Reklama

Arche Hotel

Ministerstwo Środowiska

Eksport lasów do Kazachstanu

2017-09-20 14:27

Sylwia Niedzieska
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. VIII

Free-Photos/pixabay.com

Polscy leśnicy, których w ojczyźnie oskarża się o „niszczenie przyrody”, w Kazachstanie traktowani są jak ekologiczni wybawcy

Kazachowie dostrzegają bogactwo przyrodnicze polskich lasów i są nimi zachwyceni. Polscy leśnicy są dla nich przewodnikami, mającymi wiedzę, doświadczenie i znającymi nowoczesne technologie. Dlatego też władze Kazachstanu chcą importować do siebie polskie wzorce, aby ich stepowy kraj stał się bardziej zielony.

Na większości obszarów Kazachstanu, który jest dziewięciokrotnie większy od Polski, lasy zajmują jedynie 2 proc. terytorium, a w Polsce to prawie 30 proc. Gdy do tego dołączymy panujący tam ciężki klimat – latem temperatura dochodzi nawet do 40°C, a zimą spada do -40°C, zrozumiemy pragnienie obywateli Kazachstanu, by ich stepowy klimat choć trochę złagodniał. Skutecznym sposobem na jego poprawę są lasy, które na stepie w sposób naturalny nie pojawią się nigdy. Stąd przedstawiony przez prezydenta Nursułtana Nazarbajewa wielki plan zazielenienia Kazachstanu ma dla nich tak istotne znaczenie.

Współpraca polsko-kazachska

Gdy w czasie rozmów na ulicach Astany z przypadkowo napotkanymi osobami słyszą one słowo „Polska”, to jednym tchem wymieniają dwa nazwiska – Robert Lewandowski i prof. Lech Płotkowski. Skąd bierze się sława polskiego profesora nauk leśnych w odległym Kazachstanie?

Reklama

Obecną popularność naukową prof. Płotkowskiego w daleko położonym kraju można porównać trochę do Ignacego Domeyki, który stworzył nowoczesną gospodarkę i szkolnictwo w Chile w XIX wieku. O ile w Ameryce Południowej chodziło o eksplorację surowców naturalnych, to w przypadku Kazachstanu naukowcy starają się wzbogacić różnorodność biologiczną stepowego kraju. Już w latach 50. ubiegłego wieku kazachscy profesorowie zgłosili projekt stworzenia szkolnictwa rolniczego. Powstał wtedy pierwszy Uniwersytet Agronomiczno-Techniczny w Ałmaty, a na nim Wydział Leśny. Jednym z pierwszych, który zrobił tam doktorat, jest nestor kazachstańskich leśników – prof. Sabit Baizakov.

Losy obu profesorów splotły się 12 lat temu, gdy prezydent Nazarbajew zaczął fundować dla najlepszych studentów stypendia umożliwiające studiowanie w Polsce. – Takie stypendia otrzymują tylko wybitni studenci – opowiada „Niedzieli” prof. Lech Płotkowski ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Naukowiec współpracujący z wieloma zagranicznymi uczelniami specjalizuje się w zakresie ekonomiki leśnictwa i zarządzania gospodarstwem leśnym.

Wymiana studentów spowodowała ożywienie w kontaktach naukowców. Profesorowie z Kazachstanu zaczęli przyjeżdżać do Polski, a prof. Płotkowski zaczął odwiedzać Kazachstan ze swoimi wykładami. – Pamiętam, jak przyjechała kazachska delegacja, która odwiedziła Ministerstwo Środowiska. Odbyli oni naukowe seminarium i oczywiście zwiedzali polskie lasy. Byli zachwyceni – wspomina prof. Płotkowski, który dla Kazachstanu stał się naukowym łącznikiem między Ałmaty, Warszawą i Uniwersytetem we Fryburgu, z którym współpracuje od 1993 r.

Polski Dzień Lasu w Astanie

Nad Wisłą Kazachstan nie jest znanym ośrodkiem naukowym, ale przed tym rejonem jest duża przyszłość. Uniwersytet w Ałmaty przyciąga studentów z całej Azji Środkowej. – Gdy rozmawiałem z ludźmi z Uzbekistanu, Kirgistanu, Mongolii, Pakistanu, zrozumiałem, że uczelnie w Kazachstanie zaczynają pełnić rolę regionalnego lidera w zakresie rolnictwa i leśnictwa. Dlatego wymiana naukowa m.in. z Uniwersytetem w Ałmaty jest taka ważna z punktu widzenia także polskiej nauki – tłumaczy prof. Płotkowski.

Jest już tradycją, że na jesieni do Polski przyjeżdżają 20-osobowe grupy najlepszych kazachstańskich magistrantów z Wydziału Leśnego i Rolniczego. Zwiedzają SGGW, laboratoria na Wydziale Leśnym, Instytut Badawczy Leśnictwa w Sękocinie Starym k. Warszawy oraz szkółkę w Skierdach, gdzie produkuje się sadzonki sosny mikoryzowanej, która jest osiągnięciem polskiej technologii. – Zalesianie stepów rządzi się zupełnie innymi prawami niż w Polsce. Studenci zdobywają profesjonalną wiedzę o procesach zalesieniowych, mających wpływ na klimat – mówi profesor.

Rezultatem współpracy będzie m.in. polsko-kazachstańska publikacja dotycząca ekonomicznych podstaw gospodarki leśnej. – Nowością dla Kazachów jest wiedza o tym, że zasoby leśne są ważną częścią polskiej gospodarki – mówi prof. Płotkowski.

Podczas gdy w Polsce prowadzona jest na szeroką skalę kampania medialna przeciwko Lasom Państwowym, na EXPO 2017 w Astanie gospodarka leśna oraz nauka o lasach była jednym z polskich hitów eksportowych. Ogromnym zainteresowaniem Kazachów cieszyła się tematyka zalesiania i wykorzystania zasobów przyrodniczych do stymulowania wzrostu gospodarczego. We współpracy z Ministerstwem Środowiska i Lasami Państwowymi na terenie pobliskiego Ogrodu Botanicznego w Astanie zorganizowano Polski Dzień Lasu.

Tagi:
Lasy Państwowe

Nieocenione korzyści z lasu

2018-04-11 10:10

Z dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 36-37

O wyjątkowości polskich Lasów Państwowych w Unii Europejskiej i polskim projekcie Leśnych Gospodarstwh Węglowych z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska

Ministerstwo Środowiska
Dr. Andrzej Konieczny

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jak Pan Dyrektor sądzi, czy dziś przeciętny Polak już wie i należycie docenia znaczenie lasu dla życia i ludzi? Czy w ogóle wie, czym jest las?

DR ANDRZEJ A. KONIECZNY: – Sądzę, że nie jest z tym najlepiej. Dla mnie osobiście las jest tym, co wiąże pokolenia mojej rodziny: to las sadzony nieopodal domu rodzinnego przez mojego dziadka i ojca, to praca mojego ojca leśnika, którego jako dziecko rzadko widywałem, bo całe dnie od świtu do nocy spędzał w lesie... Dla nas, leśników, las jest czymś więcej niż tylko zwykłym miejscem pracy, często jest całym życiem kolejnych pokoleń. Jednakże to prawda, że inni patrzą na las inaczej, raczej obojętnie, i nie martwią się o jego – a więc i swoją! – przyszłość...

– ...bo nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las?

– To porzekadło ma nas wszystkich uspokoić, zwolnić od roztropnej troski o to dobro wspólne, którym jest las. Jest to podejście wygodne i, niestety, często spotykane w dzisiejszym świecie bezgranicznego konsumpcjonizmu.

– W Polsce lasy należą do państwa, lecz chyba wciąż są traktowane nie jako dobro wspólne, narodowe, ale – według panującego jeszcze często postkomunistycznego myślenia – raczej jako dobro niczyje, które można dewastować, traktować jak wysypisko śmieci itp.

– To, niestety, prawda. Wystarczy podać jeden przykład: wokół Warszawy mamy 4 nadleśnictwa, w których rocznie zbieramy i wywozimy z lasu 3,7 tys. m3 śmieci. Tak więc dla wielu las jest po prostu bezpłatnym wysypiskiem śmieci... Wydaje się, że ludzie wciąż korzystają z lasu na zasadzie „pasażera na gapę” i co więcej, nawet nie mają świadomości, ile czerpią z tego cennego dobra, co najwyżej odczuwają tylko jakiś bliżej nieokreślony pozytywny wpływ obcowania z lasem.

– Polacy traktują las jak powietrze?

– Można by powiedzieć, że jak czyste powietrze, którego nie może zabraknąć, ale którego się nie widzi. Może dlatego, że w Polsce lasy są dostępne dla wszystkich, niemal bez ograniczeń. Jedyne ograniczenia w lasach zarządzanych przez LP mają zwykle charakter czasowy i wynikają z konieczności dbania o bezpieczeństwo i zdrowie lasów lub odwiedzających je osób.

– O ile na co dzień Polacy traktują lasy nieco po macoszemu, to w sytuacjach wyjątkowych stają w ich obronie, czego dowodem było pospolite ruszenie pod nazwą Ruch Obrony Lasów Polskich, gdy różni politycy rządzący w III RP próbowali je na różne sposoby prywatyzować. Dziś nie ma już żadnych zagrożeń dla Lasów Państwowych w ich obecnej formie?

– Wydaje się, że panuje już dość powszechne przekonanie – także w kręgach politycznych – o słuszności władztwa państwowego nad lasami, które jako jedyne jest w stanie zapewnić ich istnienie dla przyszłych pokoleń, dla bieżącej gospodarki kraju. Co do tego chyba nikt rozsądny w Polsce nie ma już wątpliwości. Zwłaszcza że obecna struktura Lasów Państwowych, forma organizacyjna, przyporządkowanie resortowe, stabilność finansowa i majątkowa są dobrze ugruntowane. Nie widzę więc zagrożenia dla Lasów Państwowych jako takich.

– I nie jest nim nawet danina, którą od niedawna Lasy Państwowe muszą świadczyć na rzecz budżetu państwa?

– Ta wpłata była niewątpliwie znaczącym obciążeniem: w 2014 i 2015 r. z funduszu inwestycyjnego Lasów Państwowych brano do budżetu państwa po 800 mln zł, a od 2016 r. obowiązuje wpłata w wysokości 2 proc. wartości sprzedanego drewna. Jeśli zliczyć wszystkie podatki oraz należne daniny, a także wsparcie finansowe udzielane przez Lasy Państwowe na różne ważne dla społeczeństwa cele, oddajemy rocznie do budżetu państwa i budżetów samorządów oraz na rzecz instytucji takich jak np. parki narodowe łącznie ok. 3 mld zł. Nasze dofinansowanie parków narodowych jest równe połowie ich budżetu. Gospodarując majątkiem Skarbu Państwa, Lasy Państwowe gromadzą środki na odpowiednie zabezpieczenie lasu, ochronę przed szkodnikami, na budowę dróg, ochronę przeciwpożarową, na szkółki leśne, potrzebują też rezerw na wypadek konieczności usuwania skutków klęsk, takich jak ubiegłoroczny huragan w Borach Tucholskich. Można więc powiedzieć, że każda dodatkowa danina – jak te nałożone w 2014 r. – oznacza uszczuplenie środków na takie właśnie cele.

– Za to te leśne pieniądze pomogły spełnić inne, być może ważniejsze potrzeby społeczne...

– No właśnie, ponoć miały dzięki nim powstać lokalne drogi, tzw. schetynówki. Niestety, trudno dziś stwierdzić, na co naprawdę te pieniądze zostały wydane, gdzie przepadły. Lasy Państwowe nigdy nie uchylały się od świadczeń na rzecz państwa. Wręcz przeciwnie: jako sprawnie zarządzana i samofinansująca się firma w możliwie najlepszy sposób – co widać w międzynarodowych porównaniach – dbają o to dobro narodowe, którym są polskie lasy, o jego trwałość i przyszłość. I z tego przede wszystkim powinniśmy zdawać sobie sprawę, zwłaszcza obecnie, kiedy świat zaczyna wreszcie poważnie doceniać wpływ lasu na środowisko życia człowieka. Ale nie zapominajmy też, że w swej ponad 94-letniej historii polskie Lasy Państwowe solidarnie przechodziły wraz z państwem polskim wszystkie trudne momenty i zawsze były dla niego wsparciem. W II RP polskie lasy – w tym również Puszcza Białowieska i Puszcza Nadniemeńska – były nawet wydzierżawiane podmiotom z obcym kapitałem po to tylko, żeby uzupełnić Skarb Państwa. Po II wojnie światowej również przychodziły państwu na ratunek.

– Mówiło się nawet o rabunkowej gospodarce leśnej.

– Prowadził ją przede wszystkim niemiecki okupant w czasie wojny. Po wojnie również dochodziło do dużych wyrębów, bo wielkie ilości drewna były potrzebne choćby przy odbudowie stolicy. Mało kto wie, że sporo z wyposażenia Zamku Królewskiego wykonano z dębów z Puszczy Białowieskiej...

– Dziś coraz ważniejsze stają się tzw. pozaprodukcyjne funkcje lasu. Czy Lasy Państwowe starają się oszacować i uwzględnić ich wartość?

– To bardzo trudne. Nobel dla tego, kto to kiedyś wyliczy. Ze szwajcarskich badań przeprowadzonych przez dr Ingrid Kissling-Näf wynika, że spośród wszystkich funkcji, które las pełni w warunkach szwajcarskich, wartość korzyści płynących z funkcji produkcji drewna wynosi zaledwie 5 proc., zaś 95 proc. przypada na liczne pozaprodukcyjne funkcje lasów, takie jak: rekreacyjna, pod względem różnorodności biologicznej, ochronna, np. ochrona przed lawinami, co w Szwajcarii jest niezwykle istotne. Wszystkie funkcje pozaprodukcyjne mają określoną – z pewnością coraz wyższą – choć trudną do dokładnego oszacowania wartość. Polskie Lasy Państwowe są jedynym takim podmiotem w Unii Europejskiej, który samodzielnie mierzy się z tymi nienazwanymi jeszcze kosztami „usług” na rzecz środowiska naturalnego, które musiałoby pokrywać państwo, żeby zapewnić obywatelom wszystkie dobra pozaprodukcyjne lasu.

– Jedną z najważniejszych funkcji pozaprodukcyjnych lasu – może najważniejszą – jest produkcja tlenu i pochłanianie dwutlenku węgla. W Polsce za sprawą ministra prof. Jana Szyszko powstał program Leśnych Gospodarstw Węglowych, który pośrednio opiera się na oszacowaniu wartości tej bardzo ulotnej funkcji, co miałoby ułatwić konkretne rozrachunki w ramach światowej polityki klimatycznej. Czy Polska rzeczywiście może w odpowiednio krótkim czasie znacząco zwiększyć potencjał pochłaniania CO2 przez lasy?

– Z naszych analiz wynika, że jest to możliwe, choć, oczywiście, niełatwe, bo nie mamy już zbyt wielu gruntów do nowych zalesień. Głównie z powodu unijnych dopłat do hektara ziemi, które wyhamowały zalesianie nieużytków rolniczych. Na terenie Polski znajduje się 0,23 proc. lasów świata (ok. 9 mln ha). Nie jesteśmy więc leśną potęgą, lecz naszą koncepcją Leśnych Gospodarstw Węglowych zainteresowali się najwięksi posiadacze lasów, przede wszystkim Chiny, które w ciągu kilku lat zamierzają zalesić 5 mln ha nowych gruntów tylko po to, by zwiększyć pochłanianie CO2. Nam zalesienie 2,5 mln ha zajęło 70 lat! Chińczycy chcieliby wykorzystać ten nasz polski pomysł, zwłaszcza w aspekcie wyceny monetarnej pochłaniania CO2. Leśne Gospodarstwa Węglowe dają niejako dodatkowy przeliczeniowy zysk – wynikający z pochłoniętych jednostek węgla – który zgodnie z ustaleniami światowych porozumień klimatycznych będzie można zainwestować w przemysł. Chinom bardzo na tym zależy, gdyż świat coraz bardziej wytyka im wysoką emisję CO2 i innych zanieczyszczeń przez tamtejszy przemysł. Polsce także.

– Czy w Polsce Leśne Gospodarstwa Węglowe będą zadowalająco wydajne, skoro nie możemy skokowo zwiększyć lesistości?

– Nasz konkretny program LGW przedstawimy w grudniu br. w Katowicach na COP24. Lesistość Polski będzie rosła (zakłada się 33 proc. do 2050 r.), choć na pewno nie tak szybko jak w Chinach, które mają jeszcze dużo miejsca na lasy. Obecnie skrupulatnie liczymy, jaką maksymalnie powierzchnię można by było dodatkowo zalesić. Realizując program LGW, będziemy jednakże stawiać raczej na zwiększanie liczby drzew, zasobności na hektarze, a także na odpowiednią strukturę gatunkową już istniejących drzewostanów.

– Co to znaczy?

– Ażeby zwiększyć tę „zawartość drewna w lesie”, czyli zintensyfikować proces fotosyntezy, wprowadzamy tzw. drugie piętro lasu, np. pod duże już sosny podsadzamy buka. W ten sposób wydatnie zwiększa się ilość pochłanianego CO2. Dobrym sposobem na przyspieszenie pochłaniania i akumulacji węgla jest zalewanie torfowisk, które przesuszone uwalniają dwutlenek węgla do atmosfery. Mamy też specjalne sposoby prowadzenia upraw leśnych, polegające na mieszaniu różnych, dobrze uzupełniających się gatunków. Jednakże największą wartość dodaną daje posadzenie drzew tam, gdzie ich nie było. Dobrym pomysłem jest więc sadzenie gatunków szybko rosnących (np. brzozy i modrzewia) na gruntach specjalnie do tego celu wykupionych przez zakłady produkujące celulozę.

– Czy zwiększające się wciąż pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych da się pogodzić z funkcjonowaniem Leśnych Gospodarstw Węglowych?

– Tak. Po pierwsze, jeśli pozyskane drewno zostanie zamienione na trwałe wyroby – w których węgiel pozostanie zmagazynowany na długo – czyli np. na meble z litego drewna czy drewniane domy. Po drugie, jeśli na miejsce wyciętych drzew szybko zostaną posadzone nowe drzewa. A z uwagi na węgiel zmagazynowany w glebie trzeba się zawsze dwa razy zastanowić, zanim zdecydujemy się na jakąkolwiek orkę, jakiekolwiek przygotowywanie gleby do sadzenia.

– Las wydajnie magazynujący węgiel ma być zatem zdany na mozolną ręczną robotę?

– Już obecnie całe sadzenie odbywa się w ten sposób. Mechanizację sadzenia w polskim leśnictwie praktykowano kilkadziesiąt lat temu przy zalesianiu wielkich powierzchni gruntów porolnych – zalesiano wtedy po 60 tys. ha tych gruntów rocznie. Tak było od końca wojny do lat 60. ubiegłego wieku.

– Ludzi drażnią dziś wycinka drzew i wywóz drewna za pomocą potężnych maszyn, które sprawiają wrażenie wielkich niszczycieli lasu, zwłaszcza właśnie gleby... Czy nie da się tego uniknąć?

– Nie ma takiej potrzeby, gdyż jak wyliczyli specjaliści z dziedziny inżynierii leśnej, te wielkie maszyny przemieszczające się po runie leśnym mają mniejszy nacisk na cm2 powierzchni niż stopa człowieka... A jeszcze większe szkody czyni – wydawałoby się najbardziej ekologiczny środek transportu – wykorzystywany dawniej w lasach koń. Ale rzeczywiście, duże maszyny w lesie wzbudzają u ludzi złe emocje. Jednak z naszego punktu widzenia tylko one mogą zapewnić bezpieczne warunki pozyskiwania drewna. I naprawdę za ich sprawą nie wycinamy więcej drzew, niż to wynika z corocznych planów, które są tak ułożone, by zasoby drzewne naszych lasów – mimo koniecznego przecież ich użytkowania – stale wzrastały.

Andrzej A. Konieczny, leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois oraz na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec; od 1996 r. pracował na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych; w latach 2015-18 r. – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od 19 stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Mama Anny Lewandowskiej reżyseruje film o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej

2018-07-18 17:38

azr (Dobre Nowiny/KAI) / Warszawa

Maria Stachurska, matka Anny i teściowa Roberta Lewandowskiego reżyseruje film o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej, która była jej krewną. O produkcji upamiętniającej heroiczną postawę "położnej z Oświęcimia" opowiada na łamach czasopisma ewangelizacyjnego "Dobre Nowiny".

Kl. Kamil Gregorczyk
Stanisława Leszczyńska - witraż

Jak wyjaśnia Maria Stachurska, realizacja filmu o służebnicy Bożej, Stanisławie Leszczyńskiej, która była jej cioteczną babcią, to pomysł, który dojrzewał w jej rodzinie przez lata.

"Od lat myślałam o jego nakręceniu. Wielokrotnie rozmawiałam z moimi nieżyjącymi już wujkami i to oni inspirowali mnie do zrobienia filmu o ich matce. Przekazywali mi różne pamiątki po niej i dokumenty" - opowiada Maria Stachurska w wywiadzie dla czasopisma ewangelizacyjnego "Dobre Nowiny". Wspomina, że Stanisława Leszczyńska, która w obozie koncentracyjnym w Birkenau odebrała ponad 3000 porodów, była osobą cichą, powściągliwą i pogodną, choć zarazem wzbudzającą respekt.

"O jej życiu obozowym wiemy tylko z dokumentu 'Raport położnej z Oświęcimia'. Bardzo długo szukałam świadków, osób, które Stanisławę znały. Docierałam do kobiet, których porody przyjęła w Auschwitz" - relacjonuje autorka filmu. Jak zapowiada, w powstającym filmie przewodnikiem po losach Leszczyńskiej będzie jej wnuk.

Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 r. Dzieciństwo spędziła w Łodzi i Rio de Janeiro, skąd powróciła wraz z rodziną przed wybuchem I wojny światowej. W 1922 r. ukończyła z wyróżnieniem warszawską szkołę położniczą. Podczas II wojny światowej rodzina Leszczyńskich działała w łódzkich strukturach Narodowych Sił Zbrojnych. Działalność ta zakończyła się dla Stanisławy wywiezieniem do obozu Auschwitz-Birkenau. Od kwietnia 1943 r. do stycznia 1945 (tj. do wyzwolenia obozu), Leszczyńska służyła w KL Birkenau jako położna, sprzeciwiając się kierownictwu obozu. Udało jej się odebrać w tym czasie ok. 3000 porodów.

Dramatyczne wspomnienia spisała w "Raporcie położnej z Oświęcimia", opublikowanym po raz pierwszy w 1965 r. Na podstawie książki powstał spektakl "Oratorium oświęcimskie". Zmarła wskutek choroby nowotworowej jelit 11 marca 1974 r. Jej proces beatyfikacyjny na etapie diecezjalnym rozpoczął się w 1992 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"Ślub pełen miłości" – nowy projekt Szlachetnej Paczki

2018-07-19 21:06

led / Kraków (KAI)

„Ślub pełen miłości” to nowy projekt, w ramach którego państwo młodzi wspierają działalność i rozwój Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości. W ramach tej inicjatywy mogą też liczyć na pomoc opiekuna, który pomoże im zorganizować ślubną kwestę.

jill111/pixabay.com

- Sakrament małżeństwa to dzieło łaski, a moment jego zawarcia – zarówno dla narzeczonych jak i ich rodzin – jedna z najważniejszych chwil w życiu. Coraz więcej par dba o to, by podkreślić to nie tylko przez wystawną ceremonię, ale przez nadanie jej dodatkowego, szlachetnego wymiaru. To z myślą o nich powstała ta wyjątkowa inicjatywa - podkreśla Maria Szajny ze Stowarzyszenia Wiosna.

- „Ślub pełen miłości” jest to ogólnopolska akcja ślubna, w której państwo młodzi proszą gości o przyniesienie zamiast kwiatów datków na wsparcie działalności Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości. Dzięki niej pieniądze zebrane podczas ślubu mogą wesprzeć szczytny cel – dodaje.

Pary, które zdecydują się wziąć udział w projekcie, otrzymują pełne wsparcie opiekuna w tym, by zorganizować ślubną kwestę. - Przed ślubem narzeczeni dostają specjalnie przygotowane skarbonki w wersji eleganckiej lub nieco bardziej „szalonej”, komiksowej oraz bileciki dla gości informujące o przedsięwzięciu, które można dołączyć do ślubnych zaproszeń – zaznacza Maria Szajny.

Aby zgłosić się do projektu należy wypełnić formularz na stronie www.slubpelenmilosci.pl i poczekać na kontakt opiekuna. Pieniądze zebrane podczas Ślubu Pełnego Miłości wesprą działalność i rozwój Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości.

Akcję Szlachetna Paczka organizuje od 2001 roku krakowskie Stowarzyszenie Wiosna. W pierwszej edycji projektu grupa studentów z duszpasterstwa akademickiego w Krakowie kierowana przez ks. Jacka Stryczka obdarowała 30 ubogich rodzin. Obecnie jest już wydarzeniem o zasięgu ogólnopolskim. Projekt ten inspiruje społeczeństwo do pomocy potrzebującym. Akcja co roku łączy tysiące osób potrzebujących pomocy oraz darczyńców i wolontariuszy.

W pomoc co roku angażują się ludzie świata polityki i kultury. W tym roku wśród darczyńców znaleźli się m.in. Para Prezydencka. W pomoc włączyli się również piłkarze reprezentacji Polski, narodowa drużyna skoczków narciarskich oraz złoci medaliści olimpijscy, a także policjanci, strażacy, wojsko, szkoły i uniwersytety. W ramach tegorocznego finału akcji wolontariusze przekazali pomoc do ponad 20 tys. rodzin, a łączna wartość pomocy wyniosła prawie 54 mln zł.

Z kolei Akademia Przyszłości pomaga dzieciom z trudnościami w nauce, często z niezamożnych rodzin. W roku szkolnym 2017/18 odbyła się już XV edycja projektu, a udział w niej wzięło ponad 2200 dzieci z całej Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem