Reklama

Biały Kruk 2

Był więcej niż dziennikarzem

2017-09-13 11:20

Watykanistka Valentina Alazraki wspomina Joaquína Navarro-Vallsa w rozmowie z Włodzimierzem Rędziochem
Niedziela Ogólnopolska 38/2017, str. 12-15

Archiwum Joaquína Navarro - Vallsa
Jan Paweł II ze swoim rzecznikiem prasowym Joaquínem Navarro-Vallsem w czasie wakacji w górach

Valentina Alazraki jest legendą wśród watykanistów. Rozpoczęła swoją karierę dziennikarską bardzo wcześnie, w 1974 r., za pontyfikatu Pawła VI - pracowała jako korespondentka z Watykanu dla meksykańskiej telewizji „Noticieros Televisa”, dla której pracuje do dzisiaj. Kiedy papież Paweł VI zmarł, relacjonowała wydarzenia z konklawe i krótki pontyfikat Jana Pawła I, a następnie śledziła cały pontyfikat Jana Pawła II, z którym podróżowała po całym świecie. Uczestniczyła w 100 - ze 104 - zagranicznych podróżach Papieża Polaka i była pierwszym dziennikarzem, który przeprowadził z nim wywiad w samolocie - było to podczas pierwszej podróży zagranicznej Jana Pawła II - do Meksyku w styczniu 1979 r. W ciągu ponad 26 lat działalności Papież z Polski stał się dla niej osobą bardzo bliską, nie tylko zawodowo. Kontynuowała pracę, gdy na Stolicy Piotrowej zasiadł Benedykt XVI, a po jego ustąpieniu z urzędu ster Kościoła przejął pierwszy w historii papież z Ameryki Łacińskiej, skąd i ona pochodzi. Jak do tej pory Valentina uczestniczyła we wszystkich podróżach Franciszka.

Oczywiście, znała Joaquína Navarro-Vallsa, który stał się „głosem Jana Pawła II”. Spotkałem się z Valentiną, aby powspominać tego wielkiego dziennikarza i sługę Kościoła, który zmarł w Rzymie 5 lipca 2017 r.

W. R.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Joaquín Navarro-Valls przyjechał do Rzymu z Hiszpanii w latach 70. XX wieku, aby współpracować z Josemaríą Escrivą de Balaguerem, założycielem Opus Dei, w dziedzinie środków społecznego przekazu. Jako odpowiedzialnemu za kontakty z mediami przyszło mu poinformować o śmierci założyciela Dzieła (26 czerwca 1975 r.), a następnie o wyborze jego następcy – Álvara del Portilla, dziś błogosławionego. W tych latach i Ty przyjechałaś do Rzymu...

VALENTINA ALAZRAKI: – Zaczęłam uczęszczać do rzymskiego Biura Prasowego dla dziennikarzy zagranicznych w 1977 r., ale z Navarro-Vallsem spotkałam się osobiście na początku lat 80. ubiegłego wieku, kiedy pracował jako korespondent hiszpańskiej gazety „ABC”.

– Oboje byliście akredytowani przy Biurze Prasowym, w którym Navarro-Valls w 1983 r. został wybrany na prezesa stowarzyszenia korespondentów zagranicznych w Rzymie, a na sekretarza stowarzyszenia dziennikarze wybrali Ciebie, czyli w praktyce byłaś zastępczynią Joaquína. Dlaczego Navarro-Valls był tak ceniony przez 500 kolegów z całego świata?

– Wybrali Joaquína, ponieważ był człowiekiem poważnym, wiarygodnym i przez to bardzo cenionym. Miał dobre relacje z różnymi środowiskami włoskimi i kościelnymi oraz duże umiejętności organizacyjne. Ale funkcję prezesa pełnił tylko rok, bo w 1984 r. został mianowany przez Jana Pawła II dyrektorem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

– Jak działało Biuro Prasowe Watykanu do czasu nominacji Joaquína?

– Mylnie powiedziano, że Navarro-Valls był pierwszym świeckim, który kierował Biurem Prasowym w Watykanie. Już w latach 1970-76 dyrektorem był Federico Alessandrini, wieloletni wicedyrektor „L’Osservatore Romano”. Ale przed 1984 r. biuro wydawało jedynie codzienne biuletyny, które były źródłem informacji dla dziennikarzy. Oczywiście, od czasu do czasu były też konferencje prasowe. Ale nie było funkcji rzecznika Papieża. Gdy dyrekcję objął Joaquín, zmieniło się wiele rzeczy. Przede wszystkim zmodernizował on biuro, wprowadzając je w erę cyfrową. Był dziennikarzem, dlatego doskonale znał potrzeby dziennikarzy. Prawdziwa zmiana dotyczyła jednak jego roli: po raz pierwszy szef Biura Prasowego stał się również rzecznikiem Jana Pawła II. Często spotykał się z Papieżem, dyskutował z nim i rozmawiał na temat sposobów przekazywania informacji dziennikarzom. Do tego czasu Biuro Prasowe podlegało Sekretariatowi Stanu, od którego otrzymywało wiadomości do przekazania wiernym. Z Janem Pawłem II i Navarro-Vallsem sytuacja się zmieniła, ponieważ między nimi była współpraca, która nie istniała wcześniej, a źródłem wiadomości był sam Papież.
Druga zmiana polegała na rozszerzeniu roli rzecznika Papieża, który stał się ważną postacią na arenie dyplomatycznej. Navarro-Valls aktywnie uczestniczył w konferencjach ONZ, wchodząc w skład delegacji watykańskiej – wystarczy wspomnieć o jego roli na konferencjach w Pekinie czy Kairze. Ta rola mediacji była również widoczna, gdy Navarro-Valls wyjechał na Kubę, aby spotkać się z Fidelem Castro.

– Mój ostatni wywiad z Joaquínem przeprowadziłem po śmierci Castro, aby przypomnieć właśnie jego misję na Kubie, dokąd udał się w imieniu Papieża...

– Rozmawiał z Castro przez kilka godzin. Powiedział mi, że Fidel był zafascynowany postacią Jana Pawła II, czytał jego encykliki i dokumenty, ale chciał wiedzieć od Joaquína, jaki jest Papież jako człowiek. Można więc powiedzieć, że nikt przed Navarro-Vallsem nie miał tak ważnej funkcji, która została utworzona tylko dla niego – on odgrywał rolę podobną do rzecznika prezydenta Stanów Zjednoczonych czy Rosji.

– Ale czy nie prowadziło to do napięć z Sekretariatem Stanu?

– Z pewnością ta wielka autonomia rzecznika, która wynikała z jego bliskich kontaktów z Papieżem, nie podobała się Sekretariatowi Stanu i stwarzała pewne rozbieżności.

– Papież darzył Joaquína Navarro-Vallsa absolutnym zaufaniem. Zasługiwał na takie zaufanie?

– Myślę, że Joaquínowi zależało przede wszystkim na tym, by być pomocnym Papieżowi i dbać o jego sprawy. Ale jak sam powtarzał, Jan Paweł II nie potrzebował nikogo – ani jego, ani dziennikarzy – bo nawet jeśli nie byłoby Navarro-Vallsa, sam potrafił bardzo przyciągać uwagę widzów. Dlatego Joaquín traktował swoją pracę tylko jako wsparcie dla Papieża, który miał tak wielką łatwość komunikowania się z ludźmi.

– Czasami jednak krytykowano Navarro-Vallsa, np. za to, że przekazał dziennikarzom informację o chorobie Papieża...

– To prawda. Pamiętam, że podczas jednego z lotów papieskich ujawnił, iż Jan Paweł II cierpi na chorobę Parkinsona. Nigdy wcześniej taka wiadomość nie była podana przez Biuro Prasowe Watykanu, ponieważ zdrowie papieży było tematem tabu: papieże umierali, ale nikt nigdy nie mówił o ich chorobach. Wraz z Janem Pawłem II zmieniło się wszystko – to on sam ogłosił swoją hospitalizację w poliklinice Gemellego i mówił o swojej chorobie; nie chciał niczego ukrywać. Navarro-Valls zdał sobie sprawę, że nie może milczeć. Ale został za to zganiony przez Sekretariat Stanu i papieskiego lekarza i od tej pory wiadomości o zdrowiu Ojca Świętego były przekazywane za pośrednictwem biuletynów dr. Buzzonettiego.

– Mówiłaś o wielkim uczuciu, jakim Joaquín darzył Jana Pawła II. Kiedyś wyznał: „Wiem, że będę musiał zdać Bogu sprawę z tego wielkiego daru, jakim było móc pracować blisko człowieka, wokół którego odczuwa się działanie łaski. Co więcej, można ją dostrzec w głębi jego modlitwy i w decyzjach, jakie podejmuje w następstwie tej modlitwy”. Czy dziennikarze, którzy byli przyjaciółmi Navarro-Vallsa, tak jak Ty, zdawali sobie sprawę z jego uczuć wobec Papieża?

– Oczywiście, że tak. Wielokrotnie rozmawialiśmy z nim na ten temat. Kiedyś powiedział mi, jak wielkie wrażenie robił na nim Papież, który modlił się sam w prywatnej kaplicy. Gdy miał podejmować ważne decyzje, zawsze się modlił. Wiara i modlitwa były źródłem jego decyzji, były motorem jego działań. Jan Paweł II powiedział kiedyś Joaquínowi, że nie można go zrozumieć „z zewnątrz”, ale tylko „od wewnątrz”. Inną rzeczą, która go uderzała w Papieżu, była jego pokora i naturalność. Navarro-Valls był w stanie lepiej poznać Jana Pawła II, gdyż spędzał z nim wakacje w górach. I tam zrozumiał np., że dla Papieża podziwianie i kontemplowanie gór było doświadczeniem mistycznym, sposobem na zbliżenie się do Boga. W długim okresie choroby poznał natomiast prawdziwą siłę Jana Pawła II. Człowiek tak niezależny jak Karol Wojtyła musiał doświadczyć wszystkich ograniczeń spowodowanych przez chorobę (chodzenie z laską, używanie wózka inwalidzkiego, drżenie ręki, problemy z mową), ale robił to w perspektywie Drogi Krzyżowej, aby dać przykład innym.

– Człowiekowi, który był lekarzem, musiało być szczególnie trudno przeżywać chorobę, a następnie agonię Papieża...

– Z pewnością Navarro-Valls cierpiał, widząc Jana Pawła II w takim stanie. Pamiętam, że podczas konferencji prasowej na dzień przed śmiercią niemiecki kolega zapytał go, co osobiście czuje, widząc umierającego Papieża. I nie odpowiedział – ze łzami w oczach wstał i wyszedł. Cierpiał tym bardziej, że był przekonany, iż umierał człowiek święty.

– Na krótki czas Navarro-Valls pozostał szefem Biura Prasowego również za pontyfikatu Benedykta XVI. Oczywiście, stosunki z nowym papieżem były inne. W styczniu 2007 r. powrócił do swojego pierwszego zawodu, pełnił obowiązki przewodniczącego rady doradczej Uniwersytetu Campus Bio-Medico w Rzymie.
Czy pozostaliście w kontakcie?

– Tak, byliśmy w kontakcie – spotykaliśmy się często, rozmawiałam z nim wielokrotnie, aby przypomnieć ten historyczny okres jego życia, który spędził u boku Jana Pawła II. Wiedziałam, że był chory – bardzo chory w ostatnich dwóch, trzech miesiącach, ale prosił dziennikarzy, aby o tym nie mówić, bo chciał umrzeć bez reflektorów skierowanych na swoją osobę. Dla mnie to było coś, co zmuszało do refleksji: człowiek, który był w centrum uwagi podczas całego pontyfikatu Jana Pawła II i sprawił, że również życie Papieża w ostatnich latach było w centrum uwagi, ponieważ, jak powtarzał, Papież chciał dzielić się z ludźmi wszystkim, łącznie z chorobą – chciał pozostać w cieniu. Navarro-Valls dokonał całkiem innego wyboru – chciał odejść sam, w całkowitym milczeniu.
Przedstawiono mi wzruszający fakt – Joaquín na stoliku, przy łóżku, chciał mieć zdjęcie Jana Pawła II w górach, modlącego się przy krzyżu. Ponieważ Papież modlił się wtedy bardzo długo i intensywnie, na Navarro-Vallsie zrobiło to duże wrażenie i zrobił mu zdjęcie. Zmarł praktycznie przy tym zdjęciu „swojego” Papieża. Nawet ten drobny fakt świadczy o więzi, która do końca łączyła go z Janem Pawłem II.

– Czy można powiedzieć, że Joaquín Navarro-Valls był katolickim dziennikarzem?

– Z pewnością. Był niezwykle nowoczesnym profesjonalistą, posiadającym duże umiejętności organizacyjne, a jednocześnie osobą głęboko wierzącą, należącą do Opus Dei. Łączył w sobie zawód i wiarę. Navarro-Valls nie byłby tym, kim był, bez swojej wiary i zaangażowania jako katolik.

– Podczas pogrzebu Joaquína ks. prał. Mariano Fazio – wikariusz generalny Prałatury Opus Dei, powiedział, że Navarro-Valls był człowiekiem lojalnym: „Lojalnym wobec Boga, którego nauczył się kochać od dziecka w rodzinie chrześcijańskiej; lojalnym w swym powołaniu do Opus Dei, aby uświęcać się pośród świata; lojalnym w służbie Kościołowi, zwłaszcza od kiedy Jan Paweł II zlecił mu pełnienie funkcji odpowiedzialnego za Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej”. Czy zgadzasz się z tym obrazem Joaquína?

– Tak, był on człowiekiem lojalnym wobec Kościoła, Opus Dei, Jana Pawła II, ale chciałabym dodać, że również wobec Benedykta XVI, któremu służył na początku jego trudnego pontyfikatu. Navarro-Valls nigdy nie powiedział słowa, które mogłoby zaszkodzić Kościołowi lub Papieżowi, chociaż z pewnością wiedział o poważnych lub trudnych sprawach.

– Joaquín opowiadał Ci wiele faktów z życia Jana Pawła II. Który z epizodów najbardziej utkwił w pamięci?

– W ostatnich latach życia Jan Paweł II cierpiał na chorobę Parkinsona, która usztywniała mięśnie twarzy i pozbawiła go charakterystycznego, pięknego uśmiechu. Podczas górskich wakacji Joaquín robił zdjęcia Papieżowi i żeby w jakiś sposób „zmusić” go do uśmiechu, kupił sobie duży, czerwony nos klauna. Wiedział, że klauni rozbawiali Papieża, który w ich obecności śmiał się aż do łez. Dlatego stawał przed nim z aparatem fotograficznym i nałożonym okrągłym nosem klauna, mając nadzieję, że na papieskiej twarzy pojawi się uśmiech. To bardzo wzruszający fakt, który najlepiej pokazuje, jakie były stosunki między nimi.

Tagi:
wywiad rozmowa

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Nowy Jork: amerykańscy Żydzi przeciwni beatyfikacji kard. Hlonda

2018-05-24 14:01

st (KAI/www.ajc.org) / Nowy Jork

American Jewish Committee - organizacja istniejąca w celu obrony praw Żydów poza USA wystosował list do Watykanu, wyrażający głębokie zaniepokojenie ogłoszeniem heroiczności cnót prymas Polski kardynała Augusta Hlonda.

Dział Dokumentacji Życia Społecznego Biblioteki Publicznej w Oławie
Wizyta prymasa Polski kard. Augusta Hlonda i towarzyszącego mu prymasa Anglii kard. Griffina w Oławie, kwiecień 1947 r.

American Jewish Committee przestrzega, że postęp procesu kanonizacyjnego kard. Hlonda „będzie postrzegany w społeczności żydowskiej i poza nią jako wyraz aprobaty niezwykle negatywnego podejścia kard. Hlonda do społeczności żydowskiej” – czytamy w liście podpisanym przez dyrektora AJC ds. Międzynarodowych Relacji Międzyreligijnych, rabina Davida Rosen do kardynała Kurta Kocha, przewodniczącego Papieskiej Komisji ds. Stosunków Religijnych z Żydami.

Rosen cytuje listy pasterskie kard. Hlonda z okresu przedwojennego, w których miał on wzywać do bojkotu instytucji żydowskich, czy też kupowania w sklepach żydowskich. Mowa jest także o okresie powojennym i zarzutach odmawiania kontaktów z przedstawicielami społeczności żydowskiej, czy braku reakcji na pogrom kielecki - seria napadów na ludność żydowską, jaka miała miejsce 4 lipca 1946 roku w Kielcach.

American Jewish Committee przesłał kopię listu do Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej oraz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Dzień Dziecka nabożeństwa przebłagalne za grzech aborcji

2018-05-25 17:53

Artur Stelmasiak

"Przepraszamy za polityków stanowiących prawo, którzy bardziej słuchają ludzi niż Ciebie i kompromisowo traktują ludzkie życie tolerując niesprawiedliwe prawo, które nie broni życia każdego człowieka!" - to słowa modlitwy ekspiacyjnej za grzech aborcji, która zostanie odmówiona w polskich kościołach w pierwszy piątek miesiąca 1 czerwca z okazji Dnia Dziecka

itsmejust/fotolia.com

Modlitwa ekspiacyjna za grzech aborcji jest propozycją Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski. Zaleca się, by modlitwa została odmówiona podczas czerwcowego nabożeństwa w pierwszy piątek miesiąca, który jest jednocześnie Światowym Dniem Dziecka.

Co roku 1 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Dziecka. Jest to zawsze czas dawania większej radości dzieciom i okazywania im przez to, że miłość jest nieskończona. W parlamencie wstrzymywane są prace nad projektem obywatelskim mającym zapewnić życie, poprzez ochronę prawną, wykluczanej dziś grupy dzieci, które się jeszcze nie narodziły, a życie ich zagrożone jest aborcją w wyniku zdiagnozowanej choroby. Jest to obecnie w Polsce największe bezprawie i niesprawiedliwość społeczna, w wyniku której średnio co 8 godzin zabijane jest jedno takie dziecko. "Zależy więc nam, aby w Dniu Dziecka nasze społeczeństwo i Kościół pamiętały również o tych dzieciach, które są jeszcze w łonach matek. Pragniemy Bogu ofiarować w tym dniu szczególną modlitwę przebłagalną. Można ją wykorzystać np. w czasie nabożeństwa lub po pierwszopiątkowej Mszy Świętej" - czytamy we wprowadzeniu, które napisała Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina.

Uzasadnienie nabożeństwa przebłagalnego oraz treść modlitwy została rozesłana do proboszczów w Polsce oraz opublikowana na stronie internetowej www.duszpasterstwo.episkopat.pl

Cała treść modlitwy przebłagalnej:

Modlitwa ekspiacyjna za grzech aborcji do odmówienia w czasie nabożeństwa pierwszopiątkowego

Światowy Dzień Dziecka, 1 czerwca 2018r.

Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci!

[W dniu, w którym świat obchodzi święto Dziecka,] pragniemy Ci podziękować za każde dziecko, które jest błogosławieństwem i darem od Ciebie, Boga Miłości i Boga Życia i z całego serca przeprosić, że często ten dar i błogosławieństwo Twoje odrzucamy.

Przepraszamy za ojców, którzy odrzucili odpowiedzialność za swoje poczęte potomstwo

i pozwolili dokonać aborcji lub nawet do niej nakłaniali, za to, że nie wspierali matek swoich dzieci i nie walczyli o zachowanie życia swojego potomstwa!

Przepraszamy za kobiety, które odrzuciły powołanie do bycia kochającą mamą,

a wybrały piętno śmierci!

Przepraszamy za tych wszystkich, którzy wywierali presję ku podjęciu tragicznego wyboru śmierci, i którzy nie wspierali kobiet w wychowaniu dzieci!

Przepraszamy za lekarzy i pracowników służby zdrowia, którzy zamiast ratować każde życie ludzkie, nawet te najmniejsze, neutralnie podchodzą do wyborów między życiem i śmiercią lub stają się szafarzami śmierci!

Przepraszamy za polityków stanowiących prawo, którzy bardziej słuchają ludzi niż Ciebie (por. Dz 5, 29) i kompromisowo traktują ludzkie życie tolerując niesprawiedliwe prawo,

które nie broni życia każdego człowieka!

Przepraszamy za ludzi nauki i osoby kształtujące opinię publiczną, które deprecjonują wartość życia ludzkiego stawiając wyżej wartość wyboru planów życiowych!

Przepraszamy za wszystkich, którzy przyczyniają się w jakikolwiek sposób do nastania bezdusznej cywilizacji śmierci!

Przepraszamy za wszystkich, którzy nic nie uczynili, aby obronić najbardziej bezbronne, jeszcze nienarodzone dzieci, które same bronić się nie mogą!

Nade wszystko przepraszamy za nas samych, że świadectwo naszego życia nie przyciąga innych do Chrystusa i wypełniania Jego wezwania: „to co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40)!

Maryjo, Królowo Polski i Bogarodzico, która w pełni przyjęłaś dar Dziecięcia w swoim łonie (por. Łk 1, 26-38), wyproś nam u swego Syna Jezusa Chrystusa łaskę przebaczenia grzechów naszych popełnionych przeciwko dzieciom nienarodzonym!

Boże Miłosierdzia, położyłeś przed nami "życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo" (Pwt 30, 19 i Pwt 30, 15).

Błagamy, nie odbieraj nam Swojego błogosławieństwa!

Błagamy, by Twoje słowo z Księgi Ezechiela stało się w nas ciałem: "I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali" (Ez 36, 26n)!

Duchu Święty, Duchu Pocieszycielu, Duchu Prawdy, prowadź nas ku poszanowaniu godności każdego dziecka, które od poczęcia Bóg powołał do istnienia ku Swojej chwale! Dodaj nam odwagi i mądrości, byśmy zawsze wybierali życie, a nie śmierć, byśmy stale kroczyli drogami sprawiedliwości i miłości, zgodnie z wolą naszego Stwórcy. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem