Reklama

Najpierw widzi drugiego człowieka

2017-09-27 10:10

Z Andrzejem Wróblem rozmawia Magdalena Bartoszewicz
Niedziela Ogólnopolska 40/2017, str. 50

MAGDALENA BARTOSZEWICZ: – Jaką osobą jest na co dzień pani Maria?

ANDRZEJ WRÓBEL: – Zwyczajną i niezwyczajną. Jej niezwyczajność polega na tym, że każdy, kto Marysię pozna, zapamiętuje ją na zawsze. Dlaczego? Dlatego, że ona najpierw widzi drugiego człowieka, a dopiero na samym końcu siebie. Tak było, odkąd pamiętam, i wygląda na to, że nigdy się to nie zmieni. Już przed udarem Marysia była osobą bardzo schorowaną. Dla innych stawała się jednak niedostępna tylko wtedy, gdy z powodu choroby po prostu nie mogła wstać z łóżka.

– Dlaczego angażowała się w pomoc potrzebującym? Jakie to miało dla niej znaczenie?

– Chęć niesienia pomocy potrzebującym żona miała wpisaną w życiorys. Jej wrodzona wrażliwość na innych i bardzo trudne warunki życiowe w dzieciństwie i w młodości przyczyniły się do tego, że zawsze chciała dać innym to, czego jej samej bardzo kiedyś brakowało. Wsparcie zarówno w problemach duszy, jak i tych bardziej przyziemnych rozdawała na co dzień w swoim otoczeniu. Na początku nie akceptowałem tego, ponieważ widziałem, jak często jest po prostu wykorzystywana. Pewnie dzięki tej jej postawie grono wspaniałych, dobrych ludzi jest teraz przy naszej rodzinie na wszelkie możliwe sposoby. Obecnie jedną z większych bolączek Marysi jest to, czy kiedykolwiek będzie jeszcze mogła komuś w czymś pomóc... My, jej najbliżsi, mamy pewność co do jednego: jej świadectwo wiary, które daje przez ostatnie miesiące, jest dla nas bezcenne i zarazem cudowne. To dla nas prawdopodobnie największa pomoc, jaką kiedykolwiek dostaliśmy na naszej drodze, na której napotykamy codzienne ludzkie problemy.

– Jak doszło do tego, że Pani Maria dostała udaru krwotocznego? Jak Pan się o tym dowiedział?

– Żona sama zadecydowała o wyborze lekarza i miejsca operacji daleko od domu, w Sosnowcu. Sama pojechała z Przemyśla do Sosnowca. Zakazała komukolwiek z rodziny przyjeżdżać do szpitala – mieliśmy tylko zgłosić się w dniu wypisu i zabrać ją do domu, choć i ta decyzja została wynegocjowana, bo Marysia uparcie twierdziła, że najpierw musi przekonać się, czy nie poradzi sobie sama. W Sosnowcu odbyła się operacja „zaklipsowania” tętniaka w głowie. 1 grudnia 2016 r., po operacji, rozmawiałem z Marysią przez telefon, głos miała słaby, ale była w pełni świadoma. Pojawiły się bardzo dotkliwe wymioty, jednak nie wywołały od razu stanu „alarmowego”, ponieważ organizm Marysi zawsze w ten sposób reagował na narkozę. Dzięki Bogu, na szpitalnej sali, daleko od dyżurki pielęgniarek, był z Marysią jeden z aniołów naszej rodziny – tak nazywamy panią Anię, która w środku nocy wezwała pomoc, gdy żona zaczęła tracić świadomość. Po tej wiadomości gorączkowo telefonicznie szukaliśmy lekarza, który mógłby udzielić nam informacji. Do dziś pamiętam jego słowa: „Wprawdzie nie udzielamy informacji przez telefon, ale sytuacja jest wyjątkowa. W nocy nastąpił wylew z innego miejsca niż operowane. Intubacja, respirator, głęboki niedowład lewej części ciała”. Na pytanie o zagrożenie życia lekarz odpowiedział, że to, co się stało, było na tyle nieprzewidywalne, że wszystko inne też może się wydarzyć. To był dla nas szok. Zastanawialiśmy się, co robić: Jechać czy nie jechać do Sosnowca? Stanąć przy łóżku Marysi czy też zaczekać „chwilę”, która Bóg jeden raczy wiedzieć, ile potrwa... Kategorycznie zabraniała nam przyjazdu do szpitala, więc co sobie pomyśli, gdy zobaczy rodzinę stojącą nad łóżkiem... Pojechaliśmy do niej 6 grudnia, w Mikołaja. Na chwilę zostaliśmy wpuszczeni na OIOM, ale wyszliśmy, zanim pielęgniarki zdążyły nas wyprosić. Na naszą prośbę Marysia z olbrzymim wysiłkiem uchyliła na moment powieki i ścisnęła każdego z nas za rękę. Wyszliśmy z duszą na ramieniu, zalani łzami...

– W jakim stanie była pani Maria po udarze?

– Stan był bardzo ciężki. Przez półtora tygodnia Marysia nie radziła sobie z oddychaniem. Długo czekaliśmy, zanim pojawiły się pierwsze, dodające otuchy słowa, że przy żmudnej, ale intensywnie prowadzonej rehabilitacji rokowania są dobre. Po 3 miesiącach pobytu w Sosnowcu Marysia była w stanie, z pomocą rehabilitanta i posługując się wysokim chodzikiem wkładanym pod pachy, z dużym wysiłkiem, przejść parę metrów. Lewa noga, dotknięta bezwładem, była w zdecydowanie lepszej formie niż bezwładna lewa ręka. Dotarło do nas, że poprzestanie na dostępnych w ramach publicznej służby zdrowia rehabilitacji oznacza przekreślenie szans na uzyskanie sprawności.

– Na co zbieramy w serwisie? Na co są potrzebne pieniądze? Jak będzie przebiegał proces zdrowienia pani Marii?

– Pieniądze zbierane w serwisie przeznaczone będą przede wszystkim na opłacenie dalszej rehabilitacji Marysi. Tylko płatna forma rehabilitacji pozwala na ćwiczenia indywidualne z rehabilitantem. Niestety, jak pokazały nam doświadczenia z państwowego oddziału rehabilitacji w szpitalu, tylko prywatna, intensywna i indywidualna praca oraz wola walki Marysi mogą przynieść prawdziwe postępy w procesie zdrowienia. Marzeniem Marysi, moim i córek jest uzyskanie przez żonę takiego poziomu sprawności, który pozwoli jej na samodzielne poruszanie się w pomieszczeniu i bezpieczne pokonywanie trudnej drogi do mieszkania na 3. piętrze w bloku bez windy. Widząc odzew, z jakim spotkały się dotychczasowe akcje i apele o wsparcie, pozostaje nam tylko powiedzieć, że dzięki dobrym i życzliwym ludziom na pewno pokonamy jeszcze niejedną barierę, która dziś może wydawać się nie do pokonania. Serdecznie dziękujemy za ostatnie 8 miesięcy wszystkim aniołom naszej rodziny!

W serwisie: www.pomagam.caritas.pl prowadzimy zbiórkę na 3 cykle rehabilitacyjne, których celem będzie przywrócenie sprawności pani Marii. Będziemy ogromnie wdzięczni za każde wsparcie: http://pomagam.caritas.pl/wesprzyjmy-pania-marie-w-walce-o-zdrowie/. Wpłat można też dokonywać na konto: RACHUNEK MILLENNIUM 47 1160 2202 0000 0003 2305 9331, z dopiskiem: „Maria_Przemyska 070620172”.

Świadectwo: Lekarz rozpłakał się ze wzruszenia

2018-02-16 11:47

Fragment książki „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”

„Amputacja” – krótko powiedział doktor. Kazimiera Wiącek z Lublina podniosła wzrok. „Nie rozumiem. Jak to…”

Piotr Drzewiecki

„Jest porażenie nerwu w lewej nodze, a teraz jeszcze ten zator tętniczy. Tu już nie ma czego leczyć. Amputacja jest konieczna” – powtórzył medyk. Kobieta wróciła do domu, bijąc się z myślami. Jak to, odetną jej nogę?! Co prawda chodzi o kulach, ale wciąż chodzi i ma dwie nogi! Kiedy zadzwonił dzwonek i otworzyła drzwi, odetchnęła z ulgą.

W odwiedziny wpadł zaprzyjaźniony lekarz. On na pewno coś wymyśli. Chciał jej dodać odwagi, ulżyć w cierpieniu. Ale niczego nie wymyślił. „Chyba bez amputacji się nie obejdzie” – powiedział smutno. „Jeśli tak, to ja chcę jechać na Jasną Górę!” – oznajmiła twardo.

Cała rodzina zaoponowała przeciwko takiemu pomysłowi. Śmierć jej grozi w każdej chwili, a ona chce sobie podróże urządzać? Kazimiera postawiła na swoim. W przekonaniu rodziny dopomógł lekarz, który miał nadzieję, że pielgrzymka do Częstochowy przynajmniej doda otuchy jego cierpiącej pacjentce. Nie puścili jej samej. Razem z Kazimierą pojechała jej siostra, siostrzenica i bliska sąsiadka. Od rannego odsłonięcia – w niedzielę 22 czerwca 1980 roku – do zasłonięcia Cudownego Obrazu o godzinie 13 Kazimiera Wiącek bez chwili przerwy modliła się w Kaplicy Matki Bożej razem z towarzyszącymi jej kobietami. Kiedy rozległy się bębny zwiastujące zasłonięcie Obrazu, z twarzą zalaną łzami zwróciła się do siostry: „Popatrz, zasłonili Matkę

Bożą i Ona pozostawiła mnie z kulami!”. Chwilę później poczuła niezwyczajny przypływ siły. Podkurczona, zagrożona amputacją noga rozluźniła się, wyprostowała, a Kazimiera Wiącek odstawiła kule, oparła je o filar i wyprostowana przyłączyła się do kolejki „Na ofiarę”. Tam zdjęła swoje korale i położyła je na ołtarzu.

Przeżycie było tak silne, a wydarzenie tak nieprawdopodobne, że nie przyszło jej do głowy, aby komukolwiek zgłosić swoje uzdrowienia. Na Jasnej Górze pojawiła się dopiero dwa tygodnie później. A wraz z nią znów siostra, siostrzenica i sąsiadka. Złożyły zeznania przed kronikarzem jasnogórskim; Kazimiera do akt dołączyła zaświadczenie od lekarza, który – gdy ją zobaczył bez kul, ze zdrową nogą – zwyczajnie rozpłakał się ze wzruszenia.

Zaświadczenie lekarskie brzmiało: „Od dnia 23 maja 1979 roku wystąpiło porażenie zupełne kończyny dolnej lewej. 9 maja 1979 roku wystąpił zator tętnicy podudzia lewego, co groziło amputacją kończyny. 22 czerwca 1980 roku ustąpiło porażenie”. Kazimiera Wiącek nie miała wątpliwości, za czyją sprawą to porażenie ustąpiło. Zdrowa i ogromnie szczęśliwa przez szereg lat w rocznicę swojego uzdrowienia pielgrzymowała na Jasną Górę do Matki Bożej, by Jej ze wszystkich sił dziękować za tę niezwykłą łaskę, jakiej doznała. A jej kule? Wiszą obok kul Janiny Lach, wskazując przybywającym pielgrzymom, czym jest nagrodzona ufność.

„CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU.


O JASNOGÓRSKICH CUDACH I ŁASKACH.”
Autor: Anita Czupryn
Premiera: 26 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Fronda PL. Sp. z o.o.

Przeczytaj także: Cuda dzieją się po cichu. O Jasnogórskich cudach i łaskach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek w rzymskiej parafii: zastanówmy się, co mówi do nas Jezus

2018-02-25 19:15

st (KAI) / Rzym

Jezus jest z nami w trudnych chwilach i nas umacnia – powiedział Ojciec Święty odwiedzając wspólnotę parafialną św. Gelazjusza I, papieża przy via Fermo Corni, w dzielnicy Ponte Mammolo, w północno- wschodniej części Rzymu. Jednocześnie papież zachęcił wiernych, by wsłuchiwali się w głos Jezusa i pełnili Jego wolę. Była to 16 wizyta Franciszka w parafii diecezji rzymskiej.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

W improwizowanej homilii nawiązując do czytanej dziś Ewangelii o Przemienieniu Pańskim (Mk 9,2-10) Franciszek zauważył, że Pan Jezus ukazuje się apostołom takim, jakim jest w niebie, aby potrafili znieść zgorszenie krzyża. Nie mogli bowiem zrozumieć, że Jezus umrze jako przestępca. Sądzili, że będzie wyzwolicielem, tak jak ci którzy zawsze zwyciężają. Podkreślił, że Jezus zwycięża inaczej - poprzez upokorzenie krzyża. Jezus zawsze przygotowuje nas na próbę, daje nam moc, by iść i przezwyciężyć trudności z Jego mocą – podkreślił Ojciec Święty.

Następnie papież zwrócił uwagę na odnotowany w Ewangelii głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Podkreślił, że nie ma takiej chwili w życiu, której nie można przeżyć w pełni słuchając Jezusa. W trudnych doświadczeniach trzeba pamiętać o chwale Jezusa, a przez cale życie Jego słuchać, co nam mówi dzisiaj w Ewangelii. Starać się słuchać głosu Jezusa. Franciszek przypomniał słowa Matki Bożej w Kanie Galilejskie „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. To jest sposób, by iść naprzód – powiedział na zakończenie swej homilii papież. Jedno z czytań – z listu do Rzymian (Rz 8, 31b-34) przeczytał podczas liturgii niewidomy. Natomiast Ewangelię odczytał diakon pochodzący z Afryki.

Ojca Świętego około 15.45 powitał papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej, abp Angelo de Donatis, wraz z biskupem pomocniczym dla sektora północnego, Guerino Torą oraz proboszczem, ks. Giuseppe Raciti. Wcześniej papież na boisku sportowym spotkał się z dziećmi i katechizowaną młodzieżą oraz rodzinami. Nawiązując do padającego deszczu zauważył, że również w życiu są chwile pięknej pogody i burze czy deszcze. Wskazał, że także chrześcijanin jest powołany, by odważnie iść przez życie, zarówno w chwilach pięknych jak i trudnych, zawsze w towarzystwie i pod kierownictwem Jezusa.

Następnie w teatrze pozdrowił chorych i osoby starsze. Podkreślił znaczenie ich świadectwa, które powinni przekazywać młodym i światu. Wreszcie w salach parafialnych spotkał się z ubogimi oraz osobami zaangażowanymi w prace ośrodka Caritas. Podkreślił konieczność troski o każde ludzkie życie. Rozmawiał też z dwojgiem goszczonych w tej parafii młodych, przybyłych z Gambii oraz wyspowiadał grupę parafian. Po Mszy św. Ojciec Święty powrócił do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem