Reklama

Ćwierć wieku wyśpiewują chwałę Panu Bogu

2017-05-18 10:54

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 21/2017, str. 4-5

Archiwum parafii pw. Miłosierdzia Bożego
Uczestnicy otrzymują dyplomy i pamiątkowe statuetki

Od 25 lat w parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Głogowie w myśl słów św. Augustyna: „Kto śpiewa, dwa razy się modli” z powodzeniem jest organizowany Festiwal Piosenki Religijnej z okazji Dnia Matki. Tegoroczny jest o tyle szczególny, bo jubileuszowy

O powstaniu festiwalu, jego początkach i towarzyszącej mu idei, a także o tym, jak festiwal wygląda obecnie, opowiada pomysłodawca i inicjator ks. kan. Janusz Idzik, twórca i proboszcz ośrodka duszpasterskiego na Osiedlu Piastów Śląskich w Głogowie.

Z Lubina do Głogowa

Jeszcze jako proboszcz w Starym Kurowie ks. Janusz Idzik dowiedział się o organizowanych w Lubiniu festiwalach piosenki religijnej, gdzie po raz pierwszy wysłał swoją scholę. Młodzież otrzymała tam wyróżnienie i wróciła pod ogromnym wrażeniem. Ks. kan. Idzik został przeniesiony do Głogowa, gdzie podjął się organizacji parafii i budowy kościoła. – Z czasem na osiedlu zaczęły powstawać i rozwijać się szkoły – podstawowa i średnia, przybywało dzieci i młodzieży, dlatego zaproponowałem utworzenie scholi. Inicjatywa szybko przerodziła się w czyn i wkrótce zaczęliśmy jeździć na festiwale piosenki religijnej do Lubina – wspomina ks. kan. Idzik. – Któregoś roku nasza schola zajęła tam nawet pierwsze miejsce, zwyciężając wówczas z inną słynną głogowską grupą z kościoła pw. Bożego Ciała – dodaje. Festiwale w Lubiniu gromadziły tak wiele zespołów, że zafascynowany nimi ks. Janusz postanowił 25 lat temu zorganizować podobny w Głogowie. – Pierwszy festiwal odbył się w murach powstającego wówczas kościoła. Mury były wyciągnięte do połowy, oczywiście bez dachu, dlatego uczestnicy, głównie z Głogowa, występowali pod gołym niebem – wspomina z sentymentem inicjator. – W następnych latach zaczęliśmy zapraszać uczestników nie tylko z naszego miasta, ale także z okolic. Ku naszemu zaskoczeniu wkrótce na nasz festiwal zaczęli się zgłaszać chętni z Bydgoszczy, Gubina, Szczecina, Podlasia, Warszawy, Wrocławia czy Zielonej Góry, także tych zespołów w pewnym momencie występowało u nas również bardzo dużo, a rekordową liczbą było ponad 600 uczestników. Przez wiele lat mieliśmy bardzo dużo zgłoszeń, jednak z czasem ich liczba zaczęła spadać, ponieważ podobne festiwale zaczęły być organizowane np. w Polkowicach i w innych miejscowościach, a zespoły – zwłaszcza te przyjeżdżające z daleka – zaczęły występować w swoich regionach. Jednak mimo wszystko myśmy trwali, trwamy do dzisiaj i mam nadzieję, że będziemy trwali, a w tym roku festiwal organizujemy już 25. raz – opowiada ks. kan. Idzik.

Reklama

Głosić Miłosierdzie Boże

Organizatorzy nie chcąc, aby festiwal w Głogowie kolidował z tym organizowanym w Lubinie, postanowili, że będzie on organizowany w maju i że będzie przy tym doskonałą okazją, by uczcić w tym czasie wszystkie matki, a zwłaszcza Tę, która jest w niebie, czyli Maryję. – Matkom ziemskim i Matce Niebieskiej ten festiwal był i jest poświęcony – mówi inicjator. W organizację głogowskiego festiwalu zaangażowani są m.in. księża wikariusze, katechetki, parafialna Caritas oraz członkinie Żywego Różańca. Istnieje grupa parafian, która pamięta o festiwalu i gdy zbliża się maj, to razem z księdzem proboszczem przystępuje do jego organizowania. Festiwal stał się już pewną tradycją, nabrał już pewnej rutyny i swojego stałego przebiegu. – Wcześniej cechowało go trochę więcej spontaniczności i takiej otwartości jeden na drugiego wśród uczestników. Chcieliśmy w ten sposób scalać parafie, a jednocześnie pomóc w nawiązywaniu relacji między występującymi scholami. Obecnie wśród solistów i zespołów, które przyjeżdżają na festiwal, da się mimo wszystko zauważyć pewien pośpiech, jednak od strony treści utworów i towarzyszących im przeżyć religijnych wciąż jest jednak to samo, co charakteryzowało festiwal u jego początków – tłumaczy ks. kan. Idzik. W ramach festiwalu uczestnicy, tj. schole, zespoły czy soliści, przedstawiają trzy utwory, w tym jeden poświęcony Miłosierdziu Bożemu, drugi skupiający się na tematyce maryjnej, a trzeci dowolny o tematyce religijnej. Czas występu nie może przekraczać 15 minut. Ideą festiwalu, jak podkreśla ks. kan. Idzik, jest rozszerzać i głosić nieskończone miłosierdzie Pana Boga.

Ludzie, nauczcie się śpiewać

Jak wygląda typowy dzień festiwalowy? Festiwal otwiera przede wszystkim Msza św. w intencji wszystkich uczestników i organizatorów. Cały czas działa biuro recepcji, w którym przyjeżdżające podmioty zgłaszają liczbę osób. W dniu festiwalu prężnie działa Parafialny Zespół Caritas, który zapewnia wszystkim przybyłym gościom ciepły poczęstunek. Po Mszy św. odbywają się przesłuchania, w przerwie obraduje jury, które ustala wyniki konkursu, często towarzyszy temu występ specjalnego zespołu, np. przyparafialnego, instrumentalnego, albo zaproszonego artysty. Po przerwie, w czasie koncertu laureatów, następuje natomiast ogłoszenie wszystkich wyników, wręczenie dyplomów, nagród rzeczowych, upominków i okolicznościowych statuetek. W tym szczególnym jubileuszowym roku festiwal został zaplanowany w dniach od 18 do 20 maja (kilka dni po zamknięciu numeru) i został połączony z warsztatami, by pod kierownictwem znanego muzyka, aranżera i dyrygenta Zespołu Muzyki Sakralnej Lumen Zbigniewa Małkowicza z Poznania uczestnicy mogli sprostać wezwaniu św. Augustyna, który mówił: „Ludzie, nauczcie się śpiewać, bo aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z Wami zrobić” oraz – jak mówi pomysłodawca – powrócić do idei, integrować, łączyć i propagować pieśń religijną wśród dzieci i młodzieży. – Tak jak życie chrześcijanina powinno być takim wychwalaniem Pana Boga, tak również chcemy przez ten Festiwal Piosenki Religijnej razem wyśpiewywać chwałę Panu Bogu – kończy ks. kan. Janusz Idzik.

Tagi:
festiwal Dzień Matki

Z dedykacją dla mam i dzieciaków

2018-05-09 10:54

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 19/2018, str. I

Archiwum Domu Matki i Dziecka w Sosnowcu

Już tylko 2 tygodnie dzielą nas od niezwykłego koncertu charytatywnego z cyklu „Gramy dla mamy”, który odbędzie się 28 maja o godzinie 18.00 w Sali Koncertowej Zespołu Szkół Muzycznych w Sosnowcu przy ulicy Wawel 2. To już 7. edycja wydarzenia, które wrosło w mapę kulturalną stolicy Zagłębia, a nad organizacją którego czuwa Caritas Diecezji Sosnowieckiej na czele z jej dyrektorem ks. Tomaszem Folgą. Po występach takich gwiazd, jak Golec uOrkiestra, Krzysztof Krawczyk czy Bodo Cafe przyszedł czas, by posłuchać Eleni – polskiej piosenkarki pochodzenia greckiego.

– Koncert dedykowany będzie mamom i ich dzieciakom, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej. Całkowity dochód z koncertu zostanie przeznaczony na Diecezjalny Dom Matki i Dziecka w Sosnowcu – mówi dyrektor Caritas diecezjalnej ks. Tomasz Folga. Bilety-cegiełki w cenie 40 zł można nabywać w biurze Caritas przy ul. Korczaka 5 oraz w Centrum Informacji Miejskiej w Sosnowcu.

Diecezjalny Dom Matki i Dziecka Caritas Diecezji Sosnowieckiej mieści się przy ul. Gabrieli Zapolskiej 2 w Sosnowcu. Pomysłodawczynią budowy domu była pani Wiesława Spyra. Dom został powołany do życia dekretem bp. Grzegorza Kaszaka z 15 grudnia 2010 r. Dzieła budowy, na polecenie i z błogosławieństwem księdza biskupa, podjęli się ks. Tomasz Folga, obecnie dyrektor Caritas Diecezji Sosnowieckiej i ks. Andrzej Cieślik, wówczas dyrektor Diecezjalnego Centrum Służby Rodzinie i Życiu, obecnie proboszcz parafii Chrystusa Króla w Sosnowcu-Klimontowie. Budowa domu rozpoczęła się w kwietniu 2013 r. a zakończyła w styczniu 2015 r. i finansowana była z rządowego programu wsparcia budownictwa socjalnego, funduszy Caritas Polska, darowizn osób prywatnych, zbiórek publicznych, w tym m.in. z corocznych koncertów charytatywnych „Gramy dla mamy”. Od chwili otwarcia placówki przyjmowane są tutaj beneficjentki kierowane na wniosek Ośrodków Pomocy Społecznej, Centrów Pomocy Rodzinie, Ośrodków Interwencji Kryzysowej i innych instytucji kierujących.

Dom to miejsce, gdzie można się schronić, gdzie jest się kochanym. Każdy chciałby mieć taki dom, w którym czuje się ciepło i miłość i do którego zawsze się tęskni, gdziekolwiek się przebywa. Niestety, nie każdy ma takie szczęście. Za to na całe szczęście takie miejsce jest w Sosnowcu. Tu można znaleźć wsparcie i pomoc, zrozumienie i miłość, odnaleźć sens życia i swoje miejsce na ziemi. Prowadzenie nawet małego domu wiąże się ze sporymi nakładami finansowymi. Prowadzenie domu, w którym mieszka kilka matek z dziećmi to ogromne koszty, dlatego też kilka lat temu zainaugurowano charytatywne przedsięwzięcie muzyczne „Gramy dla mamy”. To znaczący zastrzyk finansowy dla tych, którzy gorzej się mają.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: pożegnanie absolwentów Niższego Seminarium Duchownego

2018-05-23 07:50

Jolanta Kobojek

Ostatnie lekcje mieli z końcem kwietnia, na początku maja przystąpili do zdawania egzaminów maturalnych, a w niedzielę, 20 maja oficjalnie zakończyli szkołę. Mowa o 11 absolwentach, którzy przez ostatnie 3 lata uczyli się w Niższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej.

Weronika Kamińska, Dawid Borciuch

Uroczystości związane z otrzymaniem świadectw rozpoczęły się Mszą św. sprawowaną w Bazylice Archikatedralnej pw. Św. Rodziny. Eucharystii przewodniczył rektor NSD, ks. Jerzy Bielecki.

„Tak się złożyło, że akurat w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, kiedy rodzi się nowy Kościół, możemy ucieszyć się tymi 11 absolwentami. Wiemy, że przeżywamy obecnie pewien kryzys, gdy chodzi o powołania kapłańskie, że w seminariach jest mniej niż zwykle, tym bardziej potrzeba tej modlitwy i troski o to, ażeby Kościół mógł dalej rosnąć, bo przecież to dzieje się przez Eucharystię , która sprawują właśnie kapłani” – mówił na zakończenie Mszy św. ks. Bielecki.

Zobacz zdjęcia: Pożegnanie absolwentów Niższego Seminarium Duchownego

Druga część spotkania miała miejsce w budynku seminarium, znajdującym się w bliskim sąsiedztwie katedry. Uczniowie, nauczyciele i rodzice uczestniczyli w uroczystej akademii, gdzie padło wiele podziękowań i słów wywołujących wzruszenia.

„Przyszliśmy tu trzy lata temu. Świat wtedy wydawał nam się całkiem inny. Wszystko wokół było piękne i pełne kolorów. Wychodzimy stąd dojrzalsi, pełni doświadczeń, posiadając większy bagaż wiedzy. Teraz już dostrzegamy cienie tych pięknych, wyrazistych kolorów. Przez ten czas odbyliśmy podróż, podczas której to właśnie Wy nauczyliście nas, jak żyć i jak wykorzystywać własne zdolności. Za to Wam z całego serca dziękujemy” - mówił w imieniu tegorocznych maturzystów Bartłomiej Kaprzyk. Dziekan szkoły zwrócił uwagę na fakt, że chociaż szkoła kończy pewien dotychczasowy etap, to jednocześnie otwiera drzwi do dorosłości: „Choć chwila ta zamyka pewien rozdział naszego życia, nie możemy mówić tu o końcu. Teraz możemy powtórzyć słowa Winstona Churchilla: „To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku”. Wchodzimy w nowy etap naszego życia, lecz na zawsze zapadnie nam w pamięć ta szkoła. Każdy teraz uda się do swoich domów i zacznie nowe życie, zacznie pisać nowy rozdział książki, która nosi tytuł: moje życie”.

Zakończenie klas trzecich to także okazja do podziękowań wyrażonych przez rodziców. Ojciec absolwenta, Kamila Szczerbaka zdradził: „Pamiętam wielkie wrażenie, jakie podczas przyjazdu na pierwsze zebranie zrobił na mnie widok uczniów elegancko ubranych w garnitury, a później w komże i wspólny udział we Mszy św. Pamiętam również atmosferę ciepła, zrozumienia i dobra. tego nie czuje się w innych szkołach. Jeśli dodamy do tego życie we wspólnocie, wspólne spędzanie wolnego czasu, wspólne wykonywanie codziennych prac, z których uczniowie często byli zwalniani w domach, to przekonujemy się, że jest to rzeczywiście Niezwykła Szkoła”.

Swoją wypowiedz Pan Szczerbak zakończył słowami: „Księże Rektorze, to dzięki Wam to miejsce jest niezwykłe, ale jednocześnie wszyscy tu pracujący jesteście za tę niezwykłość odpowiedzialni. Musicie się o nią troszczyć, pielęgnować ją, by kolejne roczniki absolwentów mogły ją poczuć. Dlatego proszę Was, nie szukajcie dróg na skróty, uproszczeń i ułatwień, które zmieniłyby charakter tego miejsca. Trwajcie w tym, co robicie, bo wykonujecie tu kawał dobrej roboty”.

Niższe Seminarium Duchowne to szkoła z internatem. Wszyscy uczniowie mieszkają przez 3 lata wspólnie i tylko co dwa tygodnie wyjeżdżają na weekend do domu. To powoduje, że rodzi się między nimi wiele przyjaźni. Już podczas tegorocznego zakończenia klas trzecich czuło się, że trudno było im kończyć ten etap młodzieńczego życia. Maturzyści, którzy tworzyli klasę niesamowicie utalentowaną artystycznie skomponowali specjalnie na ten dzień piosenkę o NSD. Ich koledzy z klasy drugiej przygotowali natomiast prezentację multimedialną charakteryzującą poszczególnych maturzystów.

Podziękowaniom i wspomnieniom wydawało się, że nie ma końca. Po zakończeniu części oficjalnej, przeniosły się one do seminaryjnego refektarza. Tam jeszcze przez długi czas padło wiele miłych słów kierowanych pod adresem księży, nauczycieli, rodziców i kolegów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Jubileusz w Sanktuarium Królowej Śląska

2018-05-23 19:31

Krystyna Wrodarczyk

„Maryo Piekarska góręś obrała, byś nam tu w Piekarach łask udzielała...” (ze zbioru pieśni maryjnych z 1896 roku)


Rok 2018 to szczególny moment w kalendarium Sanktuarium Królowej Śląska. To kolejny piękny jubileusz, a więc okazja do radości i wdzięczności Bogu za dar siedmiu wieków trwania kultu Bożego na tym terenie. Aby dobrze przeżyć ten czas, przez najbliższy rok przybliżać będziemy piękne historyczne karty z dziejów Piekarskiej Parafii, ukazując działanie Opatrzności, która prowadzi od tylu lat losy poszczególnych ludzi, rodzin i wspólnot związanych z tym duchowym centrum Górnego Śląska.

Kiedy ze łzą w oku patrzę na jaśniejącą nowym blaskiem po długotrwałej renowacji Piekarską Świątynię uświadamiam sobie, że z podobnym zachwytem od wieków w to miejsce patrzyli nasi pradziadowie. Z pewnością działo się tak od początku XIV wieku, bo według żywej, trwającej od wieków tradycji i historycznych opracowań 24 sierpnia 1303 roku poświęcono kamień węgielny i rozpoczęto budowę drewnianej świątyni na Górze św. Bartłomieja. Konsekracji tej świątyni dokonano w 1318 roku. Jakby nie liczyć, to już 700 lat! Ileż to pokoleń, ilu wiernych, ile modlitw i ile faktów historycznych! I chociaż trudno sobie to wyobrazić, to przecież także i tutaj przetaczała się bogata, nieraz bolesna historia.

Kiedy używamy wyrazu historia, często mamy wrażenie, że odnosi się on do zjawiska na pozór obcego, toczącego się gdzieś obok, nie dotykającego nas bezpośrednio. Często zapominamy, że miejsce, w którym mieszkamy, całe nasze otoczenie było świadkiem ważnych wydarzeń historycznych, a przed cudownym Wizerunkiem Piekarskiej Pani „monarchowie kornie schylali zbrojną skroń... rycerstwo, szlachta i wodzowie w hołdzie składali lśniącą broń”. Tak trudno w środku współczesnego miasta przywołać obrazy tamtych dawno minionych czasów, wyobrazić sobie to miejsce i tych, którzy przed nami przychodzili, aby w tym miejscu Bogu i Matce Bożej zawierzać swoje troski, prosić o błogosławieństwo i dziękować za łaski. To trudne w naszych zabieganych czasach, ale na szczęście są takie miejsca, gdzie zamykane przed gwarem świata drzwi, otwierają przed nami dawny świat, nieznane czasy.

W Piekarach tym miejscem jest Muzeum Sanktuaryjne – pamiątka innego ważnego jubileuszu, a mianowicie 350-lecia kultu Matki Bożej w Piekarach, jaki obchodzono w 2009 roku. Kiedy stajemy w głównej sali ekspozycyjnej, stąpając po czerwonym dywanie, spoglądamy w Oblicze Piekarskiej Pani, uświadamiając sobie, że właśnie tutaj przechowywana jest pamięć o przeszłości. To właśnie tutaj znajdujemy znaki widzialnej wiary i miłości człowieka do Boga, znaki mówiące o Jego obecności wśród swojego ludu przez wieki i pokolenia. A kiedy spojrzenie pada na replikę drewnianego kościółka nasza wyobraźnia przenosi nas w te dawne czasy. Opowieść o nich możnaby zacząć tak, jak głosi legenda: „Cicha była jeszcze wtedy wielka puszcza piekarsko – szarlejska, nieprzebyta, ciemna i głęboka. Tylko się zwierz dziki – drapieżny ryś czy ciężki, zwalisty niedźwiedź przez jej mroczne gąszcze przedzierał… Człowiek z rzadka tylko puszczę groźną nawiedzał...”

Zostawmy jednak legendy – i tę o Ziemomysławie, który w piekarskiej puszczy, w pobliżu Góry Bartłomieja osadę założył, i tę o Bartłomieju, który wypiekał niezwykle smaczne ciasta i pierniki aż osadę Piekarami zwać zaczęto, i spojrzyjmy na historię wydobytą z wykopalisk, z pożółkłych dokumentów, ze starych zapisków, kronik i roczników. Zainteresowanie historyków dotyczyło przede wszystkim przynależności tej ziemi i owianych tajemnicą dziejów kościoła i parafii.

A dzieje tej przynależności były bardzo złożone i burzliwe, na ten temat powstało już wiele opracowań historycznych, które nie sposób przytoczyć w tym krótkim artykule. Jednak warto w tym miejscu wspomnieć o kilku faktach dotyczących opisywanego okresu. I tak historia mówi o tym, że w latach 990 – 1039 Śląsk był w Państwie Polskim, a w 1039 roku książę czeski Brzetysław I uderzył na Śląsk, zniszczył okolice dzisiejszego Bytomia i przyłączył je do Czech.

Sytuacja ta trwała do 1050 roku kiedy to król polski Kazimierz I Odnowiciel, wspierany przez okoliczną ludność, w bitwie koło Bytomia zwyciężył wojska czeskie i odzyskał część ziem. Tak więc w latach 1054 – 1138 Śląsk znowu znalazł się w Państwie Polskim. Z tego okresu warto przypomnieć datę 7 lipca 1136, ponieważ wystawiona wtedy w Pizie dla arcybiskupstwa gnieźnieńskiego bulla protekcyjna papieża Innocentego II, podkreślająca niezależność (od Niemiec) i odrębność Kościoła polskiego, wymieniła m.in. osadę Zwerzow (lub Zwierszowiec). Niektórzy historycy uważają, że może chodzić o Piekary.

W późniejszych źródłach pisanych osadę nazywano Peccari. Potwierdza to dokument z dnia 4 października 1277 roku, w którym biskup krakowski Paweł z Przemankowa zapisał, że mieszkańcy osady Peccari zostali wydzieleni z kościoła p.w. św. Małgorzaty w Bytomiu i przydzieleni do kościoła w Kamieniu. Raz jeszcze w tych zamierzchłych czasach Piekary znalazły się pod panowaniem Czech, a stało się to wówczas, kiedy w roku 1289 książę Kazimierz II władający księstwem bytomskim złożył hołd władcy czeskiemu Wacławowi II z rodu Przemyślidów. Pomimo tych wszystkich zawirowań historycznych piekarska osada ciągle się rozwijała, a dzięki górnictwu i hutnictwu była coraz bardziej zasobna w dobra materialne, co wpłynęło na decyzję wybudowania kościoła.

Legenda głosi, że według pierwotnych planów kościół miał stanąć na wzgórzu Cerekwica. Tam zwieziono potrzebne do budowy drewno. Jednak jakaś tajemnicza siła w ciągu jednej nocy przeniosła zgromadzony budulec w miejsce, gdzie dzisiaj znajduje się piekarska świątynia. Uznano to za znak, że Bóg to właśnie miejsce wybrał na swój dom i tu właśnie nasi pradziadowie 24 sierpnia 1303 roku poświęcili kamień węgielny i rozpoczęli budowę drewnianego kościółka p.w. św. Bartłomieja Apostoła. Budowano go w stylu romańskim. Kościół mógł pomieścić około 200 osób. Nawa kościoła zbudowana została na planie prostokąta, którego ściany poskładanao na polską wieńcówkę z modrzewiowych bierwion poziomo leżących, łączonych „jaskółczym ogonem”, a nie na czopy lub fugi (jak to było niemieckim sposobem). Prezbiterium było węższe o połowę od nawy. Przed nawą usytuowana została czworokątna dzwonnica, której wnętrze było kruchtą. Ściany zewnętrzne obite były prostopadle dranicami, nieco dłuższymi niż szyndzioły, wyciętymi u dołu w zębatą koronkę. Dach został pokryty gontami. Wokół kościoła biegły soboty – krużganki nakryte daszkiem, które służyły wiernym za ochronę przed deszczem czy skwarem. Drzwi miały dębowe wągary, bogato okute, a na belce progu wyrzezano rok budowy i znamię cieśli.

W kościele znajdowały się trzy ołtarze. W ołtarzu głównym usytuowano figury św. Bartłomieja Apostoła i św. Mikołaja (zachowane do dziś). Po lewej stronie, w bocznym ołtarzu znajdował się wizerunek Matki Bożej – Bogurodzicy z Dzieciątkiem w typie Hodigitrii (Przewodniczki). Obraz o wymiarach 129 cm wysokości i 92 cm szerokości namalowany został na desce lipowej z kredowym podkładem, wg tradycji „spoczywał na czerwonych słupach”.

„Zaraz od samego początku lud pobożny w utrapieniu i troskach uciekał się do tego cudownego obrazu i wielką jest liczba tych, którzy przy tym obrazie cudownie wysłuchani zostali, tutaj znaleźli pociechę” – głosił przekaz ludowy. I taki właśnie – mały, skromny, drewniany kościółek stał w miejscu naszej dzisiejszej piekarskiej świątyni. I to właśnie w tym roku obchodzimy jubileusz świadczący o ciągłości naszych dziejów, jubileusz, który jak Arka Przymierza łączy dawne i obecne czasy. Konsekracja tego kościółka naszych przodków, kościółka p.w. św. Bartłomieja Apostoła i ołtarza ku czci Poczęcia Najświętszej Panny Maryi w Piekarach odbyła się w 1318 roku. W uroczystości udział wzięli arcybiskup gnieźnieński Janisław, generalny kolektor świętopietrza w Polsce oraz uznany jurysta i proboszcz kościoła Mariackiego w Krakowie – Jan z rycerskiego rodu Kołda, tj. późniejszy biskup Nanker z Kamienia.

Cytaty za: Ks. Janusz Wycisło „Kronika dziejów Sanktuarium Maryjnego i Piekar Śląskich do 1945r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem