Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Taki żywy Różaniec

2017-10-18 14:08

Maria Fortuna–Sudor
Edycja małopolska 43/2017, str. 5

Archiwum parafii
W Biertowicach od najmłodszych lat dzieci modlą się na różańcu

Nieopodal Sułkowic znajdują się Biertowice. To nieduża wioska, w której najpierw był odpust, a dopiero wiele lat później, dokładnie 6 grudnia 2006 r., powstała parafia pw. Matki Bożej Różańcowej.

Kapliczka

– Ten odpust i ta patronka mają ścisły związek z kapliczką, która jest z 1809 r. – mówi proboszcz parafii, ks. Jacek Budzoń. Przyznaje, że historia powstania kapliczki nie do końca jest znana, ale miało to prawdopodobnie związek z dziesiątkującymi okoliczną ludność, na przełomie XIX i XX wieku, chorobami. Dodaje: – W podziękowaniu za ocalenie od śmierci mieszkańcy Biertowic zbudowali kapliczkę, gdzie umieścili obraz Matki Bożej Różańcowej. Na początku lat 50. XX wieku tutejsza wspólnota, pod przewodnictwem rodziny Sławińskich, zaczęła czynić starania, aby kapliczce nadać przywilej odpustu. Ówczesny proboszcz parafii w Sułkowicach, ks. Jan Sidełko złożył prośbę do Rzymu, a Pius XII w 1955 r. wydał dekret, nadając prawo odpustu w Biertowicach i wyznaczył jego świętowanie na drugą niedzielę października. I tak jest do dzisiaj.

Przysłuchujący się historii Szymon Duda, który jest szafarzem, podkreśla: – Najstarsze osoby we wsi uważają, że Matka Boża uchroniła nas przed wielkimi nieszczęściami, jakie niosły I, a potem II wojna światowa. Mówią, że u nas było bezpiecznie. A i teraz te wszystkie wichury, anomalie pogodowe nas omijają. Jak to mówią, dzięki Matce Bożej jesteśmy tu jak u Pana Boga za piecem – podkreśla. Do parafii przyjechałam w sobotę, przed odpustem. Był to także dzień akcji „Różaniec do granic”, w którą czciciele Matki Bożej Różańcowej także się zaangażowali. Bezpośrednio po Mszy św. wyruszyliśmy z procesją do kapliczki, aby tam odmawiać Różaniec. Kolejne dziesiątki, intencje wybrzmiały w przestrzeni publicznej. Licznej grupie nie przeszkadzał chłód ani przejeżdżające samochody.

Reklama

Tradycja

Szczególnie aktywne były dzieci; te małe, nawet przedszkolne, i trochę starsze. Recytowane przez nie „Zdrowaśki”, czasem głosem drżącym albo znów pewnym i płynnym, w sposób szczególny były słyszalne w ten wieczór. W tutejszej parafii to już tradycja, że właśnie najmłodsi są najbardziej angażowani w czasie nabożeństwa różańcowego.

Ojciec dwójki dzieci, Szymon Duda z uznaniem opowiada, jak najmłodsze pokolenie parafian ustawia się w szereg wzdłuż kościoła, aby głośno się pomodlić, odmawiając „Zdrowaś Maryjo...”, „Ojcze nasz...” czy „Chwała Ojcu...”. Uśmiechając się, zauważa: – Tworzy się taki żywy Różaniec. I jest to piękne! Dodaje, że ksiądz proboszcz potrafi zachęcić najmłodszych do udziału w nabożeństwie i sprawić, że bardzo im zależy na 100-procentowej frekwencji. – Nagrody otrzymują wszystkie dzieci uczestniczące w nabożeństwie, ale szczególnie pożądane jest dla nich wyróżnienie wpisem do złotej księgi. Znalezienie się na zdjęciu, złożenie swojego podpisu, to wyzwanie, któremu najmłodsi starają się sprostać – zaznacza.

Ale to nie jedyna inicjatywa związana z modlitwą różańcową. Już w pierwszą niedzielę października w sposób uroczysty są święcone różańce, które otrzymują uczniowie przygotowujący się do I Komunii św. Ten zwyczaj jest znany we wszystkich parafiach, ale ks. Jacek poszedł krok dalej. Opowiada: – Na uroczystość zapraszamy babcie, które trzymają na poświęcenie różaniec, a potem wręczają go przygotowującym się do I Komunii św. wnukom i błogosławią je. To także zobowiązanie babć do modlitwy za wnuki na ich drodze do zaproszenia Pana Jezusa do swych serc.

Przykład

Szymon Duda przyznaje, że to piękna uroczystość. Parafianom bardzo się podoba, iż do przygotowań pierwszokomunijnych angażuje się także babcie. Gdy przewrotnie pytam, czy Różaniec nie znuży dzieci, szafarz odpowiada: – Trzeba jak najwcześniej dzieci zainteresować modlitwą. To rodzice mają jej uczyć, to oni mają dać przykład. Wtedy dzieci, które widzą modlących się dorosłych, nie traktują tego jako przymus, ale ważny element wspólnego życia w rodzinie.

Ks. Jacek Budzoń wyjaśnia: – Dzieci trzeba od najmłodszych lat przykładem przekonywać do modlitwy. Także tej różańcowej, bo to jest ostoja na całe życie. One uczą się też, że właśnie za wstawiennictwem Matki Bożej mogą prosić o potrzebne łaski. To jest pokazanie im źródła, do którego zawsze się mogą zwrócić. Poza tym w przypadku dziecka modlitwa jest nauką zatrzymania się. One odmawiając tutaj publicznie Różaniec, bardzo czekają na swoją „Zdrowaśkę”. Obawiają się, czy aby wystarczy tej modlitwy dla nich, czy zdążą. A gdy już przychodzi ich kolej, to bardzo się starają nie pomylić. I to też jest istotne, bo dziecko w tym momencie uczy się modlić w obecności innych. Ono pozbywa się wstydu, strachu, które czasem trzeba w sobie pokonać, żeby w kościele publicznie i indywidualnie zmówić: „Zdrowaś Maryjo...”.

Tagi:
różaniec Matka Boża parafia

Maryja – Zegar Słoneczny

2018-02-07 13:42

Justyna Wołoszka
Edycja szczecińska 6/2018, str. I

Wśród wielu porównań i obrazów starotestamentowych służących wyrażeniu prawdy o przywileju Niepokalanego Poczęcia Maryi jest „zegar słoneczny”. Metafora ta występuje w łacińskiej wersji Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP: „Witaj zegarze, w którym nazad jest cofnione/Słońce dziesięcią linij, gdy Słowo Wcielone”. Na miejsce tego wiersza wprowadzono do polskiego tekstu Godzinek bardziej zrozumiałe porównanie związane ze słońcem, które zachowało się niezgodnie z naturą

pl.wikipedia.org
Przedstawienie Niepokalanego Poczęcia na obrazie Petera Paula Rubensa w Prado

Na zegarze słonecznym króla Achaza (VIII wiek przed Chrystusem) spełnił się jeden z najbardziej zadziwiających cudów, o jakich wspomina Stary Testament. Kluczem do zrozumienia tego porównania jest wydarzenie z życia króla judzkiego Ezechiasza, syna i następcy Achaza, które zostało opowiedziane w Drugiej Księdze Królewskiej. Kiedy król Ezechiasz (727-698 r. przed Chrystusem) śmiertelnie zachorował, prorok Izajasz oznajmił władcy, że zostanie uzdrowiony. Ezechiasz nie dowierzając, domagał się wyjątkowego znaku na potwierdzenie prawdziwości obietnicy Bożej. Otrzymał taką odpowiedź: „«Oto ci będzie ten znak od Pana, że spełni On tę rzecz, którą przyrzekł: Czy cień ma się posunąć o dziesięć stopni, czy też ma się cofnąć o dziesięć stopni?”. Ezechiasz rzekł: «To łatwe dla cienia postąpić o dziesięć stopni. Nie – niech cień się cofnie o dziesięć stopni!”. Wtedy prorok Izajasz wołał do Pana, a Ten przesunął cień na stopniach zegara Achaza – po których opadał równocześnie ze słońcem – o dziesięć stopni” (2 Krl 20,9-11; por. Iz 38,6--8). Znak okazał się skuteczny. Król po trzech dniach odzyskał zdrowie i żył jeszcze piętnaście lat.

Ponieważ brak dokładniejszego opisu, nie wiemy, jak był skonstruowany zegar, który polecił zainstalować król Achaz. Jego cień posuwał się i cofał po „stopniach”. Niektórzy uczeni uważają, że określenie „zegar Achaza” to najprawdopodobniej zegar schodkowy. Godzinę określał cień rzucany na dany stopień przez pobliski mur w miarę posuwania się słońca. A więc Bóg uczynił cud – cień zamiast posuwać się do przodu na królewskim zegarze, cofnął się o dziesięć stopni.

Porównanie Maryi do zegara słonecznego podkreśla cudowność poczęcia Najświętszej Maryi Panny, przed którą cofnął się grzech pierworodny i stracił wobec Niej swoją aktualność. Porównanie to zawiera też w sobie całą potęgę cudu Wcielenia. Maryja była narzędziem jeszcze większego cudu potęgi Bożej w chwili, gdy Syn Boży przyjął na siebie ludzką naturę, czyli stał się człowiekiem. Kiedy Najświętsza Maryja Panna usłyszała słowa anioła: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” (Łk 1,31) – zatrwożyła się, ponieważ ślubowała Bogu dziewictwo – „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1,34). Bóg obrał inne prawo, prawo wszechmocy i cudu, które w niczym nie przynosi uszczerbku naturze, a tylko zastępuje jej braki: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35). Maryja wypowiedziała wówczas „fiat” i w tym momencie Słowo ciałem się stało – Jezus, Syn Boży, przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Wtedy bardziej zadziwiająco niż na zegarze króla Ezechiasza cofnięte zostały prawa natury, bo Bóstwo poniżyło się, jakby cofnęło się do człowieczeństwa.

Święty Antonin z Florencji, jeden z czołowych teologów Kościoła pierwszej połowy XV wieku, pisał: „Ale jakie jest znaczenie tego, że Słońce sprawiedliwości, Bóg nasz, cofnęło się o dziesięć linii, czyli stopni? Dziewięć linii to dziewięć chórów anielskich. Linią dziesiątą jest natura ludzka, która również była stworzona w pierwotnej sprawiedliwości. Otóż Słońce cofnęło się o dziesięć linii, albowiem [Syn Boży] stał się mniejszy od dziewięciu chórów anielskich, stosownie do słów Ps 8,6: «Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów». Przyjąwszy bowiem śmiertelną naturę ludzką, umieścił się w linii dziesiątej, a nawet poniżej (…). «I była tam Matka Jezusa». Oznacza Ją zegar króla Achaza. Z jego bowiem królewskiego rodu Ona pochodzi. Właśnie przez Nią przyszło samo Słońce, kiedy się stało człowiekiem”.

Natomiast u św. Efrema (zm. 373) znajdujemy zestawienie znaku Ezechiasza ze znakiem gwiazdy betlejemskiej: „Jak dla Ezechiasza słońce podążyło z zachodu na wschód, tak ze względu na Dziecko w żłóbku gwiazda podążyła ze wschodu ku zachodowi. (…) Mędrcy ze Wschodu zostali oświeceni przez gwiazdę, ponieważ Żydzi stali się ślepymi, gdy powstało Słońce – Chrystus. A więc to Wschód pierwszy oddał cześć Chrystusowi, jak przepowiedział Zachariasz: «Wschód da światło wysokości» (por. Łk 1,78). Gdy gwiazda doprowadziła Mędrców do Słońca, zatrzymała się, jakoby doszła do swego kresu i skończyła swój bieg. (…) Z powodu Ezechiasza stworzenia otrzymały znak – cofnięcie się słońca, aby wiedziały, kim jest Ten, który przeprowadza od śmierci ku życiu. Podobnie z powodu Mędrców został dany znak, który był jakoby mową dla całego stworzenia. Ta gwiazda w służbie ludzi, wbrew prawom natury przygotowała drogę Mędrcom, powiadomiła ich, by zaufali temu Bogu, który był poddany ludziom, aby im przygotować drogę prowadzącą do Jego Królestwa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Siennica: kapucynki na siłowni apelują o pomoc dla domu dziecka

2018-02-23 12:34

luk / Kraków (KAI)

Na profilu facebookowym sióstr kapucynek Najświętszego Serca Jezusa z Siennicy pojawił się niecodzienny filmik. Zakonnice ćwicząc na siłowni oraz trenując boks, promują zbiórkę na remont prowadzonego przez nich domu dziecka.


Na nagraniu widać jak grupa sióstr w habitach przychodzi na siłownię i zaczyna wyjątkowy trening. Zakonnice ćwiczą hantlami, wiosłują na ergometrze, ale także boksują.



Jak podkreśliły w komentarzu dołączonym do posta, „robią formę przed wielkim remontem domu dziecka”. - Pomysł takiej promocji podpowiedziała nam przyjaciółka ćwicząca właśnie na siłowni. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Wzbudziło to wielkie zainteresowanie, co bardzo nas cieszy. Mamy nadzieję, że nadal będziemy mogły wspierać, wychowywać i opiekować się naszymi podopiecznymi - wyjaśniła s. Cecylia Pytka, przełożona.

Prowadzony od ponad 20 lat przez kapucynki dom dziecka do końca roku musi zostać poddany kompleksowej modernizacji i dostosowany do wymogów sanitarnych i przeciwpożarowych, na co potrzeba około 300 tys. zł. Niezbędne jest między innymi przeniesienie pomieszczenia dla dzieci z piętra na parter, przygotowanie pokojów gościnnych dla rodzin oraz zakupienie hydrantów oraz drzwi przeciwpożarowych.

„Same nie damy rady, więc prosimy Cię o pomoc. Liczy się KAŻDA złotówka” – napisały siostry. Na chwilę obecną udało się zebrać nieco ponad 10% potrzebnej kwoty.

Inicjatywę kapucynek można wesprzeć darowizną na konto 46 1240 2702 1111 0000 3041 6899 (z dopiskiem "Na remont Domu Dziecka”). Wszystkich ofiarodawców zakonnice zapewniają o modlitewnej pamięci.

Dom Dziecka im. Matki Weroniki jest prowadzony przez zgromadzenie w Siennicy od 1996 r. Jest to placówka niepubliczna, w formie i charakterze zbliżona do domu rodzinnego. Dotychczas siostry udzieliły schronienia 90 dzieciom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Lechowicz: Kościół nie byłby wiarygodny, gdyby był obojętny na los potrzebujących

2018-02-24 10:15

mag / Warszawa (KAI)

Kościół nie byłby wiarygodny, ani autentyczny, gdyby był obojętny na los potrzebującego człowieka, bez względu, jaką wyznaje on religię, czy jaką prezentuje kulturę - powiedział bp Wiesław Lechowicz. Przewodniczący Komisji KEP ds. Polonii i Polaków za Granicą przewodniczył Mszy św. w sanktuarium św. Ojca Pio, które było kolejnym kościołem stacyjnym w Warszawie. Odpowiada ona bazylice Dwunastu Apostołów w Rzymie.

episkopat.pl

W homilii bp Lechowicz podkreślił, że Boża logika jest zupełnie inna niż ludzkie myślenie i wartościowanie. - Boża sprawiedliwość nie oznacza ani równości, ani równego traktowania wszystkich ludzi, ani tym bardziej natychmiastowej i w naszym rozumieniu wykonania kary za popełnione zło. Człowiek sprawiedliwy to osoba żyjąca zgodnie z Bożym Prawem - powiedział duchowny.

Jako przykład wskazał postać św. Józefa. - On dokładnie i wiernie wypełniał wolę Pana. Niestety przez wielu ludzi Boże przykazania postrzegane są jako ograniczenie wolności, coś co im szkodzi. Tymczasem Pan nas miłuje a zatem Jego Prawo - Jego wola są wyrazem Jego miłości do nas - przekonywał bp Lechowicz.

Przypomniał, że fundamentem Bożego Prawa jest przykazanie miłości. - W nim mieszczą się wszystkie inne przepisy - zauważył. Podkreślił jednocześnie, że miłość winna stanowić również fundament relacji człowieka ze Bogiem. - Jezus nie jest jakimś odległym sędziom, nauczycielem czy prawodawcą, żebyśmy musieli się go obawiać - przekonywał biskup.

Zwrócił również uwagę, że relacja miłości rządzi się swoimi prawami. - Kiedy kogoś kochamy to nawet najcięższy obowiązek, najbardziej wymagający nie jest dla nas ciężarem ale czymś oczywistym - mówił. Jako przykład przywołał matkę wstającą do płaczącego w nocy dziecka. - W miłości jest tak, że jeśli człowiek nie realizuje swoich powinności ma wyrzuty sumienia . Natomiast największym jego szczęściem jest wypełnienie woli osoby ukochanej - zauważył duchowny.

Wspomniał, że bazylika Dwunastu Apostołów w Rzymie będąc jednym z kościołów stacyjnych w Rzymie jest miejscem 60 rodzin imigrantów znalazło schronienie. - Jako Kościół nie bylibyśmy wiarygodni ani autentyczni gdybyśmy byli obojętni na los ludzi którzy są obok nas, bez względu jaką religię wyznają, czy jaką prezentują kulturę - powiedział bp Lechowicz.

Zwrócił uwagę, że dając przykazanie miłości Jezus nie robił wyjątków. - Poleca nam kochać wszystkich, nawet naszych nieprzyjaciół. Podkreślił, że tu nie chodzi o kwestie polityczne, czy państwowe. - To nas nie interesuje. Tu chodzi o drugiego, konkretnego człowieka. Nie tylko tego, który jest sympatyczny i miły, ale również tego, który budzi w nas przeciwne emocje. Jeśli nasza sprawiedliwość, a więc miłość, nie będzie większa niż innych, którzy nas otaczają, nie wejdziemy do Królestwa Niebieskiego - ostrzegł duchowny.

Podkreślił, że najbardziej czytelną lekcję miłości do której jesteśmy przez Boga zaproszeni jest Krzyż Jezusa Chrystusa. - On nie potępiał tych którzy go prześladowali, ale modlił się za nich do Ojca mówiąc: "Przebacz im bo nie wiedzą co czynią" - przypomniał duchowny zachęcając do kontemplacji Męki Pańskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem