Reklama

Gwiazda Afganistanu dla Maryi

2017-11-08 11:46

Ks. Zbigniew Suchy
Edycja przemyska 46/2017, str. 4

Archiwum

Ks. Zbigniew Suchy: – Opowiadał mi Pan o doświadczeniu opieki Matki Bożej na misji wojskowej w Afganistanie, proszę podzielić się tą refleksją także z czytelnikami „Niedzieli”. Wiedza o niebezpiecznym doświadczeniu żołnierza i jego bliskich na misji w dalekim, obcym kulturowo kraju nie jest powszechnie znana.

Żołnierz: – Kiedy wyjeżdżałem na misję, byłem zapewniany przez rodzinę, sąsiadów, księdza proboszcza, że kiedy tam będę, oni przez te pół roku będą się za mnie modlić przy figurze Matki Bożej w parafii pw. Świętej Trójcy. Kiedy dzwoniłem do domu, rodzice mówili, że sąsiedzi i parafianie mnie pozdrawiają i że modlą się, żebym wrócił cały i zdrowy. Kiedyś zadzwoniłem do ks. Stanisława Zarycha. Powiedział mi, żebym się trzymał i żebym dawał świadectwo wiary katolickiej w tym islamskim kraju. Czułem, że naprawdę jestem na misji i że mam mocne wsparcie modlitewne. Jeżeli coś złego się działo, to zawsze obok. Przez te pół roku, kiedy działałem w zgrupowaniu bojowym, mimo że wokół spadały rakiety i trwał ostrzał, mój pluton zawsze wychodził z tego bez szwanku. Zawsze udawało nam się przejechać trudny teren bez ofiar. A ryzyko było ogromne. Uczestniczyłem w dwóch konwojach, które bardzo często natrafiały na miny i udało nam się ich uniknąć.
Jeden z ataków rakietowych zniszczył nam zupełnie kaplicę, w której przez całą misję służyłem do Mszy św. Było to tydzień po Triduum Paschalnym. Pod ołtarzem był Boży grób, który zbudowaliśmy z kolegą. Rakiety spadły centralnie na ołtarz, niszcząc go doszczętnie. Figura Matki Bożej także została uszkodzona. Obok kaplicy była kafejka internetowa. Był to czas obiadowy, więc ludzie mieli chwilę, aby przyjść tam i zadzwonić do domu, porozmawiać z bliskimi. Gdyby rakiety spadły jakieś 20 m dalej, zginęłoby bardzo wielu ludzi. Myślę więc, że to był cud, że rakiety spadły na ołtarz, a nie kawałek dalej. Miałem wtedy służbę. Stałem na zewnątrz, kiedy rozległ się charakterystyczny odgłos nadlatujących pocisków. Tego dźwięku nie zapomnę do końca życia. Zdążyłem tylko złapać za telefon i zaalarmować kolegów. Kilka godzin później byłbym na Mszy św. w tym kościele. Kiedy wróciłem do Polski, i kiedy po dłuższym namyśle zrozumiałem, jak wiele miałem szczęścia, postanowiłem oddać Matce Bożej mój medal – Gwiazdę Afganistanu – jako wotum dziękczynne. To odznaczenie otrzymałem od Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej za nienaganną służbę na misji. Jest ono dzisiaj przy ołtarzu w parafii Świętej Trójcy.
Jeden z kolegów, którego uważałem za ateistę, zwierzył mi się, pokazując rozdarte zdjęcie Matki Bożej Ostrobramskiej. Kiedy wraz z innymi żołnierzami jechał opancerzonym transporterem, wybuchł pod nimi potężny ładunek. Transporter został zniszczony, ale nikomu w środku nic się nie stało. Kiedy kolega wrócił z patrolu, wyciągnął spod kamizelki swój portfel, w którym nosił zdjęcie Matki Bożej Ostrobramskiej, i zauważył, że zdjęcie jest rozdarte. Odebrał to jako znak, że Matka Boża wzięła na siebie cały impet tego uderzenia.

– Czy ta ekstremalna sytuacja, w której znajdują się żołnierze podczas misji, ma wpływ na ich doświadczenie wiary?

– Sądzę, że wiele zależy od tego, czy człowiek wyniósł wiarę z domu. Jeżeli wiara była już w nim zakorzeniona, to z pewnością to trudne doświadczenie umacniało jego relację z Bogiem. Mimo tego że niektórzy z moich kolegów nie chodzili do kościoła, to wierzyli w Boga. Kiedy czyniłem znak krzyża za każdym razem, gdy opuszczaliśmy bazę, oni też to robili.

– Jaka jest rola kapelanów na misji wojskowej?

– Kapelan odprawiał dla nas codziennie Mszę św., na którą przychodzili ci, którzy mogli i mieli czas. Nie mieliśmy tam oczywiście dnia wolnego w niedzielę. Kapelan służył wsparciem, rozmową, sakramentem spowiedzi. Organizował spotkania świąteczne, żebyśmy mieli choć namiastkę tego, co moglibyśmy mieć, gdybyśmy ten czas spędzali w domu, z rodziną. W Afganistanie spędziłem Boże Narodzenie i Wielkanoc.

– Jaki wpływ miał pobyt na misji na relacje żołnierzy z bliskimi?

– Niestety, wiele związków nie wytrzymało tej rozłąki. Z pewnością miał na to wpływ ciągły niepokój, niepewność, strach przed tym, że stanie się coś złego. Obie strony ciężko przeżywają ten czas. Będąc w stanie permanentnego stresu, człowiek staje się nerwowy. Ciężko jest zapanować nad negatywnymi emocjami i łatwiej wpada się w złość. Zespół stresu pourazowego dotyczy nie tylko żołnierzy, którzy są na misji, ale także ich rodzin, i jest w stanie odbić tak mocne piętno na relacjach z najbliższymi, że całkowicie zmienia ich życie. Mimo że utrzymywałem ze swoją dziewczyną kontakt przez cały czas i rozmawialiśmy niemal codziennie, to jednak ta półroczna rozłąka w tak ekstremalnych warunkach miała na nas duży wpływ. Po moim powrocie znacznie częściej zdarzały nam się kłótnie i ostre wymiany zdań. Staliśmy się mniej tolerancyjni wobec swoich zachowań, mniej cierpliwi wobec siebie. Wiem na pewno, że ta misja mnie zmieniła. Myślę, że piętno, jakim zostaliśmy naznaczeni przez tę rozłąkę, już w nas zostanie. Jest inaczej niż było wcześniej, ale wiem, że kocham ją tak samo jak przed misją. Dzisiaj jest już moją żoną.

– Najbliżsi żołnierzy walczących na misjach, którzy nieustannie boją się o bezpieczeństwo tych, których kochają, są z pewnością cichymi bohaterami. Dziękuję, że zgodził się Pan opowiedzieć nam o tych trudnych doświadczeniach i że podzielił się Pan swoim świadectwem wiary w opiekę Matki Bożej.

Tagi:
wywiad

Misjonarzem jest Chrystus

2018-04-18 12:13

Maria Palica
Edycja szczecińsko-kamieńska 16/2018, str. I-II

Maria Palica
Ks. Robert Gołębiowski z Relikwiami Krzyża Świętego, za nim ministranci z Krzyżem św. Ottona

Z członkiem grupy misyjnej, ks. kan. Robertem Gołębiowskim, o „Misjach u stóp Krzyża” rozmawia Maria Palica.

Maria Palica: – Parafie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej od ponad 7 lat przeżywają „Misje u stóp Krzyża”. Tuż przed Wielkanocą zakończyły się w dekanacie Goleniów, 26 kwietnia rozpoczną w dekanacie Kołbaskowo. Jaki jest główny cel tych Misji?

Ks. Robert Gołębiowski: – Impulsem do zorganizowania „Misji u stóp Krzyża” były wydarzenia wokół Krzyża, jaki stanął przed Pałacem Prezydenckim po tragedii smoleńskiej w kwietniu 2010 r. Przeżyliśmy wtedy półtoramiesięczne rekolekcje przy Krzyżu. Były tam przykłady pięknych świadectw wiary, ale także liczne profanacje Krzyża, a media non stop o tym mówiły. Abp Andrzej Dziega po tych wydarzeniach w gronie kilkunastu kapłanów zastanawiał się, czy i jak tę sytuację wykorzystać do działań duszpasterskich. Pytał, czy nie wyjść z Krzyżem do ludzi, żeby – i to jest główny cel tych Misji – zadośćuczynić za grzechy, które są popełniane wobec Krzyża. Ale żeby też był to jednocześnie czas refleksji nad znaczeniem Krzyża w życiu człowieka wierzącego. I tak zrodziła się myśl przeprowadzenia „Misji u stóp Krzyża” we wszystkich parafiach archidiecezji. Ksiądz Arcybiskup zaproponował, aby odbywały się one przy Relikwiach Krzyża Świętego z katedry kamieńskiej i Krzyżu św. Ottona.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: nie ma zgody, by małżonkowie niekatoliccy przyjmowali Komunię św.

2018-04-18 22:50

st (KAI) / Linz

Kongregacji Nauki Wiary, której przewodniczy abp Luis Ladaria, listem z 22 lutego, miała odmówić zezwolenia, aby współmałżonek niekatolicki pary mieszanej mógł przyjmować Eucharystię w Kościele katolickim – informuje austriacki portal kath.net. Decyzję tę miał potwierdzić Papież Franciszek.

Tama66/pixabay.com

Zgodnie z projektem wytycznych zatwierdzonych przez Niemiecką Konferencję Biskupów w lutym b.r. większością 2/3 głosów, małżonkowie protestanccy mogli by przyjmować Komunię św. po „poważnym zbadaniu sumienia”, a także musieli by „potwierdzić wiarę Kościoła katolickiego” co do Eucharystii, pragnąc zakończyć „poważne cierpienie duchowe” oraz „zaspokoić głód Eucharystii”.

Pomimo zapewnień ze strony przewodniczącego konferencji, kardynała Reinharda Marxa, że nie jest to jakąkolwiek próbą zmiany doktryny Kościoła, wniosek głęboko podzielił biskupów niemieckich.

Kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, potępił ten ruch jako „sztuczkę retoryczną” i stwierdził, że warunki wymienione w projekcie dokumentu nie mogą zostać spełnione, jeśli chcemy pozostawać wiernymi nauczaniu Kościoła.

Na początku kwietnia b.r . pojawiała się informacja, że siedmiu biskupów, w tym kard. Rainer Woelki z Kolonii poprosiło o interwencję prefekta Kongregacji Nauki Wiary, abpa Luisa Ladarii Ferera SJ. W trzystronicowym liście opublikowanym na łamach Kölner Stadt-Anzeiger stwierdzili, że Niemiecka Konferencja Episkopatu może przekroczyć swoje kompetencje i poprosili Watykan o pomoc. List był adresowany również do kard. Kurta Kocha, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

Oprócz kardynała Woelkiego list podpisali abp Ludwig Schick z Bambergu oraz biskupi Konrad Zdarsa (Augsburg), Gregor Maria Hanke (Eichstätt), Wolfgang Ipolt (Görlitz), Rudolf Voderholzer (Ratyzbona) i Stefan Oster (Passawa). W lutym b.r. większość biskupów niemieckich wyraziła zgodę na umożliwienie luterańskiemu członkowi pary mieszanej komunii. Natychmiast podjęto w tej kwestii konsultacje z Watykanem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Dzień Otwartych Drzwi w Wyższym Seminarium Duchownym

2018-04-19 09:32

Zapraszamy ministrantki, ministrantów i lektorów oraz ich opiekunów do uczestnictwa w „Dniu Otwartych Drzwi” 28 kwietnia br. Początek o godzinie 9.00, zakończenie ok. 15.00. W ramach spotkania oprócz wspólnej Mszy świętej przeżyjemy inne atrakcje, między innymi grę terenową – kto był w zeszłym roku, ten wie o co chodzi.


Pozdrawiają klerycy, zwłaszcza roku trzeciego.

Więcej informacji i zapisy pod adresem internetowym:

otwartedrzwi.seminarium@gmail.com

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem