Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Bitwa o Jerozolimskie

2017-07-26 10:53

Witold Dudziński
Edycja warszawska 31/2017, str. 4-5

Archiwum
Mieszkańcy Śródmieścia w Alejach Jerozolimskich budowali powstańczą barykadę

To była jedna z najważniejszych powstańczych barykad. Istniała od pierwszych dni Powstania Warszawskiego aż do jego upadku. Przez Aleje Jerozolimskie przez dwa miesiące powstania nie przedarł się żaden pojazd, nie przejechał ani jeden niemiecki czołg

Miejsce było rzeczywiście strategiczne dla obu stron – i dla powstańców, i dla niemieckich wojsk okupacyjnych. Barykada zapewniała przejście powstańcom, utrzymanie łączności między Śródmieściem Północnym i Południowym, a pośrednio także z południa na północ miasta. Niemcom uniemożliwiała wykorzystanie jej jako najkrótszej drogi przelotowej ze wschodu na zachód stolicy, utrudniała transport żołnierzy, broni i zaopatrzenia przez most Poniatowskiego do oddziałów walczących z armią sowiecką na Pradze. Jasne jest, że do walk o barykadę musiało dojść, i że były bardzo intensywne.

Nic dziwnego, że przebywający w Warszawie wiele lat później prezydent USA Donald Trump, szukając – w czasie przemówienia do Polaków – mocnego symbolu powstańczego oporu, mówił o tym miejscu. – Do ostatnich dni powstania to kruche przejście nigdy nie upadło i nigdy nie zostało zapomniane – mówił prezydent Trump na warszawskim placu Krasińskich, gloryfikując obrońców barykady i wskazując, że jej los to pokaz polskiej niezłomności, która powinna być inspiracją dla całego Zachodu.

Większe, mniejsze

Zanim w Alejach Jerozolimskich w pobliżu ulicy Kruczej – mniej więcej na wysokości domu nr 23, gdzie kiedyś był Dom Towarowy Smyk – rozpoczęto budowę przekopu, Niemcy dwukrotnie starali się zdobyć to miejsce. Do pierwszej próby doszło 3 sierpnia. Usiłowali się przebić natarciem z rejonu dzisiejszego dworca Śródmieście. Natrafili na silny ostrzał powstańców i musieli wycofać się. Podobnie zakończyła druga próba, gdy 4 sierpnia od strony placu Zawiszy w Aleje Jerozolimskie wjechały jednostki doborowej Dywizji Pancerno-Spadochronowej SS „Hermann Göring”. Chcieli przydusić powstańców ogniem, strzelając w okna i budynki.

Reklama

Włożyli w to sporo siły, podobnie jak potem w próby zlikwidowania barykady. – Barykady potem inwentaryzowano, choć nie do końca można było to zrobić. Niektóre istniały krótko, kilka godzin lub dni, a budowy niektórych nie udało się dokończyć – zaznacza Katarzyna Utracka z Pracowni Historycznej Muzeum Powstania Warszawskiego. – Były ich setki, większych, mniejszych, ale ta była wyjątkowa, najważniejsza. Pod względem i taktycznym, i operacyjnym, i strategicznym. Jej budowa nie była przypadkowa, decyzja zapadła w dowództwie powstania – dodaje.

Zamiast broni

Romuald Śreniawa-Szypiowski, autor opracowania nt. powstańczych barykad, porównując warszawskie powstańcze szańce z tymi znanymi z walk o Madryt w czasie hiszpańskiej wojny domowej, z obrony Leningradu, Stalingradu, Berlina i Budapesztu, ocenia, że podobieństwo jest śladowe. Barykady były tam wszędzie, ale napastnicy i obrońcy dysponowali na ogół równymi siłami, nie było między nimi wielkich dysproporcji. Barykady powstrzymywały natarcia przeciwnika albo stwarzały warunki do przeciwnatarcia. Nie musiały natomiast być głównym i podstawowym elementem obrony, jak w powstańczej Warszawie. Zamiast dział i rusznic przeciwpancernych w stolicy Polski były rowy i zapory przeciwczołgowe, a zamiast moździerzy i granatów obronnych – butelki z benzyną ciskane z barykad i okolicznych kamienic.

Dla polskiej obrony stanowiły czynnik równie ważny, jak nieliczna broń; często musiały ją zastępować – konstatuje Śreniawa-Szypiowski. Warszawskie barykady były budowane już od pierwszych dni powstania. Świadczyły o tym, że mimo wynikających z zaskoczenia pewnych osiągnięć, powstanie szybko przeszło do walki obronnej, w oczekiwaniu na pomoc z zewnątrz.

Ogień z obu stron

Budowę barykady w alejach prowadzono w kilku etapach. W pierwszych dniach powstania przebijali się od południa żołnierze baonu „Bełt”, kilka dni później – od północy – żołnierze z jednego z plutonu baonu „Kiliński”. Po kolejnych kilku dniach dokonano właściwego, wciąż wzmacnianego przekopu. Ostatni etap, trwający aż do końca powstania, to nieustanne naprawy zniszczeń dokonywanych przez wojsko niemieckie z obu stron barykady. Żołnierze obu baonów bronili potem przekopu.

Wykop był płytki – na przeszkodzie stanął znajdujący się tu tunel kolejowej linii średnicowej i jego żelbetowa konstrukcja. – Skierowano tu saperów, ludzi specjalnie przeszkolonych do takich budów, do wysadzania torów, wreszcie zrobienia „wkopu”, co nie było łatwe, bo na środku alei znajdowały się tory tramwajowe – mówi Katarzyna Utracka. – Udało się wysadzić tylko jedną ich część, dlatego w przekopie trzeba było skakać.

Trzeba było wybudować barykady osłonowe, wzmacniając wał ziemny płytami chodnikowymi, kamieniami i workami z ziemią. Prace budowlane wykonywano – jak relacjonował Romuald Śreniawa-Szypiowski – pod stałym ogniem broni maszynowej, snajperów, granatników i dział czołgowych. Wejście do przekopu zabezpieczono od strony południowej przy współczesnym sklepie Andrzeja Jedynaka bunkrem, a nad nim – stanowiskiem ogniowym na balkonie kamienicy. Bronił także wejścia północnego, znajdującego się tuż przy obecnym barze Buldog.

W naprawie

Barykada chroniła przejście, ale także ważnego obiektu administracji powstańczej – składnicy meldunkowej Komendy Okręgu Warszawskiego AK, znajdującej po przeciwnej, południowej stronie alei. Zapewniała m.in. łączność przy pomocy gońców między dowództwami okręgu oraz Śródmieścia i Czerniakowa AK, obsługę sieci polowych linii telefonicznych między dowództwami różnych szczebli.

Najsłynniejsza barykada znajdowała się w centrum uwagi powstańczego dowództwa i żołnierzy, a znalazło to także odbicie w liczbie i zawartości meldunków, a potem w relacjach i opracowaniach. 26 sierpnia 1944 r., jak raportowano, w Alejach Jerozolimskich odnotowano atak kilku czołgów i goliatów – bezzałogowych min samobieżnych wypełnionych trotylem, które spowodowały uszkodzenie osłony chroniącej barykadę.

– Wielkie goliaty podprowadzane pod barykadę i tu detonowane siały największe spustoszenie – tłumaczy Katarzyna Utracka z Muzeum Powstania Warszawskiego. – Ale stosowano rozmaitą broń – czołgi, ostrzał artyleryjski, z karabinów maszynowych, granatników, przypuszczano też ataki piechoty. Nie znalazłam natomiast potwierdzenia, żeby barykadę atakowały samoloty. Obok były pozycje niemieckie, nietrudno było o pomyłkę przy ówczesnej słabej precyzji nalotów z powietrza.

Największe spustoszenie

Dysproporcja sił była ogromna. Broniący bunkra zamykającego barykadę od północy pluton z „Kilińskiego” do dyspozycji miał karabin maszynowy wymontowany z działa samobieżnego, zdobytego na Niemcach na początku powstania i rusznicę przeciwpancerną ze zrzutów. 7 września odnotowano, że do momentu zniszczenia osłon po huraganowym ostrzale niemieckim przepływ ludności przez Aleje Jerozolimskie w tym miejscu wyniósł kilka tysięcy. „W tej chwili barykada jest w naprawie – w domach przejściowych liczba ludzi nagromadzonych jest bardzo mała – posterunki nie puszczają” – podawał jeden z powstańczych meldunków. Ruch w przekopie był normowany specjalnym zarządzeniem opublikowanym w drukowanym rozkazie komendanta warszawskiego okręgu AK.

Przemówienie Donalda Trumpa w Warszawie, w którym opisał walki powstańców o barykadę w Alejach Jerozolimskich, spowodował, że o powstaniu usłyszano na świecie. Obronę barykady nazwał pokazem polskiej niezłomności. Bo choć powstanie upadło – barykada, przekop zostały utrzymane do końca powstańczych walk. Miał rację, mówiąc, że „to wąskie przejście zdecydowało o kontynuacji powstania”, i że „to miejsce miało swoich bohaterów”. – Przede wszystkim byli nimi powstańcy, ale także była to ludność cywilna – zaznacza Utracka. – Tę barykadę budowali warszawiacy, mieszkańcy Śródmieścia, którzy napełniali worki kładzione potem na barykadę.

Tagi:
Powstanie Warszawskie

Ożywiona pamięć Powstania

2018-09-12 10:40

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 38-39

Powstanie Warszawskie upamiętniają dziś tysiące miejsc, ale z pierwszych lat po wojnie zachowały się jedynie trzy pomniki. Najbardziej znany jest obelisk „Gloria Victis” na warszawskich Powązkach, odsłonięty 1 sierpnia 1946 r. 15 września 1946 r. został odsłonięty pomnik „Bohaterom Warszawy – Słupsk”, ufundowany przez społeczność Słupska i żołnierzy mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, z inicjatywy ks. Jana Ziei. Ale zaledwie mała garstka ludzi wie, że najstarszy pomnik ku czci ofiar powstania postawiono 1 sierpnia 1946 r. w maleńkim miasteczku na Mazurach – w Dąbrównie.

Mateusz Wyrwich
Ewa i Wojciech Brojerowie

Dąbrówno leży w południowo-zachodniej części Mazur, w powiecie ostródzkim. Lokowane zostało w 1326 r. przez zakon krzyżacki. Przed wiekami nosiło nazwę Ilienburg (łac. Liliopolis), potem Gilgenburg. Przez stulecia było też bramą między Prusami i Królestwem Polskim (Mazowszem). Tędy spieszyły 14 lipca 1410 r. wojska Jagiełły na pola grunwaldzkie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Niemcy: meczet w byłym kościele w Hamburgu

2018-09-21 23:10

ts (KAI/KNA) / Hamburg

W Hamburgu, w przebudowanym kościele, zostanie w najbliższych dniach otwarty meczet. Będzie to pierwszy przypadek, kiedy była świątynia ewangelicka Niemiec zmieni swoją funkcję na dom modlitwy muzułmanów. Projekt, o którym informowano już w 2013 roku, wywołał w Niemczech poruszenie.

BOŻENA SZTAJNER

Zbudowany w 1961 roku w dzielnicy Horn luterański kościół Kapernaumkirche był do niedawna drugim największym tego typu obiektem w mieście. W 2002 został zdesakralizowany i sprzedany prywatnemu przedsiębiorcy. W 2012 wykupiła go uważana za umiarkowaną wspólnota islamska Al-Nour.

Przebudowa trwała niemal sześć lat, a termin otwarcia, przewidywany początkowo na październik 2013, wielokrotnie przesuwano, podała niemiecka agencja katolicka KNA. Wspólnota twierdzi, że koszt przebudowy w wysokości ok. 5 mln dolarów sfinansowano ze składek, natomiast 1,1 mln euro podarował rząd Kuwejtu. Krzyż na wieży kościelnej zastąpił napis „Allah”.

Oczekuje się, że w oficjalnym otwarciu 26 września wezmą udział liczni przedstawiciele życia politycznego i wspólnot religijnych. Ze względu na naprawę szkód wyrządzonych przez wodę wspólnota wprowadzi się do obiektu prawdopodobnie pod koniec roku. Na piątkowe modlitwy w meczecie Al-Nour przybywa regularnie ok. 2,5 tys. muzułmanów. Modły odbywają się w garażach podziemnych w dzielnicy Sankt Georg. Miejsce to pozostanie nadal ośrodkiem modlitewnych spotkań, zapowiedział przewodniczący wspólnoty Daniel Abdin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wyjazd NSD śladem historii Śląska i Kościoła

2018-09-24 08:57

Al. Dawid Borciuch

Dawid Borciuch

W dniach od 20 do 22 września br. wspólnota „Niezwykłej Szkoły” uczestniczyła w wycieczce na Dolny Śląsk. Wśród wielu punktów 3-dniowej wyprawy znalazły się: Świdnica, Legnica, „dolnośląska Jerozolima” - Wambierzyce, Krzeszów i Kudowa Zdrój wraz z Kaplicą Czaszek i Błędnymi Skałami.

Wstępnym punktem wyprawy był przyjazd i zakwaterowanie w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Świdnickiej, a następnie odjazd w kierunku Krzeszowa, gdzie znajduje się pocysterskie opactwo prowadzone przez Benedyktynki. Tam, alumni prowadzeni przez przewodnika obejrzeli zachwycający swym pięknem, w tym licznymi barokowymi obrazami, rzeźbami i malowidłami kompleks klasztorny wraz z kościołem pw. św. Józefa i Bazyliką Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Uczniowie na długo zapamiętają te wielkie pomniki wiary i historii.

Podczas pobytu na Dolnym Śląsku nie można zapomnieć także o wielu innych miejscach. Część z nich wspólnocie seminaryjnej udało się odwiedzić. Wśród nich znalazła się licząca sobie ponad 200 lat i zawierająca około 20 tysięcy ludzkich szczątków, w tym 3 tysiące w ścianach i sklepieniu Kaplica Czaszek. Ponadto udaliśmy się do Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej Królowej Rodzin, to wyjątkowe miejsce nazywane jest „dolnośląską Jerozolimą”. Stamtąd wyruszyliśmy na Błędne Skały w okolicy Kudowy Zdrój, gdzie na wysokości ponad 800 m n.p.m. mieliśmy okazję przejść przez skalny labirynt i obejrzeć wspaniałe tereny Parku Narodowego Gór Stołowych.

Zobacz zdjęcia: Wyjazd NSD śladem historii Śląska i Kościoła

Ostatni dzień wyprawy to powrót do Częstochowy. W drodze powrotnej nie zabrakło jednak atrakcji. Już od rana wspólnota seminaryjna odkrywała piękno Świdnicy wraz z gotycką katedrą pw. św. Stanisława i św. Wacława, będącej największą świątynią na Śląsku i jedyną katedrą bez stalli dla kapituły. Następnie udaliśmy się do luterańskiego Kościoła Pokoju, zbudowanego na znak tolerancji religijnej w 1657 roku. Podczas dalszej drogi nasza wspólnota nawiedziła sanktuarium pw. św. Jacka w Legnicy, gdzie w 2013 doszło do cudu eucharystycznego, a także legnicką katedrę.

Czas tej wycieczki na długo pozostanie w naszych sercach dla nas wspaniałym wspomnieniem, świadectwem i czasem nauki historii Polski i Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem