Reklama

Męczennica z królewskiego rodu

2017-09-13 11:20

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 38/2017, str. 4

ER
Kościół w Przemykowie

Z miłości do Jezusa oddała swoje życie. Miała możliwość jego ocalenia, jednak wybrała śmierć niż wyrzeczenie się swojego Oblubieńca. Jej kult tuż po męczeńskiej śmierci szybko rozpowszechnił się w całym Kościele. Św. Katarzyna jest patronką wielu kościołów. Patronuje także starożytnej świątyni w Przemykowie

Patronka kościoła tej nadwiślańskiej miejscowości – Katarzyna Aleksandryjska urodziła się około 294 r. po Chrystusie. Pochodziła z bogatej rodziny, według tradycji – nawet z królewskiego rodu. Zdobyła wszechstronne wykształcenie z zakresu filozofii, retoryki, poezji, muzyki, matematyki, astronomii i medycyny. Matka zaprowadziła ją do pobożnego pustelnika, który słynął z mądrości. Ten opowiedział jej Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie. Słuchając tej nauki, matka i córka uwierzyły w Zbawiciela świata, nawróciły się i poprosiły o chrzest. Na chrzcie córka otrzymała imię Katarzyna, co w języku greckim oznacza „czysta”. Po tym wydarzeniu diametralnie zmieniła swoje życie. Złożyła ślub dozgonnej czystości.

Próba

Porzucając pogaństwo, nie zdawała sobie sprawy z tego, że wkrótce nadejdzie czas, kiedy będzie musiała opowiedzieć się za Jezusem lub wyrzec się wiary w Niego. Cesarz Dioklecjan wydał dekret, według którego wszyscy mieszkańcy imperium mieli składać ofiary bogom pogańskim. W Egipcie rządził Maksencjusz, namiestnik imperatora – cezar Wschodu, fanatyczny poganin. Kiedy Katarzyna ostentacyjnie odmówiła złożenia ofiary pogańskim bóstwom, chciał ją zgładzić. Liczył się jednak z jej pozycją społeczną, zatem zorganizował dysputę religijną. Zaprosił na nią kilkudziesięciu mędrców pogańskich. Owa dysputa, która miała pogrążyć Katarzynę, okazała się jej zwycięstwem. Jej argumenty trafiły do przekonania części uczonych, którzy pod jej wpływem nawrócili się na chrześcijaństwo. Niezadowolony z tego faktu cesarz skazał Katarzynę na śmierć. Po licznych torturach została ścięta.

Ocalona świątynia

Przemykowski kościół przetrwał liczne dziejowe burze. Nawet pożar, który pod koniec ubiegłego wieku strawił część świątyni, nie zdołał go zniszczyć. Dzięki olbrzymiemu wysiłkowi parafian i darczyńców, świątynia odzyskała dawny blask. Powstanie pierwszego kościoła – w granicach obecnej nawy głównej – wiąże się z powrotem polskich rycerzy spod Grunwaldu. Pierwsza wzmianka o parafii przypada na rok 1322. Długosz pisze, że pierwotnie stał tu kościół drewniany, który został zastąpiony murowanym pw. św. Katarzyny. Świątynia wzniesiona została przez kanonika krakowskiego Stanisława Reya z Kobylnik w II połowie XV wieku i była w stylu późnogotyckim. Do kościoła dobudowano boczne nawy i kruchty (XVI i XVII wiek). Fasadę zdobią ukośnie ścięte pinakle i nisze. Obok domu modlitwy stoi niezwykłej urody neogotycka dzwonnica z cegły wsparta skarpami.

Reklama

Patronka

W ołtarzu głównym na zasuwie widnieje obraz patronki kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Wizerunek Świętej powstał w XVIII wieku. Po odsłonięciu zasuwy, w ołtarzu naszym oczom ukaże się obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy – drugiej patronki świątyni. Ołtarze boczne wykonane są w stylu rokokowym. W księgach parafialnych zachował się opis kościoła sprzed pożaru. Czytamy w nim: „Po stronie Epistoły w nawie głównej stoi ołtarz ze starożytnym obrazem na płótnie malowanym Pana Jezusa na krzyżu. Pod obrazem klęczą św. Franciszek Seraficki i – tu ciekawostka – św. Katarzyna Sieneńska, oboje obejmują krzyż Chrystusowy”. Czyli w przeszłości w przemykowskim kościele znajdowały się dwa wizerunki dwóch świętych Katarzyn – Aleksandryjskiej i Sieneńskiej. Niestety, pożar strawił nie tylko dach świątyni, ale również wyżej opisany ołtarz. Dzisiaj w nowym, bocznym ołtarzu znajduje się wizerunek Jezusa Miłosiernego. W nawie po lewej stronie kościoła jest ołtarz Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej. Trzymająca Dzieciątko na lewym ręku Maryja uśmiecha się, a mały Jezus ma w ręku... napięty łuk – rzecz niezwykle rzadko spotykana w ikonografii. Postacie pokrywa posrebrzana sukienka, na skroniach Maryi i Jezusa widnieją korony. Wnioskować można, że obraz ten był w przeszłości bardzo czczony przez okolicznych mieszkańców. Kto jest jego darczyńcą oraz kto ufundował posrebrzaną sukienkę i korony – o tym kroniki parafialne milczą. Można tylko przypuszczać, że fundatorami tego obrazu, jak i innych, byli właściciele okolicznych ziem – Lebowscy, których tablice nagrobne umieszczone są w przemykowskiej świątyni.

Dwie patronki

– Liturgiczne wspomnienie naszej patronki przypada 25 listopada – mówi ks. Zbigniew Przygodzki, administrator parafii. – W tym roku wypada to w ostatnią sobotę miesiąca. Nie przenosimy odpustu na niedzielę, zawsze świętujemy w dniu wspomnienia św. Katarzyny. W naszej wspólnocie nie ma żywego kultu patronki, bardziej czczona jest Maryja – druga patronka światyni w Przemykowie – dodaje. Obraz Maryi Nieustającej Pomocy znajduje się jak było to wspomniane w głównym ołtarzu, pod zasuwą. – Jednak nasze parafialne święto – odpust obchodzone jest bardzo uroczyście. I nie chodzi mi tylko o całą oprawę, ale także o zwyczajowe kramy, ustawione obok kościoła. W tym dniu przyjeżdża wiele osób, nawet z innych miejscowości, a w głównej Mszy św. biorą udział grupy parafialne, kapłani z sąsiednich parafii, a także byli mieszkańcy. To wielkie święto naszej wspólnoty parafialnej – mówi ks. Przygodzki. Dodaje, że Maryja Nieustającej Pomocy z głównego ołtarza doznaje wielkiej czci od mieszkańców lokalnej wspólnoty. W niedzielę rano przed pierwszą Mszą św. obraz jest odsłaniany przy dźwiękach hejnału. Zasłaniany jest po ostatniej niedzielnej Eucharystii. Ks. Przygodzki chciałby również, aby postać głównej patronki – św. Katarzyny, była bardziej znana, dlatego planuje, aby przed odpustem wprowadzić zwyczaj cyklicznych modlitw do męczennicy. – Mamy litanię i inne modlitwy poświęcone św. Katarzynie Aleksandryjskiej – mówi.

Modlitwa zmienia świat

W kościele znajduje się wiele cennych relikwii. – Mamy relikwie Krzyża Świętego, św. Stanisława Męczennika, bł. Wincentego Kadłubka, relikwie św. Kunegundy oraz relikwie II stopnia św. Jana Pawła II – mówi ks. Zbigniew. Planuje zorganizować w wigilię Święta Wszystkich Świętych – Noc Świętych, podczas której będą wystawione te relikwie, aby można było się modlić do Boga za wstawiennictwem tych właśnie wyjątkowych orędowników. A w Dzień Wszystkich Świętych podczas Mszy św. na cmentarzu możliwe byłoby ucałowanie relikwii. – Przez cały czas trwania Pieszej Pielgrzymki Kieleckiej na Jasną Górę gromadziliśmy się wieczorami w naszym kościele na Apelu Jasnogórskim. Planujemy też wprowadzić Nabożeństwa Fatimskie, zacząłem upowszechniać modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące, a także modlitwę margaretkową za kapłanów. W naszej parafii mamy tradycyjną pobożność, ale staram się szukać nowszych form religijnych, aby ubogacić jeszcze bardziej nasze przeżywanie spotkań z Jezusem Zmartwychwstałym – mówi ksiądz proboszcz.

Tagi:
parafia patron

Duży kościół w małych Ostrowcach

2018-02-22 10:40

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 8/2018, str. IV

Parafia Ostrowce, niegdyś duża i obszerna, liczy dzisiaj zaledwie 600 osób, za to pozostał duży – odpowiedni dla większej wspólnoty – kościół pw. św. Jana Chrzciciela, zbudowany na wzgórzu. Jest on zadbany, doposażony i sukcesywnie restaurowany – mała parafia jest ofiarna i odpowiedzialna

TD
Kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Ostrowcach

Scena związana z życiem św. Jana Chrzciciela, patrona jest wyobrażona w ołtarzu głównym. Obraz jest sygnowany nazwiskiem Stefana Styczyńskiego z datą 1944. Poprzedni obraz nie spodobał się opisującemu parafię ks. Janowi Wiśniewskiemu, który zanotował: „Na zasuwie lichy obraz chrztu Pana Jezusa” (W „Historycznym opisie kościołów, miast, zabytków i pamiątek w Stopnickiem” (Marjówka 1929).

Ołtarze były wzmiankowane w połowie XIX wieku. W ołtarzu głównym cześć odbiera wizerunek Maryi z Dzieciątkiem słynący łaskami, o czym za chwilę.

Wracając do głównego patrona, czy można go wiązać z innym Janem – fundatorem kościoła z XIII wieku, postacią barwną i wzbudzającą emocje?

Pierwsza wzmianka o tutejszej parafii pochodzi wprawdzie z 1326 r., kiedy plebanem był Paweł, ale i kościół i parafia powstały wcześniej, być może było to tak, jak zapisano w 1857 r., który to tekst przytacza ks. Wiśniewski: „Ponad drzwiami kościoła w Ostrowcach od strony południowej był napis, że kościół ten postawił Jan Nejszon «proboszcz wiślicki w 1292 r., którego biust w płaskorzeźbie z kamienia dotąd nad temiż drzwiami dochowano»”. W „Liber Beneficiorum” Długosz informuje, że parafialny kościół w Ostrowcach pw. św. Jana Chrzciciela był budowlą murowaną, a jako fundatora wymienia Jana Naszyona herbu Topór, wiślickiego prepozyta.

W dokumentach nazywa się owego prepozyta dość różnie, głównie Nasyca, Nassan lub Nejszon. W wieku lat 16 był on już kantorem sandomierskim, a przed 30. rokiem życia uzyskał jeszcze kilka godności, m.in. kanonika gnieźnieńskiego, poznańskiego i płockiego. W jego sprawie miał interweniować podobno nawet papież Jan XXII, nakazując mu w 1330 r. zrzeczenie się niektórych beneficjów.

Związek Jana Nejszona, fundatora, z wyborem patrona – św. Jana Chrzciciela wydaje się wątpliwy, choć ten właśnie patron jest w Ostrowcach od zarania dziejów parafii.

Wyobrażenie św. Jana Chrzciciela, poza ołtarzem głównym odnajdziemy jedynie na współczesnej chorągwi, ufundowanej ostatnio w parafii. Odpust jest obchodzony 24 czerwca, w tym dniu, który wtedy wypada. Zawsze ma uroczystą oprawę, z udziałem zapraszanego kaznodziei i przypomnieniem postaci Świętego, który wśród rzesz nad Jordanem ochrzcił także Syna Bożego, a sam pozostał głosem wołającego na pustyni, tym, który torował ścieżki Panu.

Parafia w dziejach

Historię obiektu sakralnego wzbogacają zapiski Kroniki Parafii Ostrowce prowadzonej od 1939 r. przez kolejnych proboszczów.

Autorzy kroniki – duszpasterze parafii, powołując się na XIX-wieczną tradycję twierdzą, podobnie jak ks. Wiśniewski, że pierwszy kościół w Ostrowcach został zbudowany już w 1229 r. przez Jana Naszyona (lub Nejszona), proboszcza wiślickiego. Bardziej prawdopodobny wydaje się być rok 1292, który podaje „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (Warszawa 1886 r.). Na pewno parafia Ostrowce istniała już w XIV wieku, gdyż została wymieniona w spisie świętopietrza (1326 r.) i zapewne musiała posiadać kościół. Przekazy źródłowe (Akta Visitationis 1618 r.) przytaczają opis kościoła – na planie prostokąta, murowany z białego kamienia, kryty gontem, wsparty szkarpami. W 2. poł. XVI wieku kościół został sprofanowany przez zwolenników reformacji. Restaurowano go w 1602 r. dzięki staraniom kolatora Sebastiana Nieradzkiego. Wówczas w kościele znajdowały się trzy ołtarze. Gruntownej renowacji i przebudowie kościół poddano w latach 1897 – 1900, gdy proboszczem był ks. Karol Borewicz. Z tamtego czasu pochodzi elewacja z białego kamienia – wapienia stopnickiego, z pobliskiej kopalni w Kamiennej Górze k. Solca. Kościół jest utrzymany w stylu neogotyckim.

Kult Madonny Przewidującej Cierpienia

Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem stanowi skarb i dumę parafii. Powstał prawdopodobnie w 2. poł. XVI wieku w szkole małopolskiej. Wizerunek reprezentuje typ zwany „piekarskim”. Obraz – dzisiaj w ołtarzu głównym – znajdował się pierwotnie w nieistniejącym obecnie dawnym kościele św. Jana Chrzciciela.

Pierwsze wzmianki na temat wizerunku są już w aktach wizytacji bp. Mikołaja Oborskiego z lipca 1664 r. Wymieniono trzy ołtarze na murowanych mensach: główny z obrazem św. Jana Chrzciciela oraz dwa boczne: po prawej z obrazem „Zdjęcie z krzyża”, a po lewej – z wizerunkiem Najświętszej Maryi Panny. Być może obraz został zakupiony w warsztacie któregoś z malarzy tworzących dla kościołów małopolskich w czasach restauracji wielu kościołów po okresie kalwinizmu. Wprowadzenie i umacnianie kultu maryjnego było w takich sytuacjach dość powszechną praktyką.

Obraz zanim trafił do Ostrowców, musiał wcześniej znajdować się w złych warunkach, bo właśnie w Ostrowcach przeprowadzono jego pierwszą zanotowaną w źródłach renowację. We wspomnianej Kronice Parafii Ostrowce znajduje się zapis: „Pierwsza renowacja obrazu była w 1625 roku, widać z tego jak cennym zabytkiem jest odnowiony obraz smutnej, bo przewidującej cierpienia Matki Bożej”. Napis na odwrocie poświadcza, że renowację przeprowadzono właśnie w Ostrowcach. W 1626 r. miała miejsce konsekracja kościoła i ołtarzy.

W XVII wieku głowy Maryi i Dzieciątka ozdobiono wczesnobarokowymi nimbami i koronami, zamienionymi na nowsze w XVIII wieku. Z tego okresu pochodzą także barokowe, srebrne sukienki z tłoczonymi złoceniami. Bogate zdobienia świadczą, że wizerunek cieszył się dużym kultem.

W 1934 r. obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem przeniesiono do nowego neogotyckiego ołtarza głównego z drewna sosnowego. Najpoważniejsze w dziejach obrazu prace renowacyjne (a było ich kilka) trwały od 1998 r. Przeprowadzono je w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (odsłonięto w znacznej części malowidło pierwotne, pozostawiono część przemalowań z 1625 r. oraz złocone tło z 1900 r.).

Kult Madonny nie rozprzestrzenił się jednak poza granice parafii, a nawet nie ma w Ostrowcach odpustu związanego ze świętem maryjnym. Kilka lat temu wprowadzono nabożeństwa fatimskie, które być może pozwolą powrócić do dawnego kultu maryjnego w ogóle, a w szczególności Matki Bożej Ostrowieckiej.

Ubywa parafian

Ks. Dariusz Matuszewski jest proboszczem w Ostrowcach od ośmiu lat i obserwuje gwałtowne kurczenie się parafii – młodzi ludzie nie zostają na gospodarkach, wyjeżdżają za lepszą pracą („Nie ma szkoły, nie ma nawet sklepu” – opowiada Ksiądz Proboszcz). Pomimo zmniejszania się stanu ludnościowego parafii i niestety jej ubożenia, udało się zrealizować szereg prac renowacyjnych we wnętrzu, w tym przy ambonie, ołtarzach – wyłącznie z funduszy parafian i darczyńców. Położono nowe chodniki wokół kościoła. – Parafianie angażują się w te sprawy, dbają o kościół – mówi Ksiądz Proboszcz. Tę troskę i staranność widać w kościele i wokół niego.

W świątyni odnajdziemy także pamiątki z dawnego kościoła, m.in. epitafia, chrzcielnicę, są także ciekawe feretrony powojenne (pięknie odrestaurowane), oryginalne sklepienie w prezbiterium i klasyfikowane jako unikatowe – organy.

W Ostrowcach dobrze przyjął się ostatnio kult Miłosierdzia Bożego i wspomniane nabożeństwa do Matki Bożej Fatimskiej. Okazały kościół, iluminowany nocą, wart jest odwiedzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Młodzi z KSM zawierzą się Matce Bożej

2018-02-22 14:01

ag / Warszawa (KAI)

Młodzi ludzie należący do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży 24 lutego przyjadą do Częstochowy, by zawierzyć siebie, swoją organizację oraz swoje działania i inicjatywy Matce Bożej. Ostatni taki zlot wszystkich KSM-owiczów miał miejsce 80 lat temu.

Archiwum KSM Diecezji Drohiczyńskiej
KSM to przyjaźnie i poczucie wspólnoty

Kiedyś członkowie istniejącego prawie 100 lat Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży budowali niepodległą Polskę, byli prześladowani w czasach komunizmu i trafiali do więzień. Od kilku lat reaktywowana organizacja na nowo tworzy swoje oddziały i koła. Działalność KSM jest konkretną odpowiedzią na potrzeby, które młodzież dostrzega w środowisku, którym żyje. Sztandarową metodą pracy młodzieży w KSM jest widzieć – ocenić – działać.

„KSM się sprawdza. KSM-owicze, którzy założyli własne rodziny, pięknie wychowują dzieci (…) dają wzór życia religijnego, patriotycznego i angażują się społecznie, w środowiska parafialne i środowiska rówieśnicze (…) KSM jest nadzieją katolickiej Polski” – mówi prałat Antoni Sołtysik, inicjator reaktywacji KSM w Polsce.

Obecnie KSM działa w ponad 38 diecezjach i zrzesza aktualnie około 15.000 młodych ludzi w wieku 15-30 lat. To wierzący i aktywni młodzi ludzie, zaangażowani w działalność organizacyjną, którzy podejmują trud pracy nad własną formacją duchową, by móc potem nieść Chrystusa szerszemu środowisku. KSM-owicze to ludzie, którzy przyznają się do wiary, a Bożą miłość zamieniają w służbę człowiekowi.

Ramowy program Zlotu Młodych z KSM w Częstochowie obejmuje spotkanie z KSM-owiczami o godzinie 14:00 w Kaplicy św. Józefa na Halach z udziałem zaproszonych gości. Podczas spotkania odbędzie się m.in. przedpremierowy pokaz filmu „Tożsamość 1918-2018”. Film przedstawia historię KSM-u w Polsce od czasu jego utworzenia w 1918-1919 roku, w czasie II wojny światowej i po wojnie w czasach komunistycznych. Zwiastun filmu: https://www.youtube.com/watch?v=EN3VowVV-NU&feature=youtu.be

Kulminacyjnym momentem Zlotu KSM-owiczów będzie uroczysta Msza Święta w kaplicy Cudownego Obrazu o godzinie 17:30 oraz trwające od 20:00 czuwanie połączone z aktem zawierzenia KSM Matce Bożej, a zakończone Apelem Jasnogórskim.

Osoba do kontaktu dla mediów: Ks. dr Andrzej Lubowicki – Generalny Asystent KSM – 507-062-069 Michał Hubala – reżyser filmu „Tożsamość 1918-2018”, członek KSM - 790-504-148

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

"Gurgacz. Kapelan Wyklętych"

2018-02-23 14:15

Filmowy portret niezwykłego kapłana, który nie wahał się konsekwentnie podążać drogą sumienia w najczarniejszych latach powojennej Polski. Ksiądz Władysław Gurgacz, jezuita, był kapelanem Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej.


Głosił prawdę w czasach zniewolenia, ratował zbłąkane dusze, prowadził ludzi do Boga. Idąc za głosem sumienia, trwał do końca przy młodych żołnierzach, którzy z bronią w ręku przeciwstawiali się komunistycznemu reżimowi. W 1939 roku, na początku swej kapłańskiej drogi, przed obrazem Maryi Królowej Polski złożył siebie w ofierze za ratowanie ukochanej Ojczyzny. Osiem lat później został skazany na śmierć.

„Gurgacz. Kapelan Niezłomnych” to przejmujący obraz na styku dokumentu i fabuły. Archiwalne fotografie, zapiski kapłana, świadectwa przeplatają się ze scenami fabularnymi, w których znakomitą kreację głównego bohatera stworzył Wojciech Trela. Najnowsze dzieło Dariusza Walusiaka, współtwórcy „Teraz i w godzinę śmierci”, to nie tylko filmowy zapis dramatycznej, prawdziwej historii. To przede wszystkim poruszająca opowieść o wolności, poświęceniu dla ideałów i głębokiej wierze.

PREMIERA: 2 MARCA 2018 r.
gatunek: dokument fabularyzowany
czas trwania: 76 min
www.gurgaczfilm.pl
Film jest częścią oficjalnych obchodów Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" 2018

Władysław Gurgacz urodził się 2 kwietnia 1914 roku we wsi Jabłonica Polska u stóp Pogórza Dynowskiego. W sierpniu 1931 roku wstąpił do nowicjatu Ojców Jezuitów w pobliskiej Starej Wsi. Po złożeniu ślubów zakonnych wyjechał do Pińska, gdzie w tamtejszym kolegium jezuickim przebywał do 1937 roku. Dalszą naukę kontynuował w krakowskim kolegium Towarzystwa Jezusowego.

7 kwietnia 1939 roku w Częstochowie na Jasnej Górze w obliczu zbliżającej się wojny z Niemcami Władysław Gurgacz złożył swoje życie w ofierze za odkupienie win narodu polskiego. Akt ten był zapowiedzią jego męczeńskiej drogi – „Przyjm, Panie Jezu Chryste, ofiarę, jaką Ci dzisiaj składam, łącząc ją z Twoją Najświętszą krzyżową Ofiarą. Za grzechy Ojczyzny mojej, tak za winy narodu całego, jako też i jego wodzów, przepraszam Cię, Panie, i błagam zarazem gorąco, byś przyjąć raczył jako zadośćuczynienie całkowitą ofiarę z życia mego”.

Święcenia kapłańskie Władysław Gurgacz otrzymał 24 sierpnia 1942 roku. W tym czasie w Warszawie przygotowywał się do złożenia egzaminu licencjackiego. Z powodu ciągłych dolegliwości musiał jednak rozpoczął kurację zdrowotną. Jednocześnie otrzymał zgodę na zdawanie egzaminu w Starej Wsi. Decyzja ta uratowała mu życie, bowiem po wybuchu powstania warszawskiego Niemcy wymordowali jezuitów z kolegium przy ul. Rakowieckiej.

W kwietniu 1945 roku ks. Gurgacz trafił do szpitala powiatowego w Gorlicach, gdzie spędził niemal trzy lata. Tam sprawował posługę kapłańską. „Szpital dla wielu jest domem rekolekcyjnym; zmienia całkowicie dawnych niedowiarków lub nałogowych grzeszników, nawet rodzi powołania zakonne” – pisał.

Od września 1947 roku ks. Władysław pełnił posługę w domu Sióstr Służebniczek w Krynicy, gdzie dał się poznać jako gorliwy duszpasterz. Głoszone przez niego kazania przyciągały do kościoła tłumy wiernych, co nie podobało się komunistycznej władzy. Tak sam o tym pisał: „W Krynicy publiki było tak dużo, że stali ludzie już na zewnątrz. (…) Rano obstawili konfesjonał, w którym miałem spowiadać, sami mężczyźni. Dotąd ciągle jeszcze spowiadam w kościele i w domu, a raz po raz zamawiają się telefonicznie albo pośrednio przez kogoś jubilaci, co po kilkadziesiąt lat nie praktykowali. Prawdziwa ulewa z nieba. Powodzenie to rozwścieczyło lewicę”. W tym czasie dwukrotnie próbowano kapłana zabić.

Podczas pobytu w Krynicy z ks. Gurgaczem nawiązał kontakt Stanisław Pióro, twórca działającej na Nowosądecczyźnie konspiracyjnej organizacji Polska Podziemna Armia Niepodległościowa. W maju 1948 roku ksiądz przyjął funkcję kapelana w tworzonym oddziale leśnym Żandarmerii PPAN. W konspiracji występował pod pseudonimem „Sem” – Sługa Maryi. „Obowiązkiem moim była opieka moralna nad grupą, a więc odprawiałem msze święte, spowiadałem członków grupy, objaśniałem im Ewangelię świętą. Poza tym miałem wykłady dotyczące dziedziny filozoficznej, a mianowicie przeprowadzałem krytykę materializmu marksistowskiego” – pisał o swoich zadaniach.

Odział Żandarmerii PPAN przygotowywał przyszłe kadry na ostateczną rozprawę z komunistami po wybuchu trzeciej wojny światowej. Partyzanci wspierani przez miejscową ludność przetrwali w lesie ponad rok. 2 lipca 1949 roku, po nieudanej akcji zdobycia pieniędzy potrzebnych na dalszą działalność, Urząd Bezpieczeństwa w Krakowie aresztował ks. Gurgacza. „Nie uciekłem po napadzie, ponieważ nie chciałem pozostawić członków organizacji i tak samo jak i oni chciałem ponieść odpowiedzialność” – wyznał kapłan.

13 sierpnia 1949 roku, po pokazowym procesie, podczas którego ksiądz przedstawiany był jako herszt zbrodniczej bandy, skazano go na karę śmierci wraz z dwoma towarzyszami: Stefanem Balickim i Stanisławem Szajną. Na sali sądowej powiedział: „Ówczesny rząd nie jest rządem polskim, tylko to są uzurpatorzy nasłani przez Kreml… Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”.

Wyrok wykonano w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie 14 września 1949 roku. Ciała zamordowanych pochowano na cmentarzu wojskowym przy dzisiejszej ul. Prandoty. Tuż przed śmiercią ks. Gurgacz napisał do swego prowincjała: „Teraz, gdy stoję przed bramą wieczności, odczuwam wielki spokój. Niedługo wypowiem ostatnie «Ite, missa est!» (Idźcie, ofiara spełniona)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem