Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Włoski dziennikarz wspomina dramaty „swojej” Polski

2017-10-11 11:11

Z Luigim Geninazzim rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 12-14

Archiwum Luigiego Geninazziego
Jan Paweł II i Luigi Geninazzi, sierpień 1983 r.

W latach 70. ubiegłego wieku włoski rynek tygodników był zdominowany przez dwa czasopisma: „L’Espresso” i „Panorama”, które w żaden sposób nie reprezentowały katolickiej części włoskiego społeczeństwa. Z tego powodu grupa dynamicznych dziennikarzy należących do założonego przez ks. Luigiego Giussaniego ruchu „Komunia i Wyzwolenie” postanowiła założyć pismo, które w takich kwestiach, jak polityka, społeczeństwo, kultura, religia, byłoby inspirowane katolicką wizją świata. I tak w 1977 r. powstał tygodnik „Il Sabato” (Sobota), a jego pierwszy numer ukazał się 27 maja 1978 r., kilka miesięcy przed wyborem Karola Wojtyły na biskupa Rzymu. Jana Pawła II i ruch „Komunia i Wyzwolenie” od samego początku łączyły szczególne więzi, przede wszystkim dlatego, że Papież z Polski w swojej misji odnowy Kościoła bardzo liczył na świeckich, szczególnie na młodych. Członkowie KW aktywnie wspierali jego batalie teologiczne, kulturowe i społeczne, a także prowadzili różne kampanie na rzecz poszanowania praw człowieka na świecie. Publikowali m.in. pisma sowieckich dysydentów, takich jak Sołżenicyn i Sacharow, ale przede wszystkim wspierali polski związek zawodowy Solidarność. Sprawami polskimi zajmował się głównie młody dziennikarz Luigi Geninazzi. Jego przygoda z Polską zaczęła się od reportaży o strajkach w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. i trwała ponad 30 lat – Geninazzi odbył ponad 107 podróży do Polski i zrelacjonował najważniejsze wydarzenia w naszym kraju. Gdy „Il Sabato” zamknięto w 1993 r., zaczął pisać do innych gazet, począwszy od dziennika „Avvenire”. Jego kompetentna i błyskotliwa praca dziennikarska została doceniona nie tylko we Włoszech, ale także w Polsce – Geninazzi otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, najwyższe polskie odznaczenie, które może otrzymać cudzoziemiec.
Spotkałem się z Luigim Geninazzim z okazji rocznicy porwania i męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, którego włoski dziennikarz poznał osobiście. Nasza rozmowa o Polsce dramatycznych lat 80. skoncentrowała się na postaci tego kapłana męczennika, beatyfikowanego przez Kościół w 2010 r., i ukazuje, jak ówczesna tragedia Polski była postrzegana przez zagraniczne media.
W. R.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Co robiłeś w 1978 r., gdy kard. Karol Wojtyła został wybrany na Papieża?

LUIGI GENINAZZI: – Kiedy kard. Wojtyła został wybrany na Papieża, nie byłem dziennikarzem, ale już pracowałem w piśmie „Il Sabato”. Latem 1980 r., gdy w stoczni Gdańskiej wybuchł strajk, studiowałem w Wiedniu język niemiecki. Ponieważ w redakcji „Il Sabato” nie było nikogo, kto by pojechał do Polski (wszyscy byli na wakacjach), poproszono mnie, abym udał się do Gdańska. Na początku nie chciałem, bo nigdy nie pracowałem jako reporter, ale redakcja nalegała, więc pojechałem. I dzięki Polsce stałem się dziennikarzem – przez wiele lat byłem korespondentem z Warszawy dla „Il Sabato”, a potem dla dziennika „Avvenire”, aż do lat 90. (później przeniesiono mnie do Moskwy). Polska zmieniła moje życie, a praca w tym kraju była dla mnie ważnym doświadczeniem zawodowym, ale przede wszystkim ludzkim.

– Czy często podróżowałeś do Polski?

– Podróżowałem do Polski bardzo często – były to krótkie podróże, a czasami długie, trwające tygodniami pobyty. Z tego powodu kraj Jana Pawła II stał się moją drugą ojczyzną. Jestem też dumny, że dostałem od prezydenta Lecha Wałęsy najwyższe odznaczenie, które może dostać cudzoziemiec: Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

– Aby pisać o Polsce, której na początku nie znałeś, musiałeś mieć odpowiednie kontakty. Kto był Twoim „punktem odniesienia” w zrozumieniu polskich spraw?

– Miałem wiele kontaktów, które wskazano mi w Watykanie. Pierwszym i najważniejszym był bp Bronisław Dąbrowski, sekretarz Episkopatu, któremu leżały na sercu losy Solidarności. Hierarcha ten był dla mnie bardzo cennym źródłem informacji. Poza tym byłem w kontakcie z ludźmi ze związku Solidarność, a zwłaszcza z doradcami Wałęsy.

– Jak to się stało, że poznałeś przywódców Solidarności i zdobyłeś ich zaufanie?

– Kiedy po raz pierwszy pojechałem do Gdańska, byłem trochę przestraszony napiętą sytuacją. Dlatego zamiast pójść do hotelu zatrzymałem się w domu książy pallotynów, a przez czysty zbieg okoliczności w tym samym domu mieszkali doradcy Wałęsy, z którymi codziennie jadłem śniadanie i kolację. Byli to m.in. Mazowiecki, Cywiński, Wielowieyski i Geremek. Wszyscy zagraniczni dziennikarze poszukiwali kontaktów z nimi, a ja miałem ich w domu. Byli dla mnie wyjątkowym źródłem wiadomości, których nikt inny nie miał. Co więcej, stałem się ich przyjacielem.

- Kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o ks. Jerzym Popiełuszce?

– O ks. Popiełuszce usłyszałem po raz pierwszy pod koniec 1982 r. – mówiło się o tym księdzu, ponieważ zaczął odprawiać w parafii pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu Msze św. za Ojczyznę. Dla zagranicznych dziennikarzy były to wydarzenia niespotykane i ciekawe. Ja, gdy tylko byłem w Polsce w ostatnią niedzielę miesiąca, jeździłem na Żoliborz. Na początku w tych Mszach św. uczestniczyli tylko parafianie, ale z czasem były już tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. Byłem pod wrażeniem tego młodego księdza. Jego piękne i poruszające Msze św. były bardzo długie – to były prawdziwe „epopeje” z pieśniami i wierszami. Ludzie nie chcieli opuszczać kościoła. Pamiętam jednego z moich kolegów dziennikarzy, który nigdy nie chodził do kościoła, ale kiedy był w Polsce, „zmuszony” był pójść na Msze św. za Ojczyznę odprawiane przez ks. Jerzego, powiedział mi, że w swoim życiu nigdy nie uczestniczył w tylu Mszach św. co w Polsce.

– W jakich okolicznościach poznałeś osobiście ks. Jerzego?

– Latem 1984 r. poprosiłem go o wywiad – było to kilka miesięcy przed jego śmiercią. Pewnego ranka poszedłem do kościoła pw. św. Stanisława Kostki i czekałem na niego po Mszy św. Przyszło mi wtedy do głowy, by powiedzieć mu, że jesteśmy rówieśnikami – ja też urodziłem się w 1947 r. Ale on był zamknięty w sobie i mało co mówił. Potem zdałem sobie sprawę, że już wtedy był pod wielką presją, został przesłuchany przez milicję i miał trudną rozmowę z prymasem Glempem (dowiedziałem się o tym później). Kiedy wyjaśniłem, że chciałbym się dowiedzieć, co sądzi o sytuacji Kościoła i Polski, odpowiedział, że on jest tylko kapłanem, a wszystko to, co ma do powiedzenia, mówi w homiliach. I dodał: „Przyjdź na moją Mszę”. Kiedy odpowiedziałem, że chodzę regularnie na jego Msze św. za Ojczyznę, powiedział: „To dobrze, przychodź w dalszym ciągu”, i pożegnał się ze mną. Jednym słowem – nie udało mi się zrobić z nim wywiadu, ale ks. Popiełuszko pozostał w moim sercu, zwłaszcza po męczeńskiej śmierci.

– Czy spodziewałeś się, że komunistyczny reżim w walce z Kościołem posunie się aż do mordu na tym kapłanie?

– Nie, nie spodziewałem się tego, więc byłem zszokowany tym morderstwem, zwłaszcza brutalnością, z jaką ks. Jerzy został zabity. My, zagraniczni dziennikarze, traktowaliśmy reżim komunistyczny w Polsce jako bardzo twardy, czego dowodzi stan wojenny, ale nie tak krwawy jak inne reżimy komunistyczne, które dopuszczały się zbrodni na setkach tysięcy ludzi. Jaruzelski był dyktatorem komunistycznym, ale zdawał sobie sprawę, że ma przeciwko sobie naród, więc wiedział, jak „dozować” przemoc, aby nie sprowokować reakcji ludu.

– Czy nie sądzisz, że to on jest zleceniodawcą morderstwa ks. Popiełuszki?

– Moim zdaniem, nie. Oczywiście, rozkaz zabójstwa nie pochodził od Piotrowskiego czy płk. Pietruszki, decyzję podjął ktoś na wyższym szczeblu, ktoś, kto chciał starcia z Kościołem, i w ten sposób postawił Jaruzelskiego w bardzo trudnej sytuacji.

– A zatem, według Ciebie, zabójstwo ks. Jerzego było rezultatem starcia na szczycie reżimu?

– Chciałbym coś opowiedzieć. Kiedy w 1985 r. w Toruniu rozpoczął się proces morderców ks. Jerzego, udało mi się przeprowadzić rozmowę z szefem Urzędu ds. Wyznań Adamem Łopatką. W tym wywiadzie wymsknęło mu się stwierdzenie: „Ach, Popiełuszko, to była trochę «gorąca głowa». Zrobiliśmy duży błąd. Powinniśmy go wsadzić do więzienia, toby go nie zabili”. Napisałem wtedy artykuł, w którym umieściłem to zdanie jako tytuł – był on cytowany przez całą światową prasę. Za ten wywiad Łopatka był bardzo krytykowany przez Jaruzelskiego, ale faktem pozostaje, że to powiedział.

– „Il Sabato” to pierwsza włoska gazeta, która opublikowała zdjęcie zmasakrowanego ciała ks. Popiełuszki, zamordowanego w tak barbarzyński sposób. Jak Ci się udało dostać te zdjęcia?

– Przywiózł mi je z Polski ktoś ze środowiska z Żoliborza, ale nie pamiętam kto. Rozmawialiśmy w redakcji, czy je publikować, czy nie, bo to były naprawdę wstrząsające zdjęcia. W końcu je opublikowaliśmy. Gdy patrzyłem na te fotografie, przypomniałem sobie proces toruński i zeznania Piotrowskiego, który z cynizmem mordercy opowiadał o makabrycznych szczegółach tortur zadanych ks. Popiełuszce.

– Jak media we Włoszech zareagowały na tę kolejną zbrodnię komunizmu – nie zapominajmy, że we włoskich mediach, podobnie jak i w środowiskach intelektualnych, jest wielu komunistów?

– Zabójstwo ks. Popiełuszki było przedstawione przez włoskie media jako działanie przeciwko Jaruzelskiemu. Ja też co prawda napisałem, że Jaruzelski prawdopodobnie nie był zleceniodawcą tej zbrodni, ale wyjaśniałem, że była to przede wszystkim zbrodnia wymierzona przeciwko Kościołowi polskiemu, jak również przeciwko Solidarności i narodowi polskiemu. A o tym media nie mówiły.

– To nie tajemnica, że dziennikarze „Il Sabato” mieli kontakt z Janem Pawłem II. Miałeś okazję rozmawiać z Papieżem?

– To prawda, że mieliśmy kontakty z Papieżem, ale częściej rozmawialiśmy z jego sekretarzem, Don Stanislao – tak nazywano ks. Dziwisza. Ja osobiście miałem okazję porozmawiać z Papieżem 3 razy – szczególnie długa była rozmowa po jego drugiej podróży do Ojczyzny, w 1983 r.

– Czy odwiedzasz grób ks. Jerzego?

– Tak, byłem na grobie już w 1984 r. i idę tam za każdym razem, gdy jestem w Warszawie. W moim wieku wspomnienia są ważne. I za każdym razem, gdy idę, aby pomodlić się przy prostym grobowcu ks. Jerzego, jestem wzruszony, bo przypominam sobie te chwile, kiedy stałem obok niego, gdy wychodził z kościoła. Nie myślałem wtedy, że zostanie zamordowany i że będzie beatyfikowany. Widziałem jakiś tajemniczy zbieg okoliczności między tragedią smoleńską a beatyfikacją ks. Popiełuszki, która miała miejsce dwa miesiące później. Po śmierci prezydenta Kaczyńskiego i wielu innych polskich osobistości społeczeństwo było wstrząśnięte i podzielone, a beatyfikacja ks. Jerzego stała się okazją do narodowego pojednania. Dzisiaj cierpię, gdy widzę, że Polska ponownie się dzieli, a ten podział wykracza poza konfrontację i dialektykę polityczną. Cierpię tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, iż podziały dotyczą również osób pochodzących z Solidarności. Mam więc nadzieję, że kanonizacja ks. Popiełuszki może ponownie przyczynić się do pojednania narodu polskiego, bo ks. Jerzy nie jest męczennikiem tylko jednej ze stron. Ks. Jerzy Popiełuszko, święty, może być patronem pogodzonej Polski.

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej pojedzie na ŚDM do Panamy

2018-07-18 09:39

it / Częstochowa (KAI)

Ikona Matki Bożej Częstochowskiej „Od Oceanu do Oceanu”, peregrynująca po świecie w intencji obrony cywilizacji życia, będzie w Panamie na Światowym Spotkaniu Młodych z papieżem Franciszkiem. Obraz nawiedza teraz Ekwador, ale już pod koniec listopada ma trafić do Republiki Panamskiej, gdzie rozpoczną się przygotowania do spotkania młodzieży.

Archiwum HLI
Ikona Matki Bożej Częstochowskiej w swojej pielgrzymce przez region Santo Domingo w Ekwadorze nawiedza parafie i szkoły

Ikonę Matki Bożej Częstochowskiej „Od Oceanu do Oceanu” zaprosił do Panamy abp José Domingo Ulloa Mendieta., przewodniczący lokalnego komitetu organizacyjnego. Postanowił, że „Jej bazą” będzie kaplica pw. św. Jana Pawła II, w przekonaniu, że „młodzi na pewno przyjdą na spotkanie z Mamusią św. Jana Pawła II”.

Obecność wędrującej przez świat „Od Oceanu do Oceanu” Ikony Częstochowskiej będzie okazją do zaprezentowania młodzieży z całego świata Jej ikonograficznego wizerunku i przekazania wiedzy o Jej historii i przesłaniu. Będzie także zwróceniem ich oczu na Polskę i sanktuarium na Jasnej Górze.

Telewizja katolicka w Panamie podczas pobytu w biurze Human Life International - Polska oraz w Częstochowie przygotowała filmy informacyjne o historii Ikony oraz o pielgrzymce „Od Oceanu do Oceanu”. Będzie to wówczas także okazja do poruszania niezwykle ważnej tematyki obrony ludzkiego życia. Z tego powodu zdecydowano, że Ikona powinna przybyć do Panamy już na początku grudnia, gdy zjadą się wolontariusze z całego świata, którzy po szkoleniach i spotkaniach będą odpowiedzialni za porządek podczas całego spotkania.

Podczas Światowych Dni Młodzieży Obraz znajdować się będzie w jednym z kościołów stacyjnych, bo na głównych spotkaniach z Ojcem Świętym będzie obecna patronka Panamy, Santa María la Antigua (Matka Boża Starsza).

Kustoszem Ikony w Ekwadorze jest polski misjonarz ks. Leon Juchniewicz, który ma wielkie doświadczenie duszpasterskie, gdyż pracuje tam już ponad 30 lat. Będzie też prowadzić spotkania z liderami podczas przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, ponieważ znakomicie zna język hiszpański oraz historię i znaczenie Ikony Częstochowskiej.

Już pod koniec listopada ks. Leon powinien zawieźć Ikonę do Panamy. Wszystko jest zaplanowane, ale jak napisała w komunikacie pomysłodawczyni i organizatorka peregrynacji Obrazu „Od Oceanu do Oceanu” Ewa Kowalewska, potrzebne są pieniądze na bilety do Panamy.

- Poświęconej kopii Ikony Częstochowskiej podczas drogi samolotem zawsze towarzyszy kustosz, odpowiedzialny za Jej bezpieczeństwo i odpowiednie traktowanie. Nigdy nie nadajemy Jej na cargo, jak zwykłego ciężkiego pakunku. Byłoby to uwłaczające godności Matki Bożej, która - jak wierzymy - jest obecna poprzez swoją Ikonę. Podróżuje zatem razem z kustoszem, który musi opłacić dodatkowy nadbagaż, a skrzynia z Ikoną jest ciężka - waży 45 kg. Do tego dochodzą elementy feretronu i oprzyrządowania. Dotychczas jednak ten system się sprawdzał i oprócz sporego zamieszania i wysiłku z wożeniem na lotnisko, było dobrze. Koszt biletów i opłata za nadbagaż wynosi ok. 930 dolarów - wyjaśnia Ewa Kowalewska.

Kowalewska zachęca: „pomóżcie przewieźć Ikonę do Panamy!”. Dodaje: zwracamy się więc do Przyjaciół. To my, Polacy powinniśmy zadbać o naszą Królową i postarać się, aby mogła spotkać się z młodzieżą z całego świata”.

Ks. Juchniewicz prowadzi ubogą parafię i szkołę katolicką, więc nie ma żadnych możliwości, aby opłacić tę podróż. Ofiarowuje jednak swój cenny czas, pomoc i zaangażowanie duszpasterskie. Szczegółowe informacje, jak to zrobić, znajdują się na stronie: www.odoceanudooceanu.pl.

34. Światowe Dni Młodzieży Panama 2019 odbędą się od 22 do 27 stycznia 2019 r. w stolicy Panamy. Jak powiedział przewodniczący lokalnego komitetu organizacyjnego, abp Jose Domingo Ulloa Mendieta, wybór daty spotkania podyktowany został względami klimatycznymi, ponieważ styczeń jest miesiącem letnim. Ponadto, jest to pora sucha, która sprzyja organizacji wydarzeń plenerowych.

Tematem spotkania wyznaczonym przez papieża, są słowa Matki Bożej, zaczerpnięte z Ewangelii wg św. Łukasza: „Oto ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38). Także na lata 2017 i 2018, kiedy ŚDM są obchodzone w wymiarze diecezjalnym w Niedzielę Palmową, papież zaproponował słowa Maryi: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49) i te, które do niej się odnosiły: „Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1,30).

Jak powiedział KAI koordynator generalny komitetu organizacyjnego ŚDM w Panamie, ks. Romulo Aguilaro, okres przygotowań do ŚDM będzie w tym kraju czasem odnawiania maryjnej pobożności, która towarzyszy Panamczykom od początku istnienia wspólnoty Kościoła na kontynencie amerykańskim. Zapowiedział też, że patronka Panamy, Matka Boża Starsza (Santa Maria la Antigua) będzie jedną z głównych postaci spotkania młodych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

XVI Światowy Festiwalu Chórów Polonijnych w Koszalinie

2018-07-18 21:21

km / Koszalin (KAI)

Ruszyły koncerty chórów polonijnych, które biorą udział w Polonijnej Akademii Chóralnej. Chóry rozpoczęły trasę koncertową od Koszalina, pojawią się także w kościołach i ośrodkach kultury innych miejscowości. Łącznie odbędzie się 9 koncertów.

Archiwum Chóru Cordiale Coro

W kościele pw. św. Wojciecha w Koszalinie 18 lipca zaprezentowały się trzy spośród siedmiu chórów biorących udział w XVI Światowym Festiwalu Chórów Polonijnych: ukraińskie chóry „Malebor” z Doniecka i Chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza oraz białoruski chór „Kraj Rodzinny” z miejscowości Baranowicze. Pozostałe chóry wystąpiły tego dnia przed publicznością w Sarbinowie i Świdwinie.

Chórzyści prezentują utwory z własnego repertuaru, a także te, które szlifują podczas towarzyszącej festiwalowi Polonijnej Akademii Chóralnej.

Pobyt w Polsce to dla nich także zetknięcie z kulturą ich przodków oraz odpoczynek, szczególnie dla osób z chóru "Malebor" z terenów we wschodniej Ukrainie. Jak mówią - ten pierwszy pobyt chóru w Polsce jest dla nich odpoczynkiem od wojny.

Po raz siódmy do Koszalina zawitał ukraiński chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza. Chór powstał w 1997 r. właśnie dzięki koszalińskiemu festiwalowi. - Te wszystkie spotkania dużo nam dają: nowy repertuar, nowe podejście do emisji głosu, nowe ćwiczenia - mówi dyrygent Jan Krasowski, który ukończył w Koszalinie studium dyrygenckie. - Ale pobyt tutaj to też wynagrodzenie dla chórzystów.

Dyrygent dba, by polskość nie została zapomniana. Jego podopieczni śpiewają w swoim kraju niemal wyłącznie polskie pieśni. I nie brak im publiczności - obwód żytomierski to największe skupisko ukraińskiej Polonii, liczącej tu 40 tysięcy Polaków. - Nikomu nie pozwalam pisać transkrypcji, wszyscy muszą czytać i śpiewać po polsku. W ten sposób ćwiczymy też polski język, bo wielu młodych zna go słabo - mówi pan Jan.

Henryk Chiniewicz z chóru Kraj Rodzinny przyjechał czeka na dogodną chwilę, by pojechać do Słupska, gdzie mieszkają jego kuzyni, których ojcowie trafili do Polski w latach 50. w ramach repatriacji. Zależy mu szczególnie na tym, by nawiedzić, grób babci. - Mnie jest bardzo przyjemnie, że wszędzie w Polsce ludzie spotykają nas ze szczerością serca - mówi zaciągając na wschodnią nutę. - Ale myślę, że także wam jest miło spotkać nas, ludzi z terenów, gdzie polskość jeszcze istnieje. Przyjemnie, kiedy Polak zostaje Polakiem, gdziekolwiek żyje. Że jednoczy nas kultura, język, no i śpiew.

- Jeżeli mielibyśmy się uczyć polskości, to nie z telewizji czy podręczników - mówi opiekun festiwalu Paweł Mielcarek ze Stowarzyszenia Wspólnota Polska. - Tylko patrząc na tych ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj, do Koszalina, opuszczają go ze łzami w oczach i uczą nas szacunku do Polski, do flagi, godła.

To dopiero początek polonijnej trasy koncertowej. 19 lipca o godz. 19 wszystkie chóry zaprezentują się w białogardzkim kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

W kolejnych dniach wystąpią w innych miejscowościach:

20 lipca:

- Dobrzyca, kościół pw. Świętej Trójcy, godz. 17 - Chór im. Juliusza Zarębskiego, Żytomierz, Ukraina

- Bobolice, MGOK, godz. 18 - Chór „Malebor”, Donieck, Ukraina

- Świeszyno, MCK Eureka, godz. 18 - Chór „Kraj Rodzinny”, Baranowicze, Białoruś

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 18 - Chór Cantica Anima, Bar, Ukraina; Chór mieszany Zgoda, Brześć, Białoruś

21 lipca:

- Filharmonia Koszalińska, godz. 19 - koncert galowy, wszystkie chóry

22 lipca:

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 10.30 - Msza św. w intencji rodaków

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem