Reklama

Dałem radę

2017-09-21 09:32

Oprac. KK i AS
Edycja wrocławska 39/2017, str. 6-7

Agnieszka Bugała
Abp Marian Gołębiewski

Z arcybiskupem seniorem archidiecezji wrocławskiej Marianem Gołębiewskim z okazji 80. rocznicy urodzin rozmawia Adrianna Sierocińska

ADRIANNA SIEROCIŃSKA: – Spotykamy się w przeddzień 80. rocznicy urodzin Księdza Arcybiskupa. Czy te lata szybko minęły?

ABP MARIAN GOŁĘBIEWSKI: – Z jednej strony wydaje się, że szybko, ale jak zastanawiam się głębiej, to jednak to trwało trochę. 80 lat to jednak jest spory kawał czasu.

– Powspominajmy trochę i powróćmy do domu rodzinnego, do pierwszych lat życia Księdza Arcybiskupa. Jak Ksiądz wspomina ten czas?

– Zawsze dzieciństwo jest pięknym czasem w życiu człowieka i właściwie całe życie odnosi się do tego okresu. W moim wypadku to była sytuacja dosyć dziwna, bo urodziłem się 2 lata przed wojną. Początku wojny nie pamiętam, ale jej końcówkę bardzo świadomie. Nie był to okres korzystny dla rozwoju dziecka, tym bardziej, że moje strony rodzinne należały do tzw. Warthegau, czyli Okręgu Warty, a więc był to teren przyłączony do Rzeszy, gdzie Polacy byli traktowani w sposób bardzo surowo przez prawo niemieckie. Właściwie to żadnych praw nie mieli, musieli tylko ciężko pracować, życie było bardzo skromne, bardzo wymagające, także od strony społecznej i politycznej. To był okres trudny, ale zawsze było to dzieciństwo, było więc ciepło domu rodzinnego, miłość rodziców, wspólnota rodzinna, bo nas było pięcioro w domu. Ja byłem najmłodszy. I to wszystko stanowi to, co nazywamy dzieciństwem. Jest tam więc również i radość, i piękno, i wspomnienia radosne, pomimo koszmaru wojny.

– Jak Ksiądz Arcybiskup odkrywał swoje powołanie?

– Powiedziałbym, że w jakimś sensie wpływał na mnie miejscowy ksiądz proboszcz Karol Mendera. Gdy przyjechał po wojnie do parafii, to jeszcze chodził w habicie paulińskim, a potem już przywdział sutannę. Miał charyzmat, jeśli chodzi o nauczanie religii w szkole, dał mi do zrozumienia w sposób dyskretny, że mógłbym w przyszłości zostać księdzem. I to zaczęło kiełkować i w ten sposób coraz bardziej dojrzewało w postaci powołania.

– Wspomniał Ksiądz Arcybiskup, że pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jakie były reakcje na to powołanie w rodzinie?

– Mój ojciec raczej nie był przeciwny, ale wolał, abym wybrał jakiś zawód praktyczny, żebym szybko zaczął zarabiać na siebie, bo takie były wówczas realia. Moja matka, oczywiście była za i pewnie wymodliła to powołanie. Ale ostatecznie rodzice byli za tym, żeby pójść do seminarium i w tym kierunku się kształcić.

– A czas przygotowania do święceń kapłańskich, czas seminarium i pierwsze lata kapłaństwa? Jaki był?

– Do święceń kapłańskich przygotowuje się człowiek długo, bo wyższe seminarium trwa sześć lat, w moim przypadku chodziło o Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku. Przechodzi się formację bardzo gruntowną: 2 lata filozofii i 4 lata teologii. Teologii uczyliśmy się jeszcze z podręczników łacińskich. Wtedy łacina była na takim poziomie, że spokojnie można było studiować i nie sprawiało większych trudności, np. przeczytanie tekstu z łaciny, jego zrozumienie i przetłumaczenie na polski. Była to solidna formacja i przygotowanie w duchu jeszcze przedsoborowym. Święcenia otrzymałem 24 czerwca 1962 r. w katedrze wrocławskiej. A w październiku zaczął się II Sobór Watykański i uważam to za wielkie szczęście, że wtedy właśnie – jako młody ksiądz – mogłem obserwować z wielkim entuzjazmem to, co dzieje się w Kościele. Może zbytni był ten entuzjazm, ponieważ realia są trudniejsze i proces zmian będzie jeszcze trwał długo. W „Tygodniku Powszechnym” ukazywała się wówczas rubryka, którą redagował Jerzy Turowicz, ówczesny redaktor naczelny pisma, a która nosiła tytuł „Jerzy Turowicz telefonuje z Rzymu”. Drugą gazetą, raczej prosystemową było „Słowo powszechne” wydawane przez ówczesny PAX, tam też były przemycane pewne informacje z Soboru. Poza tym jeśli chwyciło się np. Wolną Europę, to trochę więcej tych informacji się nazbierało, bo wiadomości o Soborze w mediach informacyjnych było bardzo mało.

– Skąd wzięły się zainteresowania biblijne Księdza Arcybiskupa?

– Była to droga pewnego przypadku. W pierwszych rozmowach, które prowadził ze mną śp. bp Antoni Pawłowski, biskup naszych święceń, była to propozycja studium łaciny, pod kątem pracy kurialnej, bo wtedy wszystkie dokumenty i pisma do Rzymu były redagowane po łacinie i ktoś musiał znać styl, którym posługiwała się Kuria Rzymska. Przyjąłem to dosyć chętnie, bo miałem dobrze opanowaną łacinę. Ale – jak przed chwilą wspomniałem – zaczynał się Sobór. Na skutek postanowień Soboru stosunek Kościoła do łaciny zmienił się, dopuszczono język narodowy w liturgii, więc sprawa moich studiów stała się trochę nieaktualna. Po jakimś czasie znowu zostałem wyzwany do kurii we Włocławku, gdzie bp Pawłowski powiedział, żebym podjął studia biblijne. Byłem zaskoczony, bo miały to być studia łacińskie, a nagle wyszły biblijne: bardzo trudne, długie, wymagające zwłaszcza znajomości języków biblijnych. Trochę się przestraszyłem. Poprosiłem o chwilę namysłu. Poszedłem do wikariusza generalnego, którym był wówczas ks. prałat Kazimierz Małecki i przedstawiłem mu sprawę prosząc o radę. A on, praktyk kurialny i duszpasterski, powiedział: „Nie oglądaj się, bierz, co dadzą. Jak pojedziesz do Rzymu, to się rozpatrzysz i zadecydujesz. A jak wiatry się odwrócą, to nic z tego nie będzie”. Wróciłem do biskupa i zgodziłem się.

– Pierwsza diecezja koszalińsko-kołobrzeska. Jak Ksiądz Arcybiskup wspomina ten czas?

– Pierwsza parafia to pierwsza miłość, pierwsza diecezja to także pierwsza miłość. Wspominam ją bardo mile, aczkolwiek była duża różnica pod względem potencjału materialnego w stosunku do Wrocławia. Na tych terenach było prawie 80% PGR-ów, które upadły i ówczesne ekipy rządowe były bezradne wobec tego problemu. Tam wszystko się rozwiązało, rozleciały się te PGR-y, ludzie zostali „na lodzie”. Jeździłem po diecezji, patrzyłem na te obiekty, które zaczęły niszczeć, tylko wiatr poruszał wrotami u stodół. Pod tym względem był to nieciekawy obraz. Od strony duszpasterskiej musiałem pochylać się nad ludźmi, którzy pracowali w tych PGR-ch, żeby im pomóc, bo byli też tacy, którzy sobie nie radzili. Byli rozbrajająco szczerzy, mówili w ten sposób: „Nie było tak źle. Pensja była nie za wysoka, ale resztę się dokradło”. Pod względem etnicznym to obszar podobny do archidiecezji wrocławskiej. Ludzie są tam bardzo otwarci, ale musieli znaleźć się w tym nowym kontekście i zbudować sobie nowy dom i ojczyznę. Poza tym jest tam piękny krajobraz, wiele jezior. Na wiosnę to wszystko wygląda jak raj. Pod tym względem diecezja ta zostawiła we mnie miłe wspomnienia.

– A jakie wyzwania przed Księdzem Arcybiskupem stawiała archidiecezja wrocławska?

– To była diametralnie różna sytuacja. Choć spektrum etnograficzne było podobne, to z drugiej strony wymagania były o wiele większe, bo na Dolnym Śląsku jest np. wiele uczelni wyższych. Wrocław, którzy od 1990 roku rzeczywiście się odbudowywał, z każdym dniem robił się coraz piękniejszy. W mieście dużo się działo: imprezy, inauguracje roku akademickiego, a także dużo innych kulturalnych sympozjów itd. Byłem proszony na te spotkania i zawsze trzeba było kilka słów powiedzieć, a słuchacze są tu wymagający. Poza tym nowe parafie, prężne, dynamicznie się rozwijające, nowe zjawiska w parafiach, to wszytko wymagało coraz większego zaangażowania, większej pracy, refleksji.

– Od kilku lat jest Ksiądz Arcybiskup seniorem. Czy to jest czas odpoczynku?

– Piszę dzienniki, w tej chwili opisuję okres mojej posługi we Wrocławiu. I sam się dziwię, jak ja dałem radę. W ciągu dnia trzy posługi w trzech różnych miejscach i wszędzie trzeba było być przygotowanym. Okres emerytury jest zdecydowanie spokojniejszy. Jeżdżę na bierzmowania, włączam się w różne posługi diecezjalne, bardzo często jestem na pogrzebach księży. Mam więcej czasu na lekturę i modlitwę. Wcześniej nie mogłem zdążyć przeczytać prasy, a co dopiero wziąć do ręki książki, która wymaga cierpliwości i wytrwałości. Ale w tej chwili mogę sobie na to pozwolić.

– Bardzo dziękuję za rozmowę, a z okazji tego pięknego jubileuszu życzymy Księdzu Arcybiskupowi Bożego błogosławieństwa i wielu lat życia w zdrowiu.

– Dziękuję bardzo Pani Redaktor i Współpracownikom i życzę wielu sukcesów.

Tagi:
jubileusz

Bp Napierała: życie na ziemi należy uczynić drogą do nieba

2018-06-24 12:17

ek / Poznań (KAI)

Należy życie na ziemi uczynić drogą do nieba. W trosce o Królestwo Boże, o zbawienie, wyrażał się sens posługi pierwszego biskupa Jordana oraz każdego jego następcy aż po nasze czasy – mówił bp Stanisław Napierała, który przewodniczył Mszy św. w poznańskiej Farze przy obrazie Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania w ramach obchodów 1050-lecia biskupstwa w Poznaniu.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska
Matka Boża w Cudy Wielmożna, Pani Poznania

W homilii bp Napierała przypomniał, że dwa lata po chrzcie przyjętym przez Mieszka I, Polska otrzymała pierwszego biskupa. – Chrzest w 966 roku i pierwszy biskup w 968 roku są w historii naszego narodu wydarzeniami fundamentalnymi. Chrzest oznacza początek chrześcijaństwa, natomiast pierwszy biskup oznacza osiągnięcie w rozwoju chrześcijaństwa w Polsce poziomu, który domagał się ustanowienia struktur organizacyjnych i hierarchicznych, jakie są właściwe dla Kościoła lokalnego – wyjaśnił i dodał, że wymienione wydarzenia: chrzest Polski i pierwszy biskup są łączone z Poznaniem.

Za św. Janem Pawłem II wskazał, że „pierwszy biskup był zapewne biskupem misyjnym o imieniu Jordan. Siedzibą jego był prawdopodobnie Poznań, a zasięg jego biskupiej posługi szedł w parze z postępem ewangelizacji piastowskiej dziedziny”.

Zaznaczył, że we współczesnych czasach rolę biskupa kierującego Kościołem lokalnym albo partykularnym określił Sobór Watykański II. – Biskup jest prawowitym nauczycielem wiary, głosi autentyczną naukę Bożą i troszczy się o jej czysty przekaz – powiedział.

Podkreślał, że w 1050-lecie początku biskupstwa poznańskiego wpisuje się 50-lecie koronacji obrazu Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania. – Te dwa jubileusze są wielce wymowne. Przypominają prawdę, że dziejów Polaków nie można zrozumieć bez równoczesnej wiary w Chrystusa i Jego Matkę, Najświętszą Maryję – wskazał biskup.

Odwołując się do Ewangelii zaznaczył, że najważniejsze dla człowieka jest zbawienie. – Najważniejsze jest niebo. Należy życie tu na ziemi uczynić drogą do nieba, a więc drogą do uczestniczenia w życiu, jakim żyje Bóg. W trosce o Królestwo Boże, o zbawienie, o niebo, wyrażał się sens posługi pierwszego biskupa Jordana oraz każdego jego następcy aż po nasze czasy – mówił bp Napierała.

Po Mszy św. wyruszyła procesja z obrazem Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania do katedry pod przewodnictwem prymasa Czech kard. Dominika Duki, legata papieskiego na obchody jubileuszowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

10.000 euro dla Syrii

2018-06-23 08:22

Marian Florek

W dniu 22 czerwca 2018 r. w auli Tygodnika Katolickiego „Niedziela” odbyła się konferencja prasowa poświęcona działaniom pomocowym Caritas Polska na rzecz Syrii, gdzie od wielu lat trwa wojna.

Marian Florek
Zobacz zdjęcia: 10.000 euro dla Syrii

W spotkaniu zorganizowanym wspólnie przez Caritas Polska, Caritas archidiecezji częstochowskiej i tygodnik katolicki „Niedziela”, obok arcybiskupa Tobji wzięli udział również: ks. Marek Dec, zastępca dyrektora Caritas Polska, ks. Marek Bator, dyrektor Caritas archidiecezji częstochowskiej, Sylwia Cieślar Hazboun, pracownik Caritas Polska raz przedstawiciele Hope Center w Aleppo: Safir Salim i Freddy Youssef.

Wspaniałym finałem obecności syryjskich gości było przekazanie na Jasnej Górze od Caritas Archidiecezji Częstochowskiej przez abp. Wacława Depo czeku na kwotę 10.000 euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek: każda rodzina powinna być sanktuarium życia

2018-06-24 12:34

st (KAI) / Watykan

Ludzkie życie jest i pozostaje tajemnicą, a rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia – powiedział Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”. Papież nawiązał do fragmentu Ewangelii (Łk 1,57-66.80), czytanego w dzisiejszą uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela.

Grzegorz Gałązka

Mówiąc o nieoczekiwanym już poczęciu św. Jana Chrzciciela Franciszek podkreślił, że napełniło ono radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie, przekraczało bowiem ludzką logikę i możliwości. „Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię” – zauważył papież.

Zaznaczył, że całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest "radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności". Papież zachęcił do rachunku sumienia: jaka jest moja wiara, czy jest radosna, otwarta na zaskoczenia i czy w duszy pojawiła się wdzięczność.

„Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia” – zakończył swoje rozważanie papież.


Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj liturgia zachęca nas do obchodzenia uroczystości Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Jego narodziny to wydarzenie, które rzuca światło na życie jego rodziców, Elżbiety i Zachariasza, ogarniając radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie. Ci podeszli wiekiem rodzice wymarzyli a także przygotowywali ten dzień, ale już się go nie spodziewali: czuli się wykluczeni, upokorzeni, rozczarowani: nie mieli dzieci. W obliczu zapowiedzi narodzin syna (por. Łk 1, 13), Zachariasz pozostał niedowiarkiem, bo prawa naturalne na to nie pozwalały: byli starzy, w podeszłym wieku. Zatem Pan sprawił, że był niemy przez cały okres ciąży (por. w. 20). To znak. Ale Bóg nie jest uzależniony od naszej logiki i naszych ograniczonych ludzkich możliwości. Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię.

A teraz, gdy wydarzenie ma miejsce, gdy Elżbieta i Zachariasz doświadczają, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37), ich radość jest wielka. Dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 1,57-66.80) ogłasza narodziny, a następnie koncentruje się na momencie nadania dziecku imienia. Elżbieta wybiera imię obce tradycji rodzinnej i mówi: „ma otrzymać imię Jan” (w. 60), co oznacza „Bóg okazał łaskę”. I rzeczywiście Jan, darmo dany i już nieoczekiwany dar, będzie świadkiem i zwiastunem Bożej łaski dla ubogich, którzy wyczekują z pokorną wiarą Jego zbawienia. Zachariasz niespodziewanie potwierdza wybór tego imienia, pisząc je na tabliczce – był bowiem niemy - i „natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga” (w. 64). Całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności: ludzie ogarnięci są świętą bojaźnią Bożą i „w całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło” (w. 65). Bracia i siostry, wierny lud zdaje sobie sprawę, że stało się coś wielkiego, chociaż pokornego i ukrytego, i zastanawia się: „Kimże będzie to dziecię?” (w. 66).

Wierny lud Boży jest zdolny do przeżywania wiary z radością, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Ale spójrzmy na tych ludzi, którzy dobrze mówili o tej cudownej rzeczy, o tym cudzie narodzin Jana, i czynili to z radością, byli szczęśliwi, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Patrząc na to, zadajmy sobie pytanie: jaka jest moja wiara? Czy jest to wiara radosna, czy też wiara zawsze taka sama, wiara płaska? Czy mam poczucie zadziwienia, gdy widzę dzieła Pana, kiedy słyszę o ewangelizacji lub życiu jakiegoś świętego, lub kiedy widzę tak wielu ludzi dobrych: czy odczuwam w swoim wnętrzu łaskę, albo też nic w moim sercu się nie porusza? Czy potrafię odczuć pociechę Ducha Świętego, czy też jestem na to zamknięty? Niech każdy z nas postawi sobie pytanie w rachunku sumienia: „Jaka jest moja wiara? Czy jest radosna? Czy jest otwarta na niespodzianki Boga, bo Bóg jest Bogiem niespodzianek? Czy zakosztowałem w duszy poczucia zadziwienia jakie sprawia obecność Boga, tego poczucia wdzięczności?”. Pomyślmy o tych słowach, które są duszą wiary: radości, poczucia zadziwienia, poczucia niespodzianki i wdzięczności.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia, a każde narodziny dziecka niech rozbudzają radość, zadziwienie i wdzięczność.



"Wczoraj w Asunción w Paragwaju została ogłoszona błogosławioną Maria Felicja od Jezusa Eucharystycznego, imię świeckie Maria Felicia Guggiari Echeverría, zakonnica zakonu karmelitanek bosych. Żyła w pierwszej połowie XX wieku, entuzjastycznie przyłączyła się do Akcji Katolickiej i opiekował się starszymi, chorymi i więźniami. To bogate doświadczenie apostolstwa, wspierane przez codzienną Eucharystię, doprowadziło ją do poświęcenia się Panu. Zmarła w wieku 34 lat, z pogodzona ze swoją chorobą. Świadectwo tej młodej błogosławionej jest zaproszeniem dla wszystkich młodych ludzi, zwłaszcza Paragwajczyków, do życia z hojnością, łagodnością i radością. Nazywano ją `Chiquitunga`, tzn. „Maleńka”" - powiedział Franciszek i poprosił aby osobę nowej błogosławionej uczcić brawami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem