Reklama

Jestem od poczęcia

Wojna i kłamstwa totalne

2017-08-30 09:00

Sławomir Błaut
Niedziela Ogólnopolska 36/2017, str. 36-37

Muzeum Ziemi Wielunskiej
Wieluń zrujnowany po nalocie, 1939 r.

Pamięć o II wojnie światowej dryfuje w niewiadomym kierunku. To, co kiedyś było oczywiste, rozmył upływający czas. Ale nie tylko on. Celowe zakłamywanie historii, zacieranie granicy między złem a dobrem służyło i nadal służy „wybielaniu” sprawców zbrodni. Beneficjentami tego procederu są Niemcy i Rosja

Wieluń to miasto, na które spadły pierwsze niemieckie bomby w II wojnie światowej, a sprawcy popełnionych tam zbrodni uniknęli kary. Nad ranem 1 września 1939 r. do niewielkiego miasta, pogrążonego jeszcze we śnie, zjeżdżali wiejscy gospodarze na targ. O godz. 4.40 zaskoczeni usłyszeli wycie syren i warkot nadlatujących samolotów. To była pierwsza fala niemieckiego ataku Luftwaffe – 29 bombowców nurkujących, sztukasów. Wieluń stał się areną scen mrożących krew w żyłach.

Niewiniątka

Jednym z pierwszych celów nalotu był wieluński Szpital Wszystkich Świętych, oznakowany na dachu symbolem Czerwonego Krzyża. Niemieckie bomby zabiły tam 32 osoby, a w całym Wieluniu ok. 1,2 tys. mieszkańców. W gruzach legło 70 proc. domów (w centrum – 90 proc.). Piloci urządzali sobie „zabawy” – polowania na uciekających ludzi, strzelali do nich z broni pokładowej (o takich zachowaniach Niemców pisali m.in. Sönke Neitzel i Harald Welzer w pracy „Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania” wydanej w 2014 r.).
Polski historyk prof. Tadeusz Olejnik, w przeszłości dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej, podkreśla (w książce „Wieluń – polska Guernica” wydanej w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej), że atak na bezbronne miasteczko był aktem terroru, zbrodnią wojenną. Pieczołowicie kompletował on dowody winy Niemców – rozkazy, raporty o skali zniszczeń, zdjęcia, relacje świadków.
Rozkaz zbombardowania Wielunia wydał gen. mjr Wolfram von Richthofen, dowódca niemieckiego lotnictwa szturmowego, które w 1939 r. zrzucało tony bomb m.in. na Warszawę. Podczas wojny domowej w Hiszpanii dowodził wspierającym wojska nacjonalistyczne Legionem Condor. To z jego rozkazu w 1937 r. zbombardowano miasto Guernica (o tej zbrodni, w przeciwieństwie do Wielunia, było w świecie głośno przez kilkadziesiąt lat). Zginęło tam ponad 1000 mieszkańców; zniszczono ponad 60 proc. domów. Niemcy testowali w ten sposób nowe samoloty i siłę rażenia bomb. Być może atakowi na Wieluń przyświecał, obok zamiaru wywołania paniki wśród polskiej ludności, również taki cel. Porównanie obu nalotów i odkrycie podobieństw skłoniło prof. Olejnika do nazwania Wielunia „polską Guernicą”.
Mimo że Niemcy przegrały wojnę, nie udało się postawić przed sądem osób odpowiedzialnych za nalot na Wieluń. Dziennikarz śledczy Cezary Gmyz zauważa (w artykule „Rzeźnia wieluńska”, „Wprost”, nr 36, 3 września 2008 r.), że po wojnie nikt nie został nawet przesłuchany w sprawie bombardowania. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu próbowała skłonić stronę niemiecką do podjęcia kroków prawnych w tej sprawie, jednak uzyskała tylko informację, że nalot na Wieluń nie jest kwalifikowany do miana zbrodni wojennej, ale działań wojennych, a nawet jeśli doszło wówczas do „zabójstw wykraczających poza wojenną konieczność”, to czyny te uległy już przedawnieniu. Za naszą zachodnią granicą chętniej niż o niemieckich zbrodniach z czasów wojny mówi się o cierpieniach Niemców. Bodaj najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak Niemcy podchodzili do problemu rozliczenia się ze swoją mroczną przeszłością, są losy generała SS Heinza Reinefartha – kata Powstania Warszawskiego, który nie tylko uniknął kary, ale też został po wojnie szanowanym burmistrzem kurortu Westerland w RFN (nagłośnił to Philipp Marti w książce „Sprawa Reinefartha” wydanej w 2016 r.). Wnioski są z grubsza takie, że jeśli zbrodniarz ukrył się w Niemczech, swoi go nie skrzywdzili. Ówczesne społeczeństwo przejęło od Hitlera przekonanie o światowym spisku przeciwko Niemcom, przed którym musiano się bronić. Dzisiejsze Niemcy natomiast chciałyby się pozbyć niewygodnego piętna, którym jest nazistowski „epizod”; najchętniej scedowałyby wojenne winy, choćby ich część, na innych, m.in. na Polskę. Jednak oficjalnie nie neguje się tam faktu wywołania wojny przez III Rzeszę i nie chwali jej wodza. Na szczęście są na to odpowiednie paragrafy. Od niedawna ścigani przez prawo są też propagatorzy kłamstw o „polskich obozach śmierci”. To absurdalne określenie jest dla Polaków groźne, pojawia się bowiem w światowych mediach bardzo często i za pośrednictwem Internetu dociera do milionów ludzi.

Reklama

Nic nowego

Zarówno kremlowskie władze, jak i zwykli ludzie w kraju rządzonym przez Putina nie kryją tęsknoty za czasami Związku Radzieckiego. Propagowanie komunizmu w dzisiejszej Rosji, a także na świecie, nie jest niczym nagannym czy wstydliwym (z nazizmem, jak wspomniano wyżej, jest inaczej). Lewackość z nutą tęsknoty za XX wiekiem, w którym ideologia komunistyczna święciła triumfy, uchodzi w licznych środowiskach za cnotę.
Propaganda kremlowska stara się dbać o pozory. Rozpowszechnia m.in. (przywodzące na myśl stalinowskie „dziedzictwo”) kłamstwo o mordowaniu przez Polaków rosyjskich jeńców z 1920 r. Ten „fakt” zestawia sięze zbrodnią katyńską jako przeciwwagę (to przekaz dla świata, bo Rosjanie wierzą, że Katyń to sprawka faszystów, jak powszechnie określa się tu nie tylko nazistów, lecz także wszelkich wrogów kraju). W rzeczywistości w polskiej niewoli po 1920 r. było ok. 110 tys. czerwonoarmiejców, których zgromadzono w obozach jenieckich. Z tej liczby zmarło 16-18 tys. Powodem ich śmierci były głównie złe warunki bytowania, epidemie, brak żywności i leków. Prawie 66 tys. jeńców powróciło później do Rosji, a ok. 25 tys. pozostało w Polsce dobrowolnie (w to ostatnie Moskwa nie wierzy chyba najbardziej).
Rosja ma swoją wersję historii, m.in. II wojny światowej, z której przebija duma z wielkiego zwycięstwa nad faszyzmem. Polacy w tej narracji występują nie jako ofiary Stalina, ale jako niewdzięcznicy. Nie ma tam mowy ani o wspólnym rozbiorze Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki w 1939 r., ani o ludobójstwie dokonanym przez Sowietów na naszym narodzie. Polska czyni, co może, by prostować te kłamstwa (szerzej piszemy o tym zwykle w rocznicę Katynia i 17 września). W Rosji, przynajmniej na razie, nic nie wskazuje na jakąś zmianę. I chyba tak już zostanie – po staremu...

Tagi:
historia rocznica

Dla uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości

2018-05-16 11:24

Katarzyna Szczablewska-Siwek
Edycja lubelska 20/2018, str. II

Katarzyna Szczablewska-Siwek
Uczestnicy i organizatorzy konkursu

W czasach, kiedy Polski nie było na mapach świata, wielu polskich duchownych świadomie przyjęło na siebie obowiązek obrony podstawowych wartości narodowych. Ich bohaterska postawa jest dowodem na to, że Kościół zawsze służył narodowi polskiemu. Nie można zrozumieć historii Polski bez chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego. Taką świadomość mieli organizatorzy 10. jubileuszowego konkursu kierowanego do dzieci i młodzieży z terenu archidiecezji lubelskiej, a poświęconego tematyce roli Kościoła, jaką odgrywał w historii, sztuce i literaturze na przestrzeni dziejów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Depo do neoprezbiterów: kapłan musi być człowiekiem wiary

2018-05-19 17:20

Ks. Mariusz Frukacz

Grzegorz Gadacz

„Pierwszą pracą jaką winien wykonywać kapłan każdego dnia jest to, aby był człowiekiem wiary” – mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który w sobotę 19 maja podczas uroczystej liturgii w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie udzielił święceń kapłańskich dziewięciu diakonom Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej.

Mszę św. z abp. Wacławem Depo koncelebrowali m. in. przełożeni z Wyższego Seminarium Duchownego, na czele z rektorem ks. dr Grzegorzem Szumerą oraz księża proboszczowie z rodzinnych parafii neoprezbiterów. W archikatedrze zgromadziły się rodziny i przyjaciele nowych prezbiterów, kapłani, siostry zakonne, klerycy i wierni parafii, z których pochodzą nowi kapłani.

Podczas święceń neoprezbiterzy wypowiedzieli swoje przyrzeczenia, zobowiązali się do posłuszeństwa biskupowi i jego następcom oraz do wiernego głoszenia Słowa Bożego i posługi sakramentalnej.

W homilii abp Depo podkreślił, że „drogi wiary w Chrystusa jako Jedynego Pośrednika pomiędzy Bogiem a ludźmi nigdy nie były i nie będą łatwe.”- Każde pokolenie uczniów Jezusa doświadczało trudów przyjęcia i realizacji Jego wymagań, i wymagań Jego Ewangelii – mówił abp Depo.

- Chrystus nigdy nie łudził łatwymi obietnicami tych, którzy w Niego uwierzyli i poszli za Nim. Potwierdzając dzisiaj naszą więź z Jezusem i miłość wobec Niego dostrzegamy, że kapłaństwo jest jednocześnie darem i zadaniem, drogą własnego uświęcenia mocą Ducha Świętego, a także misją, powołaniem, którego nieraz świat nie przyjmuje i odrzuca – podkreślił arcybiskup.

Zobacz zdjęcia: Święcenia prezbiteratu w Częstochowie

Metropolita częstochowski wskazał, że „świat bowiem potrzebuje Boga. I potrzebuje ludzi, którzy wewnętrznie będą dojrzali. To Bóg powołuje. Jest pierwszym w powołaniu i miłości i to On posyła”.

- Jedną z fundamentalnych trosk kapłana staje się pogodzenie życia duchowego, życia modlitwy za siebie i za innych z posługą duszpasterską na co dzień – dodał metropolita częstochowski i przypomniał, że „pierwszą pracą jaką winien wykonywać kapłan każdego dnia jest to, aby był człowiekiem wiary, coraz bardziej i mocniej i dojrzalej ufającym Jezusowi i Duchowi Świętemu, a nie sobie i drodze własnej samorealizacji.”

Odnosząc się do czasów współczesnych abp Depo zauważył, że „coraz więcej ludzi rezygnuje z trudu odnajdywania Boga bądź przyjmuje wiarę wybiórczo, na zasadzie afirmacji tych prawd, które są wygodne, które nie kolidują ze stworzoną na własny użytek wizją chrześcijaństwa.” - Rośnie nam liczba chrześcijan wybiórczych, którzy nie budują na fundamencie wiary w Jezusa. I dlatego świat, Europa i Polska potrzebuje dojrzałych i wierzących coraz głębiej i każdego dnia kapłanów – wołał arcybiskup.

- Tak ważny jest akt wiary w Chrystusa Zbawiciela we wspólnocie Kościoła i z Kościołem. To posłuszeństwo Kościołowi, którym kieruje Duch Święty codziennie powtarzane chroni przed samowolą i subiektywizmem wiary, stanowiąc gwarancję budowania prawdziwej wspólnoty dalekiej od wszelkich form anarchii i nieposłuszeństwa – kontynuował metropolita częstochowski.

- Powraca bardzo mocna pokusa „wierzę w Boga, wierzę w Chrystusa, a nie wierzę w Kościół”. Nie ma Kościoła bez Chrystusa i nie ma dojścia do Chrystusa bez Kościoła – dodał duchowny.

Abp Depo za św. Janem Pawłem II przypomniał nowym kapłanom, że „miłość kapłańska jest przymiotem, dzięki któremu naśladujemy Chrystusa w Jego darze z siebie i w Jego służbie. Ona określa nasz sposób myślenia i działania, nasz sposób odnoszenia się do ludzi i jest dla nas miłością szczególnie wymagającą”.

- W tym samym duchu odczytajmy modlitwę księdza poety Jana Twardowskiego: Daj mi czystość, która nie jest tylko wyrzeczeniem domu, kobiety, dziecka; Daj mi ubóstwo, które nie jest tylko utratą, lecz innym panowaniem nad światem rzeczy; Daj mi posłuszeństwo, które nie jest tylko ślepym zapatrzeniem, ale dalekowzrocznością spraw, które przeżywam – kontynuował arcybiskup.

- Tu chodzi o miłość na całe życie. A nie stąd dotąd – podkreślił metropolita częstochowski.

Na zakończenie abp Depo przypomniał słowa sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, który 4 października 1970 r. powiedział: „Młode pokolenie idzie w czasy niewątpliwie trudne. Od Was zażądają wielkich ofiar, potężnej wiary, gorącej miłości, a w niejednej klęsce — nadziei na Sprawiedliwego Boga, Musicie być wtedy mężni. W takich momentach pomocą Wam będzie doświadczenie, które Naród zdobył w ciągu minionych dziejów. Kiedy naród miał usta zamknięte przemawiał Kościół. A Kościół w Polsce nie miał zwyczaju opuszczać narodu. Nie ma tego zwyczaju i dzisiaj”.

- Te słowa Prymasa Tysiąclecia powracają i zobowiązują sługi Ewangelii i szafarzy Bożych tajemnic, żeby nie było rozdźwięku pomiędzy narodem a Kościołem – zwrócił się abp Depo do nowych kapłanów.

- Módlmy się, aby Pan żniwa wypełniał sobą serca kapłanów. Niech wzbudza nadzieję, która zawieść nie może – zakończył abp Depo.

Przed święceniami neoprezbiterzy odbyli rekolekcje w Domu Rekolekcyjnym Święta Puszcza w Olsztynie k. Częstochowy. Rekolekcje przeprowadził ojciec duchowny Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie ks. dr Remigiusz Lota.

Nowi prezbiterzy archidiecezji częstochowskiej jako patrona swojego rocznika wybrali św. Jana XXIII, i jako hasło słowa: „Człowiek nigdy nie jest tak wielki jak wtedy, gdy klęczy” z „Dziennika duszy” św. Jana XXIII.

W dniu 22 czerwca 1962 r. papież Jan XXIII na prośbę biskupa Zdzisława Golińskiego, drugiego ordynariusza diecezji częstochowskiej, nadał katedrze Świętej Rodziny tytuł bazyliki mniejszej. Uroczyste ogłoszenie brewe papieskiego nastąpiło 13 stycznia 1963 r.

Jan XXIII, zanim został wybrany na Stolicę św. Piotra, kilka razy odwiedził Polskę. Ale szczególnie cenił sobie swoje pielgrzymowanie do Częstochowy, na Jasną Górę. Otóż 17 sierpnia 1929 r., będąc jeszcze wizytatorem apostolskim w Bułgarii, odwiedził Jasną Górę. W jasnogórskiej księdze pamiątkowej napisał: „Fiat pax in virtute tua, Regina Poloniae et abundantia in turribus tuis” (Niech będzie pokój w mocy Twojej, Królowo Polski, i obfitość w wieżycach Twoich). W swoich spotkaniach i rozmowach z Prymasem Tysiąclecia powracał do Matki Bożej Jasnogórskiej.

To na prośbę Jana XXIII, wypowiedzianą 4 listopada 1958 r. do kard. Wyszyńskiego, od 6 listopada 1958 r. rozpoczęto odprawianie codziennych Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze w intencji papieża. Na uwagę zasługuje fakt, że ostatnia notatka w „Dzienniku duszy”, zapisana krótko przed śmiercią, 20 maja 1963 r., dotyczy audiencji udzielonej kard. Wyszyńskiemu. Warto też podkreślić, że umierający Papież w czerwcu 1963 r. polecił ustawić przy swoim łóżku obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Jan XXII został beatyfikowany przez Jana Pawła II 3 września 2000 r., a kanonizowany przez papieża Franciszka 27 kwietnia 2014 r.

Święcenia prezbiteratu otrzymali:

1. Ks. Mariusz Bednarek  – Częstochowa, par. św. Floriana
2. Ks. Rafał Białas – Wierzchlas, par. św. Mikołaja
3. Ks. Wojciech Biś – Częstochowa, par. NMP Zwycięskiej
4. Ks. Kamil Cieśla  – Toporów, par. św. Franciszka z Asyżu
5. Ks. Bartosz Kasprzak  – Szynkielów, par. Narodzenia NMP
6. Ks. Kamil Kidawski  – Myszków, par. Narodzenia NMP
7. Ks. Damian Magiera – Staromieście, par. Wniebowzięcia NMP (diecezja kielecka)
8. Ks. Adam Młynarczyk – Częstochowa, par. św. Antoniego
9. Ks. Rafał Środa  – Pątnów, par. św. Jana Apostoła i Ewangelisty

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kolegium Kardynalskie w nowym składzie

2018-05-20 18:29

kg (KAI/VaticanInsider) / Watykan

Po zapowiedzi Franciszka z 20 maja, iż 29 czerwca zamierza wręczyć birety kardynalskie 14 nowym duchownym, Kolegium Kardynalskie liczyć będzie 227 członków, z których 126 będzie mogło wybierać nowego papieża. Gdyby do tego doszło już teraz, oznaczałoby to przekroczenie o 6 dopuszczalnej liczby elektorów, ustalonej jeszcze w 1970 przez bł. Pawła VI i potwierdzonej później przez św. Jana Pawła II.

Grzegorz Gałązka

Wśród wspomnianych 126 dotychczasowych i nowych purpuratów, uprawnionych do udziału w konklawe, najwięcej "swoich" będzie miał odtąd obecny papież - 59, podczas gdy kardynałów "od" Benedykta XVI jest 48 i "od" Jana Pawła II - 19. W tym gronie będzie 54 Europejczyków, a więc niespełna połowa, inne kontynenty mają odpowiednio mniej elektorów: cała Ameryka - 35, w tym Północna - 17, Południowa - 13 i Środkowa - 5, z Azji - 17, Afryki - 16 i z Oceanii będzie nadal 4 purpuratów poniżej 80. roku życia.

Włoski watykanista Andrea Tornielli, komentując na łamach portalu "VaticanInsider" najnowsze decyzje Franciszka, za jedną z największych niespodzianek uznał włączenie w skład Kolegium jałmużnika papieskiego, Polaka abp Konrada Krajewskiego. Wyraził przy tym uznanie dla jego postawy, przejawiającej się w pomaganiu "dniem i nocą ubogim, bezdomnym, migrantom i uchodźcom".

Tornielli przywołał też słowa nominata, powiedziane portalowi zaraz po oświadczeniu Ojca Świętego: "Nic nie wiedziałem jeszcze kilka minut po wymienieniu mego nazwiska, akurat wyjeżdżałem rowerem z Watykanu, gdy wezwano mnie, abym słuchał papieża w czasie modlitwy Regina Caeli. Dla mnie było to całkowite zaskoczenie".

Z kolei patriarcha chaldejski abp Louis Sako zareagował żartem: "Naprawdę papież mianował mnie kardynałem? Ależ nikt mnie o to nie prosił". Dowiedział się o tej nominacji z rozmowy telefonicznej z Włoskim Wydawnictwem Misyjnym (EMI) kilku minut po zapowiedzi papieskiej. Dodał, że decyzja ta jest nie dla niego, ale dla Kościoła w Iraku i dla Iraku.

"Cały nasz kraj potrzebuje poparcia a ta nominacja podobna jest do tej, która dotyczyła nuncjusza w Syrii Mario Zenariego jako znak wsparcia ze strony papieża dla naszego Kościoła" - powiedział patriarcha Babilonii. Wyraził za to wielką wdzięczność Franciszkowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem