Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Tam, gdzie wzmógł się grzech…

2017-05-17 09:43

Irena i Jerzy Grzybowscy
Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 26-27

freshidea/fotolia.com

Ja dopiero teraz, po 30 latach od wzięcia ślubu, odkryłam, na czym polega małżeństwo – podzieliła się z nami Marta. – Wtedy nasz związek oparty był na ciągnięciu z siebie wzajemnych korzyści. To był przede wszystkim układ majątkowy. Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Ślub mieliśmy kościelny, ale to dlatego, że taki był zwyczaj w rodzinie. Nasze małżeństwo rozpadło się po kilku latach. Wiem, że to ja się przyczyniłam do tego, iż mąż odszedł. Założył nową rodzinę. Ja też nie potrafiłam potem żyć sama. Dziś mamy dwoje dzieci z tego drugiego związku, który trwa już 18 lat. Przez tamte lata Pan Bóg coraz mniej mnie interesował, ale jak widać, nie zrezygnował ze mnie. Teraz chcę na nowo nawiązać relację z Nim, jakoś naprawić to, co się stało...

To nie jest spokojna przystań

Podobnymi sytuacjami dzieliło się z nami bardzo wiele małżeństw cywilnych w powtórnych związkach po rozwodzie, które uczestniczyły w rekolekcjach „Spotkań Małżeńskich” przeznaczonych specjalnie dla nich. To są ludzie, którzy nie potrafili znaleźć rozwiązania swoich problemów inaczej niż przez rozwód. Zawarcie powtórnego związku było dla nich naturalne i oczywiste. „Nie udało się za pierwszym razem, może się uda za drugim” – argumentują. Ale we wszystkich znanych nam sytuacjach tamten związek tkwi w sercach jak zadra, jak niezaleczona rana. Teraz poszukują drogowskazów chrześcijańskiego życia. Chcą odnaleźć drogę do spotkania z Bogiem.

– Rośnie nasze zbliżenie do Boga – powiedziała jedna z uczestniczek naszych rekolekcji. – To sprawa ważna, ale i bolesna. Po rozwodzie zaczęłam się lękać Pana Boga, „obchodziłam Go szerokim łukiem”. Księży też. Miałam problem z poczuciem przynależności do Kościoła. Na tych spotkaniach po raz pierwszy zdecydowałam się rozmawiać z księżmi.

Reklama

Barbara powiedziała podobnie: – Wyjechaliśmy z tych rekolekcji z poczuciem, że Bóg nas kocha, i chociaż nie da się cofnąć zaistniałej sytuacji, to jednak On będzie nas prowadził, jeżeli tylko my sami będziemy chcieli żyć bliżej Niego.

– Mamy świadomość życia w grzechu – stwierdził Ludwik – ale to nas nie oddala od Pana Boga i Kościoła.

Uczestnicy naszych rekolekcji rozważają tematy dotyczące zarówno bezpośredniej więzi z Panem Bogiem, jak i zupełnie konkretnych problemów życia chrześcijańskiego. Ważne są uzdrowienie relacji ze sobą w ich aktualnym związku, ale także kwestia relacji ze współmałżonkiem, który odszedł lub którego samemu się opuściło. Ważne jest uzdrowienie więzi z dziećmi ze związków, które się rozpadły. Trafiają do nas na ogół ludzie, którzy przeżyli wyraźne dotknięcie przez Pana Boga, będąc już w powtórnym związku. Raduje nas każdy ślub kościelny po stwierdzeniu nieważności poprzedniego związku, ale ważne jest uświadomienie sobie, że brak stwierdzenia nieważności nie przekreśla zbawienia. Nie gorszy nas, jeżeli jakaś para nie decyduje się, przynajmniej na razie, na życie jak brat z siostrą. Bo każda para sama dojrzewa w swoich decyzjach. Nie popychamy, ale pokazujemy dialog ze sobą i z Panem Bogiem jako drogowskaz życia chrześcijańskiego. W „Spotkaniach Małżeńskich” towarzyszenie powtórnym związkom po rozwodzie nie polega na tworzeniu dla nich spokojnej przystani, która uwalniałaby od poczucia winy, ale na umocnieniu ich na drodze życia chrześcijańskiego.

– Zbliżam się do Pana Boga, ale nie mogę Go dotknąć. Wiem, że On mnie kocha, a ja Go nie mogę przyjąć. To jeszcze nie mój czas – powiedział Marek.

– W trakcie „Spotkań Małżeńskich” dla powtórnych związków po rozwodzie – podzielił się z nami ks. Piotr – zobaczyłem, że droga nawrócenia wcale nie jest prosta ani krótka. Nawrócenie jest jednak możliwe i rzeczywiście się dokonuje, chociaż jeszcze nie będzie rozgrzeszenia i sakramentalnej Komunii św. – jak w przypadku marnotrawnego syna, który podjął decyzję i wraca do domu ojca, lecz ma jeszcze kawał drogi przed sobą. Dzięki tej historii zobaczyłem nadzieję dla wielu par niesakramentalnych. Moim powołaniem jako księdza jest bycie pasterzem nie tylko dla tych, którzy są „blisko”.

O. Dariusz tak skomentował swoje uczestniczenie w naszych rekolekcjach: – Spotkałem ludzi przeoranych cierpieniem. Spotkałem ludzi, którzy poszukiwali sposobów na lepszą komunikację w małżeństwie, ale równie mocno szukali drogi spotkania z Bogiem. Nie szukali człowieka i ludzkiej mądrości, tylko Boga i Jego miłosiernej miłości. Spotkałem ludzi, którzy zmagają się ze świadomością życia w grzechu, a zarazem pokornych i świadomych cierpienia, które sami zadają. I co najbardziej przykre, niestety, ludzi często odrzuconych we wspólnocie Kościoła, bo „niewystarczająco porządnych”, by móc się zadawać z „porządnymi”.

Nie osądzać pochopnie

Z wielkim szacunkiem i uznaniem odnosimy się do osób, które trwają w wierności małżonkowi sakramentalnemu, pomimo że odszedł. Rozumiemy jednak, że w wielu sytuacjach rozejście się małżonków cywilnych w powtórnych związkach mogłoby być kolejną rodzinną krzywdą. W większości sytuacji powrót do małżeństwa sakramentalnego nie jest możliwy, chociaż wyjątki się zdarzają. Z uznaniem słuchamy o takich wyjątkach, ale nie można ich przyjmować jako reguły postępowania.

Spotykamy się czasem z dzieleniem osób żyjących w powtórnych związkach na te skrzywdzone, które zostały porzucone, i te krzywdzące, które pierwsze odeszły. To bardzo uproszczony podział. Osoby obnoszące się ze swoją krzywdą często są nieświadome, jak bardzo same przyczyniły się do tego, że współmałżonek odszedł. Bolejemy, gdy słyszymy, jak – czasem nawet w sposób podświadomy – pokazują swoją wyższość albo wypierają własne poczucie winy ze swojej świadomości.

Czymś innym jest zawarcie ponownego związku ze świadomością zrywania z Panem Bogiem i Kościołem, a czymś innym rozpoznanie tego zerwania przez osoby dotąd religijnie obojętne lub wręcz niewierzące.

Papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia” pisze: „Osoby rozwiedzione, żyjące w nowym związku, mogą znaleźć się w bardzo różnych sytuacjach, które nie powinny być skatalogowane lub zamknięte w zbyt surowych stwierdzeniach, nie pozostawiając miejsca dla odpowiedniego rozeznania osobistego i duszpasterskiego. Czym innym jest drugi związek, który umocnił się z czasem, z nowymi dziećmi, ze sprawdzoną wiernością, wielkodusznym poświęceniem, zaangażowaniem chrześcijańskim, świadomością nieprawidłowości swojej sytuacji i wielką trudnością, by cofnąć się bez poczucia w sumieniu, że popadłoby się w nowe winy” (nr 298). Z radością zauważamy, że Kościół coraz pełniej wnika w poszczególne sytuacje, coraz bardziej je rozeznaje. Teologia małżeństwa wciąż dojrzewa, nie zmieniając fundamentu, który położył Chrystus.

Osoby w powtórnych związkach, które przyjeżdżają na nasze rekolekcje, mają świadomość, że nie są w porządku wobec współmałżonka sakramentalnego, wobec obecnego małżonka cywilnego, że nie są w porządku wobec Pana Boga. Ta świadomość jest pierwszym krokiem w kierunku odnalezienia owych drogowskazów chrześcijańskiego życia. Ci, którzy twierdzą, że są w porządku, mają przed sobą jeszcze daleką drogę. Czasem przyjeżdżają na nasze rekolekcje ze złudną nadzieją na łatwe rozgrzeszenie. Ale po rekolekcjach, a zwłaszcza na dalszych etapach formacji, ich postawa się zmienia.

Duch tchnie, kędy chce

– Zaczęłam szukać kontaktu z Bogiem, którego skreśliłam, gdy zawierałam związek cywilny, kontaktu z Kościołem, który skreślił mnie, tak przynajmniej wtedy uważałam – podzieliła się z nami Joanna. – Na początku szukałam sama. Mąż okopał się w domu, oznajmił, że jest niewierzący i sprawa go nie dotyczy. I wtedy dowiedziałam się o tych rekolekcjach. Mąż zgodził się pojechać, ale z dużymi oporami. W czasie rekolekcji uprzytomniliśmy sobie, że jesteśmy osobami, które mogą i powinny ze sobą rozmawiać. To był przełom w naszym życiu. Mój mąż nagle odnalazł obecność Boga w swoim życiu. Zaczęliśmy się razem modlić wieczorem, razem codziennie czytamy teksty z Pisma Świętego przewidziane na dany dzień. A mąż Joanny dodał: – Ważne było to, że potem uporządkowaliśmy relacje z naszymi rodzinami z poprzednich związków.

– Wypadek samochodowy uświadomił mi – podjęła temat Stanisława, druga cywilna żona Bogdana – że nie mamy za wiele czasu na uporządkowanie swoich spraw. W szpitalu uzmysłowiłam sobie, że jak umrę, to nie będę miała z czym stanąć przed Bogiem. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam się naprawdę modlić. Odczuwam wyraźnie wewnętrzny głos: uporządkuj swoje życie!

– Nikt nas nie potępił – powiedział Tadeusz po zakończeniu rekolekcji w Laskach. – Zaproponowano mi tylko: Zajrzyj do siebie, do środka, i zobacz, czy jesteś sam, czy też jest tam Ktoś jeszcze...

– Początkowo „Spotkania Małżeńskie” mnie rozczarowały, bo nie przyniosły tego, czego oczekiwałem. Ale dziś dziękuję za to, że tego nie znalazłem – powiedział Tomasz. – Odnalazłem ścieżkę do Boga i potrafiłem zaakceptować swoją sytuację w Kościele.

Towarzyszenie przez Kościół powtórnym związkom po rozwodzie nie jest żadnym „przyklepywaniem grzechu”, ale współpracą z Jezusem, który „przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 12, 10). Imponują nam nieraz wiara i zawierzenie Panu Bogu tych osób. Są one dla nas często wzorem dbania o życie zgodne z przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Są świadectwem tego, jak ważny jest teraz Pan Bóg w ich życiu. To dowód na to, że Duch tchnie, kędy chce (por. J 3, 8), i że drogi Pana nie są naszymi drogami (por. Iz 55, 8). Żywy kontakt z tymi ludźmi powstrzymuje nas od ocen, „zimnych osądów zza biurka”, jak powiedziałby papież Franciszek. My sami umocnienie naszej wiary zawdzięczamy także ludziom żyjącym w powtórnych związkach po rozwodzie. Często widzimy, że naprawdę tam, gdzie wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska (por. Rz 5, 20). I dlatego, jak zacytowany wyżej Tadeusz, zachęcamy wszystkich niesakramentalnych: Zajrzyj do siebie, do środka, i zobacz, czy jesteś sam, czy też jest tam Ktoś jeszcze...

* * *

Irena i Jerzy Grzybowscy
Założyciele Spotkań Małżeńskich. Autorzy licznych publikacji dotyczących małżeństwa, przygotowania do małżeństwa i duchowości małżeńskiej. Rodzice dwóch córek

Tagi:
rodzina małżeństwo

Papież: od kondycji rodziny zależy przyszłość świata

2018-05-25 16:17

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Spotykając się z krewnymi włoskich policjantów, Franciszek zwrócił uwagę na decydującą rolę rodziny. W niej uczymy się wiary i życia. Rodzina pomaga nam również przetrwać życiowe przeciwności i nieszczęścia.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Jezus nigdy nas nie opuszcza, towarzyszy każdemu człowiekowi, a w sposób szczególny rodzinom, które uświęca swą miłością – powiedział Ojciec Święty podczas spotkania z pracownikami włoskiej policji. Franciszek nawiązał do faktu, że przybyli oni do Watykanu wraz ze swymi rodzinami i dlatego całe swe przemówienie poświęcił rodzinie.

- Rodzina jest pierwszą wspólnotą, w której uczymy się kochać – mówił Ojciec Święty. – Jest też szczególnie stosownym miejscem, gdzie przekazuje się i przyjmuje wiarę, gdzie uczymy się czynić dobro. Tego nauczymy się tylko w rodzinie, w dialekcie własnej rodziny. W innym języku jest to niezrozumiałe. Dobra kondycja rodziny ma decydujące znaczenie dla przyszłości świata i Kościoła, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę wielorakie wyzwania i trudności, które pojawiają się dzisiaj w codziennym życiu. W istocie, kiedy spotyka nas coś przykrego, kiedy odczuwamy ból, kiedy doświadczamy zła lub przemocy, to w rodzinie, będącej wspólnotą życia i miłości, wszystko da się zrozumieć i przetrzymać.

Franciszek przyznał, że życie rodzinny bywa też naznaczone cierpieniem. Pokazują to historie rodzin biblijnych. Bóg jednak zawsze jest blisko nich. Uobecnia się poprzez czułość.

- Kościół jako troskliwa matka uczy nas niewzruszonego trwania w Bogu, w tym Bogu, który nas kocha i wspiera – mówił dalej papież. – Opierając się na tym podstawowym doświadczeniu duchowym można przetrzymać wszystkie przeciwności i zmienne koleje losu, agresję świata, niewierności, ułomności własne i innych. Tylko wtedy, gdy opieramy się na tym silnym doświadczeniu duchowym możemy być święci i wytrwali w dobru, które z pomocą łaski Bożej zwycięża wszelkie zło.

Franciszek zachęcił też do modlitwy w rodzinach, do uczenia jej własnych dzieci, bo w ten sposób przekazuje się wiarę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jedyny, który jest Miłością

2018-05-23 10:40

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 33

Graziako

Stawianie pytań jest dowodem rozumności i wolności natury ludzkiej, która „wyszła z rąk Boga”. Już na kartach Starego Testamentu Izrael nie może się nadziwić miłości Boga Stwórcy. Dobrze ujął to psalmista w Psalmie 33, który odpowiada na odwieczne pytania człowieka:

„Ziemia jest pełna Jego łaski.
Przez słowo Pana powstały niebiosa,
wszystkie gwiazdy przez tchnienie ust Jego.
Bo przemówił, i wszystko się stało,
sam rozkazał, i zaczęło istnieć”.

Bóg mówi przez istnienie wszechświata – kosmosu, który podtrzymuje aktem stwórczej woli. Mówi przez sens ludzkiej historii, w której wszystko zmierza ku swej pełni, ku objawieniu swej największej tajemnicy jedności Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Bóg mówi do nas przez Ducha Świętego, który jest Trzecią Osobą Bożą, w której „spotykają się i miłują” Ojciec i Syn. Duch Boży jest dla całego stworzenia źródłem harmonii i ładu, wolności i miłości. To On daje człowiekowi możliwość poznawania Boga, prowadzenia życia religijnego, wiążąc nasze życie z Jezusem. Jak mocno zaznaczył św. Paweł w Liście do Rzymian: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»”.

Ten sam Duch Święty buduje wspólnotę Kościoła Chrystusa, jest jego Duszą ożywiającą, od początku zaistnienia aż do końca historii ziemskiej, przygotowuje go do pełni królestwa Bożego. Niezmiennie ważne dla Kościoła jest spełnienie słów Chrystusa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Te słowa mógł wypowiedzieć tylko On, Syn Boga i Człowiek, który jest dla nas Drogą do Ojca, Prawdą Odwieczną i Życiem, które się nie kończy. Dlatego miał prawo powiedzieć do Apostołów: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Czyńcie uczniami tych, którzy słyszą to słowo. Żaden bowiem człowiek nie jest poza zasięgiem Jego prawdy i łaski, chyba że sam się oddala, nie chce słyszeć prawdy i rezygnuje z łaski, którą wnosi Chrystus.

Wiara w tę najtrudniejszą tajemnicę, a zarazem w prawdę objawioną – jest dogmatem najwyższej radości dla nas. To Bóg Trójjedyny sprawia, że nikt z nas już dzisiaj nie może się czuć samotny, że jesteśmy ukierunkowani ku przyszłości i wspólnocie z Nim samym. Wiara w Boga stanowi dla nas wezwanie do odnowienia i zadzierzgnięcia więzi społecznych: Bóg jest Wspólnotą Osób w Miłości, Wspólnotą tętniącą życiem. Dlatego pozostaje dla człowieka wierzącego niedościgłym wzorem społecznego zaangażowania się i odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka.

Przyjmijmy w zakończeniu zadania postawione przez autora Księgi Powtórzonego Prawa: „Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie wypełniać; by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, Bóg twój”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jubileuszowe pielgrzymowanie do Piekarskiej Pani

2018-05-27 21:16

Łukasz Krzysztofka

Dziesiątki tysięcy mężczyzn i młodzieńców pielgrzymowały do Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Tegoroczna pielgrzymka była wyjątkowa ze względu na jubileusz 700-lecia konsekracji pierwszego, drewnianego kościoła w Piekarach.

Łukasz Krzysztofka

Przed Mszą św., która była kulminacyjnym punktem pielgrzymki, kard. Zenon Grocholewski, legat papieski, odczytał list od papieża Franciszka. "Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński słusznie mawiał, że bez sprawiedliwości nie ma prawdziwego pokoju ani miłości społecznej. Lecz chrześcijanie powinni zawsze pamiętać, iż dla wiecznego zbawienia konieczne jest praktykowanie miłosierdzia i udzielanie przebaczenia: obie te rzeczy stanowią bowiem dowód prawdziwej wiary chrześcijańskiej, jak sam Pan wielokrotnie nas pouczał. Dlatego też Najświętsza Maryja Dziewica zupełnie słusznie jest nazywana Matką Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, a jednocześnie jest wzywana jako Matka Miłosierdzia" - napisał Ojciec św.

Słowo do zebranych na kalwaryjskim wzgórzu skierował metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Odniósł się do katastrofy w kopalni „Zofiówka”, gdzie 5 maja 7 górników zostało uwięzionych prawie tysiąc metrów pod ziemią. - Dwóch z nich udało się uratować, ale Marcin, Piotr, Przemysław, Łukasz i Michał nie przeżyli wstrząsu, chociaż śpieszyło im z pomocą ponad 2,5 tys. ratowników - powiedział z bólem. Zapewnił o solidarności z rodzinami poszkodowanych. Podziękował Zarządowi Jastrzębskiej Spółki Węglowej i ratownikom górniczym z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. - Wasze działania to przykład bezgranicznej miłości bliźniego. Bóg zapłać wam. Dziękujemy! - powiedział metropolita katowicki.


Abp Skworc mówił też o zaangażowaniu w życiu społecznym, codziennej trosce o kulturę życia i nawróceniu ekologicznym. Podkreślił, że wolne od handlu niedziele, o które w ciągu wielu lat upominali się biskupi katowiccy to wielka radość, jednak mają miejsce także niepokojące i nieuczciwe praktyki. - Nie ulegniemy korporacjom sieci handlowych, które usiłują ominąć stanowione prawo. Polska nie może pozwalać na to, aby lekceważono państwo prawa. Setki tysięcy zatrudnionych, zwłaszcza kobiet, nie muszą w niedzielę pracować - mogą odpocząć i być dla rodziny; zauważamy, jak w dwie wolne od handlu niedziele zmienia się styl życia - wskazywał abp Skworc.

Wielu pątników przybyło do piekarskiego Sanktuarium pieszo lub rowerem, tak jak Henryk Gwintok z Siemianowic Śląskich. Mimo że skończył 80 lat zawsze w ostatnią niedzielę maja wsiada na rower i przyjeżdża do Matki Bożej Piekarskiej. To pielgrzymowanie jest już dla niego tradycją. U Matki Bożej jest rok rocznie od ponad trzydziestu lat. - Przyjeżdżam, aby pozdrowić Matkę i podziękować Jej za to, że jestem tu, gdzie jestem i jestem tym, kim jestem. Czuję Jej opiekę każdego dnia i dziękuję za nią w modlitwie codziennie rano - mówi.

Eryk Prochoń i Józef Jędrysek są sąsiadami i także nie wyobrażają sobie, aby z Mysłowic nie przybyć do Piekar. Mają w tym roku ku temu również szczególny powód.- Nie da się pominąć tej uroczystości i nie być na niej. A w tym roku obchodzimy 75. rocznicę urodzin i jesteśmy tu, aby podziękować Bogu przez ręce Maryi za wszystkie otrzymane łaski i prosić o zdrowie na dalsze lata życia. Pielgrzymujemy tu od naszego dzieciństwa - opowiadają.

W tym roku po raz drugi gościem w Piekarach był kard. Zenon Grocholewski z Watykanu, który przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię. Po południu odbyła się także Godzina Młodzieżowa i nabożeństwo majowe, po którym w procesji odprowadzono cudowny obraz do piekarskiej Bazyliki, gdzie odśpiewano uroczyste "Te Deum".

Mężczyźni po raz pierwszy pielgrzymowali do Piekar w 1947 roku. Zgodę na zorganizowanie pielgrzymki wyraził biskup katowicki Stanisław Adamski. U stóp Matki Bożej Piekarskiej modlili się później m.in. kardynałowie: Stefan Wyszyński, Józef Glemp, Franciszek Macharski.

Sanktuarium w Piekarach to szczególne miejsce, gdzie zawsze wybrzmiewał społeczny głos Kościoła. Były tu poruszane trudne tematy. Zwłaszcza w czasach komunizmu spotkania te były oazą wolności dla ludzi pracy ze Śląska. Przybywali tu przede wszystkim hutnicy i górnicy. W latach 1965-1978 - co roku podczas pielgrzymki mężczyzn - homilię na wzgórzu piekarskim głosił ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. Warto również wspomnieć, że oryginalny obraz Matki Bożej Piekarskiej znajduje się w katedrze opolskiej, a w Piekarach odbiera cześć jego XVII-wieczna kopia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem