Reklama

Z Zułowa – w świat: ślad Piłsudskiego

2017-11-29 09:42

Andrzej Nowak
Niedziela Ogólnopolska 49/2017, str. 18-19

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Ślad, który Piłsudski odcisnął w politycznej rzeczywistości Polski, trwa w nas do dziś

Zułowo – wieś w powiecie święciańskim, 60 km na północ od Wilna – to miejsce, na którym 5 grudnia skupiamy naszą uwagę. Do dziejów narodowych w posagu wprowadziła je przedstawicielka historycznego rodu, który przejął ten majątek w wieku XIX – Maria z Billewiczów. Jak wiemy (z pierwszych zdań Sienkiewiczowskiego „Potopu”), ród ten możny, „od Mendoga się wywodzący, wielce skoligacony i w całym Rosieńskiem nad wszystkie inne szanowany”, do urzędów wielkich nie dochodził, „co najwięcej powiatowe piastując”. Jednak to w Zułowie, który Maria wniosła do majątku zaślubionego w kwietniu 1863 r. Józefa Wincentego Piłsudskiego, urodził się 5 grudnia 1867 r. piastun najwyższej godności w Rzeczypospolitej – przyszły Naczelnik Państwa Józef Klemens Piłsudski.

Raj lat dziecinnych

Jako jego gniazdo rodzinne wszedł Zułów do polskiej pamięci (niekiedy mieści się w niej jeszcze oddalony o 8 km na zachód kościół parafialny w Powiewiórce – „miejsce chrztu Marszałka Józefa Piłsudskiego, Wodza Narodu”, jak głosi drewniana tablica „od synów tej ziemi”, upamiętniająca ów akt z 15 grudnia 1867 r.). Wraz z większością dużego, przekraczającego 8 tys. hektarów, majątku Marii Zułów nie został skonfiskowany przez carskie władze, mimo udziału ojca rodziny w powstaniu styczniowym. „Duży modrzewiowy dwór – wewnątrz dwanaście obszernych pokoi, portrety przodków na ścianach...” – tak po latach Ziuk (jak nazywano w rodzinie czwarte z dwanaściorga dzieci) opisywał ostoję swojego szczęśliwego, zasobnego dzieciństwa. W lipcu 1874 r. w wielkim pożarze spalił się dwór i wszystkie niemal zabudowania gospodarskie zułowskiego majątku. Rodzina, zadłużona mało roztropnymi przedsięwzięciami inwestycyjnymi Józefa Wincentego, nie mogła sobie pozwolić na odbudowę i przeniosła się do Wilna. Zułów przeszedł w ręce rosyjskie. Rodzinny dwór pozostał wszakże dla przyszłego marszałka nie tylko „rajem lat dziecinnych”, ale i wspomnieniem polskiego domu, nauki polskiej tradycji, którą z niezwykłą pieczołowitością kultywowała matka. Wilno – to już dla młodego chłopca było rosyjskie gimnazjum rządowe... Dlatego jeszcze kilka lat po opuszczeniu dworu rodzinnego dwunastoletni Ziuk „wydawać” będzie dla siebie ręcznie pisany „Gołąb Zułowski” – pismo wypełnione wspomnieniami zabaw i nauk patriotycznych wyniesionych z domu (wśród nich opowieści o Somosierze i fragmenty „Śpiewów historycznych” Niemcewicza). To była pierwsza „bibuła” późniejszego przywódcy podziemnej PPS.

Nie będziemy tutaj powtarzać encyklopedycznych wiadomości o dalszych losach, które małego Ziuka doprowadzą przez syberyjskie zesłanie (1887-92), konspiracje w PPS, Organizację Bojową, zamach na rosyjski pociąg pocztowy pod Bezdanami w 1908 r., prace nad odrodzeniem polskiej siły zbrojnej w Galicji, wymarsz Pierwszej Kadrowej z krakowskich Oleandrów w sierpniu 1914 r., epopeję legionową – aż do roli naczelnika państwa, organizatora zwycięstwa Polski w wojnie z Rosją Sowiecką w 1920 r. Chcemy raczej w miejscu i czasie jego urodzenia wskazać początek śladu, który fenomen jego osobowości i kariery zostawił w naszej historii.

Reklama

Współczesność formacji

Miejsce to oczywiście historyczna Litwa – szlacheckie w niej gniazdo. A więc dumne wspomnienie wielkich tradycji I Rzeczypospolitej, unii politycznej zapewniającej mocarstwowe położenie państwa w Europie Wschodniej. Z drugiej strony – to również współczesność lat formacji młodego Piłsudskiego – współczesność naznaczona przez imperialną Rosję i jej wyjątkowo brutalną na tym terenie po 1863 r. politykę depolonizacyjną. Punktem wyjścia dla wizji politycznej Naczelnika było wspomnienie Wielkiego Księstwa Litewskiego jako wspólnoty państwowej, ponadnarodowej, której odtworzenie w unii z Polską jest misją do wykonania.

Rok urodzenia drugiego po Kościuszce naczelnika to także rok urodzin Adama Sapiehy, Władysława Reymonta i Marii Skłodowskiej (późniejszej Marii Curie). Trzy lata starsi byli Roman Dmowski i Stefan Żeromski, rok młodszy od Piłsudskiego był Stanisław Wyspiański. To było pokolenie ludzi, którzy odrodzili Polskę. Jaki to był czas? Przypomnijmy: urodził się Piłsudski równo dwadzieścia lat po przedstawieniu pierwszych rapsodów „Króla-Ducha” Słowackiego, a tylko osiem lat po opublikowaniu przez Darwina traktatu „O pochodzeniu gatunków” – manifestu walki o byt w przyrodzie. Czas dorastania intelektualnego i emocjonalnego Piłsudskiego to okres z jednej strony dominacji neoromantyzmu w wyobraźni młodego pokolenia Polaków, a z drugiej – powszechnej w całej niemal intelektualnej Europie tego czasu fascynacji darwinizmem społecznym. Inaczej niż Dmowski, który tę właśnie fascynację przeciwstawił „zaczadzeniu romantycznemu”, Piłsudski w pewnym sensie tworzył syntezę obu tych prądów w swym światopoglądzie. Dostrzec w niej można pokrewieństwa intelektualne z ideami Fryderyka Nietzschego. Choć ten ostatni powszechniej i głębiej inspirował działaczy politycznych i artystów o pokolenie lub bodaj pół pokolenia młodszych od Piłsudskiego, warto zauważyć, że przyszłego wodza państwa polskiego i niemieckiego filozofa dumnego ze swych (wymyślonych) polskoszlacheckich korzeni upodabniały nie tylko imponujące wąsy... Obsesja walki, siły woli, która łączyła się w owej syntezie z kultem heroizmu, rewolucyjnego heroizmu – genetycznie wiąże wizję polityczną Piłsudskiego jednak przede wszystkim z dziełem Słowackiego, pisarza górującego nad wszystkimi w duchowym panteonie przyszłego Naczelnika Państwa.

Inspiracja, wizja i rzeczywistość państwa

Wydaje się, że nie gdzie indziej, jak w „Królu-Duchu” właśnie szukać można inspiracji, a zarazem modelu wizji Piłsudskiego, a przynajmniej kilku jej ważnych elementów. Bieg zdarzeń jest w niej zdominowany przez szereg kolejnych wcieleń królewskich (niekoniecznie koronowanych) duchów w dziejach Polski. Wynika stąd naturalnie kult wielkich, heroicznych indywidualności, oparty na przekonaniu o istnieniu duchowej hierarchii wśród ludzi i wśród narodów. Jego konsekwencje nie wpisywały się najlepiej w założenia demokracji, w której głosy liczy się równo – niezależnie od zasług. Raczej wynikało z owych konsekwencji uzasadnienie dla misji tych, co stoją wyżej w hierarchii zasług, heroizmu, woli – wobec tych, co są niżej. Nawet jeśli misja ta pociąga za sobą użycie przemocy. Tak bliska potomkowi rodu Billewiczów „Genezis z Ducha” to postęp przez heroiczne wysiłki jednostki. Lenistwo, zamiłowanie do wygody, niechęć do ponoszenia ofiar – zdefiniowane są w tym kontekście jako największe grzechy przeciw duchowi.

W odróżnieniu od wielkiego Litwina – Mickiewicza, który doszedł ostatecznie do syntezy heroizmu i pokory, Słowacki przyjmował tylko heroizm, odrzucał pokorę. Jego ideałem – jakże fascynującym późniejszego I Marszałka Rzeczypospolitej – była „święta anarchia”: nieograniczona wolność najwyżej rozwiniętych, najsilniejszych i najświętszych duchów, które mogą łamać bez skrupułów istniejące tradycje, prawa, a nawet – w razie „wyższej konieczności” – zasady moralne. W odróżnieniu z kolei od Joachima Lelewela, który idealizował przeszłość Polski jako prototyp demokracji, Słowacki sławił dawną Polskę jako społeczność najbardziej sprzyjającą duchowej elicie, najmniej odporną na słuszne prawa duchowej wyższości (zagwarantowane przez możliwość „wolnego nie pozwalam” wobec głosu większości). Piłsudski odnajdywał tu wezwanie do odnowienia etosu rycerskiego, potężnego „tonu” wielkich wojowników.

Rzeczywistość Polski odbudowanej zdawała się tylko umacniać tę wizję w samym Naczelniku, z gorzką wszakże przymieszką: on stoczył swoją wielką walkę, ale społeczeństwo nie chciało ponosić ofiar... Heroiczny wysiłek jednostek nie przemógł tendencji społecznych, które lepiej może rozumieli jego przeciwnicy – z Narodowej Demokracji. Wyłaniająca się z wojny o granice II Rzeczpospolita była zdecydowanie odmienna od wizji jej Naczelnika. Przeważyła nie wola elity, która sobie przypisywała zasługę niepodległości, ale demokracja „małych interesów”. Triumfował nowoczesny nacjonalizm: nie tylko jednak w społeczeństwie polskim, ale także w społecznościach mniejszości narodowych współtworzących II RP. Kadłubowa wersja Rzeczypospolitej (w porównaniu z jej obszarem z 1772 r. i wielkimi planami Piłsudskiego), która powstała w wyniku traktatu ryskiego, choć pozostawała państwem wielonarodowym, to jednak wobec wyraźnej przewagi żywiołu etnicznego polskiego popychana była w tej sytuacji w kierunku modelu państwa narodowego.

Cel – nowa Polska

Podjętą na nowo w maju 1926 r. próbę zatrzymania tych tendencji Piłsudski – tak jak całą sprawowaną przez siebie ponownie władzę – rozumiał, widział, interpretował w ramach swej politycznej wizji jako jeszcze jeden, rozłożony w czasie, akt woli heroicznej jednostki i wspierającej ją elity. Celem było nie tylko uratowanie państwa przed wrogami zewnętrznymi, coraz mocniej – po Locarno i po odnowionym układzie sowiecko-niemieckim w Berlinie – je osaczającymi. Celem było stworzenie nowej Polski – nie narodowej, ale państwowej, a nawet państwowotwórczej. Polski rządzonej przez zasługi dla jej wielkości i zasługującej na nią. Tę wielkość i hierarchię zasług raz jeszcze miała określać wizja samego Piłsudskiego. Nie tworzył on systemu, nie tworzył nawet ideologii – ta bowiem krępowałaby jego własną swobodę politycznego demiurga. Chciał nim pozostać i, choć podkreślał coraz mocniej swoją osobistą rolę, odczuwał zarazem wciąż boleśnie jej rozbijanie się o rzeczywistość społeczną, ekonomiczną, o „opór materii”. Komendant chciał zjadaczy chleba (i to niekoniecznie dobrze zasłużonego) przerobić może nie w aniołów, jak jego duchowy mistrz, ale raczej w rycerzy, gotowych zawsze do wiernej służby swojemu Królowi-Duchowi – jedynemu, który wie, czego Polska wymaga. Chciał – i wiedział, że to niemożliwe. I na tym polega właśnie patos tej wizji.

Rodzaj testamentu politycznego stanowi wypowiedź Komendanta na konferencji byłych premierów w marcu 1934 r., kiedy trzeba już było rozwiązywać dylemat położenia Polski nie tylko między Rosją a Niemcami, ale też między Stalinem a Hitlerem. Piłsudski powiedział wtedy: „Zadanie Polski jest na Wschodzie. (...) Dla osiągnięcia tego wpływu Polski na Wschodzie warto jest wiele nawet poświęcić z dziedziny stosunków Polski z państwami zachodnimi”. To był jeden z wymienionych w tym swoistym testamencie kanonów wizji Polski, którą tworzył szlachcic z Zułowa. Drugi, także wymieniony w owej wypowiedzi, miał ogólniejsze znaczenie: „Nigdy nie zniżać głowy, tzn. przestrzegać godności”.

Piłsudskiemu nie udało się spełnić tej wizji, z którą przystępował pewnie, jeszcze w latach 90. XIX wieku, do pracy nad odbudową Polski ze swych snów, z marzeń Słowackiego. Ale na pewno odcisnął ślad przynajmniej tej wizji w politycznej rzeczywistości Polski po 1918 r. Ślad, który trwa w nas do dziś.

Tagi:
historia Piłsudski Józef Józef Piłsudski

Jabłka od jabłoni

2018-07-25 11:42

Witold Dudziński
Edycja warszawska 30/2018, str. 1,4

Najpierw bili się o odzyskanie niepodległości, potem, w 1920 r., o jej zachowanie. Wreszcie 25 lat później – oni sami lub ich dzieci walczyli w Powstaniu Warszawskim. Konieczność walki o wolność przechodziła z ojca na syna

Wikipedia
Legionistom Piłsudskiego i powstańcom warszawskim przyświecał ten sam cel – niepodległa Polska

Przeciętny powstaniec warszawski miał osiemnaście, dwadzieścia, góra dwadzieścia kilka lat. – Szeregowymi żołnierzami była młodzież szkolna i studencka, którą do walki niósł zapał, chęć odwetu za lata krwawej okupacji – mówi Katarzyna Utracka, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego. Starsi byli dowódcy, należący do poprzedniego pokolenia. To była kadra oficerska, która brała udział w I wojnie światowej, w odzyskiwaniu niepodległości, wojnie polsko-bolszewickiej, wojnie 1939 r. Byli – lub mogli być – ich rodzicami, wujami, nauczycielami. Byli dla nich wzorami, autorytetami.

Bratankowie Wieniawy

Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, jedna z barwniejszych postaci II Rzeczypospolitej, karierę rozpoczął w 1. Kompanii Kadrowej, która 6 sierpnia 1914 r. wyruszyła z krakowskich Oleandrów do Królestwa Polskiego. Był wielkim polskim patriotą, a miłość do ojczyzny potrafił zaszczepić bratankom, synom brata Jerzego.

Sam Jerzy Długoszowski, potomek powstańców listopadowych i styczniowych, wziął udział w I wojnie światowej jako nastolatek. Walczył w szeregach 1. pułku ułanów Legionów Polskich płk. Władysława Beliny-Prażmowskiego. Jego synowie, a bratankowie Wieniawy, Andrzej Długoszowski i Marek ps. Baobab polegli w powstaniu. Por. Andrzej Długoszowski ps. Klanecki, podharcmistrz z II plutonu „Alek” 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”, poległ trzeciego dnia Powstania w rejonie „Gęsiówki” na Woli. Miał 22 lata. Dziesięć dni później, w walkach na Starym Mieście, zginął jego dwa lata młodszy brat Marek ps. Baobab. Obaj zostali pochowani w kwaterach żołnierzy i sanitariuszek batalionu „Zośka” na warszawskich Wojskowych Powązkach. Sam „Wieniawa”, traktowany z niechęcią przez władze emigracyjne, popełnił samobójstwo w 1942 r.

Dzieci Teofila

Teofil Dziama, oficer 4. pułku piechoty Legionów, w sierpniu 1920 r., w czasie Bitwy Warszawskiej, przydzielony został do 16. Eskadry Wywiadowczej operującej z lotniska mokotowskiego. Walczył z Sowietami i Litwinami. W czasie okupacji niemieckiej ppłk Dziama włączył się w działalność konspiracyjną, co było powodem osadzenia go w niemieckim obozie w Auschwitz.

Tam działał w Związku Organizacji Wojskowej, którego założycielem był rtm. Witold Pilecki. Za tę działalność Niemcy rozstrzelali go jesienią 1943 r., razem z m.in. ppłk. pil. Juliuszem Gilewiczem, uczestnikiem wojny z bolszewikami i ppłk. kawalerii Kazimierzem Stamirowskim, dawnym legionistą.

W Powstaniu Warszawskim brali udział jego córka i syn. Danuta Dziama, ps. Hela, była sanitariuszką w zgrupowaniu „Kiliński” w Śródmieściu Północnym w sierpniu i wrześniu 1944 r. Miała 21 lat. Późniejsze jej losy są nieznane. Jej dwa lata młodszy brat, ps. Bicz, Stach, walczył w zgrupowaniu „Konrada” w Grupie Bojowej „Krybar” też w Śródmieściu Północnym.

Ruszyli na wojnę

Działał przykład ojca, wuja, stryja. Wujem Jana Bieniasa, cichociemnego, ps. Osterba, Ożoga, był Jan Szczepaniak, legionista Józefa Piłsudskiego i kawaler orderu Virtuti Militari. Miał dziewięcioro rodzeństwa, z których kilkoro walczyło i zginęło w czasie II wojny światowej. Sam Jan Bienias w Powstaniu Warszawskim walczył w zgrupowaniu „Radosław”, był dowódcą pododdziału. Ranny w trakcie walk na Woli, przeszedł kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia Północnego. Zginął na początku września w walce z niemieckimi czołgami na skarpie ul. Książęcej. Właśnie ukończył 25 lat.

Kilka lat temu warszawskie Muzeum Wojska Polskiego zorganizowało wystawę „Na stos rzuciliśmy... Dwa pokolenia 1914-1944”, pokazującą legionistów, którzy po latach sami – lub ich dzieci – „po raz drugi, trzydzieści lat później, znów odpowiedzieli na wezwanie, ruszając na barykady stolicy”.

„Należy się zastanowić nad tym, co kierowało młodymi ludźmi zarówno w sierpniu 1914 r., gdy z przestarzałą bronią ruszyli na Wielką Wojnę i tą młodzieżą, która – również źle uzbrojona – stanęła na barykadach Warszawy. Hołd dla tych postaci jest jednocześnie uznaniem ich wielkości i tragizmu wspólnych losów” – napisali autorzy wystawy.

Kamienie na szaniec

Stanisław Bytnar krótko walczył w legionach (konkretnie w 3. kompanii VI batalionu 1. Pułku Piechoty I Brygady). Nie był w stanie: został ciężko ranny w bitwie pod Krzywopłotami k. Olkusza, jesienią 1914 r. W Międzywojniu był nauczycielem i społecznikiem. Wychował dwoje niesamowitych dzieci (sam zginął podczas ewakuacji KL Auschwitz zimą 1945 r.) Jana i Danutę. Danuta Bytnar-Dziekańska była łączniczką w AK i Szarych Szeregach, jej brat stał się symbolem heroizmu młodych Polaków w tamtym czasie.

Jan Bytnar, ps. Rudy, podharcmistrz, dowódca hufca „Południe” grup szturmowych, podporządkowanych Kedywowi AK, uczestnik wielu akcji małego i dużego sabotażu, stał się jednym z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Aresztowany i torturowany przez gestapo, został odbity przez grupy szturmowe w akcji pod Arsenałem, nie przeżył. A z pewnością byłby jednym z bohaterów Powstania Warszawskiego.

Syn Rota

Ludwik Bittner, ps. Baza, Rot, Tarnowski, pełnił służbę w Legionach Polskich i Polskich Sił Zbrojnych. W II Rzeczypospolitej dosłużył się stopnia pułkownika. W AK był m.in. komendantem Okręgu Lublin i dowódcą 9. Podlaskiej Dywizji Piechoty AK. Aresztowany przez NKWD w 1944 r. wrócił do kraju w 1947 r. i musiał przyjąć pracę dozorcy w Biurze Odbudowy Stolicy.

Jego syn, Sławomir, podporucznik AK, ps. Maciek, był dowódcą kompanii „Felek” batalionu „Zośka”. Nie doczekał Powstania: został aresztowany i zamordowany przez Niemców zimą 1944 r. To na jego cześć 1. Kompania Batalionu „Zośka” otrzymała kryptonim „Maciek”.

– Wśród powstańców byli uczestnicy walk o odzyskiwanie niepodległości w latach 1914-18. Ale znacznie częściej brali w tym udział ich dzieci, siostrzeńcy, bratankowie – mówi Katarzyna Utracka. – Gdy przyjrzeć się biogramom młodych powstańców, widać, że wielu z nich miało tradycje rodzinne walki o niepodległość. Rodzice walczyli albo otarli się o Legiony, POW itp. Wielu z nich uczestniczyło w wojennej konspiracji, a jeśli nie, dołączali się do Powstania w trakcie jego trwania.

Na stos rzucili

Dołączyła szara myszka, 16-letnia wówczas Helena Gadomska, ps. Kama, której relacji można posłuchać wśród ok. 4 tys. innych, w niesamowitym Archiwum Historii Mówionej na stronach Muzeum Powstania Warszawskiego. Była sanitariuszką u „Żywiciela” na Żoliborzu. – Ojciec był oficerem – powiedziała w rozmowie z Archiwum. – Przeszedł przedtem i legiony, i POW, i front litewsko-białoruski, wszystko to, co można było przeżyć w I wojnie światowej. Tak, że tradycja była silna.

Wspomniana wystawa przeszła słabo zauważona, a szkoda. „Zarówno legioniści – napisali autorzy wystawy – walczący na frontach I wojny światowej, którzy swoje życie rzucili na «ofiarny stos», jak i powstańcy warszawscy, «rzuceni na szaniec», kierowali się pewnymi zasadami, mieli jeden wspólny cel, jakim była niepodległa Polska”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spotkanie z Jerzym Filipem Sztuką

2018-09-18 21:06

Ks. Mariusz Frukacz

Jak pamiętać? Jest pamięć indywidualna, zbiorowa i narodowa, mówił Jerzy Filip Sztuka, artysta plastyk, rzeźbiarz, medalier, który 18 września wieczorem był gościem 79. spotkania z cyklu "Z Janem Pawłem II ku przyszłości" w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie.

Marian Florek/Niedziela

„Jerzy Filip Sztuka, to ważna postać dla kultury polskiej. Jest dla nas wyróżnieniem, że jego prace możemy dzisiaj pokazać w naszym muzeum” - mówił na początku spotkania Krzysztof Witkowski, twórca i dyrektor muzeum.

W spotkaniu wzięła udział m. in. najbliższa rodzina artysty. Spotkanie było połączone z jubileuszem 50 – lecia pracy zawodowej i artystycznej Jerzego Filipa Sztuki.

„Ojciec stworzył cały świat, w którym się wychowałem i uczyłem się patrzenia także na kulturę. To dzięki ojcu dzisiaj potrafię tak a nie inaczej patrzeć na świat” – mówił syn artysty Marcin.

Zobacz zdjęcia: Spotkanie z Jerzym Filipem Sztuką

„Tata jest wiarygodny poprzez swoje człowieczeństwo” – dodał syn Jacek.

Natomiast żona Krystyna podkreśliła m. in. że małżeństwo to pewna forma ciągłej kreacji”.

W części artystycznej spotkania wystąpili członkowie rodziny artysty.

Jerzy Filip Sztuka opowiadając o swojej twórczości podkreślił m. in. fascynację twórczością Haliny Poświatowskiej, Dantego. – Szczególną postacią, która jest obecna w mojej twórczości jest św. o. Pio. Medal z wizerunkiem padre Pio podarowałem Janowi Pawłowi II, podczas spotkania w Watykanie. – mówił Jerzy Filip Sztuka i dodał, że „ważne jest ciągłe poszukiwanie, pogłębianie wiary”.

Podczas spotkania został otwarty wernisaż wystawy jubileuszowej „Pamięć zapisana w brązie”. Na wystawie zaprezentowane zostaną medale, rzeźby i reliefy Jerzego Filipa Sztuki, m. in. dotyczące Jana Pawła II.

Jerzy Filip Sztuka to artysta ur. 1943 roku w Częstochowie, specjalista z zakresu reklamy wizualnej, projektowania graficznego, wzornictwa przemysłowego i kształtowania przestrzeni. Absolwent, a od. 2000 r. profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Do 2012 r. był pracownikiem naukowo-badawczym uczelni częstochowskich, warszawskich i radomskich. Współorganizator i pierwszy dyrektor Wydziału Artystycznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej (obecnie Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza) w Częstochowie. Wykładowca Politechniki Częstochowskiej. Swoje prace prezentował na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych na całym świecie.

W twórczości artysty obecny jest wymiar sakralny, tak jak m. in. w medalu przedstawiającym modlitwę codzienną „Ojcze nasz”. Dzieła artysty pokazują także piękno świata, przyrody, stawiają pytania o sens ludzkiego życia, obecność Tajemnicy, Boga.

Wystawa w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II jest wystawą przekrojową, pokazującą dokonania Jerzego Filipa Sztuki na przestrzeni lat 1968 - 2018.

Pierwsze spotkanie w ramach cyklu „Z Janem Pawłem II ku przyszłości” odbyło się 18 marca 2012 r. Jego gościem był abp Mieczysław Mokrzycki metropolita lwowski i wieloletni sekretarz papieża.

W ramach spotkań, które odbywają się każdego 18. dnia miesiąca, swoimi wspomnieniami o Janie Pawle II dzielili się m.in. Arturo Mari – fotograf papieski, abp Stanisław Nowak, Eugeniusz Mróz - kolega szkolny Karola Wojtyły, ks. Roman Szpakowski – prezes Stowarzyszenia Wydawnictw Katolickich, dr Roberto Mari, Stanisław Markowski, Mariusz Drapikowski, dr Wanda Półtawska, prof. Gabriel Turowski, Jan Pietrzak, o. Jerzy Tomziński, dr inż. Antoni Zięba, ks. inf. Ireneusz Skubiś, br. Marian Markiewicz, Karolina Kaczorowska, bp Antoni Długosz, ks. prof. Waldemar Chrostowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Biskup rezygnuje z udziału w Synodzie

2018-09-19 15:27

st (KAI) / Utrecht

Wybrany przez episkopat holenderski jako delegat na październikowy synod o młodzieży bp Robertus Mutsaerts zrezygnował z udziału w tym zgromadzeniu. Jego zdaniem w chwili obecnej, w obliczu ujawniania szeregu skandali w Kościele, kwestia duszpasterstwa młodzieży nie jest najpilniejsza.

Mazur/episkopat.pl

Episkopat holenderski podczas Synodu będzie reprezentował wybrany jako zastępca delegata bp Everardus Johannes de Jong.

Konferencja Episkopatu Holenderskiego wyraziła szacunek dla decyzji bpa. Mutsaertsa. Jednocześnie podkreśliła znaczenie podejmowania konkretnych środków na rzecz bezpiecznego Kościoła dla dzieci i młodzieży. Holenderski episkopat postrzega nadchodzący synod jako szansę i możliwość zajęcia się tymi kwestiami podczas rozmów z biskupami ze wszystkich krajów świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem