Reklama

Kalendarze 2019

Charyzmat św. Brata Alberta na Głębokim

2017-09-27 10:53

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 40/2017, str. 6-7

Archiwum parafii
Pielgrzymi przed sanktuarium św. Brata Alberta w Krakowie

Już od ubiegłorocznej uroczystości Narodzenia Pańskiego trwa w wymiarze całego polskiego Kościoła z woli Parlamentu RP i Episkopatu Polski Rok św. Brata Alberta. Nabiera szczególnego znaczenia ta pokorna postać krakowskiego biedaczyny nie tylko ze względu na stulecie jego śmierci, ale także w sposób niezwykle konkretny tuż po zakończeniu Roku Miłosierdzia, który przypomniał nam o wielu aspektach teologicznych, jak również praktycznych tego istotnego przymiotu Boga Ojca. Pragniemy więc przybliżyć sobie tę jedną z ważniejszych postaci współczesności, próbując odnieść ją także do kontekstów naszej archidiecezji, gdzie dostrzegamy w małym, ale niewątpliwie ważnym wymiarze przejawy kultu świętego i realizowanych pod jego pieczą dzieł miłosierdzia. Należy do nich parafia pw. św. Brata Alberta malowniczo położona w szczecińskiej dzielnicy Głębokie.

Przypomnijmy tylko krótko, że parafia pw. św. Brata Alberta w Szczecinie powstała 8 września 1985 r. i obejmuje osiedle położone nad Jeziorem Głębokim. Od 1946 r. duszpasterstwo wiernych skupiało się przy kaplicy Najświętszego Serca Pana Jezusa, mieszczącej się w mieszkaniu przy ul. Majowej 24, a administracyjnie należało do parafii Świętej Rodziny w Szczecinie. Wspomnieć tu wypada pracę duszpasterską księży: H. Stycznia, F. Zawadzkiego, K. Sasadeusza, S. Glenia, J. Kazieczki, H. Krzyżewskiego, J. Leszkowicza, Z. Wichrowskiego. Pierwszym proboszczem został ks. Julian Marecik, który wraz z wiernymi rozpoczął budowę kościoła. Bryła kościoła jest podobna do świątyni w Rewalu. W 1991 r. nowym proboszczem został mianowany ks. prof. Henryk Wejman, obecny biskup pomocniczy, który przy życzliwości parafian kontynuował prace budowlane. Trzecim proboszczem został w 1993 r. ks. dr Krzysztof Cichal, który budowę kościoła doprowadził do końca. W 2001 r. nowym proboszczem został ks. kan. Ireneusz Antkowiak, który zajął się wyposażeniem wnętrza kościoła. Konsekracji kościoła dokonał 31 października 2004 r. abp Zygmunt Kamiński. 26 sierpnia 2008 r. na emeryturę odszedł ks. kan. Ireneusz Antkowiak, a proboszczem został ks. kan. dr Janusz Giec. Natomiast od ponad dwóch lat proboszczem jest ks. kan. dr Zbigniew Woźniak, pasjonat śpiewu i muzyki sakralnej, odpowiedzialny za formację pod tym względem kleryków, organistów, chórów i zespołów śpiewaczych.

Reklama

Odwiedziłem to piękne miejsce, by zasłuchać się w niezwykłą opowieść obecnego proboszcza ks. kan. dr. Zbigniewa Woźniaka o promieniowaniu charyzmatu tego wielkiego świętego na posługę duszpasterską w tym miejscu.

Ks. Robert Gołębiowski: – Czym fascynuje współczesnego człowieka „Biedaczyna z Krakowa”?

Ks. kan. dr Zbigniew Woźniak: – Jego życie wpisało się w piękną duchowość Krakowa. Na tamte czasy on, człowiek w pełni oddychający sztuką, kulturą na poziomie europejskim, nagle zostaje zaskoczony ogromną nędzą społeczną, fizyczną, moralną i duchową środowiska biedaków, którzy nie mają godnego miejsca do życia. Udaje się do władz, by stworzyć ogrzewalnię. W ten sposób rozpoczyna się przemiana Adama Chmielowskiego w pokornego Brata Alberta. Doświadczając tej nędzy, dojrzewa do chwili, gdy pozbywa się talentów świeckich, szczególnie malarskich, na rzecz nowego talentu, którym służy ludziom biednym, przywracając im ludzką godność. Stał się „wysłannikiem Boga”, dokonując rzeczy wielkich. Szybko zakłada z pomocą s. Bernardyny ogrzewalnię dla kobiet. Kraków otrzymuje wielkiego świętego, który z jednej strony zna języki, jest humanistą, jest artystą, a z drugiej strony, jego wrażliwość nie pozwala przejść obojętnie obok najbardziej opuszczonego człowieka. Gdy patrzymy na niego po stu latach od śmierci, najpierw czynimy refleksję, czy jest mniej biednych, czy ich zauważamy z okien naszych aut? Brat Albert nieustannie mówi do nas: dopóki jest pośród nas choć jeden człowiek potrzebujący pomocy, to nam nie wolno przejść obojętnie koło niego.

– Jakie cechy osobowości Brata Alberta warto podkreślić obecnie?

– To był człowiek wielkiej modlitwy. Zostawił sobie tylko dzieła św. Jana od Krzyża, resztę rzeczy rozdał. Mówi o tym chociażby Pustelnia na Kalatówkach w Zakopanem, dokąd często przyjeżdżał, by na kolanach planować dalsze swoje poczynania. Oczywistym jest to, że gdy patrzymy całościowo na postać św. Brata Alberta, to dostrzegamy ogromną pokorę, ubóstwo i bezgraniczną służbę. Ze smutkiem trzeba powiedzieć o tym, że tych cech brakuje współczesnemu człowiekowi. Są one niezmiernie potrzebne właśnie na te czasy.

– Jak można więc naśladować postać św. Brata Alberta w XXI wieku?

– Trzeba podkreślić, że obecnie ludzie mimo osobistego dostatku i dobrobytu zachowują dużą wrażliwość na ludzką biedę. Bardzo często przy różnorodnych akcjach pomocowych, gdy wspomni się postać św. Brata Alberta, to wyzwala to większą spontaniczność postaw, a co za tym idzie, hojność. Oczywiście, należy rozróżnić także szczerość postaw, gdy rzuceniem datku uspakajamy sumienie, mówiąc sobie, że zrobiłem tak, jak należało. Świat obecnego wieku czeka na czynną, konkretną i długofalową pomoc, na asystowanie przy biedzie człowieka przejawianej w różnych formach.

– Jak te wszystkie idee św. Brata Alberta realizowane są w szczecińskiej parafii?

– Nasza parafia jest dość specyficzna, gdyż liczy tylko 970 wiernych i są to rodziny o wysokim standardzie życia. Jestem zbudowany ich świadectwem miłosierdzia przy okazji kolejnych wyzwań charytatywnych. Włączamy się w różnorodne akcje charytatywne, wspomagając nie tylko ludzi biedniejszych z naszej parafii, ale i także ze Szczecina. Bardzo cenne są inicjatywy wielu mieszkających u nas lekarzy, którzy bezinteresownie podejmują leczenie ludzi biedniejszych czy bezdomnych. Fundujemy także tornistry wraz z wyposażeniem dla dzieci z wielodzietnych rodzin. Bardzo podniosły charakter ma coroczna uroczystość odpustowa, kiedy to 17 czerwca po Eucharystii parafianie przygotowują przyjęcie dla dużego grona ludzi biednych, którzy przybywają z terenu całego Szczecina.

– Św. Brat Albert jest patronem parafii. Przybliżmy więc duchowe owoce oddziaływania na tę wspólnotę.

– Dniem, w którym oddajemy cześć św. Bratu Albertowi, jest każdorazowy poniedziałek, kiedy to czy przed Mszą św. lub po niej odprawiamy nabożeństwo ku jego czci, odmawiając litanię oraz jubileuszową modlitwę. Niezwykłym wydarzeniem jest peregrynacja relikwii św. Brata Alberta. Mamy dodatkowy relikwiarz (kostka świętego) wraz z bursą i chętne rodziny nawet po kilka dni goszczą go w domach. Do tej pory takich rodzin było już ponad trzydzieści. Muszę dodać, że odwiedzają nas indywidualnie pielgrzymi, którzy w tym roku zyskują tutaj odpust zupełny. W ramach rekolekcji wielkopostnych gościliśmy także uczniów z jednej ze szczecińskich szkół podstawowych. Odwiedzili kościół harcerze i uczestniczyli w czuwaniu modlitewnym. Sam byłem z relikwiami i nauką w szkole prowadzonej przez Opus Dei. Bardzo ważnym duchowym przeżyciem była tegoroczna pielgrzymka śladami św. Brata Alberta. Grupa 17 pielgrzymów zrealizowała niezmiernie bogaty program wędrówki. Odwiedziliśmy po kolei: Pniewy – siostry urszulanki, Jasną Górę, sanktuarium w Gidlach, dom rodzinny w Igołomi, Dębowiec i sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej, Biecz, Stary Sącz – św. Kingę, Nowy Sącz, Dębno z najstarszym drewnianym kościołem na Podhalu, Ludźmierz i Gaździnę Podhala. Stamtąd udaliśmy sie do Zakopanego, a szczególnie do pustelni św. Brata Alberta na Kalatówkach, na Gubałówkę i do Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. W drodze powrotnej modliliśmy się w Wadowicach i Kalwarii Zebrzydowskiej i dotarliśmy do Krakowa, gdzie oddaliśmy hołd naszemu patronowi w sanktuarium u sióstr albertynek, odwiedziliśmy także Centrum św. Jana Pawła II i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, Wawel, kościół Mariacki oraz później klasztor w Paradyżu-Gościkowie.

– Jest Ksiądz Kanonik proboszczem na Głębokim od ponad dwóch lat. Jakie są osobiste duchowe odczucia bliskości św. Brata Alberta?

– Charakterystyczną cechą duchowości św. Brata Alberta była wrodzona dobroć serca. Dziś powszechnie cytuje się słynne słowa Brata Alberta: „Powinno się być dobrym jak chleb; powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”. Muszę powiedzieć, że fascynuje mnie osobowość św. Brata Alberta i nieskromnie mogę powiedzieć, że daje mi zdrowy dystans do materii.

Tagi:
wywiad

U podnóża Tatr po raz 35.

2018-08-28 12:11

Agata Iwanek
Edycja wrocławska 35/2018, str. V

Chłodniejsze poranki i coraz krótsze dni, to znak, że niedługo skończą się studenckie wakacje, ale zanim to nastąpi, dzieje się coś, nad czym ciężko przejść obojętnie. To 35. Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola, który w tym roku będzie trwał od 3 do 16 września. O początkach inicjatywy Agacie Iwanek opowiada Wacław Giermek – szef pierwszego obozu

Agata Iwanek
Wacław Giermek – szef pierwszego obozu w Białym Dunajcu

Agata Iwanek: – Jak wyglądały początki legendarnego dziś obozu w Białym Dunajcu?

Wacław Giermek: – Paradoksalnie pierwszy obóz wcale nie odbył się w Białym Dunajcu. W 1984 r. zorganizowaliśmy go w Małym Cichym, a dopiero każdy następny w Białym Dunajcu. W latach 80. Socjalistyczny Związek Studentów Polskich organizował obozy dla studentów pierwszego roku, w obrębie jednego duszpasterstwa, także odbywały się takie wyjazdy, nie była to może żadna nowość, ale pojawił się pomysł zrealizowania takiej inicjatywy wspólnie, między duszpasterstwami. Studenci chcieli zrobić coś dla innych studentów. Moim macierzystym duszpasterstwem było DA Porcjunkula, czyli Franciszkanie na Kruczej, ale nie ograniczałem się do jednego duszpasterstwa. Związałem się również z Dominikanami i z o. Ludwikiem Wiśniewskim, który był tutaj osobą wiodącą, to on nas popierał.

– Dlaczego Biały Dunajec?

– Małe Ciche było zbyt małe. Początkowo w obozie brało udział kilkadziesiąt osób, łącznie z kadrą ok. 80 studentów, natomiast w kolejnym roku było nas już dwa razy tyle, a w Białym Dunajcu były większe możliwości. To miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Jest pod Zakopanem, więc było taniej, a i komunikacja lepsza. Gospodarze nas zaakceptowali, to wydarzenie się przyjęło, więc po co szukać dalej?

– Biały kiedyś i dziś?

– Przez pierwsze kilka obozów była inna formuła: wynajmowane w wiosce chaty były reprezentowane przez poszczególne uczelnie – zamieszkiwali je ludzie z danej uczelni, ale z innych duszpasterstw, dzięki czemu możliwa była integracja „międzyduszpasterska”. Dzisiaj chaty zamieszkują członkowie tego samego duszpasterstwa. W miarę upływu czasu dołączyły do nas także inne duszpasterstwa akademickie, nie tylko z Wrocławia, ale i z Opola. Zasadniczo obóz cały czas jest dla tych, którzy zaczynają studia, ale jeżeli ktoś jest np. na drugim roku, to też może pojechać, jeśli jeszcze nigdy nie był. Wyjątkowe jest to, że kiedyś dzień na obozie wyglądał mniej więcej tak jak teraz. Rano wyjście w góry, a wieczorem Msza św. My także mieliśmy dzień sportu, festiwal piosenki czy dzień otwartych chat. Jak widać, to weszło w rytm i stało się tradycją. Główny rys nie zmienił się przez lata.

– A jak w czasie stanu wojennego zareklamować obóz akademicki?

– Nie było telefonów, prasy ani żadnej bazy danych, więc do samego procesu rekrutacji wykorzystaliśmy struktury kościelne. Były to ogłoszenia w parafiach. Ogłaszaliśmy Msze św. dla osób zdających na studia i później, na tych Mszach, informowaliśmy o obozie – to była nasza jedyna masowa informacja. I udało się. Ludzie przyszli, zapisali się i pojechali!

– Dlaczego warto pojechać na ten obóz?

– Żeby sprawdzić, czy akurat mi się to podoba. Zawsze można wrócić. Już same góry przyciągają, a niektórzy po raz pierwszy w ogóle jadą w Tatry. Mistyka gór jest niesamowita. Dla gór warto, dla ludzi warto. Poza tym, jak się samemu trafia na studia, to jest ciężko, a jeśli na swojej uczelni zobaczymy kogoś ze starszych studentów, kogoś, do kogo można normalnie podejść i porozmawiać, bo się go zna z obozu, to sprawa już wygląda lepiej. Nie mówiąc o tym, że jest to furtka do duszpasterstwa i faktycznie wielu ludzi tam później trafia. Obóz to jedna z form wejścia w to środowisko. Biały Dunajec otwiera drogę do dwóch źródeł: duszpasterstwa akademickiego i uczelni. Jest po to, żeby nawiązać kontakt z ludźmi o podobnych poglądach. Ja w niedużej grupie na uczelni dopiero po paru latach dowiedziałem się, że koleżanka jest z innego duszpasterstwa, bo w ogóle na ten temat się nie rozmawiało. To było wtedy tabu, tak były te środowiska zamknięte. Dzisiaj jest inaczej i można z tego skorzystać.

Zapraszamy na oficjalną stronę obozu: www.bialydunajec.org

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Wraz z papieżem zastanówmy się nad „darem wolności”

2018-09-18 20:39

ts / Wilno (KAI)

Litewski arcybiskup Gintaras Grušas uważa, że zbliżająca się wizyta papieża Franciszka w krajach bałtyckich, dla mieszkańców Litwy, Łotwy i Estonii będzie dobrą okazją do zastanowienia się nad „darem i ceną wolności”.

VS/fotolia.com

Poprzez wizytę papieża z okazji 100. rocznicy niezależności krajów bałtyckich Stolica Apostolska podkreśliła swoje „nieprzerwane poparcie dla samostanowienia” tych trzech krajów i raz jeszcze dała ludziom więcej nadziei, napisał metropolita wileński i przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy na łamach „Europeinfos”, biuletynu wydawanego przez Komisję Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE).

Dokładnie przed 25 laty, wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego, złożył wizytę w krajach bałtyckich papież Jan Paweł II. Poprzez tę wizytę Ojciec Święty dodał otuchy tym krajom na nowym etapie ich życia jako niezależne republiki, stwierdził abp Grušas. Litewski hierarcha przypomniał, że Jan Paweł II mówił wówczas o wielu wyzwaniach stojących przed ludnością tych krajów. Wymienił przede wszystkim „życie w pojednaniu i odbudowę struktur społecznych, zwłaszcza w obliczu dążeń do zburzenia wieloletniej tradycji pokojowego współżycia w różnorodności religijnej i etnicznej oraz podsycania konfliktów tak, aby osiągnąć własne interesy polityczne”.

Przewodniczący episkopatu Litwy podkreślił też, że dziś nie chodzi już o uwolnienie od ucisku, ale o starania, aby odzyskaną wolność wykorzystać jak najlepiej dla dobra społecznego. Z zadowoleniem przypomniał, że na przestrzeni minionych 25 lat Litwa została członkiem Unii Europejskiej oraz NATO, „zawsze starając się o to, aby chronić ciężko wypracowanego pokoju”.

Ale jednocześnie kraj utracił co najmniej jedną czwartą ludności, przede wszystkim z powodu migracji zarobkowej. Kraj musi nadal pokonywać problemy socjalne, wśród nich duże różnice między bogatymi i biednymi.

Dla wielu Litwinów „sen o wolnym społeczeństwie” nie spełnił się, ostrzegł abp Grušas. Przyczyny tej sytuacji arcybiskup wileński upatruje m.in. w „zmianach wartości społecznych, mocno różniących się od wizji wolnego społeczeństwa, jaką mieli ludzie i o jaką walczyli”.

Papież Franciszek uda się z wizyta do trzech republik bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii w dniach 22-25 września, dokładnie w 25. rocznicę historycznej wizyty św. Jana Pawła II. Pierwszym etapem papieskiej wizyty będzie Litwa w dniach 22 i 23 września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Słowo i Muzyka u Jezuitów

2018-09-19 18:15

Jadwiga Kamińska

Marek Kamiński
O. Remigiusz Recław wręcza odznaczenie Teresie Żylis-Gara

Mszą św. w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusa w Łodzi rozpoczął się IX Międzynarodowy Festiwal Muzyczny „Słowo i Muzyka u Jezuitów”. Eucharystii w intencji artystów przewodniczył o. Józef Łągwa. Po Mszy św. zgromadzeni w świątyni wysłuchali koncertu „60 lat na scenach operowych świata Teresy Żylis – Gara”. Wybitna śpiewaczka operowa przybyła do Łodzi aby uczestniczyć w koncercie. Z rąk proboszcza parafii

o. Remigiusza Recława odebrała medal przyznany przez Ojca Generała Zakonu Jezuitów.

W koncercie wystąpili Agnieszka Makówka – mezzosopran, Barbara Rogala – sopran, Bartosz Szulc – bas-baryton oraz Orkiestra Kameralna „Arte Positiva” pod dyrekcją Kamila Chałupnika.

Zobacz zdjęcia: Słowo i Muzyka u Jezuitów

W roku 100-lecia Odzyskania Niepodległości 1918-2018 odbył się koncert galowy „Bukiet dla Niepodległej” w Teatrze Wielkim w Łodzi. Patronat honorowy nad Festiwalem objął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda. W liście skierowanym do organizatorów Pan Prezydent napisał:

Z wyrazami uznania dla organizatora Stowarzyszenia „Słowo i Muzyka u Jezuitów” za wartościową inicjatywę, która wzbogaca życie kulturalne miasta; w przekonaniu, że zarówno uroczysty koncert „Bukiet dla Niepodległej”, nawiązujący do narodowego jubileuszu naszej Ojczyzny, jak i pozostałe spotkania z muzyką różnych epok i kultur, wykonywaną przez cenionych artystów polskich i zagranicznych, przysporzą słuchaczom wielu artystycznych wrażeń i duchowych przeżyć; z życzeniami dalszej pomyślnej działalności Stowarzyszenia oraz kolejnych osiągnięć służących polskiej kulturze i dziedzictwu.

Powyższy list został odczytany podczas uroczystego koncertu, w którym wystąpili m.in. Monika Kuszyńska, Natalia Niemen, Renata Przemyk, Maria Semotiuk, Tadeusz Wożniak, Andrzej Zieliński oraz Stowarzyszenie Śpiewacze „Harmonia” i Chór Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego a także Studenci Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Koncert prowadzili Anna Popek i Jan Pospieszalski, scenarzystą i reżyserem był Bogusław Semotiuk.

Szczególnym zainteresowaniem młodych Łodzian cieszył się koncert w Teatrze Muzycznym „Młodzi z Łodzi dla Łodzi”. Na scenie teatru wystąpili studenci i wychowankowie Łódzkich Państwowych Wyższych Szkół Artystycznych. Wielkimi brawami nagrodzono najmłodszych wykonawców z Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego Natalię Kowalską – akordeon i Jakuba Hanuszkiewicza – fortepian. Owacyjnie przyjęto także występ Agnieszki Skrzypczak z zespołem Pink Roses oraz Małgorzaty Pietrzykowskiej – mezzosopran. Nad całością koncertu czuwał również Bogusław Semotiuk.

W ramach festiwalu w świątyni Ojców Jezuitów przy ul. Sienkiewicza 60 można będzie wysłuchać następujących koncertów: Chóru Dziewczęcego Szkoły Katedralnej w Poznaniu „Paradiso” (7 października), Zespołu „Cantus Solemnis” (14 października), Łódzkiej Jesieni Chóralnej u Jezuitów (21 października), Bluesowych Zaduszek (2 listopada), Koncertu Muzyki Polskiej (4 listopada), Widowiska słowno – muzycznego „Przybyli ułani pod okienko” (11 listopada), natomiast koncert finałowy odbędzie się 18 listopada.

Na koncerty zaprasza organizator festiwalu Stowarzyszenie „Słowo i Muzyka u Jezuitów”. Wszystkie koncerty są bezpłatne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem