Reklama

Gdy singielka szuka męża

2017-07-12 10:07

Z Magdaleną Wołochowicz rozmawia Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 29/2017, str. 46-47

archiwum Magdaleny Wołochowicz

Z Magdaleną Wołochowicz, autorką książki „Chwilowo panna” – o szukaniu swojej drugiej połówki, czekaniu na miłość i cierpliwości, która nie jest marnowaniem czasu – rozmawia Katarzyna Woynarowska

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Żyjemy w epoce singli. Dlaczego tak trudno znaleźć dziś tę osławioną drugą połowę?

MAGDALENA WOŁOCHOWICZ: – To pytanie spędza sen z powiek wielu singlom, a w szczególności dziewczynom. Co się dzieje? Dlaczego nie udaje mi się poznać odpowiedniej osoby? Czy ze mną jest coś nie tak? Gdzie poukrywali się ci młodzi mężczyźni? Nasze pokolenie jakoś wyjątkowo zmaga się z tym tematem. Pewnie przyczyny są różne – np. zbyt wysokie oczekiwania czy kryzys męskości.

– A może czasy się zmieniły i dziś kobiety potrzebują więcej czasu, np. na zbieranie doświadczeń, kształtowanie charakteru...

– Sama nie rozumiem dogłębnie przyczyn. Ale jedno wiem: Bóg obiecał, że będzie współdziałał z nami we wszystkim ku dobremu. A więc w takim czasie także. Nie tylko abyśmy go jakoś przetrwali, ale też aby przyniósł on radość i pożytek.

– Że czasy się zmieniły, dowodzi też fakt, że dawniej temat poszukiwania męża uważano za nieco wstydliwy. A teraz młoda kobieta Magdalena Wołochowicz – wykształcona, zarabiająca własne pieniądze, energiczna, sympatyczna – nie obawia się powiedzieć głośno: – Tak, chcę wyjść za mąż. Tego mi brakuje do szczęścia! Co więcej, o swych poszukiwaniach opowiadają jej także zaprzyjaźnione singielki...

– Tak, przez ostatnie lata uczę się żyć w radości i spełnieniu, mimo że upragnione założenie rodziny jeszcze nie przyszło. To, co daje mi nadzieję, to życie w przyjaźni z Bogiem. To On mnie i każdego z nas stworzył unikalnie i ma dla naszego życia dobre plany – tego się trzymam, także w tych najtrudniejszych momentach. To właśnie moje doświadczenie praktycznej codziennej nadziei i zaufania Bogu skłoniło mnie do podzielenia się nim z innymi singielkami.

– Ale nie jest to książka o wszystkich singlach...

– Choć używam często sformułowania „singielka”, to jednak bliższe jest mi określenie „panna”. Dzisiejszy świat wykreował pojęcie „singli” – jako pewien styl życia – często angażujących się w przelotne związki bez zobowiązań. Nie o takich singli jednak mi chodzi. Ja odnoszę się do osób niezamężnych, które chciałyby założyć rodzinę, ale jak dotąd z jakiegoś powodu im się to nie udaje. Stąd też tytuł mojej książki brzmi: „Chwilowo panna”.

– Zatem – czy współczesna panna z zasadami ma trudniej, czy łatwiej? Chodzi mi o te wszystkie „oświecone rady” o niekupowaniu kota w worku, o seksie przedmałżeńskim i wspólnym pomieszkiwaniu przed ślubem – jako sprawdzone metody na zamążpójście. Ty przekonujesz do innej drogi...

– Przez 33 lata obserwowałam moich rodziców (z Mamą, niestety, musiałam się pożegnać w zeszłym roku, kiedy Pan Bóg niespodziewanie wezwał ją do siebie). Zachowali czystość do ślubu i był to jeden z największych skarbów ich życia. A po ślubie byli sobie wierni. Widzę wokół także inne szczęśliwe małżeństwa, które żyły według takich zasad, włącznie z moimi dwoma braćmi i moimi kochanymi bratowymi. Nie widzę lepszej drogi.

– Ale nie sugerujesz, że ktoś, kto nie wyszedł za mąż, jest gorszy?

– Jednego jestem pewna – nie warto wyjść za mąż tylko dlatego, żeby nie zostać samą. To nawet nie byłoby fair względem współmałżonka – tak jakbyśmy do przysięgi dodały: „Poślubiam Cię, bo boję się zostać sama”.

– Nie brzmiałoby to najlepiej...

– No właśnie, i czy w ogóle byłaby to miłość? Jestem zdania, że potrzebujemy mieć podstawowe oczekiwania – wartości, które są dla nas priorytetowe, i musimy się ich trzymać. Dla osób wierzących np. kwestia wspólnego fundamentu wiary jest kluczowa. Jaki sens miałoby budowanie życia z kimś, kto idzie duchowo w innym kierunku? Jest jednak wiele innych oczekiwań, które nazwałabym: „preferowane”. Te spokojnie można sobie odpuścić. Jest czyimś marzeniem mieć męża muzyka? Super. A jak nie będzie, to co? To nie są przecież priorytety.

– W Twojej książce jest takie ładne określenie: „Dar czasowej bezżenności”...

– To określenie zaczerpnęłam od mojej drogiej przyjaciółki Ani Zabłockiej, która podobnie jak ja zachęca osoby niezamężne do pełni życia i nietracenia nadziei. Rozważając biblijne słowa św. Pawła, doszła właśnie do takich wniosków. Czas, który mamy przed założeniem rodziny, jest bezcennym darem od Pana Boga. To najlepszy czas na przeróżne aktywności – podróże, rozwój osobisty, naukę języków, hobby itd. Ale też na przygotowywanie się do przyszłej roli żony/męża. Już dziś możemy kształtować swój charakter, uczyć się bezwarunkowej miłości czy przebaczania. Nie zmarnujmy tego czasu, który jest Bożym darem!

– Niektóre osoby samotne z czasem rezygnują z marzeń o mężu/żonie, rodzinie i dzieciach. Mówią sobie: Widocznie taka jest wola Boża...

– Z pewnością istnieją osoby, które są powołane do bezżenności, bardzo podziwiam takich ludzi. Oni jednak wybierają taką drogę nie z braku perspektyw, ale z Bożego prowadzenia. Podkreślam jeszcze raz: „wybierają”! To jest świadoma decyzja. A nie zostają sami, bo nikogo nie znaleźli. I są w swoim wyborze szczęśliwi. Dla całej reszty, według Pisma Świętego, Pan Bóg przygotował drogę małżeństwa. Nie poddawajmy się zatem i nie traćmy nadziei tylko dlatego, że ten czas bycia samemu niemiłosiernie się dłuży. Bóg nie zawsze działa dokładnie tak, jak byśmy tego oczekiwali, ale nigdy nie zawodzi, a Jego plany są lepsze, niż możemy sobie wymarzyć!

– Jedna z Twoich bohaterek pyta, czy nie uważasz, że szukanie męża po czterdziestce jest naiwnością...

– Ile będzie mi dane czekać, to tylko sam Pan Bóg wie. Ufając Mu, że mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej, a do tego się nie spóźnia, wiem, że nie zostawi mnie na lodzie. Czy po tym, jak skończymy 40 lat, Bóg przestaje być dobry lub przestaje się o nas troszczyć? Nie! Przecież On jest niezmienny! Zresztą nie mówię tego tylko przez wiarę. Widzę, jak Bóg łączy konkretnych ludzi i po czterdziestce, i nawet po pięćdziesiątce. Oczywiście, jestem przekonana, że większość z nas aż tak długo nie będzie czekać, ale i dla takich przypadków jest nadzieja!

– Twoja książka tchnie nadzieją i optymizmem. Jest mądra, a nie przemądrzała, proponuje, a nie nakazuje. Daje otwarte odpowiedzi... Jej puenta to w dużym skrócie: Nie rezygnujcie z marzeń! Jak ochronić w sobie tę iskierkę nadziei?

– Jedną z rzeczy, którą wpoili mi moi rodzice, jest postawa niepoddawania się w żadnych okolicznościach. Pan Bóg zawsze zachęca nas do walki do końca i nam kibicuje. I to właśnie takie walki kształtują nas na ludzi mocnych i wytrwałych. Wszystko to, co wystawia moją wiarę na próbę, może przynieść mi ogromną korzyść, o ile odpowiednio na to zareaguję. Grunt, abym nigdy nie zwątpiła w Bożą dobroć i każdego dnia przeglądała się w lustrze Bożego słowa. To właśnie napełnianie się Bożymi prawdami na mój temat, które znajduję w Biblii, chroni tę iskierkę nadziei.

Tagi:
wywiad single

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Historyczny zlot KSM-u

2018-02-25 09:09

Karolina Mysłek

24 lutego był dniem wyjątkowym dla Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Na Jasną Górę przyjechało ponad tysiąc przedstawicieli wszystkich diecezji, w których działa KSM. Nie tylko księża asystenci, zarządy diecezjalne czy prezesi oddziałów, ale także ci najliczniejsi – członkowie, kandydaci, a nawet seniorzy. Razem zawierzyli całe Stowarzyszenie i każdego z osobna Matce Bożej Królowej Polski.

Facebook

Sam akt zawierzenia był kulminacyjnym punktem spotkania, a do niego prowadziło najpierw spotkanie odpowiedzialnych za Stowarzyszenie z wyborem nowych władz (zakończone w niedzielne południe), i zlot na wzór tego sprzed 80 lat. Wtedy to 150 tys. członków KSM Męskiej przyjechało na Jasną Górę, żeby swoje życie oddać Maryi. I wtedy też – warto zaznaczyć: w dobie bez Internetu, telefonów komókowych, tak dobrze rozwiniętego transportu – zobaczyli, jak wielu ich jest. Dzisiaj, jak przyznaje ks. Andrzej Lubowicki, asystent generalny KSM, to wyzwanie dla współczesnego Stowarzyszenia.

Przygoda i ludzie

Dziś KSM działa w 38 diecezjach i zrzesza ok. 15 tys. ludzi w wieku od 15 do 30 lat. To wierzący i aktywni młodzi ludzie, zaangażowani w działalność organizacyjną, którzy podejmują pracę nad swoją duchową formacją, by później nieść Chrystusa rówieśnikom. Ustępująca prezes KSM Ilona Trojnar mówi: – Ruch jest dla wszystkich młodych, którzy chcą coś robić ze swoją młodością, wykorzystać czas aktywnie, pogłębić swoją relację z Panem Bogiem, ale też chcą coś robić więcej, żeby przyciągnąć innych do Kościoła. KSM jest po to, żeby pokazywać innym, że można żyć radośnie, normalnie, zdrowo i aktywnie realizować czas, który daje Pan Bóg. Nowy prezes stwierdza z kolei krótko: – To przygoda i ludzie, doświadczenie Boga i to, że w Kościele, przy Jezusie można być szczęśliwym człowiekiem.

Tożsamość

Podczas spotkania na jasnogórskich Halach św. Józefa został zaprezentowany film „Tożsamość 1918–2018”, przedstawiający historię KSM-u w Polsce od jego utworzenia, w czasie drugiej wojny światowej i po wojnie w czasach komunistycznych. Jego twórcom udało się dotrzeć do tych, którzy w latach 50. ub. wieku działali w reaktywowanym KSM-ie. Dziś ci 90-letni ludzie dzielą się tym, co dała im przynależność do Stowarzyszenia. Opowiadają o trudnościach, z jakimi się zmagali – inwigilacji, represjach, więzieniu. – Było to dla mnie bardzo głębokie doświadcznie – dzieli się reżyser filmu Michał Hubala. – Ten film dał mi świadomość, tożsamość, w jakiej organizacji jestem, organizacji, której członkowie oddawali swoje życie za obronę kraju, nie bali się represji, nie porzucali ideałów.

Facebook

Ks. Lubowicki, nawiązując do początków KSM-u i 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości tak tłumaczy kwestię współczesnego patriotyzmu: – W 20-leciu międzywojennym wiara w Boga pomagała być patriotą, dzisiaj jest większa potrzeba manifestowania swojej wiary, dawania świadectwa. Budowanie organizacji wokół takich wartości będzie najlepszym przykładem patriotyzmu i pokazywania, jak być niepodległym w związku z grzechem, z różnego rodzaju nałogami.

Nie utraćcie łaski

Mszy św. dla wszystkich, którzy dotarli do Częstochowy, przewodniczył abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. W homilii powiedział m.in.: – Więź z Bogiem nie jest czymś automatycznym, danym raz na zawsze. Od wiary odziedziczonej trzeba przechodzić do wiary ciąglego wyboru, ciągłego określania się, po której stoję stronie. To wymaga czujności. Nie mogę wybrać raz na zawsze. Nie utraćcie łaski, która została wam dana, nie przyjmujcie łaski na próżno. Przyjęcie łaski i zgoda na decydujący głos Boga w naszym życiu jest jedyną odpowiedzią, której domaga się Bóg od każdego i każdej z was. To nasza rzeczywistość i nasze wyzwania.

Zawierzenie KSM-u Matce Bożej miało miejsce podczas jasnogórskiego Apelu. Wprowadził w nie bp Marek Solarczyk, delegat KEP ds. Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży: – Matko Boża, Maryjo, Mamo, dzisiaj w osobach młodych zrzeszonych w Katolickiem Stowarzyszeniu Młodzieży stają przed Tobą wszyscy młodzi naszej ojczyzny, niosąc w sobie głęboką tęsknotę i pragnienie, aby w swoim życiu każdego młodego doświadczyć takiej miłości i takiej zgody na Boże dzieła od swoich bliskich, jak Ty otaczałaś miłością swojego Syna. (...) Maryjo, przyjmij naszą szczerość szczególnie teraz, kiedy przedstawiciele KSM chcą zawierzyć siebie i każdego młodego naszej ojczyzny i chcą potwierdzić, że są gotowi pójść drogą Boga, niosąc prawdę Boga, rozwijając świętość Boga. Przedstawiciele KSM-u odczytali akt zawierzenia z wielokrotnym odzewem młodych: Gotów!

Facebook

Nowe władze Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży

W skład XIII kadencji Prezydium Krajowej Rady KSM weszli:

– Przewodniczący Patryk Czech, diecezja rzeszowska,

– Z-ca Przewodniczącego Łukasz Fenisz, archidiecezja katowicka,

– Z-ca Przewodniczącego Mateusz Stefaniuk, diecezja drohiczyńska,

– Skarbnik Piotr Antczak, archidiecezja poznańska,

– Sekretarz Aleksandra Samula, diecezja pelplińska.

Krajową Komisję Rewizyjną tworzą:

– Paweł Kurasz, diecezja przemyska,

– Mateusz Kuźniar, diecezja przemyska,

– Łukasz Tupaj, archidiecezja wrocławska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Spotkanie autorskie

2018-02-25 19:20

Co znaczy żyć wiarą dla antyterrorysty, komandosa, żołnierza, ratownika TOPR czy WOPR, alpinisty, strażaka czy policjanta? Jeśli chcesz poznać odpowiedź, przyjdź na spotkanie autorskie z Mateuszem Pietrzakiem, autorem "Bożej kompani", "Blogobojnych, czyli o nowych mediach w Kościele" oraz najnowszej książki "Myśli Bożego komandosa", która ukazała się na początku tego roku. Spotkanie odbędzie się 1 marca o godzinie 16:30 w Księgarni Świętego Pawła w Lublinie przy ul. Królewskiej 6.


"Boża kompania" opisuje historie mężczyzn, którzy odnaleźli swoje miejsce w Kościele. Dla nich być żołnierzem Chrystusa oznacza z pasją wykonywać swoją pracę, nierzadko narażając własne życie. Codziennie walczyć ze swoim zmęczeniem, stresem, zniechęceniem. Walczyć o czas dla rodziny, o czas na modlitwę, czas dla innych.... Mateusz Pietrzak w swojej książce kładzie kres myśleniu, że Kościół to miejsce tylko dla kobiet. Przedstawia silnych mężczyzn, którzy wybrali Jezusa jako najlepszą drogę życia. To On każdego dnia uczy ich, co znaczy być prawdziwym mężczyzną.

Książka "Blogobojni, czyli o nowych mediach w Kościele" pokazuje, jak owocnie wykorzystywać nowe media w dziele ewangelizacji. Tłumaczy, jak wielkim darem Boga są internetowe środki przekazu. Uświadamia, że są one jedną z najlepszych współczesnych ambon, dzięki którym można głosić Słowo Boże całemu światu.

Najnowsza pozycja "Myśli Bożego komandosa" to obraz Jezusa we współczesnej kulturze, którego zwykło się przedstawiać albo jako urocze dzieciątko, albo jako spokojnego i wyrozumiałego nauczyciela. Pietrzak w swej książce prezentuje inny Jego obraz. Chrystusa przedstawia jako twardego, bezkompromisowego i silnego mężczyznę, który może stać się wzorem zarówno dla młodych chłopaków przygotowujących się do najważniejszych życiowych zadań, jak i ojców pragnących wychować swych synów na dzielnych i odważnych Bożych komandosów. Autor pokazuje wszystkim chcącym odnaleźć w sobie prawdziwą męskość, jak zainspirować się przykładami świętych mężczyzn, a także dzieli się świadectwem tego, jak wymagające hartu ducha wyprawy w góry pomagają mu nabierać sił – zarówno duchowych, jak i fizycznych – do walki o swoje życie.

***

Mateusz Pietrzak – katecheta świecki, doktorant teologii na UPJP2 w Krakowie. Interesuje się teologią mediów. Uczestnik konferencji naukowych związanych z teologią współczesną. Członek Ruchu Światło-Życie. Miłośnik wypraw górskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem