Reklama

Biały Kruk 2

Katedra już od dawna wymagała remontu (2)

2017-08-30 12:22

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 36/2017, str. 4

Karolina Krasowska
Katedra wymaga kompleksowego remontu

KAMIL KRASOWSKI: – Bp Tadeusz Lityński zwrócił się do wiernych diecezji z apelem o duchowe, przecież tak bardzo potrzebne, materialne wsparcie odbudowy matki wszystkich kościołów diecezji. Czy może Ksiądz Prałat powiedzieć, jak wygląda odzew ze strony diecezjan i czy realizowane są już w jakiś sposób deklaracje pomocy, które po pożarze katedry pojawiły się m.in. ze strony rządowej?

KS. PRAŁ. ZBIGNIEW KOBUS: – Jestem wdzięczny Księdzu Biskupowi za jego obecność zarówno podczas akcji gaśniczej, bo ze mną tutaj przebywał cały wieczór, do późnych godzin nocnych, jak i od wczesnych godzin porannych był obecny przy katedrze, kiedy trwała akcja dogaszania katedry, a później przewodniczył Mszy św. i wygłosił okolicznościowe kazanie na nadwarciańskich błoniach, gdzie była wzniesiona scena z okazji Dni Gorzowa. Myślę, że nam wszystkim było to bardzo potrzebne, żebyśmy z powodu bólu, jaki został zadany przez pożar katedrze, matce kościołów, byli zjednoczeni wokół biskupa, który jest głową Kościoła lokalnego, a zarazem pierwszym liturgiem kościoła katedralnego. Dlatego ta obecność i to słowo, które Ksiądz Biskup skierował w tydzień później do naszych diecezjan przez list pasterski, było i jest ogromnym wsparciem dla wspólnoty parafii katedralnej i mieszkańców Gorzowa, bo pobudziło to do takiej aktywności dobroczynnej, ofiarności także wielu diecezjan, którzy na różne sposoby, jak tylko potrafią, spieszą z pomocą – tą duchową, poprzez modlitwę, ale także materialną, dostarczając środki na konto parafii, jak i konto Kurii Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Czy to są wystarczające środki? Na dzisiaj możemy powiedzieć, szacując potrzeby, że są to środki, które w jakiś sposób pozwalają zabezpieczyć zagrożenia wynikające z pożaru, a więc one muszą być dokonane jak najszybciej po to, żeby wyeliminować niebezpieczeństwo, które jest wokół katedry z powodu nadpalenia wieży i trzeba powiedzieć, że są to prace bardzo kosztowne. Jeśli znajdziemy na to środki, to możemy je od razu wydatkować na te cele. Natomiast, jeśli chodzi o odbudowę, renowację katedry zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, to oczywiście te środki się zwielokrotniają i będziemy ich szukać także w innych źródłach, m.in. ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jak i ze środków rządowych czy też pozarządowych, gdzie są pewne rezerwy związane z tego typu katastrofami.

– Już ponad miesiąc temu, pod koniec lipca, bp Tadeusz Lityński powołał Komitet Odbudowy Katedry Gorzowskiej. Proszę powiedzieć, jak będzie wyglądał harmonogram prac tego zespołu i czym w pierwszym rzędzie zajmą się członkowie komitetu?

– Bardzo się cieszę z tego, że taki Komitet Odbudowy Katedry Gorzowskiej powstał. Inicjatywa Księdza Biskupa jest ze wszechmiar celująca. Trzeba powiedzieć, że angażuje ludzi, którym zależy bardzo mocno na odbudowie katedry, i to w sposób bardzo profesjonalny. Katedra jest symbolem miasta, regionu, a także diecezji, w związku z tym w skład tej komisji weszli ludzie bardzo kompetentni zarówno ze strony wojewódzkiego konserwatora zabytków, jak i ludzie związani z budownictwem, historią Gorzowa, a także ludzie, którzy parają się pozyskiwaniem środków na odbudowę katedry. Myślę, że ten zespół, który w tak bardzo emocjonalny sposób chce się angażować przy odbudowie, jest w stanie nam bardzo pomóc. W ramach komitetu zostały powołane zespoły robocze. Ich spotkanie już miało miejsce i wyznaczyło program pewnych działań, do których w pierwszym rzędzie należy uprzątnięcie wieży z pogorzeliska, które zaistniało po pożarze. Po drugie ważne jest, aby wznieść wewnątrz wieży konstrukcje platformowe, stopnie czy rusztowania w najwyższej kondygnacji, która doznała największych uszkodzeń, po to, aby można było wejść jak najbliżej tych zniszczonych punktów, dotknąć ścian, belek i przeprowadzić tzw. ekspertyzę budowlaną, która umożliwi sporządzenie projektu odbudowy. Pozwoli to spojrzeć na to, co należy wymienić, naprawić i w jaki sposób należy zrekonstruować wieżę. Jest to bardzo ważne działanie. Jeśli będziemy mieli projekt, to oczywiście zrodzi się także kosztorys, który „powie” nam, jakich środków potrzebujemy, by odbudować i zrekonstruować wieżę. W międzyczasie trzeba oczywiście zabezpieczyć wieżę po zniszczeniach wynikających z pożaru. Jest to doraźne zabezpieczenie, ale konieczne, ponieważ opady deszczu czy wyładowania atmosferyczne stanowią zagrożenie dla wieży, jak i jej otoczenia; w związku z tym zabezpieczenia te muszą być jak najszybciej wykonane po to, żebyśmy czuli się bezpiecznie. Kiedy będziemy mieli zabezpieczoną wieżę i zdobędziemy środki, to wyłonimy wykonawcę, który podejmie się kompleksowej odbudowy i rekonstrukcji wieży według naszych oczekiwań, by zajaśniała tym blaskiem, jaki był przed pożarem, a być może będzie jeszcze piękniejsza.

– Proszę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć kilka słów na temat planów związanych z remontem katedry. Jak ten remont miałby wyglądać, co obejmować?

– Wnętrze katedry wymaga remontu, przede wszystkim oczyszczenia ścian, ich na nowo wyspoinowania, oczyszczenia cegły. Myślę, że jest potrzebne naprawienie sklepień, z którym związane jest malowanie, żeby ukazać te elementy, które są piękne, jednak czas, który minął od ostatnich remontów, sprawił, że są przykurzone i niewidoczne. Przymierzamy się także do nowego systemu grzewczego, instalacji, które sprawią, że katedra będzie przyjaźniejsza, zwłaszcza w okresie zimowym, a podczas prac, które teraz planujemy jest okazja, żeby rozwiązać ten problem. Katedra jest gotycka, z pięknymi witrażami, ale wewnątrz niedoświetlona. Oczywiście poza celebracjami jest to do uniesienia, natomiast kiedy celebrujemy Mszę św., potrzebujemy więcej światła. Dlatego, biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości i systemy oświetlenia, w ramach projektu renowacji katedry także trzeba będzie dokonać wymiany oświetlenia. Wymiany wymaga także sposób nagłośnienia – dzisiaj są nowsze i osiągalne dla nas technologie, które dokonując takiego remontu, chcemy wykonać tak, żeby katedra w pierwszym rzędzie mogła służyć w pełni sprawowanemu kultowi Bożemu, ale także innym wydarzeniom kulturalnym, typu koncerty organowe, występy chórów. Takie wydarzenia miały miejsce przed pożarem i mamy nadzieję, że będą się odbywać w przyszłości. Nie zapominamy również o tym, że trzeba przebudować wejście nad zakrystię, zwłaszcza nową, bo to dojście w tej chwili jest bardzo utrudnione, a więc nowe schody, które umożliwią wejście na emporę nad zakrystią starą. To wszystko jest nam bardzo potrzebne do tego, żeby się tam gromadzić, dlatego potrzebujemy tych przestrzeni, żeby były bardziej użyteczne. Przebudowa schodów nad zakrystię ułatwi przemieszczanie się na przykład zespołów muzycznych, które będą mogły tam się usadawiać w czasie celebracji czy koncertów. Katedra kryje także groby biskupów – sługi Bożego Wilhelma Pluty oraz Teodora Benscha, który znajduje się w przedsionku świątyni, ale dobrze by było, żeby miała więcej pochówków. Jako kościół biskupa powinna nieść w sobie możliwość dokonywania pogrzebów w swoich podziemiach, wnętrzach, w związku z tym w projekcie remontu, przebudowy myślimy także o takiej lokalizacji grobów dla pochówków biskupów zielonogórsko-gorzowskich.

– Na koniec proszę powiedzieć, czego życzyć Księdzu Prałatowi i gorzowskiej katedrze?

– Błogosławieństwa Bożego w odbudowie, tego, żeby przebiegła jak najszybciej, jak najpomyślniej i takiego zrozumienia tego ciężaru, który dźwigamy. Jako parafia katedralna, jako miasto Gorzów, potrzebujemy tego wsparcia także z zewnątrz, bo zadania, które są przed nami przerastają nasze możliwości, dlatego pomocne jest tutaj oczywiście wsparcie ze strony Pana Boga, o które prosimy, modlimy się, ale także zrozumienie ze strony ludzi spoza Gorzowa, z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, zarówno z naszej Ojczyzny, jak i zagranicy. Wielu ludzi jest zainteresowanych tym, co się dzieje w tej chwili w katedrze, tym, jakie są plany. Potrzebujemy bliskości tych ludzi, zainteresowania po to, żeby sprostać zadaniom, które przed nami.

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Rocznica objawienia obrazu „Jezu, ufam Tobie”

2018-02-22 12:14

Agnieszka Bugała

S. Faustyna przyjeżdża do domu w Płocku w maju, lub w czerwcu 1930 r. Rok później 22 lutego 1931r. widzi Pana Jezusa i notuje w „Dzienniczku”:

pl.wikipedia.org
Eugeniusz Kazimirowski, Jezu ufam Tobie, 1934


„Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (…) Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie” (Dz. 47).

Ale dopiero 2 stycznia 1934r. w Wilnie rozpoczyna się malowanie obrazu wg instrukcji przekazanej Świętej przez samego Jezusa. W tym dniu s. Faustyna pierwszy raz udaje się do malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który ma malować obraz Miłosierdzia Bożego. W czerwcu, gdy obraz jest ukończony, Siostra Faustyna płacze, że Pan Jezus nie jest tak piękny, jak Go widziała…

Dziś, 22 lutego 2018 r. mija 87 lat od chwili, gdy Pan Jezus poprosił s. Faustynę o namalowanie obrazu. Wiele kościołów szczególnie dziś zaprasza na Koronkę do Bożego Miłosierdzia o godz. 15.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mój Krzyż codzienny

2018-02-23 14:41

Joanna Warońska, Częstochowa

Mój krzyż nie jest wielki. Ot, połączone dwa kawałki drewna. Od razu zwróciłam uwagę, że nie ma na nim Chrystusa, a przecież w dzieciństwie było to dla mnie niezwykle ważne. Tak jakbym potrzebowała portretu Zbawcy. Mojego Zbawcy. Później dostrzegłam powszechność braku tego wizerunku.

congerdesign/pixabay.com

Otaczały mnie miliony przewrażliwionych i rozdętych ego, wpychających się w moje oczy, uszy, zabierających moją przestrzeń. I każde z nich chciało wciągnąć mnie w swoją orbitę. Miałam stać się ich częścią i potwierdzać ich wielkość. Nic więc dziwnego, że i pusty krzyż stawał się dla nich wygodną alegorią cierpienia w ogóle, która sprowadzała pokusę zbyt łatwego płaczu nad sobą. Mogli poczuć przez chwilę jedność z cierpiącym Bogiem. To był etap pierwszy. Potem pojawiało się rozpamiętywanie swojego losu i wiele pytań: Dlaczego ja? Dlaczego mnie? Czy to fatum? Czy może Bóg o mnie zapomniał?

Ale istota krzyża nie może przecież wyczerpywać się w cierpieniu. Albo przynajmniej takie doświadczenie nie może kończyć się licytacją, czyj ból jest większy, kogo bardziej uszlachetnił i kto w opinii innych był bardziej przekonujący. Wszak cierpienie towarzyszy każdemu, a określenie jego wielkości jest często wrażeniem subiektywnym. Trzeba by uwzględnić zbyt wiele czynników nieporównywalnych, by wreszcie ustalić prawdziwą hierarchię cierpiących. Dlatego krzyż to raczej zawierzenie, pokora, które pozwalają piąć się ku niebu, i miłość obejmująca cały świat. Gdy myślę o krzyżu, zawsze wspominam wiersz niezwykle wrażliwej poetki młodopolskiej Marii Komornickiej:

W noc chmurami złowieszczymi ciemną

Leżałam jak zwalony krzyż

A duchy mocowały się nade mną

O mnie…

Poczuć się zwalonym krzyżem to doświadczenie niemal tragiczne, wzmagające odczucie cierpienia. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy złowieszczą noc i rozgrywającą się nad głową bohaterki walkę o jej duszę. To podważenie prawdy celu wędrówki, zakwestionowanie wszelkich wyborów. To zwielokrotnione odczucie zwątpienia i samotności w przerażająco niezrozumiałym świecie. To brak woli walki w odwiecznej konfrontacji dobra i zła. A wystarczyłaby może czyjaś pomocna dłoń, by duchy pełzające po ziemi stały się zbyt odległe. Wówczas ich kuszący głos nie dosięgnąłby naszych uszu. Sytuacja tak silnie doświadczona przez Komornicką jest codziennością każdego, choć przyzwyczajenie nauczyło nas jej nie dostrzegać.

Mój krzyż nie jest wielki. Nie pozwala mi wzrastać w swoim cieniu, nie kształtuje mojego poglądu na świat, a nawet nie buduje wokół mnie wspólnoty rozumiejącego współczucia. Na co dzień nie jest zbyt uciążliwy i prawie udaje mi się o nim zapomnieć. Ot, żyję jak wszyscy. A może nawet są tacy, co patrzą na mnie z zazdrością, ponieważ jestem tą, której się udaje. Przynajmniej czasami. Ale przychodzą takie dni, zwłaszcza w czasie przedświątecznych porządków, gdy ponaglana dawnym obyczajem zaglądam w każdy kąt, pod szafy i do niemal zapomnianych szuflad, i wówczas z przerażeniem stwierdzam, że on wciąż tam jest, tylko może w ostatnim roku trochę bardziej przykrył go kurz. I po raz kolejny próbuję przyrównać do niego swoje życie…

Rozpoczynam rachunek sumienia pod odnalezionym także w swoich wspomnieniach krzyżem. Rozpoczynam swoje indywidualne rekolekcje. W ostatnim roku coraz bardziej upodabniam się do punktu, choć dla niektórych równie niewygodnego jak kamień w bucie; kurczę się w przestrzeni świata, zwijam się w sobie zamiast wzrastać, staję się odrzuconym ziarnem… A może dopiero zbieram siły, by kiedyś wreszcie zakorzenić się w próchnicy społeczeństwa i zadziwić innych swoją potrzebą wzrostu. To pokrzepiające… Tylko bez decyzji o wydaniu plonu pozostanę na zawsze dobrze zapowiadającą się potencją.

Po owocach ich poznacie… A co będzie moim owocem? Mój krzyż nie jest wielki. Każdego dnia poszukuję… Różnych rzeczy: bezinteresownego uśmiechu, także w sobie, wskazówek, gestów, które potwierdzą słuszność moich wyborów oraz słów, gdy tak jak teraz poddaję je próbie znaczenia. Wszak nie jest ważne, by były, lecz by były to te najwłaściwsze. Jak już ginąć, to spektakularnie? Na Golgocie w obecności tłumów, a zwłaszcza dziejopisów – Jana, Mateusza, Marka i Łukasza? Czy trzeba sobą zapełnić cenny czas antenowy, by poczuć się spełnionym? Ale Chrystus w momencie śmierci nie myśli o tym, czy dobrze wygląda.

Dla Niego liczy się przecież cel, a nie droga… On sam chce, by Jego krzyż stał się „Drogą, Prawdą i Życiem”. W ten sposób krzyż zaczyna funkcjonować jako znak ostateczny, do niczego nieodsyłający, znak, którego znaczenie nie jest konwencją, więc nie wymaga akceptacji. On sam jest znaczeniem.

Krzyż dla mnie oznacza Boga, a Bóg – krzyż, ale z tego nie wynika, że krzyż jest cierpieniem. Wszak Bóg nie jest cierpieniem, lecz miłością.

Mój krzyż nie jest wielki, może dlatego w natłoku wydarzeń i spraw codziennych tak łatwo zapominam, co jest naprawdę ważne w życiu, a wówczas świat, igrając moim sentymentalizmem, zmusza mnie do łez. W tym przypadkowym płaczu nieświadomie żałuję swoich straconych szans i możliwości.

Odczuwam dziś boleśnie swoje niespełnienie. Spowodowane brakiem czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem