Reklama

Arche Hotel

Strategia „świętej wojny” islamistów

2017-09-06 12:16

Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 37/2017, str. 12-14

East News

Gdy na początku XXI wieku grupa islamskich fanatyków postanowiła wypowiedzieć wojnę Zachodowi i zadać cios Ameryce w jej sercu, wybrała na czas ataku szczególny dzień – 11 września 2001 r. Uderzenie w wieżowce World Trade Center zostało zaplanowane dokładnie w rocznicę bitwy pod Wiedniem, która miała miejsce 11 września 1683 r. Terroryści z Al-Kaidy otwarcie przyznawali, że wybrali ten właśnie dzień, aby pomścić największą klęskę wojsk muzułmańskich, która uniemożliwiła podbicie Europy, ale przede wszystkim zdobycie Rzymu, bo to stolica chrześcijaństwa była ich ostatecznym celem

Atak na Stany Zjednoczone rozpoczął całą serię zamachów terrorystycznych, które trwają do dziś. Często próbuje się je przedstawiać jako bezmyślne akty przemocy ludzi, którzy pozbawieni są głębszych motywacji, którzy nie są prawdziwymi muzułmanami i nie mają żadnych strategicznych celów w swym działaniu. Ale nie jest to prawda – wystarczy dokładnie śledzić poczynania i propagandę tzw. Państwa Islamskiego (ISIS), aby zrozumieć, jakie są dzisiejsze cele islamskiego terroryzmu, który wypowiedział światu zachodniemu dżihad.

Islamski mit podboju Rzymu

Na jednym z propagandowych wideo przygotowanych przez tzw. Państwo Islamskie widać czarną flagę ISIS na Watykanie oraz palące się Koloseum otoczone morzem krwi. Powtarzane są stare mity islamskie o upadku Rzymu, a Abu Muhammed al-Adnani, rzecznik ISIS, stwierdza: „Zdobędziemy wasz Rzym, rozbijemy na kawałki wasze krzyże, zamienimy na niewolnice wasze kobiety”. Słowa al-Adnaniego odzwierciedlają przekonanie muzułmanów, że kiedyś zdobędą Rzym. Fundamentem tego przekonania jest domniemany list cesarza Herakliusza (panował w Bizancjum w latach 610-641), który miał napisać do Mahometa, że uznaje w nim „posłańca Boga cytowanego w Nowym Testamencie: Jezus, syn Maryi, ciebie zapowiedział”, oraz hadis, opowieść przytaczająca wypowiedź Mahometa, który to miał przepowiedzieć, że „miasto Herakliusza (Konstantynopol) padnie najpierw, później Rzym”. Po przemówieniu Benedykta XVI w Ratyzbonie Osama Bin Laden groził chrześcijanom: „Słudzy krzyża, czeka was klęska, muzułmanie zdobędą Rzym”. O podbiciu Rzymu mówił również znany sunicki imam Yusuf al-Qaradawi, teologiczny przewodnik Bractwa Muzułmańskiego, Egipcjanin rezydujący w Katarze, który zdobył wielki rozgłos dzięki wystąpieniom w telewizji Al-Dżazira. Al-Qaradawi w jednym z nich powiedział: „Konstantynopol został zdobyty, pozostaje druga część proroctwa, czyli zdobycie Rzymu. To znaczy, że islam wróci do Europy”. Po czym dodał: „Być może, jeżeli Allah tego chce, następny podbój dokona się za pomocą nauczania i ideologii. Niekoniecznie musi to być podbój zbrojny (szpadą)”. Te słowa, wypowiedziane otwarcie przez jednego z najbardziej wpływowych sunnickich teologów, świadczą o tym, jak wielkie znaczenie dla muzułmanów mają również dzisiaj Rzym i jego podbój. Miasto to jest dla nich symbolem chrześcijaństwa i podbój świata zachodniego dla islamu musi się odbyć przez islamizację Rzymu. To nie jest przypadek, że czasopismo ISIS nosi tytuł „Rumiyah” (Rzym), a jego podtytuł stanowi zdanie jednego z przywódców tzw. Państwa Islamskiego: „... nie ustaniemy w naszym dżihadzie (walce) jak tylko pod drzewami oliwnymi Rumiyah (Rzymu)”. Ale nie wszyscy wiedzą, że w historii był już precedens – muzułmanie podbili Rzym i zdobyli Bazylikę św. Piotra.

Rok 846 – Bazylika Apostoła Piotra w rękach dżihadystów

Po podbiciu całej Afryki Północnej, a następnie Półwyspu Iberyjskiego Saraceni zaczęli podbój Sycylii – w 827 r. wylądowali w porcie Mazara del Vallo, na południu wyspy. Z czasem Sycylia stała się dla nich bazą wypadową, z której wypływali, aby grabić porty i miejscowości na Półwyspie Apenińskim, na wybrzeżu zarówno Morza Tyrreńskiego, jak i Adriatyku. Często zapuszczali się też w głąb lądu, by siać postrach wśród miejscowej ludności, mordować, łupić, palić całe miasta i wioski. W 846 r. doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło światem chrześcijańskim. Z Hiszpanii przypłynęły do Ostii, portu Rzymu, 63 statki saracenów, na których było 1000 żołnierzy – 500 piechurów i 500 kawalerzystów. Po dotarciu na miejsce saraceńscy napastnicy posuwali się wzdłuż Tybru w stronę Rzymu. W owym czasie dawna stolica Cesarstwa Rzymskiego była otoczona starożytnymi Murami Aureliańskimi z III wieku, które chroniły znaczną część miasta. Ale prawobrzeżna dzielnica, Watykan, nie miała fortyfikacji obronnych, dlatego stała się łatwym łupem muzułmańskich najeźdźców, którzy, nie napotkawszy żadnego oporu, zawładnęli najpierw hospicjami różnych nacji, znajdującymi się przy Bazylice św. Piotra, a następnie wtargnęli do samej świątyni. O tym, co się tam działo, napisał bp Prudencjusz z Troyes: „W sierpniu 846 r. Saraceni i Maurowie napadli na Rzym, dewastując Bazylikę błogosławionego Piotra, Księcia Apostołów, rabując razem z ołtarzem, który stał na jego grobie, wszystkie dekoracje i skarby. Niektórzy z książąt cesarza Lotara zostali brutalnie pocięci na kawałki”. Splądrowano również Bazylikę św. Pawła za Murami, usytuowaną przy drodze do Ostii. Dla chrześcijańskiej Europy był to szok – sprofanowano najświętsze miejsce chrześcijaństwa, które do tej pory wszyscy szanowali, nawet Goci, Longobardowie, Hunowie i Wandalowie. Wkrótce po tym dramatycznym wydarzeniu papież Sergiusz II umarł – z bólu, jak informują kroniki. Następny biskup Rzymu – Leon IV zmobilizował ludność do wzniesienia murów obronnych wokół bazyliki, a sam cesarz Lotar zobowiązał się do pomocy w budowie. W latach 848-852 powstały fortyfikacje – 3 km murów z 44 wieżami wysokimi na 14 m. Dzielnica z bazyliką, która znajdowała się wewnątrz murów, stała się osobnym miastem, nazwanym „Civitas Leonina” – Miasto Leonowe. Oczywiście, mury obronne nie wystarczały do zapewnienia całkowitego bezpieczeństwa dla grobu Apostoła Piotra w sytuacji, kiedy saraceni dominowali na morzu, dlatego papież szukał pomocy u władców tzw. republik morskich, które dysponowały własnymi flotami. Latem 849 r. statki z Amalfi, Gaety, Neapolu i Sorrento stoczyły zwycięską bitwę morską ze statkami Saracenów, którzy kolejny raz chcieli wylądować w Ostii. Bitwa ta została uwieczniona przez Rafaela na jego słynnym fresku „Bitwa pod Ostią”, namalowanym w jednym z pokoi Pałacu Apostolskiego. Pogromienie Saracenów i budowa murów obronnych sprawiły, że przez dłuższy czas nikt nie profanował grobu św. Piotra, a bazylika nie stała się meczetem, jak to miało miejsce w przypadku świątyni Hagia Sophia w Konstantynopolu.

Reklama

Trzeci Rzym

Po upadku Konstantynopola Moskwa zaczęła się uważać za spadkobierczynię Bizancjum, a sybolem tego miały być małżeństwo Iwana III z Zoe (Zofią) Paleolog (1472 r.), bratanicą ostatniego cesarza bizantyjskiego – Konstantyna XI Dragazesa, oraz przyjęcie bizantyjskiego dwugłowego orła jako herbu państwa. Ten mit „trzeciego Rzymu” był podtrzymywany przez wieki przez rosyjskich carów i rezydujących w Moskwie prawosławnych patriarchów.

Świat islamski, dla którego Rzym miał zawsze wielkie znaczenie symboliczne, nie mógł nie interesować się również „trzecim Rzymem”. W 1989 r. irański ajatollah Chomeini wysłał list do Michaiła Gorbaczowa, w którym zaproponował islam jako alternatywę dla marksizmu (istniał jeszcze ZSRR i autor listu nie mógł przewidzieć, że Związek Sowiecki rozpadnie się w ciągu następnych dwóch lat). List ten to długi wywód religijny, pełen cytatów koranicznych i odniesień teologicznych. Szyicki przywódca zwrócił w nim również uwagę, że zarówno komunizm, jak i islam są inspirowane zasadami równości ekonomicznej i społecznej, a we współczesnym świecie charakteryzuje je negatywny stosunek do kapitalizmu oraz cywilizacji Zachodu. Ajatollah miał nadzieję, że pustkę pozostawioną po upadku ideologii marksistowsko-leniniowskiej może wypełnić islam, ale z perspektywy czasu można stwierdzić, że plan ten się nie powiódł – po upadku doktryny Marksa i Lenina próżnia ideologiczna została wypełniona przez powrót do prawosławia. Związek Sowiecki miał jednak piętę achillesową – była nią obecność na jego terytorium 60 mln muzułmanów, zwłaszcza w Azji Środkowej. Byli to przeważnie sunnici, ale nie powstrzymało to Chomeiniego, szyickiego przywódcy, aby próbować wykorzystać upadek komunizmu dla interesów Islamskiej Republiki Iranu. Prawdę mówiąc, plany wielkiego ajatollaha częściowo weszły w życie, ponieważ w epoce postsowieckiej islam na terenach dawnego ZSRR uległ radykalizacji, a nowi, fundamentalistyczni przywódcy starali się odsunąć od władzy dawnych muzułmańskich notabli, którzy współdziałali z reżimem komunistycznym.

Z tych samych powodów co Iran upadkiem komunizmu interesowała się również Arabia Saudyjska, przywódca świata sunnickiego – saudyjscy władcy wysłali do dawnego ZSRR milion kopii Koranu i podobnie jak cały świat sunnicki wspierali islamistów w Czeczenii. Według planu muzułmanów, Czeczenia miała się stać dla rosyjskiego „chrześcijańskiego imperium” drugim Afganistanem, bo i „trzeci Rzym” powinien trafić w ich ręce, tak jak to się stało z drugim – Konstantynopolem.

Nostalgia za Al-Andalus

Zamach na promenadzie La Rambla w centrum Barcelony był czynem szokującym, ale – powiedzmy to otwarcie – możliwym do przewidzenia. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że w wyobraźni większości muzułmanów dzisiejsza Hiszpania to Al-Andalus – ziemie na Półwyspie Iberyjskim zajęte przez muzułmańskich najeźdźców na początku VIII wieku, które pozostawały pod ich panowaniem aż do 1492 r. Wielu uważa, że ziemie te należą wciąż do islamu, a najbardziej radykalni wierzą, że prawo islamskie narzuca na nich obowiązek odzyskania straconych w czasie rekonkwisty terenów. Widać to wyraźnie w materiałach propagandowych ISIS, w których bojownicy stwierdzają: „Hiszpania jest krajem przestępczym, który uzurpuje sobie prawo do naszych ziem”. Dlatego terroryści chcą go odzyskać: „Zdobędziemy znowu al-Andalus, jeżeli Allah pozwoli. O drogi al-Andalus! Myślałeś, że zapomnieliśmy o tobie, lecz jaki muzułmanin może zapomnieć Kordobę i Toledo”. To wyjaśnia, dlaczego Hiszpania od lat jest na celowniku islamistów, tych związanych zarówno z Al-Kaidą, jak i z tzw. Państwem Islamskim.

W marcu 2004 r. doszło tutaj do jednego z najkrwawszych zamachów terrorystycznych w Europie, którego ofiarami padli pasażerowie pociągów podmiejskich dowożących ludzi do Madrytu. Zginęło 191 osób, a 1858 zostało rannych. Wśród ofiar śmiertelnych było 4 Polaków. Aresztowano wówczas ponad 600 dżihadystów, co świadczy o skali radykalizacji muzułmanów w Hiszpanii. Pochodzą oni głównie z Maroka (45 proc. urodziło się w tym państwie, które sąsiaduje z Hiszpanią – do niej należą afrykańskie enklawy Ceuta i Melilla). Niektóre źródła podają, że w ostatnich 4 latach aresztowano tutaj 150 dżihadystów, a państwo to było również terenem rekrutowania bojowników do walki w Iraku i Syrii.

Śledztwo przeprowadzone po zamachu w Barcelonie pozwoliło ustalić, że pierwotnym celem terrorystów miała być bazylika Sagrada Família, która jest nie tylko symbolem stolicy Katalonii, ale też jednym z najbardziej znanych na świecie symboli chrześcijańskiej Europy.

Nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, ale w naszych czasach prawie wszyscy terroryści to muzułmanie. Nie cały świat islamski chce konfrontacji z Zachodem, ale faktem jest, że jego część chce globalnego dżihadu – świętej wojny, której celami są zniszczenie cywilizacji zachodniej, utożsamianej przez nich z chrześcijaństwem, i podbicie świata dla islamu.

Tagi:
świat islam

Katalońska Jasna Góra

2018-03-28 10:29

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 13/2018, str. 30

Nie wiemy, jaką rolę w uspokojeniu sytuacji w Katalonii po referendum niepodległościowym odegrał opat klasztoru w Montserrat, ale pewnie niemałą. Sanktuarium odgrywa niezwykłą rolę w życiu tego regionu

Wojciech Dudkiewicz
To jedno z najbardziej niesamowitych miejsc nie tylko w Hiszpanii

Tuż po dramatycznym referendum niepodległościowym jesienią ubiegłego roku kataloński rząd regionalny nie bez powodu zwrócił się do arcybiskupa Barcelony kard. Juana José Omelli Omelli oraz opata Montserrat Josepa Marii Solera, aby podjęli się mediacji z Madrytem. Obaj są wielkimi autorytetami w Katalonii i w całej Hiszpanii. Za opatem dodatkowo stoją moc i autorytet głównego katalońskiego sanktuarium. Dla każdego Katalończyka to miejsce mistyczne.

Tu, w górach, 50 km od Barcelony, jak mówi legenda – wyrzeźbionych przez anioły, znalazła miejsce święta hiszpańska figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem, nazywanej ze względu na ciemne drewno, z którego została wyrzeźbiona – „La Moreneta”, czyli „Czarnulka”.

Wśród skał

To „Czarnulka”, dziś jedna z najbardziej znanych na świecie figur Matki Bożej, była powodem zbudowania przez benedyktynów najpierw kapliczki, a potem klasztoru na górze o wysokości niemal 1000 m n.p.m. Do sanktuarium ze słynącą z cudów figurą pielgrzymują Katalończycy, mieszkańcy innych regionów Hiszpanii, Europy i świata.

Mogą tu dojechać samochodem – serpentynami – lub pociągiem ostro pod górę, z oddalonej o 40 km Barcelony, a podróż każdym środkiem lokomocji dostarczy mocnych przeżyć i widoków. To rzeczywiście jedno z najbardziej niesamowitych miejsc nie tylko w Hiszpanii – a chodzi także o usytuowanie klasztoru wśród skał.

Żeby się dostać do figury znajdującej się za ołtarzem głównym bazyliki, trzeba odstać w długim ogonku na dziedzińcu, potem w bocznych kaplicach pełnych rzeźb, płaskorzeźb, witraży, malowideł, mozaik. Matka Boża trzyma na kolanach Dzieciątko i w jednej ręce dzierży kulę. Dzieciątko z kolei w jednej ręce trzyma ananasa – symbol płodności i życia wiecznego, drugą natomiast wykonuje gest błogosławieństwa.

W drodze do Santiago

Montserrat – drugi, zaraz po Santiago de Compostela, ośrodek pielgrzymkowy w Hiszpanii to miejsce, które Katalończycy kochają ze względu na obecność figurki Czarnej Madonny i kultywowanie tradycji narodowych. Przybywali tu Włosi i Francuzi, kto´rzy da?z˙yli na po´łnoc, ku Santiago. Sława s´wie?tej figury, ale tez˙ opactwa przycia?gne?ła tu pokutuja?cego – dziś świętego – Ignacego Loyole?, załoz˙yciela Towarzystwa Jezusowego – jezuito´w. W czasie hiszpan´skiej wojny domowej mogli tu znaleźć schronienie duchowni zagrożeni przez licznych w Katalonii anarchistów. Zwycie?stwo gen. Franco oznaczało ograniczenia w uz˙ywaniu katalońskiego. Tu jednak drukowano teksty w tym języku, gromadzono katalońskie księgi, dzieła sztuki. Tutejsze muzeum może się dziś pochwalić pło´tnami El Greca, Caravaggia, Salvadora Dalego, Edgara Degasa, Claude’a Moneta czy Pabla Picassa.

Bryła klasztoru i kos´cioła to efekt XX-wiecznej odbudowy. Opactwo zachowało swoja? renesansowa? forme?, choc´ w fasadzie bazyliki pozostawiono elementy roman´skie. Ukoronowaniem trudu benedyktynów z Montserrat były koronacja figury i ogłoszenie Czarnej Madonny patronka? Katalonii przez papiez˙a Leona XIII w 1881 r. W 1982 r. przybył tu Jan Paweł II.

Nigdzie indziej

Montserrat przez lata obrósł ciekawymi faktami i legendami. Jedna z nich mówi o tym, że tu Parsifal – jeden z rycerzy Okrągłego Stołu odnalazł Świętego Graala. Prawdą jest, że jeden z tutejszych mnichów, ojciec Bernat, towarzyszył Krzysztofowi Kolumbowi w jego drugiej wyprawie i został pierwszym misjonarzem w Ameryce. Sam Kolumb był pod wrażeniem tego miejsca i nazwę Montserrat nadał jednej z odkrytych wysp Małych Antyli.

Wielu Katalończyków stara się pielgrzymować tu co roku, nowożeńcy często właśnie stąd wyruszają w podróż poślubną. Najwyższy wierzchołek skalisty masywu górskiego Montserrat wznosi się na wysokość 1236 m n.p.m. Przy dobrej pogodzie można podziwiać Pireneje, dojrzeć Barcelonę i Morze Śródziemne. Łatwiej tu zrozumieć słowa Goethego, który miał powiedzieć: „Nigdzie indziej, poza swoim własnym Montserrat, nie znajdzie człowiek szczęścia i spokoju”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Hymn o miłości


Niedziela Ogólnopolska 51/2006, str. 18-19

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość.

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

Przeczytaj także: Hymn o miłości
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kamińki: Za rok w diecezji warszawsko-praskiej planowany jest synod młodzieży

2018-11-13 18:45

mag / Warszawa (KAI)

Za rok w diecezji warszawsko-praskiej planowany jest synod poświęcony młodzieży – zapowiedział bp Romuald Kamiński. W budynku Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej odbyło się doroczne diecezjalne spotkanie duszpasterskie kapłanów. Wśród poruszanych tematów był synod młodzież w Rzymie, nowy program duszpasterski w Kościoła w Polsce, oraz zagadnienie norm ochrony dzieci i młodzieży.

©DisobeyArt – stock.adobe.com

Bp Solarczyk podkreślił, że fundamentem duszpasterstwa, w tym zwłaszcza duszpasterstwa młodzieży jest żywa relacja z Bogiem i posłuszeństwo Bożemu Słowu. - Jeżeli we wspólnocie Kościoła u pasterzy zaczyna brakować duchowego spojrzenia i wrażliwości na działanie łaski, mocy Ducha Świętego, to zostaje tylko człowiek i socjologia. Wówczas zaczyna się przywoływać nie tyle tego, co Bóg nam powiedział i co mamy od Niego przekazać ludziom, ale czego ludzie od nas chcą i co my mamy im powiedzieć żeby nas posłuchali, czy też - jak mamy dopasować nasz przekaz, by to do nich trafiło. W tym momencie mamy do czynienia z różnymi koncepcjami – ostrzegł bp Solarczyk.

Nawiązując do posynodalnej adhortacji papieża Jana Pawła II o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym, Familiaris Consortio, bp Solarczyk powiedział, że to, co nazywamy przygotowaniem bliższym obejmuje młodych w wieku 16-29 lat. Przyznał, że jest to niezwykle dynamiczny czas dla młodzieży, kiedy kształtuje się jej światopogląd i dokonuje pierwszych ważnych wyborów, które będą miały konsekwencje w przyszłości. Ogromny wpływ ma wówczas otaczający świat wraz z różnym koncepcjami nie mającymi nic wspólnego ze światopoglądem katolickim, czy chrześcijańskim systemem wartości. Jest również środowisko rówieśnicze, najbliższa rodzina, szkoła.

– Poprzez lekcje religii, przygotowanie do sakramentów, czy przy okazji kolędy, mamy szansę wprowadzić młodego człowieka w doświadczenie wiary. Podkreślił, że kapłan ma być tym, który z oddaniem przeżywa swoje powołanie oraz podejmuje posługę duszpasterską na poziomie parafii. - Możemy mieć różne założenia co do formy, inicjatyw, naszej duchowości, ale przy ołtarzu - bez względu czy to jest duża parafia, czy maleńka - stajemy wobec tej samej tajemnicy – zwrócił uwagę bp Solarczyk.

Z kolei bp Romuald Kamiński przestrzegł kapłanów przed aktywizmem podkreślając wartość osobistej modlitwy. Jako przykład wskazał kardynała Hlonda, który niezwykle cenił sobie czas poświęcony Bogu. Sam mówił, że owocność jego duszpasterskiej posługi zależy od głębokiego życia wiary – powiedział biskup warszawsko-praski. Przekonywał kapłanów, że jeśli staną na odpowiednim poziomie tej wewnętrznej mocy, to będziemy mieć czas, sposobność i siły by formować liderów, którzy zajmą się innymi.

- Potrzeba docenić rolę Parafialnych Rad Duszpasterskich oraz Parafialnych Rad Ekonomicznych – podkreślił biskup warszawsko-praski zachęcając do większej współpracy z ludźmi świeckimi.

Zapowiedział także na przyszły rok diecezjalny Synod poświęcony młodzieży. Przygotowania do niego rozpoczną się na wiosnę. – Zależy nam na lepszym poznaniu młodego pokolenia oraz różnych działań duszpasterskich, możliwości którymi dysponujemy, tak by odczytując znaki czasu w sposób właściwy wyjść naprzeciw pojawiającym się potrzebom – powiedział w rozmowie z KAI biskup warszawsko-praski.

Program duszpasterski na rok 2018/2019 zatytułowany „W mocy Bożego Ducha” omówił ks. prof. Tomasz Wielebski. Zwrócił uwagę na wspólnoto-twórczą rolę Ducha Świętego. Przypomniał o konieczności uświadomienia dorosłym katolikom ich miejsca i roli w Kościele oraz w ich własnych parafiach. - Mając do czynienia ze społeczeństwem pluralistycznym trzeba również pomagać ludziom w budowaniu właściwej motywacji – powiedział ks. Wielebski.

Podkreślił wartość przygotowania do sakramentu bierzmowania. – Dobrze przygotowane Nabożeństwa pokutne mogą być szansą formułowania sumienia – mówił prelegent.

Wspomniał również o potrzebie formowania ludzi świeckich. Jako jedną z możliwości wskazał Dwuletnią Szkolę Katechistów prowadzoną na UKSW.

W czasie diecezjalnego spotkania duszpasterskiego kapłanów poruszono również zagadnienie norm ochrony dzieci i młodzieży oraz kwestie aktywności duchownych w Internecie. Omówiono również przepisy RODO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem