Reklama

Gwardia biskupa

2017-09-27 10:54

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 40/2017, str. 4-5

Facebook
Ks. Krzysztof Hojzer u grobu św. Ojca Pio

KAMIL KRASOWSKI: – 23 września obchodziliśmy liturgiczne wspomnienie św. Ojca Pio. Z osobą świętego ściśle jest związana działalność Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio, z którą kilka tygodni temu odbył Ksiądz dziękczynną pielgrzymkę do Włoch, m.in. do San Giovanni Rotondo, czyli miejsca związanego z kultem świętego stygmatyka. Co było głównym motywem pielgrzymki?

KS. KRZYSZTOF HOJZER: – Przede wszystkim minął rok, odkąd Ksiądz Biskup ustanowił nas diecezjalną wspólnotą. Był to czas wielkiej łaski. Mamy za co dziękować Bogu. Dlatego pielgrzymka, którą odbyliśmy, w sposób naturalny obrała ramy dziękczynienia. Nasz duchowy orędownik nieustannie obdarowuje nas świętymi natchnieniami. To on zbliża nas do Jezusa, czujemy to mocno we wspólnocie. Pojechaliśmy do niego, by wyrazić wdzięczność za to, w jaki sposób nas prowadzi. Św. Ojciec Pio uczy, czym jest Kościół, jak należy go kochać, być odpowiedzialnym. W sposób naturalny zrodziło się w nas pragnienie modlitwy za tych, którzy są pasterzami naszego Kościoła diecezjalnego. W czasie każdej Mszy św., nabożeństw, a także każdego dnia we własnych domach omadlamy naszego drogiego bp. Tadeusza, wszystkie jego intencje oraz całe duchowieństwo. To wielki dar, że nasza diecezja ma taką grupę, wspólnotę ludzi, zrzeszającą ponad 700 osób, których celem pierwszorzędnym jest modlitwa za Biskupa Diecezjalnego, połączona z wyrzeczeniami. Uśmiechamy się do siebie, mówiąc, że jesteśmy gwardią Księdza Biskupa. Ksiądz Biskup każdego roku kieruje do nas słowo. Podaje intencje, nadaje kierunek formacji naszej wspólnocie. Jego błogosławieństwo i życzliwość towarzyszą nam każdego dnia.

– Jak Ksiądz i członkowie grupy wspominacie ten niezwykły czas, który przemierzyliście śladami świętych, kształtujących duchowość patrona waszej grupy? Ile osób uczestniczyło w pielgrzymce i jakie miejsca odwiedziliście?

– W pielgrzymce uczestniczyło 50 osób. Miejscem docelowym było San Giovanni Rotondo, gdzie spędziliśmy ponad 2 dni. To były takie dni rekolekcji i tam rzeczywiście dokonały się piękne spotkania z Bogiem. Jechaliśmy z konkretnymi intencjami, które przez prawie pół roku były nam przekazywane. Chcieliśmy zawierzyć św. Ojcu Pio całą wspólnotę, to wszystko, co się w niej dokonuje, ale też intencje naszych bliskich, czyli to wszystko, co się dzieje w naszych domach. Nasz pielgrzymi szlak rozpoczęliśmy od Padwy, miejsca związanego z osobą św. Antoniego. Następnie udaliśmy się do Watykanu na środową audiencję u papieża Franciszka. Bardzo ważnym dla nas miejscem była Bazylika św. Piotra, a tam nawiedzenie i modlitwa przy grobie św. Jana Pawła II. W samym Rzymie spędziliśmy 2 dni, skąd pojechaliśmy już do San Giovanni Rotondo, gdzie mieliśmy okazję uczestniczyć w pięknym nabożeństwie pierwszych sobót miesiąca. Nawiedziliśmy także sanktuarium w Manoppello, górę Gargano, miejsce objawień św. Michała Archanioła, miejsce też bardzo znaczące dla św. Ojca Pio.

– Jakich łask i owoców doświadczyliście, pielgrzymując do Włoch?

– Największą łaską dla nas było to, że ta pielgrzymka zrodziła w naszych sercach ogromną pewność, iż zmierzamy we właściwym kierunku. Dała nam także bardzo piękne pragnienia większej odpowiedzialności za wspólnotę, za to, co robimy i do czego zostaliśmy dziś powołani przez św. Ojca Pio. Łaski z pielgrzymki to przede wszystkim uzdrowienia relacji – takich było bardzo dużo – między małżonkami czy pogłębianie osobistych relacji do Boga. Pięknym owocem i łaską były uzdrowienia z nałogów. Ludzie z konkretnymi słabościami mierzyli się nieraz latami, natomiast w czasie pielgrzymki doświadczyli od nich uwolnienia. W naszej pielgrzymce uczestniczyły również takie osoby, które pojechały głównie w celach turystycznych, a wróciły umocnione duchowo. Wielu odbyło spowiedź z całego życia i to były chyba największe cuda, które dokonały się w San Giovanni Rotondo.

– Kim dla Księdza, ale także dla osób skupionych w Diecezjalnej Grupie Modlitewnej św. Ojca Pio jest postać świętego stygmatyka i dlaczego warto w dzisiejszych czasach zwracać się do niego z modlitwą i prośbą o orędownictwo?

– Św. Ojciec Pio to człowiek, który od samego początku wszystkim nam pokazuje, kim jest Jezus, jak bardzo bliski jest On człowiekowi, jak bardzo pięknie potrafi człowieka prowadzić. Postać św. Ojca Pio pokazuje, kim my możemy być dla siebie, dla drugiego człowieka, wspólnoty, dla swojej rodziny, jeśli będziemy tak mocno w Bogu. Natomiast tym, co mnie bardzo mocno uderza w św. Ojcu Pio, i tym, co mnie tworzy każdego dnia, jest jego niesamowita pokora. Człowiek, zbliżając się do Jezusa, automatycznie staje się pokorny, jednak nie w rozumieniu światowym, że się nie ma nic drugiemu do zaoferowania, tylko w tym znaczeniu, że człowiek, kiedy jest z Bogiem, widzi, że może wszystko. Wie, kim jest, jakie ma talenty. Pan Bóg oświeca jego umysł i serce, daje mu konkretne narzędzia i człowiek staje się wówczas świadkiem naprawdę ogromnych cudów. Nie jest ślepcem – i to nam pokazuje św. Ojciec Pio. Jego orędownictwo jest o tyle niesamowite, co też przebija się w naszych modlitwach i nabożeństwach, że on nigdy nie skupia na sobie. My zresztą do niego tak rzadko się zwracamy, bo wiemy, że on po prostu jest – i to nam wystarczy. On swoim orędownictwem, swoją cichą modlitwą, wprowadza nas bezpośrednio w przestrzeń Pana Boga, w relację z Jezusem. On tak nas poprowadził, że w ciągu roku wiedzieliśmy, że samo bycie przy Jezusie na adoracji jest tylko częścią naszej miłości do Boga i naszej wiary – tu musi być coś więcej, stąd niemalże jednocześnie zrodziła się przestrzeń lectio divina, czyli spotkanie z Bogiem, który do nas mówi, a po roku otrzymaliśmy kolejne zadanie, czyli tworzenie katechez, umacniających wiarę, pokazujących zagrożenia. Takie katechezy będą odbywać się w tym roku. Fenomenem św. Ojca Pio w parafii pw. św. Brata Alberta w Zielonej Górze jest również to, że przyciąga on do siebie młode małżeństwa. Na 10 małżeństw, które prowadziłem, 4 weszły w bezpośrednią wspólnotę św. Ojca Pio. We wspólnocie jest również bardzo dużo ludzi młodych, którzy sami dzielą się swoimi doświadczeniami Boga i modlitwy, co również pięknie wybrzmiało na pielgrzymce.

– 23 września uroczystością odpustową ku czci św. Ojca Pio rozpoczęliście swój rok formacyjny. Proszę powiedzieć, kiedy będą odbywały się spotkania grupy?

– Środa pozostaje takim dniem, gdzie każdego miesiąca będą odbywały się wieczory modlitw ze św. Ojcem Pio i lectio divina. Natomiast w sposób niezależny będą odbywać się Wieczór Wszystkich Świętych, zawsze w ostatni dzień października, oraz 8 grudnia Wieczór Niepokalanej.

Tagi:
wywiad

Motocykliści chcą być razem

2018-04-25 11:32

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2018, str. VI

Z ks. Jarosławem Zagozdą, proboszczem z podgorzowskiej Baczyny, rozmawia Kamil Krasowski

Karolina Krasowska
W tym roku motocykliści po raz 7. przejadą ze Świebodzina do Ro kitna

KAMIL KRASOWSKI: – 29 kwietnia odbędzie się 7. Diecezjalna Pielgrzymka Motocyklowa spod figury Chrystusa Króla w Świebodzinie do sanktuarium w Rokitnie. Jak narodziło się to dzieło?

KS. JAROSŁAW ZAGOZDA: – Pierwsza oficjalna pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej odbyła się w 2012 r. To było działanie oddolne. Ludzie sami chcieli taką pielgrzymkę zorganizować. Chcieli pojechać do świętego miejsca. Wybór padł na Rokitno, bo nie ma lepszego miejsca w diecezji. Pielgrzymka zawsze wygląda podobnie. Jest Koronka do Bożego Miłosierdzia, bardzo dobrze odbierana przez motocyklistów. Wielu z nich mówiło, że pierwszy raz w życiu modliło się Koronką właśnie na pielgrzymce. I to jest ważny element. Później jest sprawowana Msza św., poświęcenie motocykli i wspólne spotkanie przy stole. Od samego początku w pomoc przy organizacji pielgrzymki – w organizację przejazdu, ustawienie motocykli – zaangażowanych było wielu ludzi. I tak do tej pory współpracujemy. Taką grupą są motocykliści z Gorzowa skupieni w grupie MIŚ, którzy pomagają nam każdego roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przemysł pogardy

2018-04-25 20:33

Ks. Paweł Rozpiątkowski

Kiedy rzuciłem okiem na ten tytuł, choć przecież to nie pierwszy spotkany przeze mnie przypadek takiej metody manipulacji, zrobiło mi się niedobrze. Do szpiku zmroził mnie stopień pogardy zawarty w tych kilku słowach: „Znany działacz antyaborcyjny ma nową pracę, został konsultantem wojewódzkim.” Cóż w istocie znaczą te słowa? Ano tyle, że „Pan nikt” dostał pracę. Przecież a przecież „Pan nikt”, nie powinien dostawać pracy, bo „Pan nikt” jest zerem. Ten „Pan nikt”, to lekarz, który leczył i ratował życie wielu ludziom. Profesor, który wykształcił tysiące innych lekarzy. Tylko dlatego, że twardo opowiada się za życiem został nazwany pogardliwie „znanym działaczem antyaborcyjnym”. Czyli właśnie nikim. Chodzi o prof. Chazana.

BOŻENA SZTAJNER

Wiele już napisano o przemyśle pogardy, który był wymierzony w śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Powstały cale analizy działań jego przeciwników politycznych zmierzających do obalenia godnościowych podstaw jego prezydentury. A to pisano o kartoflu. A to zadawano pytania czy prezydent jest alkoholikiem. W ten sposób również starano się wmówić społeczeństwu, że Lech Kaczyński jest nikim. Wielu w to uwierzyło i wierzy nadal.

Przemysł pogardy nadal dobrze funkcjonuje. Jego tryby mielą dziś co znaczniejszych, co odważniejszych obrońców życia. Używane są najbardziej nieczyste chwyty. Prawdziwa wolna amerykanka.

Wściekłą histerię wywołuje np. pokazanie w przestrzeni publicznej niewinnego i prawdziwego zdjęcia kilkutygodniowego dziecka zrobionego za pomocą ultrasonografu. Niedawno w Rzymie urzędnicy wystraszeni przez agresywnych lewaków nakazali je usunąć natychmiast. Nad Wisłą też to przerabialiśmy. Ileż razy urzędnicy nakazywali usunąć, albo bezprawnie niszczono, czy organizowano „społeczne” pikiety przeciw wystawom podobnych zdjęć. To ze strachu, bo odkłamują one aborcjonistyczną narrację pokazując czarno na białym, że pod sercem matki żyje nie płód, ale człowiek. Każdy z nas w piątym czy dziesiątym tygodniu życia tak wyglądał, a że nie jest podobny do siebie dzisiaj? Przecież wielu ma kłopoty z rozpoznaniem siebie na zdjęciach z dzieciństwa. Człowiek się przecież zmienia.

Kilka tygodni temu oglądałem w telewizji dyskusję Kaji Godek z dwoma feministkami. Jedną z nich była prowadząca program w TVN 24 znana dziennikarka. Kaja Godek dala sobie radę doskonale, mimo, że naprzeciw siebie miała nie skrywające niechęci, wściekłości i pogardy dwie lwice, które najchętniej by ją zakneblowały.

I wreszcie fizyczny atak. Ten na Kurię Biskupią w Warszawie z niewybrednymi hasłami, ba groźbami wobec biskupów i księży po tym jak Episkopat Polski wyraził wsparcie dla społecznej inicjatywy „Zatrzymaj aborcję”. Napastnicy gotowi byli na pewno poszturchać. Nie zawahaliby się przed poturbowaniem, a może i znaleźliby się tacy nakręceni, którzy odważyliby się zabić. Nie przesądzam. Boję się tylko, bo widząc nienawiść w czystej postaci, a także przyzwolenie i brak potępienia takich haseł i działań ze strony wspierających mediów, nie mając zbyt bujnej wyobraźni potrafię to sobie jednak wyobrazić.

I co wobec tego? Schować głowę w piasek? Jak struś. To najgorsze, co można zrobić. Gdy chodzi o życie nie można odpuścić „dla świętego spokoju”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kraków modli się za Alfiego Evansa

2018-04-26 20:58

md / Kraków (KAI)

Alfie żyje i jest głosem wyrzutu sumienia – mówił ks. Andrzej Muszala w kościele św. Marka w Krakowie podczas Mszy św. w intencji Alfiego Evansa. W świątyni licznie zgromadzili się krakowianie, którzy solidaryzują się z dwulatkiem i jego rodzicami.

Alfie Evans/facebook.com

Na początku Mszy św. ks. Andrzej Muszala, który jest dyrektorem Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki UPJPII i szefem Poradni Bioetycznej, powitał wszystkich, którzy „solidaryzują się z Alfiem Evansem, niespełna dwuletnim dzieckiem, któremu w białych rękawiczkach usiłowano zakończyć uporczywą terapię, a zafundowano uporczywe umieranie”.

„Ale Alfie żyje i jest głosem wyrzutu sumienia. Już kolejny dzień żyje odłączony od maszyny podtrzymującej życie, wbrew wszelkim kalkulacjom. A miał żyć tylko trzy minuty” - mówił kapłan.

Celebrans podkreślił, że krakowianie wspierają małego chłopca z Liverpoolu i zachęcał do wspólnej modlitwy za to dziecko. „Ponieważ nie możemy mu pomóc fizycznie, modlimy się do Boga, który jest Dawcą wszelkiego życia. Modlimy się za niego, za jego rodziców, i też o jakąś mądrość i opamiętanie dla tych, którzy ustalają prawa, ażeby pozwolono mu żyć i pozwolono mu na normalną, ludzką terapię” – dodał.

W kościele św. Marka licznie zgromadzili się krakowianie, wśród nich było wiele rodzin z małymi dziećmi. W Mszy św. uczestniczyli również przygotowujący się do przyjęcia sakramentów inicjacji chrześcijańskiej w prowadzonym przez siostry jadwiżanki Ośrodku Katechumenalnym, który działa przy tej świątyni.

Mieszkańcy Krakowa wyrażają swoją solidarność z Alfiem, przynosząc także maskotki, zabawki i świeczki pod siedzibę konsulatu honorowego Wielkiej Brytanii na ul. św. Anny. Na murach kamienicy umieszczono napis po angielsku „God save Alfie Evans”, a także napisy w językach angielskim i polskim, jak: „Trzymaj się, Alfie. Modlimy się za ciebie” czy „Wielka Brytanio, nie będziesz już nigdy wielka”. Pod murem wciąż płoną świece, dzieci wraz z rodzicami układają duże i małe maskotki oraz wiązanki kwiatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem