Reklama

Dywizjon 303

Dzień graniczny Katalonii

2017-10-11 11:11

Maciej Kaczor
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 44-45

Maciej Kaczor

Referendum niepodległościowe wzbudza w Hiszpanii ogromne emocje. Bardzo trudno będzie dojść do porozumienia w kwestii wyczekiwanej tu niezależnej Republiki Katalonii, ale co do jednego wszyscy są zgodni – region przeżywa obecnie historyczne dni. Mieszkańcy Barcelony już mówią, że ich rzeczywistość dzieli się na „przed” i „po” referendum. I tak naprawdę nie wiadomo, która z nich jest lepsza

W niedzielę 1 października 2017 r. przed 5 rano, mimo padającego obficie deszczu, w całej Barcelonie można było zobaczyć tłumy osób kierujące się do szkół, w których zorganizowano lokale wyborcze. Tam, za zamkniętymi drzwiami i bramami, już czekali inni, którzy spędzili noc, czuwając nad bezpieczeństwem miejsca do głosowania. Chronili je przed hiszpańską policją. Do godz. 9 trwało nerwowe wyczekiwanie, czy uda się choćby rozpocząć referendum, mające trwać do wieczora. W niektórych miejscach zdołano je dokończyć bez przeszkód, w innych – interweniowała policja.

– Głosowałam w niedzielę i byłam bardzo zaskoczona, że w mojej dzielnicy jest tak wiele osób gotowych do „nieposłuszeństwa” i zagłosowania – tłumaczy Carmen, 21-letnia studentka z Barcelony. – Gdy przyszłam o 6 rano, zobaczyłam ludzi, którzy spali w szkole, byli już także pilnujący wejścia, inni czekali na ulicy na przybycie urn, żeby je bezpiecznie przetransportować do środka. Spędziłam tam 15 godzin. Poszłam również w sobotę, żeby przynieść jedzenie, koce do spania. Uważam, że pokazaliśmy piękną jedność, czuło się wsparcie dla wszystkich – dla głosujących, ale także dla niegłosujących, bo my respektujemy prawa każdego.

Carmen nie doświadczyła interwencji służb spoza Katalonii (do regionu wysłano oddziały Policía Nacional i Guardia Civil, które miały za zadanie uniemożliwić głosowanie), ale przekonuje, że non stop trzeba było mieć się na baczności. – Cały ranek otrzymywaliśmy wiadomości, że jest bardzo prawdopodobne, iż tu przyjdą, ponieważ zamykali szkoły w okolicy. Byliśmy dosyć ważnym miejscem. Ludzie, którym zamknięto lokale, przychodzili do nas. W związku z przewidywanymi problemami wyjątkowo pozwolono tym razem głosować w jakimkolwiek punkcie.

Reklama

W wielu miejscach Katalończycy nie czekali jednak bezczynnie. Ariadna, mieszkanka Sant Pol de Mar, opowiada, że wokół lokali w wąskich uliczkach jej miejscowości pozastawiano przejazd samochodami i traktorami, więc policja nie mogła się przedostać. Tłumaczy też, że czuło się strach, bo dochodziły informacje o ludziach postrzelonych przez funkcjonariuszy, którzy użyli wobec nich gumowych kul. Jedna osoba straciła w ten sposób oko. Trzeba dodać, że ta broń jest od kilku lat zakazana w Katalonii i służby mundurowe nie mogą się nią posługiwać, jednak zakaz ten nie dotyczy policji spoza regionu autonomicznego.

Groźniejsi niż Baskowie

Głosowanie rozpoczynano od osób starszych, które także kilka godzin czekały pod lokalami wyborczymi, często na wózkach lub z własnymi krzesełkami. Po odejściu od urn otrzymywały one od tłumu czekającego na zewnątrz gromkie brawa i odbierały gratulacje. W powietrzu wyczuwalna była wyjątkowa atmosfera rozpoczęcia czegoś ważnego. – Jestem bardzo dumna z aktywności ludzi, nigdy czegoś takiego na własne oczy nie widziałam – przyznaje Carmen. – Co prawda w trakcie Diady (narodowe święto Katalonii, 11 września) także odczuwa się jedność ludzi, którzy kochają Katalonię i naród kataloński. Wtedy też widzi się tę chęć wyjścia na ulicę, żeby krzyczeć i manifestować to, co się myśli. Ale nigdy nie widziałam tego na tak dużą skalę i uważam to za piękne doświadczenie. Zaczęliśmy w ten sposób, kto wie, jak skończymy.

Swojej dumy nie krył też Gerard Piqué – obrońca FC Barcelony, który po rozegranym przy pustych trybunach meczu z Las Palmas ze łzami w oczach chwalił poczynania rodaków. – Można głosować: „Tak”, „Nie” albo oddać pustą kartę, ale się głosuje. Ten kraj przez wiele lat cierpiał z powodu frankizmu i nie mógł głosować. To jest prawo, którego bronimy. Jako Katalończyk dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek czuję się dumny ze społeczeństwa Katalonii. Ci ludzie potwierdzają, że zasługują na coś lepszego.

Referendum nie było legalne, bo nie uzyskano na nie oficjalnej zgody, jednak Katalończycy, zmęczeni ciągłymi potyczkami z rządem w Madrycie, uważają je za bardzo ważne. – Wierzę bardziej w legitymizację społeczności niż w rozstrzyganie spraw na poziomie sądowniczym – tłumaczy Omar, student aktorstwa, organizator strajków studenckich. – Uważam, że pierwsze, co jest nielegalne, to fakt, że rząd kraju wykorzystuje dla swoich potrzeb finanse i sądownictwo, które powinny być z definicji i na zawsze niezależne. Używa ich do własnych celów, manipuluje. Nie ma to nic wspólnego z podziałem władzy w Hiszpanii – wyjaśnia. Wskazuje także na wyjątkowo uparte działanie rządu, jeśli chodzi o problem Katalonii. – Najjaśniejszym przykładem na to jest Kraj Basków, gdzie też była społeczność, która chciała decydować o swojej przyszłości. Przez wiele lat działała tam organizacja terrorystyczna (ETA), która walczyła o to, ale stosując terror. Jednak wtedy hiszpański rząd ani razu nie użył aparatu państwowego, żeby zainterweniować, stanąć na drodze lokalnej policji autonomicznego Kraju Basków. A tutaj z powodu jednego prostego głosowania używa się sił represyjnych państwa, aby to uniemożliwić – mówi Omar, który jako rozwiązanie problemu podaje zmianę konstytucji. – Jest przestarzała i nie reprezentuje narodu – podkreśla. – Podobne przeświadczenie ma większość Hiszpanów. Tylko że faktyczna władza należy teraz do skorumpowanych partii, które nie dopuszczają do tego i, korzystając z faszystowskich metod, uniemożliwiają społeczeństwu wyrażanie swojego zdania – dodaje.

Mięśnie kontra umysł

Innym Katalończykom natomiast nielegalność głosowania w ogóle nie przeszkadza. – Jestem tutaj, żeby prosić o niepodległość dla mojego kraju. Głosowałam bez żadnego problemu i w sposób pokojowy – mówi z uśmiechem Merce, emerytka. – Dla nas, dla narodu katalońskiego, referendum jest legalne, ponieważ ludzie o to prosili. Złożyliśmy wniosek u naszych katalońskich władz, że chcemy referendum. My zaakceptowaliśmy ryzyko, że się odłączymy lub nie. Oni w Madrycie nie potrafią tego zaakceptować. Są dwa światy: przed i po referendum. To, co było, już nigdy nie wróci. Nie wierzę już w nic, co robi hiszpański rząd – oni nas po prostu prześladują.

Istnienie dwóch rzeczywistości pojawia się w wielu rozmowach z mieszkańcami Barcelony. – Od teraz już nic nie będzie takie samo w relacjach Katalonii i Hiszpanów. Zawsze byliśmy przez nich zdominowani, a od teraz możemy wreszcie rozmawiać jak równy z równym – uważa Mirella, która wieczorem wraz z mężem przyszła na Plaça de Catalunya w centrum miasta ubrana w barwy Katalonii, aby z rzeszą rodaków uczcić odbyte referendum. – Poszliśmy głosować i teraz świętujemy rezultat. Mimo tego, co się wydarzyło, mimo ataku na demokrację, mimo zachowania policji społeczeństwo mówi – komentuje mieszkanka Barcelony. Pytani o starcia z policją, w których ranne zostały 844 osoby, Katalończycy mają jasną opinię. – Nie było żadnej walki z policją. Policja napadła ludzi, którzy chcieli tylko wrzucić głos do urny – twierdzi stanowczo Mirella. – Nie było żadnej agresji ze strony mieszkańców w stosunku do policji. My chcieliśmy jedynie głosować pokojowo. To było starcie siły mięśni z ludźmi świadomymi i wykształconymi, co symbolicznie widać na nagraniu z rozbijania przez hiszpańską policję szyb w szkole, która była lokalem wyborczym.

Donoszono również o starciach katalońskich służb z przyjezdnymi mundurowymi. Strażacy jasno wyrażali swoje wsparcie dla referendum. Informowali nawet, że w razie zamknięcia lokali przez policję ludzie mogą zbić szybę przeciwpożarową, a straż po przyjeździe będzie zobowiązana otworzyć budynek.

Ulice należą do nich

Nie wolno także zapominać o przeciwnikach referendum. W dniu poprzedzającym głosowanie na ulicach można było zobaczyć osoby z zawieszoną na plecach flagą Hiszpanii, co w Barcelonie na co dzień jest bardzo rzadkim widokiem. Balkony i mury zazwyczaj obwieszone są barwami Katalonii, tę banderę można zobaczyć także na różnego rodzaju zgromadzeniach publicznych. Przeciwnicy protestowali wobec odłączenia się od Hiszpanii i poruszali bardzo ważną kwestię – referendum wywołuje tutaj konflikty, zmienia ludzkie relacje w zakładach pracy, lokalnych społecznościach, a nawet w rodzinach. Dochodzi do tego, że w niektórych środowiskach ludzie boją się wyrażać swoje zdanie, aby nie zostali odrzuceni. Rozmawiałem ze studentem, który nie chciał afiszować się ze swoimi poglądami, czyli niechęcią do udziału w referendum, ze względu na presję środowiska akademickiego. Wielu przeciwników referendum woli pozostać w ukryciu, zatem na obecną chwilę katalońskie ulice są opanowane przez zwolenników głosowania i niepodległości.

„Els carrers seran sempre nostres” – Ulice zawsze będą nasze – wykrzykują zwolennicy niepodległości. Czy zdobędą również swoją republikę? Będzie o to bardzo trudno, ale upór Katalończyków i ich podejście nie pozwalają odbierać im nadziei. Jest tu zresztą tak głęboko zakorzeniona, że sami nie dadzą jej sobie wyrwać.

Zmarł Kofi Annan, były sekretarz generalny ONZ

2018-08-18 13:32

wpolityce.pl

W wieku 80 lat zmarł ghański polityk Kofi Annan, sekretarz generalny ONZ w latach 1997–2006 i laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2001 roku - informuje w sobotę Agencja Reutera, powołując się na źródła. Miał 80 lat.

wikipedia.org

Pochodzący z Ghany polityk był pierwszym czarnoskórym Afrykańczykiem, który objął najważniejsze stanowisko w światowej dyplomacji. Na czele ONZ stał w latach 1997-2006.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Procesja Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny

2018-08-18 22:43

o. Tarsycjusz Bukowski OFM/Biuro Prasowe Sanktuarium

- Kiedy rodzina jest silna? Kiedy w rodzinie dokonuje sie Zbawienie? Wtedy, kiedy tak, jak Maryja jesteśmy zdolni budować na Bożym błogosławieństwie - mówił bp Leszek Leszkiewicz z Tarnowa, który 17 sierpnia, podczas nieszporów na rozpoczęcie Procesji Pogrzebu Matki Bożej wygłosił kazanie.

o. F. Salezy Nowak OFM

Tłumy pątników, zgromadzonych na Dróżkach, uczestniczyły w modlitwie, której przewodniczył abp Salvatore Pennacchio, Nuncjusz Apostolski w Polsce. Podczas uroczystości był obecny również abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

W kazaniu bp Leszkiewicz odniósł się do sytuacji panującej obecnie w świecie i zwrócił szczególną uwagę na miejsce i rolę rodziny w życiu społeczeństwa i Kościoła. Odwołując się do dokumentu Pawła VI „Marialis cultus”, przypomniał, że Maryja przewodzi w kulcie wiary. Nauczał: - Ona jest pierwszą, która słuchała, pierwszą, która przyjęła Jezusa, pierwszą, która poszła drogą wiary. Ona jest pierwszą, która z ciałem i duszą jest już w niebie. (...)Warto sobie uświadomić przeżywając to wszystko, co towarzyszy dzisiaj, że Maryja prowadziła na ziemi życie codzienne, takie, jakie my prowadzimy. Maryja umiała dostrzec, że na drogach codziennego życia, jest obecny Pan Bóg. Kaznodzieja zwrócił uwagę na sposób życia Maryi, który jest inspiracją do odkrywania obecności Boga w życiu każdego chrześcijanina:- Jeśli chcemy przejść pielgrzymkę wiary, jak Maryja, trzeba uświadomić sobie, że Zbawienie dokonuje się w naszej codzienności. Nie czekajmy na wielkie wydarzenia - zachęcał biskup.

Przypomniał, że główną zasadą życia małżeńskiego jest miłość pochodząca z sakramentu: - Widok kochających się małżonków to nic innego, jak ich współdziałanie z łaską Pana Boga. (...) Jeśli małżeństwo, fundament szczęścia rodzinnego nie jest budowane na łasce sakramentalnej, to wcześniej, czy później, wszystko się rozsypie. (...) Mamo, tato, miejcie odwagę być rodzicami chrześcijańskimi, miejcie odwagę, żeby dzieciom opowiadać historię Jezusa. Nikt im nie zastąpi tej katechezy, którą dają rodzice. Trzeba, żebyśmy wrócili w naszych domach do tradycji opowiadania dzieciom historii Jezusa. Kaznodzieja zachęcał do podtrzymywania tradycji ludowych, które są nośnikami Ewangelii oraz relacji ze wszystkimi członkami rodziny, szczególnie ze starszymi.

Następnie podał trzy sposoby na ożywianie wiary w życiu rodziny:- Czuwajcie nad tym, żeby w waszych domach nie było nikogo, kto by rano i wieczorem nie zginał kolan do modlitwy. Jestem głęboko o tym przekonany, że tam, gdzie nie ma pacierza, tam rodzina oddala się od Pana Boga. Tam wieje chłodem. Drugą rzeczywistością ma być troska o katechezę rodziny poprzez obecność świętych wizerunków w mieszkaniach.- Zadbajmy o to, żeby z naszych domów nie znikały święte obrazy. Żeby w naszych domach nie brakło świętych obrazów. Kto z nas, starszych, nie pamięta, jak babcia, dziadek, mama tato pokazywali na obraz i tłumaczyli, kto to jest. To są bardzo głębokie katechezy. Trzecią rzeczywistością, na którą wskazał biskup Leszkiewicz, jest świętowanie niedzieli: - Jeśli rodzina ma być miejscem, w którym jesteśmy świadomi, że Bóg działa, trzeba na nowo pogłębiać prawdę o niedzieli, o świętym dniu. (...) Dla ludzi wierzących, niedziela ma być dniem świętym, a więc w niedzielę trzeba dołożyć starań, żeby wszyscy, którzy tworzą rodzinę, uczestniczyli we mszy świętej. (...) Ważne, by rodzice tłumaczyli dzieciom, dlaczego idziemy do kościoła, dlaczego to jest ważne.

Na zakończenie biskup zachęcił pielgrzymów, by myśleli o tym, że sami kiedyś z duszą i ciałem mogą znaleźć się w niebie: -Pan Bóg bardzo pragnie naszego Zbawienia, Pan Bóg nie skąpi łaski nikomu. Więcej, Bóg daje nam w obfitości swoją łaskę, czeka na nas tam, gdzie jest już Maryja, gdzie są dusze świętych, gdzie kiedyś, oby każdy z nas, mógł znaleźć miejsce i chwalić Pana Boga na wieki.

W procesji wzięło udział prawie 120 asyst i 60 orkiestr dętych. Nie zabrakło górali, ślązaków, górników, oraz innych grup w strojach regionalnych. Były także asysty w strojach z epoki. Przywilej niesienia figury Matki Bożej w trumience podtrzymuje jedna z najstarszych grup uczestniczących w odpuście, asysta cieszyńska. Pielgrzymi wysłuchali kazań przy kaplicach zaśnięcia Matki Bożej opartych o nauczanie Jana Pawła II.

- Byliście dla mnie przykładem wielkiej wiary i umocnienia - powiedział do pielgrzymów abp Salvatore Pennacchio na zakończenie Eucharystii, której przewodniczył przed kościołem Grobu Matki Bożej.



Podczas liturgii homilię wygłosił abp Marek Jędrzaszewski. W oparciu o słowa z Księgi Apokalipsy św. Jana: „Ujrzałem niebo nowe i ziemie nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły i morza już nie ma…”,przypomniał, że słowa te niosą ogromną nadzieję w życie każdego wierzącego. Metropolita zwrócił uwagę, że nim wszystko stało się nowe, historia życia Maryi była drogą Jezusa: - W tę historię człowieka wszedł całkowicie Jednorodzony Syn Boży - Jezus Chrystus rodząc się z przeczystego łona Najświętszej Maryi Panny. (...) Chrystus przyjął na siebie człowieczą śmierć. Przyjął z całym bólem poczucie osamotnienia, wyrażonym w Jego dramatycznym wołaniu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?(...) Przez to wszystko przeszedł, aby nas zbawić. Metropolita zwrócił uwagę, że taka jest droga każdego człowieka wierzącego, także Matki Bożego Syna. Też przeszła przez ból, też doświadczyła, co znaczy przebite mieczem boleści serce.

- Na mocy chrztu świętego zostaliśmy wszczepieni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa - zwrócił się do pielgrzymów. I nauczał: - Umarliśmy dla grzechu i ciągle chcemy dla grzechu umierać, wpatrzeni we wzór Przenajświętszej Dziewicy Maryi. I chcemy za Nią podążać także w tych naszych myślach i pragnieniach, które prowadzą nas za Nią ku ostatecznemu naszemu szczęśliwemu przeznaczeniu - do domu Ojca bogatego w miłosierdzie, gdzie w Jeruzalem Nowym zobaczymy Baranka będącego światłem tego nowego miasta. (...) To są nasze najświętsze pragnienia. To są nasze najbardziej fundamentalne nadzieje. Wszystko przeminie, ale ci, którzy są złączeni z Chrystusem, będą cieszyli sie wieczną szczęśliwością - mówił Arcybiskup.

Na zakończenie uroczystości Prowincjał Bernardynów, o. Teofil Czarniak OFM, zwrócił się do Nuncjusza Apostolskiego: - Dzisiaj stałeś sie jednym z pątników, jednym z pielgrzymów kalwaryjskich. (...) dzisiaj proszę Cię, abyś kiedy spotkasz Ojca Świętego, przekazał Mu, czego dzisiaj doświadczyłeś, że widziałeś wiarę, widziałeś młodość, widziałeś oddanie Bogu i widziałeś nadzieję. Bóg zapłać za Twoja obecność! Do pielgrzymów Prowincjał powiedział: - Na zakończenie pragnę podziękować wam. (...) To właśnie wy, wasza wiara i wasza obecność, uświęca to miejsce. Dzięki wam, Kalwaria jest miejscem świętym.

- Odczuwam ogromne wzruszenie waszą obecnością, widząc waszą wiarę. (...) Zapewniam Ojca Prowincjała, że przy pierwszym spotkaniu z Ojcem Świętym opowiem o naszej modlitwie i waszej wierze, którą zna już od czasu Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, na których był obecny. Kiedy czytałem pamiętniki i wspomnienia św. Jana Pawła II, wiele razy czytałem o tym miejscu, dlatego dla mnie, duchowego syna papieża Polaka, było ogromnym wzruszeniem zobaczyć to miejsce na własne oczy - spontanicznie potwierdził abp Pennacchio.

Eucharystia była ostatnim punktem uroczystości Pogrzebu Najświętszej Maryi Panny. Po mszy świętej figura Matki Bożej w trumience została złożona w miejscu grobu Maryi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem