Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Reklama

Krym to nie kanapka

2017-05-09 13:50

Rozmawia Wiesława Lewandowska

O malejącym zaufaniu obywateli, załamaniu się linii propagandowej Kremla i słabości antyputinowskiej opozycji z Anną Łabuszewską rozmawia Wiesława Lewandowska

Anna Łabuszewska

Polub nas na Facebooku!

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od czasu wielkiej demonstracji na moskiewskim placu Błotnym w 2011 r. i późniejszego zabójstwa znanego opozycjonisty Borysa Niemcowa antyputinowska opozycja na kilka lat jakby zapadła w letarg, wyciszyła się. Pewne przebudzenie nastąpiło dopiero w marcu tego roku. Dlaczego właśnie teraz?

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Teraz to nie stara opozycja wyszła na ulicę, lecz młode pokolenie – zwane pokoleniem P – ludzie, którzy urodzili się, kiedy Putin doszedł do władzy. Dziś próbują artykułować swoje oczekiwania, odmienne od tego, co proponują im władza i państwo. To znamienne, że na demonstrację przeciwko skorumpowaniu władzy, zorganizowaną przez walczącego z korupcją Aleksieja Nawalnego, przyszli właśnie przede wszystkim bardzo młodzi ludzie, zupełnie niekojarzeni z jakąkolwiek opozycją.

– Czyli – socjologicznie rzecz biorąc – zupełnie inni niż w 2011 r.?

Reklama

– Tak. W 2011 r. demonstrowali przede wszystkim kojarzeni z opozycją przedstawiciele klasy średniej, ludzie niezadowoleni z konieczności funkcjonowania w anachronicznym wciąż systemie... Przyszli celebryci, bo dobrze było się pokazać, to było show.

– Z którego niewiele wynikało, bo opozycja antyputinowska zawsze była słaba?

– To prawda. Z tamtych masowych protestów nie wykluła się żadna klasa przywódcza. Rzecz jasna, także dlatego, że władze mocno pracowały nad tym, aby tak było; najbardziej aktywnych wyłapano z tłumu, skazano ich na wysokie wyroki, wielu jest nękanych do tej pory w dotkliwy sposób.

– Można powiedzieć, że w jakiś sposób uchował się jeszcze Aleksiej Nawalny...

– Nawalny wprawdzie uczestniczył w demonstracjach w 2011 r., nawet przemawiał, ale nie był wtedy pierwszoplanową postacią. W 2017 r. jest już bezpośrednim sprawcą społecznego zaniepokojenia i w dodatku udało mu się przyciągnąć na demonstrację 26 marca br. – co jest fenomenem – właśnie całkiem nowych ludzi, spoza szeroko pojętej dawnej opozycji.

– W jaki sposób?

– Bezpośrednim powodem wyjścia ludzi na ulice był opublikowany przez Nawalnego w Internecie materiał o skorumpowaniu premiera Dmitrija Miedwiediewa. Ta publikacja na YouTube miała aż 14 mln odsłon! Rzecz bez precedensu.

– To dlatego młode pokolenie postanowiło zaprotestować także w realu?

– Z pewnością. Władzy coś wymknęło się spod kontroli... Dotychczas uważano, że ten, kto kontroluje telewizję, ma władzę. Teraz okazało się, że to nie wystarcza, choć trzymana pod kontrolą telewizja w dalszym ciągu pozostaje w Rosji największym i decydującym środkiem masowego rażenia. Władze jednak przeoczyły to, że młode pokolenie wiedzę o świecie czerpie nie z telewizji, lecz przede wszystkim z Internetu.

– Niedopatrzenie, które Kreml będzie musiał pilnie naprawić?

– Tak. Myślę, że pytaniem, które teraz stawia sobie władza, jest to, jak bez politycznych strat przejąć kontrolę nad Internetem. A ma do dyspozycji odpowiednie narzędzia, odpowiednio elastyczne przepisy oraz wypróbowane wzorce kontroli nad Internetem, np. model chiński... Czy jednak nakładanie kagańca na Internet wystarczy? Czy zapewni ekipie rządzącej po raz kolejny odpowiednią kontrolę nad społeczeństwem?

– Społeczeństwo może nie wytrzymać dalszej eskalacji kontroli?

– Trudno to przewidzieć. Bo słowo „kontrola” nadal jest fundamentem, podstawą podstaw sprawowania władzy; umiejętne gaszenie lub wywoływanie odpowiednich nastrojów społecznych jest istotą funkcjonowania putinowskiego systemu. Swoje znaczenie ma wciąż także słowo „strach”– stosuje się bezpośrednie zastraszanie: aresztowania, nękanie, wysokie grzywny. I tak ostatnio Komitet Śledczy i Federalna Służba Bezpieczeństwa zrobiły wszystko, żeby Fundacja Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego odczuła boleśnie to, że wywołała demonstracje; przeszukano jej siedzibę, skonfiskowano komputery.

– Strach w społeczeństwie tym łatwiej obudzić, że w Rosji częściej niż demonstracje opozycji zdarzają się różnego rodzaju zamachy terrorystyczne...

– Do tej pory wszelkie zamachy – których za prezydentury Putina było rzeczywiście wiele – ekipa rządząca potrafiła obrócić na swoją korzyść.

– Niektórzy spekulują, że mogła je wręcz prowokować...

– Tego nie możemy stwierdzić, ale z pewnością postępowanie władzy było zawsze takie, że potrafiła się wykreować na obrońcę społeczeństwa.

– Tym razem ten zabieg socjotechniczny może się już nie udać?

– Rzeczywiście, można się już nad tym zastanawiać. Wcześniej bez kłopotu udawało się sprzedawać narrację, że władza jest gwarantem bezpieczeństwa. Czy teraz to zadziała – zobaczymy. Po ostatnim zamachu w petersburskim metrze widać już nieco inne reakcje społeczeństwa: o ile wcześniej reakcje te były bardzo emocjonalne – z wiarą przyjmowano zapewnienia władzy, była gotowość do rezygnacji z pewnych swobód na rzecz bezpieczeństwa – o tyle teraz odczuwa się pewien sceptycyzm, poczucie bezpieczeństwa najwyraźniej maleje.

– Rosyjskie społeczeństwo powoli budzi się z narkozy podanej mu przez władzę?

– Być może... Bardzo wymowne są komentarze w mediach społecznościowych, które w pewien sposób wiążą marcową demonstrację przeciw korupcji z zamachem w metrze, np.: „Po demonstracji 26 marca łapali nastolatków, uczniów, studentów, a wpuścili terrorystów”; pytano: „Co ta władza nam daje?”. Wytknięto Putinowi zaangażowanie Rosji w Syrii, jakoby – jak to propagandowo uzasadniał – po to, aby tam, na miejscu, zatrzymać potencjalnych terrorystów, którzy „będą wysadzać metro”... Ludzie przekonują się jednak, że cele Putina są inne, a jego troska o społeczeństwo jest pozorowana. Choć są to, oczywiście, tylko potoczne spekulacje, z pewnością mamy dziś do czynienia z załamaniem się linii propagandowej władz; zaufanie obywateli maleje.

– A to znaczy, że Kreml będzie musiał przystąpić do nowej propagandowej ofensywy, bo przecież do wyborów prezydenckich pozostał zaledwie rok. Czego można się spodziewać ze strony opozycji?

– Opozycji, która byłaby w stanie w wyborach stawić czoło Putinowi lub komukolwiek wskazanemu przez obóz rządzący, po prostu nie ma; nie ma zatem także dobrego opozycyjnego kontrkandydata... Poza Aleksiejem Nawalnym, który jest jednak z trochę innego rozdania.

– Kim jest Aleksiej Nawalny?

– To bardzo ciekawa postać. Działalność opozycyjną zaczynał kilka lat temu jako bloger, z wykształcenia jest prawnikiem i w bardzo specyficzny sposób wykorzystuje swą wiedzę prawniczą; na początku bardzo uważnie przeczytał przepisy regulujące działalność dużych spółek, po czym jako akcjonariusz tych spółek pozyskiwał dostęp do dokumentów, które wnikliwie analizował, dzięki czemu mógł pokazać, w jaki sposób są marnotrawione i rozkradane pieniądze, którymi budżet państwa zasila te spółki. Udało mu się przebić do oficjalnej polityki – wsparty przez grono zapaleńców w 2013 r. startował w wyborach na mera Moskwy i osiągnął całkiem przyzwoity wynik, na tyle dobry, że władze trochę się przestraszyły. Nie tyle osobą Nawalnego, ile łatwością, z jaką w krótkim czasie udało mu się pozyskać społeczne poparcie. Teraz przymierza się do startu w wyborach prezydenckich.

– Rosyjski politolog Stanisław Biełkowski ludzi takich jak niezależny działacz polityczny Aleksiej Nawalny nazwał pół-Europejczykami. Co to znaczy?

– Pomijając to, że Biełkowski ma tendencję do daleko posuniętej ironii, można powiedzieć, że Nawalny na pewno nie jest bezkrytycznie zapatrzony w Zachód. Przeciwnie, w swoim czasie miał nawet flirt z nacjonalizmem rosyjskim, chodził na „ruskie marsze”, próbował się dogadywać z hersztami nacjonalistów, propagował nacjonalistyczne hasła.

– Można powiedzieć, że wciąż jest rosyjskim nacjonalistą?

– Myślę, że wiele z tego, co mówi i co robi, na to wskazuje. Dowodem może być jego dziwny jak na opozycjonistę stosunek do aneksji Krymu. Popularność zyskała jego niejednoznaczna wypowiedź, że „Krym to nie jest kanapka, którą można sobie przekazywać z rąk do rąk”. Nawalny zachowuje w tej sprawie dystans.

– Jaką bronią przeciw władzy dysponuje obecnie Aleksiej Nawalny?

– Jego narzędziem jest Fundacja Walki z Korupcją. Dzięki grupie zwolenników prowadzi coś w rodzaju dziennikarstwa śledczego, które w rosyjskich mediach nie funkcjonuje. Działa w zakazanych obszarach, zbiera kompromitujące materiały – zazwyczaj dotyczące wszelkiego rodzaju przekrętów finansowych – o czołowych przedstawicielach władzy, wysoko postawionych urzędnikach, o ich rodzinach i wzajemnych powiązaniach. Jest to naprawdę bardzo przyzwoite dziennikarstwo śledcze.

– I jako takie niezdradzające źródeł pozyskiwanych informacji...

– Można się domyślić, że dzięki dobrze ulokowanym informatorom Nawalny wykorzystuje to, co na pewno istnieje w grupie trzymającej władzę, czyli pewien podział klanowy, oraz walkę podjazdową między tymi klanami. Nie sądzę, aby wyłącznie dzięki analizie otwartych źródeł był w stanie dokopać się do tak sensacyjnych szczegółów, które upublicznia.

– Można powiedzieć, że dysponuje „hakami” na wielu prominentnych przedstawicieli władzy?

– „Haki” to jest coś, czego się nie pokazuje, a jedynie nimi straszy. Nawalny natomiast te informacje upublicznia. Ostatnio pokazał, w jaki sposób Dmitrij Miedwiediew przekuwa rentę korupcyjną na konkretne obiekty zbytku. Nawalny objaśnia, w jaki sposób działa ten proceder, jak wykorzystuje się fundacje dobroczynne, które dobroczynne są wyłącznie z nazwy, a w istocie są pralniami korupcyjnych pieniędzy. W komentarzach internauci sugerują, że Miedwiediew miał zapewne przyzwolenie Putina na to, aby dojść do takich majętności – w podzięce za to, że przez 4 lata siedział spokojnie w fotelu prezydenckim, by zachować to miejsce dla Władimira Władimirowicza.

– A zatem Nawalny raczej nie straszy swych „bohaterów”?

– Tego nie byłabym już taka pewna. Sam Miedwiediew starał się zlekceważyć sprawę, mówiąc, że to jakieś bzdury, jakieś papierki, ale nie zdementował doniesień Nawalnego... Trudno wprawdzie zawierzać prowadzonym w Rosji sondażom opinii publicznej, jednak między lutym a marcem odnotowano obniżenie poparcia dla Miedwiediewa aż o 10 punktów procentowych. A to daje do myślenia.

– I świadczy o realnym, może nawet groźnym dla władzy przebudzeniu społeczeństwa?

– Czy naprawdę groźnym, tego nie byłabym pewna. Niewątpliwie jakieś przebudzenie następuje, ale czy na chwilę, czy na dłużej – trudno powiedzieć. Wygląda na to, że ludzie dotychczas stroniący od polityki, zajmujący się swoimi sprawami, zaczynają zauważać, że coś jest nie w porządku...

– Przyciśnięci rosnącą biedą skonfrontowaną z nieprzyzwoitym bogactwem rządzących?

– Z pewnością przeciętny Rosjanin, któremu żyje się coraz trudniej, zaczyna lepiej rozumieć tych, którzy wyszli w marcu na ulice, by zaprotestować przeciwko obrzydliwej korupcji na szczytach władzy. Na razie trudno jednak określić, jak wielu ludzi ogarnia to zwątpienie i czy urośnie ono aż tak, by realnie zagrozić rządzącym.

– Bo zawsze można się obawiać, że aby zapewnić sobie reelekcję, Władimir Putin będzie się starał uspokoić pogarszające się nastroje przez „dokręcanie śruby”?

– Sytuacja wewnętrzna w Rosji jest bardzo dynamiczna i trudno powiedzieć, jaki scenariusz napisze władza. Trzeszczy w szwach dotychczasowy scenariusz utrzymywania kontroli nad wszystkim, a więc bezpiecznego przeprowadzenia reelekcji Putina. Prawdopodobne stają się więc działania bardziej radykalne, represje dotkliwsze niż obecnie. Ale możliwa jest też jakaś dekompozycja wewnątrz ekipy rządzącej, która – jak można przypuszczać – nie jest monolitem. Jedno jest niezmiennie pewne: Rosja Putina jest dla siebie samej i dla świata wielką zagadką.

* * *

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

Niedziela Ogólnopolska 20/2017 , str. 36-37

E-mail:
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: +48 (34) 365 19 17

Działy: Świat

Tagi: wywiad rozmowa

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Europo, czy mnie jeszcze miłujesz? EDYTORIAL

Dziękuję wszystkim uczestnikom II Archidiecezjalnej Pielgrzymki Świata Pracy do Henrykowa. Budujemy wspólnie kulturę spotkania. »
Abp Józef Kupny

Reklama

Moje pismo Tęcza - 3/4 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas