Reklama

Promyczki w Sulęcinie

2017-10-31 14:00

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 45/2017, str. 7

Ks. Adrian Put
Grupa na poniedziałkowym spotkaniu

Parafia pw. św. Henryka w Sulęcinie jest umiejscowiona w mieście powiatowym. Bo Sulęcin od czasu reformy z 1999 r. stał się stolicą dla obszaru rozciągającego się między powiatem słubickim a powiatem międzyrzeckim. Jest to także miasto o dużych ambicjach i możliwościach. Już choćby z tego powodu dzieje się tu wiele ciekawych inicjatyw. W mieście pracują księża diecezjalni, a proboszczem tamtejszej wspólnoty jest ks. kan. Piotr Mazurek. W parafii pracują również siostry Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego. I właśnie siostry są zaangażowane w dzieło bardzo radosnej i dynamicznej grupy, jaką są Promyczki.

Odwiedzając w październiku siostry w ich klasztorze, w pewnym momencie usłyszałem bardzo głośny raban. Pierwsze skojarzenie było takie, że to jakaś głośna klasa wybiegła na przerwę po trudnej lekcji. Ale przecież byliśmy ciągle w klasztorze. Siostra przełożona, widząc moją zaniepokojoną minę, szybko powiedziała: – Ten hałas to nasze Promyczki. Szybko zszedłem zobaczyć tę „ognistą” grupę.

Promyczki istnieją od czterech lat, ale w tym roku wiele dziewcząt przyszło po raz pierwszy. Widać, że grupa się rozrasta, a dobra atmosfera sprzyja nawiązywaniu koleżeńskich relacji i przyjaźni. Grupie przewodzi s. Efraima ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Kiedy tylko wszedłem na spotkanie, zaraz zakrzyczano mnie dużą ilością dobrych inicjatyw i pomysłów, które mają dziewczęta. Bo grupę stanowią dziewczęta ze szkoły podstawowej.

Reklama

Dziewczęta podczas spotkań modlą się, bawią, czytają Biblię oraz uczą się wielu nowych piosenek. Starają się także aktywnie uczestniczyć w różnych nabożeństwach okresowych. Grupa liczy sobie 17 osób, a spotkania odbywają się dwa razy w tygodniu.

Na plan spotkania Promyczków składają się następujące elementy: 1. – dobrze, że jesteś, czyli powitanie, 2. – modlitwa, 3. – czytanie Biblii, 4. – ćwiczenie piosenek na niedzielę i uczenie się nowych, 5. – różności, 6. – zabawa. Zajęcia odbywają się w poniedziałki oraz wtorki. Na spotkania można przychodzić tylko na jeden dzień lub na dwa. Wszystko zależy od planu.

Dziewczęta śpiewają w kościele, prowadzą przedstawienia i uczestniczą w różnych spotkaniach. I promieniuje od nich taka Boża radość...

Tagi:
dzieci zespół

W Muzeum Ziemi Wieluńskiej wystąpił zespół Zayazd

2018-10-15 09:41

Zofia Białas

W niedzielę 14 października 2018 r. w Muzeum Ziemi Wieluńskiej odbył się koncert zespołu Zayazd (niegdyś kojarzony z muzyką country) zatytułowany „Barwy wolności”.

Zofia Białas

Popularny zespół zaprosił na muzyczną podróż przez historię Polski z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. W repertuarze znalazły się autorskie piosenki Lecha Makowieckiego nawiązujące do najważniejszych wydarzeń i postaci w dziejach naszej Ojczyzny. Ulubione postacie to Adam Mickiewicz i Józef Piłsudski.

Grupa muzyczna Zayazd powstała w 1986 r. Jej inicjatorem był Lech Makowiecki. W nazwie zespołu nawiązującej do twórczości Adama Mickiewicza użyto dawnej sarmackiej pisowni „zayazd”. Grupę tworzą Bożena i Lech Makowieccy (małżeństwo) i Leszek Bolibok. Lech Makowiecki jest kompozytorem, autorem tekstów, gra na gitarze, Bożena Makowiecka jest wokalistką (wykonuje teksty napisane i przygotowane muzycznie przez Lecha Makowieckiego), Leszek Bolibok gra na altówce.

Zobacz zdjęcia: W Muzeum Ziemi Wieluńskiej wystąpił zespół Zayazd

Zespół, czytamy w notce biograficznej Lecha Makowieckiego, nakierowany jest na polską tradycję, kulturę i edukację młodego pokolenia przez szlachetnie pojmowaną rozrywkę (autorskie płyty Katyń 1940, Patriotyzm, Obudź się Polsko, Niepodległa oraz tomiki wierszy Pro publico bono, Ja tu zostaję, Niepodległa).

Świadczą o tym słowa lidera zespołu wypowiedziane przed jednym z koncertów (16 września 2018): „Uważam, że młodemu pokoleniu trzeba przypominać wydarzenia z przeszłości. Trzeba je zainteresować ubiegłymi epokami, pokazać, że to może być ciekawe. W liceum miałem cudownego historyka, – kiedy opowiadał, miałem wrażenie, że przede mną rozgrywa się bal kostiumowy”.

Zespół ma na swoim koncie kilka muzycznych albumów: Wypij do dna, Polskie kolędy, Mój dom, mój świat, Biesiada z wieszczem, Zayazd u Mistrza Adama. Lech Makowiecki jest też autorem musicalu Grunwald napisanego z okazji 600-lecia bitwy pod Grunwaldem.

Koncert wieluński to wyśpiewana i wyrecytowana historia Polski przywołująca z przeszłości bohaterów służących Ojczyźnie z miłością, Mężów prawych i mądrych ( ku upomnieniu także tych próżnych), mająca nauczyć Polaków myśleć.

Wykonane utwory: Klasztor, Honor i gniew, Quo vadis Polsko, Katyń (ostatni list), Ballada o rotmistrzu Pileckim, (wiersze Upiory i ludzie, Tatuaż, Spowiedź żołnierza wyklętego, Ostatni nabój), Hymn o domu, Mój dom, mój świat, Ech, wojenko, Ostatni zajazd, Modlitwa (Obudź się Polsko), Inka, Rozmowa z synem, Rok 966 - przypomniały nie tylko wydarzenia z historii Polski, ale pokazały wartości, które w życiu powinny być najważniejsze, a są nimi Miłość, Rodzina, Dom, Bóg, Ojczyzna, Honor, Wiara…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Zenon Grocholewski o św. Janie Pawle II

2018-10-14 21:53

Joanna Adamik, Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

W wywiadzie dla biura prasowego archidiecezji krakowskiej kard. Zenon Grocholewski wspomina dzień wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz opowiada o wieloletniej współpracy z papieżem, który zawsze był sobą.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

– Osobiście kard. Wojtyłę poznałem dopiero w Rzymie. Przyjechałem tu 1966 roku i kiedy on przyjeżdżał do Rzymu to zawsze zatrzymywał się w Kolegium Polskim, gdzie mieszkałem. Był tam jednym z nas. To nie był hierarcha, który przechodzi obok studentów i ich nie widzi, ale dostrzegał każdego. 16 października 1978 roku byłem wśród studentów w Kolegium Polskim w Rzymie. Wtedy tam nie mieszkałem, ale akurat przyjechałem. Trwała transmisja z wyboru papieża. Pamiętam, że jak wyszedł kard. Felici, który zresztą był wtedy moim szefem, od razu podzieliłem się ze wszystkimi obecnymi, że coś tu nie gra, bo kard. Felici był jowialny, zawsze wesoły, uśmiechnięty, a tu wyszedł poważny. Widać było, że on nie był z tych, którzy promowali Wojtyłę. On, który przecież pisał wiersze po łacinie, rzymianin z krwi i kości, nie był zadowolony, że teraz zostaje papieżem ktoś „z lasu”. Ale potem się przekonał. Pamiętam, że w całej jego wypowiedzi rozpoczynającej się od „Habemus papam…” Wojtyła było na końcu, ale jak powiedział „Carolum” to wszyscy od razu wykrzyknęliśmy „Wojtyła!” To była wielka radość i mocne przeżycie.

Kard. Zenon Grocholewski wyznaje dalej, że po wyborze polskiego papieża obok wielkiej radości towarzyszył mu strach.

– Myślałem sobie, że Wojtyła nigdy nie pracował w kurii rzymskiej, a tu jest mnóstwo „mózgów” z całego świata, bałem się, czy nie będzie się czuł trochę przygnieciony tym całym aparatem. Ale już po dwóch dniach wiedziałem – o nie, nikt go nie przygłuszy, on jest sobą, tak jakby był w swoim domu. Zaczyna żyć zupełnie inaczej, idzie do chorych, przemawia, zaprasza do siebie na śniadania, kolacje. Był zupełnie sobą i bardzo mi się to podobało.

Kardynał wspomina, że pracował wtedy w Najwyższym Sądzie Kościelnym, gdzie przychodziło wielu profesorów prawa, adwokatów i uderzyło go, że przyjęli tego papieża bardzo dobrze, nie było słowa krytyki, każdy gratulował i cieszył się. Podkreślił też, że Wojtyła był sympatyczny od samego początku i wszystkich ujął już podczas pierwszego przemówienia, kiedy wyznał, że jeszcze nie umie dobrze włoskiego i prosił, że jeśli zrobił jakiś błąd, to żeby go poprawić – przy czym właśnie w tym zdaniu błąd popełnił. To jeszcze bardziej zjednało mu ludzi.

Następnie kardynał odniósł się do homilii, którą Jan Paweł II wygłosił, inaugurując swój pontyfikat i kiedy wypowiedział słynne „otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

– Pamiętam, że jak tego kazania słuchałem to byłem przekonany, że to jest Wojtyła. Normalnie jest tak, że nowemu papieżowi na początku pomagają i na pewno mu kazanie napisali. Jednym z autorów miał być kard. Felici. Potem Felici był niezadowolony, bo papież nawet tego nie przeczytał, tylko sam powiedział to, co mu leżało na sercu. Dla niego bardzo ważny był człowiek, którego chciał ubogacić Chrystusem. I wyraził to wobec całego świata. Zaraz widziało się, że w tym mu nikt nie pomagał, nikt mu tego nie pisał, że to jest on.

Kard. Grocholewski powiedział także, że do dzisiaj wszyscy to kazanie wspominają i cytują, co jest piękne, właśnie dlatego, że Wojtyła nigdy nikogo nie naśladował tylko był sobą, był autentyczny i dzięki temu zjednywał sobie bardzo wielu ludzi i to nie tylko katolików.

Kardynał wspomniał też sytuację, kiedy najwięksi amerykańscy adwokaci przybyli do Rzymu, by zobaczyć jak funkcjonuje Najwyższy Sąd Kościelny, w którym pracował wtedy kard. Grocholewski. W ramach tej wizyty zorganizował im również spotkanie z Ojcem św. Wspomina, że otrzymał potem od ich przewodniczącego – Żyda piękny list, w którym dziękował za wizytę, ale przede wszystkim za spotkanie z papieżem, które ogromnie go ujęło.

– Takie wrażenie zrobił ten człowiek przez kilka minut, bo przecież tyle trwa spotkanie z Ojcem św. To było piękne. Był to papież, który robił wrażenie, ale nie dlatego, że starał się komuś zaimponować, ale swoją osobowością. Zawsze mówię, że był prawdziwym człowiekiem. Był ilustracją tego, o czym nauczał.

Kard. Grocholewski podkreślił, że z pism Jana Pawła II jasno wyłania się fakt, że szczytem człowieczeństwa jest świętość.

– On właśnie był świętym. Jego świętość to jest bycie prawdziwie człowiekiem. Nikt nie miał wątpliwości, że on żyje tym co mówi i naprawdę w to wierzy.

Rozmówca przypomniał dalej, że Jan Paweł II wiele mówił o dialogu, a prawdziwym człowiekiem dialogu był tylko on – z kilku ważnych powodów, które bardzo konkretnie wskazał kard. Grocholewski. Po pierwsze dlatego, że rozmawiał ze wszystkimi bez wyjątku.

– Nie było kategorii ludzi, z którymi by nie rozmawiał: z katolikami, robotnikami, intelektualistami, studentami, muzułmanami, Żydami, buddystami, ze wszystkimi. Nawet rozmawiał z tym, który chciał go zabić.

Po drugie w rozmowie nikogo nie obrażał, bo miał szacunek dla każdego.

– Nigdy nie było tak, żeby do kogoś odzywał się z jakąś pogardą czy lekceważeniem. Wobec każdego miał szacunek.

Po trzecie Jan Paweł II wszędzie był sobą.

– On nie starał się żeby zaimponować, nie zmieniał swoich poglądów w zależności od tego z kim rozmawiał. Nie starał się przypodobać np. młodzieży, ale wszędzie i z każdym był sobą. Wobec każdego świadczył o swojej wierze.

Czwartym elementem była koherencja czyli spójność.

– Dla mnie był to papież, który odegrał wielką rolę w świecie. Szkoda tylko, że jego doktryna wciąż jest tak mało znana. (…) A niesie potężny potencjał świętości, wiedzy, nauki dla całego świata. Ja bardzo chętnie wracam do jego tekstów i czasem jestem naprawdę zachwycony, bo odkrywam na nowo jego myśl.

Kardynał podkreślił, że cieszy się, iż przez cały pontyfikat miał okazję współpracować z polskim papieżem, choć pracę w Najwyższym Sądzie Kościelnym rozpoczął już sześć lat przez wyborem Wojtyły. Wspomina Ojca św. jako człowieka niezwykle otwartego.

– Można mu było wszystko powiedzieć. Można było z niego pożartować, ale też można było powiedzieć, że coś się nam nie podoba, dyskutował wtedy i dawał szansę zmiany na lepsze.

Kard. Grocholewski mówił także o wielkim wpływie, jaki miał i ma na niego Jan Paweł II, wpływie, który jednocześnie jest rachunkiem sumienia. Podkreślił, że źródłem jego wielkości było życie duchowe. Wspomniał pierwszy, spontaniczny wyjazd papieża na Mentorellę, gdzie chodził jeszcze jako kardynał. Powiedział tam dwie fundamentalne rzeczy: pierwszym zadaniem papieża jest modlitwa, nie nauczanie, organizowanie, reformowanie, tylko modlitwa oraz, że to jest pierwszy warunek skuteczności jego pracy. Kardynał podkreślił, że właśnie dlatego on tak dobrze rozumiał Siostrę Faustynę, bo i on prowadził głębokie życie duchowe.

– Jego piękna osobowość znajduje swoje korzenie w jego łączności z Panem Bogiem. Nikt nie może w Kościele wiele zrobić jeżeli nie jest złączony z Panem Bogiem. Pan Jezus mówił jasno „beze mnie nic uczynić nie możecie”. Dlatego cała ta mozaika osobowości Jana Pawła II znajduje swoje korzenie w człowieku, który się naprawdę modlił. Papież kazał sobie kłaść na klęczniku kartki z intencjami tych, którzy prosili go o modlitwę i rzeczywiście się w tych intencjach modlił. Jego wiara i kontakt z Panem Bogiem dawały mu bardzo duży spokój duchowy. Widział problemy w świecie, kłopoty, trudności, ale był zawsze pogodny. On umiał na to wszystko patrzeć w świetle wiary i swojej łączności z Chrystusem, któremu zawierzył.

Kardynał wspomina, że tylko raz widział jak papież się zdenerwował.

– Byłem prawnikiem i poprosił mnie wraz z grupą siedmiu osób żebyśmy dyskutowali na temat kodeksu prawa kanonicznego, który potem w ’83 roku się ukazał. Ten kodeks był 20 lat opracowywany przez fachowców. W końcu powstał. Ostatni schemat niosłem do papieża i wszyscy byliśmy przekonani, że musi zaufać i podpisać, bo nie jest prawnikiem. A tak nie było. Dostałem telefon, żeby przyjść do papieża na obiad. Przyszedłem i okazało się, że było nas takich siedmiu, z różnych środowisk, i papież powiedział nam, że już dwa razy ten kodeks przeczytał, ale jeśli ma go podpisać to musi go jeszcze przestudiować i prosi nas o pomoc. Mieliśmy 14 spotkań z papieżem po 3 lub 4 godziny każde.

Kardynał opowiada dalej, że w pewnym momencie zasugerowali papieżowi, żeby przy tych obradach był obecny szef komisji, która zatwierdziła kodeks. Tak się stało. I raz, gdy wszyscy krytykowali jeden punkt, on nie wytrzymał i przy papieżu na nich nakrzyczał.

– Wtedy widziałem, że papież też się trochę uniósł i powiedział, że jest nieprawdą, że się za dużo mówi, bo jeśli ktoś stawia tezę to ma prawo ją uzasadnić. I zakończył bardzo mocno, że bardzo prosi, by tak było mówione jak dotychczas. Czyli naprawdę chciał słuchać różnych opinii. Tym bardziej, że on nas wybrał wiedząc, że się nie będziemy zgadzali.

Kard. Grocholewski wyznał także, że prace nad tym kodeksem były czymś, co go najbardziej uderzyło, wzruszyło i wydawało się nieprawdopodobne.

– Ja byłem wtedy najmłodszy, ale nikt z nas nie mógł pojąć, że papież chce z nami dyskutować. Dla nas wszystkich to było wielkie przeżycie.

Wspomina także poważny problem prawniczy, z którym mierzyli się w sądzie i trzeba było potwierdzenia papieża. Kardynał opowiada, że był zaniepokojony czy papież zrozumie zawiłości prawne, a on bez problemu je zrozumiał.

Z drugiej strony jednak uderzała jego prostota – zapraszał ich po kolacji na taras na różaniec. Można było z nim pożartować. Rozmówca podkreśla, że papież miał poczucie humoru również na własny temat.

– Myśmy się czasem z niego nabijali. Pamiętam jak były raz imieniny Stanisława Dziwisza i my z papieżem na te imieniny jechaliśmy. Wcześniej to było nie do pomyślenia! Albo na gwiazdkę ks. Dziwisz dzwoni, bo papież chce kolędy pośpiewać. On się wszędzie czuł sobą i ten kto do niego przychodził też się czuł dobrze. Wiedział, że papież nie patrzy na niego jakoś z góry tylko jako przyjaciel, ktoś kto go szanuje i dla kogo jest drogi.

Kardynał opowiedział także, że w prywatnej kaplicy bierzmował osobę, która przyjęła chrzest pod wpływem spotkania z papieżem i w książce pamiątkowej napisała „najpiękniejszą religią świata jest katolicyzm”.

Mówił również, że Jan Paweł II dał świadectwo jak można cierpienie uczynić apostolatem. Wspomniał Światowe Dni Młodzieży w Rzymie, gdzie przybyło 2,5 mln osób. Ojciec św. był starym człowiekiem, który ledwo mówił, a tyle młodzieży chciało się z nim spotkać. Kardynał podkreślił, że autentyzm jego życia pociągał i dawał entuzjazm Kościołowi.

Wspomina także czas, kiedy budowano salę audiencyjną Pawła VI i krytykowano, że jest zbyt duża na 7 tys. miejsc siedzących, że nigdy nie będzie pełna.

– Za Pawła VI nie była pełna. Przyszedł Jan Paweł II i sala za mała! Bo przychodzi nie 7 tys. ludzi ale 70 tys., 100 tys. i więcej. I zaczęły się audiencje na Placu św. Piotra. To nie skończyło się przez cały jego pontyfikat i trwa nadal.

Jeśli chodzi o krytykę papieża, to kardynał wskazał, że najpierw trzeba znaleźć źródło tej krytyki – o co tak naprawdę chodzi. Podkreślił, że człowiek, który oddala się od Chrystusa często krytykuje, by zagłuszyć swoje sumienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Przewodniczący KEP: Europa potrzebuje świadków swojej chrześcijańskiej tożsamości

2018-10-15 16:49

BPKEP / Warszawa (KAI)

Europa potrzebuje świadków swojej chrześcijańskiej tożsamości. To właśnie wierność dwutysiącletniemu dziedzictwu „Christianitas” może zapewnić jej i narodom ją zamieszkującym solidne podstawy do stabilnego, bezpiecznego i zrównoważonego rozwoju - napisał abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w liście z okazji II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi” organizowanego od 14 do 22 października.

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

Przewodniczący Episkopatu, który przebywa w Rzymie na synodzie biskupów poświęconym młodzieży, nie mógł osobiście uczestniczyć w Międzynarodowym Kongresie „Europa Christi”. W specjalnym liście zapewnił jednak organizatorów i uczestników Kongresu o pamięci w modlitwie i przesłał pasterskie błogosławieństwo.

„Mam nadzieję, że dzięki Kongresowi głos kolejnych synów i córek Europy stanie się słyszalny na arenie międzynarodowej, przyczyniając się do umocnienia w Europejczykach świadomości wagi poruszanego zagadnienia” – napisał. List został przesłany na ręce ks. inf. Ireneusza Skubisia, moderatora Ruchu Europa Christi.

„Europa Christi” to ruch powstały w marcu 2017 r. z inicjatywy ks. infułata Ireneusza Skubisia, honorowego redaktora naczelnego tygodnika katolickiego „Niedziela”. Jego głównym celem jest odbudowanie chrześcijańskiego myślenia o Europie.

Pierwszy Kongres Ruchu "Europa Christi" odbył się w dniach 19-23 października ub. roku w Częstochowie, Łodzi i Warszawie. Tym razem ma miejsce w Częstochowie, Warszawie, Krakowie, Lublinie, Rzeszowie i Łodzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem