Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij
Kalendarze

Z „Niedzielą” przez całe życie

2017-09-13 11:20

Bartłomiej Pieles

„Niedziela” – to jest tak, jakby kapłan do domu przychodził i towarzyszył. To jest to samo! – uważa pani Maria Wyboń

Polub nas na Facebooku!

Na ulicach mijamy setki ludzi, spotykamy ich w kościele, w miejscach pracy czy po prostu w sklepie podczas codziennych zakupów. Są to zwykli, zabiegani ludzie, niemający na nic czasu, a największym prezentem dla nich byłoby zapewne wydłużenie doby z 24 do 30 godzin. Sami wiemy, jak nam ciężko, gdy brakuje na coś czasu. Zamartwiamy się wtedy, jak wszystko zorganizować, by nie zaniedbać swoich obowiązków. Jednak pośród tych zwykłych ludzi, których spotykamy i wśród których żyjemy – trafiają się „perełki”. Ludzie niezwykli w swojej prostocie i dobroci. Historią właśnie takiej osoby chciałbym się dzisiaj z Wami, Drodzy Czytelnicy, podzielić.

Z „Niedzielą” na ty

Bukowa (woj. łódzkie) – maleńka, malownicza miejscowość w gminie Bełchatów będzie miejscem naszej podróży. To tutaj 28 czerwca 1937 r. przyszła na świat pani Maria Wyboń z d. Tarnowska. Wychowała się tam razem z bratem. Później założyła własną rodzinę i wychowała czwórkę dzieci. Byłaby to zwykła historia, jakich wiele, gdyby nie fakt, że w życiu pani Marii od wielu, wielu lat obecna jest „Niedziela”, którą zazwyczaj nabywa w rodzinnej parafii pw. Przenajświętszej Trójcy w Bogdanowie.

Panią Marię poznałem przez moją narzeczoną Martę, której jest babcią. Przyjmowała i nadal przyjmuje nas ciepło i życzliwie, a każde spotkanie obfituje w ciekawe historie, opowieści i mnóstwo życzliwości. Do tego domu po prostu chce się wracać. I właśnie kiedyś, podczas jednego z tych wspomnianych spotkań przy herbacie i ciastku, pojawił się temat czytania gazet. Babcia Marysia czytała mnóstwo gazet, jednak nigdy nie były to tzw. brukowce ani kolorowe, nastawione na szukanie sensacji i pełne plotek. Odkąd sięga pamięcią, w domu były gazety katolickie, bo to właśnie mama pani Marii wszczepiła w nią wiarę, a także szczególne umiłowanie prasy katolickiej. Mająca już 79 lat babcia od dłuższego czasu ma problemy ze wzrokiem. Nie czyta już tak dużo jak kiedyś. Postanowiła czytać tylko jedną gazetę – „Niedzielę” i zdradziła, że od kiedy kupuje nasz tygodnik katolicki, to każdy numer odkłada i zatrzymuje! Serce mi wtedy mocniej zabiło i postanowiłem, że gdy przyjadę następnym razem, porozmawiamy o tej przyjaźni z „Niedzielą”.

Reklama

Archiwum na strychu

Na początku następnego spotkania trzeba było trochę popracować. To było kilka godzin fizycznej pracy, babcia zabrała nas bowiem na strych i z całą rodziną znosiliśmy archiwalne egzemplarze „Niedzieli”. Poukładaliśmy wszystko na stole, a Pani Maria pilnowała, by nic się nie zniszczyło. Z wieloma wydaniami związane były jakieś wspomnienia, jednak najważniejsze, co udało mi się zauważyć, a czego słowami opisać się nie da, to... ten błysk w oku! W tych oczach, które wiele w życiu widziały, odbija się żywa obecność Boga, którego babcia odnajduje wciąż na nowo w każdym wydaniu „Niedzieli”.

Pani Maria dużo już w życiu przeżyła – wojnę, okupację, widziała ból i cierpienie ludzi. Pewnie dlatego tyle w niej dobra. – Tu zasieki były, żeby Niemca nie wpuścić do Piotrkowa Trybunalskiego... Ale było słabiej tam poobstawiane wojskiem, a tutaj było dobrze, bo tu był Czyżewski, ten generał. On tutaj wszystkiego pilnował, a tam było słabiej. Całą siłą uderzyli i weszli, a później tych biednych w kocioł wzięli. Były pociski. Paliło się. Przecież tu to cała wioska była wypalona. To nie była Bukowa, tylko zawsze mówili: „Na Butki”. Tak nas przezywali. No bo wiesz, okupacja, Niemiec, wojna. Kto ci tu dał ubezpieczenie, tzw. fajerkase? Każdy miał opłacone, ale kto ci co dał? To żeś szedł i żebrał słomy. Do lasu ci pozwolenie dali, bo miałeś swoje. Zaraz za lasem była granica (kościół znajdował się na części radzieckiej, pani Maria mieszkała na terenie III Rzeszy), tam był protektorat. Do kościoła już nie można było chodzić, bo był za granicą. A że moja mamusia miała matkę w Postękalicach, to Niemcy, ci „nasi”, dali pozwolenie, że może tam jechać, mogą dać jej żyta czy słomy. Zresztą brat się urodził 18 września, zaraz jak tylko skończył się front. A co to, jak domu nie było? Tylko w okopie, tatuś narzucał różności. Po głowie się lało. Tylko ubrania były w okopach – wspomina babcia Maria.

Zapytałem, skąd wzięło się u niej zainteresowanie „Niedzielą”. Pani Maria odpowiedziała: – A to już od mojej mamusi. Była patriotką. Przed wojną, w 1936 r., wyszła za mąż. Skończyła 5 klas. Stosy książek czytała. Wszystko nam, swoim dzieciom, tłumaczyła. Odkąd pamiętam, były u nas też gazety.

„Niedziela” w domu pani Marii zajmuje szczególne miejsce od 1983 r. Gazety były w nim już wcześniej, ale wszystko strawił ogień. Byłem zachwycony dobrą pamięcią babci. Wspominała, że gazeta wydawana była z przerwami od 1926 r., opowiadała o ówczesnym biskupie częstochowskim Teodorze Kubinie.

Babcia Maria nie posiada jednak wszystkich egzemplarzy „Niedzieli”. Pomyślałem, że pewnie nie była w kościele albo po prostu nie kupiła. Nic z tych rzeczy! Kontynuuje:

– Wiesz, tu była taka chora. Nie wszyscy mogli sobie kupić. Jak tylko była „Niedziela”, to się dawało. Każdy się cieszył, że już jest (gdy była wydawana ponownie), taka radość była, że już wróciła.

Spośród ogromu archiwalnych numerów „Niedzieli” pani Maria nie potrafi jednak wskazać najciekawszych. Jak sama mówi – każde wydanie było dla niej wspaniałe i mądre. Jeśli już musi wyróżnić te najpiękniejsze, wspomina wszystkie, w których pisano o św. Janie Pawle II. Wtedy zaraz opowiada o radości i dumie z tego, że polska ziemia zrodziła tak wielkiego Papieża. Zapytałem więc podchwytliwie, czy ma swoje ulubione miejsce w „Niedzieli”, może jakieś konkretne artykuły, tematy. Kolejny raz udało się babci Marysi mnie zaskoczyć: – Dla mnie w „Niedzieli” to wszystko jest ulubione. Nie ma wyjątku, ja wszystko chłonę. Przeczytane musi być wszystko. Cały tydzień na to jest. Tu jest coś dla każdego. I wykształcony i niewykształcony – wszyscy znajdą coś dla siebie. Każdy się nasyci.

Zawsze i wszędzie z „Niedzielą”

Na pytanie, jakie miejsce „Niedziela” zajmuje w jej życiu, odpowiada z radością i bez wahania: Najlepsze! Gdy leżała w szpitalu w Łodzi, to rodzina przywoziła jej tę gazetę. Babcia dopowiada, że musieli! Podkreśla też, że nasz katolicki tygodnik jest wiarygodny, a w środku jest samo dobro. Innych gazet nie kupuje. Opowiadała mi, jak to koleżanki z sali podrzucały jej gazety do czytania, którymi nie była w ogóle zainteresowana. Ona przekazywała im „Niedzielę”.

Jest to piękne świadectwo wierności tygodnikowi katolickiemu! Wszystkie moje podchwytliwe pytania, by zauważyć jakieś uchybienia bądź słabe strony „Niedzieli”, zostają od razu obalone. Próbuję raz jeszcze i pytam, czy nie było w życiu pani Marii żadnego kryzysu, żeby rzucić tę gazetę w kąt, nie kupować jej więcej, nie interesować się nią. – O, nigdy! Na „Niedzielę” nie ma kryzysu! Żeby tylko w kościele jej nie brakło. To mój przyjaciel. Nie mogłabym bez niej żyć. No właśnie, a co wtedy, gdy w kościele zabraknie gazet? – Wtedy jest załamanie. Jak zabrakło, to się po innych parafiach jeździło i była „Niedziela” z Łękawy, Grocholic. A jak już nic się nie dało zrobić, to się zaglądało do starszych wydań i czekało do następnego tygodnia.

Raz w miesiącu babcia odkłada sobie pieniądze tylko na „Niedzielę”, wyliczone na cały miesiąc. Zawsze odkłada więcej, bo – jak mówi – czasem są jakieś dodatki, a wszystkie musi mieć! – To już jest kasa nie do ruszenia! – mówi. Te wszystkie dodatki też składa, ale ma ich dużo mniej niż gazet, bo – jak sama opowiada – rozdaje innym, pożycza. Czasem nawet ksiądz czegoś potrzebuje – oczywiście, bez wahania oddaje.

Ostatni rzut oka na pokój babci Marysi... W tym miejscu czuć Boga i Jego miłość w tej kobiecie. Codzienna modlitwa, Różaniec, Apel Jasnogórski. Duch modlitwy jest tutaj wszędzie. Patrzę na półkę z książkami, które są potwierdzeniem moich słów. Obok Pisma Świętego są m.in. „Opowieść jasnogórska”, „Żywoty świętych Pańskich”, książki o św. Janie Pawle II i wiele, wiele innych. Tak sobie myślę, że Pani Maria wielu z nas zawstydziłaby swoją wiedzą religijną. Można z nią porozmawiać na każdy temat dotyczący Kościoła powszechnego i świętych, Ojca Świętego, religii, Kościoła lokalnego. Mnie właśnie jej wiedza zawstydza. Możemy się od niej uczyć i z niej czerpać.

Tylko brać i czytać

Babcia Maria chciała Wam, drodzy Czytelnicy, przekazać kilka słów: – Czytajcie, Kochani, bo przecież tu jest wszystko! Jest i Ewangelia, i kazanie, jest wszystko, co dobre. Nic tylko brać i czytać.

Na koniec kieruje swe oczy w moją stronę: – Ja chciałam wnukom udowodnić, jakie trudne były czasy, jak to wszystko było. To jest dla wnuków. Później możesz zabrać po babci.

Dziękuję Bogu, dobremu Ojcu, i Maryi – Matce Pięknej Miłości, że mogłem Cię poznać, Babciu!

Niedziela Ogólnopolska 38/2017 , str. 18-19

E-mail:
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: +48 (34) 365 19 17

Działy: Tygodnik

Tagi: media Niedziela Niedziela

Reklama

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

To początek, a nie koniec EDYTORIAL

Nie dajmy zniszczyć Bożej świątyni w nas. Nie pozwólmy, aby wdarł się do niej zgiełk i handel tego świata. Nie czyńmy targowiska z domu Ojca. »
Abp Stanisław Budzik

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas