Reklama

Przyjąłem – przekazuję!

2017-11-08 11:46

Anna Skopińska
Edycja łódzka 46/2017, str. 4

Ks. Paweł Kłys
Abp Grzegorz Ryś

Anna Skopińska: – „Kościół krakowski tysiące razy mi służył... Służba temu Kościołowi przemienia, czyni piękniejszym, bogatszym i mądrzejszym” – kilka dni temu tak pięknie żegnał się Ksiądz Arcybiskup ze swoim Krakowem. Kościół łódzki jest dużo młodszy, ma zaledwie 100 lat. Czy kiedyś takie słowa padną pod adresem także tego, naszego Kościoła?

Abp Grzegorz Ryś: – Nie mam wątpliwości. Bo Kościół to nie jest abstrakcja, to są przede wszystkim ludzie. I w tym Kościele od początku do końca chodzi o ewangelizację. A ta ma wymiar lokalny. Nie mogę inaczej myśleć o Krakowie jak tylko z sentymentem. To jest miasto, które mnie jako człowieka kształtowało. Tam przeżyłem całe swoje życie i tylko rok spędziłem poza nim. Ale to nie oznacza, że tu ma być Kraków. To oznacza tylko tyle, że do Łodzi przyjechał człowiek ukształtowany w Krakowie. I tu będzie żył. Więc proszę się nie bać (śmiech).
Nie będę też udawał, że jestem kim? – nikim? W każdej sytuacji i miejscu trzeba być sobą. Zresztą na tyle, na ile się zorientowałem, np. w Domu Księży Emerytów, gdzie dwóch kapłanów pochodzi z Podhala, ktoś jest też z Łomży i z Koszalina, łódzkiego prezbiterium nie tworzą sami rdzenni łodzianie. Są tu księża z rożnych stron Polski, którzy jakoś w tym Kościele się odnaleźli. I to uważam za atut tego Kościoła – bo każdy wnosi do niego ze sobą inne rozumienie tego, co dla wszystkich wspólne.
– Ksiądz Arcybiskup głosi skandal miłosierdzia. Prosto i głośno, na każdym kroku, mówi o tej Bożej miłości do człowieka. Kraków miłosierdzia, św. Siostry Faustyny, z Łagiewnikami, z sanktuarium, Łódź – miejsce, w którym wszystko się zaczęło – to nie to miłosierdzie przyprowadziło nam Księdza Arcybiskupa?
– Żyjemy w Kościele, który w Duchu Świętym coraz bardziej odczytuje Ewangelię jako Ewangelię miłosierdzia. Mamy też to szczęście żyć w czasach papieża Franciszka, który mówi, że miłosierdzie jest imieniem Boga. My wiemy, że Bóg jest miłością. Św. Jan pisze o tym wprost w swoim Pierwszym Liście, a papież Franciszek interpretuje ten Janowy zapis: Bóg jest miłością, która jest miłosierdziem. Myślę, że wszędzie Kościół żyje tym, jak się mu Pan Bóg na tym konkretnym etapie dziejów zbawienia objawia. A Pan Bóg objawia się nam dzisiaj szczególnie jako Ten, który jest miłosierny. I to jest ważne w każdym miejscu. Bo nie jest tak, że Kraków „ma” miłosierdzie, bo ma Łagiewniki, brata Alberta, a po drodze miał jeszcze św. Jadwigę Królową i św. Jana Kantego. Niewątpliwie to jest Kościół, który dostawał od Boga sygnały przez całe swoje 1000 lat, że miłosierdzie jest czymś, albo lepiej – Kimś – niesamowicie istotnym. I w Krakowie do osób związanych z miłosierdziem dołączy niedługo Hanna Chrzanowska – osoba, która stworzyła ruch hospicyjny i zupełnie nowoczesne pielęgniarstwo. Jej beatyfikacja przed nami.
Ale nie możemy powiedzieć, że tylko Kraków czy Łódź są związane z miłosierdziem. A może jest jednak tak, że w każdym miejscu, trochę inaczej, przez ludzi, ale ostatecznie odkrywamy tego samego Boga? W Warszawie będą to Laski i Matka Czacka, w pozostałych regionach inne szczególne miejsca. Na tym właśnie polega bogactwo Kościoła: ten sam Duch Święty w różny sposób i z różnymi ludźmi, ale ostatecznie objawia nam Boga. Tego samego.

– Nosi Ksiądz Arcybiskup na palcu szczególny pierścień...

– Ostatnio jest tak, że ile razy zajdę do kard. Stanisława Dziwisza, to on mi coś daje na drogę. To jest taki przykład – nie boję się tego powiedzieć – ojcowskiej miłości. A kard. Stanisław wie, kim dla mnie w życiu był kard. Franciszek Macharski. To jest pierścień, który kard. Franciszek dostał od mnichów z Mogiły w dniu swoich święceń biskupich w Rzymie w 1979 r. na Trzech Króli. I pewnie dostał go, włożył na palec, a potem podarował Ojcu Świętemu na pamiątkę tej sakry. A kard. Stanisław przechował ten pierścień.

– To jakieś zobowiązanie?


– To jest przede wszystkim łaska, bogactwo. Jest takie słowo, którego często używamy, a które brzmi „dziedzictwo”. Dziedzictwo jest zobowiązaniem, ale przede wszystkim jest obdarowaniem. Można chodzić i w kółko, jak mantrę, powtarzać: mam wielkie zobowiązanie. Ale wielkość tego zobowiązania odkrywa się wtedy, gdy doświadcza się go w sobie. Gdy się odkrywa, jakie ono jest wielkie. I kiedy odnajdę je wreszcie w sobie, to ono samo w sobie staje się wiążące. Wtedy nie przeżywa się tego jako ciężar i nie mówi: muszę uważać, bo mogę zepsuć coś po wielkich poprzednikach.
Noszę też krzyż, także po kard. Franciszku. To wielka radość wiedzieć, że nic się ode mnie nie zaczyna. Że przede mną byli fantastyczni ludzie, którzy uczyli mnie wiary. W Kościele wszystko odbywa się według tego schematu: przyjąłem – przekazuję.
– Tak, jak pamięć... Listopad to szczególny miesiąc, gdy wspominamy tych, których już nie ma. Gdy bardziej może widzimy świętych. Mówił Ksiądz Arcybiskup w jednym z wywiadów, że ma takich swoich świętych niekanonizowanych. Powie Ksiądz Arcybiskup o nich?
– Ich jest cała lista. Nawet tu, w Łodzi, mówiłem o takiej osobie. To Józefa Mikowa, siostra ks. Ferdynanda Machaya, proboszcza kościoła mariackiego w Krakowie. Pierwszy raz się o niej dowiedziałem, szukając w mariackim archiwum zupełnie czegoś innego. Przeczytałem opis przetrzymywania jej przez Niemców w krakowskim więzieniu na Montelupich. Przez tydzień przebywała w celi głodowej. Potem została przeniesiona do szpitala więziennego, gdzie ją zabito. W tej celi, po tygodniu głodu, strażnicy wstawili jej jakiś kubeł z piciem. Spróbowała go i było bardzo słone, więc zrozumiała, że to jest jeszcze kolejna tortura. Bo gdyby się napiła, to potem miałaby już pragnienie zupełnie nie do opanowania. Więc nie piła wcale. Potem jakiś strażnik rzucił jej kawałek chleba. Czarnego chleba. Ona znowu miała wątpliwości: czy może jeść ten chleb, czy nie... Istniało przecież niebezpieczeństwo, że też chleb jest nafaszerowany jakimiś chemikaliami. I wtedy strażnik odchylił judasza i powiedział: „Szczęść Boże”. Domyśliła się, że to może był Ślązak wcielony do wojska. Poczuła też, że to zapewne jakiś przyzwoity człowiek, więc uklęknęła i zjadła ten chleb jako komunię duchową z Panem Jezusem...
Pamiętam zapis tej modlitwy. Że od tygodni czy miesięcy nie ma możliwości przyjmowania Eucharystii, bo jest uwięziona, więc ten kawałek chleba rzucony ręką żołnierza spożyje na kolanach jako komunię duchową. Pamiętam też, jak pierwszy raz w życiu czytałem ten tekst, potem go cały spisałem... Popłakałem się, choć naprawdę nie zdarza mi się to często. A potem zacząłem dalej szukać śladów po tej osobie. Aż trafiłem na opis jej śmierci. Kiedy już leżała w szpitalu, przyszła do niej współwięźniarka, prosząc o przebaczenie, bo to ona ją wydała. Wsypała dlatego, że była szantażowana przez Niemców, którzy – mając jej męża – grozili, że zostanie zabity. I ta kobieta powiedziała Józefie Mikowej: „Wsypałam cię, bo wiedziałam, że na tobie się to zatrzyma”. Ten opis sporządzili współwięźniowie. Opis wybaczenia i pojednania dwóch kobiet. Takie teksty są czystą Ewangelią...

– Mamy dziś szansę choćby dotknąć takiej świętości? W tych czasach być takimi?

– A po co ten Kościół istnieje? Nie po to? Nikt się nie rodzi świętym, tylko świętymi się stajemy. Każdy z nas jest grzesznikiem. To nie jest tak, że Józefa Mikowa nie miała w swoim życiu momentów słabszych. Na takie też trafiłem. Ale o nich dziś nie powiem. Człowiek staje się świętym i nieraz wystarczy mu na to ostatnia sekunda w życiu. Tak, jak dobremu łotrowi na krzyżu – pierwszemu człowiekowi, który wszedł do nieba. A ostatecznie tym, co przesądza o świętości, jest otwarcie na łaskę. I myślę, że tu jest kłopot. Bardzo często pokazujemy świętych jako takich heroicznych i to najlepiej heroicznych od niemowlęctwa. I świętość osiąganą własnymi siłami. A to bzdura i nieprawda.

– To otwarcie na Boga jest nas w stanie tak przemienić w każdym czasie?

– Świętość bierze się z otwartości na łaskę, a ta człowieka zmienia. Wszyscy jesteśmy wezwani do świętości. I nie jest tak, że Pan Jezus jest dla nas tylko wzorem osobowym. Jest kimś, kto chce z nami być w komunii, w jedności. I wtedy takie bycie z Nim nas zmienia. Najprostsze odniesienie jest takie, że kiedy ludzie są ze sobą, kochają się, to się zmieniają. Żyjący w małżeństwie upodabniają się jakoś do siebie. Ale nie jest to łatwy proces. Moi rodzice mają za sobą 60 lat małżeństwa i widzę, jakimi są cudnymi ludźmi. Ile na to trzeba było czasu? Ale bycie ze sobą razem stało się dla nich doświadczeniem przemieniającym. Jest obok mnie ktoś, kto mnie kocha, kto mnie akceptuje, komu na mnie zależy. Na niego, na nią, zawsze mogę liczyć. Nie zrobię tego choćby z racji na nią czy na niego... To samo dzieje się w relacji człowieka z Bogiem.

– Odkrywa Ksiądz Arcybiskup takich świętych?

– Chodzą między nami!

– „Bierzmowanie jest ogromną szansą ewangelizacyjną” – to słowa Księdza Arcybiskupa, ale dla bardzo wielu bierzmowanie jest po to, by zdobyć papierek potrzebny do zawarcia małżeństwa...


– Czyja to wina? Moja. Błąd jest już w założeniu, że mamy kogoś przygotować „do bierzmowania”. My go mamy przygotować do życia wiarą. Do odkrycia tożsamości chrześcijańskiej. I momentem niesłychanie ważnym na tej drodze, momentem inicjacji chrześcijańskiej, jest bierzmowanie. A myśmy zafundowali młodym w Polsce takie doświadczenie, że bierzmowanie to jest punkt dojścia. I jaką propozycję dostają „po”? Ile jest takich miejsc w polskim Kościele, że tym młodym bierzmowanym dzisiaj jest proponowane coś następnego dnia, coś za tydzień? Tylko odpocząć, bo 3 lata pracowali...
To jest szaleństwo! Przygotowujemy ludzi do sakramentów. Chcę być dobrze zrozumiany – sakramenty są ogromnie ważne, ale tylko wtedy, gdy są przeżywane w wierze. I to dotyczy momentów inicjacyjnych, takich, jak chrzest w rodzinie, I Komunia św., jak bierzmowanie. One muszą być przeżywane w wierze i one też wiarę budują. Co to znaczy przygotować do bierzmowania? Czy to oznacza opanować elementarną wiedzę, rudymenty katechetyczne i wszystko wyrecytować? I ten młody powie mi jedną definicję modlitwy, drugą, trzecią, ale ja się z nim nigdy nie pomodlę? Nie zaproponuję mu czegoś, co św. Jan Paweł II nazywał szkolą modlitwy? Przecież jeśli on tej modlitwy nie zasmakuje, nie odkryje jaka to istotna w życiu przestrzeń, to po co mu cała ta wiedza?
– Ale tak też się dzieje na katechezach w szkole...
– Katecheza w szkole jest ważna, wiedza jest ważna, katechetyczna wiedza jest ogromnie ważna, ale to wszystko musi być budowane na doświadczeniu ewangelizacyjnym. Na tym, że człowiek naprawdę odkrywa Jezusa Chrystusa jako Tego, który jest dla niego Panem i Zbawicielem. Moim. I gdy człowiek ma to odkrycie za sobą, to ma w sobie pasję poznawania tego, kim ten Jezus jest, kim jest Kościół. Wtedy otwiera się przestrzeń tego, co w Kościele nazywa się „didache”, właśnie nauczania, na każdy możliwy temat. I ci młodzi inaczej słuchają.
Pamiętam katechezę we wspólnocie neokatechumenalnej. Uczestniczyli w niej w większości młodzi ludzie – studenci, licealiści. Katecheza miała być o miłości, seksie, życiu erotycznym. Tak słuchali! A to przecież taki temat, że gdy się go rusza na katechezie, ma się od razu przeciwko sobie całą klasę. Albo otwiera się potężną przestrzeń do debaty, w której zaraz się pokłócimy, bo każdy ma swoje zdanie. Tam nie było żadnej kłótni. Były pytania. Dlaczego nie było sporu? Bo byli to ludzie, którzy odkryli w życiu Jezusa Chrystusa i teraz słuchają Go jako Nauczyciela. W zaufaniu. Oni nie uczą się czegoś na poziomie wiedzy ogólnej – co Kościół myśli na dany temat? Chodzi o to, jakie jest nauczanie Jezusa Chrystusa, który jest twoim Panem... I moim, który ci to głoszę! Jesteśmy w zupełnie innym świecie z tą samą katechezą. I nawet w tym samym miejscu – w szkole. Dlaczego nie? Tylko trzeba, by ta młodzież, która jest na katechezie, miała także poza szkołą doświadczenie ewangelizacji. Wtedy katecheza przestanie być wojną, po której katecheci wracają do domów wykończeni, umęczeni i niemający już na nic siły i ochoty.

– W tym pomocna może być nowa ewangelizacja?

– W listopadzie odbędzie się IV Kongres Nowej Ewangelizacji poświęcony bierzmowaniu. Będzie kilkanaście warsztatów, gdzie pokazane zostaną metody, jak można z młodymi i starszymi pracować. I nie tylko przygotować do bierzmowania, ale do całego chrześcijańskiego życia. Zapraszam: kongres.bierzmowanie.org.

– Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad abp Grzegorz Ryś

Święci otwierają nam niebo

2018-10-16 11:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Ks. Krzysztof Hojzer zaprasza na Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych

Kamil Krasowski: – Od kilku lat nasza Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio organizuje 31 października tzw. Wieczór Wszystkich Świętych. W tym roku będzie on szczególny, gdyż jego ranga urosła do głównego tego rodzaju wydarzenia w mieście. Jak zatem zapowiada się tegoroczny Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych? Jacy święci w znaku relikwii będą obecni?

Ks. Krzysztof Hojzer: – W tę szczególną noc, rozważając ewangelijne błogosławieństwa, które ukazują nam duchowy wizerunek Jezusa i wyrażają Jego misterium – tajemnicę śmierci i zmartwychwstania, pragniemy w obecności Wszystkich Świętych i za ich wstawiennictwem głębiej wniknąć w życie Boga. Człowiek zatopiony w Bogu bardzo konkretnie czerpie z tych niezwykłych głębin życia Bożego. Każdego roku widzimy, jak wielka to łaska. Święci tej nocy wypraszają nam głębsze rozumienie i doświadczenie miłości Boga. Mamy bardzo wiele świadectw pięknych nawróceń. Święci swymi modlitwami otwierają nam tej nocy niebo na oścież. Dlatego chcemy tej łaski dla całego miasta i nie tylko. W modlitwie zawierzenia i adoracji u stóp Jezusa tej nocy modlą się z nami i orędują m.in.: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Ignacy Loyola, św. Ojca Pio, św. Faustyna, św. Jan Paweł II, św. Franciszek i Hiacynta, św. Matka Teresa z Kalkuty, bł. ks. Jerzy Popiełuszko...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Jak się czuł kard. Karola Wojtyły dzień po wyborze na papieża?

2018-10-16 09:52

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Dzień po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża Jana Pawła II, kard. Stefan Wyszyński zapytał go jak się czuje jako papież. Jan Paweł II odpowiedział, że czuje się tak, jakby tu od zawsze był. Na co kard. Wyszyński odpowiedział, że to łaska stanu” – mówi abp Józef Michalik, który wówczas był rektorem Kolegium Polskiego w Rzymie, skąd kard. Wojtyła 16 października 1978 roku wyjechał na konklawe.„Mogliśmy przewidywać, że nadzieja na wybór jest realna. Były ku temu przesłanki” – dodaje abp Józef Michalik.

PAP/JACEK TURCZYK

„Kard. Karol Wojtyła przyjechał do Rzymu znacznie wcześniej, przed 16 października, i zatrzymał się w Kolegium Polskim” – powiedział abp Józef Michalik, wspominając czas poprzedzający konklawe sprzed 40 lat. Kolegium Polskie zostało założone przez Zmartwychwstańców w 1866 roku i „przez lata służyło polskiej sprawie”. Jak wyjaśnił abp Michalik, tam właśnie zatrzymywali się biskupi podczas swoich wizyt w Rzymie, tam też zatrzymywał się m.in. kard. Wojtyła.

Przyjazd kard. Karola Wojtyły w tym czasie wiązał się z pogrzebem zmarłego nagle Ojca Świętego Jana Pawła I. Abp Michalik wspominał, że wyjechał po kard. Wojtyłę na lotnisko, by go powitać i przywieźć do Kolegium. On jednak poprosił, by pojechali najpierw do Bazyliki św. Piotra, gdzie było już wystawione ciało śp. papieża Jana Pawła I. Jak relacjonuje abp Michalik, wchodząc do bazyliki i widząc obecnych tam kardynałów, zapytał kard. Wojtyły, ilu z nich nie zna on osobiście. „Kardynał się zastanowił i odpowiedział: siedmiu. Dla mnie to była pośrednia odpowiedź, że właściwie nie ma takiego drugiego kardynała, który tylko siedmiu kardynałów by nie znał osobiście. To wskazywało na to, że szanse naszego kardynała były poważne w tym najbliższym konklawe” – powiedział abp Michalik.

Abp Michalik mówił również o innych znakach, które wskazywały na to, że myśl kardynałów zostanie skierowana w kierunku kardynała z Polski. Jako jeden z nich wskazał fakt, że kard. Wojtyła jako jeden z kilku kardynałów-elektorów został poproszony o wygłoszenie wykładu całemu kolegium kardynalskiemu na temat przyszłości Kościoła, podczas sesji, jaka tradycyjnie miała miejsce tuż przed konklawe. „Mogliśmy przewidywać, że nadzieja na wybór jest realna” – powiedział abp Michalik.

Jak wspominał, kard. Wojtyła do czasu konklawe uczestniczył w codziennych praktykach modlitewnych mieszkańców Kolegium Polskiego. Wielokrotnie, m.in. podczas wspólnych posiłków, również przed pierwszym konklawe, były rozmowy na temat wyboru nowego papieża. „Żartowaliśmy, komentowaliśmy doniesienia prasowe, a czasem rozmawialiśmy na poważnie” – powiedział abp Michalik. „Ksiądz kardynał zawsze przyjmował te żarty i rozmowy z uśmiechem, a czasem z humorem na to odpowiadał” – powiedział abp Michalik.

Opowiedział też wydarzenie, jakie miało miejsce dokładnie w dniu wyboru, w kaplicy Kolegium Polskiego. Rano Mszy św. przewodniczył tam kard. Wojtyła. W czasie modlitwy wiernych jeden z księży spontanicznie wypowiedział intencję, by kard. Karol Wojtyła został papieżem. Tę modlitwę wiernych zakończył kard. Wojtyła. Odniósł się do tej intencji przywołując mocne słowa Jezusa do Piotra z ewangelii św. Mateusza 16, 21-23, gdzie Jezus mówi: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki” (Mt 16,23). Kończąc dodał jakby swoją intencję, by został wybrany sługa Boży, który przyjmie wybór z pokorą i spełni wolę Bożą.

Abp Michalik zapytany o sam moment wyboru, odpowiedział, że przyjął go z wielką radością. Nie chodził na Plac św. Piotra po południu, właśnie z racji na możliwość wyboru kard. Wojtyły, by w razie czego udzielić potrzebnych informacji czy też pokazać pokój, w którym mieszkał kard. Wojtyła tuż przed konklawe. „Kiedy zostało ogłoszone imię Karola Wojtyły prawie natychmiast rozdzwoniły się telefony” – opowiadał.

Po wyborze rektor Kolegium Polskiego wraz z domownikami, którzy oglądali konklawe w telewizji, poszedł do kaplicy. „Wspólnie zaśpiewaliśmy Te Deum dziękczynne za to wydarzenie i poleciliśmy Bogu nowego papieża” – powiedział.

Następnego dnia wraz z sekretarzem nowego Ojca Świętego, obecnym kardynałem Stanisławem Dziwiszem, abp Michalik pojechał do Watykanu, by zawieźć Papieżowi pozostawione w Kolegium Polskim rzeczy. „Zastaliśmy go na modlitwie, na klęczniku przed Najświętszym Sakramentem, ubrany na biało. Kiedy podszedłem by się powitać Ojca Świętego. On poprosił bym chwilę jeszcze poczekał i spotkaliśmy się. Bardzo swobodnie zaczął opowiadać o ostatnich wydarzeniach i bardzo nas zapraszał, byśmy go odwiedzali.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

16 października – tę datę wybrała Maryja?

2018-10-16 14:49

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Pytanie jest zasadne. W tym samym dniu, 61 lat wcześniej powstało Rycerstwo Niepokalanej.

40 lat temu Karol Wojtyła został papieżem i w tym dniu Kościół wspomina św. Jadwigę Śląską, dlatego została patronką dnia wybrania go na namiestnika Chrystusa.

101 lat temu o. Maksymilian Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej podpowiadając, aby dla Maryi i Jej metodami zdobyć cały świat. Czy w Księdze Rycerstwa w Niepokalanowie jest adnotacja o tym, że Karol Wojtyła był, formalnie, Rycerzem Maryi? Jeszcze nie wiem, na to pytanie szukamy odpowiedzi. Ojcowie franciszkanie do tej pory nie trafili na taki wpis, ale nie wykluczają, że w dawnych księgach może być zachowany, jeśli Karol Wojtyła taką decyzję nie tylko podjął, ale formalnie dopełnił wpisu. Jeśli tak, to miało to prawdopodobnie miejsce w okresie krakowskim Wojtyły, wtedy zresztą liczby wstępujących do Rycerstwa imponująco rosły, ojcowie franciszkanie zagarniali pod płaszcz Maryi rzesze ludzi, a Cudowny medalik, tarcza Rycerza Niepokalanej, łączył noszących go w armię kochających Jezusa Jej miłością.

Niemniej jednak polski papież, który mówił Maryi Totus Tuus, całym życiem ideę Rycerstwa wypełnił… Czy to przypadkowe daty? Myślę, że nie. I nie umniejszając roli św. Jadwigi we wstawiennictwie za polskim kardynałem, do czuwających nad losami Wojtyły dopisałbym jeszcze o. Maksymiliana (wtedy błogosławionego), ale nade wszystko Maryję.

Splatają się w tej dacie losy dwóch wielkich Polaków – Kolbego i Wojtyły.

Każdy z nich „wszystko postawił na Maryję”. Zarówno św. Maksymilian jak i św. Karol Wojtyła byli Jej umiłowanymi synami. Czy mogła wybrać datę 16 października, aby podpowiedzieć światu następcę Piotra? Mogła. Czy tak zrobiła? Możemy, znając życie Karola Wojtyły, znając życie o. Maksymiliana i znając Ją – zawsze odpowiada na miłość i wołanie dzieci – że tak, że to Ona za tym stoi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem