Reklama

Dookoła świata

2017-05-17 09:43


Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 7

Za wcześnie na szampana

Zdecydowane zwycięstwo 39-letniego Emmanuela Macrona w wyborach prezydenckich we Francji nie oznacza, że problemy tego kraju znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Za wcześnie, by otwierać szampana: Francuzi oczekują wyciągnięcia kraju z rozległego kryzysu, a zwolennicy Macrona dodaliby do tego jeszcze powstrzymanie marszu Frontu Narodowego po władzę. Zwycięstwo Macrona, człowieka znikąd (nigdy wcześniej nie aspirował do urzędu z wyboru, nie ma za sobą wielkiej partii, a jego En Marche! został powołany niedawno), to być może dopiero początek zmian we francuskim świecie polityki. Już w czerwcu wybory do Zgromadzenia Narodowego.

Wyniki wyborów, które poszły w świat, nie oznaczają końca problemów politycznego establishmentu i mainstreamu. Pomija się najczęściej fakt, że rekordowe poparcie otrzymała narodowa prawica, frekwencja wyborcza – jak na ten kraj – była bardzo niska, wysoka natomiast – liczba nieważnych głosów, które są na ogół wyrazem społecznej frustracji. Popularności nie zdobyły wyniki jednego z sondaży, które sugerowały że wyborcy Macrona – pospolite ruszenie przeciwko jego kontrkandydatce (prawie 45 proc. głosujących na Macrona przyznało, że zrobiło to, żeby nie wygrała Marine Le Pen) – wcale nie popierają jego polityki: jej zwolennikami jest niecałe 20 proc., co nietrudno uznać za wynik katastrofalny.

Zwycięstwo Macrona to oczywiście dobra wiadomość dla zwolenników Unii Europejskiej. Uniknęła bowiem niebezpieczeństwa rozpadu, które zapowiadałoby zwycięstwo Le Pen. Dobrze opłacani brukselscy biurokraci na razie mogą odetchnąć, krytyczny moment dla losów UE minął.

Reklama

Wojciech Dudkiewicz

* * *

Na wojnę z talibami

O zaostrzającej się sytuacji w Afganistanie najlepiej świadczy fakt, że Amerykanie zamierzają w najbliższym czasie wysłać do tego kraju dodatkowe 3 tys. żołnierzy. Mieliby oni pomóc w walce z talibami, którzy rozpoczęli wiosenną ofensywę. Departament Obrony USA chciałby też, aby inne państwa NATO wysłały do Afganistanu dodatkowe 3-5 tys. wojskowych. W Afganistanie znajduje się obecnie 13 tys. żołnierzy NATO, z czego ponad połowa to Amerykanie. Wiosenna ofensywa talibów rozpoczęła się kilka tygodni temu. Zajęli część prowincji Kunduz na północy kraju i próbują opanować jego stolicę. Tysiące ludzi zostało zmuszonych do ucieczki.

jk

* * *

Czechy w kryzysie

Kilkudziesięciotysięczna demonstracja, która odbyła się na praskim placu Wacława, była wynikiem kryzysu politycznego, który narasta w Czechach, i zaostrzającej się kampanii przed październikowymi wyborami parlamentarnymi i styczniowymi wyborami prezydenckimi. Biorą w nich udział 3 najważniejsi politycy w państwie: premier i przewodniczący Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej Bohuslav Sobotka, wicepremier, minister finansów i lider ruchu ANO Andrej Babiš oraz prezydent Miloš Zeman. „Konstytucja to nie papier toaletowy!” – skandowano na placu Wacława, zwracając się do Zemana, który odmawia uwzględnienia wniosku premiera Sobotki o zdymisjonowanie wicepremiera Babiša. Zgodnie z konstytucją, prezydent jest do tego zobowiązany, ale przedstawia różne wymówki.

wd

* * *

Zablokuje referendum

Kampania wyborcza do Bundestagu – wybory odbędą się we wrześniu br. – trwa już od dawna. Kanclerz Niemiec Angela Merkel wykluczyła, by mieszkający w Niemczech Turcy mogli głosować w referendum dotyczącym przywrócenia kary śmierci w Turcji, które zapowiedział prezydent tego kraju Recep Tayyip Erdoğan. – Nie damy zezwolenia na coś, do czego nie jesteśmy zobligowani i czego treść absolutnie odrzucamy, np. karę śmierci – powiedziała. To wyraźny ukłon w stronę lewicy. Blisko 1,5 mln Turków z Niemczech uprawnionych jest do głosowania w Turcji. W kwietniu w referendum w sprawie zmiany tureckiego systemu politycznego poparli znaczące zwiększenie kompetencji szefa państwa.

wd

* * *

Uczył Marcin Marcina

Tymczasem Erdoğan błysnął kolejnym kontrowersyjnym pomysłem – wezwał muzułmanów do przyjeżdżania do Jerozolimy i okazywania solidarności z Palestyńczykami oraz skrytykował dyskryminowanie Palestyńczyków przez Izrael. – Każdy dzień okupacji Jerozolimy jest dla nas obrazą – stwierdził Erdoğan. Izraelski MSZ wypowiedzi prezydenta nazwał oszczerstwami. „Nikt, kto systematycznie narusza prawa człowieka we własnym kraju, nie powinien uczyć moralności jedyną demokrację w regionie” – napisano w oświadczeniu.

wd

* * *

Z posła król

John Godson, były łódzki poseł PO i Polski Razem, który kilka miesięcy temu osiedlił się na ranczu w rodzinnej Nigerii – gdzie prowadzi hodowlę świń, bydła, uprawy nerkowca, palm kokosowych i zbóż – otrzymał tytuł... królewski. Nadano mu tradycyjny tytuł przywódczy ludu Igbo, który sam Godson – 2 lata temu wymieniony wśród 100 najbardziej wpływowych Afrykańczyków – tłumaczy jako tytuł królewski i szlachecki.

wd

Dlaczego nie możemy ulec

2018-02-07 10:50

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 15

zeevveez / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Stoimy dziś przed poważnym problemem: Jak ochronić naszą wolność, suwerenność i godność, a jednocześnie przetrwać we współczesnym świecie? Jak zachować godność w świecie, w którym znacząco wzrasta ciśnienie i w którym gwałtownie zmienia się jego porządek? Na Polskę wpływ wywierają dziś różne żywioły: tradycyjnie bardzo silne są tu wpływy i ukryte moce Rosji, tradycyjnie także wielkie wpływy w Polsce mają Niemcy. Teraz – po zmianie rządów w Polsce – wielkie wpływy zdobyły w Warszawie także Stany Zjednoczone i ściśle sprzęgnięta z nimi diaspora żydowska.

Wahania struktury władzy nad Wisłą od 1990 r. niestety – w dużym stopniu – uzależnione są od zmian w hierarchii wpływów zewnętrznych. Mieliśmy zatem rządy wyraźnie ciążące w kierunku Moskwy, koalicje uwzględniające przede wszystkim interesy Berlina, a teraz władzę objęła opcja polityczna wyraźnie czerpiąca inspiracje z Waszyngtonu. Nie może zatem budzić najmniejszego zdziwienia fakt, że wraz ze zwiększeniem amerykańskiej aktywności w Polsce rozbudziły się także postulaty i żądania, które od wielu lat podnoszone są przez światowe ośrodki diaspory żydowskiej.

Atak Tel Awiwu na Polskę był nieprzewidziany tylko dla tych, którzy nie dość pilnie przyglądają się narracji żydowskiej konsekwentnie budowanej wobec Polski, szczególnie przez amerykańską diasporę tego narodu. Do tej narracji przyłączył się obecnie Izrael, władze tego kraju podjęły strategię totalnej konfrontacji z polskim rządem. Komunikat płynący z Tel Awiwu brzmi: Albo całkowicie się poddacie i upokorzycie przed nami, albo zostaniecie wgnieceni w ziemię.

Władze Izraela zaskoczyły Warszawę, gdyż nie da się ukryć, że dzisiejsza Polska należała dotąd do najbardziej przychylnych Izraelowi krajów w Europie. W okresie, gdy lewicowe rządy w europejskich krajach coraz mocniej popierały Palestyńczyków i krytykowały działania Izraela wobec tego kraju, Polska konsekwentnie stała po stronie państwa żydowskiego. Popieraliśmy Izrael i bezwzględnie potępialiśmy działania arabskich organizacji wojskowych i terrorystycznych.

Dziś w Warszawie panuje powszechne zdumienie: Jak wobec oczywistej proizraelskości polskich władz można zrozumieć brutalny i bezczelny atak Izraela na Polskę? Izrael jest tak bardzo przekonany o swojej przewadze i sile w dzisiejszym świecie, że zupełnie nie liczy się ani z polską wrażliwością, ani też z oczywistymi faktami. Polska, która poniosła największe straty w czasie II wojny światowej, teraz jest oskarżana o to, że nieomal pomagała Niemcom w dokonaniu niewyobrażalnych zbrodni.

USA jest dziś u szczytu swojej potęgi, w Waszyngtonie rządzi najbardziej przychylny Izraelowi – od lat – prezydent. To wszystko sprawiło, że niewielkie państwo Izrael rości sobie prawo do dyktowania wydarzeń w Polsce. W tym zamieszaniu nie sposób oczywiście pominąć interesów Rosji i Niemiec. Znaczącym faktem stała się zatem niedawna wizyta premiera Izraela w Moskwie i jego serdeczne uściski wymieniane z Władimirem Putinem. Światowe media tak komentowały to spotkanie: Putin podkreślił, że jest wdzięczny władzom Izraela za postawę wobec historii i dodał: „Jest to szczególnie ważne na tle odbywającego się w niektórych krajach europejskich niszczenia i bezczeszczenia monumentów żołnierzy radzieckich, którzy oddali życie za wyzwolenie więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych, za uratowanie Europy i świata przed nazizmem”.

W tym kontekście odżyły także domysły mówiące o tym, że Niemcy zapłacili już światowej diasporze żydowskiej ogromne kwoty m.in. za to, aby nie były wymieniane już jako sprawca zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Wielu publicystów od dawna snuje także domysły, że postępuje proces poszukiwania tzw. winowajcy zastępczego, na którego przerzuci się część niemieckiej winy. Do tego od wielu miesięcy dochodziły wieści że w USA trwają prace nad wprowadzeniem prawa stanowiącego o tym, że mienie ofiar niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej – w całej Europie – powinno być zwrócone diasporze żydowskiej. W tak mało klarownej atmosferze nagle wybucha gwałtowna awantura z Izraelem, w której żydowskie państwo absolutnie nie liczy się z polską godnością i prawdą wynikającą z badań historycznych.

Jak w takiej sytuacji pozostać wolnym krajem, wolnymi obywatelami i jednocześnie nie dać się uwieść łatwej pokusie wzbudzenia w sobie skrajnych emocji i jak nie dać do siebie dostępu najgroźniejszemu uczuciu – nienawiści?! Właściwie – jako państwo, jako naród i jako pojedynczy ludzie – nie możemy już ustąpić. Nie możemy pozwolić na to, aby w naszym kraju główną rolę zaczęli odgrywać obcy. Musimy twardo stać na swoim stanowisku, otwarci na rozmowy, na wymianę argumentów, ale nieustępliwi, jeśli chodzi o prawdę historyczną i naszą narodową wrażliwość. Stanęliśmy na krawędzi – jeśli nasze władze ją przekroczą, to niestety wszyscy poczujemy się po prostu skrzywdzeni i poniżeni.

Jeśli władzom Izraela chodzi dziś o poniżenie Polaków, to muszą się przekonać, że napotkają twardą postawę. Tylko bowiem twarda postawa potrafi skłonić agresorów do przemyśleń i nie rozzuchwali ich w stosunku do naszych interesów. To ważny moment w naszej historii, on przesądzi o tym, czy będziemy w stanie dalej budować suwerenność naszego kraju.

W Polsce może być biednie, możemy mieć poważne problemy z wewnętrznym porozumiewaniem się i z gospodarką, ale nie wolno nam zrezygnować z poczucia własnej wartości, honoru i godności. To konieczny warunek, po spełnieniu którego nasza wspólnota nadal będzie miała potencjał do rozwoju. Jeśli natomiast damy sobie narzucić narrację, w której jesteśmy postrzegani jako współwinni niemieckich zbrodni, to niestety nic lepszego nas już nie będzie czekało.

Godnością i honorem nikogo się nie nakarmi, jednak bez tego etosu polskość będzie karlała i pogrążała się w marazmie, jakiego zwykle doświadczają narody, które dały się złamać i w konsekwencji skazane są już jedynie na karlenie. Narzucenie Polsce roli pomocnika Niemiec w zbrodni Holokaustu sprawi, że przestaniemy wierzyć w sens trudnego wysiłku budowania naszej trudnej niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pjongczang: Sport, muzyka i modlitwa

2018-02-19 18:13

Rozmawia Anna Wyszyńska

Z dr n. med. Markiem Krochmalskim, członkiem Polskiej Misji Medycznej na XXIII Zimowej Olimpiadzie w Pjongczang rozmawia Anna Wyszyńska

Archiwum Marka Krochmalskiego

– Cieszymy się wynikiem konkursu drużynowego naszych skoczków, ambitnie wywalczonym brązowym medalem, cieszymy się złotym medalem Kamila Stocha na dużej skoczni. Ale pozostanie w pamięci gorycz tamtej soboty, kiedy w indywidualnym konkursie na skoczni normalnej nasi zawodny zostali poza podium.

– Tamtej soboty było bardzo zimno, temperatura odczuwalna wynosiła chyba minus 25 stopni. Były duże porywy wiatru i czekaliśmy, że organizatorzy przerwą zawody, ale tak się nie stało. To nie nasze decyzje. Taki jest sport. To prawda, że po pierwszej serii już witaliśmy się z gąską, i spotkał nas bolesny zawód. Natomiast dobrze, że w kolejnych startach nasi skoczkowie pokazali swoje możliwości.

– Dzięki Panu możemy też dowiedzieć się trochę o tym, co dzieje się poza zawodami.

– Niedawno mieliśmy na igrzyskach Dzień Polski. W Gangneung odbył się koncert fortepianowy pod patronatem honorowym Agaty Kornhauser-Dudy, żony prezydenta RP Andrzeja Dudy. Obecni byli przedstawiciele polskiej ambasady, przedstawiciel prezydenta RP odczytał w jego imieniu list. W tym wydarzeniu uczestniczył bp Marian Florczyk – duchowy opiekun sportowców. Był też koncert fortepianowy w wykonaniu Łukasza Krupińskiego. W programie – muzyka Fryderyka Chopina i Ignacego Jana Paderewskiego. W koncercie uczestniczyli przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, narodowych komitetów olimpijskich, goście koreańscy, misja olimpijska, medyczna, trenerzy, zawodnicy. Nasi goście dowiedzieli się trochę o Polsce, o naszej historii i kulturze, o przypadającym w tym roku 100-leciu odzyskania niepodległości.

– W środę 14 lutego przypadał Popielec.

– W Środę Popielcową były odprawione trzy Msze św. w języku polskim w Pjongczang, w Gangneung oraz w miejscowości, gdzie mieszkają sponsorzy igrzysk. Oczywiście była również Msza św. w niedzielę 18 lutego, na którą przyszli wszyscy skoczkowie, a także inni sportowcy. To zawodnicy odczytali przypadające na ten dzień czytania liturgiczne. Mszę św. odprawił ks. Edward Pleń, bardzo lubiany i dzięki swojej serdeczności i otwarciu na innych, bardzo pomocny kapłan. Wręczał zawodnikom medaliki poświecone przez papieża Franciszka, natomiast bp Marian Florczyk, który opuścił już Pjongczang, wcześniej wręczył zawodnikom obrazki z relikwiami św. Jana Pawła II.

– Żałujemy, że nasi zawodnicy wywalczyli dotąd tak mało medali.

– Te igrzyska nie są naszym sukcesem pod tym względem, ale mimo wszystko było wiele sportowych emocji, jak chociażby ambitna rywalizacja naszych skoczków. Pięknie wystartowali nasi olimpijscy debiutanci w łyżwiarstwie figurowym, para taneczna Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew. Warto wiedzieć, że ich trenerką jest była polska zawodniczka w tej dyscyplinie Sylwia Nowak, która obecnie cały swój czas poświęca naszej parze tanecznej i młodemu narybkowi. Patrząc na ich występy, nie zawsze zdajemy sobie sprawę jak dochodzi się do olimpijskiego startu. To są tysiące godzin ćwiczeń i żelazna dyscyplina.

– Media piszą o niewielkiej liczbie kibiców na zawodach.

– To zależy od konkurencji. Tam, gdzie startują Koreańczycy np. w konkurencjach łyżwiarskich, jak jazda figurowa, short track, publiczności jest bardzo dużo. A z kolei skoki narciarskie, które dla nas były tak ważne, nie były transmitowane przez koreańską telewizję, bo nie było tam zawodników koreańskich. Faktem jest, że kibiców z Europy nie ma tutaj zbyt wielu. To zapewne sprawa odległości. Z Polski do Seulu leci się 8 godzin, z Europy Zachodniej jest to jeszcze dłuższy dystans. Z Korei Północnej przyjechała dużą grupa czirliderek, które pięknie dopingowały swoich zawodników. Dodam też, że nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o najwyższą ocenę igrzysk od strony organizacyjnej: świetne jedzenie, które chwalą wszyscy nasi sportowcy, czystość, punktualność. To wszystko jest naprawdę znakomite.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem