Reklama

ludzie z pasją

Miłość otwiera oczy...

2017-10-11 11:12

Rozmawia Anna Przewoźnik
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 52-53

Archiwum Jana Budziaszka

Z Janem Budziaszkiem – znanym krakowskim jazzmanem, perkusistą zespołu Skaldowie, organizatorem koncertu „Jednego Serca Jednego Ducha”, autorem książek – m.in. „Dzienniczek perkusisty”, „Sam bym tego nie wymyślił”, od 20 lat świeckim rekolekcjonistą – rozmawia Anna Przewoźnik

ANNA PRZEWOŹNIK: – Ponoć ok. godz. 18 jest Pan nieuchwytny, bo to czas na Eucharystię.

JAN BUDZIASZEK: – Bez tego nie mamy szans. Co my możemy sami zrobić, bez żywego Boga? Mnie prowadzą czytania liturgiczne z dnia i rozważania tajemnic różańcowych. Kiedyś znany krakowski pisarz – śp. Marek Skwarnicki zapytał mnie: Jak dobierasz cytaty z Pisma Świętego do wszystkich swoich opowieści? Odpowiedziałem, że nigdy nie dobieram żadnych cytatów, tylko robię codziennie notatki z dnia i wyciąg z czytań liturgicznych z dnia. Jeżeli przytrafia mi się jakaś przygoda, zawsze o tej przygodzie jest napisane – albo w pierwszym czytaniu, albo w Ewangelii. Cała filozofia życia, najlepsza, najprostsza droga do zbawienia to jest rozważanie tajemnic różańcowych. Nasza Mateczka mówi, że jeżeli chcesz coś w swoim życiu osiągnąć, nieważne, jaki zawód wykonujesz, musisz codziennie stawać w poszczególnych tajemnicach różańcowych i ciągle porównywać swoje życie do życia Jezusa i Maryi, które są w nich zawarte. Rano – spotkanie z Aniołem Stróżem. Na pobudkę. On mówi – będę cię prowadził, ty niczego nie wymyślaj.

– Już w „Dzienniczku perkusisty” wspomina Pan o tym, że nie jest ważne, gdzie się jest: w USA, Kazachstanie czy w Ziemi Świętej, bo kiedy korzysta się z Ewangelii, z czytań z dnia, to wtedy właśnie dzieje się ta przygoda z Panem Bogiem.

– Dokładnie tak. Kiedyś śp. o. Joachim Badeni powiedział mi: „Jeśli masz jakiś problem, którego nie możesz zrozumieć, to otwórz sobie Pismo Święte. Nie szukaj odpowiedników jakiejś sytuacji, tylko czytaj to, co Kościół proponuje na ten konkretny dzień. Te czytania, ta Ewangelia są takie same w całym świecie. Nawet jeżeli to nie jest dosłownie o tym, co akurat się dzieje w twoim życiu, to dostaniesz światło od Boga żywego na tę sytuację i zrozumiesz, dlaczego tak się dzieje”. Nie ma ważniejszej informacji na planecie Ziemia niż słowo Boga, które jest przeznaczone na dany dzień.

– Kiedy i w jakich okolicznościach spotkał Pan Boga? Jak Pan się stał rekolekcjonistą, autorem książek?

– Wszystko w życiu jest łaską. Nie spędziłem w szkole muzycznej nawet pięciu minut swojego życia – a objechałem kulę ziemską z najwybitniejszymi muzykami jazzowymi świata. Grałem właściwie na wszystkich kontynentach. Nie studiowałem polonistyki, filologii – a napisałem kilkanaście książek, tłumaczonych na różne języki. Nie studiowałem teologii, filozofii – a zapraszają mnie do seminariów duchownych w kraju i na świecie, bym głosił rekolekcje. Dlatego mam prawo powiedzieć – to jest łaska. Nawet jak jestem w seminariach, to nigdy nie wiem, o czym będę opowiadał. Zawsze są krótkie wezwanie i prośba do Matki Bożej, żeby była z nami, bo wszędzie tam, gdzie Ona się pojawia, natychmiast obecny jest Duch Święty. Trzeba tylko dać się Jemu prowadzić. Mam takie hasło, które zawarte jest w drugiej tajemnicy radosnej: „Biada mi, aby ktokolwiek po spotkaniu ze mną nie odczuł obecności Miłości, to znaczy żywego Boga”.

– Proszę powiedzieć coś o pielgrzymowaniu na Jasną Górę. Tym pierwszym, sprzed 33 lat. W klapkach, bez szczoteczki do zębów...

– Z tą pierwszą pieszą pielgrzymką to była ciekawa historia. Bez ubrań i szczoteczki do zębów 6 dni w drodze. Zabrałem się z pielgrzymami, którzy u mnie nocowali. Wyszedłem, żeby ich odprowadzić tylko na start pielgrzymki, i tak doszedłem na Jasną Górę. Nie szedłem z żadną intencją. Po prostu było mi dobrze. Przez te 6 dni codziennie sobie mówiłem: Może jeszcze tylko do następnego skrzyżowania? W ten sposób doszedłem do celu – na Jasną Górę. Na następny rok poszedłem jako „zawodowy” pielgrzym. Po tej pielgrzymce był jeszcze jeden bardzo ważny moment. W 1984 r. grałem na festiwalu w Sopocie z Marylą Rodowicz. Przyjeżdżam z pielgrzymki, na której śpiewa się nierówno, nieczysto, a tam, w Sopocie, wszystko zawodowo, wszystko równo, pięknie, ale... Jedna rzecz mnie wtedy uderzyła: zdecydowanej większości artystów zależało na tym, by się podobać, by zdobyć nagrodę. Wtedy przyszła myśl, że sztuka musi mieć jakieś przesłanie, musi być o czymś. Gdy wychodzę na scenę, muszę ludziom powiedzieć o czymś ważnym. Sztuka, która nie prowadzi bezpośrednio do Pana Boga, w ogóle nie ma sensu, ona musi mieć przesłanie. Już Norwid pisał: „Bo piękno na to jest, by zachwycało/ Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.

– Czy to wtedy, podczas tej pielgrzymki, nastąpiło nawrócenie?

– Ja nie spadłem z konia ani nie miałem żadnego wypadku. Wiara to łaska, plan Boży. W 1976 r. o. Klimuszko powiedział mi, że nie ucieknę przed Bogiem, bo moja matka oddała mnie Panu Bogu jeszcze przed moim narodzeniem. Faktycznie tak było. Zaniosła mnie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Krakowie do Redemptorystów. Później, przez całe swoje 80-letnie życie, codziennie odmawiała III tajemnicę bolesną w mojej intencji – bym nie wstydził się przyznawać do Jezusa. Nie zawsze byłem takim „dobrze ułożonym” Jankiem. Wychodzi na to, że przez mamę muszę jeździć po całym świecie i opowiadać o Panu Bogu i Jego miłości.

– To chyba duża radość, bo emanuje Pan tą miłością do Boga. Jest Pan świadkiem Jego miłości?

– To jest całkiem niezależne od człowieka. Nigdy nie myślałem ani nie marzyłem, że będę opowiadał o Panu Bogu. Sam bym tego nie wymyślił. Musimy wiedzieć, że wiara jest łaską, która na ciebie spłynie albo nie. Tego się nie nauczysz na żadnym uniwersytecie. Mam zasadę: nie pójdę tam, gdzie mnie nie wołają, ale tam, gdzie wołają, „lecę na skrzydłach”. Nie odważyłbym się komuś narzucać. Nie ewangelizuję i nie przyszedłem na świat po to, by nawracać, ale po to, by kochać.

– Wkrótce na Jasnej Górze rekolekcje „Z Maryją ratuj człowieka... różańcem!”. Z Maryją i różańcem można ratować siebie i drugiego człowieka?

– Nie ma innej możliwości. Ile razy Maryja objawia się na kuli ziemskiej, kiedy dzieje się coś trudnego, zawsze przychodzi z różańcem. Różaniec – to tajemnica sukcesu życiowego. Mało tego, Matka Boża mówi, że w momencie, kiedy my na ziemi odmawiamy Pozdrowienie Anielskie, Ona stoi przed Bożym tronem i „załatwia” nasze sprawy. W tym momencie nie mogą nas dosięgnąć żadne demony, jesteśmy jakby za zasłoną dymną. Proszę sobie przypomnieć, jak dziewczynki w Gietrzwałdzie pytały Matkę Bożą o to, kiedy ich tatusiowie przestaną pić wódkę. Ona odpowiedziała: Odmawiajcie Różaniec. Kiedy na Warmii i Mazurach będzie można mówić po polsku? Znów odpowiedź brzmiała: Odmawiajcie Różaniec. Dziś też się zastanawiamy, co robić, by nie było trzeciej wojny światowej – odmawiajmy Różaniec!

– Można powiedzieć, że to nie takie trudne zadanie, ale często nosimy różaniec w kieszeni, a modlitwa nam nie bardzo wychodzi. Jak to jest?

– Często mówię moim kolegom: alkoholikom, narkomanom, więźniom, których odwiedzam: Noście przy sobie poświęcony różaniec! Jak ci jest ciężko, nie możesz wytrzymać, sięgnij ręką do kieszeni i ściskaj. Nawet gdybyś miał problemy z odmawianiem tej modlitwy, to ściskaj różaniec, a zobaczysz, jakie „iskry polecą” z tych koralików.

– Częsta modlitwa sprawia, że jest Pan wolny od trosk i lęków codzienności?

– Oczywiście, że nie. Problemy są, ale jeśli próbuję je rozwiązać po swojemu, to nie znikają. Idę więc „porozmawiać” z Matką Bożą i słyszę wtedy: Czemu dopiero teraz przychodzisz? Trzeba było od razu przyjść. Teraz muszę oddać do produkcji ostatni koncert w Rzeszowie. Ciągle piętrzą się wokół tego jakieś problemy. Wiem już, że jeżeli są jakiekolwiek trudności, to Bogu niech będą dzięki! To znaczy, że coś wielkiego się szykuje, jakieś wielkie zagrożenie dla złego ducha i dlatego on musi atakować, bo może przynajmniej jedna dusza zostanie uratowana!

– Codziennie robi Pan notatki z tego, co się wydarzyło? Ma Pan na to czas?

– Jak się kocha, to czas się znajdzie. Piszę o swoim codziennym nawracaniu, bo nie ma takiej możliwości, żeby się nawrócić raz w życiu. Codziennie się nawracać oznacza nawrócić się przed każdym krokiem, który chcę zrobić. Odwracać się od swojego sposobu reagowania, który z reguły jest zły. Nawracam się do mojego Mistrza, który wisi na krzyżu. Pytam: A co Ty byś zrobił na moim miejscu? Zawsze, ile razy udało mi się nawrócić, zaczynały się dziać jakieś cuda. O tych właśnie cudach i spotkaniach „trzeciego stopnia” piszę codziennie w swoim „Dzienniczku perkusisty”.

– I o tych „cudach” będzie też Pan mówił podczas rekolekcji na Jasnej Górze?

– Całe moje rekolekcje to są moje przygody związane z poszczególnymi tajemnicami Różańca. Przeprowadzam przez te tajemnice i udowadniam, że historia każdego słuchacza jest o wiele ciekawsza niż moja. Pokazuję tylko, jak ja daję się prowadzić Duchowi Świętemu.

Tagi:
rozmowa

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Niemcy: kontrowersje wokół krzyża w gmachach państwowych Bawarii

2018-04-26 09:25

ts (KAI) / Monachium

Ożywioną dyskusję wywołała decyzja rządu krajowego w Monachium, że od 1 czerwca br. we wszystkich gmachach państwowych Bawarii mają w widocznych miejscach zawisnąć krzyże. Krzyż będzie wisiał u wejścia jako „widoczne przyznanie się do podstawowych wartości ładu prawnego i społecznego w Bawarii i w Niemczech” - poinformowała kancelaria rządu Bawarii 24 kwietnia. "Krzyż jest fundamentalnym symbolem „naszej bawarskiej tożsamości i sposobu życia” - powiedział premier Markus Söder (CSU).

HannahJoe7/pixabay.com

Choć decyzja ta nie wszystkim się podoba, z zadowoleniem przyjął ją arcybiskup Bambergu Ludwig Schick. „Uważam że to dobre, aby zawiesić krzyż tłumacząc, że jest to znak jedności, pojednania, pokoju, braterstwa, solidarności” - powiedział abp Schick w wywiadzie dla Bayerische Rundfunk. W innej rozmowie dla „domradio” w Kolonii zwrócił uwagę, że „krzyż nie jest znakiem tożsamości jakiegokolwiek kraju czy państwa”.

Również kierownik Biura Katolickiego Bawarii, Lorenz Wolf, cieszy się z takiej decyzji, kiedy to „ugruntowane w chrześcijaństwie podstawowe wartości naszej społeczności, zwłaszcza godność człowieka, miłość bliźniego, tolerancja i solidarność znowu silniej docierają do świadomości społecznej”.

Pozytywnie do faktu, że „krzyże będą widoczne w miejscach publicznych” odniósł się też ewangelicki biskup Bawarii oraz przewodniczący Rady Kościołów Ewangelickich w Niemczech (EKD) Heinrich Bedford-Strohm. Podkreślił, że w ten sposób religia nie pozwala się „wypędzić” do sfery prywatnej, lecz staje się częścią życia publicznego. Ewangelicki biskup nie widzi w tej decyzji marginalizacji innych religii, a humanitaryzm, którego symbolem jest krzyż, oznacza także wolność wyznania. Jednocześnie ostrzegł przed wykorzystywaniem krzyża do polityki partyjnej oraz polemik. Przesłanie, jakie płynie z krzyża, to godność człowieka, miłość bliźniego i humanitaryzm. „To są wartości, do których musi się stosować każdy z nas, muszą się stosować także działania polityczne” - przypomniał Bedford-Strohm.

Krytyk nie szczędzi lewicowa SPD twierdząc, że jest to taktyczny manewr wyborczy CSU. Natomiast studenci w Ratyzbonie już zapowiedzieli, że nie zgodzą się na zawieszenie krzyży na tamtejszym uniwersytecie. Uniwersytety mogą, ale nie musza zawieszać krzyży. Dotychczas decyzją rządu Bawarii krzyże muszą wisieć tylko w klasach szkolnych oraz salach sądowych.

Katolicki specjalista prawa kanonicznego na uniwersytecie w Münster, Thomas Schüller uważa, że decyzja rządu Bawarii jest „na granicy” prawa konstytucyjnego. W rozmowie z „Deutsche Welle” powiedział, że „jeśli ktoś w ten sposób politycznie instrumentalizuje krzyż, nie pojmuje teologicznego znaczenia „głupoty słowa Krzyża” z pierwszego listu św. Pawła do Koryntian, która jest ością w gardle władców i znakiem nadziei dla słabych i pozbawionych praw”. Skrytykował, że uzasadnianie zawieszania krzyży „historycznymi i kulturalnymi tradycjami” Bawarii powoduje, że krzyż staje się „zwykłym symbolem folkloru”.

O umiar w ocenach zaapelował Centralny Komitet Katolików Niemieckich (ZdK). „Krzyż jest tematem poważnym i nie może być przedmiotem drwin i wszelkiego rodzaju żartów”, powiedział przewodniczący ZdK, Thomas Sternberg w rozmowie z niemieckimi mediami. Dodał, że krzyż podkreśla wartość religii i nie oznacza żadnego wykluczania.

Krytycznie do decyzji rządu Bawarii odniosła się Centralna Rada Muzułmanów. „Krzyż w oficjalnych budynkach państwowych jest sprzeczny z zasadą neutralności państwa”, stwierdził w rozmowie z dziennikiem „Die Welt” Mohamed Abu El-Qomsan, przewodniczący tego gremium w Bawarii i podkreślił, że krzyż jest „oczywiście symbolem religijnym”. Zażądał jednocześnie równego traktowania innych religii. „Jeśli Bawaria dopuszcza symbole religijne w budynkach państwowych, to konsekwentnie powinna także zezwolić na noszenie muzułmańskich chust w miejscach publicznych” - powiedział.

Pozytywnie natomiast wypowiedziała się Izraelska Wspólnota Wyznaniowa Monachium i Górnej Bawarii. Zwłaszcza w obliczu „mamuciego zadania, jakim jest integracja”, wspólnota żydowska uważa za „ważne i właściwe” zdefiniowanie norm i wartości oraz żądanie ich uznania, co jest niezbędne dla dobrego współżycia, stwierdziła przewodnicząca Izraelskiej Wspólnoty Wyznaniowej Charlotte Knobloch.

Rząd federalny nie chciał skomentować decyzji władz Bawarii. Rzecznik rządu Steffen Seibert powiedział jedynie, że „nic mu nie wiadomo, aby podobne plany zamierzał wprowadzić rząd federalny”. Według rzecznika ministerstwa spraw wewnętrznych, decyzję o zawieszeniu krzyża w pomieszczeniach urzędowych regulują przepisy organizacyjne poszczególnych urzędów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzym: konferencja "Jan Paweł II i jego dziedzictwo"

2018-04-26 19:53

vaticannews.va / Rzym (KAI)

"Jan Paweł II i jego dziedzictwo" – to temat międzynarodowej konferencji na papieskim uniwersytecie Angelicum. Zorganizowała ją w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża polska ambasada przy Stolicy Apostolskiej.

Ze zbiorów Natalii Janowiec

Zdaniem kard. Pietra Parolina - który nie mogąc osobiście wziąć udziału w konferencji, przysłał swoje przesłanie – prawdziwym dziedzictwem Jana Pawła II jest Sobór Watykański II. To bowiem soborowe nauczanie niczym kompas wyznaczało kierunek jego pontyfikatu.

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz podkreślił jednak, że rozważając pontyfikat św. Jana Pawła II, trzeba mieć świadomość, że należy on do grona najznamienitszych papieży w historii Kościoła. Jego dziedzictwo sytuuje się na tym samym poziomie, co teksty św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu. Jest to skarb, który nie ulegnie zapomnieniu – mówi ks. Mazurkiewicz.

- Jan Paweł II zostawił nam bardzo wiele bardzo głębokich tekstów, które mogą dziś być trochę zakurzone, dlatego, że pokolenia się zmieniają i jest moda także na nowość. Nawet jeśli coś jest wyrażone mniej trafnie, mniej głęboko, ale wyrażone zostało wczoraj, to ludzie na to często bardziej reagują – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. prof. Mazurkiewicz. – Natomiast myślę, że dla nas, także jako tych, do których Jan Paweł II przemawiał bezpośrednio i na których wywarł olbrzymi wpływ, zadaniem jest to, żeby nie tylko powtarzać, lecz dalej prowadzić refleksję Jana Pawła II, czyli tekst rozumieć w ten sposób, że on odnosi się do nas w dzisiejszych warunkach. To jest nasze zadanie. Nie zamknąć w muzeum myśli Jana Pawła II, tylko nieustannie prowadzić nad tym tekstem refleksję, a ta nasza refleksja będzie ożywiała te teksty.

Wśród uczestników konferencji znaleźli się również naoczni świadkowie tego pontyfikatu, jak abp Mieczysław Mokrzycki, jeden z sekretarzy osobistych Jana Pawła II, a dziś metropolita lwowski. W swym wystąpieniu mówił w wkładzie Papieża Polaka w pojednanie z Kościołem prawosławnym.

- Jan Paweł II od samego początku wziął sobie do serca tę modlitwę: "Spraw, aby nastała jedna owczarnia i jeden pasterz". Ojciec Święty spotykał się z przedstawicielami Kościoła prawosławnego – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Mokrzycki. – Bardzo zabiegał o spotkanie z patriarchą Moskwy. Różne spotkania i wspólne modlitwy przełamywały bariery. Mogliśmy to odczuć na nieoficjalnych spotkaniach. Nawet jeśli nie było oficjalnego zbliżenia, deklaracji, to jednak w spotkaniach osobistych, mniej urzędowych było widać tę wielką rolę, jaką Jan Paweł II odegrał w przełamaniu barier. My tego osobiście doświadczamy. Na Ukrainie śmiało mogę pójść do arcybiskupa z Patriarchatu Moskiewskiego. W Poczajowie, w wielkim sanktuarium prawosławnym jesteśmy przyjmowani z wielkimi honorami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem