadne ze zwierząt występujących na naszych ziemiach nijak go przypomina.

W każdym bądź razie ta historia dowodzi, jak łatwo jest nas wystraszyć. Zresztą, tak sobie myślę, że chyba nie kończyłbym tak, beztrosko moich rozważań i „śpiewał” zupełnie inaczej, gdybym mieszkał w okolicach rzekomo odnalezionych śladów sześciometrowej, blisko stukilowej bestii rodem z azjatyckich mokrych odstępów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem