Reklama

Przyczyny sporu o Roma Tower

2017-10-04 10:52

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 41/2017, str. 5

Materiały prasowe
Wizualizacja Roma Tower

W okolicach hotelu Marriott planowana jest budowa pięciu wysokich budynków. Ale tylko jeden z nich znalazł się pod medialnym obstrzałem i jest przedmiotem politycznych sporów. Jaki jest prawdziwy powód tej awantury?

Radni Dzielnicy Śródmieście pozytywnie zaopiniowali plan zagospodarowania przestrzennego w rejonie ulic Emilii Plater i Nowogrodzkiej. Chodzi o rejon stolicy, gdzie już w PRL-u stały obok siebie dwa wysokościowce. Budynek Elektrimu jest w tym miejscu od 1978 r. i przez wiele lat był najwyższym wieżowcem w Polsce. Natomiast Hotel Marriott dołączył do niego w 1989 r.

– Warszawa była doszczętnie zniszczona podczas wojny. Dlatego dziś wygląda inaczej niż Wiedeń czy Budapeszt. Rozwijając się, poszliśmy śladami wysokiej zabudowy biurowców oraz hoteli i dziś nie ma już sensu tego zatrzymywać – mówi „Niedzieli” Maciej Chojnowski, przewodniczący klubu PiS w Śródmieściu. – A ja osobiście się cieszę, że z kolejnego miejsca nie będę musiał oglądać Pałacu Kultury.

Dezurbanizacja miasta

Urbanistyczne plany rozwoju Warszawy przewidują w tym rejonie ścisłą i wysoką zabudowę, czyli taką, jaką znamy z największych stolic gospodarczych świata. Do wielu innych wieżowców oplatających Pałac Kultury mają teraz dołączyć budynki towarzyszące hotelowi Marriott i biurowcowi Elektrim. – Już prezydent Starzyński chciał budować w centrum wysokie budynki – mówi Rafał Szczepański z BBI Development. – Jeżeli centrum się nie rozwija to następuje zjawisko dezurbanizacji miasta, gdy centra zaczynają być budowane na peryferiach.

Reklama

Warszawskim przykładem takiego niezaplanowanego bumu inwestycyjnego jest Służewiec, który nazywany jest Mordorem z mrocznej krainy z powieści Tolkiena. Na gruzach upadłych fabryk w niekontrolowany sposób powstało bardzo dużo biurowców, a wraz z nimi olbrzymie problemy infrastrukturalne i komunikacyjne. – Nie po to w Warszawie są budowane dwie linie metra, modernizowane tramwaje i linie kolejowe, aby centra powstawały zupełnie gdzie indziej. Nowoczesną metropolię buduje się w zaplanowany i przemyślany sposób – mówi Szczepański.

Interes polityczny

Dalszy rozwój centrum Warszawy przebiegałby pewnie sprawniej, gdyby budynki stawiane był np. przez zagraniczne firmy. Co ciekawe, nie było protestów aktywistów, gdy stawiano biurowce również w historycznej przestrzeni przy pl. Grzybowskim. Jednak, gdy za jedną z inwestycji stoi m.in. Kościół, to zaczęła się medialna i polityczna awantura. – Na początku przytaczano argumenty przysłowiowych krzaczków, ptaszków, że jakiś trzmiel nie będzie miał gdzie wylądować. Ale na pewnym etapie ktoś powiedział, że przede wszystkim chodzi o Roma Tower, który jest inwestycją kościelną – tłumaczy Maciej Chojnowski.

Wówczas lewicowi aktywiści poczuli wiatr w polityczne żagle, bo już nie byli tylko przeciwnikami budowy wysokich budynków, ale przede wszystkim komercyjnej inwestycji Kościoła. – Były antyklerykalne krzyki i przepychanki podczas sesji Rady Dzielnicy Śródmieście – mówi Chojnowski. – Udało nam się pozytywnie przegłosować plan zagospodarowania, ale prawdziwej awantury należy się spodziewać na sesji Rady Warszawy. Tam jest o jeden rozmiar większa polityka samorządowa i większe zainteresowanie mediów.

Już teraz wśród aktywistów poparcia szuka Paweł Rabiej, kandydat .Nowoczesnej na prezydenta Warszawy w przyszłorocznych wyborach. Zwołał konferencje prasową, na której pod obstrzałem znalazł się planowany budynek Roma Tower. – Ten budynek nie może tu powstać. To miejsce na zupełnie inny projekt, który będzie dostosowany gabarytami do sąsiedniej zabudowy – mówili przedstawiciele .Nowoczesnej.

Po co Kościołowi biurowiec?

Oprócz polityki w spór może być też zaangażowane działanie lobbingowe, bo przecież właścicielom innych wieżowców zależy na tym, by konkurencja na rynku była jak najmniejsza, a ceny wynajmu jak najwyższe.

– Ale jeżeli chcemy, by Warszawa przyciągała inwestorów, to musimy być konkurencyjni wobec innych stolic. Jeżeli chcemy się szybko rozwijać, to potrzebna nam jest nowoczesna i atrakcyjna cenowo infrastruktura hotelowa i biurowa – tłumaczy Chojnowski.

Przypominamy, że tego typu inwestycje archidiecezji warszawskiej nie są wcale nowością. Za czasów prymasa Polski kard. Józefa Glempa postawiono biurowiec przy ul. Jasnej oraz niewielki budynek na tyłach Teatru Roma – biurowiec Roma Office Center. Działka, na której ma powstać wieżowiec Roma Tower nie pochodzi z jakiś spekulacji, ale należy do Kościoła od XVIII wieku.

– To jest nasza inwestycja w przyszłość, bo musimy myśleć o alternatywnych sposobach finansowania misyjnej, ewangelizacyjnej i charytatywnej roli Kościoła – mówi ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej. – Przecież mamy także biedniejsze parafie, które nie są w stanie utrzymać siebie oraz np. zabytkowych kościołów. Szukamy więc nowych sposobów uczciwego pozyskiwania środków finansowych, by chronić dziedzictwo, za które jesteśmy odpowiedzialni.

Tagi:
miasto

Wiślica – miasto dobrych wspomnień

2018-02-22 10:40

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 8/2018, str. I

Licząca zaledwie 500 mieszkańców Wiślica, należąca do najstarszych miejscowości w kraju, których początki sięgają czasów przed powstaniem państwa polskiego, słynąca m.in. z gotyckiej kolegiaty z płytą orantów, Domu Długosza, misy chrzcielnej z IX wieku czy ciekawych zabytków archeologicznych – od 1 stycznia 2018 r. ponownie stała się miastem. Najmniejszym w Polsce

TD
Zabytki wiślickie są dumą miasta.

Informacja ta sprawiła mi wielką radość, bowiem swoje dzieciństwo spędziłem właśnie w tej niezwykłej miejscowości, gdzie do 1959 r. mieszkałem wraz z rodzicami i rodzeństwem przy ul. Rynek 33 w wynajętym mieszkaniu u państwa Romańskich” – pisze w liście do naszej redakcji Stanisław Rembowiecki, obecnie mieszkaniec Nowej Soli. „Gdy sięgam pamięcią do tamtego okresu, to widzę siebie jako ucznia szkoły podstawowej, który idąc do niej z tornistrem na plecach, miał zwyczaj, tak jak i inni współcześni rówieśnicy, wstępowania po drodze do kościoła. Tak też czyniłem po zakończeniu nauki w szkole każdego dnia” – czytamy w liście. Autor, opisując codzienność ówczesnego życia w Wiślicy, pisze także o jego trudach, zaradności mamy – absolwentki Szkoły Sióstr Bernardynek ze Świętej Katarzyny, gotującej „coś z niczego”, bieganiu boso, czy wydarzeniach dziejących się w wiślickiej kolegiacie.

Jak zauważa burmistrz „młodego” miasta i gminy, Stanisław Krzak – Wiślica ma ogromne znaczenie historyczne, co doceniają władze państwowe, Kościół oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Prawa miejskie Wiślica otrzymała już w XIV wieku od Władysława Łokietka. Utraciła je po powstaniu styczniowym w 1869 r.

W 2017 r. władze Wiślicy zdecydowały o podjęciu starań o ponowne uzyskanie praw miejskich. Zakwalifikowanie przez wicepremiera Piotra Glińskiego wiślickich zasobów historycznych jako dobra ogólnonarodowego zmobilizowało lokalny samorząd do działania. Uchwałę w sprawie uzyskania praw miejskich podjęli radni, później były konsultacje społeczne i wnioski do wojewody oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Symboliczne uczczenie historycznej chwili dla Wiślicy nastąpiło już w noc sylwestrową. W bazylice Narodzenia Najświętszej Maryi Panny odbył się z tej okazji koncert, a później dziękczynna Msza św.

Główne uroczystości związane z odzyskaniem praw miejskich władze Wiślicy chcą zorganizować w maju.

Wiślica, prastara osada, niewątpliwie stanowiła siedzibę książąt państwa Wiślan, plemienia wymienianego przed poł. IX wieku przez Geografa Bawarskiego, jako przypuszczalna rezydencja znanego z „Żywotu św. Metodego” – „potężnego księcia”. Niektóre źródła podają, iż w „rzeczywistości w X wieku był tu tylko niewielki zespół osadniczy, który na przełomie X/XI stulecia dostał się we władanie księcia Polan, a jego śladem jest być może grodzisko położone na skałce gipsowej pośród łąk, ok. 600 m na południowy wschód od osady” („Wiślica. Kolegiata”; Wydawnictwo ABC; Tarnobrzeg 2000; red. J. Zub).

Obecna bazylika wiślicka była świadkiem wielu historycznych wydarzeń i ważnych dla zwykłych ludzi momentów. Pisze p. Stanisław Rembowiecki: „Pamiętam prześladowania Kościoła przez władze komunistyczne, w tym więzienie bp. Czesława Kaczmarka (o czym wiedziałem od rodziców), wyrugowanie ze szkoły lekcji religii. Pamiętam, jak w 1959 r. w wieku lat 12 przystępowałem w VII klasie szkoły podstawowej do sakramentu bierzmowania. Gdy staliśmy w kościele, czekając na przyjazd Księdza Biskupa, który wówczas nie był więziony, jedna ze starszych pań powiedziała do nas: – Dzieci, wy nawet nie wiecie, jakie macie szczęście, że mamy Księdza Biskupa. To zdanie (…) zapamiętałem do chwili obecnej”.

Atrakcją dzisiejszej Wiślicy są pozostałości fundamentów kościoła św. Mikołaja z X wieku oraz gipsowej misy, która jest interpretowana jako naczynie służące do chrztu zbiorowego.

Pierwotny kościół w Wiślicy był romański, następny – większy – także romański z kryptą (XII wiek.) W jego miejsce w 1. poł. XIII wieku został zbudowany kolejny kościół romański – trójnawowy, z erygowaną przy nim kapitułą kolegiacką.

Obecny kościół zbudował Kazimierz Wielki w poł. XIV wieku, świątynia była rozbudowywana do końca XIV wieku. Jest gotycki, murowany z ciosu, z pozostałościami romańskimi. W ołtarzu głównym – wczesnogotycka rzeźba tzw. Madonny Łokietkowej (Uśmiechniętej).

„Jestem dumny, że swoje dzieciństwo spędziłem w miejscowości niezwykłej, obok wspaniałej przeszłości, gdzie króluje Madonna Łokietkowa, do której wracam często swoimi myślami. Z racji odzyskania po latach praw miejskich życzę mieszkańcom Wiślicy wszelkiej pomyślności i kierowania się w życiu dewizą: Bóg – Honor – Ojczyzna, bowiem innej, lepszej drogi nie ma” – podkreśla w liście Stanisław Rembowiecki.

Od 1 stycznia 2018 r. w województwie świętokrzyskim miastami stały się również Łagów i Radoszyce. O taki status ubiegają się także Szydłów, Pierzchnica, Nowy Korczyn i Klimontów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo: Lekarz rozpłakał się ze wzruszenia

2018-02-16 11:47

Fragment książki „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”

„Amputacja” – krótko powiedział doktor. Kazimiera Wiącek z Lublina podniosła wzrok. „Nie rozumiem. Jak to…”

Piotr Drzewiecki

„Jest porażenie nerwu w lewej nodze, a teraz jeszcze ten zator tętniczy. Tu już nie ma czego leczyć. Amputacja jest konieczna” – powtórzył medyk. Kobieta wróciła do domu, bijąc się z myślami. Jak to, odetną jej nogę?! Co prawda chodzi o kulach, ale wciąż chodzi i ma dwie nogi! Kiedy zadzwonił dzwonek i otworzyła drzwi, odetchnęła z ulgą.

W odwiedziny wpadł zaprzyjaźniony lekarz. On na pewno coś wymyśli. Chciał jej dodać odwagi, ulżyć w cierpieniu. Ale niczego nie wymyślił. „Chyba bez amputacji się nie obejdzie” – powiedział smutno. „Jeśli tak, to ja chcę jechać na Jasną Górę!” – oznajmiła twardo.

Cała rodzina zaoponowała przeciwko takiemu pomysłowi. Śmierć jej grozi w każdej chwili, a ona chce sobie podróże urządzać? Kazimiera postawiła na swoim. W przekonaniu rodziny dopomógł lekarz, który miał nadzieję, że pielgrzymka do Częstochowy przynajmniej doda otuchy jego cierpiącej pacjentce. Nie puścili jej samej. Razem z Kazimierą pojechała jej siostra, siostrzenica i bliska sąsiadka. Od rannego odsłonięcia – w niedzielę 22 czerwca 1980 roku – do zasłonięcia Cudownego Obrazu o godzinie 13 Kazimiera Wiącek bez chwili przerwy modliła się w Kaplicy Matki Bożej razem z towarzyszącymi jej kobietami. Kiedy rozległy się bębny zwiastujące zasłonięcie Obrazu, z twarzą zalaną łzami zwróciła się do siostry: „Popatrz, zasłonili Matkę

Bożą i Ona pozostawiła mnie z kulami!”. Chwilę później poczuła niezwyczajny przypływ siły. Podkurczona, zagrożona amputacją noga rozluźniła się, wyprostowała, a Kazimiera Wiącek odstawiła kule, oparła je o filar i wyprostowana przyłączyła się do kolejki „Na ofiarę”. Tam zdjęła swoje korale i położyła je na ołtarzu.

Przeżycie było tak silne, a wydarzenie tak nieprawdopodobne, że nie przyszło jej do głowy, aby komukolwiek zgłosić swoje uzdrowienia. Na Jasnej Górze pojawiła się dopiero dwa tygodnie później. A wraz z nią znów siostra, siostrzenica i sąsiadka. Złożyły zeznania przed kronikarzem jasnogórskim; Kazimiera do akt dołączyła zaświadczenie od lekarza, który – gdy ją zobaczył bez kul, ze zdrową nogą – zwyczajnie rozpłakał się ze wzruszenia.

Zaświadczenie lekarskie brzmiało: „Od dnia 23 maja 1979 roku wystąpiło porażenie zupełne kończyny dolnej lewej. 9 maja 1979 roku wystąpił zator tętnicy podudzia lewego, co groziło amputacją kończyny. 22 czerwca 1980 roku ustąpiło porażenie”. Kazimiera Wiącek nie miała wątpliwości, za czyją sprawą to porażenie ustąpiło. Zdrowa i ogromnie szczęśliwa przez szereg lat w rocznicę swojego uzdrowienia pielgrzymowała na Jasną Górę do Matki Bożej, by Jej ze wszystkich sił dziękować za tę niezwykłą łaskę, jakiej doznała. A jej kule? Wiszą obok kul Janiny Lach, wskazując przybywającym pielgrzymom, czym jest nagrodzona ufność.

„CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU.


O JASNOGÓRSKICH CUDACH I ŁASKACH.”
Autor: Anita Czupryn
Premiera: 26 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Fronda PL. Sp. z o.o.

Przeczytaj także: Cuda dzieją się po cichu. O Jasnogórskich cudach i łaskach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Spotkanie autorskie

2018-02-25 19:20

Co znaczy żyć wiarą dla antyterrorysty, komandosa, żołnierza, ratownika TOPR czy WOPR, alpinisty, strażaka czy policjanta? Jeśli chcesz poznać odpowiedź, przyjdź na spotkanie autorskie z Mateuszem Pietrzakiem, autorem "Bożej kompani", "Blogobojnych, czyli o nowych mediach w Kościele" oraz najnowszej książki "Myśli Bożego komandosa", która ukazała się na początku tego roku. Spotkanie odbędzie się 1 marca o godzinie 16:30 w Księgarni Świętego Pawła w Lublinie przy ul. Królewskiej 6.


"Boża kompania" opisuje historie mężczyzn, którzy odnaleźli swoje miejsce w Kościele. Dla nich być żołnierzem Chrystusa oznacza z pasją wykonywać swoją pracę, nierzadko narażając własne życie. Codziennie walczyć ze swoim zmęczeniem, stresem, zniechęceniem. Walczyć o czas dla rodziny, o czas na modlitwę, czas dla innych.... Mateusz Pietrzak w swojej książce kładzie kres myśleniu, że Kościół to miejsce tylko dla kobiet. Przedstawia silnych mężczyzn, którzy wybrali Jezusa jako najlepszą drogę życia. To On każdego dnia uczy ich, co znaczy być prawdziwym mężczyzną.

Książka "Blogobojni, czyli o nowych mediach w Kościele" pokazuje, jak owocnie wykorzystywać nowe media w dziele ewangelizacji. Tłumaczy, jak wielkim darem Boga są internetowe środki przekazu. Uświadamia, że są one jedną z najlepszych współczesnych ambon, dzięki którym można głosić Słowo Boże całemu światu.

Najnowsza pozycja "Myśli Bożego komandosa" to obraz Jezusa we współczesnej kulturze, którego zwykło się przedstawiać albo jako urocze dzieciątko, albo jako spokojnego i wyrozumiałego nauczyciela. Pietrzak w swej książce prezentuje inny Jego obraz. Chrystusa przedstawia jako twardego, bezkompromisowego i silnego mężczyznę, który może stać się wzorem zarówno dla młodych chłopaków przygotowujących się do najważniejszych życiowych zadań, jak i ojców pragnących wychować swych synów na dzielnych i odważnych Bożych komandosów. Autor pokazuje wszystkim chcącym odnaleźć w sobie prawdziwą męskość, jak zainspirować się przykładami świętych mężczyzn, a także dzieli się świadectwem tego, jak wymagające hartu ducha wyprawy w góry pomagają mu nabierać sił – zarówno duchowych, jak i fizycznych – do walki o swoje życie.

***

Mateusz Pietrzak – katecheta świecki, doktorant teologii na UPJP2 w Krakowie. Interesuje się teologią mediów. Uczestnik konferencji naukowych związanych z teologią współczesną. Członek Ruchu Światło-Życie. Miłośnik wypraw górskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem