Reklama

Cuda dzieją się po cichu

Dołączamy do bogatych

2017-11-08 11:45

Rozmawia ks. Cezary Chwilczyński
Niedziela Ogólnopolska 46/2017, str. 14-15

Ks. Cezary Chwilczyński
My swoją porcję europejskiej solidarności wykonaliśmy z nawiązką. Polska przyjęła tylu imigrantów, ilu cała południowa i zachodnia Europa – mówi poseł do Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski

KS. CEZARY CHWILCZYŃSKI: – Polska czuje się równoprawnym członkiem Unii Europejskiej, ale czy tak postrzega ją Zachód? Jak z perspektywy Brukseli ocenia Pan dziś obecność Polski w unijnych strukturach?

JACEK SARYUSZ-WOLSKI: – Weszliśmy do Unii Europejskiej o 50 lat za późno, przez Jałtę – zaledwie 13 lat temu. Walczymy o to, by nadrobić czas, by traktowano nas równoprawnie. Takie jest założenie i pozycja formalna. Europa Zachodnia jest mało wyedukowana historycznie – dla tamtejszych obywateli wszystko zaczęło się dopiero po II wojnie światowej. Nie rozumieją naszego losu pod reżimem komunistycznym ani naszych aspiracji, dlatego często traktują nas bezrozumnie i z góry. Z braku zrozumienia rodzą się konflikty, ale nie poddajemy się i nie ustajemy, by uzyskać równoprawne miejsce w Unii Europejskiej.

– Prawo europejskie niekiedy jest inne dla różnych państw. Mamy chociażby przykład Puszczy Białowieskiej w Polsce – Komisja Europejska nieustannie nęka nasz kraj, a z drugiej strony Nord Stream II czy Katalonię – w tych przypadkach Komisja Europejska milczy.

– Nie są to porównywalne przypadki, ale faktem jest, że Komisja Europejska pewnych spraw nie chce dostrzegać bądź patrzy na nie przez palce. W innych z kolei nie tylko jest surowa, ale wręcz wykracza poza granice europejskiego prawa – o czym świadczy choćby ingerencja w nasz system sądowniczy. Sprawa Puszczy Białowieskiej jest skomplikowana. Jak wiemy, nie tylko u nas były problemy z kornikiem drukarzem, ale w innych krajach Komisja Europejska się tym nie zajmowała. Jesteśmy razem z Węgrami trochę „chłopcem do bicia”. Jeżeli domagamy się pewnych praw i artykułujemy bardzo wyraźnie swoje interesy, to ci, którzy przywykli, że jesteśmy posłuszni, będą działać przeciw nam, będą nas „grillowali”. Rodzi to opór i powoduje inne nieprzyjazne nam działania, jak chociażby te w wydaniu prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

– Jak z perspektywy ostatnich lat postrzega Pan kryzys migracyjny? Wiemy, co od 2015 r. działo się w Europie. Teraz Donald Tusk mówi, że system przymusowego podziału uchodźców jest martwy, zaś min. Konrad Szymański – że nigdy nie był on żywy. Jak dzisiaj można ocenić stanowisko Polski w sprawie uchodźców?

– Pomysł na politykę otwartych drzwi, przyjmowania imigrantów bez ograniczeń i kontroli był pomysłem błędnym od początku i naruszającym unijną konwencję dublińską, która przede wszystkim nakazuje strzec zewnętrznych granic i kontrolować tych, którzy wjeżdżają, w pierwszym kraju po przekroczeniu granicy UE. Dlatego też ten system podziału nigdy nie był żywy. Rodzi się pytanie: Co robić w sytuacji, w której ludzie opuszczają swoje kraje i dążą do Europy, by uciec przed pożogą wojenną lub biedą? Po pierwsze – zobowiązania moralne dotyczą wyłącznie tych, którzy uciekają przed wojną. A ci, chociażby na odcinku środkowo-śródziemnomorskim, stanowią tylko 2 proc. całości. Myli się intencjonalnie imigrantów z uchodźcami. Ponadto prawo europejskie mówi o tym, że odpowiedzialny za przyjęcie uchodźców jest pierwszy kraj członkowski, w którym postawią stopę, z kolei konwencja genewska wskazuje, że uchodźcą jest się tylko w pierwszym kraju po ucieczce z własnego państwa, czyli w tym przypadku w Turcji, ale już nie w Grecji. Jest tu ogrom nieporozumień i manipulacji. Bardzo ważny jest aspekt moralny i humanitarny. Biskup Aleppo wyraźnie mówi, żeby pomagać na miejscu, że Syria potrzebuje ludzi, by można było ją odbudować. Młodzi mężczyźni wyjeżdżają, a tam pozostają bezbronne kobiety z dziećmi. Polityka otwartych drzwi przyczyniła się do wielu śmierci i utonięć w Morzu Śródziemnym, których można było uniknąć, gdyby nie zaproszenia, miraże i przemyt ludzi. Gdyby nie to, nie byłoby tych tłumów. Gdyby nie było tłumów, nie byłoby zgonów. Paradoksalnie „niezapraszanie” jest polityką ratującą życie. Nie możemy obiecywać czegoś, czego nie jesteśmy w stanie dotrzymać, bo nie ma w Europie mieszkań i pracy dla 2 mln i więcej ludzi; abstrahując od problemów związanych z terroryzmem i zderzenia cywilizacji. Gdybyśmy od początku chronili granice, a udzielali potrzebującym pomocy na miejscu, nie doszłoby do wielu ludzkich tragedii i bilans w kategoriach uratowanego życia byłby o wiele korzystniejszy.

– Premierzy Beata Szydło i Viktor Orbán niejednokrotnie mówili o tym, by nie prowadzić polityki otwartych drzwi. Wydaje się dzisiaj, że Polsce i Węgrom przybył w Europie Środkowo-Wschodniej kolejny sojusznik – Sebastian Kurz. Czy Europa Środkowo-Wschodnia będzie silniejsza z nowym kanclerzem Austrii?

– Sebastian Kurz jest młodym politykiem, który nie poddaje się standardom europejskiej poprawności. Może być cennym sojusznikiem. Jego poglądy w sprawie migracji nie różnią się od stanowisk Polski i Węgier, co zmienia polityczną proporcję sił w Unii Europejskiej. Od 3 lat nasze pomysły, by pomagać najbardziej narażonym, czyli chrześcijanom, kobietom i dzieciom w Syrii, są też w Parlamencie Europejskim odrzucane. To tylko jeden z dowodów na to, że problem ma inne korzenie. Poza normalnym, godnym szacunku odruchem serca i postawą humanitarną jest chłodną, a czasem cyniczną kalkulacją. Kalkuluje się, że Europa pozyska setki tysięcy ludzi jako tanią siłę roboczą, że rozwiąże to zapaść demograficzną na kontynencie, że rzesze migrantów zwiększą szansę i wagę polityczną lewicowo-liberalnej części spectrum politycznego albo że „rozwodnią” tożsamość narodową w Europie. Ukrytych intencji jest wiele. Nie są one ani moralne, ani szlachetne.

– Niedawno w liście do muzułmanów Frans Timmermans napisał, że „zdecydowana większość muzułmanów w Unii Europejskiej darzy dużym zaufaniem unijne instytucje demokratyczne, mimo że doświadcza wszechobecnej dyskryminacji i wszechobecnego nękania”. Wtóruje mu unijna komisarz ds. sprawiedliwości Věra Jourová, która stwierdza, że „dyskryminacja muzułmanów jest zbyt rozpowszechniona”. Instytucje takie jak Komisja Europejska bardzo rzadko zabierały głos w sprawie praw chrześcijan, natomiast teraz mówią szokujące rzeczy o dyskryminacji i prześladowaniach muzułmanów w Europie. Czy nie jest to odwrócenie porządku?

– Owszem, jest to odwrócenie porządku, w imię lewicowo-liberalnej europejskiej poprawności politycznej. Kłóci się to ze zdrowym rozsądkiem, bo jeśli czyjeś prawa są w tej chwili gwałcone, to osób faktycznie i metaforycznie gwałconych w Europie. Przedkłada się prawa kulturowo-religijne muzułmanów nad prawa chrześcijan w Europie. Skąd ta poprawność polityczna? W zachodniej Europie istnieje ukryte poczucie winy za kolonializm. W Niemczech – poczucie winy za Holocaust. Jest to akt źle pojętej ekspiacji, zadośćuczynienia tym, na których kiedyś najechali zachodni Europejczycy, by mordować i eksploatować. My nie uczestniczyliśmy ani w kolonializmie, ani w Holocauście, ani w eksploatacji taniej siły roboczej w Afryce. Trzeba rozwiązywać realny problem presji migracyjnej szacunkiem do osoby ludzkiej i jej życia. A jest to możliwe tylko wtedy, gdy w miejscach, z których imigranci uciekają, będą takie warunki, że nie będą chcieli już tego robić. Człowiek realizuje się najlepiej we własnej wspólnocie, we własnej kulturze, a nie w zderzeniu z inną. W związku z tym trzeba pomagać na miejscu i gasić konflikty wojenne. A tu akurat my, Unia Europejska, nie mamy czystego sumienia, bo nie zdołaliśmy przeciwdziałać płonącemu „podbrzuszu” Europy czy wojnom w Iraku, Libii, Syrii itd. Kolejny niesprawiedliwy aspekt to ten, że dostrzega się tylko 2 mln imigrantów z Południa, a zapomina się o tych ze Wschodu. Ich liczba jest podobna. W Unii Europejskiej zapomina się, że Polska przyjęła blisko 2 mln imigrantów ze Wschodu. Zarzuca się nam, że oni się asymilują. Ale to ich i nasza zasługa! My swoją porcję europejskiej solidarności wykonaliśmy z nawiązką. Polska przyjęła tylu imigrantów, ilu cała południowa i zachodnia Europa.

– Polska jest nękana na forum Parlamentu Europejskiego i przez Komisję Europejską. Czy to będzie trwało, czy może już odczuwa się zmęczenie wśród posłów europarlamentu?

– Nadal ciągnie się za nami krzywdząca krytyka, ale sytuacja ta będzie się powoli zmieniać. Przede wszystkim dlatego, że system przymusowej relokacji migrantów poniósł fiasko, Unia Europejska od niego odstępuje. Europosłowie również są już tą sytuacją zmęczeni. Oczywiście, do szybkiego wygaszenia ataków i zmiany nie dopuszczą polska totalna opozycja, kręgi lewicowo-liberalne oraz tacy politycy, jak komisarz Timmermans, który z biczowania Polski uczynił wehikuł swojej kariery politycznej.

– Zbliża się brexit, prawdopodobnie za 2 lata Wielka Brytania wystąpi z UE. Jak ta zmiana wpłynie na wspólnotę i co oznacza dla Polski?

– Unia bez Wielkiej Brytanii będzie słabsza geopolitycznie, gospodarczo, militarnie, będzie dużo mniej zrównoważona. Polska straci sojusznika w swojej strategii wolności rynkowych w Unii, walki z protekcjonizmem, wzmocnienia więzi transatlantyckich, bezpieczeństwa militarnego, zdecydowanej polityki wobec Rosji itd. Z pewnością bez Wielkiej Brytanii Polska będzie na słabszej pozycji.

– Eurostat wydał ostatnio raport, który mówi o tym, że Polska jest krajem o najszybciej zmniejszającym się ubóstwie. To dobra wiadomość dla naszego państwa.

– Pamiętajmy o tym, że te miary ubóstwa są relatywne, tzn. to, co jest ubóstwem w kraju bogatym, nie jest wcale ubóstwem w kraju ubogim. Nasz awans z końca peletonu do jego środka jest wielkim osiągnięciem, zasługą programu „Rodzina 500+”. Wbrew różnym krytykom redystrybucja za pośrednictwem budżetu zbliża nas do europejskich standardów. To dobrze świadczy o nas, co nie oznacza końca drogi, bo w kategoriach relatywnych nadal jesteśmy jednym z najuboższych krajów w Unii Europejskiej.

– Agencje ratingowe ratują swoją wiarygodność, podnosząc wskaźniki rozwoju naszego kraju. Okazuje się, że wiele z tych wskaźników wcześniej było dyktowanych politycznie. Dzisiaj niemal każda z tych agencji pokazuje rozwój gospodarczy Polski. Jest on na bardzo dobrej drodze. W tym też kontekście decyzja wicepremiera Mateusza Morawieckiego o zamknięciu linii kredytowej w Międzynarodowym Funduszu Walutowym jest słuszna.

– Linia kredytowa w Międzynarodowym Funduszu Walutowym od dłuższego czasu nie była już potrzebna, ponadto kosztowała nas nawet ponad 100 mln dol. rocznie. Przy kwitnącym stanie polskiej gospodarki – nie waham się użyć tego sformułowania – jest niepotrzebna i decyzja rządu była słuszna. Rzeczywiście, agencje ratingowe dały się uwieść politycznie, sądząc, że domniemana destabilizacja demokracji w Polsce musi się przełożyć na gospodarcze spadki. To się nie potwierdziło i agencje te wróciły na drogę racjonalnej ekonomicznej analizy. Polska została zakwalifikowana do grupy krajów o gospodarkach rozwiniętych, których jest zaledwie 25 w skali globu. Nominalnie dołączyliśmy do klubu rozwiniętych rynków. Nasza gospodarka ma zdrowe fundamenty i działa według reguł, które każą patrzeć na nią jako na dojrzałą i zmierzającą w dobrym kierunku.

Tagi:
wywiad

Ks. Ptasznik: dziś Jan Paweł II wzywałby nas do jedności

2018-10-15 13:46

rozmawiali Krzysztof Stępkowski i Małgorzata Muszańska / Warszawa (KAI)

– Niestety, wydaje mi się, że pontyfikat Jana Pawła II coraz bardziej idzie w zapomnienie. Osoba nie, ale pontyfikat tak – mówi w wywiadzie dla KAI ks. prałat Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. W przeddzień 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły wspomina swoją pracę u boku św. Jana Pawła II i podkreśla konieczność refleksji nad Jego pontyfikatem.

Archiwum ks. Pawła Ptasznika
Ks. prał. Paweł Ptasznik na tle Pałacu Apostolskiego w Watykanie

Ks. Paweł Ptasznik: – Propozycja pracy w Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu przyszła z Watykanu. Było to rok po moim powrocie ze studiów w Rzymie. Była tak niespodziewana, że w pierwszej chwili zacząłem się głupio wymawiać, że seminarium, że klerycy, że dopiero co zacząłem... Ale – dzięki Bogu – kard. Franciszek zamknął kwestię jednym zdaniem: „Wiesz, nie możemy powiedzieć Ojcu Świętemu, że nie ma nikogo, kto by cię tu zastąpił...”. Nieustannie jestem mu za to zdanie wdzięczny. Wtedy dopiero dotarło do mnie, co znaczy ta propozycja i przyjąłem ją z radością.

Na czym miała polegać moja praca, tak do końca dowiedziałem się dopiero za kilka dni, gdy już przyjechałem do Watykanu. Wtedy ks. prał. Stanisław Ryłko, którego miałem zastąpić, wyjaśnił mi, że chodzi nie tylko o zajęcia związane z biurem Sekretariatu, ale przede wszystkim o bezpośrednią współpracę z Ojcem Świętym przy przygotowaniu tekstów, które wygłaszał albo przekazywał na piśmie w formie dokumentów czy książek. Miało to polegać na zapisywaniu tego, co Papież dyktował, i tłumaczeniu na język włoski. Szybko jednak okazało się, że Ojciec Święty oczekiwał również twórczego wkładu: zachęcał do rozmowy, do wyrażenia opinii, wątpliwości, sugestii.

- Praca w cieniu postaci tej miary, co Jan Paweł II wymagała przecież specjalnych predyspozycji? Czy towarzyszyła Księdzu trema? Jak wyglądał „zwykły” dzień pracy? Na czym polegała specyfika pracy w Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu w tym czasie?

- – Oczywiście, miałem tremę... W czasie studiów miałem kilkakrotnie okazję osobiście spotkać Ojca Świętego i mogłem spodziewać się, że zostanę przyjęty serdecznie. Tak też było od pierwszego dnia. Ale perspektywa pracy z człowiekiem tego formatu wykraczała poza wszelkie wyobrażenia... Jednak szybko przekonałem się, że Jan Paweł II ani na chwilę nie przytłaczał swoją wielkością. Był pełen życzliwości i prostoty.
Zwykle pracę w biurze zaczynałem ok. 8.30. Do Ojca Świętego chodziłem prawie każdego dnia przed 10.00. Pracowaliśmy w niewielkim gabinecie (w oknie tego pomieszczenia Papież ukazuje się na modlitwę Anioł Pański). Ojciec Święty przychodził zwykle po porannej medytacji na tarasie. Po krótkim przywitaniu zasiadaliśmy przy biurku i rozpoczynał dyktowanie. Widać było, że nosi już w sobie to, co chce powiedzieć. Skupiony, dyktował pełnymi zdaniami, w równym tempie pozwalającym na zapisanie bez trudności. Po każdym akapicie prosił, aby mu go przeczytać i kontynuował.
Nasza praca trwała zwykle nieco ponad godzinę. Potem Ojciec Święty podejmował zaplanowane na dany dzień spotkania i audiencje, a ja wracałem do swojego biura, aby jak najszybciej przetłumaczyć to, co zostało zapisane i przekazać innym sekcjom językowym.
Resztę czasu w biurze zajmowały rutynowe zajęcia w ramach kompetencji Sekretariatu Stanu: korespondencja, kontakty z biskupami, z nuncjaturą, z Ambasadą RP przy Stolicy Apostolskiej, przedstawicielami rządu i organizacji pozarządowych, spotkania.

- Papież przyjął niezwykle otwarty styl swej posługi. Był to najwnikliwiej śledzony pontyfikat w historii papiestwa. Od pierwszych dni posługi, aż do godziny śmierci, określanej czasem ostatniej encykliki. Skąd wypływała tak wielka otwartość i duchowa siła Jana Pawła II?

- – Ojciec Święty był wewnętrznie zjednoczony z Chrystusem i cały oddany ludziom. Jemu zależało na tym, by przyprowadzić do Chrystusa każdego człowieka. Wiedział, że jedynie dobrocią, otwartością, życzliwością może pociągnąć człowieka, zachęcić do drogi – często niełatwej – ku spotkaniu z Chrystusem. Kiedy trzeba było, nie unikał ojcowskiego napomnienia, ale o wiele częściej zachęcał, pokazywał perspektywy dobra, budził nadzieję, przekonywał o wspaniałości człowieka i godności, którą każdy może w sobie odkrywać, jeśli pozwoli światłu Ducha Świętego wydobyć Boży obraz i podobieństwo, jakie człowiek w sobie nosi od dnia stworzenia.
Wydaje mi się, że tajemnica popularności Jana Pawła II, tego, że przyciągał uwagę, tkwi w jego autentyczności. W każdej sytuacji był sobą, niczego nie ukrywał, ani nie udawał. Tak było również wtedy, gdy przyszła starość, choroba i cierpienie. On, przez swoją autentyczność, pozwalał nam uczestniczyć w swym przeżywaniu zjednoczenia z Chrystusem, zarówno w Jego chwale, jak i w Jego męce.

- Jak wyglądało ostatnie spotkanie z Janem Pawłem II? Czy duchowy kontakt z Janem Pawłem II wciąż trwa?

- – Po raz ostatni spotkałem się z Janem Pawłem II w dniu jego śmierci, około południa. Gdy wszedłem do jego pokoju, był tam już kard. Joseph Ratzinger. Ojciec Święty był świadomy, choć nie mógł mówić. Pomodliliśmy się chwilę razem, a potem abp Stanisław Dziwisz poprosił, aby nas Ojciec Święty pobłogosławił. Uklęknąłem przy łóżku, a on w milczeniu położył dłoń na mojej głowie i nakreślił znak krzyża na czole. Nigdy nie zapomnę tej chwili pożegnania.
Oczywiście, mój duchowy kontakt z Janem Pawłem wciąż trwa. Co dnia modlę się za jego wstawiennictwem, polecając mu swoje sprawy i sprawy innych ludzi. Kiedy pojawia się jakiś problem, proszę, żeby pomógł mi go rozwiązać. Wierzę, a czasem tego doświadczam, że tak, jak przed laty, tak i teraz, z życzliwością mi towarzyszy.

- Jak Ksiądz Prałat ocenia z perspektywy 13 lat jakie minęły od śmierci Jana Pawła II odbiór pontyfikatu? Czy dobrze wykorzystujemy jego owoce? Co należałoby zmienić w naszym podejściu do Jana Pawła II?

- – Niestety, wydaje mi się, że pontyfikat Jana Pawła II coraz bardziej idzie w zapomnienie. Osoba nie, ale pontyfikat tak... Powracamy jeszcze do wydarzeń, pielgrzymek, spotkań, anegdot, wzruszamy się może oglądając archiwalne nagrania, ale z nauczania w naszej świadomości pozostają tylko poszczególne frazy, hasła, apele – ważne, wciąż aktualne, ale jakby pozbawione całego kontekstu jego nauczania o Bogu, o człowieku, o świecie, ale też o powołaniu do świętości i o wymaganiach płynących z wiary, nadziei i miłości, które nadają konkretny kształt naszemu przeżywaniu chrześcijaństwa. Chyba trzeba częściej i głębiej sięgać do tego skarbca.

- W tym roku świętujemy stulecie niepodległości. Obchodom towarzyszy wiele inicjatyw, przedsięwzięć. Jak Ksiądz sądzi, co powiedziałby nam papież, gdyby żył na temat wolności, niepodległości?

- – Również w wymiarze społecznym i politycznym Jan Paweł II ma nam wiele do powiedzenia, począwszy od wyznania: „To jest moja Matka, ta Ojczyzna...”. No właśnie, widzieć w Ojczyźnie matkę. On wciąż przypomina, że ta matka wiele wycierpiała i dlatego należy się jej miłość szczególna. A miłość ta powinna przekładać się na wysiłek budowania, bo łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować.
Myślę, że dziś Ojciec Święty wzywałby nas, Polaków, przede wszystkim do jedności. On zawsze łączył, szukał tego, co wspólne w różnorodności, która sama w sobie też jest wartością i może ubogacać, o ile nie staje się źródłem niezgody. A dziś niezgody w naszym narodzie – i w Kościele również – jest za wiele.
Nie wiem, czy przeczucie, czy znajomość ducha polskiego dyktowały Janowi Pawłowi II słowa, jakimi żegnał się z Polską po ostatniej pielgrzymce, w 2002 roku: „Odjeżdżając, te trudne sprawy Ojczyzny chcę polecić Bożej Opatrzności i zachęcić wszystkich odpowiedzialnych za stan państwa do troski o dobro Rzeczypospolitej i jej obywateli. Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny”. Właśnie: zgody, współpracy i troski o dobro Ojczyzny.
***
Paweł Ptasznik (ur. 15 czerwca 1962 r. Węgrzcach Wielkich). Kierownik Sekcji Polskiej i Słowiańskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, bliski współpracownik Jana Pawła II, Benedykta XVI i Papieża Franciszka. Od 2007 r. rektor kościoła Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Rzymie i duszpasterz polskiej emigracji w Wiecznym Mieście. Studiował w związanym z Papieską Akademią Teologiczną w Krakowie Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej. Święceń kapłańskich udzielił mu 17 maja 1987 r. w katedrze wawelskiej kardynał Franciszek Macharski.
W latach 1990–1994 studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W 1994 r. uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej. W latach 1994–1995 pełnił funkcję ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej.
W 1996 r. został pracownikiem sekcji polskiej Sekretariatu Stanu, od 2001 r. jest odpowiedzialny za jej prace. Jest redaktorem m.in. serii „Dzieła zebrane Jana Pawła II” oraz watykański konsultant filmów „Jan Paweł II” oraz „Karol. Człowiek, który został papieżem”. Współscenarzysta filmu „Świadectwo”. W listopadzie 2009 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prawe ramię Kościoła

2018-10-10 11:16

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 41/2018, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Ostatnio miałam okazję znaleźć się pośród zgromadzonej na Jasnej Górze licznej rzeszy członków Zakonu Rycerzy Kolumba – największej światowej braterskiej organizacji katolików świeckich, skupiającej prawie dwa miliony mężczyzn. Zakon powstał jako wyłom, jako potrzeba chwili w konkretnym momencie – w roku 1882, w którym Friedrich Nietzsche zdecydowanie stwierdził: „Bóg umarł”. Niejako w odpowiedzi Nietzschemu ks. Michael J. McGivney – młody proboszcz z New Haven w Stanach Zjednoczonych – w podziemiach swojego kościoła założył Zakon Rycerzy Kolumba, praktykujących chrześcijańskie cnoty, otaczających troską rodzinę, bardzo konkretnie wspierających parafie. Zasadami, którymi kierują się Rycerze Kolumba, są: miłosierdzie, jedność, braterstwo i patriotyzm, a ich bronią jest Różaniec. Każdy mężczyzna wstępujący do Zakonu otrzymuje różaniec, który zawsze ma przy sobie. Obecnie Rycerze Kolumba działają w kilkunastu krajach świata. Od 2006 r. są również w Polsce, w liczbie ponad pięciu tysięcy członków. Na ich przybycie do naszej Ojczyzny miał wpływ Ojciec Święty Jan Paweł II, który osobiście znał Carla Andersona – Najwyższego Rycerza Zakonu Rycerzy Kolumba, doradcę dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych, członka albo konsultora różnych dykasterii watykańskich, m.in. Papieskiej Rady ds. Rodziny i Papieskiej Akademii Życia. Rycerze Kolumba są nam dzisiaj bardzo potrzebni nie tylko ze względu na swoją służbę jednemu i służbę wszystkim. Są potrzebni jako świadkowie Chrystusa właśnie teraz, gdy próbuje się urządzać świat bez Boga.

Zobacz także: Prawe ramię Kościoła

Najwyższy Rycerz Zakonu Rycerzy Kolumba twierdzi, że Polska może dać Europie nową nadzieję, jeśli zachowa tożsamość i duchową suwerenność. Razem z silnym prawym ramieniem Kościoła, które stanowią Rycerze Kolumba, możemy iść pod prąd ateizacji i laicyzacji. Marzy mi się, aby w każdej polskiej parafii działali Rycerze Kolumba jako formacja wspierająca kapłanów. Pewnie również dla żon, matek czy córek Rycerzy Kolumba jest miejsce w przestrzeni parafii, u ich boku, bo czego mężczyźni nie dodziałają, to kobiety domodlą. Podczas naszego jasnogórskiego spotkania pięknie wybrzmiała sprawa obecności kobiet w męskiej misji Rycerzy Kolumba. W eleganckim stylu, na stojąco, mężczyźni złożyli hołd żonom, podziękowali za wyrozumiałość i wsparcie w działaniach dobroczynnych.

Miałam możliwość podzielenia się z Rycerzami Kolumba faktami z ostatnich dni. Właśnie wróciła z Belgii dziennikarka „Niedzieli”, która wraz z polskim księdzem była świadkiem „pogrzebu” kościoła w jednym z belgijskich miast. 30 września br. w miejscowości Diest zamknięto parafię pw. św. Jana Berchmansa. Na www.niedziela.pl można zobaczyć smutne zdjęcia, pokazujące, jak przedmioty stanowiące wyposażenie kościoła są ładowane na ciężarówki przed wyruszeniem do Polski. Przejmujący jest widok belgijskiego kapłana płaczącego na widok obnażonego ołtarza, z którego obrus już zwinięto i przekazano wraz z ołtarzem polskiemu proboszczowi z parafii również pod wezwaniem św. Jana Berchmansa. O instalacji tabernakulum, ołtarza, organów i innych sprzętów z belgijskiego kościoła w polskim kościele wkrótce napiszemy w „Niedzieli”. Natomiast obszerna relacja z Rodzinnej Pielgrzymki Rycerzy Kolumba na Jasną Górę ukaże się za tydzień. Warto wiedzieć, że 18 października br. Carl Anderson będzie przemawiał w Senacie RP na II Międzynarodowym Kongresie Ruchu „Europa Christi”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzień Papieski w parafii św. Barbary

2018-10-16 09:18

Zofia Białas

Zofia Białas
W obchody XVIII Dnia Papieskiego obchodzonego pod hasłem „Promieniowanie ojcostwa” włączyła się Parafia św. Barbary w Wieluniu, wspierając stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” i budując w ten sposób żywy pomnik św. Jana Pawła II. Kolejne Msze św. w tym dniu przypominały wiernym dzień 16 X 1978 rok (40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża, 60. rocznicę jego sakry biskupiej i jego szczególne miejsce w historii niepodległej Polski, pomagały także zgłębić pojęcia ojcostwo, ojcowizna i ojczyzna i wynieść pewność, że naszym jedynym Ojcem jest Bóg). Ważne jest, że po tym kolejnym Dniu Papieskim lepiej rozumiemy przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją” i wiemy jak budować autorytet ojca w rodzinie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem