Reklama

Bezwstyd jako kategoria polityczna

2017-10-11 11:11

Witold Gadowski, Dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 36

Co jest dziś największym problemem polskiej sceny publicznej, polskiej polityki? Jest nim po prostu brak poczucia wstydu! Tak rozluźniono wymagania wobec uczestników tego, co ma publiczne znaczenie, że coraz większa liczba osób biorących udział w tej grze uważa, iż nie obowiązują ich już „staroświeckie” kanony.

Wielką rolę w rozluźnieniu tego tradycyjnego gorsetu zasad odgrywają tu postkomunistyczne media. To właśnie „Gazeta Wyborcza” i TVN od dawna lansowały taki model myślenia i wartościowania, według którego nic nie jest czarne lub białe. Donosicielstwo ma swoje głębokie i tragiczne uzasadnienie, kolaboracja z zaborcami przedstawiana bywała – przez te media – jako wyraz realizmu i rozsądku. Naruszono bezapelacyjne kanony przyzwoitości, okazało się, że wolno było publicznie kłamać, publicznie i brutalnie obrażać kobiety, używać mowy z głębokiego bolszewickiego rynsztoka.

Komuniści, kolaboranci i zdrajcy, którzy – dzięki umowom „okrągłego stołu” – suchą i uprzywilejowaną stopą przeszli z PRL do Trzeciej Rzeczypospolitej, kiedy tylko zdobyli decydujący wpływ na media, zaczęli ośmieszać polski patriotyzm, wierność zasadom, niezłomność. To wszystko przedstawiane było w czerwonych mediach jako zwykłe „frajerstwo” i „oszołomstwo”. Upowszechniano postawy i kariery, których wzorcami byli dawni agenci komunistycznej bezpieki, ludzie wysługujący się przez długie lata Moskwie.

Reklama

Udowodniono, że prezydentem Polski może zostać prymitywny agent komunistycznej Służby Bezpieczeństwa czy wręcz pozbawiony jakiegokolwiek wstydu alkoholik i dawny komunistyczny aparatczyk. Karierę w mediach i życiu publicznym robiły osoby, które znane były z braku poszanowania polskiej tradycji i wrażliwości. W kulturze lansowano postawy negowania wszystkiego, co stanowiło kościec moralny Polski niepodległej. Prymitywna prowokacja obrażająca katolików natychmiast była nagradzana prestiżowymi nagrodami.

Przez ponad 20 lat trwania tzw. niepodległości Polacy poddawani byli intensywnej pedagogice wstydu, musieli przepraszać za nie swoje winy i bić się w piersi za „historyczne upadki”. Młodzież wychowywano w przekonaniu, że nic dobrego z Polski nie może się wywodzić. Edukacja skupiła się na pielęgnowaniu „polskiego kompleksu” i marzeniu, aby wyrwać się z polskiego zaścianka. Lansowano postawy, które nacechowane były kompromitującą uniżonością wobec Berlina, Moskwy czy Brukseli, a każdy przejaw myślenia niepodległego i nastawionego na polskie interesy był piętnowany jako oznaka ksenofobii i zaściankowej mentalności. Ta – śmiertelna w swoich skutkach – choroba naszego życia publicznego utrzymywała się do 2015 r. i pozostawiła po sobie trwałe piętno w kształtowaniu standardów naszego publicznego życia.

Diagnoza: podstawowym problemem naszej polityki i publicznej dyskusji jest brak wstydu – ciągle może wydawać się szokująca wielu dzisiejszym celebrytom. W tym kontekście łatwo jest zrozumieć fakt, że przywracanie prawdy o polskich Żołnierzach Niezłomnych – bohaterach wojny z komunistyczną okupacją po 1945 r. – napotykało tak zorganizowany opór ze strony środowisk byłych komunistów i ich nowych sprzymierzeńców.

Postawę przymusowego zaniżania standardów najlepiej wyraził sam gen. Wojciech Jaruzelski (mówił to w kontekście oceny działalności płk. Ryszarda Kuklińskiego, ale można tę „maksymę” rozszerzyć także na postawę dawnych sług Moskwy wobec antykomunistycznego podziemia niepodległościowego): – Jeśli oni byli bohaterami, to wynika z tego, że my byliśmy zdrajcami, a do tego przecież dopuścić nie można!

Dzięki odsłonięciu prawdy o Żołnierzach Wyklętych, dzięki akcji przywracania ich losów do świadomości polskich obywateli, do naszego życia publicznego wreszcie wdarł się snop ożywczego światła. Dzięki Żołnierzom Niezłomnym możemy dziś – we właściwych proporcjach – spojrzeć na postawy notorycznych reformatorów socjalizmu, kapusiów, którzy przez długi czas uchodzili za autorytety publiczne, oraz tych wszystkich, którzy – w imię realizmu – postanowili dogadać się z komunistami. Niezłomni ginęli, bo odmawiali zgody na uczestniczenie w sowieckiej okupacji naszego kraju. Odmowa wobec silniejszego, beznadziejna walka do końca, wybór nieuchronnej śmierci zamiast kompromisu wobec najeźdźców. Jak bardzo takie postawy ustawiają we właściwych proporcjach wykręty pokolenia tych, którzy w imię „ratowania gatunku”, „wallenrodyzmu” czy też zwykłego: „bo przecież inaczej nie dało się tu żyć” szli na daleko idącą kolaborację z Sowietami i ich polskimi sługami.

Czy w kontekście tragicznych losów Niezłomnych da się jeszcze uzasadniać bajanie o „heglowskim ukąszeniu”, „współpracy w imię wyższych interesów” czy też bredzenie o reformowaniu narzuconego przez Józefa Stalina „socjalizmu”? Przecież w świetle losów polskich żołnierzy, którzy do końca walczyli z sowieckimi najeźdźcami, „dokonania” Szczypiorskich, Woroszylskich, Kuroniów i Michników nie wytrzymują żadnej krytyki!

Stąd właśnie wynikało serdeczne porozumienie między komunistami i ich kolaborantami ze strony solidarnościowej, że Żołnierze Niezłomni na zawsze mają leżeć w grobach bandytów, których będzie pokrywała brudna sadza niepamięci i pogardy. To nie Niezłomni mieli pisać najnowszą historię – im odebrano życie i możliwość publicznego istnienia. O nich mieli wyrokować kolaboranci i ich dzieci. Stąd dziś bierze się wściekłość Michników, Holland, Komarów, Lisów i całej reszty, gdy polskiej pamięci przywraca się nazwiska i pseudonimy zabitych w nierównej wojnie o wolność polskich żołnierzy.

III RP – na cały okres swojego kalekiego istnienia – wprowadziła do naszego życia standardy, w myśl których polityk mógł bezkarnie kłamać, byleby tylko nie został złapany na ewidentnym przestępstwie. A nawet gdy jego przestępstwo – tak jak posłanki PO Sawickiej – zostało pokazane całej Polsce, to i tak wykonano wokół niego spektakl wymiaru sprawiedliwości, dzięki któremu został uniewinniony. Skazani sądownie zostali natomiast ludzie, którzy wykryli jego przekupność i korupcję.

Systematycznie oduczano nas zadawania pytań o pochodzenie bajońskich majątków polskich polityków. Mogli oni bezkarnie łamać dawane przez siebie publicznie przyrzeczenia (cała kariera Donalda Tuska dowodnie o tym przekonuje, wszak jeszcze na tydzień przed swoim mianowaniem na europejski stołek zarzekał się, że nie ma zamiaru porzucić funkcji polskiego premiera). Premier Ewa Kopacz, jeszcze jako minister zdrowia, autorytatywnie, z sejmowej mównicy, zapewniała, że była świadkiem, jak na polu smoleńskiej katastrofy wykonano poszukiwania „na metr w głąb ziemi”, później jej zapewnienia okazały się wierutnym kłamstwem, nie przeszkodziło jej to jednak pełnić funkcji premiera RP. Publicznie i wielokrotnie kłamał Lech Wałęsa, przedstawiany jako „ikona niepodległej Polski”, kłamał i publicznie upijał się Aleksander Kwaśniewski.

Przez długie lata tego typu „występy” nie szkodziły żadnej z publicznych postaci. Wręcz przeciwnie – jak w mentalności gangu – im bardziej ktoś się ubabrał, tym większe spotykały go splendory.

Brak odpowiedzialności za afery, przyzwolenie na bogacenie się za wszelką cenę, akceptacja dla rozkradania publicznego majątku przybrały już takie rozmiary, że zaczęło to zagrażać bytowym podstawom istnienia polskiego narodu. Wskaźniki demograficzne były na najgorszym od wojny poziomie, emigracja młodych ludzi sprawiła, że polskie miasteczka i wsie zaczęły się gwałtownie wyludniać. Korupcja sięgnęła monstrualnego poziomu, a wykorzystywanie służb specjalnych do załatwiania prywatnych interesów stało się powszechnym standardem polskiego życia publicznego. Na liderów biznesu lansowano osoby, które swój majątek zdobywały jedynie dzięki powiązaniom z komunistycznymi służbami specjalnymi. Tak, właśnie poczucie bezwstydu i bezkarności wielkich przestępców doprowadziły Polskę do stanu, w którym odbudowę jej niepodległości trzeba zaczynać od podstaw.

Kaja Godek: sygnatariusze "Zatrzymaj aborcję" mają wątpliwości, czy w następnych wyborach poprzeć PiS

2018-09-19 13:56

lk / Warszawa (KAI)

Zdajemy sobie sprawę, że reprezentujemy znaczną część wyborców, którzy głosowali na obecnie rządzącą formację. Rozmawiamy z ludźmi, którzy składali podpisy pod projektem "Zatrzymaj aborcję". Mają oni wątpliwości, czy w kolejnych wyborach będą mogli oddać głos na tę samą partię - powiedziała Kaja Godek podczas konferencji zorganizowanej w środę przez środowiska pro-life w Centrum Prasowym PAP w Warszawie.

Magdalena Kowalewska

W trakcie konferencji jej organizatorzy - Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny - przedstawili m.in. klasyfikację państw świata pod względem ochrony prawnej życia człowieka na prenatalnym etapie rozwoju.

Polska została w tym raporcie sklasyfikowana na 127. miejscu. Tylko 69 państw posiada przepisy słabiej chroniące życie niż Polska. Natomiast w 59 krajach obowiązuje prawo zapewniające pełną ochronę ludzkiego życia. Żyje w nich 40 proc. światowej populacji. Te dane, zdaniem środowisk pro-life, przeczą mitom, jakoby w Polsce dobrze chronione było życie nienarodzonych.

W trakcie konferencji poruszono kwestię procedowania nad złożonym w Sejmie projektem "Zatrzymaj aborcję".

Podkomisja ds. procedowania nad obywatelskim projektem "Zatrzymaj aborcję" została powołana 2 lipca i od tego czasu nie odbyła jeszcze ani jednego posiedzenia. W skład podkomisji weszło dziewięciu posłów: pięciu z PiS, dwóch z PO oraz po jednym z Nowoczesnej i Kukiz`15.

W środę 12 września przewodniczący podkomisji poseł Grzegorz Matusiak (PiS) powiedział KAI, że data rozpoczęcia prac nad projektem wciąż nie została ustalona.

"Chcemy [się zebrać] jak najszybciej, tym bardziej, że mamy bardzo dużo innych obowiązków, a to jest jeden z priorytetów. Staram się to w jakiś sposób zorganizować. Ja działam" - zapewnił Matusiak.

Podczas środowej konferencji w PAP po raz kolejny do opieszałości posłów odniosła się Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję".

"Projekt zawiera tylko 115 słów, tutaj tak naprawdę nie ma czego badać. Można sprawdzać, jaką czcionką jest napisany, albo czy są poprawnie wstawione przecinki" - stwierdziła Kaja Godek.

W opinii Godek, projekt najpierw przez kilka miesięcy blokowała przewodnicząca komisji polityki społecznej i rodziny Bożena Borys-Szopa, a potem poseł Grzegorz Matusiak. - Skutkiem tego jest śmierć trójki dzieci dziennie i to jest krwawe żniwo tych zaniechań - dodała.

Przypomniała, że uzasadnienie do projektu ustawy zawiera skutki społeczne jej uchwalenia. - Piszemy, że ten projekt czyni Polskę krajem bardziej ludzkim; że znosi niekonsekwencje, gdzie dzieci zdrowe są objęte ochroną, a dzieci chore nie - mówiła Kaja Godek.

Skutkiem zaś niewprowadzenia do tej pory ustawy - powiedziała - jest śmierć 877 dzieci. - To są ludzie, którzy mogli się urodzić, nie musieli umierać. Umarli ze względu na zaniechania polityków - dodała Godek.

Kaja Godek nawiązała do przedwyborczych deklaracji polityków PiS i ich programu z 2014 r., w którym zapewniali, że partia ta opowiada się za ochroną życia i sprzeciwia się aborcji.

"To nie jest tak, że my wymyśliliśmy sobie, że obecnie rządzący politycy muszą to zrobić. Wzięliśmy na serio obietnice zawarte w programie i w wypowiedziach różnych wysoko postawionych polityków tej partii, którzy mówili, że aborcja eugeniczna jest czystym złem" - przypomniała pełnomocniczka Komitetu "Zatrzymaj aborcję".

"W tej chwili mamy Sejm i Senat, w których Zjednoczona Prawica ma większość. Mamy prezydenta wywodzącego się z ZP, deklarującego, że tę ustawę podpisze. Nie ma żadnego powodu, aby tej ustawy nie procedować" - stwierdziła Kaja Godek.

Jak powiedziała, jest niezrozumiałe, dlaczego tak wiele reform od początku kadencji zostało przeprowadzonych pomimo presji medialnej, protestów ulicznych i nacisków instytucji europejskich, a "rzecz tak podstawowa jak ochrona dzieci jest odkładana na nie wiadomo kiedy".

Kaja Godek podkreśliła też, że "Zatrzymaj aborcję" ma poparcie Konferencji Episkopatu Polski, jest jedyną inicjatywą wymienioną z nazwy w biskupich komunikatach.

"Kościół staje po stronie życia, ale po tej stronie ma obowiązek stanąć każdy, kto kieruje się zdrowym rozsądkiem" - powiedziała Kaja Godek.

Pełnomocniczka "Zatrzymaj aborcję" przypomniała też o staraniach o spotkanie przedstawicieli Komitetu z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i przewodniczącym klubu parlamentarnego PiS Ryszardem Terleckim. Wystosowali w tej sprawie pismo, ale do tej pory nie uzyskali na nie odpowiedzi.

"Zdajemy sobie sprawę, że reprezentujemy znaczną część opinii publicznej w Polsce i wyborców, którzy głosowali na obecnie rządzącą formację. Rozmawiamy z ludźmi, którzy składali podpisy [pod projektem "Zatrzymaj aborcję" - KAI]. Mają oni wątpliwości, czy w kolejnych wyborach będą mogli oddać głos na tę samą partię" - powiedziała Kaja Godek.

Dodała, że osobom tym podoba się wiele dokonań obecnie sprawujących władzę, jednak dla nich istotne jest także zwiększenie prawnej ochrony życia nienarodzonych. - Mówią: zrobiono wiele, ale nie zrobiono tej jednej rzeczy. Nie ma powodu, aby nie wprowadzać ochrony życia. W kolejnych wyborach, nawet biorąc pod uwagę inne dokonania, będę patrzył na ochronę życia i moje sumienie nie pozwoli mi znowu zagłosować na PiS - dodała Godek.

"Zatrzymaj aborcję" jest obywatelską inicjatywą ustawodawczą zgłoszoną przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej o tej samej nazwie. Projekt został złożony w Sejmie 30 listopada ub. roku. Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pod projektem podpisało się ponad 830 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba, aby taka postać jak kard. Hlond wyszła z cienia historii

2018-09-19 21:17

Ks. Mariusz Frukacz

Magda Nowak/Niedziela
Łukasz Kobiela, autor albumu i Bartosz Kapuściak

„August Hlond 1881–1948”, to temat spotkania, które odbyło się 19 września w auli redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” w Częstochowie. Spotkanie było połączone z promocją albumu autorstwa Łukasza Kobieli pt. „August Hlond 1881–1948”.

Spotkanie zostało zorganizowane przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, Stowarzyszenie Pokolenie, Tygodnik Katolicki „Niedziela” oraz Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej. Spotkanie poprowadził red. Marian Florek.

Zobacz zdjęcia: O kard. Hlondzie w "Niedzieli"

W spotkaniu wzięli udział m. in. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, abp Edward Nowak z Watykanu, były sekretarz Kongregacji ds. Świętych, ks. Inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”, o. Jan Poteralski, podprzeor klasztoru jasnogórskiego, ks. Wiesław Wójcik, przedstawiciel Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, Łukasz Kobiela, autor albumu i przedstawiciel Stowarzyszenia „Pokolenie”, dr Andrzej Sznajder, dyrektor oddziału katowickiego IPN, Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu pamięci Narodowej oddział w Katowicach, poseł Lidia Burzyńska (PiS), Krzysztof Witkowski, dyrektor Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie oraz członkowie Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej z prezesem dr Arturem Dąbrowskim, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej w Częstochowie z prezes Marią Banaszkiewicz, przedstawiciele świata kultury z muzykiem, kompozytorem i autorem tekstów Januszem Yanina Iwańskim oraz pracownicy redakcji „Niedzieli”.

- Nie można wyobrazić sobie kard. Stefana Wyszyńskiego i pontyfikatu św. Jana Pawła II bez sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Jego teologia narodu, jego wiara w zwycięstwo Maryi i wielka idea „Zielonych Świąt Słowian”, o czym pisał ks. prof. Czesław Bartnik, były obecne w działalności i nauczaniu prymasa Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II – mówił na początku spotkania ks. red. Mariusz Frukacz z „Niedzieli” i dodał: „Nie można też wyobrazić sobie jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę bez kard. Hlonda”.

Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej oddział w Katowicach, prowadzący rozmowę z autorem na temat publikacji pytał m. in. o pobyty kard. Augusta Hlonda w Częstochowie - Tych pobytów było bardzo dużo, choćby z racji zebrań Konferencji Episkopatu Polski. Szczególnym wydarzeniem z udziałem kard. Hlonda był I Synod Plenarny w 1936 r. i Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, 8 września 1946 r. – odpowiedział Łukasz Kobiela, autor albumu.

- Tamto wydarzenie było wielką manifestacją przywiązania narodu polskiego do wiary, religii, ale także do Ojczyzny – dodał autor.

Łukasz Kobiela podkreślił również, przedstawiając sylwetkę kard. Hlonda, że to był duchowny, który doceniał wartość prasy katolickiej - Założył „Gościa Niedzielnego”, którego pierwszym redaktorem naczelnym został ks. Teodor Kubina, późniejszy biskup częstochowski i założyciel „Niedzieli” . Kard. Hlond był również zaangażowany w budowanie Akcji Katolickiej – mówił Kobiela.

Podczas spotkania nie zabrakło trudnych pytań o stosunek kard. Hlonda do polityki - Nie separował się i nie unikał tematów społecznych. Był wielkim patriotą. Uważał, że jedyną polityką jaką uprawia, to jest polityka zawarta w „Ojcze nasz” – mówił autor albumu.

Na pytanie o kontekst opuszczenia kraju przez kard. Hlonda, po wybuchu II wojny światowej Łukasz Kobiela przypomniał, że prymas Hlond opuścił Polskę 4 września 1939 r. - Wcześniej władze polskie naciskały na wyjazd kard. Hlonda z Poznania do Warszawy. Potem z Warszawy prymas Polski udawał się coraz bardziej na wschód. Jednak po konsultacjach z przedstawicielami rządu i z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp. Filippo Cortesi prymas Hlond zdecydował się na wyjazd do Rzymu, aby stamtąd, choćby przez Radio Watykańskie informować o sytuacji w okupowanej Polsce – mówił Kobiela.

- Potem przebywał w Lourdes i w opactwie benedyktyńskim w Hautecombe. Aresztowany 3 lutego 1944 r. przez gestapo i wywieziony do Paryża, odrzucił propozycję współpracy. Był więziony w Bar-le-Duc (Normandia), a następnie w Wiedenbrück (Westfalia), skąd został uwolniony 1 kwietnia 1945 r. przez armię amerykańską. Po krótkim pobycie w Paryżu i Rzymie, 20 lipca 1945 r. wrócił do Polski – kontynuował autor książki.

- Kard. Hlond był inwigilowany przez Niemców w czasie okupacji, a potem po wojnie był traktowany przez komunistów jako wróg ideologiczny. Sprawą kard. Hlonda zajmowała się m. in. Julia Brystiger, dyrektor departamentu V i III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - podkreślił Łukasz Kobiela i dodał: „Prymas Hlond nie miał złudzeń co do władzy komunistycznej. W PRL – u wiele zrobiono, żeby dezawuować i umniejszać rolę prymasa Hlonda. Był przemilczany przez wiele lat”.

Pytany o wybór kard. Wyszyńskiego na prymasa Polski, jako następcy kard. Hlonda autor przypomniał, że „ważne w tym względzie są listy ks. Antoniego Baraniaka, sekretarza prymasa Hlonda do kard. Tardiniego, w których przekazał wolę prymasa Hlonda o mianowanie bp. Wyszyńskiego prymasem Polski”.

Na zakończenie spotkania ks. Wiesław Wójcik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej wyraził wdzięczność za przywracanie pamięci o kard. Auguście Hlondzie. Natomiast abp Edward Nowak podkreślił, że ważne są takie spotkania w kontekście procesu beatyfikacyjnego prymasa Hlonda.

- Cieszę się, że takie tematy możemy podejmować w auli naszego tygodnika. To historie kiedyś zakazane, a dziś przywracane pamięci – podkreśliła Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”.

Swoją wdzięczność za „taki niepokój twórczy” wypowiedział również abp Wacław Depo, metropolita częstochowski – Trzeba, aby taka postać jak kard. Hlond wyszła z cienia historii w całej prawdzie – powiedział abp Depo i poprowadził modlitwę o beatyfikację sługi Bożego kard. Augusta Hlonda.

Album „August Hlond 1881–1948” zawiera blisko 700 fotografii, w tym 400 dotąd niepublikowanych, nie tylko samego Prymasa, ale także związanych z nim miejsc i wydarzeń. Oprócz opisów zdjęć, publikacja opatrzona jest także biografią kard. Augusta Hlonda.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach, należących obecnie do Mysłowic, w rodzinie dróżnika kolejowego. Jako 12-letni chłopiec opuścił rodzinny dom i rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym w Turynie. W 1896 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów, w 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował m.in. w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu.

W 1922 r. został administratorem apostolskim polskiej części Górnego Śląska, a potem pierwszym biskupem diecezji katowickiej. W 1926 r. papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, co było równoznaczne z objęciem funkcji prymasa. W 1927 r. abp Hlond został kardynałem. Po wybuchu II wojny światowej udał się na emigrację. Mieszkał w Rzymie, potem w Lourdes. W 1944 r. został aresztowany przez gestapo i namawiany do kolaboracji. Był internowany we Francji i w Niemczech. Po zakończeniu wojny odebrał od papieża nadzwyczajne pełnomocnictwa, na mocy których ustanowił organizację kościelną na Ziemiach Odzyskanych. Odmawiał współpracy z komunistycznymi władzami Polski. Zmarł 22 października 1948 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem