Reklama

Kamień z Przylądka Dobrej Nadziei

2017-05-17 09:44

Krzysztof Kaczmarek
Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 40-41

Archiwum autora
Turyści w „fatamorganie” widzą w oddali statek pierwszego odkrywcy

Któż nie marzy o odrobinie lata po uciążliwej zimie! Dlatego gdy drzemałem w samolocie lecącym do RPA, mieszały mi się jawa ze snem i tylko przy krzątaniu stewardess odzyskiwałem świadomość, że to marzenie się spełnia

Leciałem z Elą – moją towarzyszką podróży – do naszych przyjaciół Polaków, których dorosłe już dzieci zawierają związek małżeński. Ślub i wesele w Kapsztadzie, a wśród gości – my! To już by wystarczyło, aby wyczerpać paletę kolorowych marzeń. Ale młoda para – Madzia i Patryk oraz ich rodzice zadbali o to, abyśmy nie tylko uczestniczyli w uroczystości, ale także odwiedzili znane turystycznie miejsca południowej Afryki.

Eucharystia na Przylądku Dobrej Nadziei

Na lotnisku przywitał nas mój przyjaciel jeszcze z ławy szkolnej, obecnie lekarz, ojciec panny młodej dr Jarek Jaworski. Wkrótce dotarliśmy, w promieniach słońca, do hotelu. Już tutaj, na miejscu, poznaliśmy plan pierwszej wycieczki. Wystarczyło tylko odespać ponad 14-godzinny lot z Warszawy, aby drugiego dnia ruszyć do najbardziej cudownego miejsca na świecie. Przylądek Dobrej Nadziei (160 km na północny zachód) stanowi zakończenie półwyspu przylądkowego, u którego nasady leży Kapsztad. Europejskim odkrywcą przylądka był portugalski żeglarz Bartolomeu Dias. Oznaczył to miejsce jako Przylądek Burz. Nazwa ta została zmieniona na Przylądek Dobrej Nadziei przez króla Portugalii Jana II, gdyż miejsce to dawało nadzieję na dotarcie na Daleki Wschód. My jednak dalej się nie wybieraliśmy. Wystarczyło, że dotarliśmy tutaj. Widoki zapierały dech w piersiach. Wspaniały lazur Oceanu Atlantyckiego. Pachnąca, wielobarwna przyroda, małpy wałęsające się w poszukiwaniu zasobnych w jedzenie turystów – zachwytom nie było końca, a najwięcej pracy miał aparat fotograficzny. Kompania była także doborowa. Oprócz mojego przyjaciela Jarka towarzyszyły nam jego żona Grażynka i mama pana młodego – pani Alicja. Byli z nami także zaprzyjaźnieni z rodziną księża – rodacy, którzy też przybyli na uroczystość zaślubin. Ks. Wojciech Świątkowski z Manchesteru i ks. Piotr Gordon z Crewe, a także ks. Paweł Lewandowski z Lublina. Cała nasza grupa w letnim afrykańskim słońcu wędrowała na Cape Point, miejsce widokowe, skąd Przylądek Dobrej Nadziei wyglądał najpiękniej, okazale i dumnie.

W swojej „fatamorganie” widziałem statek pierwszego odkrywcy i jego załogę. Do rzeczywistości sprowadziła mnie Ela, proponując 45-minutową pieszą wędrówkę na szczyt Przylądka. Nie musiała mnie długo namawiać. Bryza oceanu dawała odrobinę ochłody, kiedy pokonywaliśmy stromą i wąską górską ścieżkę. Na szczycie czułem się wreszcie jak żeglarz Dias, podziwiając przepiękny krajobraz bezmiaru wód i gór. Byłem zdobywcą Cape of Good Hope! U podnóża szczytu na dole czekała na nas wycieczkowa kompania. Teraz księża stali się przewodnikami. Ruszyli w kierunku skał, które tam stanowią linię brzegową oceanu. Nie wiedziałem, czego szukali, ale kiedy z plecaków wyciągnęli naczynia liturgiczne – domyśliłem się wszystkiego. Tu, w tej niepowtarzalnej scenerii, gdzie Bóg miał olbrzymią wyobraźnię, gdy stwarzał tę przyrodę, zapragnęli odprawić Mszę św. w intencji młodej pary, która przecież za kilka dni miała powiedzieć sobie sakramentalne: Tak!

Reklama

Chwilo, trwaj!

Scenografia niesamowita. Szum fal oceanu tworzył muzykę, która podkreślała melodię psalmu, a wiatr grał na piszczałkach w szczelinach skalnych. I tu stała się rzecz metafizyczna i niesamowita. Gdy ks. Wojciech czytał Ewangelię, na skale obok polowego ołtarza przysiadł sobie spokojnie ptak, zupełnie jakby słuchał słowa Bożego. W ogóle nie zdradzał oznak bojaźni. W skupieniu „uczestniczył” we Mszy św., a potem popatrzył na nas wszystkich, pokręcił przyjaźnie główką i odleciał, a nas pozostawił w zadumie i refleksji. Po naszych policzkach spłynęły łzy wzruszenia. Długo po Eucharystii trwało cudowne milczenie. Czas na wspólną fotografię. Później jeszcze raz przekazaliśmy sobie wszyscy znak pokoju. Po uściskach i wdzięczności okazanej księżom ruszyliśmy wolno w drogę powrotną do Kapsztadu. Ja jednak na chwilę zatrzymałem grupę. Wiedziałem, że z tego miejsca muszę zabrać choćby mały kamień – na pamiątkę tego niepowtarzalnego misterium. Chciałem, aby fragmencik tego miejsca pojechał ze mną do Polski. Mały kamień nie gniewał się, gdy odłączałem go od pięknej afrykańskiej przyrody. Wypatrywałem jeszcze tego szczególnego gościa – ptaka, który nas odwiedził. Nie była to przecież fatamorgana, wszyscy go widzieliśmy. Widać pofrunął dalej...

Teraz, po powrocie do Polski, przeglądam zdjęcia, wspominam miejsca, które zobaczyliśmy. Przeżywamy jeszcze piękny ślub i uroczystość weselną. Jednak z największym sentymentem dotykam kamienia, który przywędrował ze mną z Afryki. Znalazł swoje miejsce na półce i spogląda czasem w stronę okna. Może kiedyś odwiedzi go tajemniczy ptak, uczestnik wzruszającej, pełnej duchowości i uniesienia polskiej Mszy św. w dalekiej Afryce? Dla takich chwil warto żyć. Po tej podróży bardziej docierają do mnie słowa: „Chwilo, jesteś piękna – trwaj!”. Teraz trwa we wspomnieniach. Jest zamknięta w małym afrykańskim kamieniu na półce w moim pokoju.

Tagi:
podróże

Franciszek jedzie do Azji gdzie Kościół dynamicznie się rozwija

2017-11-26 14:26

Krzysztof Tomasik / Warszawa / KAI

Po raz trzeci w czasie swojego pontyfikatu papież Franciszek wyrusza do Azji. Po Korei Południowej w 2014 oraz Sri Lance i Filipinach w 2015 - w dniach 26 listopada - 2 grudnia odwiedzi Mjanmę i Bangladesz. We współczesnym świecie nigdzie Kościół katolicki nie rozwija się tak dynamicznie jak w Azji, choć jego wierni stanowią tam zaledwie ok. 3 procent ludności.

Ks. Zbigniew Chromy
Papież Franciszek – po liturgii – na Placu św. Piotra

Dla papieża z Argentyny największy kontynent świata, na którym mieszka 60 proc. ludności świata znajduje się na samym szczycie zainteresowania, gdyż mimo wielu ograniczeń i prześladowań Kościoły lokalne tego kontynentu, z jego różnorodnymi kulturami i modelami społecznymi, prezentują się jako niezwykle żywotne oraz dynamiczne i tam kształtuje się przyszłe oblicze Kościoła katolickiego. To przede wszystkim wyjaśnia, dlaczego papież Franciszek uznał Azję za jeden z priorytetów swojego pontyfikatu.

Innym powodem wydaje się być jego sympatia do zakonnych współbraci jezuitów, ich dziejowej roli w ewangelizacji "peryferii" świata a szczególnie do ks. Matteo Ricci, który przybył do Pekinu 400 lat temu i zaczął głosić Ewangelię w Państwie Środka. Słowa świętego o "przybyciu z dalekiego kraju" papież Bergoglio sparafrazował 13 marca 2013 r. w dniu wyboru na papieża gdy powiedział, że "bracia kardynałowie poszli znaleźć go prawie na końcu świata".

Wreszcie za trzeci motyw papieskiej fascynacji Azją można by uznać pewnego rodzaju spełnienie marzeń młodego jezuity ks. Jorge Bergoglio, który pragnął zostać misjonarzem w Japonii. W ramach przygotowań do tej misji pochłaniał książki prowincjała jezuitów w Tokio, ks. Pedro Arrupe, późniejszego legendarnego przełożonego generalnego jezuitów.

"Kapitał" wiernych Kościoła katolickiego w Azji jest stosunkowo skromny: należy do niego zaledwie 142 mln ludzi, czyli tylko ok. 3 proc. ludności największego kontynentu świata, gdy w Afryce jest to 20 proc., Europie 40 proc. i w obu Amerykach 60 proc.

Spośród nich większość wierzących mieszka na Filipinach i w małym Timorze Wschodnim. W innych azjatyckich krajach katolicy i w ogóle chrześcijanie są nie tylko niewielką mniejszością, kroplą w morzu wyznawców jednej lub kilku innych religii: islamu, hinduizmu, buddyzmu, szintoizmu, konfucjanizmu.

Często są przedmiotem prześladowań politycznych i religijnych oraz dyskryminacji. Fundamentalistyczne bojówki w islamie, na przykład w Malezji, Indonezji, Pakistanie lub w Bangladeszu najchętniej chciałyby się ich pozbyć. Państwowe represje spotykają chrześcijan nie tylko w komunistycznych Chinach i Wietnamie, ale także w demokracjach takich jak Indie, gdzie radykalna Indyjska Partia Ludowa (BJP) dominuje w parlamencie. Nawet ze strony pokojowego z istoty buddyzmu spotyka chrześcijan przemoc, czego przykładem są Sri Lanka i Mjanma.

Chociaż chrześcijaństwo zrodziło się w Azji, a konkretnie na Bliskim Wschodzie i było obecne np. w Indiach już w IV wieku, to kontynent ten pozostaje najmniej chrześcijański a Kościół katolicki często jest nadal postrzegany jako dziedzictwo białych władców kolonialnych, a nawet jako europejska sekta. Taka opinia powstała również w skutek błędów w pracy misjonarzy, którzy często nie umiejętnie kierowali procesem inkulturacji w społeczeństwach buddyjskich lub konfucjańskich.

Z drugiej strony nigdzie Kościół nie rozwija się tak dynamicznie jak w Azji. Do czołówki należy Korea Południowa, gdzie jeszcze 50 lat temu katolicy stanowili zaledwie 1 proc. społeczeństwa a dzisiaj już 10,4 proc. (5,5 mln), a ich liczba stale wzrasta. Pod względem liczby katolików na azjatyckim kontynencie kraj ten znajduje się na trzecim miejscu po tradycyjnie katolickich Filipinach i Timorze Wschodnim. Na Filipinach Kościół katolicki jest największą wspólnotą tego wyznania w Azji, liczącą ponad 76 mln wiernych (na 97 mln mieszkańców). Tylko między 2012 i 2013 r. przybyło ich 6 mln, co oznacza przyrost o 8 proc. Podobnie w Timorze Wschodnim na ponad 1,2 mln ludności katolicy stanowią 96 proc. społeczeństwa.

W ostatnich latach również w Indiach chrześcijaństwo, które według tradycji przyniósł św. Tomasz Apostoł, przeżywa dynamiczny rozwój. Obecnie 71 mln ludzi przyznaje się do wiary w Chrystusa, podczas gdy w 2001 roku było ich 24 miliony. W Indiach katolicy stanowią 1,6 proc. ponad miliardowego społeczeństwa, co stanowi 17 mln wiernych. Katolicy skupieni są w Kościele obrządku łacińskiego oraz w dwóch Kościołach obrządku wschodniego zjednoczonych z Rzymem: w Kościele syromalabarskim i syromalankarskim. Kościół łaciński jest najliczniejszy - należy do niego ok. 12 mln katolików podczas gdy Kościół syromalabarski liczy ok. 3,6 mln a Kościół syromalankarski ponad 500 tys.

Również w Chinach rośnie ich liczba i szacuje się, że obecnie w "Państwie Środka" żyje 15 mln katolików tak w kontrolowanym przez komunistyczne władze Kościele "patriotycznym" ja i w wiernym Rzymowi Kościele "podziemnym". Po zwycięstwie komunistów pod wodzą Mao Zedonga w 1949 r. chrześcijanie byli uważani za potencjalnych kontrrewolucjonistów. Podczas rewolucji kulturalnej w latach 1966-76 Kościół katolicki był ostro prześladowany. Od lat 90. XX w. relacje między Kościołem patriotycznym a podziemnym ulegają powoli normalizacji. Choć Chiny nie utrzymują stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską to od początku pontyfikatu Franciszka, co raz pojawiają się doniesienia o możliwym zbliżeniu i uregulowaniu wzajemnych relacji.

Za stabilną uznaje się sytuację Kościoła w Japonii. Po znacznym wzroście po zakończeniu II wojny światowej liczba wiernych wynosi obecnie ok. 550 tys., co stanowi 0,4% 127 mln mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni.

Ponadto do krajów Azji z ponad milionowa liczbą katolików należą: Indonezja (7 mln), Wietnam (6 mln) czy Liban (2 mln). Co najmniej milion wyznawców Kościół katolicki ma też w Sri Lance, Arabii Saudyjskiej, Pakistanie i Malezji.

Co ważne na kontynencie azjatyckim obok krajów, w których katolików można liczyć w milionach, są też inne, gdzie wspólnoty katolickie, choć zazwyczaj dynamiczne, są bardzo nieliczne. I tak sztandarowym przykładem tych ostatnich jest Mongolia, gdzie Kościół katolicki wznowił swą działalność ponad 20 lat temu i liczy obecnie 900 wiernych. Jednocześnie co roku chrzest przyjmuje tam kilkadziesiąt kolejnych osób, co statystycznie daje wzrost liczby wiernych niemal o 10 proc. rocznie. Jeszcze skromniejsza jest wspólnota katolicka w Turkmenistanie (ponad 100 osób), Afganistanie (200 osób), Tadżykistanie (ponad 300 osób) czy Kirgistanie (500 osób). Choćby najbardziej dynamiczny rozwój tych wspólnot nie wpływa jednak w sposób znaczący na statystyki dotyczące całego kontynentu.

Pomimo niewielkiej liczebności Kościół odgrywa w wielu krajach azjatyckich ważną rolę w dziedzinie edukacji i służby zdrowia. Fakt, że otwiera swoje szkoły i szpitale dla wszystkich bez względu na religię spotyka się z wielkim uznaniem. Ponadto w państwach autorytarnych stara się być rzecznikiem poszanowania demokracji i praw człowieka. Legendarną już inicjatywą Kościoła była pokojowa "rewolucja różańcowa" przeciwko dyktaturze Ferdinanda Marcosa na Filipinach w 1986 roku.

W większości lokalnych Kościołów w Azji posługują głównie rdzenni biskupi i kapłani, co już nie obciąża hipoteki Kościoła czasami kolonialnymi, co więcej, dawne Kościoły misyjne od dawna wysyłają duchownych do posługi w krajach cierpiących na brak kapłanów w Europie. W tym kontekście powołania kapłańskie i zakonne również świadczą o dynamizmie azjatyckiego Kościoła i tak liczba księży w Azji wzrosła w ostatnich latach o 32 proc. (wobec średniej światowej wynoszącej zaledwie 2,1 proc.). Seminarzystów przygotowujących się do kapłaństwa przybyło o 29,4 proc. (średnia światowa - 7,5 proc.). Liczba braci zakonnych (zakonników niemających święceń kapłańskich) zwiększyła się o rekordowe 44,9 proc., a zakonnic o 18 proc. (podczas gdy w skali świata świecie ubyło ich o 10 proc.).

Co ważne Kościół w Azji stoi przed wyzwaniami przed jakimi staje chrześcijaństwo na całym świecie: sekularyzmem i materializmem, osłabieniem więzów rodzinnych, zagrożeniami dla życia ludzkiego, narastającym indywidualizmem i dlatego w ewangelizacji kontynentu istotne jest znaczenie świadectwa męczenników oraz rola katolików świeckich.

Od wieków po raz pierwszy na czele Kościoła katolickiego stoi papież spoza Europy. Franciszek stale podkreśla, że Kościół nie chce się rozwijać poprzez prowadzenie prozelityzmu wśród innych religii, ale mocą samego orędzia i świadectwa. Spotykając się z Federacją Konferencji Biskupich Azji (FABC) w Korei w 2014 r. podkreślił, że dialog jest istotną częścią misji Kościoła na tym kontynencie, zaś punktem wyjścia do niego powinna być wyraźna tożsamość chrześcijańska i zdolność do empatii. „Jeśli mamy mówić swobodnie, otwarcie i owocnie z innymi, musimy jasno ukazywać kim jesteśmy, co Bóg dla nas uczynił i czego od nas żąda. A jeśli nasza komunikacja nie ma być monologiem, to musi być otwartość serca i umysłu, by akceptować poszczególne osoby i kultury” - powiedział papież.

W przyszłym tygodniu Franciszek odwiedzi buddyjską Mjanmę i muzułmański Bangladesz. W każdym z tych krajów żyją niewielkie liczące zaledwie kilkaset tysięcy wspólnoty katolików wywodzące się z mniejszościowych grup etnicznych. Oba Kościoły lokalne, których dzieje sięgają czasów działalności portugalskich misjonarzy w XVI w. są bardzo mocno zaangażowane w działalność charytatywną i edukacyjną. Niemniej jednak na codzień spotykają się z dyskryminacją i przemocą. Nadzieje katolików i innych chrześcijan są duże, przede wszystkim, że wizyta papieża przyczyni się do większej tolerancji i zaufania.

Krzysztof Tomasik

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Młodzi w Kościele

2018-02-21 10:32

Ks. Adrian Put
Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 20-21

Kiedy mówimy o jakiejś wspólnocie w Kościele „oaza”, to zaraz na myśl przychodzi nam obraz grupy młodych ludzi. Przez długie lata oazę, czyli Ruch Światło-Życie, identyfikowano głównie z dziećmi i młodzieżą. Dziś ten ruch „dorósł” i więcej w nim dorosłych i małżonków. Co się stało z młodymi w oazie?

Archiwum „Aspektów”
Jaka będzie przyszłość młodych w Kościele?

Powyższe pytanie jest tyleż prowokacyjne, ile bardzo na miejscu. Dziś w Ruchu Światło-Życie jest znacznie mniej młodzieży niż w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Są takie diecezje, w których nadal organizuje się wakacyjne oazy dla kilkuset czy nawet kilku tysięcy młodych, ale są i takie regiony, w których trudno zebrać nawet stu- czy dwustuosobową grupę chętnych na wakacyjne rekolekcje. Co dalej?

Kilka uogólnień

Nie jest, oczywiście, tylko źle. Ruch Światło-Życie ciągle jest atrakcyjną formą dorastania do wiary dla całych zastępów młodzieży. W wielu miejscach Polski małe grupy oazowe każdego roku pozwalają młodym spotkać żywego Jezusa. Nadal jest to jedna z największych rzeczywistości gromadzących młodzież w polskim Kościele. Ale to nie to, co było kiedyś! Problem jednak nie polega tylko na wspominaniu minionych czasów i życiu tymi wspomnieniami. Wiedza o przeszłości nie jest przecież czymś złym. Chodzi jednak o to, że nie możemy wciąż utyskiwać, jak to kiedyś było i ilu to młodych było na wakacyjnych oazach. Charyzmatyczna odwaga stawiania pytań polega także na wierze, że Pan udzieli swojemu Kościołowi odpowiedzi. Pan da światło, które rozświetli życie.

Zanik wielu młodzieżowych inicjatyw w Kościele w Polsce to problem nie tylko oazy. Znawcy zagadnienia zauważają, że współczesna młodzież jest mniej chętna do tworzenia stałych, formalnych grup czy zrzeszeń. Nawet bez specjalnych badań gołym okiem widać, że w świątyniach jest mniej młodych niż dawniej. Nie jest to zresztą wyłączny problem Kościoła. Silne przed laty organizacje skupiające młodych działają współcześnie w mniejszym zakresie.

W stronę pytania

Nasze polskie doświadczenie z młodzieżą jest chyba szerszym problemem, skoro papież Franciszek zaproponował całemu Kościołowi refleksję nad kondycją młodych. W dniach 18-24 marca 2018 r. odbędzie się przedsynodalne spotkanie młodych z całego świata. Ma ono przygotować Kościół do XV Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów, które odbędzie się w Rzymie w dniach 3-28 października 2018 r. Temat obrad będzie brzmiał: „Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”.

Zaproszenie Franciszka stało się inspiracją dla Ruchu Światło-Życie. Każdy nowy rok pracy formacyjnej w ruchu rozpoczyna się od poszukiwania tematu, który najbardziej odpowiada na potrzeby Kościoła w danym czasie. Po zapowiedzi zwołania synodu wybór wydawał się oczywisty.

Pierwsze próby sprecyzowania tematu pracy dla całej oazy podjęto już w czasie wakacji 2017 r. Następnie na początku grudnia w Częstochowie odbyła się ORDJ, czyli Oaza Rekolekcyjna Diakonii Jedności. To właśnie podczas tych rekolekcji moderatorzy, odpowiedzialni, członkowie diakonii specjalistycznych oraz animatorzy rozeznali ostatecznie temat przyszłego roku formacyjnego: „Młodzi w Kościele”.

Uczestnicy ORDJ wysłuchali świadectwa ewangelizatora Jacka Dudzica, który starał się przybliżyć problem, jak ewangelizować młodzież dzisiaj. W jego świadectwie pojawiło się zaproszenie do wyjścia z kościołów. Do tego nie wystarczy jednak zwykłe wyjście. Trzeba zrozumieć język młodych i nauczyć się nim posługiwać. Dla wielu uczestników rekolekcji odkrywcze były słowa, że współcześnie trzeba próbować przekazać Dobrą Nowinę w... 7 sekund. To tyle czasu, ile potrzebuje winda, żeby wjechać na ostatnie piętro.

Najważniejszym doświadczeniem rekolekcji było jednak świadectwo samych młodych, którzy przedstawili wiele pomysłów ewangelizacyjnych bazujących na mediach społecznościowych.

Istotnym głosem była zachęta, którą skierował do zebranych ks. Marek Sędek – moderator generalny Ruchu Światło-Życie. Przekonywał, że „trzeba poszerzać przedsionki” i szukać nowych dróg dotarcia do młodych. Dzisiaj – zdaniem moderatora – potrzeba nowości w prowadzeniu innych do Boga, a szczególnie w prowadzeniu młodych do Pana.

Na portalu oaza.pl Marcin Łęczycki, w relacji z Oazy Rekolekcyjnej Diakonii Jedności, zauważył, że zaproszenie młodzieży na te rekolekcje, ale „przede wszystkim posłuchanie tego, czym żyje młodzież, jakie ma potrzeby, było nie tylko dobrym strzałem, ale także naturalną konsekwencją przyjętego tematu Młodzież w Kościele. Ruch Światło-Życie, który u swej podstawy ma pracę z młodzieżą, który w drugiej połowie ubiegłego wieku był często pierwszym środowiskiem wzrostu młodego człowieka w wierze, stanął przed nowym wyzwaniem – ponownego spotkania z ludźmi młodymi, żyjącymi dzisiaj w dynamicznie zmieniającym się świecie, często czującymi się zagubionymi i nierozumianymi, ale jednocześnie wnoszącymi we wspólnoty Ruchu prostotę, radość i nadzieję, że wszystko jeszcze przed nami”.

W stronę odpowiedzi

W dniach 23-26 lutego na Jasnej Górze odbywa się 43. Kongregacja Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie, w tym roku pod hasłem: „Młodzi w Kościele”. To konkretna odpowiedź ze strony ruchu na wołanie papieża Franciszka. Kongregacja Odpowiedzialnych to spotkanie wyjątkowe w rytmie wszystkich spotkań formacyjnych i modlitewnych oazy. Raz w roku gromadzi ona ok. tysiąca członków ruchu, którzy na modlitwie i refleksji starają się pogłębić temat formacyjny danego roku.

Tegoroczne rozważania prowadzą następujący prelegenci: Jacek Dudzic („Ewangelizacja w przedsionku”), ks. prof. Andrzej Kiciński, prorektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego („Między katechezą a mistagogią”), Katarzyna i Paweł Maciejewscy – para krajowa Domowego Kościoła („Młodzi w [Domowym] Kościele”) i ks. prof. Adam Maj COr z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego („Bierzmowanie – zwieńczenie czy początek drogi?”). Te wykłady i referaty połączone z modlitwą i świadectwami apostolskiego zaangażowania młodzieży oazowej pozwalają pogłębić problem obecności młodych w Kościele, jako hasła zbliżającego się roku formacyjnego. W tym roku jest jednak inaczej. „Młodzi w Kościele” to nie tylko kolejny temat formacyjny. Tym razem jest to pytanie o przyszłość ruchu, który do niedawna postrzegany był głównie jako wspólnota młodzieżowa. Fakt, że dzisiaj Ruch Światło-Życie gromadzi głównie dorosłych i małżonków z Domowego Kościoła, nie jest, oczywiście, zjawiskiem negatywnym. Ruch ten po latach wzrostu i oczyszczenia – właśnie dzięki obecności małżonków Domowego Kościoła – staje się bardziej dojrzały i odpowiedzialny. Sprawa młodych jest jednak problemem pilnym do rozwiązania. Czy ruch ten odnajdzie w swoim charyzmacie siły, które pozwolą mu na nowo przyciągnąć dzieci i młodzież do grup oazowych?

Zgromadzeni na dorocznej Kongregacji Odpowiedzialnych członkowie Ruchu Światło-Życie pytają Pana o Jego wolę na dziś dla młodych w oazie i jutro w polskim Kościele. Pytania postawione w tych dniach na Jasnej Górze są bardzo ważne jednak nie tylko dla nich. W jakimś sensie Kościół w Polsce musi sobie postawić pytanie o własną przyszłość, gdy spogląda na znikające kolejne grupy młodych z naszych świątyń. To, że tyle młodzieży ciągle jest w Kościele, stanowi przecież szansę, by i następni odnaleźli się w Kościele jak w domu. Bo przecież chodzi o to samo – by młodzi byli w Kościele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Czerwone Koloseum, jak krew chrześcijańskich męczenników

2018-02-24 23:02

Włodzimierz Rędzioch

Dziś wieczorem, z inicjatywy organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, rzymskie Koloseum podświetlono na czerwono, aby przypomnieć krew przelewaną przez chrześcijan w Koloseach współczesnego świata.

Włodzimierz Rędzioch
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem