Reklama

Biały Kruk 2

Klimatyczna racja stanu

2017-06-12 14:56

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Paweł Sałek

O domaganiu się tolerancji dla polskiego węgla i polskich możliwościach ochrony klimatu z min. Pawłem Sałkiem – sekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska – rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r., na którym 172 rządy przyjęły Ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, odbyło się wiele światowych i regionalnych konferencji, powstało wiele specjalnych instytucji, zawarto wiele międzynarodowych porozumień mających przeciwdziałać globalnemu ociepleniu i związanej z nim niekorzystnej zmianie klimatu. Tymczasem okazuje się, że klimat ziemski stale się pogarsza... Mogłoby być gorzej?

MIN. PAWEŁ SAŁEK: – Ważne jest to, że w ogóle możemy dziś mówić o globalnej polityce klimatycznej, której źródłem jest właśnie konwencja klimatyczna przyjęta 25 lat temu w Rio. To była pierwsza tego rodzaju międzynarodowa umowa, w ramach której ludzkość zaczęła w sposób zaangażowany zajmować się nie tylko samą ochroną klimatu, ale zaczęto też mówić o zrównoważonym rozwoju, o poprawie jakości życia, powietrza itd. Uszczegółowieniem tej konwencji był protokół z Kioto, w którym wyznaczono już konkretne cele redukcyjne (dotyczące emisji gazów cieplarnianych) dla poszczególnych państw, w zależności od ich zasobności i stopnia rozwoju przemysłowego. Dla Polski było to 6 proc., a udało nam się w wyznaczonym terminie zmniejszyć emisję o blisko 30 proc.!

– Tymczasem Polska wciąż znajduje się na cenzurowanym z powodu uzależnienia gospodarki od węgla, którego wykorzystanie w energetyce i ciepłownictwie skutkuje zanieczyszczeniem powietrza, zbyt dużą emisją CO2. Czy jako kraj pilnie uczestniczący w konferencjach i porozumieniach międzynarodowych nie znaleźliśmy się jednak w klimatycznej ślepej uliczce?

– Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym nasz udział w porozumieniu paryskim z 2015 r., które, według mojej oceny, można uznać za trzeci milowy krok – po konwencji klimatycznej z Rio i protokole z Kioto – w dziedzinie globalnej polityki klimatycznej. Z satysfakcją możemy mówić, że porozumienie paryskie uwzględnia nasz głos i nasze racje. Zapisy tego porozumienia gwarantują, że w dążeniu do jak najszybszego ograniczania emisji gazów cieplarnianych zostaną uwzględnione specyfika i możliwości gospodarek poszczególnych krajów. W przypadku Polski oznacza to przede wszystkim możliwość korzystania z udoskonalonych, czystszych (mniej emisyjnych) technologii węglowych, ale także rozwijanie źródeł energii odnawialnej. Ważne jest dla nas również wzmocnienie uwzględnienia lasów w bilansie zmniejszania CO2 w atmosferze. Lasy są istotnym elementem polityki klimatycznej. W Polsce zajmują one aż 30 proc. powierzchni kraju.

– Na czym polega dzisiejsza wyjątkowo zaostrzona kolizja polskiej polityki klimatycznej z unijną?

– Na tym, że nie zamierzamy rezygnować z węgla jako podstawowego surowca energetycznego. Węgiel kamienny i brunatny są – i chyba długo jeszcze pozostaną – motorem rozwoju polskiej gospodarki. Tymczasem głównym hasłem polityki klimatycznej UE jest radykalna dekarbonizacja. I jest ona już wdrażana przez wiele unijnych krajów, a Komisja Europejska stara się wciąż ten proces zaostrzać, przyspieszać i przede wszystkim w sposób bardzo restrykcyjny egzekwować swoje dyrektywy.

– Mimo porozumienia paryskiego?

– Najwyraźniej tak. Można powiedzieć, że działania w kierunku dekarbonizacji podejmowane przez UE są sprzeczne z zapisami porozumienia paryskiego.

– I niestety, sprzeczne głównie z interesem Polski?

– Tak, bo węgiel to nasza racja stanu, nasze bezpieczeństwo energetyczne i bezpieczeństwo dostaw energii, które – co warto przypominać – jako członek UE mamy przecież zagwarantowane traktatowo.

– Gdy półtora roku temu przejmował Pan Minister schedę po polityce klimatycznej poprzedniej ekipy, zapowiadał Pan ostrą walkę o tę polską klimatyczną rację stanu. Końca tej walki nie widać?

– Nazwałbym tę walkę raczej trudnymi negocjacjami z Komisją Europejską, bo nie chcemy i nie zamierzamy zrezygnować z węgla, który jest naszym największym bogactwem naturalnym i podstawą rozwoju gospodarki. I przy tym przecież nie jesteśmy największym emitentem CO2 w Europie, o co się nas niesłusznie oskarża. Staramy się przekonywać, że chcemy i możemy w uczciwy sposób skutecznie chronić klimat.

– Tyle że argumenty i autorskie pomysły Polski są chyba raczej sceptycznie przyjmowane w europejskich dyskusjach...

– Staramy się być bardzo konkretni. Naszym pomysłem na dobrą ochronę klimatu jest wykorzystanie naturalnych procesów przyrodniczych, czyli sekwestracja (pochłanianie) dwutlenku węgla przez żywe zasoby przyrodnicze. Funkcjonują już przecież jednostki pochłaniania, jest możliwość ich wykorzystywania w rozliczaniu emisji i są one raportowane do konwencji klimatycznej oraz do Komisji Europejskiej. Możemy więc udowodnić, że użytkowanie węgla nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu. Powołujemy się też twardo na globalne porozumienie paryskie, które daje nam możliwość wyboru indywidualnej ścieżki rozwoju, czyli zachowania neutralności klimatycznej. W porozumieniu tym nie ma mowy o dekarbonizacji.

– Jednak Polska jako członek UE musi się podporządkować przede wszystkim unijnym trendom i nakazom...

– Rzeczywiście, w UE obowiązuje trend zmniejszania ilości CO2 w atmosferze wyłącznie przez redukcję emisji z instalacji, czyli głównie przez rezygnację z wykorzystywania paliw kopalnych, co oznacza, że będzie się to odbijać na gospodarkach krajowych, a nawet na całej gospodarce unijnej. A globalne porozumienie paryskie daje poszczególnym krajom możliwość realizacji indywidualnej ścieżki rozwoju i ochrony klimatu.

– Czy jednak to indywidualne podejście do ochrony klimatu nie zaowocuje zwiększeniem emisji gazów cieplarnianych? Czy unijne obiekcje nie są zasadne?

– Moim zdaniem, nie, jeśli zastosujemy odpowiednią inżynierię ekologiczną, czyli intensywne stymulowanie procesów przyrodniczych w celu zwiększenia pochłaniania CO2. A to jest naprawdę realne.

– Czy Pan Minister sądzi, że naprawdę można będzie do tego przekonać panów w Brukseli?

– Chciałbym mieć taką nadzieję. Tymczasem negocjujemy z UE zapisy dotyczące dyrektywy o handlu uprawnieniami do emisji na lata 2020-30, bardzo mocno podnosząc nasze propozycje związane z realizacją porozumienia paryskiego i z bezpieczeństwem energetycznym. Wychodzimy z założenia, że to przede wszystkim ono powinno być teraz realizowane, a nie aż tak wygórowane wewnątrzunijne pomysły, które przeszkadzają w rozwoju krajów takich jak nasz.

– Wiele niezrozumienia i krytyki – nie tylko ze strony „nawiedzonych” ekologów – wywołuje handel uprawnieniami do emisji, który stał się właściwie istotą zarówno globalnej, jak i europejskiej polityki klimatycznej. W swoim czasie był Pan Minister twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym (obecnie jest to Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami– KOBiZE). Proszę więc wytłumaczyć, na czym polega to skomplikowane zjawisko z zakresu ochrony klimatu i ekonomii.

– W skrócie mówiąc, jest to jakiś sposób na to, by w miarę możliwości ograniczyć i utrzymać w ryzach rozmiary ogólnej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery (w Europie w systemie handlu uprawnieniami do emisji znalazło się ponad 11 tys. instalacji). Żeby kontrolować emisję, trzeba ją w jakiś sposób mierzyć. Jednostką rozliczeniową przyjmowaną przez prawo zarówno międzynarodowe, jak i unijne jest jedna tona CO2 (według niej przelicza się także emisję innych gazów cieplarnianych, np. metanu, podtlenku azotu). Wszystkie kraje objęte międzynarodowymi umowami klimatycznymi są zobowiązane do stosownej sprawozdawczości, muszą więc mieć do tego odpowiednie instytucje. Stworzony przeze mnie w latach 2005-07 podmiot jest związany nie tylko z handlem emisjami, ale też ze wszystkimi sprawami dotyczącymi emisji gazów cieplarnianych, z całokształtem polityki klimatycznej. Z dumą mogę powiedzieć, że jest to dziś jeden z najlepszych tego rodzaju ośrodków w Europie.

– Na czym konkretnie polegają dziś trudności polsko-unijnych negocjacji w sprawie uprawnień do emisji dla naszych instalacji przemysłowych?

– Przez półtora roku strona polska przedstawiła bardzo wiele inicjatyw – m.in. zorganizowaliśmy cztery duże konferencje dotyczące naszego pomysłu na ochronę klimatu, przygotowaliśmy kilkanaście dokumentów dla partnerów w Unii Europejskiej, na bieżąco bez przerwy odbywamy wizyty i spotkania z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Ta dyskusja cały czas, bardzo intensywnie trwa. Niestety, system proponowany nam w tym momencie jest trudny do przyjęcia, przede wszystkim dla naszej energetyki i ciepłownictwa. Cena proponowana za jedną tonę CO2 na poziomie 30 euro jest dla nas nie do przyjęcia – po prostu zabije nasz przemysł.

– Komisja Europejska nie chce tego zrozumieć?

– Niestety, nie przekonuje jej nawet argument, że bezpieczeństwo energetyczne mamy zagwarantowane w traktacie europejskim, a tym bardziej nie przekonują postanowienia porozumienia paryskiego... My jednak trwamy przy swoim stanowisku – uważamy, że nie musimy być aż tacy ambitni w ramach UE, gdyż nasze kontrybucje są już dostatecznie wysokie. Chcielibyśmy, aby w tej Europie, która ma być różnorodna i tolerancyjna, było choć trochę tolerancji dla polskiego węgla, który jest dziś naszym „być albo nie być”. Dyskusja trwa, nie jest łatwo...

– I nie pomagają deklaracje, że Polska zamierza wprowadzać nowe, czyste technologie, tylko potrzeba nam trochę więcej czasu?

– Mimo braku przychylności wciąż udowadniamy, że udział energii odnawialnej w Polsce rośnie, że poprawiamy efektywność energetyczną (oszczędzamy energię), że sukcesywnie następuje modernizacja bloków energetycznych w kierunku zmniejszania emisyjności CO2. I choć z konieczności powoli, to jednak zmieniamy nasz mix energetyczny na korzyść tzw. zielonej energii. W naszych negocjacjach z KE chodzi nie o to, by pobrzękiwać szabelką lub bezkrytycznie godzić się na wygórowane oczekiwania komisji, ale o to by być przede wszystkim zaangażowanym w polskie bezpieczeństwo energetyczne. Dotychczas różne polskie rządy różnie podchodziły do tej kwestii.

– Rząd PiS jest w tej sprawie wyjątkowo nieugięty?

– Po prostu realizujemy polską rację stanu, także w sprawie polityki klimatycznej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że skoro jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, to od transformacji przemysłu w kierunku lepszej ochrony klimatu nie uciekniemy, ale potrzeba nam na nią więcej czasu.

– Problem polega chyba na tym, Panie Ministrze, że choć wszyscy mówią o pilnej potrzebie zmniejszania emisji, to ona wciąż się zwiększa. Niektórzy straszą, że Ziemia już nie ma czasu... Może najwyższy czas po prostu zacząć się przystosowywać do niekorzystnych zmian klimatu?

– Nie snujmy aż tak katastroficznych wizji! Ale faktem jest, że największy w Europie projekt związany z planami adaptacji do zmian klimatu jest robiony właśnie w Polsce. Bierze w nim udział blisko 60 miast i jest to jedyna inicjatywa w Europie, w której Ministerstwo Środowiska wspiera władze i administrację lokalną, koordynując działania przystosowawcze do skutków zmian klimatu w wielu miastach jednocześnie.

* * *

Paweł Sałek
Absolwent Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Informatyki Politechniki Częstochowskiej, ukończył też International MBA (program prowadzony przez Centre for Management Training), Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, a także studia podyplomowe w zakresie relacji międzynarodowych i dyplomacji w Instytucie Nauk o Polityce w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Podyplomowe Międzyuczelniane Studium Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Szkole Głównej Handlowej.
Jest twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska. Obecnie – sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej w Ministerstwie Środowiska

Tagi:
wywiad rozmowa

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Irlandia: referendum aborcyjne – pełna mobilizacja zwolenników i przeciwników

2018-05-24 16:10

pb, kg (KAI/Vaticannews), it (KAI Częstochowa) / Dublin

W piątek 25 maja – na trzy miesiące przed podróżą Franciszka do Irlandii – 3,2 mln obywateli tego wyspiarskiego państwa ma się wypowiedzieć w referendum, czy aborcja będzie tam dopuszczalna czy pozostanie zakazana. Ściślej mówiąc chodzi o los 8. poprawki do tamtejszej konstytucji, zabraniającej tzw. przerywania ciąży. Usunięcie jej umożliwi dokonywanie aborcji w szerokim zakresie. Od wielu tygodni zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy „zabiegów” publicznie i na różne sposoby, m.in. za pomocą wieców i kampanii w mediach, propagują swe punkty widzenia.

EPA

Wspomnianą ósmą poprawkę wprowadzono w 1983 też w wyniku referendum, w którym poparło ją 63 proc. głosujących. W 1992 irlandzki Sąd Najwyższy wniósł jeden wyjątek od zakazu aborcji: bezpośrednie zagrożenie życia matki, potwierdzone przez dwóch lekarzy. W styczniu br. rząd Leo Varadkara postanowił rozpisać referendum ws. pozostawienia lub zniesienia poprawki.

Kościół katolicki, podobnie zresztą jak inne wyznania i religie, wzywa z całą mocą do obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci i tym samym do odrzucenia wszelkich prób legalizacji aborcji. Arcybiskup Dublina Diarmuid Martin ostrzegł, że usunięcie prawnej ochrony życia z konstytucji będzie dla Irlandii nieodwracalną zmianą. „Chodzi nie tylko o przyzwolenie na ograniczony dostęp do aborcji pod pewnymi warunkami, ale też o rezygnację z kultury życia i o radykalną zmianę w życiu naszego kraju” – oświadczył prymas Irlandii.

Na jego prośbę w stołecznych parafiach odbyły się adoracje Najświętszego Sakramentu w intencji obrony życia a w niedzielę `13 bm. na wszystkich Mszach czytano jego list-prośbę o odrzucenie rządowego projektu legalizacji aborcji.

Osobny apel wystosował też prymas całej Irlandii, arcybiskup Armaghu – Eamon Martin. Poprosił, aby przed oddaniem głosu pomyśleć zarówno o matce, jak i o dziecku, których chroni obecnie konstytucja. „Życie każdego z nich jest cenne, zasługuje na miłość i ochronę przed tragedią nieodwracalnej decyzji o aborcji” – napisał abp Martin.

W wypowiedzi dla Radia Watykańskiego podkreślił on, że „ta sprawa zjednoczyła wiernych różnych tradycji chrześcijańskich w poczuciu, że każde ludzkie życie jest święte”. Zwrócił uwagę, że ta konkretna kwestia nie ma charakteru czysto katolickiego czy chrześcijańskiego. „Tę prawdę, że każde życie ludzkie jest ważne, a niewinne ludzkie życie zawsze powinno być chronione, podzielają ludzie wszystkich religii, a także niewierzący. Wynika to z naszej ludzkiej natury. Widzimy zatem, że ukształtowała się bardzo szeroka koalicja w obronie życia, łącząca ludzi, zaniepokojonych piątkowym referendum” – dodał prymas całej Irlandii.

Na ulicach miast i miasteczek w całym kraju pojawiły się dziesiątki tysięcy plakatów, billboardów i wpinki na odzieży. W sobotę 19 maja w marszu pod hasłem „Kochaj Oboje” (Love Both) wzięło udział kilka tysięcy osób, jego organizatorzy zachęcali Irlandczyków do dania z siebie wszystkiego, by bronić Ósmej Poprawki.

W rozmowie z Radiem Watykańskim Robert Nugent z ruchu Pro Life Ireland powiedział, że sondaże przedreferendalne wskazują na pewną przewagę zwolenników aborcji, nie pozwalają jednak przewidzieć, jaki będzie ostateczny wynik głosowania. Oznajmił, że z ich strony w kampanię jest zaangażowanych 8 tysięcy osób. „Poza Dublinem widzimy, że około 60 proc. będzie głosowało na «nie». Jest to bardzo silny ruch pro-life poza stolicą. W Dublinie natomiast szacujemy, że będzie to około 45 proc. na «nie», ale wciąż wkładamy dużo wysiłku w kampanię” – oświadczył Nugent. Zaznaczył, że walka jest bardzo trudna, gdyż środki przekazu, rząd i np. Amnesty International nawołują do głosowania na «tak».

Zauważył, że „w pytaniach o tak czy nie, ze względów psychologicznych zwykle wygrywa «tak»”. Dlatego obrońcy życia wiele czasu poświęcają na przekonywanie ludzi o faktach i że nie można opierać prawa na wyjątkach. „Nie możemy pozwolić, żeby trudne przypadki ciążowe, które są mniejszością, usunęły z Konstytucji prawo do życia dla każdego poczętego dziecka. Dlatego proszę radiosłuchaczy, żeby zachowali Irlandię w swoich myślach i modlitwach, jest to trudny czas dla praw człowieka. Kiedy raz się je usunie, bardzo ciężko jest je przywrócić” – oświadczył rozmówca rozgłośni papieskiej.

W modlitwę o pomyślny wynik referendum w Irlandii włączyła się też Jasna Góra. W tej intencji w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej 24 bm. wieczorem zostanie odmówiony różaniec i Apel Jasnogórski. „Podejmujemy to wyzwanie modlitewne, bo czujemy wielką odpowiedzialność za każde życie” – powiedział przeor częstochowskiego klasztoru o. Marian Waligóra. Wyjaśnił, że „jest to nasza odpowiedź na apel w obronie życia. Razem możemy więcej, wspólnotowa modlitwa ma wielką moc”. Wyraził przy tym nadzieję, że „ta nasza modlitwa będzie wsparciem dla narodu irlandzkiego”.

Przypomniał ponadto, że obrona życia to sprawa nie tylko ludzi wierzących, ale „wykracza poza nasze ramy światopoglądowe i dotyczy w ogóle ludzkości, troski o drugiego człowieka, a szczególnie tego, który sam o swoje prawa zadbać nie może”. Przeor zauważył też, że Jasna Góra jest miejscem obrony życia. „Maryja jest Matką Życia, życia którym jest dla nas Chrystus. W Niej widzimy wzór troski o życie i to jest najpoważniejszy powód, by iść za wzorem Matki Bożej” – powiedział paulin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież zaproszony do Bułgarii

2018-05-25 20:41

pb (KAI/bta.bg/Il sismografo) / Watykan

Premier Bułgarii Bojko Borisow zaprosił papieża do złożenia wizyty w tym kraju. Franciszek przyjął zaproszenie z „widocznym zadowoleniem” - głosi komunikat bułgarskiej agencji BTA. Szaf rządu wyraził nadzieję, że do wizyty będzie mogło dojść w 2019 r.

Grzegorz Gałązka

Wcześniej Ojca Świętego zapraszał do swego kraju prezydent Rosen Plewneliew podczas wizyty w Watykanie w marcu 2016 r.

Borisowowi towarzyszyła liczna delegacja, w skład której weszli: minister kultury, prezes Bułgarskiej Akademii Nauk, rektorzy uniwersytetów dyrektor Filharmonii Sofijskiej, ambasador przy Stolicy Apostolskiej, dwóch metropolitów prawosławnych, a także przedstawiciele Kościoła katolickiego i innych religii.

Okazją do tradycyjnej, dorocznej wizyty bułgarskiej delegacji państwowej w Watykanie była przypadające 24 maja w juliańskim kalendarzu liturgicznym wspomnienie świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowiańszczyzny. Dzień ten jest w Bułgarii Dniem Edukacji, Kultury i Literatury Słowiańskiej. Św. Cyryl spoczywa w w rzymskiej bazylice św. Klemensa.

Z tej samej okazji do Watykanu przybywa delegacja państwowa Macedonii. Dlatego papież przyjął dziś także premiera tego kraju Zorana Zaewa, któremu towarzyszyli ministrowie spraw wewnętrznych i kultury. Rozmawiali oni z Franciszkiem m.in. nt. tradycji tolerancji międzyreligijnej w tej byłej republice Jugosławii, jak również o mającym wkrótce nastąpić otwarciu nuncjatury apostolskiej w Skopje - poinformowała tamtejsza agencja prasowa MIA.

Obaj premierzy odbyli także spotkania z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem