Reklama

Pokaż miłość!

2017-10-11 11:11

Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 46-47

hotographee.eu/fotolia.com

Nic nie daje nam większej motywacji do życia niż miłość. Dzieci same upominają się o słowa i znaki miłości. Dorośli nie mają już zwykle takiej odwagi. Największą sztuką, która świadczy o ogromnej dojrzałości, jest okazywanie miłości swoim bliskim, zanim oni zdążą o to poprosić

Może niektórzy podczas lektury Ewangelii doszli do podobnego co ja wniosku, że Jezus nikomu nie deklarował swojej miłości. Nikomu nie mówił: kocham cię. Mimo to dla wszystkich było oczywiste, że to właśnie On kochał najbardziej.

Miłość widzialna

W obecności Jezusa dobrzy ludzie czuli się bezpieczni i szczęśliwi. Odzyskiwali nie tylko zdrowie, lecz także siłę do nawrócenia i radość, o jakiej nawet nie marzyli. Gdy Jezus zapłakał przy grobie Łazarza, a następnie go wskrzesił, to zgromadzeni tam ludzie mówili: Patrzcie, jak go miłował! Mówili: Patrzcie! Jezus umiał w taki sposób okazywać miłość, że ludzie dosłownie widzieli, że On kocha. Nie musieli w to wierzyć, nie musieli przypuszczać czy mieć nadzieję. Oni to widzieli w Jego słowach, czynach i gestach miłości. Niewidzialny Bóg stał się widzialny w ludzkiej naturze po to, żeby uczyć nas okazywania widzialnej miłości. W relacji międzyludzkiej nie istnieje miłość niewidzialna. Albo kochamy naszych bliskich tak, że oni to widzą, albo nie kochamy wcale.

Dawanie – przyjmowanie

Większości ludzi okazywanie miłości nie przychodzi w sposób łatwy ani spontaniczny. Każdy z nas ma w tym względzie jakieś zranienia czy obawy. Wynikają one z całej naszej historii – począwszy od okresu prenatalnego i wczesnego dzieciństwa, z postawy rodziców względem nas, z naszych doświadczeń relacji chłopak-dziewczyna i z naszej osobowości. Czasami paraliżuje nas niepewność, w jaki sposób nasze słowa, czyny czy gesty odbierze i zinterpretuje druga strona. Ideałem jest sytuacja, w której jesteśmy na tyle empatyczni, czyli na tyle trafnie dobieramy sposoby okazywania miłości, że ta druga strona czuje się wzruszona, szczęśliwa, doceniona, ale nie skrępowana, a nasza miłość do tej osoby staje się dla niej coraz bardziej oczywista. Ideałem jest postawa Jezusa, który wiedział, co się dzieje w sercu człowieka, i nieomylnie dobierał słowa, czyny i gesty miłości do potrzeb i wrażliwości danej osoby.

Reklama

Jedni okazują miłość poczuciem humoru, inni codzienną służbą, okazywanym zaufaniem i głębokimi zwierzeniami, jeszcze inni cieszą się, gdy mogą bliskich obdarować prezentami. Ważne, by chcieć coraz lepiej wczuwać się w potrzeby naszych bliskich. Gesty miłości okazujemy, by drugi człowiek poczuł się przy nas bardziej kochany. Dawanie połączone z oczekiwaniem na zwrot nie przynosi dobrych owoców. Prędzej czy później pojawią się frustracja i poczucie krzywdy. To nie znaczy, że nie warto mówić, czego się potrzebuje czy pragnie, ale warto być delikatnym, cierpliwym i pielęgnować pogodę ducha w oczekiwaniu na zwrot.

Każdego człowieka cieszą inne sposoby przyjmowania miłości. Utwierdza mnie w tym przekonaniu codzienna, wnikliwa obserwacja córek. Jedna potrzebuje, by znakami miłości niemal nieustannie ją „podduszać”, druga lubi się przytulać, ale w odpowiednim miejscu i czasie, na czułość w stosunku do trzeciej musimy otrzymać oficjalną zgodę, ale ona z kolei lubi intymne rozmowy w stylu „między nami kobietami”.

Bliskość, ofiarność, czułość

To dobrze, że ostatnio ukazuje się sporo publikacji, które pomagają lepiej okazywać i lepiej rozumieć sposoby okazywania miłości. Do takich publikacji należy książka ks. dr. Marka Dziewieckiego pod tytułem „Komunikowanie miłości w małżeństwie i rodzinie” (Kraków 2012). Odwołując się do postawy Jezusa, autor wyróżnia trzy podstawowe sposoby okazywania miłości: bliskość, ofiarność i czułość. Jezus okazywał miłość spotykanym ludziom przez to, że był blisko nich od rana do wieczora i że ofiarnie im służył, że pomagał im we wszelkich ich trudnościach czy potrzebach. Nie ma miłości bez fizycznej obecności. Nasi bliscy mogą być pewni, że ich kochamy, dopiero wtedy, gdy widzą, iż mamy czas dla nich nawet jeśli nie starcza nam go na sen i że czynimy wszystko, by każdego dnia być fizycznie przy nich jak najdłużej. Jezus potwierdzał swoją miłość ogromną czułością, z którą odnosił się do dzieci i dorosłych, do kobiet i mężczyzn. Ci, którzy nie potrafili kochać albo mieli nieczyste spojrzenie, wręcz gorszyli się aż tak wielką czułością, którą Jezus okazywał np. grzesznej kobiecie, gdy ta się nawróciła i bardzo pokochała. Nie istnieje miłość nieczuła. Ważne są wszystkie formy czułości: czułość w spojrzeniu i uśmiechu, czułość w tonie głosu, a także potwierdzanie dotykiem, że druga osoba jest dla mnie kimś wyjątkowym.

Pięć języków miłości

Dobrą podpowiedzią co do sposobów komunikowania miłości jest model amerykańskiego psychologa Gary’ego Chapmana. Zauważa on fakt, że zwykle każdy z małżonków ma sobie tylko właściwy sposób okazywania miłości. Jeśli współmałżonek nie jest wrażliwy na ten akurat sposób wyrażania troski czy uczuć, to pierwszy z małżonków jest rozczarowany czy wręcz sfrustrowany, z drugiej strony przeżywa trudności w dostrzeganiu i przyjmowaniu znaków miłości od tej drugiej osoby. Chapman wyróżnia 5 ważnych sposobów okazywania miłości, dzięki którym ludzie czują się rozumiani, wspierani i szczęśliwi.

Pierwszym z tych sposobów jest obdarzanie kochanej osoby podarunkami. Nie chodzi tu jednak o jakikolwiek prezent, a jedynie o taki, który został trafnie dobrany czy własnoręcznie wykonany i który potwierdza, że dobrze rozumiemy oczekiwania, gust oraz wrażliwość tej drugiej osoby. Ważne jest – zwłaszcza w odniesieniu do kobiet – by były to choćby drobne podarunki, lecz częste, a nie wręczane rzadko, przy wyjątkowych okazjach. (:-)) Drugi język miłości to trafnie dobrane słowa wdzięczności, pochwały, zachwytu drugą osobą. Mogą to być słowa wypowiedziane twarzą w twarz albo przekazane w bardziej wyszukanej formie. (:-)) Trzecim językiem miłości jest wspólne spędzanie czasu, połączone z uważnym wczuwaniem się w to, co przeżywa druga osoba i z nie mniej uważnym wsłuchiwaniem się w to, co chce nam przekazać. Chodzi o takie spędzanie czasu razem, dzięki któremu kochana osoba staje się pewna, że tu i teraz jesteśmy tylko dla niej. Kolejny sposób komunikowania miłości polega na zaspokajaniu potrzeb kochanej osoby przez konkretne działania na jej rzecz czy przez śpieszenie jej z pomocą wtedy, gdy jest zmęczona albo z czymś sobie nie radzi. Piąty język miłości to fizyczna bliskość, dotyk, intymny kontakt cielesny, a także współżycie seksualne małżonków, które jest szczytem czułości i zaufania.

Nie ustawaj

Warto rozmawiać z bliskimi o tym, jakie sposoby wyrażania miłości sprawiają im największą radość i są dla nich największym wsparciem. Dzięki takim rozmowom mamy szansę okazywać naszym bliskim miłość w sposób, który da im najwięcej siły, a siła im przekazana wróci z czasem do nas. Warto pamiętać także o tym, że im bardziej okazujemy miłość naszym bliskim, tym bardziej stają się jej głodni i tym więcej oczekują znaków, potwierdzających to, że ciągle o nich myślimy. Nie da się okazać miłości na zapas, podobnie jak nie da się na zapas oddychać. Parafrazując słowa ks. Jana Twardowskiego, można powiedzieć: Śpieszmy się okazywać miłość naszym bliskim, gdyż tak szybko smutnieją.

Agnieszka Porzezińska, Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

Tagi:
rodzina

W trosce o rodzinę

2018-11-14 11:44

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 46/2018, str. IV

Fundacja Centrum Rodziny w Zielonej Górze troszczy się o przyszłych i świeżo upieczonych rodziców oraz ich maluszki. Najbliższe lata to wielkie wyzwanie – budowa Centrum Rodziny wraz z hospicjum perinatalnym

Maciej Krawcewicz
Marzy nam się miejsce, w którym będzie można bardzo szeroko zaopiekować się przyszłymi rodzicami – mówią Joanna Habura i Julita Hypki

Podobno potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko. Zresztą nawet jeśli nie wioski, to chyba każdy rodzic nieraz rozglądał się wokół w poszukiwaniu pomocy, rady, pocieszenia – wymieniać można długo. Babcia (czy też inna bliska osoba) mieszkająca w pobliżu i mająca czas w wielu przypadkach jest luksusem. A przecież rodzice muszą mierzyć się też z sytuacjami, kiedy babcina mądrość już nie wystarczy. O tym wszystkim opowiadają Joanna Habura – położna i prezes Fundacji Centrum Rodziny oraz Julita Hypki – doula i promotor karmienia piersią.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Klasztor Pięciu Braci musiał być gdzieś na terenie dzisiejszego Międzyrzecza

2018-11-13 16:20

Kamil Krasowski

Pierwsi Męczennicy Polski – święci Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak i Krystyn są patronami naszej diecezji. 13 listopada w Kościele w Polsce obchodzimy ich liturgiczne wspomnienie.

Karolina Krasowska
Wszędzie mówi się o Świętych Męczennikach z Międzyrzecza – wspominają o tym kroniki i lokują klasztor w Międzyrzeczu.

Pierwsi dwaj przybyli z Włoch, troje pozostałych było Polakami. Przybyli na nasze ziemie na początku 1002 r., by prowadzić pustelniczy tryb życia, a przede wszystkim pracę misyjną wśród pogańskich Słowian, co było wspólną decyzją i pragnieniem cesarza Ottona III i króla Bolesława Chrobrego. W nocy z 10 na 11 listopada 1003 r. zostali napadnięci przez zbójców i zamordowani w swoim eremie. Co do jego lokalizacji istnieją dwie główne hipotezy. Część badaczy twierdzi, że klasztor Pięciu Braci Męczenników znajdował się we wsi Święty Wojciech. Inni, wśród nich dr Andrzej Kirmiel, dyrektor Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej w Międzyrzeczu, przekonują, że znajdował się on gdzieś na terenie dzisiejszego Międzyrzecza. - Idea lokująca klasztor we wsi Święty Wojciech pojawiła się dopiero po II wojnie światowej. Wynikało to głównie z faktu, że kojarzono nazwę Święty Wojciech z osobą św. Wojciecha i dlatego tam poszukiwano eremu, jednak mimo trzech dużych sezonów archeologicznych żadnych śladów tam nie znaleziono. Poza tym nazwa Święty Wojciech jako wioska pojawia się dopiero w drugiej połowie XIII w. – wyjaśnia dr Andrzej Kirmiel. - Klasztor musiał być gdzieś na terenie dzisiejszego Międzyrzecza. Ówczesny Międzyrzecz miał ok. 2 – 3 ha powierzchni, więc ci wszyscy, którzy mówią, że klasztor był w pewnym oddaleniu pewnie przenoszą wielkość dzisiejszego 20 – tysięcznego miasta na przestrzeń, którą zajmował 1000 lat temu i wydaje im się, że miejscowość Święty Wojciech jest w pewnym oddaleniu. W realiach XI – wiecznego Międzyrzecza „pewne oddalenie” mogło być po drugiej stronie rzeki Obry, na międzyrzeckim rynku, pod którym jest potężny średniowieczny cmentarz albo jeszcze w innym miejscu. Poza tym wszędzie mówi się o Świętych Męczennikach z Międzyrzecza – wspominają o tym kroniki i lokują klasztor w Międzyrzeczu. Dlatego poprzez wystawę, którą mamy w muzeum staramy się o tym mówić. Podsumowujemy tę wiedzę, która jest nam w tej chwili dana i wyciągamy z tego wnioski. Zależy nam też na tym, żeby pielgrzymi, którzy jadą do Rokitna, przyjeżdżali również do Międzyrzecza, bo to są te dwa miejsce, gdzie bije chrześcijańskie serce regionu. Stąd się chrystianizacja tej części dzisiejszej Polski rozpoczęła i jeżeli chcemy szukać tożsamości lubuskiej czy ją budować, bo jak mówią niektórzy ona dopiero powstaje, to nie da się w jej budowaniu pominąć takich miejsc jak Rokitno czy Międzyrzecz – dodaje dyrektor Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej.

Warto dodać, że kult męczenników zaczął się już od ich pogrzebu, na który przybył biskup poznański Unger. Wkrótce potem, w 1008 lub 1009 r., a więc ok. 5 lat po tragicznych wydarzeniach, św. Brunon z Kwerfurtu spisał „Żywot Pięciu Braci”. Są to pierwsi męczennicy polscy wyniesieni na ołtarze. W poczet świętych wpisał ich papież Jan XVIII. Patronują diecezji zielonogórsko - gorzowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Hiszpania: pierwsza polska parafia personalna

2018-11-14 18:33

vaticannews / Walencja (KAI)

Niezwykły dar z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości otrzymali Polacy mieszkający w diecezji Walencja. Miejscowy ordynariusz kard. Antonio Cañízares erygował pierwszą w Hiszpanii polską parafię personalną p.w. Matki Bożej Częstochowskiej. Jej proboszczem został chrystusowiec, ks. Czesław Piela.

ZoneCreative/Fotolia.com

„Kościół diecezjalny w Walencji czuje się ubogacony darem, jakim obdarza go Bóg przez tę nową parafię dla wiernych z Polski. Czujcie się w pełni członkami tej diecezji, nie zapominając o waszej Ojczyźnie” - mówił ks. Antonio Cañízares podczas uroczystej Mszy dziękczynnej z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. „Jako naród polski, tak podziwiany, kochany i przykładny, naród prawdziwie męczeński, daliście świadectwo poprzez tysiąclecie, że tylko Bóg wystarczy. Daliście świadectwo, że rzeczą najważniejszą, ponad wszystko, jest miłość Boga i bliźniego jak siebie samego” - podkreślił kard. Cañízares w homilii.

Nowa parafia to spłata długu wdzięczności wobec narodu polskiego i Jana Pawła II. 11 listopada obraz Matki Bożej Częstochowskiej został umieszczony w jednej z kaplic katedry w Walencji, aby przypominać o powstaniu polskiej parafii personalnej. „Nowa parafia personalna, która została utworzona w Walencji będzie obejmowała swoją troską duszpasterską wszystkich Polaków, którzy zamieszkują na terenie diecezji. Jest ich ok. 4 tysiące. Z kolei w samej Walencji przebywa mniej więcej 2 tysiące naszych rodaków. Dotyczy to również Polaków przebywających na naszym terenie czasowo – mówi ks. Czesław Piela. – Jest to parafia, która ma struktury normalnej parafii terytorialnej. Posiada swoją siedzibę, proboszcza, swoje duszpasterstwo, ale swoim zasięgiem wykracza poza granice parafii. Troszczy się o wszystkich Polaków, którzy mieszkają i przebywają na terenie diecezji Walencja”.

Polska parafia personalna ma swoją siedzibę w kościele Matki Bożej Różańcowej w dzielnicy Canyamelar. Miejscowa Polonia przyjęła z radością decyzję kard. Cañízaresa. Inne wspólnoty polskie w Hiszpanii nie kryją nadziei, że takie parafie powstaną w kolejnych diecezjach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem