Reklama

Polska opleciona różańcem

2017-09-27 10:10

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 40/2017, str. 18-19

Modlitwa różańcowa na granicach Polski, która odbędzie się 7 października 2017 r., to odpowiedź na wezwanie Matki Bożej do odmawiania Różańca wyrażone 140 lat temu w Gietrzwałdzie i 100 lat temu w Fatimie

W święto Matki Bożej Różańcowej – 7 października – tysiące osób stanie wzdłuż polskich granic z różańcami w dłoniach. Osoby te oplotą Polskę na 3,5 tys. km, staną wzdłuż rzek, plaż i na szczytach górskich. Będą modlić się o łaskę wiary i jedności dla ojczyzny i o pokój dla świata.

W to wydarzenie włączyły się wszystkie 22 przygraniczne diecezje. Wyznaczono 320 kościołów stacyjnych, z których uczestnicy „Różańca do granic” przejdą do „stref modlitwy”. Inicjatorami wydarzenia są Lech Dokowicz i Maciej Bodasiński, szefowie Fundacji Solo Dios Basta, organizatorzy ubiegłorocznej Wielkiej Pokuty na Jasnej Górze, w której wzięło udział ponad 150 tys. osób.

Skuteczna modlitwa

Nie ma wątpliwości, że i Wielka Pokuta, i „Różaniec do granic” nie miałyby takiego rozmachu, gdyby nie ciepłe przyjęcie ich przez biskupów. – Mamy w tej sprawie kontakt z inicjatorami wydarzenia od wielu miesięcy – powiedział bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski, który prowadził jedną z konferencji prasowych poświęconych tej inicjatywie.

Reklama

– To niezwykłe dla nas przeżycie, że świeccy, zwyczajni ludzie, przedstawiają projekt Kościołowi, księżom biskupom i po rozeznaniu, po dyskusji jest on przyjmowany i realizowany. To niesamowite doświadczenie – zaznaczył Maciej Bodasiński.

Abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański i przewodniczący KEP, zwrócił uwagę, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby także osoby świeckie – jak jest w tym przypadku – włączały się w działania duszpasterskie ze swoimi pomysłami. Rozumnymi – podkreślił – a ten jest rozumny. – Każda modlitwa jest potrzebna – zaznaczył powściągliwie abp Gądecki – także „Różaniec do granic”. Tym bardziej że intencją jest zachowanie pokoju.

Początkowo inicjatorzy nie mogli być pewni, czy pomysł wypali. Ale gdy dołączyła ostatnia diecezja, napięcie spadło. – Pomyślałem, że już wiadomo, iż Polska zostanie otoczona Różańcem, niezależnie od tego, czy w danym kościele stacyjnym będzie 10 tys. osób, czy kilka – powiedział Bodasiński. – Liczą się serce, siła naszej wiary, zaangażowanie. To się wydarzy. Polska zostanie otoczona modlitwą!

Światło świata

Akcja jest odpowiedzią na wezwanie Matki Bożej do odmawiania Różańca wyrażone w Gietrzwałdzie, a potem w Fatimie. Jako ratunek dla świata Maryja wskazała pokutę i modlitwę różańcową. Dziś – podkreślił Maciej Bodasiński – w świecie targanym wieloma niepokojami, przemocą, grzechami Matka Boża jest światłem, które może rozproszyć każdą ciemność.

– Przeżywamy 100. rocznicę objawień w Fatimie, gdzie Matka Boża wzywała do nawrócenia, pokuty i do Różańca. Chcemy opleść Polskę Różańcem, modlić się za naszą ojczyznę i cały świat. Chcemy zaprosić ludzi, żeby więcej swoich myśli kierowali w stronę Boga, żeby podjęli większy wysiłek modlitewny. Żeby odwrócili głowy od tego, co nas przytłacza w rzeczywistości naszego kraju, od polityki, od tego, co się dzieje za naszą wschodnią czy zachodnią granicą, a zwrócili serca i myśli do Boga – wyjaśnił Bodasiński.

Ludzie organizują się, żeby zrobić w tym dniu coś szczególnego. Rybacy z Jastarni np. mają wypłynąć łodziami w stronę Helu, żeby się modlić. Na Bugu będą płynąć i modlić się kajakarze. Grupy modlitewne utworzone przez młodzież wejdą z kapłanami na szczyty Tatr.

Od połowy maja br. wzdłuż granic idą – pod egidą doświadczonych Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia – i w upale, i w deszczu – grupy pielgrzymów omadlające miejsce wydarzenia. Pielgrzymkę zakończą najpewniej w przededniu „Różańca...” i sami wezmą w nim udział.

W szczególny dzień

Ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, uważa, że warto włączyć się w „Różaniec...” już dla samego przesłania tego wydarzenia: modlitwy o pokój na świecie, o Boże błogosławieństwo dla świata, dla Polski. – Różaniec zawsze łączy ludzi, a wydarzenie włącza się w duchowość, której częścią byli święci Kościoła – powiedział ks. Rytel-Andrianik. – Wszystko odbędzie się w szczególny dzień – Matki Bożej Różańcowej, w czasie wyjątkowych tegorocznych jubileuszy maryjnych: objawień w Gietrzwałdzie i Fatimie oraz 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP opracowała program wydarzenia. Jest precyzyjny, krok po kroku opisano, jak wydarzenie będzie wyglądało. Przygotowano kilkadziesiąt tysięcy plakatów i ponad milion ulotek, które są rozsyłane do parafii w całej Polsce. Na stronie internetowej: www.rozaniecdogranic można znaleźć mapę wskazującą, gdzie wzdłuż granic Polski znajdują się kościoły stacyjne. Tam 7 października – w święto ustanowione w dzień bitwy pod Lepanto (dziś Nafpaktos) w 1571 r., w której chrześcijanie obronili Europę – o godz. 10.30 ma się rozpocząć „Różaniec do granic”. To z kościołów stacyjnych po Mszy św. uczestnicy modlitwy udadzą się do „stref modlitwy”, gdzie o godz. 14 zostaną odmówione cztery części Różańca.

Z każdego miejsca

Bp Artur Miziński nie ma wątpliwości, że „Różaniec do granic” w polskim Kościele będzie mocno przeżywany. Zwraca uwagę, że modlitwa różańcowa, jak wiemy z objawień z Fatimy i Gietrzwałdu, jest tą modlitwą, którą zaleca Matka Boża. Jest modlitwą skuteczną, tym bardziej właściwą przy modlitwach za kraj, za cały świat, w intencji pokoju, bo taka jest idea wydarzenia.

– Warto dotrzeć z informacją o niej do jak najszerszych kręgów wiernych, którzy mogą włączyć się w nią w różny sposób, bo nie wszyscy będą mogli udać się do miejsc w pobliżu granicy – powiedział bp Miziński. – Wierzymy jednak, że ta modlitwa będzie płynęła z każdego miejsca. Chcemy jak najlepiej przygotować to wydarzenie, by było ono spotkaniem przez modlitwę wspólnoty Kościoła, który przez wstawiennictwo Maryi pragnie zawierzyć siebie, najbliższych, ojczyznę, Europę, cały świat Bogu, zwracając się do Niego z prośbą, aby błogosławił czas, w którym żyjemy, wierząc głęboko, że to On jest Panem dziejów.

Jak dotrzeć do szczęścia

Udział w „Różańcu do granic” będzie pewnie dużym wysiłkiem dla wielu ludzi. Trzeba będzie przecież udać się w miejsce nieznane, przejść 1-2 km, żeby tam dotrzeć, stanąć gdzieś nad rzeką, może w lesie. Ale – podkreślił Maciej Bodasiński – to przez wysiłek, ofiarę, modlitwę, docieramy do szczęścia; to przez nie dokonuje się proces przemiany i wzrostu człowieka.

– To ma być trudne, to ma być wysiłek – powiedział – po to, żeby zjednoczyć nasz podzielony naród, prosić Boga o łaskę nawrócenia dla mnie i wszystkich uczestników „Różańca do granic”, o łaskę wiary dla Polski, dla świata.

Jest pewny, że udział w „Różańcu do granic”, w dziejowym momencie, gdy cały naród staje wokół swojego kraju, żeby modlić się do Boga, wyznawać wiarę, będzie też pięknym, niesamowitym przeżyciem dla wszystkich, którzy wezmą w nim udział.

– Chcielibyśmy, by w tym dniu wyjść z domu, zostawić za sobą całe swoje życie: problemy, lęki, smutki, choroby, zapomnieć o nich na jeden dzień i udać się z Bogiem do granic. Także do granic swoich możliwości, swojego cierpienia. I przeżyć spotkanie z Bogiem. Dla wielu osób będzie to wydarzenie we łzach, które będzie przemieniało ich życie.

Zdarzył się cud – dziś są razem

Po ubiegłorocznej Wielkiej Pokucie po jednej z Mszy św. w którejś z parafii do Macieja Bodasińskiego podeszła pewna pani. Powiedziała, że chce podziękować za to wydarzenie. – Wielka Pokuta uratowała mi życie, uratowała małżeństwo. Z moim mężem chcieliśmy się rozejść, bo wszystko w małżeństwie umarło, nic nie działało. Usłyszałam o Wielkiej Pokucie i zapragnęłam przyjechać do Częstochowy. Powiedziałam o tym mężowi. Odpowiedział: Dobra, dajemy sobie ostatnią szansę, potem się rozchodzimy. Ten dzień zmienił wszystko, zdarzył się cud – opowiedziała.

– Oni są nadal małżeństwem, dzięki interwencji Bożej, przez modlitwę. Przez to, że przeszli proces duchowy, zmienili swoje serca, życie – dziś są razem. Jestem pewien, że takie wydarzenia też będą się działy 7 października – dodał Bodasiński.

***

Różaniec na lotniskach

W sobotę 7 października br. w ramach modlitewnej inicjatywy „Różaniec do granic” cała Polska wzdłuż granic zostanie otoczona modlitwą różańcową. Do projektu dołączyły też porty lotnicze: Lotnisko Chopina w Warszawie, Port Lotniczy Poznań-Ławica oraz Międzynarodowy Port Lotniczy Katowice w Pyrzowicach. Na tych trzech portach lotniczych modlitwa różańcowa będzie prowadzona w lotniskowej kaplicy przez kapelanów miejsc.

– Cieszymy się, że do projektu przyłączyły się też porty lotnicze. Przecież na ich terenie też jest granica kraju. Wydaje się, że modlić się będziemy naprawdę na każdym odcinku granicy – podkreśla Maciej Bodasiński z Fundacji Solo Dios Basta, która jest organizatorem wydarzenia, i dodaje: – To nie był nasz pomysł, kilka osób, zupełnie niezależnie, rzuciło takie hasło, kapelani lotnisk się zgodzili, no i startujemy z przygotowaniami.

„Różaniec do granic” w kaplicach portów lotniczych będzie wydarzeniem zamkniętym, dostępnym jedynie dla pracowników portów oraz podróżujących pasażerów, korzystających tego dnia z lotnisk.

Red.

Tagi:
różaniec Różaniec do granic

Różaniec do granic parafii

2018-10-16 11:31

Adrian Ziątek
Edycja świdnicka 42/2018, str. III

Różaniec jest potężną bronią w walce ze złem. Dlatego w parafii św. Barbary w Wałbrzychu została zorganizowana akcja modlitewna pod hasłem „Różaniec do granic parafii”, której celem jest odnowa duchowa wspólnoty

Adrian Ziątek
Wspólna modlitwa różańcowa

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi...”. Nic dodać, nic ująć. Te słowa zaczerpnięte z modlitwy św. Bernarda wskazują jasno, że Maryja nigdy nie opuszcza swoich dzieci, czyli tak naprawdę nas wszystkich, którzy się do Niej uciekamy. Modlitwa za przyczyną Matki Bożej jest najlepszą inwestycją, jaką możemy podjąć w swoim życiu. Bo przecież jak Chrystus może odmówić swojej Matce, która Go o coś prosi? I właśnie taką ufnością ożywieni zanosimy swoje modlitwy pełne próśb, dziękczynienia i przebłagania za przyczyną naszej niebiańskiej Matki.

Bardzo dobrze jest nam znana akcja „Różaniec do granic”, która zapoczątkowana została w Polsce i swoim dobrym efektem można powiedzieć poszerzyła się na cały świat. Widząc ten dobry efekt, wierni z parafii św. Barbary w Wałbrzychu postanowili zaczerpnąć z tej akcji i zrealizować ją w nieco mniejszym zasięgu. Tak właśnie powstał „Różaniec do granic parafii”. Zorganizowanie tej akcji modlitewnej było motywowane modlitwą o odnowę duchową parafii. Nie ma co ukrywać, że Wałbrzych jest miastem, które boryka się ze znacznym problemem braku praktyk religijnych wśród mieszkańców miasta. Według statystyk z ubiegłych lat, do wałbrzyskich kościołów co niedzielę uczęszcza od 9 do 19% wszystkich mieszkańców miasta, co stanowi niezadowalający wynik. Przyczyn może być wiele, począwszy od komunistycznego planu wykrzewienia w mieście religijności i wiary, który do dzisiaj ma swoje efekty, narastającym ubóstwie mieszkańców po zamknięciu kopalń, aż w końcu emigracji wielu mieszkańców za granicę w celu polepszenia warunków niezbędnych do życia.

Widząc potrzebę odnowy duchowej i nawrócenia mieszkańców, parafianie postanowili chwycić za różaniec i wyjść na ulicę, modląc się publicznie w przedstawionych intencjach. Wałbrzyska parafia św. Barbary graniczy z czterema parafiami, tak też spotkania modlitewne u granic odbyły się cztery razy. Akcję rozpoczęto w sobotę 8 września. Tak się złożyło, że był to dzień liturgicznego wspomnienia narodzenia Matki Bożej. Można powiedzieć, to taki prezent dla Matki Bożej. – Kolejna sobota i kolejne spotkanie to również dzień poświęcony Matce Bożej i to tej szczególnej, bo Bolesnej, która patronuje właśnie naszemu miastu – wspomina jeden z parafian. Ostatnie spotkanie modlitewne odbyło się w sobotę 29 września. Były to wspaniałe spotkania modlitewne, które zgromadziły wielu parafian. Z początkiem pojawiały się pewne obawy i różne opinie, które negowały pomysł tej modlitewnej akcji. Jednak Matka Boża najwidoczniej chciała, aby za Jej wstawiennictwem prosić o odnowę duchową i nawrócenie mieszkańców parafii.

Na spotkaniach gromadziło się ok. 30-55 osób, które przykładem żywej wiary, z różańcem w ręku, wśród swoich sąsiadów, znajomych, przejeżdżających obok samochodów, przechodniów patrzących niekiedy z niedowierzaniem prosiło w modlitwie o powrót do Boga i Kościoła tych, którzy wiarę w swoim życiu stracili, a może jej szukają.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Godzina Łaski 8 grudnia godz. 12.00-13.00

2014-12-02 14:50

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 49/2014, str. 16-17

Niewielu w Polsce słyszało o objawieniach Matki Bożej w Montichiari-Fontanelle, choć przyjęło się już w licznych parafiach nabożeństwo zwane Godziną Łaski. Przypada ono w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia od godziny 12 do 13. U jego początków są właśnie objawienia Matki Bożej Róży Duchownej we włoskim Montichiari

Monika Książek
Figura Matki Bożej Niepokalanej w Krościenku

O niewielkim miasteczku w północnej Italii, u podnóża Alp, 20 km od Brescii, zrobiło się głośno tuż po II wojnie światowej. Wówczas to, w roku 1946, najpierw w Montichiari, a potem - w następnych latach - w położonej nieco na uboczu dzielnicy Fontanelle Matka Boża wielokrotnie ukazała się Pierinie Gilli, pielęgniarce z miejscowego szpitala. Dzięki tym objawieniom miasteczko zupełnie zmieniło swój charakter, m.in. w górującym nad okolicą starym zamku, zwanym obecnie Zamkiem Maryi, ulokowano ośrodek dla ludzi chorych i starych, natomiast przy źródle w Fontanelle - według życzenia Maryi - powstał ogromny ośrodek leczniczy z basenami z leczącą wodą z poświęconego przez Najświętszą Pannę źródła.

Pierina Gilli

Powiernicą Matki Bożej - jak wspomniałem - była Pierina Gilli, urodzona 3 sierpnia 1911 r. w wiosce San Giorgio pod Montichiari. Pochodziła ona z biednej, wielodzietnej rodziny. Gdy jej ojciec, Pancrazio, zmarł wskutek ran odniesionych podczas I wojny światowej, mała Pierina trafiła do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Sytuacja materialna rodziny poprawiła się, kiedy jej matka, Rosa, wyszła powtórnie za mąż, i Pierina mogła wrócić do domu. Była jednak źle traktowana przez ojczyma. W trudnych chwilach - jak wspominała - śpiewała Litanię loretańską do Matki Bożej, by powstrzymać jego agresję.

W wieku 18 lat podjęła pracę jako pielęgniarka w szpitalu w Montichiari. Przekonana od dzieciństwa o opiece Matki Bożej, pragnęła wstąpić do zakonu, jednak z powodu słabego zdrowia i braku posagu nie została przyjęta. Nie załamując się, oddała Maryi swoje życie. Postanowiła równocześnie praktykować uczynki miłosierdzia i pokuty. Pod wpływem duchowych natchnień złożyła prywatny ślub czystości i odmówiła zamążpójścia. Celem wybranej przez nią drogi było uświęcenie własne, a także ofiarowanie praktyk pokutnych oraz cierpień za przeżywających trudności kapłanów oraz osoby konsekrowane.

Ponownie starała się o przyjęcie do zakonu w 32. roku życia. Choć została przyjęta do Zgromadzenia Służebnic Miłosierdzia, nie złożyła ślubów wieczystych, głównie z powodu nękających ją ciężkich chorób. W wieku 35 lat po raz pierwszy miała widzenie Matki Bożej.

Objawienia Róży Duchownej

Pierwsze objawienie Pierina przeżyła 24 listopada 1946 r. podczas pracy w szpitalu. Ujrzała płaczącą Madonnę z zanurzonymi w piersi trzema mieczami. Szatę Maryi zdobiły trzy róże: biała, czerwona i złota. Maryja nazwała siebie Różą Duchowną. Głównym przesłaniem była prośba o szerzenie kultu Matki Bożej Róży Duchownej w intencji uświęcenia dusz konsekrowanych. Kiedy Pierina opowiedziała o tym widzeniu swojemu spowiednikowi, nie znalazła zrozumienia, co więcej - nakazał jej milczenie.

Podczas kolejnych widzeń i mistycznych ekstaz Pierina widziała Matkę Bożą w różnych miejscach: w domowym oratorium, w szpitalnej sali, w domowej kaplicy, w kościołach... Świadkami tych objawień były setki osób. W licznych orędziach Matka Boża nawiązywała do wielkich objawień: w Lourdes - nazywając się Niepokalanym Poczęciem; w Fatimie - pragnąc, aby rozwijano w zgromadzeniach zakonnych nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca i czczono Ją pod wezwaniem Róży Duchownej (Mistycznej); na rue du Bac w Paryżu - nakazując wybicie medalika podobnego do tego z 1830 r., kiedy to miały miejsce objawienia św. Katarzynie Labouré. Już bodaj z tego wynika, że przesłania Maryi w Montichiari okazały się bardzo kościelne, a tym samym uniwersalne, stąd też figury Matki Bożej Róży Duchownej zaczęto wkrótce stawiać w wielu kościołach na całym świecie.

Fenomenem tych objawień jest wspomniana Godzina Łaski: 60 minut między godz. 12.00 a 13.00 w dniu 8 grudnia, czyli w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Oto Jej słowa: „Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”.

Słowo Kościoła

Objawienia z Montichiari przez wiele lat nie były zatwierdzone przez Kościół, mimo że potwierdziły je cuda uzdrowień, zjawiska świetlne i słoneczne oglądane wielokrotnie w Montichiari, a nawet to, że papież Paweł VI miał na swoim biurku statuę pielgrzymującej Madonny Róży Duchownej.

Biskup Brescii Giacinto Tredici, który ostatecznie musiał wydać werdykt o prawdziwości objawień, nie będąc im przeciwny, sugerował Pierinie Gilli życie w ukryciu. Ta pokornie zastosowała się do zaleceń i przez wiele lat mieszkała w skromnym domku przy franciszkańskim klasztorze w Fontanelle, gdzie spotykała się z pielgrzymami w swojej niedużej kaplicy. Aż do śmierci prowadziła pustelnicze życie. Poświęciła się modlitwie i pokucie, jednak nigdy nie przywdziała habitu zakonnego. Zmarła w opinii świętości 12 stycznia 1991 r., nie doczekawszy się zatwierdzenia objawień. Jej grób i miejsca objawień odwiedza rocznie ponad 100 tys. pielgrzymów.

Kolejny biskup Brescii, Giulio Sanguinetti, widząc, jak statuy Maryi z trzema różami na piersiach lub też z trzema mieczami zdobywają świat, 15 sierpnia 2000 r. uznał kult Matki Bożej Róży Duchownej z objawień w Montichiari. Przesłał także list do dwóch stowarzyszeń, które spontanicznie zajmowały się miejscami kultu w Fontanelle. Poinformował je o mianowaniu „kapłana, który ma zająć się sprawą kultu, w osobie Pierino Bosellego, dyrektora diecezjalnego wydziału do spraw liturgii”. Wkrótce w Montichiari powstało nowe stowarzyszenie, utworzone z dwóch dotychczasowych, zatwierdzone przez biskupa i przez proboszcza Montichiari ks. Franco Bertoniego. Jego celem jest szerzenie pobożności do Matki Bożej w Fontanelle. To nowe stowarzyszenie nazywa się Róża Duchowna - Fontanelle.

Uznanie objawień Róży Duchownej wpłynęło na jeszcze liczniejsze fundowanie świątyń pod tym wezwaniem, powstały nowe ruchy religijne; także wiele osób, które odwiedzają i poznają Montichiari, odkrywa powołanie kapłańskie lub zakonne. Chociaż więc objawienia w Montichiari-Fontanelle nie wniosły szczególnie wiele nowego czy to do teologii, czy do pobożności maryjnej, to należałoby napisać, że Bóg zawsze wybiera sobie tylko znany i właściwy moment na swoje przesłanie do Kościoła i świata. Orędzie Matki Bożej z Montichiari jest wołaniem o zagrożoną świętość kapłanów i osób konsekrowanych, jest wezwaniem do modlitwy, do podejmowania dzieł zadośćuczynienia i pokuty szczególnie za tych kapłanów, którzy przeżywają kryzys wiary, a nierzadko odchodzą z drogi powołania lub nawet otwarcie zaczynają walczyć z Kościołem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Pomoc dla Kresowian

2018-12-11 13:42

Sławomir Błaut

W ratuszu miejskim przy placu dr. Wł. Biegańskiego w Częstochowie 10 grudnia miało miejsce podsumowanie akcji charytatywnej pod hasłem „Pomoc Polakom i polskim dzieciom na Kresach”.

Sławomir Błaut

Spotkanie zgromadziło osoby zaangażowane w akcję. Przybyli m.in.: ks. Ryszard Umański, wiceprezydent miasta Ryszard Stefaniak, Rafał Piotrowski – dyrektor Zespołu Szkół Technicznych im. Jana Pawła II w Częstochowie, a także dyrektorzy szkół, przedszkoli oraz organizacji biorących udział w przedsięwzięciu.

Sławomir Błaut

Jak podkreślił znany społecznik ks. Ryszard Umański, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w Częstochowie – pomysłodawca akcji pomocy dla Kresowian – w 2018 r. przypadła już 6. edycja „Mikołaja dla Kresów”. – W tym roku w akcję włączyło się ponad 70 częstochowskich szkół – powiedział kapłan. – 12 ton darów trafiło do osób potrzebujących m.in. na Białoruś, Ukrainę i Litwę. Dodał, że w ramach inicjatywy pomocy Polakom na Kresach, zaangażowani nauczyciele, uczniowie oraz samorządowcy uczestniczą co roku w wyjazdach na dawne Kresy Rzeczypospolitej, by poznać te niezwykle piękne ziemie, na których zachowało się wiele śladów polskości.

Pozostali tam Polacy nie są Polonią – oni pozostali na polskiej ziemi, tylko granice zostały, decyzją mocarstw „przesunięte” na zachód po zakończeniu II wojny światowej. Nasi rodacy wciąż bronią tam polskości, dbają o miejsca pamięci narodowej.

Jedną z takich osób jest historyk, Józef Porzecki, zaproszony do Częstochowy na podsumowanie akcji pomocy dla Kresów. Zaprezentował on zgromadzonym w ratuszu miejskim wykład pt. „Kresowe wspomnienia”, zabierając obecnych w sentymentalną podróż po Kresach, przypominając m.in. losy Polaków w Grodnie i na Grodzieńszczyźnie, skąd pochodzi.

Na tej ziemi jest ok. 300 miejsc polskiej pamięci – kościoły, kaplice, cmentarze, mogiły bohaterów walczących za wolność Ojczyzny, pomniki, obeliski, domy, w których wychowywali się znani patrioci. Dużo jest grobów młodzieży – orląt poległych w obronie Rzeczypospolitej. Józef Porzecki pokazał wiele zdjęć miejsc przypominających polskość na Grodzieńszczyźnie, którymi się opiekuje. Podkreślił, że obrona polskości na Kresach jest niezwykle ważna, gdyż na Litwie, Białorusi i Ukrainie uczy się w szkołach historii widzianej z sowieckiej perspektywy.

Józef Porzecki oraz jego córka Justyna otrzymali medale prezydenta miasta Częstochowy. Wręczono także dyplomy za pracę charytatywną dla częstochowskich przedszkoli, szkół podstawowych, średnich, zawodowych i specjalnych. Spotkanie w ratuszu miejskim uświetniły występy pieśni patriotycznych i kresowych w wykonaniu Justyny Porzeckiej, uczniów Szkoły Podstawowej nr 48 w Częstochowie oraz Zespołu Szkół im. Jana Kochanowskiego przy ul. Warszawskiej w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem