Reklama

Dziękowali za dar chleba

2017-08-30 12:22

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 36/2017, str. 1

Karolina Krasowska
W Tuplicach rolnicy dziękowali za chleb, który jest owocem ciężkiej pracy rąk ludzkich

W niektórych parafiach naszej diecezji 26 i 27 sierpnia odbyły się dożynki, w czasie których rolnicy dziękowali Panu Bogu za otrzymane w tym roku plony. Gminno-parafialne uroczystości dożynkowe zostały zorganizowane m.in. w parafii pw. Chrystusa Króla w Tuplicach.

Dożynki w położonych w powiecie żarskim Tuplicach rozpoczęły się uroczystą Mszą św., której przewodniczył rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu ks. dr Dariusz Mazurkiewicz. W homilii przedstawił on rolę, jaką spełnia praca w życiu człowieka. – W ludzkiej pracy, która jest świadectwem chrześcijańskiego życia, musi być miejsce na dziękczynienie. Dlatego dzisiaj stajemy przed Bogiem z naszą modlitwą i plonami ziemi, by powiedzieć Panu Bogu, że nie wszystko od nas zależy. Ile razy jest tak, że coś planujemy, coś sobie zakładamy i po prostu się nie uda, choć niby zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Bo nie wszystko od nas zależy, dlatego potrzebne jest to zawierzenie i dziękczynienie Panu Bogu za to, co mamy – mówił Ksiądz Rektor. – To, że dzisiaj przynosimy plony ziemi, by podziękować Bogu, to jest ważne, ale nie potwierdzimy naszej przynależności do Chrystusa, jeżeli każdego dnia nie będziemy poprzez uczciwą pracę i dziękczynienie przyznawali się do Chrystusa – kontynuował. Wszystkich gości na uroczystości dożynkowej powitał ks. Jerzy Loch. – Dziękujemy Panu przede wszystkim za dar chleba, by ten chleb był zawsze szanowany w naszych domach, rodzinach, w parafii i gminie, by ten chleb był zawsze sprawiedliwie dzielony, by tego chleba nam nigdy nie zabrakło – powiedział proboszcz od ponad 30 lat posługujący w parafii w Tuplicach. Po Mszy św. uczestnicy dożynek udali się na Wzgórze Tuplickie, gdzie miała miejsce ceremonia dzielenia się chlebem, a także konkursy i zabawy. Uroczystości wspólnie zorganizowały wójt gminy Tuplice Katarzyna Kromp oraz prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej Małgorzata Polak. Wójt gminy Tuplice szczególnie powitała tych, którzy trudzą się pracą na roli, czyli rolników. – To jest ich święto, ale to jest nasz obowiązek o tym święcie im przypominać, to jest nasz obowiązek im za ten dzień dziękować, bo dziękujemy nie tylko za chleb, który jest symbolem dożynek, lecz także za wszystko to, co spłodziła ziemia – mówiła Katarzyna Kromp.

Tagi:
dożynki

Dziękczynienie za tegoroczne plony

2017-09-21 09:31

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 39/2017, str. 4

Marek Zygmunt
Uczestnicy dożynek

Mimo niezbyt sprzyjającej pogody nie tylko mieszkańcy Lutomi koło Świdnicy, ale i delegacje ze wszystkich naszych dekanatów uczestniczyli licznie w Dożynkach Gminy Świdnica połączonych z Dożynkami Diecezjalnymi. W dożynkowych obrzędach wzięli udział m.in.: minister edukacji narodowej Anna Zalewska, senator Wiesław Kilian, posłowie – Katarzyna Mrzygłocka i Ireneusz Zyska, przedstawiciele władz samorządowych, organizacji, instytucji działających na rzecz rolnictwa.

Centralnym punktem dożynek była polowa Msza św. koncelebrowana m.in. przez kanclerza Świdnickiej Kurii Biskupiej ks. prał. dr. Stanisława Chomiaka, dyrektora Wydziału Duszpasterskiego ks. dr. Krzysztofa Orę pod przewodnictwem ordynariusza bp. Ignacego Deca.

W okolicznościowej homilii Ksiądz Biskup podkreślił, że dziękujemy Panu Bogu za nowy chleb, żywność, podtrzymującą nasze życie, za pogodę na ziemi uprawianej przez rolników, która jest naszą karmicielką. – Ziemia jest podstawowym zakładem pracy, który nie może upaść, bo gdyby tak się stało, to ginie życie na ziemi. – Polityka rolna nie zawsze rozpieszczała i rozpieszcza rolników. Relacja między cenami nawozów, maszyn rolniczych a skupem produktów rolnych nie zawsze jest korzystna dla rolników. Rolnicy borykają się z przeróżnymi trudnościami, ale trwają, nie odchodzą od warsztatów pracy, przy których stanęli – akcentował kaznodzieja.

Dziękując także za kultywowanie dożynkowych tradycji w muzyce, w tańcu, w śpiewie, Ksiądz Biskup nawoływał do tego, byśmy nie dali się okraść w imię jakichś fałszywych idei z tej pięknej tradycji, którą odziedziczyliśmy od naszych przodków. Ordynariusz wskazał, że chleb, nad którym pracuje najpierw rolnik, Pan Jezus wybrał po to, żeby być z nami. Ten chleb mocą Ducha Świętego przez kapłanów będzie przemieniony w Chleb Eucharystyczny, który wielu z nas przyjmie, który daje życie, trwanie w Chrystusie i jest zadatkiem życia wiecznego. Przyjmujemy chleb Boży, o którym Pan Jezus powiedział, że będzie żyć na wieki. – Dlatego chwała wam, rolnicy, bo Pan Jezus wybrał produkt waszej pracy – chleb, żeby być z nami, by w tym Chlebie Eucharystycznym dawać nam moc i siłę i mieć zadatek życia wiecznego – apelował, kończąc homilię Pasterz Kościoła świdnickiego.

W czasie Eucharystii Ksiądz Biskup poświęcił dożynkowe wieńce, a potem przejechał wraz z gospodynią dożynek – wójtem Gminy Świdnica Teresą Mazurek specjalną konną bryczką na miejsce stoisk kiermaszowych promujących wszystkie sołectwa Gminy Świdnica. Na scenie Ksiądz Biskup najpierw poświęcił, a potem razem z panią wójt pokroił chleb i podzielił się nim z wieloma uczestnikami dożynek.

Ksiądz Biskup wyraził ogromne uznanie i podziękowanie dla wszystkich osób, instytucji, które przyczyniły się do wspanialej organizacji i przebiegu tegorocznych dożynek. Wśród nich podkreślił szczególne zaangażowanie ze strony wójt Teresy Mazurek, jej współpracowników, a przede wszystkim parafian z Lutomi na czele z ks. prob. Bogdanem Deroniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Mój Krzyż codzienny

2018-02-23 14:41

Joanna Warońska, Częstochowa

Mój krzyż nie jest wielki. Ot, połączone dwa kawałki drewna. Od razu zwróciłam uwagę, że nie ma na nim Chrystusa, a przecież w dzieciństwie było to dla mnie niezwykle ważne. Tak jakbym potrzebowała portretu Zbawcy. Mojego Zbawcy. Później dostrzegłam powszechność braku tego wizerunku.

congerdesign/pixabay.com

Otaczały mnie miliony przewrażliwionych i rozdętych ego, wpychających się w moje oczy, uszy, zabierających moją przestrzeń. I każde z nich chciało wciągnąć mnie w swoją orbitę. Miałam stać się ich częścią i potwierdzać ich wielkość. Nic więc dziwnego, że i pusty krzyż stawał się dla nich wygodną alegorią cierpienia w ogóle, która sprowadzała pokusę zbyt łatwego płaczu nad sobą. Mogli poczuć przez chwilę jedność z cierpiącym Bogiem. To był etap pierwszy. Potem pojawiało się rozpamiętywanie swojego losu i wiele pytań: Dlaczego ja? Dlaczego mnie? Czy to fatum? Czy może Bóg o mnie zapomniał?

Ale istota krzyża nie może przecież wyczerpywać się w cierpieniu. Albo przynajmniej takie doświadczenie nie może kończyć się licytacją, czyj ból jest większy, kogo bardziej uszlachetnił i kto w opinii innych był bardziej przekonujący. Wszak cierpienie towarzyszy każdemu, a określenie jego wielkości jest często wrażeniem subiektywnym. Trzeba by uwzględnić zbyt wiele czynników nieporównywalnych, by wreszcie ustalić prawdziwą hierarchię cierpiących. Dlatego krzyż to raczej zawierzenie, pokora, które pozwalają piąć się ku niebu, i miłość obejmująca cały świat. Gdy myślę o krzyżu, zawsze wspominam wiersz niezwykle wrażliwej poetki młodopolskiej Marii Komornickiej:

W noc chmurami złowieszczymi ciemną

Leżałam jak zwalony krzyż

A duchy mocowały się nade mną

O mnie…

Poczuć się zwalonym krzyżem to doświadczenie niemal tragiczne, wzmagające odczucie cierpienia. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy złowieszczą noc i rozgrywającą się nad głową bohaterki walkę o jej duszę. To podważenie prawdy celu wędrówki, zakwestionowanie wszelkich wyborów. To zwielokrotnione odczucie zwątpienia i samotności w przerażająco niezrozumiałym świecie. To brak woli walki w odwiecznej konfrontacji dobra i zła. A wystarczyłaby może czyjaś pomocna dłoń, by duchy pełzające po ziemi stały się zbyt odległe. Wówczas ich kuszący głos nie dosięgnąłby naszych uszu. Sytuacja tak silnie doświadczona przez Komornicką jest codziennością każdego, choć przyzwyczajenie nauczyło nas jej nie dostrzegać.

Mój krzyż nie jest wielki. Nie pozwala mi wzrastać w swoim cieniu, nie kształtuje mojego poglądu na świat, a nawet nie buduje wokół mnie wspólnoty rozumiejącego współczucia. Na co dzień nie jest zbyt uciążliwy i prawie udaje mi się o nim zapomnieć. Ot, żyję jak wszyscy. A może nawet są tacy, co patrzą na mnie z zazdrością, ponieważ jestem tą, której się udaje. Przynajmniej czasami. Ale przychodzą takie dni, zwłaszcza w czasie przedświątecznych porządków, gdy ponaglana dawnym obyczajem zaglądam w każdy kąt, pod szafy i do niemal zapomnianych szuflad, i wówczas z przerażeniem stwierdzam, że on wciąż tam jest, tylko może w ostatnim roku trochę bardziej przykrył go kurz. I po raz kolejny próbuję przyrównać do niego swoje życie…

Rozpoczynam rachunek sumienia pod odnalezionym także w swoich wspomnieniach krzyżem. Rozpoczynam swoje indywidualne rekolekcje. W ostatnim roku coraz bardziej upodabniam się do punktu, choć dla niektórych równie niewygodnego jak kamień w bucie; kurczę się w przestrzeni świata, zwijam się w sobie zamiast wzrastać, staję się odrzuconym ziarnem… A może dopiero zbieram siły, by kiedyś wreszcie zakorzenić się w próchnicy społeczeństwa i zadziwić innych swoją potrzebą wzrostu. To pokrzepiające… Tylko bez decyzji o wydaniu plonu pozostanę na zawsze dobrze zapowiadającą się potencją.

Po owocach ich poznacie… A co będzie moim owocem? Mój krzyż nie jest wielki. Każdego dnia poszukuję… Różnych rzeczy: bezinteresownego uśmiechu, także w sobie, wskazówek, gestów, które potwierdzą słuszność moich wyborów oraz słów, gdy tak jak teraz poddaję je próbie znaczenia. Wszak nie jest ważne, by były, lecz by były to te najwłaściwsze. Jak już ginąć, to spektakularnie? Na Golgocie w obecności tłumów, a zwłaszcza dziejopisów – Jana, Mateusza, Marka i Łukasza? Czy trzeba sobą zapełnić cenny czas antenowy, by poczuć się spełnionym? Ale Chrystus w momencie śmierci nie myśli o tym, czy dobrze wygląda.

Dla Niego liczy się przecież cel, a nie droga… On sam chce, by Jego krzyż stał się „Drogą, Prawdą i Życiem”. W ten sposób krzyż zaczyna funkcjonować jako znak ostateczny, do niczego nieodsyłający, znak, którego znaczenie nie jest konwencją, więc nie wymaga akceptacji. On sam jest znaczeniem.

Krzyż dla mnie oznacza Boga, a Bóg – krzyż, ale z tego nie wynika, że krzyż jest cierpieniem. Wszak Bóg nie jest cierpieniem, lecz miłością.

Mój krzyż nie jest wielki, może dlatego w natłoku wydarzeń i spraw codziennych tak łatwo zapominam, co jest naprawdę ważne w życiu, a wówczas świat, igrając moim sentymentalizmem, zmusza mnie do łez. W tym przypadkowym płaczu nieświadomie żałuję swoich straconych szans i możliwości.

Odczuwam dziś boleśnie swoje niespełnienie. Spowodowane brakiem czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem