Reklama

To Bóg planuje

2017-06-28 09:33


Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 26-27

„Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś”... Z dr Heleną Pyz – niezwykle dzielną i odważną kobietą, lekarką i misjonarką w ośrodku dla trędowatych Jeevodaya w Indiach – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem. Tutaj, na ziemi, ciało może sprawiać nam czasami kłopot, ale później będzie docenione?

DR HELENA PYZ: – Jestem lekarzem i zajmuję się leczeniem ciała, ale wielokrotnie zdarzało mi się ratować także dusze. Na rozpacz nie ma tabletek, pomagają tylko moc Boga i troska Maryi. Przez lata praktyki przekonałam się, że człowiek jest jednością tego, co cielesne, i tego, co duchowe.

– Z cierpieniem, ze śmiercią ma Pani do czynienia praktycznie na co dzień...

– Tak, i to jest wielka łaska. Kiedy ciało już nie chce słuchać, kiedy poddane jest strasznemu cierpieniu, zawsze można dać człowiekowi nadzieję, mówiąc, że istnieje sens jego cierpienia. Dla ludzi niewierzących – takich prawdziwie niewierzących, którzy zaprzeczają istnieniu Pana Boga – zawsze mam jedno stwierdzenie: Nie dałeś sobie życia sam. Życie jest wielkim darem. Nie masz prawa w żaden sposób go zakończyć, zniszczyć, musisz dbać o swoje ciało do końca, bo w nim ukryta jest twoja dusza.

– Współcześnie panuje kult ciała, ale to jest bardzo płytkie spojrzenie na człowieka. Co z ludźmi, których ciała są brzydkie, okaleczone?

– Sama jestem chora i gdy jeszcze chodziłam, to chodziłam brzydko. Moje ciało było powyginane. Trzeba umieć to przyjąć. Uważam, że nie samo ciało jest ważne, ale człowiek. Mimo że ciało jest w jakikolwiek sposób upośledzone lub okaleczone, to nadal jesteśmy w pełni wartościowymi ludźmi. Niczego nam nie brakuje, bo nadal jesteśmy tymi samymi bożymi stworzeniami. Pan Bóg daje nam takie życie, jakie daje, i nawet jeśli ulega ono zmianie czy degradacji, to nadal, aż do samego końca, jesteśmy Jego własnością.

– Kiedy uświadomiła sobie Pani, co to znaczy „wniebowzięcie”?

– Wierzymy, że chrzest św. całkowicie gładzi nasze grzechy, niezależnie od tego, w jakim momencie go przyjmujemy. Kilkakrotnie zdarzało mi się chrzcić człowieka w obliczu śmierci, zarówno dorosłego, jak i niemowlę. Za każdym razem odczuwałam radość i miałam głęboką świadomość, że ten człowiek za chwilę będzie w niebie. Tak, jego ciało pogrzebiemy, włożymy do piachu, ono ulegnie dalszemu zniszczeniu, ale dusza tego człowieka za chwilę będzie w ramionach Ojca. To są niepowtarzalne przeżycia.

– Nie ma Pani wątpliwości, że niebo istnieje naprawdę?

– Nie mam. Tak mnie wychowano. Ale nie mam wątpliwości także dlatego, że ja nieba doświadczam. Niebo to jest radość i szczęście w ramionach Ojca, ale jakiejś cząstki tej radości doświadczamy także tu, na ziemi.

– W przeżywaniu odchodzenia ludzi także doświadcza Pani przedsionków nieba?

– Niedawno odeszła do nieba moja serdeczna przyjaciółka, osoba, która przez kilkanaście lat bardzo mi pomagała. Pięć dni przed śmiercią przyszedł do niej kapłan z sakramentami pojednania, Eucharystii i chorych. Napisała do mnie – ja byłam wtedy w Indiach, a ona w Polsce: „Właśnie wyszedł ksiądz. Jestem szczęśliwa. Czy to nie przedsmak nieba? Absolutny spokój...”. Pięć dni później już jej tutaj, na ziemi, nie było. Wielokrotnie widziałam radość, ulgę i spełnienie u ludzi, którzy prosili o chrzest i go otrzymali. Sama kiedyś miałam łaskę ochrzcić dziecko leżące w inkubatorze, którego życie było zagrożone. Ochrzciłam je i od tego momentu ono zaczęło zdrowieć.

– To niesamowite...

– Jeszcze jeden przypadek. Kiedyś jeden z moich pacjentów był już na krawędzi życia i sam, bez żadnego mojego pytania, poprosił o chrzest. Musiał parę dni czekać na przybycie księdza. A gdy ten w końcu przybył i udzielił mu sakramentu, pacjent po godzinie zmarł. Jemu to było naprawdę potrzebne. Ogromną łaską jest patrzeć, jak działa Pan Bóg. Jestem przekonana, że docieranie do ludzi chorych w momencie, kiedy cierpią, i danie im nadziei jest nieprawdopodobnie ważnym zadaniem. Im więcej będzie katolickich lekarzy i pielęgniarek, którzy zwrócą uwagę na to, kiedy trzeba podejść do człowieka, i im więcej będzie dobrych kapelanów szpitalnych, tym więcej będzie łaski, żeby cierpienie znosić w łączności z Panem Bogiem i mieć szansę na to, by kiedyś, po zmartwychwstaniu ciał, być jak nasza Mama w niebie.

– To byłaby sytuacja idealna i dająca bardzo wiele pokoju, gdybyśmy umieli stale przeżywać cierpienie nasze i innych ludzi w łączności z Bogiem. Jednak trudno mi uwierzyć, że stałe obcowanie z ogromnym cierpieniem nie zasmuca Pani, nie odbiera sił.

– Naprawdę nie. Proszę mi uwierzyć, jestem bardzo szczęśliwa w mojej posłudze. Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś. I często to mi wystarcza.

– Jako członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego jest Pani bardzo mocno związana z Jasną Górą...

– Mój tata wędrował na Jasną Górę od 1945 do 1979 r. Chodził co roku od okupacji do swojej śmierci. W dniach 6-15 sierpnia musiał mieć urlop w swoim zakładzie pracy. Mnie też zdarzyło się iść dwa razy. A tak dosłownie to raz jechałam rowerem, a raz szłam o kulach. Bardzo kocham Jasną Górę. Kiedy jest mi czasem bardzo ciężko, to tam, w Indiach, w ośrodku Jeevodaya, w którym pracuję, w kaplicy albo w moim pokoju przenoszę się w myślach do Kaplicy, do takiego kątka tuż przy drzwiach, który bardzo lubię, i patrzę na Cudowny Obraz. On zawsze jest w moim sercu. Jeżeli potrzebuję pomocy, odpoczynku, pociechy, powrotu do sił, to w myślach siadam właśnie tam. Na jedną chwilę, dłuższą lub krótszą – i siły wracają. Jasna Góra jest moim miejscem, w jakimś sensie moim domem. Tu jest przecież moja Mama.

– Jaką Mamą jest dla Pani Maryja?

– Najlepszą. Moja rodzona mama też była cudowna, bardzo wiele rozumiała. Zgadzała się na wszystko. Mówiła: Ty wiesz lepiej. Ty wiesz, co jest ci potrzebne. Kiedy wybrałam się do Instytutu i zdecydowałam na życie konsekrowane, powiedziała: Ty wiesz, co lepsze. Kiedy wybierałam się do Indii, a wtedy już ciężko chorowałam, powiedziała: Wiem, że nie możesz sama sobie odmówić, sama sobie zaprzeczyć. Czułabyś się nieszczęśliwa, gdybyś nie realizowała tego, co ci Pan Bóg pokazał jako twoją drogę. A nad moją mamą duchową, która mnie wychowywała w Instytucie – niejedna zresztą – jest jeszcze Pani Jasnogórska. Przyciągnęły mnie Jej oczy. Kiedy patrzę w Jej oczy, nie mogę nie ulec Jej miłości. Ona zawsze patrzy z wielką cierpliwością.

– Gdy Pani zachorowała, miała 10 lat. Miała Pani żal do Boga?

– Dzieciak nie ma świadomości, że czegoś nie może. Nie miałam w sobie buntu, ale ogromną chęć dalszego życia. Lekarze wtedy nie bardzo znali chorobę Heinego-Medina – był 1958 r. Nie wiedzieli jeszcze, jak sobie z tą chorobą radzić. Miałam bardzo ciężkie porażenie wszystkich mięśni. Lewą ręką mogłam unieść tylko kubek, jeśli nie był pełen wody. Jak tylko czułam, że mogę ruszać jednym palcem, zaraz to wykorzystywałam. Rodzice i rodzeństwo bardzo mnie wspierali, bym wróciła do jak najlepszej sprawności. Chyba tata zaraził mnie chęcią do nauki. Powiedział: Inni będą zdobywać medale na boiskach, a ty musisz zwojować świat głową. Podsuwał mi ciekawą literaturę. Dużo czytałam. Miałam przecież na to czas. Choroba upośledziła moją sprawność fizyczną, ale na szczęście Pan Bóg zachował mi sprawną głowę. Mogłam skończyć studia medyczne i swoimi umiejętnościami i wiedzą zacząć służyć innym ludziom.

– A dzieci w szkole Pani nie dokuczały? Nie odsuwały się od Pani?

– Nie rozumiem tego, co się dzieje dzisiaj. Tyle się słyszy o przypadkach agresji między dziećmi. Mnie moi rówieśnicy nie dokuczali. Nigdy nie było przezywania, wyśmiewania. Gdy się przewracałam, zawsze ktoś mnie podniósł, wziął pod ramię. Nie miałam złych doświadczeń – a może tylko te dobre pamiętam...

– Wciąż ma Pani dużo sił?

– Myślę, że póki jestem Bogu potrzebna, dostaję siły. Od kilku lat jestem emerytką, ale ciągle jeszcze jestem w stanie pomagać. Staram się pokonywać trudności i iść dalej.

– Umie Pani żyć z dnia na dzień, czy jednak ulega pokusie robienia planów? Marzy Pani o czymś?

– Wystarcza mi to, co mam. Umiem żyć w biedzie, a tam, gdzie pracuję, jest bardzo biednie. Żyję na takim poziomie jak moi współmieszkańcy w ośrodku. Umiem też cieszyć się udogodnieniami, które otrzymuję w Polsce. Chciałabym być potrzebna i umieć się wycofać, kiedy Pan Bóg uzna, że już czas. To On planuje. Od początku to Pan Bóg wytyczał mi drogę, a ja nigdy nie chciałabym powiedzieć Bogu: nie.

* * *

Moja Mama jest Królową

To cykl dziewięciu Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które od 8 listopada 2016 r. do 8 lipca 2017 r. odbywają się na Jasnej Górze w 8. dniu każdego miesiąca.

Tematami tych spotkań są tajemnice różańcowe.

8 czerwca 2017 r. uczestnicy spotkania rozważali tajemnicę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Gośćmi wieczoru byli: o. Grzegorz Prus – rektor paulińskiego seminarium w Krakowie na Skałce i dr Helena Pyz – misjonarka świecka w Indiach. Publikujemy zapis rozmowy, którą przeprowadziła z dr Heleną Pyz Agnieszka Porzezińska.

Reklama

Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny – zaplanowany na 8 lipca 2017 r. – będzie dotyczył tajemnicy Królowania Maryi.

* * *

Jeevodaya to Ośrodek Rehabilitacji dla Trędowatych w Indiach, założony przez ks. Adama Wiśniewskiego SAC, a od 1989 r. prowadzony przez dr Helenę Pyz – lekarkę i misjonarkę, członkinię Instytutu Prymasa Wyszyńskiego www.jeevodaya.org

Tagi:
Jasna Góra Wieczory Maryjne

Jasna Góra: irlandzki kardynał zawierza Światowe Spotkanie Rodzin

2018-07-20 17:09

it / Jasna Góra (KAI)

Z zawierzeniem zbliżającego się Światowego Spotkania Rodzin w Dublinie pod przewodnictwem papieża Franciszka i z prośbą o umocnienie wiary na Zielonej Wyspie, na Jasnej Górze modlił się kard. Seán Brady z Irlandii. Były Prymas tego kraju przybył z grupą z 4 parafii - jak powiedział - "z miłości do Matki Bożej i Jana Pawła II".

Piotr Drzewiecki

- Chcemy Jej zawierzyć zbliżającą się podróż apostolską papieża Franciszka do Irlandii. W sierpniu Ojciec Święty przyjedzie do nas na Światowe Spotkanie Rodzin. Dlatego jesteśmy tu dziś, aby Matkę Bożą prosić, by umacniała wiarę w naszym narodzie i umacniała więzi rodzinne - powiedział irlandzki kardynał. Podkreślił, że to zawierzenie ma dziś szczególne znaczenie, bo „rodzina przeżywa kryzys i jest bardzo atakowana przez różne środowiska”.

Pielgrzym z Irlandii dodał, że przybywa na Jasną Górę prosić Maryję, tak jak czynili to Polacy w czasie swego zniewolenia, by wyprosiła owoce spotkania rodzin i w sytuacji, gdy tradycyjne małżeństwo jest zagrożone, prosić Ją o pomoc.

Dla kardynała z Zielonej Wyspy to kolejna wizyta w Sanktuarium. - Byłem tu kilka lat temu, ale czuję się zaszczycony i wyróżniony, że mogę znowu tutaj modlić się - podkreślił purpurat przypominając św. Jana Pawła II nazywanego papieżem rodzin.

- Jestem tu, by uczcić także waszego wielkiego rodaka - św. Jana Pawła II, który był także w Irlandii. Odbył do naszego kraju pielgrzymkę w tym samym roku co pierwszą do Polski, a więc w 1979 r. jako trzecią z kolei. To było dla nas wielkie wyróżnienie i pokazało jak bardzo kochał też Irlandię - powiedział kard.

Purpurat przyjechał do Częstochowy z grupą wiernych, którzy pochodzą z czterech parafii z dwóch irlandzkich diecezji. Większość pielgrzymów na Jasnej Górze było po raz pierwszy.

Kard. Seán Brady przewodniczył Mszy św. w Kaplicy Matki Bożej

Z Jasnej Góry pielgrzymi udali się do Krakowa, gdzie nawiedzą Sanktuarium Bożego Miłosierdzia a także do Oświęcimia. - Obok Jana Pawła II chcemy też uczcić św. Faustynę Kowalską i o. Maksymiliana Kolbe. To są święci na dzisiejsze czasy, którzy swoim wstawiennictwem dużo mogą nam pomóc w obecnych trudnościach - powiedział hierarcha.

Spotkanie katolickich rodzin z całego świata z papieżem organizowane są przez Papieską Radę ds. Rodziny. Inicjatorem tych spotkań był papież Jan Paweł II. Odbywają się co trzy lata, a każde jest poprzedzone międzynarodowym sympozjum teologiczno-duszpasterskim. Głównym celem zwoływania przez papieża Światowego Spotkania Rodzin jest prowadzenie dialogu, ukazywanie roli rodziny w ewangelizacji i umocnienie tożsamości rodziny.

Tym razem odbędzie się ono w Dublinie od 21- 26 sierpnia, pod hasłem „Ewangelia rodziny radością dla świata”. Ojciec Święty zachęca, by przygotowaniom do tego wydarzenia towarzyszyła pogłębiona refleksja nad adhortacją apostolską „Amoris laetitia”, będąca podsumowaniem dwóch Synodów Biskupów o rodzinie. Poruszone będą takie problemy jak: rodziny bezdomne, uzależnienia, przemoc w rodzinie, separacja i rozwód oraz relacje z homoseksualnymi członkami rodzin.

Irlandia, nie tak dawno uznawana za najbardziej katolicki kraj w Europie, teraz znajduje się na drugim biegunie. Kościoły przekształcane są w miejsca innego przeznaczenia. W tych, które zostały najwięcej ludzi widzi się na Mszach sprawowanych w języku polskim, np. w Dublinie.

Od jesieni irlandzcy kandydaci do kapłaństwa będą mogli kształcić się tylko w jednym diecezjalnym seminarium na terenie kraju lub w Kolegium Irlandzkim w Rzymie. We wrześniu br. kończy działalność katolickie seminarium duchowne św. Malachiasza w Belfaście, działające nieprzerwanie od 1833 r. To ósme seminarium zamknięte w Irlandii od 1993 r.

Prymas Irlandii abp Diarmuid Martin uważa jednak, że największym kryzysem miejscowego Kościoła jest obecnie nie brak powołań, ale pogłębiająca się przepaść między młodzieżą a Kościołem.

Według wyników sondażu instytutu badawczego Barna Group, ogłoszonych w październiku 2017 r., 70 proc. młodych Irlandczyków (w wieku 14-25 lat) deklaruje się jako chrześcijanie, ale aż co czwarty z nich przeżywa obecnie kryzys wiary, a 40 proc. przyznaje, że doświadczyli takiego kryzysu w przeszłości. Niewiele ponad połowa młodych Irlandczyków uważających się za chrześcijan zgadza się z którąkolwiek prawdą zawartą w Składzie Apostolskim, 52 proc. z nich wierzy w Ducha Świętego, co piąty w odpuszczenie grzechów, a jedynie 15 proc. deklaruje wiarę w życie wieczne.

Z badań wynika także, że wiele kontrowersji wzbudza wśród młodzieży irlandzkiej nauczanie Kościoła w kwestii seksualności. Aż 81 proc. młodych ludzi przynajmniej częściowo zgadza się ze stwierdzeniem, że "nauczanie Kościoła w sprawach seksualności i homoseksualizmu jest błędne", a aż 45 proc. zgadza się z tym stwierdzeniem całkowicie.

W maju odbyło się referendum, w którym zdecydowano, że konstytucyjny zakaz aborcji w Irlandii został uchylony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pogotowieduchowe.pl

2018-07-19 20:20

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Wezwanie. Pogotowie rusza, choć jest nieco dziwne: lekarze bez kitli, nie dają zastrzyków, nie przepisują recept i nie zabierają do szpitala, choć zdarza się, że kierują do specjalisty. Nawet sygnał tego pogotowia jest zupełnie inny. Telefoniczny.

Pexels/pixabay.com

W tym roku minęło sześć lat od narodzin inicjatywy, której założeniem było stworzenie takiej przestrzeni, gdzie potrzebujący ludzie będą mieli bezpośredni dostęp do kapłana dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebują. Tak powstało pogotowie duchowe, które trwa, służy i wciąż się rozwija. Jego pomysłodawcą i inicjatorem jest kapucyn br. Benedykt Pączka.

Zielona żarówka

Na stronie pogotowieduchowe.pl znajduje się mapa Polski, na której zaznaczone są ikonki żarówek - jedne mają kolor czerwony, inne zielony. Te drugie informują, gdzie w tym momencie znajduje się kapłan, który czeka na telefon. Obok mapy widnieje także lista księży, przy których również znajdziemy ikonki żarówek informujące o ich gotowości. Warto jednak pamiętać, że może zdarzyć się sytuacja, w której mimo zielonej żarówki kapłan w danej chwili nie odbierze telefonu. Należy wtedy próbować ponownie za jakiś czas albo wybrać innego kapłana z listy.

18 h na dobę 7 dni w tygodniu

Obecnie w to dzieło zaangażowanych jest 17 kapłanów (zarówno diecezjalnych jak i zakonników) pracujących nie tylko w Polsce, ale i poza granicami kraju. Traktują swoje kapłaństwo jako misję i chcą być otwarci oraz dostępni dla ludzi w praktyce. Każdy z nich dyżuruje co najmniej jeden dzień w tygodniu (na stronie można dokładnie sprawdzić kto kiedy jest dostępny, a także przeczytać krótką informację na temat księdza, z którym w danym czasie można podjąć rozmowę). Kapłani dyżurują każdego dnia tygodnia od godz. 6.00 aż do północy. Od tego roku oprócz rozmowy telefonicznej istnieje także możliwość nawiązania kontaktu mailowego. Wystarczy wysłać wiadomość na adres kaplan@pogotowieduchowe.pl, w kilku słowach przedstawić się, tak by ksiądz wiedział, do kogo kieruje odpowiedź oraz zadać pytanie bądź nakreślić problem.

Chciałam być anonimowa

Jeśli natomiast nie masz potrzeby rozmowy, ale nosisz w sercu ważną dla Ciebie intencję, możesz poprosić o modlitwę. Wystarczy otworzyć zakładkę „Modlitwa" i wpisać intencję, a ta zostanie natychmiast przesłana do zgromadzenia, które w danym dniu podjęło się posługi modlitewnej.

Nie są to jedyne możliwości zaangażowania się w dzieło pogotowia duchowego. Zawsze przecież możesz „stanąć po drugiej stronie" i to ty swoją modlitwą lub postem wesprzeć tę inicjatywę - posługujących kapłanów oraz dzwoniące osoby. A o tym, że ludzie naprawdę dzwonią i otrzymują wsparcie oraz pomoc, świadczą m.in. ich świadectwa:

„Bardzo dziękuję za tę piękną inicjatywę. Rozmowa z kapłanem pomogła mi w trudnych chwilach po śmierci ważnej dla mnie osoby. Dzięki tej rozmowie odnalazłam ponownie właściwe ścieżki życia wewnętrznego, zyskałam też dobre rozeznanie tego, co się działo w moim sercu. Życzę kapłanom posługującym w Pogotowiu wszelkich łask i błogosławieństw. Pamiętam w modlitwie".

„Weszłam tutaj jakiś czas temu... Byłam w kryzysie... Pomyślałam, że zamiast zrobić coś głupiego zadzwonię na pogotowie duchowe. Wiedziałam, że wtedy dyżuru nie ma kapłan z mojego rejonu. Odpowiadało mi to, bo chciałam być anonimowa, nie chciałam by padła propozycja spotkania/rozmowy. Chciałam tylko porozmawiać, odwrócić złe myśli. Rozmowa, życzliwość i chęć pomocy tego kapłana z pogotowia pomogły mi.(...) Dziękuję bardzo za pogotowie. Wiem, że w sytuacji alarmowej mogę tu zadzwonić, spotkać się realnie w moim mieście. Nie muszę iść sama ze swoim ciężarem, bo Bóg posyła mi swoich kapłanów".

Pogotowieduchowe.pl - warto dobrze zapamiętać ten adres. Być może kiedyś ktoś z nas lub bliskich nam osób będzie potrzebował takiej pomocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kard. L. Sako: coraz bliżej ku wspólnej dacie Wielkanocy

2018-07-20 20:20

(KAI/vaticannews.va) / Watykan

Na niedawnym spotkaniu modlitewnym Franciszka z prawosławnym i innymi wschodniochrześcijańskimi hierarchami z Bliskiego Wschodu podniesiono m.in. temat wyznaczenia daty wspólnych obchodów Wielkanocy jako widocznego znaku jedności chrześcijan. Ujawnił to chaldejski patriarcha Babilonii kard. Luis Raphael Sako, który był jednym z uczestników tamtego wydarzenia na południu Włoch.

Bożena Sztajner/Niedziela
Patriarcha Louis Raphaël I Sako

W czasie rozmów, toczonych za zamkniętymi drzwiami, nie podejmowano spraw doktrynalnych – przyznał kardynał w rozmowie z Radiem Watykańskim. Wyjaśnił, że uczestnicy spotkania mieli świadomość, że do jedności kroczy się razem, na wspólnej modlitwie i podejmując te same problemy, wiedząc, że można zaczerpnąć ze wspólnego źródła.

Zwierzchnik katolickiego Kościoła chaldejskiego zaznaczył jednoczenie, że nie mówiono wyłącznie o prześladowaniu chrześcijan. „Dla wszystkich było jasne, że przyszłość wyznawców Chrystusa jest złączona z muzułmanami, żydami i innymi wspólnotami, które żyją na Bliskim Wschodzie” – podkreślił kard. Sako.

Przyznał, że słowa, które wypowiedziano i wspólna modlitwa położyły dobry fundament pod wspólne działania, toteż jest przekonany, że spotkanie w Bari nie było ostatnim takim wydarzeniem. Wyraził także nadzieję, że kiedyś będzie możliwe poszerzenie gremium osób, które będą brały w nim udział o przedstawicieli muzułmanów i żydów. „Sami bowiem nie zdołamy stawić czoła i rozwiązać tak wielu problemów” – powiedział iracki hierarcha.

Dodał, że rzeczy dojrzewają, kiedy przyjdzie na to czas. „Pięćdziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia takie spotkanie jak to, które odbyło się w Bari – podkreślił kard. Sako. – Dlatego to wspólne spotkanie przedstawicieli tak wielu różnych Kościołów i wspólnot może być postrzegane jako przykład także dla innych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem