Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Przywilej bycia dzieckiem Maryi

2017-05-18 10:53

Małgorzata Oroń
Edycja lubelska 21/2017, str. 1, 5

Katarzyna Artymiak

W 100. rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie w kościele pw. Matki Bożej Fatimskiej w Lublinie odbyły się główne diecezjalne uroczystości jubileuszowe

Mszy św. koncelebrowanej 13 maja przez ponad 50 kapłanów przewodniczył bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski. Jubileuszowe uroczystości zostały wpisane w program misji parafialnych, prowadzonych przez Misjonarzy Świętej Rodziny. Wierni dobrze przygotowywali się do głębokiego przeżycia rocznicy i przyjęcia wciąż aktualnego orędzia Matki Bożej, przekazanego światu za pośrednictwem fatimskich dzieci: Łucji, Hiacynty i Franciszka. – Gromadzimy się w świątyni, aby składając Bogu Najświętszą Ofiarę, naszą modlitwą objąć wszystkie intencje, które przynosimy do Maryi jako naszej Matki. Ona przychodzi do nas i przez swoje wstawiennictwo wyprasza potrzebne łaski na drogi życia. Chcemy dziękować Matce Bożej za to szczególne przesłanie, jakie zostawiła nam w Fatimie; za orędzie, które ukazuje nam, co mamy czynić, aby wypełniać wolę Jej Syna Jezusa Chrystusa – mówił ks. Józef Łukasz, proboszcz.

– Maryja wybrała pastuszków z Fatimy, aby przypomnieć światu wezwanie do nawrócenia i pokuty oraz konieczności wynagradzania Bogu za grzechy – mówił w homilii bp Artur Miziński. – Ustawiczna walka dobra ze złem toczy się także w naszym życiu. Dzięki zbawczej ofierze Chrystusa zostaliśmy zanurzeni w Bożym Miłosierdziu, aby jednak odkupienie stało się naszym osobistym udziałem, musimy odwrócić się od grzechów i zwrócić serca ku Bogu. Taką drogę ocalenia świata wskazała Maryja dzieciom z Fatimy. Jeśli nie podejmiemy pokuty i zadośćuczynienia, pozostanie tylko jedna droga oczyszczenia świata, którą Maryja objawiła w tzw. trzeciej tajemnicy fatimskiej, która prowadzi przez wojny, cierpienia oraz ofiarę krwi rzeszy męczenników – podkreślał Ksiądz Biskup. Zwracając uwagę na aktualność objawień w Fatimie, mówił: – Mimo upływu stulecia objawienia Matki Bożej nie straciły nic ze swojej aktualności. Wydaje się, że współczesny człowiek przez swoje działania sprzeczne z prawem Bożym zmierza ku zagładzie świata. Oto człowiek wielokrotnie stawia siebie w miejscu Boga, pozwalając sobie decydować o ludzkim życiu i śmierci; wydaje wyroki na nienarodzone dzieci, legalizuje możliwość uśmiercania schorowanego dziecka lub starszego człowieka tylko dlatego, że jego życie w mniemaniu bliskich stało się ciężarem.

Reklama

Bp Artur Miziński przywołał objawienie z 13 października 1917 r., gdy fatimskim dzieciom ukazała się Święta Rodzina. – Ta wizja ukazała, jak ważna jest rola rodziny jako domowego Kościoła i wspólnoty, w której rodzice przekazują dzieciom wiarę. Dlatego musimy bronić tradycyjnego modelu rodziny; nie wolno nam dopuścić do zrównania jej ze związkami partnerskimi. Nade wszystko musimy podjąć trud pokuty i zadośćuczynienia Bogu za te i wiele innych zniewag – podkreślał Pasterz. Na zakończenie homilii zaapelował do wiernych, by chętnie korzystali z przywileju bycia synami i córkami Maryi. – Przyjmijmy Ją za przewodniczkę na drodze do wiecznego szczęścia; oddajmy się w Jej macierzyńską niewolę miłości, aby to Ona kierowała naszymi czynami – wzywał.

Jubileuszowe uroczystości zakończyły się procesją fatimską, po której bp Artur Miziński dokonał aktu zawierzenia parafii i całej archidiecezji Matce Bożej Fatimskiej. Następnie wierni mogli uczestniczyć w czuwaniu modlitewnym połączonym z ucałowaniem relikwii świętych dzieci – Hiacynty i Franciszka, których papież Franciszek kanonizował w sobotni poranek w Fatimie. Po Apelu Maryjnym w kościele wystąpił zespół Guadalupe z okolicznościowym koncertem.

W kolejnym numerze powrócimy do uroczystości jubileuszowych, zamieszczając na naszych łamach m.in. relację z misji w parafii Matki Bożej Fatimskiej

Tagi:
100‑lecie objawień fatimskich

Dzwon „Maria” na 100. rocznicę objawień w Fatimie

2017-11-15 11:25

Ks. Mateusz Pakuła
Edycja szczecińska 47/2017, str. 5

Paweł Ukraiński
Dzwon „Maria” w Kamieniu Pomorskim

Konkatedra pw. św. Jana Chrzciciela w Kamieniu Pomorskim wzbogaciła się o nowy dzwon upamiętniający 100. rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie. Uroczystej konsekracji i poświęcenia dzwonu dokonał abp Andrzej Dzięga podczas Mszy św. sprawowanej 22 października br. o godz. 12. Został on ufundowany głównie przez samych kamieńskich parafian oraz anonimowych darczyńców. Jego przygotowaniem i odlaniem zajęła się firma państwa Felczyńskich z Przemyśla, specjalizująca się od pokoleń w ludwisarstwie. Dzwon o imieniu „Maria” waży 260 kg.

Umieszczono na nim napis: „Jestem Pani z nieba. Na chwałę Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Ku uczczeniu Bogarodzicy Maryi w stulecie objawień w Fatimie dzieciom – Hiacyncie, Franciszkowi, Łucji” oraz „Powołany do życia podczas pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka, gdy pasterzem archidiecezji jest abp Andrzej Dzięga, ufundowany przez wiernych parafii św. Ottona Biskupa z Bambergu w Kamieniu Pomorskim A.D. 2017”.

Będzie zwoływał wiernych na modlitwę podczas Mszy św. i nabożeństw oraz przypominał o modlitwie „Anioł Pański” i Apelu Jasnogórskim. Ksiądz Arcybiskup, jako pierwszy potrójnie uderzając w dzwon, wydobył z niego brzmienie w progach kamieńskiej konkatedry. Następnie uczynił to proboszcz ks. kan. Dariusz Żarkowski, księża wikariusze razem z ministrantami i siostry Duszy Chrystusowej posługujące w parafii wraz ze scholankami. Pasterz zachęcił, aby po zakończonej Mszy św. każdy podszedł i wydobył dźwięk z nowego dzwonu. Powiedział: „Dzwon zwraca uwagę, aby każdy się skoncentrował na tym, co w danym momencie jest najważniejsze, dzwon porządkuje nasze myślenie. (…) To dźwięk dzwonu namaszczonego, poświęconego, ustanowionego jako dźwięk sakralny, który ma porządkować sprawy ludzkich serc i ludzkiej duszy. (…) Niech dźwięk tego dzwonu niesie się przez całe miasto, niech przenika serca, niech prostuje ludzkie myśli drogi ludzkiego życia. Niech nas uczy, że Bóg jest Panem i Boża droga jest najważniejsza, i nigdy nie jest za późno, żeby na Bożą drogę dołączyć”. Oby słowa Księdza Metropolity spełniły się w dziejach i w życiu duchowym wszystkich wiernych ziemi kamieńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dlaczego nie możemy ulec

2018-02-07 10:50

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 15

zeevveez / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Stoimy dziś przed poważnym problemem: Jak ochronić naszą wolność, suwerenność i godność, a jednocześnie przetrwać we współczesnym świecie? Jak zachować godność w świecie, w którym znacząco wzrasta ciśnienie i w którym gwałtownie zmienia się jego porządek? Na Polskę wpływ wywierają dziś różne żywioły: tradycyjnie bardzo silne są tu wpływy i ukryte moce Rosji, tradycyjnie także wielkie wpływy w Polsce mają Niemcy. Teraz – po zmianie rządów w Polsce – wielkie wpływy zdobyły w Warszawie także Stany Zjednoczone i ściśle sprzęgnięta z nimi diaspora żydowska.

Wahania struktury władzy nad Wisłą od 1990 r. niestety – w dużym stopniu – uzależnione są od zmian w hierarchii wpływów zewnętrznych. Mieliśmy zatem rządy wyraźnie ciążące w kierunku Moskwy, koalicje uwzględniające przede wszystkim interesy Berlina, a teraz władzę objęła opcja polityczna wyraźnie czerpiąca inspiracje z Waszyngtonu. Nie może zatem budzić najmniejszego zdziwienia fakt, że wraz ze zwiększeniem amerykańskiej aktywności w Polsce rozbudziły się także postulaty i żądania, które od wielu lat podnoszone są przez światowe ośrodki diaspory żydowskiej.

Atak Tel Awiwu na Polskę był nieprzewidziany tylko dla tych, którzy nie dość pilnie przyglądają się narracji żydowskiej konsekwentnie budowanej wobec Polski, szczególnie przez amerykańską diasporę tego narodu. Do tej narracji przyłączył się obecnie Izrael, władze tego kraju podjęły strategię totalnej konfrontacji z polskim rządem. Komunikat płynący z Tel Awiwu brzmi: Albo całkowicie się poddacie i upokorzycie przed nami, albo zostaniecie wgnieceni w ziemię.

Władze Izraela zaskoczyły Warszawę, gdyż nie da się ukryć, że dzisiejsza Polska należała dotąd do najbardziej przychylnych Izraelowi krajów w Europie. W okresie, gdy lewicowe rządy w europejskich krajach coraz mocniej popierały Palestyńczyków i krytykowały działania Izraela wobec tego kraju, Polska konsekwentnie stała po stronie państwa żydowskiego. Popieraliśmy Izrael i bezwzględnie potępialiśmy działania arabskich organizacji wojskowych i terrorystycznych.

Dziś w Warszawie panuje powszechne zdumienie: Jak wobec oczywistej proizraelskości polskich władz można zrozumieć brutalny i bezczelny atak Izraela na Polskę? Izrael jest tak bardzo przekonany o swojej przewadze i sile w dzisiejszym świecie, że zupełnie nie liczy się ani z polską wrażliwością, ani też z oczywistymi faktami. Polska, która poniosła największe straty w czasie II wojny światowej, teraz jest oskarżana o to, że nieomal pomagała Niemcom w dokonaniu niewyobrażalnych zbrodni.

USA jest dziś u szczytu swojej potęgi, w Waszyngtonie rządzi najbardziej przychylny Izraelowi – od lat – prezydent. To wszystko sprawiło, że niewielkie państwo Izrael rości sobie prawo do dyktowania wydarzeń w Polsce. W tym zamieszaniu nie sposób oczywiście pominąć interesów Rosji i Niemiec. Znaczącym faktem stała się zatem niedawna wizyta premiera Izraela w Moskwie i jego serdeczne uściski wymieniane z Władimirem Putinem. Światowe media tak komentowały to spotkanie: Putin podkreślił, że jest wdzięczny władzom Izraela za postawę wobec historii i dodał: „Jest to szczególnie ważne na tle odbywającego się w niektórych krajach europejskich niszczenia i bezczeszczenia monumentów żołnierzy radzieckich, którzy oddali życie za wyzwolenie więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych, za uratowanie Europy i świata przed nazizmem”.

W tym kontekście odżyły także domysły mówiące o tym, że Niemcy zapłacili już światowej diasporze żydowskiej ogromne kwoty m.in. za to, aby nie były wymieniane już jako sprawca zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Wielu publicystów od dawna snuje także domysły, że postępuje proces poszukiwania tzw. winowajcy zastępczego, na którego przerzuci się część niemieckiej winy. Do tego od wielu miesięcy dochodziły wieści że w USA trwają prace nad wprowadzeniem prawa stanowiącego o tym, że mienie ofiar niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej – w całej Europie – powinno być zwrócone diasporze żydowskiej. W tak mało klarownej atmosferze nagle wybucha gwałtowna awantura z Izraelem, w której żydowskie państwo absolutnie nie liczy się z polską godnością i prawdą wynikającą z badań historycznych.

Jak w takiej sytuacji pozostać wolnym krajem, wolnymi obywatelami i jednocześnie nie dać się uwieść łatwej pokusie wzbudzenia w sobie skrajnych emocji i jak nie dać do siebie dostępu najgroźniejszemu uczuciu – nienawiści?! Właściwie – jako państwo, jako naród i jako pojedynczy ludzie – nie możemy już ustąpić. Nie możemy pozwolić na to, aby w naszym kraju główną rolę zaczęli odgrywać obcy. Musimy twardo stać na swoim stanowisku, otwarci na rozmowy, na wymianę argumentów, ale nieustępliwi, jeśli chodzi o prawdę historyczną i naszą narodową wrażliwość. Stanęliśmy na krawędzi – jeśli nasze władze ją przekroczą, to niestety wszyscy poczujemy się po prostu skrzywdzeni i poniżeni.

Jeśli władzom Izraela chodzi dziś o poniżenie Polaków, to muszą się przekonać, że napotkają twardą postawę. Tylko bowiem twarda postawa potrafi skłonić agresorów do przemyśleń i nie rozzuchwali ich w stosunku do naszych interesów. To ważny moment w naszej historii, on przesądzi o tym, czy będziemy w stanie dalej budować suwerenność naszego kraju.

W Polsce może być biednie, możemy mieć poważne problemy z wewnętrznym porozumiewaniem się i z gospodarką, ale nie wolno nam zrezygnować z poczucia własnej wartości, honoru i godności. To konieczny warunek, po spełnieniu którego nasza wspólnota nadal będzie miała potencjał do rozwoju. Jeśli natomiast damy sobie narzucić narrację, w której jesteśmy postrzegani jako współwinni niemieckich zbrodni, to niestety nic lepszego nas już nie będzie czekało.

Godnością i honorem nikogo się nie nakarmi, jednak bez tego etosu polskość będzie karlała i pogrążała się w marazmie, jakiego zwykle doświadczają narody, które dały się złamać i w konsekwencji skazane są już jedynie na karlenie. Narzucenie Polsce roli pomocnika Niemiec w zbrodni Holokaustu sprawi, że przestaniemy wierzyć w sens trudnego wysiłku budowania naszej trudnej niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pjongczang: Sport, muzyka i modlitwa

2018-02-19 18:13

Rozmawia Anna Wyszyńska

Z dr n. med. Markiem Krochmalskim, członkiem Polskiej Misji Medycznej na XXIII Zimowej Olimpiadzie w Pjongczang rozmawia Anna Wyszyńska

Archiwum Marka Krochmalskiego

– Cieszymy się wynikiem konkursu drużynowego naszych skoczków, ambitnie wywalczonym brązowym medalem, cieszymy się złotym medalem Kamila Stocha na dużej skoczni. Ale pozostanie w pamięci gorycz tamtej soboty, kiedy w indywidualnym konkursie na skoczni normalnej nasi zawodny zostali poza podium.

– Tamtej soboty było bardzo zimno, temperatura odczuwalna wynosiła chyba minus 25 stopni. Były duże porywy wiatru i czekaliśmy, że organizatorzy przerwą zawody, ale tak się nie stało. To nie nasze decyzje. Taki jest sport. To prawda, że po pierwszej serii już witaliśmy się z gąską, i spotkał nas bolesny zawód. Natomiast dobrze, że w kolejnych startach nasi skoczkowie pokazali swoje możliwości.

– Dzięki Panu możemy też dowiedzieć się trochę o tym, co dzieje się poza zawodami.

– Niedawno mieliśmy na igrzyskach Dzień Polski. W Gangneung odbył się koncert fortepianowy pod patronatem honorowym Agaty Kornhauser-Dudy, żony prezydenta RP Andrzeja Dudy. Obecni byli przedstawiciele polskiej ambasady, przedstawiciel prezydenta RP odczytał w jego imieniu list. W tym wydarzeniu uczestniczył bp Marian Florczyk – duchowy opiekun sportowców. Był też koncert fortepianowy w wykonaniu Łukasza Krupińskiego. W programie – muzyka Fryderyka Chopina i Ignacego Jana Paderewskiego. W koncercie uczestniczyli przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, narodowych komitetów olimpijskich, goście koreańscy, misja olimpijska, medyczna, trenerzy, zawodnicy. Nasi goście dowiedzieli się trochę o Polsce, o naszej historii i kulturze, o przypadającym w tym roku 100-leciu odzyskania niepodległości.

– W środę 14 lutego przypadał Popielec.

– W Środę Popielcową były odprawione trzy Msze św. w języku polskim w Pjongczang, w Gangneung oraz w miejscowości, gdzie mieszkają sponsorzy igrzysk. Oczywiście była również Msza św. w niedzielę 18 lutego, na którą przyszli wszyscy skoczkowie, a także inni sportowcy. To zawodnicy odczytali przypadające na ten dzień czytania liturgiczne. Mszę św. odprawił ks. Edward Pleń, bardzo lubiany i dzięki swojej serdeczności i otwarciu na innych, bardzo pomocny kapłan. Wręczał zawodnikom medaliki poświecone przez papieża Franciszka, natomiast bp Marian Florczyk, który opuścił już Pjongczang, wcześniej wręczył zawodnikom obrazki z relikwiami św. Jana Pawła II.

– Żałujemy, że nasi zawodnicy wywalczyli dotąd tak mało medali.

– Te igrzyska nie są naszym sukcesem pod tym względem, ale mimo wszystko było wiele sportowych emocji, jak chociażby ambitna rywalizacja naszych skoczków. Pięknie wystartowali nasi olimpijscy debiutanci w łyżwiarstwie figurowym, para taneczna Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew. Warto wiedzieć, że ich trenerką jest była polska zawodniczka w tej dyscyplinie Sylwia Nowak, która obecnie cały swój czas poświęca naszej parze tanecznej i młodemu narybkowi. Patrząc na ich występy, nie zawsze zdajemy sobie sprawę jak dochodzi się do olimpijskiego startu. To są tysiące godzin ćwiczeń i żelazna dyscyplina.

– Media piszą o niewielkiej liczbie kibiców na zawodach.

– To zależy od konkurencji. Tam, gdzie startują Koreańczycy np. w konkurencjach łyżwiarskich, jak jazda figurowa, short track, publiczności jest bardzo dużo. A z kolei skoki narciarskie, które dla nas były tak ważne, nie były transmitowane przez koreańską telewizję, bo nie było tam zawodników koreańskich. Faktem jest, że kibiców z Europy nie ma tutaj zbyt wielu. To zapewne sprawa odległości. Z Polski do Seulu leci się 8 godzin, z Europy Zachodniej jest to jeszcze dłuższy dystans. Z Korei Północnej przyjechała dużą grupa czirliderek, które pięknie dopingowały swoich zawodników. Dodam też, że nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o najwyższą ocenę igrzysk od strony organizacyjnej: świetne jedzenie, które chwalą wszyscy nasi sportowcy, czystość, punktualność. To wszystko jest naprawdę znakomite.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem