Reklama

Warszawa pierwsza

2017-07-05 09:47

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 9-11

Grzegorz Jakubowski KPRM

Donald J. Trump – przywódca najpotężniejszego państwa na świecie, lider wolnego świata, a także sojusznik Polski – w dniach 5-6 lipca 2017 r. odwiedza Warszawę. To ogromny sukces naszej dyplomacji oraz potwierdzenie bliskich – sojuszniczych i braterskich relacji, które łączą Stany Zjednoczone i Polskę

Kiedy prezydent George W. Bush był w drodze do Warszawy, by zrealizować swoją pierwszą wizytę w naszym kraju, z ust ówczesnego ambasadora USA w Warszawie, towarzyszącego Bushowi na pokładzie samolotu Air Force One, miały paść następujące słowa: „Panie prezydencie, za chwilę wylądujemy w prawdopodobnie najbardziej proamerykańskim kraju na świecie”.

Sojusznik zza oceanu

Słowa prezydenta Busha, choć wypowiedziane kilkanaście lat temu, wciąż nie tracą na aktualności i doskonale odzwierciedlają rzeczywistość panującą nad Wisłą. Warszawa utrzymuje z Waszyngtonem doskonałe relacje sojusznicze, na szczeblach m.in. politycznym, gospodarczym i wojskowym. Do tego dochodzi jednak coś równie cennego – olbrzymia sympatia do USA i amerykańskiej kultury, która charakteryzuje nasze społeczeństwo. Na tle Starego Kontynentu Polacy jawią się jako jeden z najbardziej proamerykańskich narodów w Europie. Potwierdza to zeszłoroczne badanie opinii publicznej przeprowadzone przez prestiżowy amerykański instytut Pew Research Center. Wynika z niego, że Stany Zjednoczone Ameryki pozytywnie ocenia około trzech czwartych Polaków.

Grzegorz Jakubowski KPRM

Z Ameryką łączą nas wspólne wartości – umiłowanie wolności i demokracji, antykomunizm, a dzisiaj również fakt, że oboma krajami rządzą konserwatyści, którzy chrześcijańskie wartości postrzegają jako kluczowy fundament naszej zachodniej cywilizacji. To bardzo ważne, szczególnie w kontekście kryzysu tożsamości, który obecnie dotyka wiele państw Europy Zachodniej, gdzie od dawna dominują skrajnie lewicowe koncepcje.

Reklama

– Stany Zjednoczone są przez nas postrzegane jako nasz najważniejszy partner w dziedzinie bezpieczeństwa, jako gwarant utrzymania jedności NATO, jako główny gwarant tego mechanizmu bezpieczeństwa, który jest zawarty w artykule 5. traktatu waszyngtońskiego – mówi w rozmowie z „Niedzielą” minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Grzegorz Jakubowski KPRM

Oficjalnie o wizycie prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie strona amerykańska poinformowała 9 kwietnia br. „Prezydent Donald J. Trump przyjął zaproszenie od Prezydenta Polski Andrzeja Dudy i odwiedzi Polskę przed szczytem G20 w Hamburgu, w Niemczech. Wizyta potwierdzi niezłomne zobowiązanie Ameryki wobec jednego z naszych najbliższych europejskich sojuszników i podkreśli priorytet administracji prezydenta USA, jakim jest wzmocnienie zbiorowej obrony NATO” – poinformował na swojej stronie Biały Dom.

Waszyngton w ten sposób potwierdza swój sojusz z Warszawą. To dla nas, Polaków, bardzo ważna informacja, nasza doktryna polityki zagranicznej w Stanach Zjednoczonych widzi bowiem największego sojusznika. W ten sposób Biały Dom wysyła jasny komunikat – nie tylko do Polski, lecz również do innych państw, np. Rosji – że Amerykanie bliski sojusz z Warszawą traktują bardzo poważnie. Polska staje przed kolejną szansą na jeszcze dogłębniejsze zacieśnienie naszych wyjątkowych relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

– Mamy szczęście, że prezydent Trump przyjeżdża do Polski na tak wczesnym etapie swojej prezydentury. To pokazuje zaangażowanie, które Stany Zjednoczone przejawiają wobec Polski jako swojego sojusznika – mówi „Niedzieli” Randy Mott, przewodniczący organizacji „Republicans in Poland”, która reprezentuje Partię Republikańską w naszym kraju. – Jesteśmy dumni, że mamy swoje wojska w Polsce, na pierwszej linii, ramię w ramię z waszymi żołnierzami – dodaje.

Grzegorz Jakubowski KPRM

Zapytałem szefa polskiego MSZ, jeszcze przed wizytą Trumpa w Warszawie, czego po tym spotkaniu oczekuje strona polska. Usłyszałem, że kluczowymi kwestiami z punktu widzenia Warszawy są deklaracje podtrzymania amerykańskiego zobowiązania wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz dokończenia budowy tarczy antyrakietowej – koncepcji wymyślonej przez prezydenta George’a W. Busha, a zamrożonej przez Baracka Obamę. Dzisiaj Polacy nie muszą się już obawiać podobnych ustępstw wobec Moskwy, Donald Trump nie zamierza bowiem, co już wielokrotnie udowodnił, prowadzić wobec Kremla miękkiej i naiwnej polityki, która, niestety, w dużej mierze charakteryzowała poprzednią administrację.

– Mamy też nadzieję na poważną rozmowę gospodarczą. Jeśli już Polska jest zabezpieczona, i to jeszcze przez stacjonowanie u nas wojsk USA, to liczymy również na większą obecność amerykańskiego biznesu w tak bezpiecznym kraju – podkreśla min. Waszczykowski.

Prezydent USA w Warszawie

O ewentualnym przyjeździe Donalda Trumpa do Polski mówiło się sporo, jeszcze zanim poznaliśmy wynik zeszłorocznych wyborów prezydenckich w USA. W trakcie jego obecnej wizyty w Europie Warszawa gości go jako pierwsza. Tym samym wyprzedza takie stolice, jak Londyn, Paryż czy Berlin. Nie oznacza to jednak, że zachodnioeuropejscy sojusznicy Ameryki powinni się spodziewać ochłodzenia relacji z Waszyngtonem. Po prostu Polska dołącza teraz do zacnego grona kluczowych partnerów USA w Europie. Wizyta prezydenta Trumpa na szczycie państw Trójmorza w Warszawie jest kolejnym, po udanym szczycie NATO w Warszawie, a także po decyzji o zwiększaniu obecności wojsk amerykańskich w Polsce, potwierdzeniem tego stanu rzeczy.

– Wchodzimy teraz na wyższy poziom relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Należy docenić, że po latach Polska została dostrzeżona jako kraj dobrze geopolitycznie położony, ponieważ znajduje się na wschodniej flance natowskiej jako kraj ważny zarówno w NATO, jak i w Unii Europejskiej, który poświęca wiele wysiłku i pieniędzy na utrzymanie swojej armii i ciągle ją modernizuje – mówi min. Waszczykowski. – Amerykanie zakładają, że Polska w swoich planach modernizacyjnych na pewno uwzględni, przynajmniej częściowo, uzbrojenie Stanów Zjednoczonych. Na pewno chcą się tutaj pokazać z tej strony, jako kraj, który może dostarczyć właściwe uzbrojenie – dodaje.

W podobnym tonie wypowiada się Randy Mott, mój drugi rozmówca: – Wiem również osobiście, że będzie kilka okazji do transferu amerykańskich technologii militarnych do Polski w celu zmodernizowania polskiej armii w skuteczny i ekonomiczny sposób – zapewnia. Ponadto zwraca uwagę, że osobiste spotkania z przedstawicielami polskiego rządu są niezwykle istotne z uwagi na styl uprawiania polityki obecnego prezydenta USA: jako rasowy biznesmen Trump uwielbia wszelkie porozumienia wypracowywać osobiście, całości zaś dopełnia prezydencki uścisk dłoni.

Sukces ma wielu ojców

Strona polska bardzo długo starała się zaprosić Donalda Trumpa do złożenia wizyty w naszym kraju. Jak udało mi się nieoficjalnie ustalić w rozmowie z osobą powołującą się na anonimowe źródła w polskim MSZ, Amerykanie mieli jednak sugerować, że do takiej wizyty w najbliższym czasie nie dojdzie. Kiedy po jednodniowym szczycie NATO w Brukseli prezydent Andrzej Duda wraz z prezydent Chorwacji Kolindą Grabar-Kitarović osobiście zaprosili prezydenta USA do Polski na szczyt Trójmorza (który Warszawa organizuje wspólnie z Zagrzebiem – red.), Trump miał odpowiedzieć, że o takim szczycie nie wiedział, po czym zgodził się przyjechać. Według anonimowego źródła w MSZ, na które powołuje się mój rozmówca, amerykańska administracja mogła nie przekazywać swojemu szefowi wszystkich informacji (np. uważając, że prezydent nie znajdzie na wszystko czasu). To jednak tylko spekulacje. W rozmowie z osobą związaną z amerykańską polityką usłyszałem, iż prawdopodobnym scenariuszem jest również to, że doszło do zmiany prezydenckiego harmonogramu, która spowodowała, że Donald Trump znalazł czas, by odwiedzić Warszawę.

Tak czy inaczej wizyta amerykańskiego prezydenta w Polsce to wielki sukces prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło, min. Krzysztofa Szczerskiego, a także ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego oraz całej naszej dyplomacji.

– Jak zwykle mówię, że sukces ma wielu ojców, również tutaj cała nasza biało-czerwona drużyna wspólnie na niego pracowała. Bardzo wcześnie nawiązaliśmy kontakty z nową amerykańską administracją, jeszcze zanim niektórzy zostali oficjalnie zaprzysiężeni. Już w styczniu br. miałem np. kontakt z doradcą prezydenta Henrym Kissingerem – mówi „Niedzieli” min. Waszczykowski. – Dość szybko zostałem też zaproszony do Departamentu Stanu na rozmowę z Rexem Tillersonem – dodaje.

Mój rozmówca podkreśla również, że do Stanów Zjednoczonych udawało się wielu innych polskich polityków – posłów i senatorów, m.in. Adam Bielan. Bardzo ważną rolę odegrał jednak min. Szczerski, który zawoził do USA formalne zaproszenie od prezydenta Dudy.

– We wcześniejszych rozmowach wszyscy podkreślaliśmy, że dobrze byłoby, gdyby doszło do kontaktów prezydenckich, natomiast formalne zaproszenie wyszło od prezydenta Dudy – tłumaczy min. Waszczykowski.

Szef polskiego MSZ wyjaśnia, że ważnym czynnikiem przygotowującym grunt pod przyjazd Donalda Trumpa do Warszawy były także wizyty przedstawicieli strony amerykańskiej w naszym kraju. Polskę odwiedzali członkowie Kongresu ze spikerem Izby Reprezentantów Paulem Ryanem na czele. Nad Wisłą gościli również mniej formalni doradcy prezydenta USA, m.in. były burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani, który osobiście spotkał się w Warszawie z Jarosławem Kaczyńskim.

– Przekonywaliśmy Amerykanów o tym, że warto odwiedzić Polskę, ponieważ mają tutaj swoich żołnierzy, ponieważ jest to kraj bezpieczny i przyjazny dla amerykańskiego kapitału oraz współpracy gospodarczej ze Stanami Zjednoczonymi. Pokazuje to chociażby pierwszy transport skroplonego gazu, który na początku czerwca dotarł do Świnoujścia – opowiada min. Waszczykowski.

W trakcie szczytu NATO w Brukseli prezydent Duda odbył osobistą rozmowę z prezydentem Trumpem, w trakcie której ponownie zaprosił go do Polski. Szef naszego MSZ Witold Waszczykowski również miał wtedy okazję zamienić słowo z amerykańskim przywódcą. Jak sam wspomina w rozmowie z „Niedzielą” – przekazał prezydentowi Trumpowi, że zarówno my, jak i amerykańscy żołnierze stacjonujący w naszym kraju z zadowoleniem witalibyśmy przywódcę Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Trójmorze – trzy bramy na świat

Niektórzy twierdzą, że idea Trójmorza odeszła w zapomnienie wraz ze śmiercią józefa Piłsudskiego. Jednak dziś, głównie za sprawą PiS-u, zdaje się ona przeżywać drugą młodość. Dziś można odnieść wrażenie, że idea ta, choć w zmienionej formie – bo nikt nie mówi o budowaniu federacji – stała się jedną z największych ambicji polskiej prawicy w dziedzinie polityki zagranicznej. Dla PiS-u wizja silnej i niezależnej Polski, odgrywającej rolę regionalnego supermocarstwa, jawi się nie tylko jako idea wciąż możliwa do zrealizowania, ale przede wszystkim jako szansa na zwiększenie znaczenia naszego kraju w Europie. Jak mówił w maju br. min. Szczerski: – Inicjatywa Trójmorza to nowy pomysł na zwiększanie jedności i spójności europejskiej, to pomysł współpracy 12 państw między 3 morzami – Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym – 3 morzami środkowej Europy, bo tak definiujemy te 3 akweny (...), przez te 3 morza Europa Środkowa kontaktuje się ze światem, to są te 3 bramy na świat.

Cele wizyty prezydenta USA

Wizyta Donalda Trumpa w Warszawie składa się z dwóch etapów. Pierwszy to bilateralne spotkanie ze stroną polską, co było wyraźnie zaznaczone w oficjalnym komunikacie Białego Domu, a drugi – to właśnie odbywający się u nas szczyt państw Trójmorza. Biały Dom na miesiąc przed wizytą prezydenta Trumpa w Warszawie poinformował, że będzie on chciał wygłosić u nas ważne przemówienie. Amerykańska administracja miała do wyboru dwie lokalizacje w Warszawie – plac Piłsudskiego oraz plac Krasińskich. Minister w Kancelarii Prezydenta RP Krzysztof Szczerski poinformował, że Donald Trump osobiście miał wybrać plac Krasińskich, gdzie znajduje się pomnik Powstania Warszawskiego. Ten wybór z pewnością nie był przypadkowy – w ten sposób amerykański prezydent odwołuje się do polskiego heroizmu i najbardziej chwalebnych momentów naszej historii. Wielokrotnie udowadnialiśmy, że tak jak Amerykanie, za wolność i niepodległość jesteśmy gotowi zapłacić najwyższą cenę.

* * *

Tomasz Winiarski
Amerykanista, dziennikarz dla Polonii w Stanach Zjednoczonych

Tagi:
Donald Trump

Prezydent Trump zachęca rodaków do promowania adopcji

2018-11-06 13:32

azr (KAI/CNA/Adoption Network) / Waszyngton

Prezydent USA Donald Trump po raz kolejny ogłosił listopad Narodowym Miesiącem Adopcji. W okolicznościowym orędziu nazwał adopcję “czynem odmieniającym życie” i “błogosławieństwem dla wszystkich, których dotyczy”.

©Christin Lola - stock.adobe.com

“Musimy także zachęcać wszystkich Amerykanów do uznania, że adopcja jest potężną drogą do okazania kobietom, że nie pozostają osamotnione w przypadku nieoczekiwanej ciąży” – przypominał prezydent USA Donald Trump w orędziu, w którym ogłosił trwający miesiąc Narodowym Miesiącem Adopcji. Jak zapowiedział, ma to być czas wyrażenia wdzięczności i szacunku dla tysięcy amerykańskich rodzin, które zdecydowały się adoptować dzieci.

“Aborcja jest potwierdzeniem niezbywalnej wartości ludzkiego życia i sygnalizuje, że każde dziecko, narodzone i nienarodzone, jest chciane i kochane. (…) Dzieci, niezależnie od rasy, płci, wieku czy niepełnosprawności, zasługują na to by znaleźć się w kochających objęciach rodziny, którą mogą nazwać swoją własną” – napisał amerykański przywódca. Przypomniał też, że tworzenie sprawnego systemu rodzicielstwa zastępczego jest wyzwaniem, które społeczeństwo amerykańskie powinno podejmować wspólnie. Zwrócił się do “rodzin, wspólnot i domów modlitwy, by pomagały tym dzieciom znaleźć trwały dom”.

Jak zauważa Catholic News Agency, nieprzypadkowy jest fakt, że prezydent wspomina wprost o domach modlitwy. Obecnie bowiem w Stanach Zjednoczonych toczy się kilka procesów wytoczonych przez ośrodki adopcyjne, które, ze względu na odwoływanie się do wiary, były dyskryminowane w prowadzeniu swoich działań. W Stanach Zjednoczonych Narodowy Miesiąc Adopcji został ogłoszony po raz pierwszy w 1995 r. z inicjatywy ówczesnego przywódcy Billa Clintona. Clinton rozszerzył w tens sposób inicjatywę Narodowego Tygodnia Aborcji, zainicjowaną przez prezydenta Ronalda Reagana w 1984 r.

Obecnie w stanach Zjednoczonych czas oczekiwania przez dziecko na adopcję to ok. 3 lata. Wg danych Adoption Network Law Centre, w USA jest obecnie ok. 1,5 mln dzieci adoptowanych, 428 tys. oczekuje na adopcję, a każdego roku adopowanych zostaje ok. 135 tys. dzieci. Zaledwie 2 proc. Amerykanów zdecydowała się do tej pory na adopcję, jednak aż 1/3 społeczeństwa rozważa taką możliwość. Ok. 7 mln Amerykanów, to osoby adoptowane, a blisko 100 mln. mieszkańców USA ma osoby adoptowane w swojej bliskiej rodzinie.

Rocznie w USA dokonywanych jest, wg danych Adoption Network Law Centre, ok. 1,3 mln aborcji. Jedynie 4 proc. kobiet, które nie chcą opiekować się swoim dzieckiem po urodzeniu, decyduje się na urodzenie go i oddanie do adopcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światło, które łączy

2018-12-16 20:48

Marian Florek

Marian Florek/Niedziela
Przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju bp. Andrzejowi Przybylskiemu

W dniu 16 grudnia 2018 r. na Jasnej Górze już po raz 28. zapłonęło Betlejemskie Światło Pokoju.

Dostarczyli je harcerze Związku Harcerstwa Polskiego. Odbyło się to podczas Mszy św., której przewodniczył bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy częstochowski. W homilii główny celebrans zaapelował, by wszyscy obecni dzisiaj na Jasnej Górze poczuli się odpowiedzialnymi stróżami światła, ale nie takiego symbolicznego tylko za światło z Betlejem, któremu na imię Chrystus. Na końcu bp Przybylski poprosił wszystkich, aby codziennie dodawali do tego Światła swojego osobistego żaru.

Zobacz także: Homilia bp. Andrzeja Przybylskiego

Przedtem uczestnicy wydarzenia spotkali się w sali i. A. Kordeckiego, gdzie po oficjalnych powitaniach i przemówieniach wysłuchano programu pt. „Łączy nas światło”. Potem były przemówienia gości, życzenia, modlitwa, łamanie się opłatkiem oraz śpiew kolęd wspólnie z zespołem „Kamyczki”. Harcmistrz Przemysław Kowalski z Hufca ZHP Częstochowa

Zobacz zdjęcia: Przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju na Jasnej Górze

powiedział, że Betlejemskie Światło Pokoju, które przywędrowało na Jasną Górę pod hasłem „Łączy nas światło” powinno łączyć ludzi przede wszystkim w służbie innym. Pragnieniem harcerzy – kontynuował rozmówca – jest dotrzeć do najbardziej potrzebujących, do ludzi starszych i chorych. A duszpasterz harcerzy ks. Grzegorz Paszka zwrócił uwagę na głęboki sens Betlejemskiegio Światła, które jest przypomnieniem, iż właśnie w Betlejem narodził się Zbawiciel świata- Jezus Chrystus.

Innymi punktami spotkania był bieg patrolowy oraz podsumowanie i nagrodzenie zwycięzców konkursu plastycznego w trzech kategoriach: rysunku, szopki i wieńca, oraz złożono wotum z okazji 100.Rocznicy Odzyskania Niepodległości.

Inicjatywa Betlejemskie Światło Pokoju wyszła od Austriaków, którzy w 1986 r. juako pierwsi zapalili Betlejemskie Światło od lampy oliwnej wiszącej w Grocie Narodzenia. W tym roku tego zaszczytu dostąpił 11-letni harcerz Niklas Lehner, który następnie przekazał światełko delegacjom harcerzy z różnych krajów. Zgodnie z tradycją, polscy harcerze otrzymują je od harcerzy słowackich. Ceremonia przekazywania światła odbywa się raz w Polsce, raz na Słowacji. W tym roku miało ono miejsce w niedzielę podczas uroczystej Mszy św. w słowackiej miejscowości Svit. I tak poprzez Jasną Górę, Kraków i Zakopane Światełko Pokoju dociera do wszystkich, do tych mających pokój w sercu i tych którzy tego pokoju pragną.

Związek Harcerstwa Polskiego organizuje Betlejemskie Światło Pokoju od 1991 roku. Tradycją jest, iż ZHP otrzymuje Światło od słowackich skautów. Przekazanie Światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji raz w Polsce. Polska jest jednym z ogniw betlejemskiej sztafety. Harcerki i harcerze przekazują Światło dalej na wschód: do Rosji, Litwy, Ukrainy i Białorusi, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Szwecji.

Organizatorzy: Komenda Hufca ZHP Częstochowa, IV SH „Kamyk” im. hm. Aleksandra Kamińskiego Partnerzy: Chorągiew Śląska ZHP, Klasztor o.o. Paulinów na Jasnej Górze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem