Reklama

Symbol dramatów Europy

2017-08-02 09:45

Marzena Cyfert
Niedziela Ogólnopolska 32/2017, str. 14-16

Towarzystwo im. Edyty Stein
Edyta z siostrą Erną

Przez długi czas była osobą poszukującą. Jej umysł niestrudzenie dociekał prawdy, a jej serce otwierało się na nadzieję
Jan Paweł II

Kalendarium

1891 – 12 października we Wrocławiu przychodzi na świat Edyta Stein

1911 – zdaje maturę i rozpoczyna studia na Uniwersytecie Wrocławskim

1913 – przenosi się do Getyngi, studiuje pod kierunkiem prof. Edmunda Husserla

Reklama

1916 – 3 sierpnia broni pracę doktorską we Fryburgu Bryzgowijskim

1921 – czyta autobiografię św. Teresy z Àvila i prosi o chrzest

1922 – 1 stycznia przyjmuje chrzest w kościele katolickim w Bergzabern

1933 – 14 października wstępuje do zakonu karmelitańskiego w Kolonii

1942 – 2 sierpnia zostaje aresztowana w klasztorze w Echt przez gestapo;
– 9 sierpnia umiera w komorze gazowej w Auschwitz-Birkenau

1987 – 1 maja zostaje beatyfikowana przez Jana Pawła II w Kolonii

1998 – 11 października w Rzymie odbywa się jej kanonizacja

1999 – 1 października zostaje ogłoszona współpatronką Europy

* * *

Edyta Stein urodziła się 12 października 1891 r., jako jedenaste dziecko Augusty i Zygfryda Steinów, we Wrocławiu, ale to Lubliniec zawsze zajmował szczególne miejsce w jej sercu. Tam mieszkali jej pradziadkowie i dziadkowie, ludzie niezwykłej dobroci i uczciwości. Lubliniec kojarzył się z ciepłem i swobodą – z prababką, która gdy parzyła kawę, odkładała po ziarenku, by podzielić się z biednymi; z dziadkiem, który wyciągał kandyzowane owoce z dużych tortów i wkładał je dzieciom do ust, a tabliczkami czekolady obdarowywał nawet obce dzieci z ulicy.

W dzieciństwie – uparciuch, „ambicjuszka”; w młodości – wybitny naukowiec, filozof z najwyższej półki europejskiej; po śmierci – ogłoszona świętą... Kim tak naprawdę była? W swoim życiorysie napisała: „W moich marzeniach jawiła się przede wszystkim zawsze wspaniała przyszłość. Marzyłam o szczęściu i sławie. Byłam przekonana, że jestem przeznaczona do czegoś wielkiego...”.

Przeczytaj także: Święta matka Augusta

Marzyła o szczęściu i sławie

Jako najmłodsze dziecko Edyta doświadczyła wiele ciepła i miłości od matki, która po wczesnej śmierci męża sama wychowywała dzieci i prowadziła składnicę opału. Święta z nostalgią pisze o jej ciepłych dłoniach, które były dowodem, „że wszelkie życie i ciepło w domu pochodziło od niej”. Wyjątkowo Edytę traktowało również starsze rodzeństwo. Siostra Róża obdarowywała ją szarlotką i lodami, zaś brat Paul nosił na rękach i śpiewał piosenki bądź opowiadał o Schillerze i Goethem. A ponieważ miała bardzo dobrą pamięć, zapamiętywała wszystko. „Wielu z naszych licznych wujów i ciotek lubiło ją przepytywać albo usiłowało wręcz zmylić, twierdząc np. że «Marię Stuart» napisał Goethe czy coś podobnego. Prostowała błąd ze śmiertelną powagą” – wspomina jej siostra Erna.

Od wczesnych lat dziecięcych Edyta była bardzo uparta, zwłaszcza gdy coś sprzeciwiało się jej woli. Gdy jedna z siostrzenic próbowała przeforsować swoje pomysły, odpowiadała ze spokojem, że sprzeczać się nie zamierza, bo ma swoje zdanie. Kiedyś usłyszała od zdesperowanej siostrzenicy: „Pozwól mi choć raz mieć rację”.

Kolejną cechą wyróżniającą Edytę była niezwykła wrażliwość. Powodowała ona, że nawet ekscytujące sytuacje przyprawiały ją o reakcje neurotyczne – np. ślub ukochanej siostry Erny przeżywała tak mocno, że napięcie i ból trzeba było łagodzić morfiną. Tak wielka uczuciowość i upór nie przeszkodziły jej w osiągnięciu życiowych sukcesów i w późniejszej heroicznej postawie.

Uderz w kamień, a wytryśnie mądrość

Rodzice Edyty Stein byli wyznawcami judaizmu, ale dzieci nie naśladowały ich w praktykach religijnych. Gdy Edyta miała 13 lat, również doszła do Nietzscheańskiej tezy: „Bóg umarł”, i do 21. roku życia deklarowała się jako ateistka. Matka próbowała ratować jej dziecięcą wiarę i jako niewątpliwy dowód na istnienie Boga podawała następujący fakt: „Nie mogę sobie zupełnie wyobrazić, abym to wszystko, co osiągnęłam, zawdzięczała moim własnym wysiłkom”. Umysł Edyty nie odnajdywał jednak w judaizmie odpowiedzi na egzystencjalne pytania.

Jako 15-latka postanowiła również przerwać naukę, gdyż zniechęciła się do szkolnej edukacji. Po roku wróciła jednak do szkoły i szybko nadrobiła zaległości, tak że na podsumowanie jej pobytu w gimnazjum dyrektor powiedział: „Uderz w kamień (Stein), a wytryśnie mądrość”.

Od dzieciństwa każdą wolną chwilę poświęcała na czytanie książek. Lubiła poezję Ibsena i Szekspira. Na wakacyjne wycieczki również zabierała książki – w porze odpoczynku wyciągała z kieszeni np. „Etykę” Spinozy i wdrapywała się na drzewo. „Tam się usadawiałam i zagłębiałam na przemian to w dedukcjach na temat substancji, to w kontemplacji nieba, gór, lasów”.

W 1911 r. rozpoczęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Wybrała germanistykę, historię, psychologię i filozofię. O studiach psychologicznych tak pisała: „Wykłady Sterna były bardzo proste i zrozumiałe. Siedziałam na nich jak na miłej pogawędce i byłam nieco rozczarowana”. Rozczarowanie to wynikało z przeświadczenia, że metody badawcze ani wyniki badań naukowych nie przyczyniały się do poznania prawdy, a do tego dążyła przyszła święta. Niebawem uległa fascynacji fenomenologią i wyjechała do Getyngi, gdzie dołączyła do grona uczniów Edmunda Husserla. Duże wrażenie zrobił tam na niej Max Scheler, a zwłaszcza wyznawane przez niego idee katolickie. Edyta tak to wspomina: „Było to moje pierwsze zetknięcie z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres «fenomenu», obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec”. W 1915 r. zdała w Getyndze państwowy egzamin nauczycielski, a w sierpniu 1916 r. obroniła we Fryburgu pracę doktorską z najwyższą oceną „summa cum laude”. Przez 2 lata pracowała jako asystentka Husserla, wiele publikowała, jeździła po kraju z odczytami. Mimo uznania ze strony świata nauki ciągle nie czuła się jednak na swoim miejscu.

Rozum zdobyty przez Krzyż

Cały czas dążyła do poznania prawdy i wciąż napotykała mur. Z tego powodu uważała się nadal za ateistkę. Pierwszym światełkiem w ciemności jej wiary było spotkanie w pustej katedrze we Fryburgu kobiety, która weszła tam na chwilę modlitwy. Edyta była pod jej wielkim wrażeniem – spotkała kogoś, „kto oderwał się od wiru zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła jakby na jakąś poufną rozmowę”. Tego nie spotkała ani w judaizmie, ani w protestantyzmie. Kolejnym miejscem, w którym jej niewiara zaczynała się chwiać, był dom państwa Reinachów w Getyndze. Odwiedziła tam wdowę po przyjacielu poległym na froncie i przeżyła zaskoczenie siłą i pokojem, które jej towarzyszyły: „Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy Krzyża”. Chrystus już wcześniej pojawiał się w jej życiu. Edyta wspomina nagi pagórek, który mijała w drodze na uniwersytet, i stojące na nim „trzy stargane wiatrem drzewa”. Przypominały jej one trzy krzyże stojące na Golgocie. Jeszcze jako dziecko spotykała się z uwagami, że ma „głowę Chrystusa i oczy Madonny”. Latem 1921 r., po przeczytaniu autobiografii św. Teresy z Àvila, niewiara Edyty rozsypała się całkowicie. Zamknęła książkę i powiedziała: „To jest prawda”. W liście do Husserla napisała: „Bóg jest prawdą. Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział”. Roman Ingarden skomentował to tak, że wszyscy z grupy Husserla stanęli przed ścianą, jedynie Edyta poszła dalej. Sam Bóg zaspokoił tęsknoty dociekliwego naukowca. W 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim.

14 października 1933 r. wstąpiła do Karmelu w Kolonii i przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża. Swoją pierwszą wizytę w Karmelu tak wspomina: „Ogarnął mnie spokój człowieka, który dotarł do swego celu”. Siostry, widząc u niej duży potencjał intelektualny, pozwoliły jej na pracę naukową, a nawet ją nakazały. Od tej chwili twórczość przyszłej świętej jest przesiąknięta wiarą i nie stoi z nią w sprzeczności. W książce „Byt skończony a byt wieczny” zaczyna od tworów biologicznych, a kończy na bycie wiecznym. Ślad jej rozumowania znajdujemy w „Fides et ratio” czy wypowiedziach Soboru Watykańskiego II. W klasztorze powstało też jej wielkie dzieło „Wiedza Krzyża”. Pracę nad nim przerwało aresztowanie przez gestapo 2 sierpnia 1942 r. W ostatnim liście do przeoryszy w Echt Edyta prosiła o kilka rzeczy. Nie dostała już nic, wsiadła do pociągu śmierci i przez Wrocław i ukochany Lubliniec dojechała do Auschwitz. 9 sierpnia 1942 r. zginęła w komorze gazowej. Jej prochy rozsypano w lasku po zachodniej stronie Auschwitz.

Patronka Europy

Jan Paweł II nie bez powodu mówił o niej jako o świętej na nasze czasy. Podczas beatyfikacji 1 maja 1987 r. w Kolonii nazwał ją „wielką Córką Izraela i Karmelu”, zaś 1 października 1999 r. ogłosił ją współpatronką Europy; napisał, że jest „symbolem dramatów Europy naszego stulecia”. „Wszystko w niej jest wyrazem udręki poszukiwania i trudu egzystencjalnego «pielgrzymowania» (...). Ogłosić dzisiaj św. Edytę Stein współpatronką Europy znaczy wznieść nad Starym Kontynentem sztandar szacunku, tolerancji i otwartości (...). Niechaj zatem wzrasta Europa, niech się rozwija jako Europa ducha, idąc śladem swojej najlepszej tradycji, której najwznioślejszym wyrazem jest właśnie świętość”.

Tagi:
Edyta Stein

Wielcy orędownicy od Krzyża

2018-02-28 11:18

Ks. Jarosław Błażejak
Edycja podlaska 9/2018, str. IV

ks. Jarosław Błażejak
Kaplica Sióstr Karmelitanek w Siemiatyczach

Tajemnice Męki Pańskiej związane z misterium odkupienia człowieka odżywają w wyjątkowy sposób w okresie Wielkiego Postu. Krzyż w życiu wielu świętych odgrywał fundament ich duchowości i konkretną drogę życia ku świętości. W diecezji drohiczyńskiej od kilku dziesięcioleci doświadczamy szczególnej obecności świętych karmelitańskich wtapiających się w tutejszą duchowość, przez obecność i posługę Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.

Droga na Górę Karmel

W tej refleksji chcemy przywołać zatem św. Jana od Krzyża i św. Teresę Benedyktę od Krzyża. Wspólnym mianownikiem dla ich świętości była góra Karmel w Izraelu, gdzie w połowie V wieku w jej grotach osiedlili się pierwsi mnisi. W czasie wypraw krzyżowych wspólnota szybko się rozrastała i w XIII wieku zatwierdzono regułę, sankcjonującą dotychczasowy, eremicki i surowy sposób życia mnichów. Niepowodzenia wypraw krzyżowych i rozszerzanie się żywiołu islamskiego sprawiły, że karmelici w 1238 r. przenieśli się do Europy. Przystosowanie reguły do nowych warunków osłabiło ducha zakonu. Zachodziła więc potrzeba gruntownej reformy, którą skutecznie przeprowadziła w duchu Soboru Trydenckiego św. Teresa od Jezusa, wspierana przez św. Jana od Krzyża. Punktem wyjścia był powrót do pierwotnego ducha zakonu. Z każdą jednak reformą wiąże się dużo przeciwności i trudnych doświadczeń, czego bardzo w swoim życiu doświadczył św. Jan od Krzyża. Wiedział doskonale, że ukierunkowanie życia na kontemplacje i zjednoczenie z Bogiem domaga się odpowiedniej ascezy, której poświęca wiele uwagi, porównując ją w dziele pt. „Noc ciemna” właśnie do nocy ciemnej, w której wszystko znika z braku światła. Ten konieczny proces wydoskonalania miłości i modlitwy nazywa oczyszczeniem obejmującym zmysły, a także ducha, i dzieli je na czynne oraz bierne. Polega ono na wyrzeczeniu się ze wszystkiego i całkowitym zawierzeniu siebie Bogu przez wydoskonalanie cnót wiary, nadziei i miłości. W dziele pt. „Droga na górę Karmel” cały proces duchowego rozwoju porównuje do wstępowania na górę, zaś pełnię zjednoczenia z Bogiem opisuje przez analogie do miłości oblubieńczej (dzieła: „Pieśń duchowa” i „Żywy płomień miłości”). Ponadto warunkami kontemplacji są duch posłuszeństwa, czystość serca i prawość sumienia, nieustanne rozważanie Słowa Bożego i praktyka czytania duchowego, klimat milczenia, samotności i ewangelicznej czujności. To wszystko sprawia, że św. Jan w pewnym momencie swojego życia zmienia predykat z „od św. Macieja” na „od Krzyża”. Potwierdza tym samym swoje najgłębsze rozumienie Ewangelii. W każdym bowiem czasie znajdzie się wielu chrześcijan „od beztroski”, „od łatwizny”, „od nieustannego uśmiechu”. Jednak chrześcijanie według Pisma Świętego mają być właśnie „od Krzyża”.

Św. Teresa Benedykta od Krzyża – ufność i zawierzeniu Bogu

Druga postać to św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein). Urodziła się w żydowskie święto Jom Kippur. W ten wielki dzień przebłagania poprzez wypełnianie rytów pokutnych prosi Boga o ich przebaczenie grzechów. Wierzący Żydzi spędzali ten dzień w poście i na modlitwie w synagodze.

Chrześcijańską transpozycję żydowskiego święta Jom Kippur stanowi więc Męka i Śmierć Jezusa Chrystusa, co roku przeżywana w Wielkim Tygodniu. Edyta Stein, jako chrześcijanka nawrócona z judaizmu, w 1928 r. przeżywa cały Wielki Tydzień, z jego liturgią, w opactwie Beuron. Nie tylko modli się wtedy dużo, ale także odnosi do siebie możliwość ofiary zastępczej. Zatem już we wcześniejszym okresie życia Edyty można dostrzec wielkoduszność przyszłej świętej i męczenniczki. Na gotowość ofiary z jej strony wskazuje notatka opisująca jej przeżycia w związku z rozpoczęciem II wojny światowej: „W tej chwili wygasa moje życie osobiste. Wszystkie siły muszę teraz poświęcić temu, co nastąpi. Gdy się wojna skończy, a ja ją przeżyję, dopiero wtedy będzie mi wolno powrócić do moich spraw osobistych”.

Pierwsze zetknięcie z Krzyżem i jego Boską mocą

Właśnie w czasie tej wojny spotyka się Edyta Stein z potęgą Krzyża, która może się ujawnić w życiu chrześcijanina. Ten nowy dla niej wówczas „fenomen” obserwuje w życiu żony poległego na froncie prof. Reinacha. Przybyła do wdowy Edyta Stein spodziewała się rozpaczy, zaś spotkała spokój i ufność. O tym wrażeniu opowie po latach, na krótko przed swoją śmiercią: „Było to moje pierwsze zetknięcie się z krzyżem i jego Boską mocą, jakiej udziela On tym, którzy go niosą. Po raz pierwszy widziałam naocznie zrodzony ze zbawczego cierpienia Chrystusa Kościół i jego zwycięstwo nad ościeniem śmierci. Był to moment, w którym moja niewiara załamała się, judaizm zbladł, a Chrystus zajaśniał: Chrystus w tajemnicy krzyża. Dlatego też przy obłóczynach mogłam wyrazić tylko jedno życzenie: by w zakonie nazywać się siostrą «od Krzyża»”.

Pierwsze akty prześladowania Żydów w Niemczech hitlerowskich potwierdzają przeczuwany przez nią udział w cierpieniu. Pisze o swojej modlitwie, którą przeżyła w pierwszy czwartek miesiąca kwietnia 1933 r.: „Rozmawiałam ze Zbawicielem i powiedziałam Mu, że wiem, iż to Jego Krzyż zostaje teraz włożony na naród żydowski. Ogół tego nie rozumie, ale ci, co rozumieją, ci muszą w imieniu wszystkich z gotowością wziąć go na siebie. Chcę to uczynić, niech mi tylko wskaże, jak”.

W Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie

Po wstąpieniu do Karmelu myśl o Krzyżu i ofierze z własnego życia intensyfikuje się. Wymownym jest fakt, że jej dziełem – niedokończonym na piśmie, ale poświadczonym życiem – jest „Wiedza Krzyża”. W nim też, idąc za św. Janem od Krzyża, omawia teksty biblijne traktujące o Krzyżu. Nie ogranicza się bynajmniej do opisów Ewangelii, ale sięga po zapowiedzi starotestamentalne, odnosi się do „Pieśni nad pieśniami” oraz do „Pieśni duchowej”. Kończy omawianie tej ostatniej w kontekście innych pism Jana od Krzyża słowami, w których zawiera własny, egzystencjalny klucz do jej interpretacji: „Tak oto oblubieńcze zjednoczenie z Bogiem staje się celem, dla którego dusza została stworzona; odkupiona przez Krzyż, osiągnęła wypełnienie na Krzyżu i na całą wieczność nosi pieczęć Krzyża”.

My, chrześcijanie XXI wieku, rozpięci między tu i teraz. Na skrzyżowaniu czasów. Tak bardzo niepewni siebie ani tego, co wokoło. Ostrożni w uczuciach, minimalizujący ryzyko życiowego bankructwa, bo jednak najpierw lepiej „mieć” niż „być”, bo nie da się już „być” bez „mieć”. Tęskniący za jakąś własną spokojną zatoką, by znaleźć chwilę wytchnienia wołamy: Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony, pozdrowiony, a w moim życiu obecny i uwielbiony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cuda dzieją się po cichu

2018-03-16 16:16

Jolanta Kobojek

Grzegorz Gadacz
Anity Czupryn (z lewej )i o. Melchior Królik, paulin

Wszystko zaczęło się 8 lutego 2017 r. Przedstawiciele "Frondy" gościli na Jasnej Górze i słuchając o wydarzeniach, które dzieją się w tym Sanktuarium, w głowie prezesa wydawnictwa, Michała Jeżewskiego narodził się pomysł, by powstała na ten temat książka.

Zadanie to zlecił publicystce dziennika „Polska The Times”, autorce artykułów o tematyce społecznej, wywiadów z politykami oraz osobistościami ze świata nauki i kultury, Anicie Czupryn. Dziennikarka zaczęła regularnie przyjeżdżać do Częstochowy i zagłębiać się w czytanie wpisów z "Jasnogórskiej Księgi Cudów i Łask". "

- Kiedy to czytałam, wzruszałam się niesamowicie - to było takie autentyczne, bez wymyślnych ozdobników i wszystko zakończone happy endem" - podkreśla Czupryn. A wszystkie te pozytywne historie opisywane przez jasnogórskiego archiwistę przeplatały się z osobistymi trudnymi doświadczeniami autorki. W tym samym bowiem czasie mama Anity Czupryn usłyszała diagnozę, że prawdopodobnie choruje na raka. Córka więc poczuła w sobie podwójną misję – już nie tylko napisanie książki o cudach zdziałanych przez pośrednictwo Matki Bożej, ale także modlitwę za jedną z najbliższych sobie osób.

Dziennikarka przyznaje także, że im bardziej wczytywała się w dokumenty i relacje ludzi, tym bardziej doświadczała pocieszenia, nadprzyrodzonej siły i pojawiało się wiele głębokich przemyśleń. „W naszym życiu nawet te najmniejsze rzeczy mają ogromne znaczenie. Ona są po prostu cudami, które mają otworzyć nam oczy i przebudzić nas z tego codziennego letargu”- wyjaśnia Czupryn.

Grzegorz Gadacz

Czas spędzony nad kartami archiwalnych kronik był także okazją do wielu refleksji nie tylko natury religijnej, ale też socjologicznej czy historycznej. „W relacjach świadków widać bowiem, jak w soczewce historię naszego kraju – to, jak zmieniała się Polska od początków XX wieku przez okres II wojny światowej, ponure czasy ustroju totalitarnego i bezwzględnych działań SB po moment transformacji aż do czasów najnowszych” – pisze autorka we wstępie do swojej ksiązki.

„Cuda dzieją się po cichu” to publikacja, która składa się z dwóch integralnych części – pierwsza przedstawia cuda i łaski, jakie wydarzyły się od początku XX wieku, a druga – to rozmowa autorki z o. Melchiorem Królikiem, paulinem, jasnogórskim archiwistą, który od ponad 40 lat jest opiekunem „Jasnogórskiej Księgi Cudów i Łask”.

Ponad 340-sto stronnicowa książka kończy się jakże podsumowującym wszystko podziękowaniem: „Przy Jasnogórskim Obrazie Matki Bożej. – Jasnogórska Matko! Jakże wdzięczna Ci jestem za wszystkie łaski. I za łzy”.

Grzegorz Gadacz
Jasnogórska Księga Cudów i Łask
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Posłowie PiS popierają aborcję?

2018-04-24 07:23

Artur Stelmasiak

Niektórzy posłowie Prawa i Sprawiedliwości coraz mocniej krytykują obywatelski projekt ustawy zakazujący eugeniki prenatalnej. Personalnie atakując Kaję Godek, atakują prawie milion obywateli oraz Kościół, który stanowczo popiera projekt #ZatrzymajAborcję.

Artur Stelmasiak

Niestety wygląda na to, że Prawo i Sprawiedliwość ustami swojej posłanki dystansuje się od obywatelskiego projektu "Zatrzymaj Aborcję". Choć projekt zakłada jedynie zakaz aborcji eugenicznej, to Joanna Lichocka podczas spotkania w Bochni określiła go mianem "nieludzkiego". Jest to pierwsza tak bardzo proaborcyjna wypowiedź polityka PiS.

Pani poseł przypomnę, reprezentuje partię, która do tej pory odwoływała się wartości chrześcijańskich i przez cały okres długiej opozycji zawsze głosowała za życiem. Można powiedzieć, że projekt ZatrzymajAborcję został napisany na życzenie PiS i pod jego dyktando. Przecież prezes Jarosław Kaczyński wielokrotnie mówił o tym, że jest za zakazem aborcji eugenicznej. Pod tym projektem publicznie podpisał się marszałek Sejmu Ryszard Terlecki. I pani mówi mi teraz, że prezes PiS i marszałek z PiS popierają "nieludzkie" prawo. Przecież to są słowa wyjęte z ust feministek, posłów PO i Nowoczesnej. Pani poseł życie ludzkie jest ważniejsze, od życia zwierząt futerkowych, których pani tak zaciekle broni.

Na naszych oczach dokonuje się przemiana Prawa i Sprawiedliwości. Partia coraz bardziej ochoczo toleruje, a nawet wspiera pomysły lewicowe i jednocześnie krytykuje wartości konserwatywne i katolickie. Atak na Kaję Godek i jej środowisko jest przecież atakiem na mnie i na innych katolików, którzy na serio traktują nauczanie Kościoła, ale także potrafią oceniać osiągnięcia medycyny, biologii i genetyki. Mówienie, że ochrona dzieci podejrzanych o chorobę lub niepełnosprawność jest "nieludzkie" źle świadczą o sumieniu człowieka, który je wypowiada. Natomiast mówienie o tym, że projekt Zatrzymaj Aborcję "jest bardzo radykalny, bo zakłada nadrzędność interesów dziecka nienarodzonego nad życiem i zdrowiem kobiety", albo wynika z niewiedzy, albo jest zwykłym kłamstwem i celową manipulacją. Obywatelski projekt zakłada zakaz aborcji eugenicznej, czyli ochronę życia dzieci, które w żaden sposób nie zagrażają życiu i zdrowiu kobiety.

Chciałbym zaapelować do pozostałych polityków PiS, by nie szli tą lewicową i proaborcyjną drogą, którą zmierza prawie cała europejska polityka. Gdy staniecie się partią bez autentycznych wartości, to przegracie zarówno jako politycy, a przede wszystkim, jako ludzie, przyczyniając się do śmierci ponad tysiąca dzieci rocznie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem