Reklama

Pfizer - PoloCard

W Kościele mówimy „do widzenia”, a nie „żegnaj”

2017-09-19 14:55

Z abp. Grzegorzem Rysiem rozmawia ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. 8

BP KEP

KS. MAREK ŁUCZAK: – Na czym polega nowość ewangelizacji?

ABP GRZEGORZ RYŚ: – Papieże zdefiniowali już to pojęcie, a w największym stopniu zrobił to Benedykt XVI, mówiąc, że chodzi o dotarcie z Ewangelią do ludzi, którzy od niej odeszli. Chodzi o obszary Kościoła, które mają starą metrykę chrzcielną, a więc od dawna są chrześcijańskie, a mimo mniejszej czy większej obecności religijnej obyczajowości brakuje tam zdecydowanie wiary. Tej rozumianej jako głęboka osobista relacja z Jezusem. Trzeba pamiętać o pierwszej misji, którą Pan Jezus zleca Apostołom: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela”. Gdybyśmy weszli w polskie realia, trzeba by powiedzieć o 6 na 10 katolikach. Średnia „dominicantes” (osób chodzących co niedzielę do kościoła) wynosi poniżej 40 proc. Nie może być tak, że my sobie spokojnie odprawiamy Eucharystię i pocieszamy się tym, że liczy się jakość, a nie ilość, a nie zajmujemy się tymi sześcioma.

– Jak patrzeć praktycznie na ten postulat? W konkretnych wspólnotach parafialnych trudno przecież zostawić czterech i pójść do tych sześciu?

– Nie trzeba ich zostawiać, tylko uruchomić! Kluczem ewangelizacji jest właśnie ta czwórka praktykujących. To oni muszą się poczuć posłani do swych sąsiadów. Każda Eucharystia kończy się zachętą, by iść z Ewangelią na zewnątrz. To jest posłanie. Oni mają największą sposobność do tego, by pójść z misją, kapłan ma ich wyposażyć, właściwie uformować i towarzyszyć. A potem być tym, który przyjmuje tych, których oni przyprowadzą.

– Co może być dzisiaj mocą uwodzicielską chrześcijaństwa?

– Wystarczy czytać Dzieje Apostolskie. Siłą jest orędzie. Nie można głosić siebie, tylko trzeba głosić Jezusa Chrystusa. W slangu ewangelizacyjnym mówimy, że kerygmat nie działa tylko wtedy, gdy nie jest używany. Jezus mówił w Ewangelii, że Słowo jest posiane i samo rośnie. Nie wiemy, dlaczego rośnie, ale wymagana jest wierność Chrystusowi, który jest atrakcyjny.

– On nie jest jednak abstrakcją. Potrzebne są symbole, urozmaicenie liturgii, zrozumiałość znaków.

– Rzeczywiście, znaki nie mają sensu, jeśli się ich nie objaśnia. Nie wystarczy pokropienie wodą święconą, jeśli się ludziom nie powie, że są ochrzczeni i co ten chrzest wniósł w ich życie.

– Prosty symbol popiołu sprawia, że w parafiach pojawiają się tłumy. Zbyt łatwo chyba rezygnujemy ze znaków?

– Nie ma wątpliwości, że znaki są potrzebne, ale nie można się też zamykać w rycie. Łatwo jest z liturgii zrobić zbiór rytów, które nie prowadzą dalej, zatrzymają na sobie. Ile u nas było na przykład sporów w związku ze sposobem przyjmowania Komunii św. Niektórzy upierali się, że na klęcząco, inni – że na rękę. A kto stawiał sobie pytanie o sens znaków? Jak te znaki poprawnie wyglądają, co o nich pisali starożytni autorzy? W sposobie celebracji kryje się wiara. Jest miejsce na różnorodność, ale nie ma miejsca na równoległe rozumienia Kościoła.

– Jeden z hiszpańskich biskupów napisał, że sekularyzacja jest jak pociąg, a teraz trzeba z niego wysiadać i zapalać ogniska. Czy ta sytuacja dotyczy także Polski?

– Ja jestem przekonany, że Ewangelię mamy nie za sobą, ale przed sobą. Wydany przed dwoma laty dokument Kongregacji Nauki Wiary „Iuvenescit Ecclesia” mówi, że Kościół się odmładza. Wiele zależy od tego, jak patrzymy. W Hiszpanii rodzą się przecież zjawiska, które budzą szacunek całego Kościoła. W Polsce z jednej strony można mówić o 40 proc. chodzących do kościoła, ale z drugiej – możemy też mówić o ogromnym ożywieniu ewangelizacyjnym wśród osób świeckich. Papież Jan Paweł II nazwał tę sytuację wiosną Kościoła. Proszę sobie przypomnieć, jak z jednej strony słaby był Kościół starożytny, a z drugiej – jak wielką miał siłę, skoro potrafił przejmować znaki kultury pogańskiej i je chrystianizować, nadawać im nowe sensy. Na tym polega katolickość naszej wiary. Bardzo dobrym obrazem jest zatem to ognisko: ludzie zaczną się schodzić, będą chcieli się ogrzać. Ważne, by nie tworzyć enklaw, ale promieniować na zewnątrz. Mamy za sobą piękną falę ewangelizacji, którą w Polsce wzbudził ks. Franciszek Blachnicki. Pamiętam, jak w latach 70. ubiegłego wieku w krakowskiej diecezji dziesiątki tysięcy młodych ludzi wyjeżdżało na rekolekcje oazowe.

– Czy nie zapominamy jednak, że dla ogromnej liczby ludzi twarzą Kościoła jest proboszcz? A więc ruchy – tak, ale oprócz ruchów – może świadectwo duchownych?

– To jest wielki temat. Myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi doniosłości ewangelizacyjnej formacji księży. Dwie rzeczy są dla mnie tutaj równie oczywiste: pierwsza – że taka formacja jest potrzebna, i druga – że nie załatwi się jej nakazowo. Osobiście jestem pełen szacunku dla codziennej pracy księdza. Myślę o konfesjonale, ambonie, kancelarii, gdzie jest indywidualne spotkanie. Na co dzień wiele jest więc narzędzi ewangelizacji, chodzi natomiast o to, by właściwie z tych instrumentów korzystać. Pamiętam sytuację, gdy podczas rekolekcji księża zadawali mi pytania na kartkach i jedno z nich było dla mnie szokujące. Ktoś zapytał o ewentualny kanon, w oparciu o który można by wyrzucić z kancelarii młodych, którzy chcą zawrzeć sakrament małżeństwa, a okazuje się, że są oni właściwie niewierzący. Odpowiedź mogła być tylko jedna. Skoro przyszli, proboszcz powinien ogłosić im kerygmat, wychodząc z tego faktu, że między nimi jest miłość. Od tej miłości można przejść do Chrystusa. Papież Franciszek mówi w tym kontekście o towarzyszeniu.

– Pamiętam z wykładów w seminarium, że niektórzy mówili: towarzyszyć to za mało, chodzi o to, by doprowadzić.

– Tak, ale to nie zależy jedynie od nas. Towarzyszenie jest już prowadzeniem. Od tego jest kapłan, od tego ma dar rozeznania, by doprowadzić do Chrystusa. To dokonuje się na płaszczyźnie indywidualnej: słucham, próbuję wejść w relację z tym człowiekiem i prowadzić dalej.

– Czasem jako spowiednik widzę, że jest problem, ponieważ ludzie na przykład żyją w związkach niesakramentalnych. Staram się wtedy pożegnać z penitentem w zgodzie i poczuciu zrozumienia, że Kościół nie odmawia mu rozgrzeszenia, ale jedynie odkłada je na później.

– Zgoda, ale nie mogę się tu pogodzić ze słowem „pożegnanie”. Taka spowiedź powinna być raczej początkiem wspólnej drogi. Człowieka trzeba uszanować i ważne jest, by odszedł z konfesjonału z poczuciem zrozumienia. Trzeba mu jednak pokazać, że należy do Kościoła, nie jest człowiekiem ekskomunikowanym. Porządek sakramentalny jest ważny, ale to nie jest jedyna droga budowania relacji z Bogiem. Są jeszcze modlitwa, rekolekcje, słuchanie Słowa Bożego, posługa Caritas. Papież Franciszek powtarza, że trzeba człowieka włączyć, pokazać mu, że jest potrzebny. Kościół będzie bogatszy zaangażowaniem tego człowieka, a to oznacza pójście z tym człowiekiem jakąś drogą. Tu nie ma miejsca na pożegnanie.

***

Jego Ekscelencji Arcybiskupowi Archidiecezji Łódzkiej Grzegorzowi Rysiowi serdeczne życzenia błogosławieństwa Bożego, utwierdzenia się w przekonaniu o „mocy w słabości”, jeśli Pan jest blisko, życzliwości ludzi na nowym etapie pracy pasterskiej, z zapewnieniem o modlitwie przed Cudownym Obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze składają Lidia Dudkiewicz Redaktor Naczelna „Niedzieli” z Zespołem Redakcyjnym

Tagi:
wywiad abp Grzegorz Ryś Abp Ryś

Łódź: abp Ryś wraz z diakonami zdobywał tatrzańskie szczyty

2018-07-21 09:25

xpk / Łódź (KAI)

Zdobywanie szczytów, możliwe jest tylko podczas wspólnej drogi! – tłumaczy diakon Kamil Gregorczyk, jeden z uczestników kleryckiej wakacyjnej wyprawy w Polskie Tatry. Abp Grzegorz Ryś wybrał się razem z diakonami łódzkiego seminarium na wspólny wyjazd w góry, aby przez kilka kolejnych dni modlić się, zdobywać szczyty oraz uczyć się wspólnoty kapłańskiej.

Archidiecezja Łódzka

W czasie wyjazdu grupa duchownych z Łodzi wędrując po tatrzańskich szlakach zdobyła Czerwone Wierchy oraz Kasprowy Wierch, nawiedziła Pustelnię Brata Alberta na Kalatówkach w Zakopanem oraz modliła się przy grobie jednego z najsłynniejszych Polskich kapłanów filozofów jakim był ks. prof. Józef Tischner.

- Rozpoczęliśmy nasze wspólne wędrowanie w niedzielę 15 lipca w Kirach, a naszą bazą wypadową stał się Dom Sióstr Benedyktynek Samarytanek. – wspomina diakon Gregorczyk. -Ujęła nas ich gościnność i życzliwość. Dzięki zaangażowaniu tych wspaniałych Kobiet, mieliśmy siły na szlaku. – dodaje.

Każdy dzień tej biskupio – kleryckiej wyprawy rozpoczynał się od wspólnej modlitwy, w czasie której łódzki pasterz rozważał Słowo Boże. - A ono stawiało przed nami wyzwania, otwierało nas na konfrontacje z pokusami i podtrzymanie w sobie tożsamości dziecka Bożego – zauważa diakon.

- Ten wspólny wyjazd w góry – tłumaczy ks. Marcin Jarzenkowski, prefekt WSD w Łodzi – był dla kleryków, którzy dopiero co wchodzą w kapłaństwo, bardzo ważny. Pozwolił im odkryć w biskupie nie tylko swojego przełożonego ale przede wszystkim ojca, z którym można podzielić się swoimi radościami, smutkami oraz wątpliwościami – dodaje seminaryjny wychowawca.

- Propozycja księdza arcybiskupa, aby wyjechać wspólnie w góry, była dla mnie wielkim zaskoczeniem – pozytywnym zaskoczeniem – mówi diakon Paweł Skowron. – w swoim życiu byłem już w górach, ale nie wspinałem się tak wysoko. Ta wyprawa była dla mnie ogromnym sprawdzeniem siebie – podkreśla.

- Jesteśmy wdzięczni naszemu przewodnikowi – księdzu arcybiskupowi Grzegorzowi oraz opiekunowi i towarzyszowi – księdzu prefektowi Marcinowi Jarzenkowskiemu za każdy gest życzliwości i ojcowską troskę – podkreśla jeden z uczestników górskiej wyprawy.

To pierwszy tego typu wspólny wyjazd metropolity łódzkiego z klerykami w okresie wakacyjnym.

W łódzkim Wyższym Seminarium Duchownym do kapłaństwa aktualnie przygotowuje się ponad 50 alumnów. W okresie wakacyjnym trwa rekrutacja na pierwszy rok studiów filozoficzno - teologicznych. Dokumenty można składać przez cały okres wakacji, natomiast drugi zjazd egzaminacyjny podczas którego odbywa się rozmowa z księdzem rektorem i ojcem duchownym odbędzie się w terminie się 6-7 września b.r. (czwartek-piątek).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Irlandia zamyka przedostatnie seminarium duchowne na terenie kraju

2018-07-20 10:08

azr (Irish Times/KAI) / Belfast

We wrześniu br. kończy działalność katolickie seminarium duchowne św. Malachiasza w Belfaście, działające nieprzerwanie od 1833 r. To ósme seminarium zamknięte w Irlandii od 1993 r. Od jesieni irlandzcy kandydaci do kapłaństwa będą mogli kształcić się tylko w jednym diecezjalnym seminarium na terenie kraju lub w Kolegium Irlandzkim w Rzymie.

BOŻENA SZTAJNER

Seminarium św. Malachiasza zostanie zamknięte po 185 latach działalności. W tym czasie kształciło księży dla diecezji Down i Connor, a także dla Kościoła lokalnego w innych częściach Irlandii. Jako powód zamknięcia podano m.in. zamknięcie wydziału filozoficznego na Queens University w Belfaście, gdzie w ramach formacji seminaryjnej studiowali klerycy. Trzej seminarzyści, którzy przygotowywali się do kapłaństwa w zamykanym seminarium św. Malachiasza, zostaną przeniesieni do innych seminariów. Budynek będzie służył celom duszpasterskim.

Odtąd przyszli irlandzcy klerycy będą mieli do wyboru: jedyne seminarium diecezjalne na terenie kraju, w Maynooth, gdzie kształci się obecnie 35 seminarzystów i Kolegium Irlandzkie w Rzymie, w którym przygotowuje się do kapłaństwa 13 kandydatów.

Od 1993 r. w Irlandii zamknięto już 7 diecezjalnych seminariów duchownych i jedno, które przygotowywało kapłanów do posługi poza granicami kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święto patrona Wrocławia

2018-07-22 21:33

Marek Zygmunt

Błogosławiony Czesław jest głównym patronem Wrocławia, założycielem tutejszego klasztoru Ojców Dominikanów. 20 lipca w kościele pw. św. Wojciecha, gdzie znajduje się grób błogosławionego, odbyły się uroczystości ku Jego czci.

Anna Majowicz
kaplica bł. Czesława we wrocławskim kościele Ojców Dominikanów

Mszy św. przewodniczył przeor wrocławskich dominikanów o. Wojciech Delik OP, a homilię wygłosił Prowincjał Polskiej Prowincji tego Zgromadzenia o. Paweł Kozacki OP. Wskazał w niej m.in., że w życiu bł. Czesława najpiękniejsze nie są cuda, ale fakt, że był On prawdziwym kaznodzieją. Głosił Słowo Boże bezinteresownie. - Każdy kaznodzieja, patrząc na siebie w prawdzie, stwierdza, że nie nadaje się do tego, ale podejmuje zadanie, bo został wezwany przez Pana Boga – mówił o. Paweł Kozacki OP dodając, że za przykładem bł. Czesława powinniśmy stawać się głosicielami Ewangelii, świadkami Chrystusa. – Można to robić na rożne sposoby – puentował.

Po Eucharystii w kaplicy bł. Czesława sprawowano specjalne nieszpory i śpiewano litanię. Dodatkowo, w wigilię głównych uroczystości rozpoczęto nowy cykl kulturalny „Wieczory Czesławowe”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem